Agresja przy misce

Zachowania Berka przy misce nie określiłabym jako agresywne, jednak nie jest ono dla mnie zadowalające. Berek przy misce spina się, jest wyjątkowo czujny i na pewno nie jest zrelaksowany. Berek jest psem upartym, ma silny charakter, ma w sobie bardzo dużo pasji i zawsze zachowuje się tak jakby dokładnie wiedział czego chce. Są to cechy, których seter potrzebuje, aby pracować, wykonując zadania w polu do których został wyhodowany i przystosowany. Berek jest taki praktycznie we wszystkim co robi. Nieważne czy się ze mną wita, czy zaprasza do zabawy innego psa, czy biegnie, czy tropi – wszystko robi całym sobą. Uwielbiam go za to i nie wyobrażam sobie żeby zachowywał się inaczej. Jednak przyznam, że jego zaangażowanie przy misce mi zupełnie nie odpowiada.

Berek miał okres w swoim życiu, że zaczął powarkiwać na nas, gdy w misce lądowało jedzenie. Zaczęłam karmić go z ręki. Siadałam z nim na podłodze i jedliśmy 🙂 Dostawał całą swoja porcję z ręki i nie było innej możliwości, żeby jadł. Szybko Berek załapał o co chodzi i po pewnym czasie, jeśli nie było mnie obok, nie brał nic sam z miski. Czasem podchodziłam do miski, gdy Berek już przy niej był. Dokładałam mu kawałek kiełbaski, albo coś równie dla niego smakowitego. Trzymałam w misce ręce, a Berek musiał wyjadać smaczki spomiędzy moich palców.

Jednak nadal nie jest idealnie. Jeśli Berek dostaje coś wyjątkowo dobrego, na czym mu super zależy, niepotrzebnie napina się przy misce. Nie wiem do końca co ma zamiar zrobić a to nie jest za dobrze. Karmienie z ręki przestało być wystarczające, bo pies jest zakręcony na to co w tej ręce jest i tak czy inaczej wydaje się wyłączony na wszystko co dzieje się naokoło a jedynie zapatrzony w jedzenie. Wymyśliłam na to nowy sposób…

Trzymam Berkową miskę w ręku i stoję cierpliwie czekając aż Berek oderwie wzrok od miski i spojrzy mi w oczy. Po nawiązaniu ze mną kontaktu wzrokowego natychmiast daje mu trochę jedzenia z ręki. Berek dość szybko to załapał. Wybija go to z transu w jaki wpada na widok jedzenia.

Nie warto zabierać psu miski z jedzeniem, gdy nie spodoba nam się jego zachowanie. Takie postępowanie doprowadzi tylko do tego,  że człowiek zbliżający się do psiego jedzenia będzie zwierzęciu kojarzył się ze znikającą miską i swoistą karą. Najprawdopodobniej będzie chciał tego uniknąć i niepożądane, agresywne zachowanie może się nasilić. Warto jest budować dobre skojarzenia i pokazać psu, że nasza obecność przy jego misce może przynieść mu same korzyści.

Zdaję sobie sprawę, że jeszcze do końca nie rozwiązałam tego problemu u Berka. Najprawdopodobniej będę musiała pracować z nim w ten sposób jeszcze przez wiele lat (tak, lat – nie miesięcy). Przeczytałam wiele artykułów na ten temat i rozmawiałam z behawiorystką, która popierała metody pozytywne w pracy z psem. Znając charakter Berka, nie wiem jak inaczej mogłabym z nim przepracować takie zachowanie. Berek jest psem na którego krzyk, okazywanie przewagi siłowej, „ustawianie do pionu” nie działa. Widać, że zamyka się wtedy w sobie, staje się butny i nieprzystępny, jeszcze bardziej się stawia. Wiem, że najważniejsze to pokazać mu o co chodzi i powoli przepracować drogę do jego rozumku. Jeśli Berek czegoś nie zrozumie sam, to szkolenie i moja praca nie przyniosą żadnych efektów. Myślę, ze podobnie jest z wieloma psami.

jedzenie
Stare fotki – dziewięciomiesięczny Berek duma nad warzywkami.

jedzenie2

Dwa setery

Przyjechałąm z Berkiem na kilka dni do Warszawy, do moich rodziców.  Już zreanimowałam sie po podróży PKP, udało mi się przeziębić siedząc na korytarzu w pociągu, ale jestem w stanie skupić się na tyle, żeby zrobić nowy post.

