Styczniowe surfowanie

Holandia to kraj który mnie zaskakuje i fascynuje. Nic tutaj nie wydaje mi się oczywiste i wiele razy wspominałam, że wychodząc z domu kieruję się zasadą, że „spodziewam się wszystkiego wszędzie”. Jest to na pewno ciekawe, ale bywa też męczące, gdy nie rozumie się jeszcze zasad, które obwiązują i dużo rzeczy po prostu zaskakuje. Ale powoli się uczymy :). Choć w Holandii idzie mi to powoli – nie wiem czy to przez mój wiek (gdy byłam młodsza mniej się przejmowałam i mnie zastanawiałam i nie miałam psa) czy rzeczywiście Holandia po prostu lubi zaskakiwać :). A może mix wielu czynników?
Czytaj dalej

Wielka woda

Ciszyca to nieduża wieś położona koło podwarszawskiego Konstancina-Jeziornej. Miejscowość jak miejscowość, raczej niczym specjalnym się nie wyróżnia: domki, ulica, pola, kościół. Co nas interesowało w Ciszycy to dostęp do wspaniałej, dużej, nadwiślańskiej plaży. Zapewne większość warszawiaków zna Ciszycę i jej nadrzeczny skarb, ale my o plaży dowiedzieliśmy się niedawno z tego blogu: http://pieswwarszawie.blogspot.com/2011/10/wypoczynek-nadwislanska-plaza-w-ciszycy.html Z Łomianek do Ciszycy jest spory kawałek, bo trzeba przejechać przez całą Warszawę, dotrzeć do Konstancina i jeszcze odbić w bok w stronę Wisły. Jednak warto było zadać sobie trochę trudu i tam dojechać, bo miejsce jest wspaniałe! Pojechaliśmy tam w niedzielny poranek, więc było pusto i spokojnie. Berek pobiegał po piasku i wskoczył do wody. Pomimo upalnej pogody tego dnia, rano było jeszcze znośnie a nad samą wodą był przyjemny wiaterek. Psiak wyglądał na trochę oszołomionego wielkością wody. Do tej pory widział tylko kałuże a tu nagle taka wielka woda :). Wciąż ostrożnie, ale z ogromna przyjemnością, wskakiwał po patyk, dzielnie aportował i chciał jeszcze! i jeszcze!. Wspaniale się bawiliśmy i na pewno to jeszcze nie raz powtórzymy.