Dziadeczek

Czas przedstawić dziadeczka – adopciaka, który mieszka z nami już od kilku tygodni. Od dawna wiedziałam, że jak tylko będę mieszkać na swoim to zaopiekuję się jakimś psim staruszkiem. Gacka poznałam parę miesięcy temu, ale na jego adopcję zdecydowałam się dopiero po przeprowadzce do naszego domu. Wszytko poszło szybko – dwa tygodnie po zamieszkaniu w nowym domu stałam się opiekunką trzech psów :). Mieszkając w swoim własnym domu mam komfort psychiczny, bo nie muszę przejmować się czy staruszek gdzieś się zsika, czy coś podrapie – mogę mu pozwolić być takim jakim jest. Po prostu być.
unnamed (5)

Dziadeczek. Król.

Nadal się poznajemy. Dziadeczek ma swoje przyzwyczajenia, pomysły i sposoby ich egzekwowania. Rozbraja mnie swoją wesołą miną i merdającym ogonkiem. Jest bardzo kontaktowy, zaczepia i chce być w centrum wydarzeń. Jest też nocnym markiem i drażni tym Berka i Grandę, bo one wieczorem zwykle już się wyłączają, tymczasem Gacek szuka zajęcia i ich wybudza. Często potrzebuje wychodzić za potrzebą i woła również w nocy, bo musi przynajmniej raz wyjść na siku. Jest prawdziwym łakomczuchem i jego uważność zdecydowanie wzrasta w rejonach kuchni. Widzi tylko na jedno oko i to też nie za dobrze. Udało mi się w ciągu kilku dni wyklikać z nim target. Otwiera się powolutku i dopiero po kilku dniach z sesjami klikania odważył się dotreptać do targetu a nie tylko nieśmiało wyciągać głowę. Teraz, gdy klikam z Berkiem lub Grandą, Gacek piłuje japę i merda ogonem z kojca, bo też chce. W końcu dają wtedy żarełko… 😉
IMG_1897 (1)

Trzy kennele w salonie

Uwagi dopomina się szczekając lub postękując. Ma przygotowany w salonie kojec z kennelem i podkładem, gdzie czasem go zamykam gdy wychodzę i muszę mieć psy bezpieczne i pod kontrolą. Zwykle zajmuje mu minimum 40 min żeby pogodzić się z tym, że koniec łażenia i ogarniania i trzeba chwilę posiedzieć w spokoju. Gdy już wygada się ile potrzebuje to zasypia twardym snem i nawet nie wstaje gdy otworzę już kojec.

Bezpieczeństwo jest dla mnie najważniejsze i względne odizolowanie Gacka na czas naszej nieobecności uważam za niezbędne. Berek go toleruje i nie robi mu krzywdy, ale Dziadeczek czasem bierze rozbieg i ładuje się do kennela Berka, gdy ten np. tam już leży…. Podejrzewam, że nie widzi lub coś mu się wydaje. Nie mogę jednak tego pozostawić całkowicie losowi, bo już raz Gacek wlazł do Berkowej klatki i zanim go wyjęłam, to wszedł tam też Berek. Nie wyglądał na zachwyconego. Spokojnie zawołałam Psiego Ryja i Berek odsunął się pozwalając mi wyjąć małego. Jednak widzę, że i Berek i Granda potrzebują byśmy okazywali im wsparcie i nie pozwalali Gackowi panoszyć się na ich posłaniach. Gdy wieczorem śpią już spokojnie, a Gacek zaczyna swoje wieczorne aktywności, muszę uważać, by nie zawędrował do nieswojej klatki.

Przygotowaliśmy także bramkę i przenośne płotki, tak aby móc zagrodzić kuchnię lub którąś z części domów, w ramach potrzeb, aby zapewnić bezpieczeństwo wszystkim psom, niezależnie od sytuacji.