W piątek w pociągu relacji Kraków – Warszawa było OK – dla mnie najorsze jest dotarcie do pociągu komunikacją miejską, gdyż Berek właśnie w autobusach i tramwajach dostaje często bzika. W pociągu zasypia zanim wytoczymy się ze stacji. Na szczęście w drodze na dworzec był spokojny, w pociągu to anioł. Jadąc w Warszawie z Centralnego do Łomianek – metrem i autobusem, też nie było tragicznie, choć Berek był zdenerwowany, ciągnął i kręcił się. Mam wyjątkowo trudnego psa jeśli chodzi o podróżowanie, a ponieważ nie mamy auta, jest to nieuniknione. W trochę zarozumiały sposób powiem, że jeśli psiarz nie jeździ ze swoim pupilem komunikacją miejską , to dużo jeszcze nie wie o swoim psie… NIc nie wiecie o życiu ;)… I chociażby ten fakt jest najlepszym argumentem do tego, że pies w komunikacji miejskiej, czy łagodny czy nie,  mały czy duży, MUSI mieć kaganiec. A ostatnio widziałam w metrze psiaka większego od Berka bez kagańca…

Ale udało się 🙂 i jestem z Berka i siebie dumna, że daliśmy radę :). Za to w sobotę umówieni byliśmy z Pepe – seterem Irlandzik z bloga Living with Pepe. Było super, choć psiaki nie szalały w zabawie. Jednakże, osobiście podejrzewałam, zę tak będzie gdzyż Pepe jest dorosłym samcem, a Berek podrostkiem, któy jest już w tym wieku, że nie jest zawsze przez samce akceptowany. Normalne. Pepe delikatnie, ale też bardzo jednoznacznie, pokazał Berkowi kto tu rządzi na tym spacerze. Berek to zaakceptował i psy uprzejmie się tolerowały przez resztę wycieczki :). Zauważyłam, że Berek nie biegał tylko szedł, przeważnie z boku albo z przodu. Unikał kontaktu i wyglądał na trochę przygaszonego. Myślę, że w taki sposób pokazywł Pepe, że nie będzie mu wchodzić w drogę. Przyznaję, że trochę zaskoczyło mnie Berkowe zachowanie, bo wiem jak szaleje na tych polach i biega w prędkością wiatru, niezależnie od pogody i pory dnia. Jednak psy mają swoje sposoby porozumiewania się i nie ma co w to integrować. Psy dogadały się tak, a nie inaczej, ustaliły taką a nie inną hierarchię i musieliśmy to uszanować. Ciężko było złapać oba psiaki w jeden kard do zdjęcia 🙂

Osobiście byłam zachwycona spacerem 😀 Mam nadzieję, że to powtorzymy i być może Pepe i Berek powoli się do siebie bardzie przekonają. A jeśli nie? Berek musi umieć odnaleźć się i w takiej sytuacji, a Pepe jest wspaniałym kompanem do tego aby pokazać młodszemu, że nie zawsze może robić co mu się podoba 🙂

P.S Na spacer wybraliśmy się na pola nad Wisłą, na wysokości Dziekanowa Leśnego, pod Warszawą.

