Śpi, oczy przymknięte, mina poważna….
Otwiera oczy i „atakuje” taką miną…. 🙂
Dziś Berek poszedł „w gości”. Miałąm cichą nadzieję, że duża ilość nowych bodźców wpłynie jakoś na psiaka i po powrocie będzie spokojnie spał i odpoczywał… Ale gdzie tam! Wizytę przespał właściwie całą, a psocić wrócił do domu…. I gdzie w tym jakakolwiek logika ? 🙂
Lubimy nasze prywatne rytuały. Jeśli już ktoś takowy ma, to raczej nie lubi go zmieniać. Ja zdecydowanie mam i uwielbiam mój poranny rytuał. Wstaję wcześniej tylko po to by rano spokojnie wypić kawę i wyciszyć się przed całym dniem. Nic wyjątkowego – wiele osób pewnie tak robi. Ale odkąd jest z nami Berek, musiałam trochę dostosować mój poranek do psich potrzeb. A to zjeść, a to siku itp, pobawić się pora
nnie a potem przytulić (tak, tak – mój pies jest poranną przylepą 🙂 ). Jednak po paru tygodniach mam już wprawę i Berek został cudownie zaaplikowany w mój rytuał…. Po paru intensywnych minutach biegania i organizowania, ja zasiadam do kawy a pies przykleja się do termoforu (to to fioletowe na fotce). Poezja 🙂
Dziś Berek odkrył, że można żuć własne ucho… Smaczne uszko, mniam, mniam…… Kaszka z kolacji była do niego przyczepiona, mniam…