 

 

Spacery

Dziadeczek kiepsko widzi i słyszy, ale niuchać lubi. Wychodzimy na krótkie spacery w okolice domu. Zabieramy go też czasem na pola, gdy idziemy z Grandą. Gacek wędruje tylko ścieżką, bo przedzieranie się przez trawę jest dla niego za trudne. Spacery muszą być krótkie, a gdy jest zimno Dziadeczek odbywa je w gustownym ubranku, bo czasem marźnie. Ale łazi dzielnie, wącha trawki, podsikuje, gdzie uzna, że to istotne. Czasem Granda na niego wpadnie, podjedzą razem smaczki i jest wtedy ten krótki moment, że są razem. Reszta spaceru to dreptający powoli Gacek i orbitująca gdzieś w okolicy Grandula. Uwielbiam to.
unnamed (4)

Przed nami jeszcze wiele

Z każdym dniem z Gackiem jest fajniej. Myślę, że trochę potrwa zanim staruszek zrozumie, że czasem trzeba posiedzieć w kojcu i pogapić się na kuchnię „zza krat”, ale da radę 😉 Uwielbiam patrzeć jak budzi się rano, przeciąga, burka coś pod nosem, po czym patrzy na mnie i od razu włącza mu się ogonek. Z każdym dniem coraz mniej nerwowo wędruje po domu, a coraz więcej i spokojniej śpi.

Zaczęłam z nim ostatnio tour po weterynarzach, badania i diagnozowanie. Mam nadzieję, że jeszcze uda się troszkę podreperować jego zdrowie.

Niech się chłopak trzyma zdrowo.

Miastenia u psa – historia Robercika

Osoby, które zaglądają na Berkowego facebook’a zapewne kojarzą Robercika, bo dość regularnie wrzucam jego zdjęcia i piszę co u niego słychać. Stwierdziłam jednak, że warto wspomnieć o nim również na blogu. Co jak co, ale Robercik jest psem wyjątkowym pod każdym względem i zasługuje na swoje miejsce w internetach. Czytaj dalej

Ostatni raz*

*FAFIK ZNALAZŁ DOM

Wyprowadzka z Krakowa zbliża się wielkimi krokami. U mnie w życiu od kilku dni trwa seria „ostatnich razów”. Brzmi to dramatycznie, ale jakoś musiałam to nazwać, chociażby na własny użytek. Tak naprawdę rzadko kiedy można powiedzieć, że coś dzieje się w życiu po raz ostatni, ale łatwo znaleźć to co zmienia bezpowrotnie swój charakter i kontekst. Czytaj dalej

Adopcja starego psa

A było to tak: jakiś czas temu pomogłam koleżance wyprowadzić boks, którym zajmowała się w schronisku. I poznałam wtedy dwie sunie, które skradły mi serce. Jedna, trochę młodsza i bardzo chudziutka nazywała się Rosja ( do schroniska trafiła skrajnie wychudzona i z nowotworem na jajnikach). Druga, sędziwa babcia, miała na imię Etna. To schroniskowe imiona, nic nie znaczą dla psiaków. Dla psiaków liczy się tylko jedna rzecz w schronisku – by przetrwać. Wychodziłam z nimi czasem na krótkie spacery, robiłam zdjęcia, ogłaszałam w internecie, ale nic się nie zmieniało. Pewnego dnia zadzwonił do mnie mój Tata i zapytał o te dwa psiaki. Wiedziałam już co się święci 🙂 – pojawiła się dla suń szansa na najlepszy dom na świecie. Moi rodzice zaczęli się zastanawiać nad adopcją Rosji i Etny. Odwiedzałam je w schronisku, nakręciłam krótkie filmiki, robiłam zdjęcia, obserwowałam i rzetelnie opowiadałam Rodzicom co tam u nich słychać. Po paru tygodniach zapadła decyzja, że Tata zabierze psiaki do domu. Załatwiłam adopcję poza Kraków w Krakowskim oddziale Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i czekaliśmy na weekend kiedy Tata miał przyjechać do Krakowa po Rosję i Etnę.