DSC_0122
Piekny, mahoniowy Pape

DSC_0127

DSC_0161

DSC_0154

DSC_0133

DSC_0140
Ta czarna plana to Berek – coś właśnie upolował w trawie 🙂

DSC_0141

DSC_0155

DSC_0173

Psy są wyjątkowe

Żeby miło wypocząc to najpierw trzeba się naprawdę zmęczyć. Nic-nie-robienie wykańcza, a odpoczywanie od nic-nie-robienia nie ma do końca sensu. Uważam, że  psychicznie najlepiej odpoczywamy, gdy jest to odpoczynek aktywny. Natomiast po wysiłku fizycznym warto chwilę posiedzieć w bezruchu. W ostatnią środę mieliśmy z Berkiem bardzo intensywny dzień. Wyszliśmy z domu chwilę po 8.00, a wrociliśmy po 20.00. Czego byśmy nie robili przez dwanaście godzin, to pies będzie zmęczony samym byciem poza domem. I Berek był zmęczony i fizycznie i psychicznie, bo zaserwowałam mu masę wrażeń :).

Rano pojechaliśmy z wizytą w okolice Ojcowa, gdzie Berek spotkał 4 przecudne ośmiotygodniowe Gordonki i piękną prawie półroczną sunię z którymi spędził większą część dnia. Po południu natomiast poszliśmy na nasz trening agility. Jednak nie o tym chcę mówić. Chcę wspomnieć o przymusowej przerwie, pomiędzy wypadem do Ojcowa a treningiem agility, którą spędziłam z Berkiem „na mieście”. Byliśmy zmęczeni i wiedziałam, że muszę znaleźć spokojne miejsce, gdzie Berek zaśnie, a ja wypiję kawę. Takie miejsce szybko znalazłam i przez tą godzinę byłam w siódmym niebie :D…

Przedpołudnie było wspaniałe, bo wizyta u szczeniaczków mnie zachwyciła. Berek zachowywał się wyjątkowo dobrze w autobusie i nie płakał mimo iż jechaliśmy prawie 1,5 godziny w jedną stronę. Pogoda była wspaniała, a dla mnie cały dzień był jak małe wakacje. I teraz miałam jeszcze w perspektywie  trening agility, które polubiłam i zawsze na nie czekam z niecierpliwością. I tą przysłowiową wysienką na torcie była owa przerwa na kawę w towarzystwie mojego kochanego psa, w mojej ukochanej kawiarni. Nie chcę aby to był wpis o psiej miejscówce, bo nie o to mi tutaj chodzi. Chcę tylko zaznaczyć, że czas spędzony z moim psem jest dla mnie wyjątkowy, a ta godzina nad kawą, gdy mój psiak lezał mi u stóp, była idealna!

Dlaczego to dla mnie takie wyjątkowe? Otóż zanim miałam psa to myślałam sobie, że kiedyś mój psiak będzie ze mną chodzić w różne miejsca i będziemy oboje mieć z tego frajdę. Takie były moje proste marzenia i założenia, ale rzeczywistość okazała się trochę inna. Berek chętnie ze mną chodzi i wiem, że lubi spędzać ze mną czas. Jednak przyzwyczaiłam go do długich spacerów po polach i stosunkowo rzadkich wizyt w mieście. Mieszkam daleko od centrum i siłą rzeczy nie mam za dużo okazji by spacerować z psem po ulicach i łaźić po kawiarniach. Naturalne jest, że Berek woli biegać po łakach a nie zwiedzać Rynek. Okazało się też, że nie lubi poruszać się komunikacją miejską i wyraźnie nie sprawia mu to przyjemności. Pracujemy nad tym powoli, jeździmy do miasta gdy mam energię i dużo spokoju, aby cierpliwie pracować z Berkiem nad jego lękami i rozładowywać jego irytację. Na razie muszę zapomnieć o zabieraniu psa ze sobą gdzie tylko chcę i kiedy chcę, gdyż wiem, że on przeżywa to zdecydowanie za bardzo, żeby mógł to po prostu bez oporów akceptować. Co za dużo to nie zdrowo, a ja muszę uszanować to co jemu odpowiada.

Ale ta godzina w kawiarni, kiedy Berek był spokojny i rzeczywiście też potrzebował tego odpoczynku, a ja mogłam siedzieć i patrzeć na jego uśmiechniety ryj, była wspaniała! Dała mi dużo energii na dalszą z nim pracę. Ten czas jaki z nim spędziłam był dla mnie magiczny i nie zamieniłabym tego na nic w świecie. Mam nadzieję, że kiedyś dogadam się z Berkiem w kwestii naszych wspólnych wypadów na kawę, do cywilizacji :).

