Wypad na Mazury

Ostatni weekend spędziliśmy na Mazurach. To były superowe dwa dni, ale zdecydowanie za krótkie :(. Oj, nie chcieliśmy wracać do domu!

Wyjazd był dość spontaniczny: zwieliśmy pierwszy lepszy nocleg, który wyglądał OK na zdjęciach w ofercie w internecie i gdzie akceptowano nasz pobyt z psem. Chcieliśmy by było stosunkowo niedaleko Warszawy i z łatwym dostępem do jakiegoś jeziorka, ale bez tłumu ludzi. Nie było czasu na większe planowanie. Szczęśliwie udało nam się znaleźć bardzo sympatyczne miejsce, w Warchałach, około 13 km od Szczytna, w gminie Jedwabno. Postanowiliśmy wynająć domek letniskowy, z ogrodzonym terenem, na obrzeżu lasu. Okolica Szczytna jest naprawdę przepiękna; zakochiwałam się w widokach dosłownie co chwilka :).

A Berek? Berek zakochał się w wodzie :). Myślę, że psiak jest już dostatecznie duży i pewny siebie by naprawdę cieszyć się z pluskania w jeziorze. Wyraźnie ciągnęło go do wody. Czasem miałam wrażenie, że z tej wody wystaje uśmiechnięta w Disney’owski sposób psia morda :). Berek dzielnie wbiegał do wody i dopływał do wrzucanych przez nas patyków. Wybiegał z jeziora galopem, wpadał na nas i prosił by wrzucać mu znów patyk do wody. Bał się jednak wskakiwać z pomostu, choć wydaje mi się, że gdybyśmy spędzili nad wodą jeszcze z jeden dzień to by fruwał z pomostu do wody z rozbiegu 🙂

Bawiliśmy się wspaniale, a odpoczynek wieczorem był jak najbardziej zasłużony i naprawdę słodki. Planujemy w te wakacje jeszcze parę takich wypadów, jeśli tylko czas i finanse nam pozwolą.

Czy powinnam się przyznawać że… ?

Ah, ostatnie dni, tygodnie, były zakręcone. Wyraźnie zaniedbałam bloga i tylko czasem updatowałam Berkowego facebooka. Czasem muszą pojawić się „przerwy w nadawaniu” choć zupełnie mi się to nie podobało. Teraz jednak myślę, że powoli wszystko zacznie wracać do normy i poprzedniego trybu.

Był ślub, było zamieszanie :). Wiadomo; niby nic wielkiego się nie dzieje, ale masa planowania i miotania to ślubny pewniak. Berek raczej niczego nie zauważył, bo w dniu ślubu został rano zabrany do „dziadków”, gdzie fruwał po ogródku aż do ostatniej chwili. Potem niestety wylądował na kilka godzin w zamknięciu, ale nie za bardzo mu to przeszkadzało, bo odsypiał całodzienne ogródkowe szaleństwo. Mój Tata wpadał do niego co kilka godzin, a potem niańczyła go moja ciocia.

A ja? A ja ślubowałam, świętowałam i tańczyłam całą noc. O godzinie 4.00 rano, gdy wesele się skończyło i ostatni goście pojechali do domów, udało mi się na chwile przysiąść w ciszy i spokoju i pomyśleć na spokojnie o wszystkim. Przytuliłam się do (już) męża i co wystękałam mu w ramie?

– „Chyba chcę teraz do Berka… Pewnie śpi”.

I może nie powinnam się przyznawać, że właśnie o tym myślałam po swoim ślubie, ale cóż mogę na to poradzić? Berek tworzy mój dom, a gdzie zmęczony człowiek chce? Gdzieś gdzie jest zawsze tak samo i znajomo – do domu, do psiaka…. Więc chyba ze mną wszystko ok … 🙂 🙂 🙂

Wielka woda

Ciszyca to nieduża wieś położona koło podwarszawskiego Konstancina-Jeziornej. Miejscowość jak miejscowość, raczej niczym specjalnym się nie wyróżnia: domki, ulica, pola, kościół. Co nas interesowało w Ciszycy to dostęp do wspaniałej, dużej, nadwiślańskiej plaży. Zapewne większość warszawiaków zna Ciszycę i jej nadrzeczny skarb, ale my o plaży dowiedzieliśmy się niedawno z tego blogu: http://pieswwarszawie.blogspot.com/2011/10/wypoczynek-nadwislanska-plaza-w-ciszycy.html Z Łomianek do Ciszycy jest spory kawałek, bo trzeba przejechać przez całą Warszawę, dotrzeć do Konstancina i jeszcze odbić w bok w stronę Wisły. Jednak warto było zadać sobie trochę trudu i tam dojechać, bo miejsce jest wspaniałe! Pojechaliśmy tam w niedzielny poranek, więc było pusto i spokojnie. Berek pobiegał po piasku i wskoczył do wody. Pomimo upalnej pogody tego dnia, rano było jeszcze znośnie a nad samą wodą był przyjemny wiaterek. Psiak wyglądał na trochę oszołomionego wielkością wody. Do tej pory widział tylko kałuże a tu nagle taka wielka woda :). Wciąż ostrożnie, ale z ogromna przyjemnością, wskakiwał po patyk, dzielnie aportował i chciał jeszcze! i jeszcze!. Wspaniale się bawiliśmy i na pewno to jeszcze nie raz powtórzymy.