P1010585
Mała Rosja w schronisku

Niestety w środę, trzy dni przed tym jak miała jechać do domu, Rosja trafiła do schroniskowego ambulatorium. była w bardzo ciężkim stanie – nie chciała jeść, miała biegunkę i wymiotowała. Miała tak niskie ciśnienie, że weterynarz nie był w stanie pobrać jej krwi do badania… Tego samego dnia niestety Rosja zmarła – pękł jej guz na wątrobie. Nie doczekała adopcji, była tak chora, że nie wiadomo nawet czy zostałaby wydana przez schronisko. Środa była smutnym dniem.

Oczywiście mój Tata zjawił się w sobotę po Etnę i wieczorem dojechaliśmy (mój tata, psiak i ja) do moich rodziców. Etna praktycznie od razu zrobiła w samochodzie kupę, po czym szybko poszła spać. O godzinie punkt 14.00 zerwała się na równe nogi i zaczęła łazić tylnej kanapie samochodu. Czemu? Bo o 14.00 psy w schronisku są karmione… Łaziła do około 15.00 po czym znów zasnęła. Dojechaliśmy spokojnie do domu. U rodziców Etnę przywitał zaskoczony Robercik i Berek (przyjechał z A. z Krakowa). Robercikowi średnio podobała się nowa koleżanka – do tej pory to on był panem podwórka. Wobec Etny stosował swoją ulubioną taktykę taranowania wszystkiego i wszystkich co wyraźnie drażniło małą sunię. Natomiast Berek jej się bał i delikatnie obwąchiwał z odległości. Etna wyraźnie łaziła za Berkiem :). Przez całą niedzielę psy się kręciły i próbowały dogadać. Robercik latał jak nakręcony i kontrolował towarzystwo. Berek gapił się zdziwiony, a Etna szukała wszędzie żarcia. Wieczorem wracaliśmy z Berkiem do Krakowa. Przy pakowaniu samochodu i, co najważniejsze, jedzenia Berek nie wytrzymał i położył Robercika na łopatki. Robercik nigdy nie był nauczony, czym jest „wynocha!” wśród psów. W schronisku mieszkał z małymi psami i taranował wszystkie po kolei. Doigrał się od Berka. Biorąc pod uwagę charakterki Robcia i Berka, aż dziwne, że do spięcia między nimi doszło dopiero teraz… Mam tylko nadzieję, że teraz takie zachowa nie będą się powtarzać z byle powodu :(.

A Etna? Wczoraj odwiedził ją weterynarz. Ocenił, że sunia ma minimum 12 lat. Jest głucha, albo bardzo źle słyszy. Ma też słabe serduszko i stąd są jej duszności i ciężki, świszczący oddech. Ogólnie nie jest tak źle, bo psiak ma sporo energii – Etna ciągle krąży po domu i szuka jedzenia. Około 14.00 szczeka i panikuje, gdy nie ma michy. W nocy śpi jak zabita, bo po całym dniu łażenia już nie ma siły na nic innego. Zdarza jej się nasikać w domu, nawet chwilę po powrocie z ogrodu. Sunia potrzebuje czasu by zrozumieć, że żarełko będzie i nie zniknie. Już przyuważyła, gdzie są kaloryfery i gdzie warto się położyć, żeby było ciepło ;). Mam nadzieję, że Etna odnajdzie się w nowej sytuacji, uspokoi i zacznie cieszyć nowym domem, bo trafiła świetnie :). Korzystając z okazji przesyłam moim cudownym Rodzicom uściski, bo adoptując Robcia i staruszkę Etnę robią coś naprawdę niesamowitego.
P1040315 P1040312 P1040304Kochani, i tutaj jeszcze jedna mała prośba do Was – w jednym z boksów którymi się zajmuję mieszka 12-letni Fafik. Piesek jest niezwykły, bardzo kontaktowy i wesoły. Niestety w schronisku tkwi już od lat i nikt się nim nie interesuje. Fafcio jest „ofiarą” swojego zwykłego wyglądu, nieatrakcyjnego już wieku, schroniskowego zaniedbania (brudny i poczochrany). Będę wdzięczna jeśli puścicie w internet ogłoszenie Fafika. Moc internetu jest ogromna i może ktoś zakocha się w nim i da mu dom na starość. Zdaję sobie sprawę, że czytanie o dramatach i smutkach jest nieatrakcyjne i ludzie automatycznie tego unikają (sama to robię), jednak wiem, że robiąc mało, ale jednak robiąc to, można bardzo pomóc psiakowi i wyjąc go ze schronu. Takie życie za kratami nie ma sensu 😦