Warto od czasu do czasu spróbować zrobić coś innego ze swoim psem. Może długa wycieczka w nowe miejsce, albo jakaś nowa zabawa lub inna forma integracji ze zwierzakiem? To nakręca na więcej, przypomina jak wspaniałym zwierzęciem jest pies. Nie pozwólny, aby nasz pies stał się dla nas rutyną!

DSC_0860

Rusz z kanapy 4 łapy

Poszliśmy, mimo iż to nie jest akcja skierowana do nas, bo Berek nie ma problemu z otyłością, a mnie nie trzeba namawiać do długich spacerów z psem.

Bardzo cieszyłam się na tą akcję, bo chciałam miło i trochę inaczej niż zwykle spędzić czas z Berkiem. Niestety muszę przyznać, że akcja mnie rozczarowała. Spacer był fajny, bo spotkaliśmy się z Amberem, a także dlatego, że Berek był bardzo grzeczny. Jednak cała reszta pozostawia dużo do życzenia.

Wczoraj było bardzo gorąco. Wyruszyłam z Berkiem około 10.00, bo zamierzałam dojść na Błonia a nie pakować go do autobusu, gdyż wiem, że tego nie lubi. Podjechaliśmy tylko 2 przystanki a resztę drogi szliśmy. Dotarcie do centrum zajęło nam ponad 1,5h , bo musieliśmy często robić przerwy na odpoczynek w cieniu. Berek wypił całą dwulitrową butelkę wody, a ja szybko musiałam dokupić więcej po drodze. Cieszyłam się, że niedługo będziemy na miejscu, bo organizator (Royal Canin) obiecał wodę dla psiaków. Przed całą imprezą poszłam jeszcze na chwilę do mojej ukochanej kawiarni, gdzie wiem, że jest betonowa podłoga i Berek mógł się ochłodzić. Przesiedziałam tam prawie godzinę, aż udało mi się wystudzić psiaka :). Potem ruszyliśmy na Krakowskie Błonia…

Okazało się, że akcja Rusz z kanapy 4 łapy polegać miała… na puszczaniu balonów z helem…. Każdy dostał balonik, gdzie miał napisać imię swojego psa i jego wagę. Na znak od Pani z Megafonem, wszyscy mieliśmy puścić balony. Nawet mnie ten pomysł znudził, a co dopiero psy… Razem z Amberem schowaliśmy się w cień i obserwowaliśmy co będzie dalej. A nie było nic. Puszczanie balonów to było to co było zaplanowane. Być może działo się coś jeszcze jednakże ludzie i psy były zbite w taki tłum, że nie było możliwości, żeby przepychać się tam ze zwierzakami. Oczywiście w tym największym kłębowisku ludzko-psim były tez aż dwie miski z wodą…

Nie rozumiem czemu organizator nie rozdzielił tej imprezy na kilka mniejszych, tak, żeby tłum nie kłębił się tylko w jednym miejscu. Wiadomo przecież, że psy miałyby wtedy lepszy dostęp do wody i byłyby zapewne spokojniejsze unikając tłumu.

Niestety z powodu upału szybko zmyłam się do domu, bo Berek był zagotowany. Jeszcze na dodatek mieliśmy w perspektywie powrót do domu, czyli podjechanie autobusem tylko kilku przystanków a reszta na piechotę. Gdy dotarliśmy na przystanek, usiadłam z Berkiem w cieniu na chodniku i Berek zmęczony wrażeniami i pogodą zasnął. Nie było osoby która by się na nas nie gapiła.. ale nie dziwie się, bo siedziałam na ręczniku pod ściana jakiegoś domu, wpierniczałam biszkopty z torebki, a mój pies chrapał koło mnie w najlepsze śliniąc się na chodnik… Postanowiłam, że zaczniemy od podjechania autobusem – jeśli będzie źle to szybko wysiądziemy. Miałam jednak cicha nadzieję, że Berek nie będzie wariował i dojedziemy do domu komunikacją. I zdarzył się cud!! W autobusie Berek położył się i leżał spokojnie prawie całą drogę!!!! Udało mu się obślinić jakąś siostrę zakonną i pogapić się przez okno, ale tak poza tym był spokojny. Nie mam pojęcia czemu. Czy po prostu nie chciało mu się miotać? Czy był aż tak zmęczony całą imprezą, że nie miał siły panikować? Nie wiem. Nawet nie wiem co myśleć 🙂

