Weekend był słoneczny

Oj jak długo czekałam na taki naprawdę słoneczny dzień! Ostatni weekend był bardzo ładny, ale w sobotę musieliśmy podrzucić Berka rodzicom a sami spędziliśmy cały prawie dzień w samochodzie. Niestety tak wyszło – według mojej definicji był to piękny dzień ale okazje do „berkowania” zmarnowane. Jednak niedziela… cudnie było! Rano przed 7.00 spacerek w trójkę. Nie ma nic lepszego! Berek już nie jest słodkim szczeniaczkiem: biega i „łapie smrodki” jak prawdziwy pies myśliwski. Nadal jednak dajemy radę odwołać go od pogoni za zającem bądź sarną, ale do czasu…. Po spacerku pojechaliśmy na psi i koci piknik przed kawiarnia Kafka na Powiślu. Impreza dopiero się rozkręcała, tłumów nie było więc z łatwością znaleźliśmy wolne leżaki i zalegliśmy na trawce z kawusią. Berek oglądał, wąchał, ciężko pracował. Oblizał paluszki synka mojej przyjaciółki, a Berkowy ogonek merdał intensywnie za każdym razem jak Mały Człowiek wyciągał do niego rączki.

Dzień skończyliśmy wizytą u moich Rodziców i harcami po ogródku. Nie miałam wątpliwości, że Berek padnie w domu. Ale okazało się, że pies może uśmiechać się przez sen :D. Więcej takich weekendów!! 🙂

…bo nam wiosna na chwilę uciekła…

Dawno nie pisałam. Pogoda była okropna przez parę tygodni. Padało, wiało i było zimno. Wiosna postanowiła nam zrobić psikusa, bo przyszła szybciutko i nas rozpieściła słońcem, a potem stwierdziła, że jeszcze zniknie na chwilę. Teraz miejmy nadzieję, że przyjdzie i z nami zostanie.

Ale my spacerowaliśmy dzielnie, nawet w wiatr i deszcz :). W ostatni weekend było wciąż zimno, ale wyszło słońce i znów pojawiła się chęć na zdjęcia. Zdjęcia Berka i nie tylko…. Wciągu dwóch dni widziałam 3 razy łosia :). Niesamowite zwierzę!  Bardzo żałuję,że nie miałam aparatu na poprzednim spacerze po lasku Młocińskim, gdyż łoś leżał sobie na łące, niedaleko drogi i nic sobie nie robił z naszej obecności. Był tak blisko, że Berek (oczywiście na smyczy) patrzył na niego i merdał ogonkiem.

Poniżej zamieszczam zdjęcie łosia zrobione bladym świtem na polanie pod Puszczą Kampinowską, niedaleko Młocin. To pewnie ten sam łoś bo też zupełnie nas zignorował.