Lokator – psiolubna księgarnia w Krakowie

Otwarta pod koniec zeszłego roku księgarnia Lokator jest istotną pozycją na psiolubnej mapie Krakowa. Koncept księgarnio-kawiarni stał się modny już jakiś czas temu, co jako bibliofilowi, bardzo mi się podoba. Do Lokatora wpadliśmy niedawno, włócząc się z Berkiem po Podgórzu w ramach naszych miejskich spacerów treningowych (więcej na ten temat już wkrótce).

Jestem kawowym snobem (chcę bez mleka, z alternatywy, dobre ziarno) i w Lokatorze wybrałam jednak herbatę. Może i bez kawy, ale i tak było bardzo przyjemnie, bo w otoczeniu książek i z Berkiem zawsze czuję się na miejscu :). Księgarnio – kawiarnia Lokator oficjalnie, bez żadnej partyzantki, jest lokalem psiolubnym – przy wejściu stoi zestaw psich misek napełnionych wodą. Wielki plus! W lokalu jest sporo miejsca, więc pies ma się gdzie swobodnie położyć i nikomu nie przeszkadzać. W Lokatorze często odbywają się spotkania autorskie i promocje książek. Można tam znaleźć stosunkowo dużo książek, gdzie większość to pozycje z niszowych i małych wydawnictw (głównie wydawnictwa Lokator). Moją uwagę zwrócił bardzo ciekawy przegląd książek dla dzieci, przeważnie wszystkie były pięknie wydane i sama miałam ochotę je przeczytać :).
Moim zdaniem ogromnym atutem Lokatora jest lokalizacja – blisko Kazimierza, kładki Ojca Bernatka i Bulwarów Wiślanych. Spacerkiem można przejść na modne Zabłocie, lub pod Wawel. A dosłownie za rogiem, na Placu Wolnica jest wegańska psiolubna burgerownia Nova Krova.

Księgarnio-kawiarnia Lokator
ul. Mostowa 1, Kraków

ksiegarnia

Wesoła Cafe – „Lepiej pić kawę, niż nie”

Dobra kawa to podstawa. Nie ma nic lepszego od pysznej, aromatycznej, czarnej kawy parzonej sposobami alternatywnymi. Ostatnio jeśli już idę na kawę (co zdarza się zdecydowanie za rzadko) to zabieram ze sobą Berka. Jak już wiele razy pisałam – uwielbiam, gdy koło mnie jest. Obecność Psiego Ryja dodaje w moim odczuciu każdej chwili element wyjątkowości.

Do Wesołej trafiłam z polecenia znajomego baristy. Potuptałam tam jak najszybciej, bo z okazją do wypróbowania kawy nie ma co czekać. Kawa, kawa, kawa….

Nie zawiodłam się: kawa jest świetna, a jedzenie, którym Wesoła także się chwali na swoim fanpage’s, smakowite. Dodatkowo, co bardzo mi się podoba, Wesoła Cafe jest przestrzenna, można swobodnie rozmawiać nie przejmując się, że usłyszy cię sąsiedni stolik. Szczególnie druga salka, w głębi lokalu, jest zachwycająca – duża, z wielkimi szklanymi drzwiami (wyjście do kawiarnianego ogródka), a są w tej części tylko trzy stoliki.
Wesoła Cafe serwuje codziennie brunch, a świeże i zaskakujące menu zamieszcza na swoim FB. Prawie zawsze można spodziewać się czegoś nowego. W menu są również pozycje wegańskie. Obsługa w Wesoła Cafe jest profesjonalna, uśmiechnięta, ale nienarzucająca się. I co najlepsze – opowiadają o kawie :). Ostatnio zamówiliśmy kawę z aeropressu, która w pierwszym momencie każdego łyka była lekko herbaciana. Słuchanie baristy opowiadającego o smaku kawy to coś świetnego 🙂

Wesoła Cafe
ul. Rakowicka 17, Kraków (niedaleko Dworca Głównego PKP)

Wesoła Cafe Kraków
Sławne neonowe hasło z Wesoła Cafe 🙂

Wesoła CafeWesoła Cafe, seter gordon Wesoła Cafe

Wesoła Cafe, Kraków
Wnętrze Wesołej. .Źródło: https://www.facebook.com/WesolaCafe/photos_stream
Wesoła Cafe, Kraków
Kawowa alternatywa – syfon. Źródło: https://www.facebook.com/WesolaCafe/photos_stream

Mrożony smakołyk dla psa

W weekend postanowiliśmy zabrać Berka do „cywilizacji”. Po porannym, niedzielnym spacerze po polach, Psiego Ryja, całego ociekającego błotem i wytarzanego w jakiś nasionkach z trawy, wzięliśmy ze sobą do Forum Przestrzennego. Forum to jedno z najbardziej psiolubnych miejsc w Krakowie. Trzeba jednak pamiętać, że jest to bardzo popularne miejsce i czasem bywa ciężko ze znalezieniem wolnego stolika. My do Forum dotarliśmy w godzinach porannych, zaraz po otwarciu, więc mogliśmy wybierać.

Dla Berka przyniosłam zamrożony smakołyk, który przygotowałam dzień wcześniej. Zwykle robi się tego typu smaki urzywając Kong, jednak Berek Konga nie posiada. Postanowiłam wykorzystać piłeczkę – gryzak, z dużą ilością dziurek i rowków, które wypełniłam pastą z tuńczyka. „Pasta” to zdecydowanie za ambitne określenie – był to po prostu ugotowany wcześniej ryż, wymieszany z puszką tuńczyka i starta marchewką. Trzeba pamiętać, że pies zajmując się taką zabawką- smakołykiem może narobić bałaganu. Lepiej nie dawać  tego psu w środku lokalu, albo na dywanie w mieszkaniu.

Berek zajął się mrożonym smaczkiem od razu i wyglądał na zadowolonego. Był już wybiegany po porannym spacerze, a praca nad wydłubywaniem zamrożonych smakołyków dodatkowo go zmęczyła. I co zrobił? Zasnął w cieniu, a my mogliśmy wypić w spokoju kawę.

DSC_0677

DSC_0726

DSC_0730

DSC_0732
Facet wypasał dwa koniki na Bulwarach Wiślanych, po czym po prostu odjechał…