Ale wracając do samej imprezy Rusz z kanapy 4 łapy – uważam, że sam pomysł, aby namawiać właścicieli psów do dłuższych spacerów, dbania o prawidłową wagę psa jest jak najbardziej słuszny. Jednak w Krakowie moim zdaniem impreza nie była do końca udana. Puszczanie balonów z helem nie namówi nikogo do aktywności fizycznej. Chociaż Berek wykazywał dużo aktywności fizycznej żeby zapolować na ten balon…

SAM_0762

Trochę ironii

No cóż – ostatnio ze mną można rozmawiać tylko o kupie… Ale nie byle jakiej kupie – tylko o kupie Berka! A to już sprawia, że temat jest arcyciekawy. No bo fajnie jak kupa jest. U psów trochę jak u małych dzieci – nie powiedzą co im jest więc człowiek obserwuje. Także kupę. Kupa jest – można diagnozować, szukać innych objawów mniej lub bardziej niepokojących. Ostatnio punktem odniesienia w moim życiu jest kupa.

Berek chorował najpierw na wątrobę. Sytuacja została opanowana proszkami. Jednak dość szybko biegunki powróciły. Nie było aż tak źle, ale i tak martwiliśmy się, a Berek znów zaczął chudnąć. Zaczęły się obserwacje … A to patrzyłam co mu daję i jaka jest reakcja. A to zastanawiałam się czy z dobrego źródła jest mięso, które mu gotuję. Potem przyszedł czas na wizytę u poleconego weterynarza i kolejne badania. Tym razem nauczona już doświadczeniem (badania krwi miał niedawno, więc co jeszcze zostało do przebadania?) stawiłam się w gabinecie z Berkiem i jego kupą. Pan doktor był pod wrażeniem mojego profesjonalizmu i determinacji :). Mieliśmy ustalić czy Berek nie ma pasożytów. Po ewentualnych wyeliminowaniu pasożytów zostawał tylko zmiana diety.

Oczekując na wyniki dalej walczyłam z Berkową kupą :/. Akurat był weekend majowy… perfect timing kupo! Badanie oczywiście wykazało brak pasożytów. Teraz jestem na etapie poszukiwania karmy idealnej, takiej która pomoże mojemu psu, ale także która Ryjosław zaakceptuje. Berek ogólnie jest niejadkiem. Nigdy nie był łasuchem, no może trochę jak był małym brzdącem i próbował rządzić przy misce. Teraz, gdy nie czuje się za dobrze, to medytuje nad ta miską jakbym nie wiem jakie ohydztwa mu podała. Jednak wychodzę z założenia, ze jakby był naprawdę głodny to by zjadł. Lekarz powiedział, że Berek wygląda zdrowo, a ja potwierdziłam, że humorek mu dopisuje. Tylko, że kupa tez mu dopisuje…

DSC_0345

DSC_0353

DSC_0367

DSC_0368
Berek pracuje: węszenie, ogon w górę, nos przy ziemi. Piękne 🙂

DSC_0376

Psa trzeba się nauczyć

W niedzielę pogoda w Krakowie była wspaniała – świeciło słońce, ale nie było gorąco. Idealna pogoda na spacer z psami 🙂  Przyjechał w odwiedziny w Berkowe rejony Amber, o którym już kiedyś pisałam TU.

Amber jest moim ulubionym nie moim psem :). Zdobył moje serce już dawno, a chłopak wie ile mocy ma jego słodkie spojrzenie :). Poszliśmy z psiakami na pola, gdzie mogły swobodnie biegać. Przyznaję, że nie do końca rozumiem relacje panujące pomiędzy Berkiem a Amberem. Wydaje się, że tolerują się, ale każdy z nich na swój własny sposób próbuje ustawić tego drugiego. Berek ignorował zaczepki Ambera, ale do czasu, gdy nie pojawiły się smaczki. Wtedy położył go na łopatki i pokazał, że nie ma dyskusji – kiełbaska jest jego. Jednak już po chwili Amber próbował pokazać, że on też ma coś do powiedzenia i tak łatwo nie ulegnie. 

Po spacerze Amber odwiedził nas w mieszkaniu, gdzie oba psy natychmiast zasnęły w dwóch rożnych kątach pokoju. Napięcie pojawiło się dopiero znów przy okazji smaczków.

Spacer był super! Uważam, że jeśli Amber i Berek będą spotykać się częściej to szybko się dogadają i nauczą jeden drugiego. My już wiemy, że trzeba unikać „żonglowania” smaczkami, bo prowadzi to tylko do stresujących sytuacji. Tak więc roczek po kroczku i psiaki się zrozumieją, a my będziemy mieć pełną instrukcje obsługi duetu Amber-Berek 🙂

Mam nadzieję, że Amberowi podobało się chociaż trochę i że będzie więcej okazji do następnych spotkań 🙂

DSC_0335

DSC_0338
Berek pokazał mi język

DSC_0340

DSC_0343

DSC_0347

DSC_0355

DSC_0406

Klatka dla psa w domu – tak, czy nie?

Zanim jeszcze Berek do nas trafił, wiedzieliśmy, że będziemy stosować w domu klatkę. O czym mówię? Nazwa „klatka” źle się kojarzy, jednakże dla psa owa „klatka” („kojec”, „crate”, „kennel”) spełnia rolę budy, bezpiecznego azylu, gdzie zwierze może zupełnie się wyłączyć i niczym nie przejmować.

Nasz świat jest dla psa bardzo stresującym miejscem. Zastanówmy się ile rzeczy w naszym codziennym życiu może zaskoczyć naszego psa. Zwykle zwierze nie ma żadnego wpływu na to co dzieje się wokół niego. My, ludzie, często zakładamy, że pies może sobie doskonale ze wszystkim poradzić, bo… przecież nic się nie dzieje…. Jednakże, rozgadani goście, głośna muzyka, denerwujący dźwięk w TV, nasze poddenerwowanie itp. mogę wprowadzać w psie życie bardzo dużo niepokoju. Klatka to miejsce, gdzie pies może się schować i przestać przejmować, nasłuchiwać i nie czuje się w obowiązku być czujnym.

Przyzwyczajaliśmy Berka do klatki od samego początku. Oczywiście jak był malutki nigdy go w niej nie zamykaliśmy, gdyż szczeniak nie jest fizycznie w stanie wstrzymać oddawania moczu, więc brak możliwości pójścia na matę i zrobienia siusiu może być dla niego stresujący. Jednakże układaliśmy go do snu w klatce, zawsze otwartej, i mały zwykle przesypiał w niej całą noc.  Gdy stawał się coraz większy i mógł już bez większych problemów wstrzymać mocz, zamykaliśmy go na 20 minut, potem 30, wydłużając do godziny. Zawsze wychodziliśmy wtedy na ten czas z domu, żeby Berek nas nie słyszał, nie czuł się wyizolowany i zamknięty „za karę”. Nigdy nie zdarzyło mu się załatwić w klatce. Teraz, gdy wraca ze spaceru idzie od razu do klatki i tam zasypia. Dopiero po pewnym czasie jest gotowy aby położyć się w innym miejscu. Generalnie to właśnie w klatce Berek regeneruje podstawowe siły po intensywnym spacerze. Również, gdy szykuję się do wyjścia i Berek wie, że zostaje w domu, często sam wędruje do klatki i zasypia zanim ja wyjdę. Ciekawe, że gdy wracam, to leży na plecach i śpi jak kamień. Często zabiera mu chwilę, żeby się wybudzić 🙂

Warto zaznaczyć, że klatkowanie psa adoptowanego ze schroniska, lub po przejściach, bardzo często jest niemożliwe. Takim psom kraty kojarzą się z dramatycznymi rzeczami i, uważam, że nie ma sensu próbowanie wmówienia im, że klatka to teraz super sprawa… Pamiętajmy, że psy są różne i trzeba umieć dostosować sposób wychowania do ich charakteru i potrzeb.

Trzeba pamiętać:

  • Psa nie można zamykać w klatce „za karę”. To ma być miejsce, które dobrze mu się kojarzy. Chodzi o same miłe rzeczy i już:)
  • Psa najlepiej przyzwyczajać do klatki od szczeniaka. Oczywiście na początku nie zamykamy w niej psa, a raczej pozwalamy mu w niej zamieszkać. Potem zamykamy go na bardzo krótki moment, który będziemy wydłużać odpowiednio do tego jak rośnie i dojrzewa psychicznie i fizycznie nasz psiak.
  • Pamiętaj, że pies nie załatwi się w klatce, bo jest to jego posłanie. Nie stresuj młodego psa trzymając go w niej dłużej niż on fizycznie jest w stanie wstrzymać mocz.
  • Klatka musi być odpowiednio duża żeby pies mógł w niej stać i się obracać (np dla Berka mamy klatkę 109x69x75 cm)
  • Postaw klatkę w zacisznym miejscu, ale NIGDY przy kaloryferze, lub na słońcu przy oknie.
  • Zadbaj aby w klatce było psu przytulnie, możesz zasłonić ścianki jakimś materiałem.
  • Możesz zostawić psu w klatce zabawkę. Jednak jak zauważyłam, Berek w klatce tylko śpi 🙂

Według moich obserwacji klatka, oczywiście odpowiednio używana, jest bardzo dobrym rozwiązaniem.  Wiele osób twierdzi, że ludzie klatkują psy, aby te nie poniszczyły mieszkania. Trochę w tym racji, gdyż wiem, że wynajmując mieszkanie nie mogę pozwolić psu na psocenie. Klatka dała mi pewien komfort psychiczny, bo zawsze wiem co zastanę wracając do domu. Jednakże, chodzi o coś jeszcze – Berek nauczył się, że nie da się niczego zniszczyć, bo zawsze jak coś kradł natychmiast następowała nasza reakcja i pies doskonale rozumiał, że nie może tego robić. Nie było sytuacji, że Berek coś zjadał, a ja po 2 godzinach wracałam do domu i zaczynałam się złościć. Pies nawet jeśli nie jest ukarany, doskonale wyczuwa nasz nastrój i kojarzy go ze szkodą którą zrobił. Dzięki klatce tego nigdy nie było, bo mogłam od razu przekazać psu, że nie podoba mi się, że coś ukradł i to obgryza. Teraz Berek kradnie czasem skarpetkę albo ścierkę do naczyń… i nam przynosi albo się z tym kładzie na posłaniu, bo tylko chce zwrócić naszą uwagę. Nie traktuje rzeczy jak swoich zabawek. Ośmielę się stwierdzić, że klatka bardzo uprościła świat Berka. Ale pies tego potrzebuje, bo środowisko, które stworzył mu człowiek bywa dla zwierzęcia przytłaczające. W klatce Berek wyłącza się i może sobie w spokoju śnic o galopowaniu po polach 🙂 🙂

Codziennie zapewniam Berkowi około 2 godzin (czasem więcej) biegania bez smyczy, niezależnie od dnia i pogody,dlatego też relaks w klatce jest mu wręcz potrzebny. Pamiętaj, że ruch dla młodego i zdrowego psa jest jedną z ważniejszych rzeczy.

DSC_0001 (3)
Relaks w klatce 🙂
42bb98d53003e1b11d0aa9630d998cec
http://www.newzooland.pl