fafik a 1 3
Fafik ze schroniska w Krakowie

Stary pies

Parę razy wspominałam już na blogu, że jestem wolontariuszką w Krakowskim Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt. Mój blog nie jest pełen ogłoszeń o psich biedach, staram się również ograniczać ogłoszenia o psach szukających domu na Berkowym FB. Temat jest bardzo ciężki i nawet ja czuję się czasem tym wszystkim przytłoczona. Stron promujących adopcje psów jest wiele i tworzenie nowych inicjatyw czasem mija się z celem, bo jeśli ktoś chce się zaangażować to fundacji, czy psich przytułków i akcji medialnych jest wystarczająca liczba. Trzeba tylko poszukać, wybrać i zacząć działać w sposób jaki do nas przemawia.

Na blogu ogłaszałam Robercika – psiaka z krakowskiego schronu o którym nie mogłam przestać myśleć. W końcu adoptowali go moi rodzice, ratując mu po prostu tym życie. Pisałam także o paru innych psiakach z mojego boksu, licząc, że może dobra passa po Roberciku utrzyma się i one także szybciej znajdą dom. Raz się udawało, raz nie.
Trochę śledzę losy psiaków z krakowskiego schroniska, bo wolontariusze przekazują sobie informacje. Regularnie też zaglądam a stronę schroniska. I ostatnio dotarła do mnie historia staruszki Tiny… Tiny nie znam, nie jest u mnie w boksie i nie miałam okazji jej zobaczyć. Pojechała ostatnio do hoteliku, sponsorowanego przez wolontariuszki, bo nie radziła sobie zupełnie w schronisku. Tina nadal szuka domu. A jaka jest jej historia?

Tragiczna. Tina ma 13 lat i została niedawno oddana do schroniska przez właściciela u którego mieszkała od szczeniaka. Powód oddania? Suka nie jest już w stanie wytrzymać bez spaceru 12h… I uwierzcie mi, że staram nie wzruszać się, nie robić z bloga następnego serwisu, gdzie ludzie wchodzą, klikają i czytają o psich dramatach, ale Tina… Sunia w schronisku zaczęła gasnąć w błyskawicznym tempie. Wolontariuszki zajmujące się nią mówiły, że jeszcze nigdy nie widziały, żeby pies tak szybko poddawał się. Schudła, przestała chodzić, ledwo wstaje. Tina była ogłaszana w gazecie, jest ogłaszana w internecie, ale jak na razie nic. Jak wspomniałam wcześniej, Tina pojechała tymczasowo do hoteliku, bo zupełnie nie radziła sobie w schronisku. Jednak hotelik to rozwiązanie tymczasowe i nie jest to jej dom.

Uważam, że w internecie za mało mówi się o starych psach. Już nawet nie tych ze schronisk, ale po prostu o starych psach. Gdy urodziłam się, w domu był 6-7 letni seter i, można powiedzieć, że wychowałam się ze starym (i ciężko chorym) psem. Z dzieciństwa pamiętam Baszę jak był staruszkiem i może dzięki temu jestem bardziej świadoma co będzie się działo z moja relacją z Berkiem za 10 lat. Nie chodzi o pesymizm i sztuczny tragizm. Nie ma nic dziwnego w tym, że już teraz o tym myślę. Człowieku, jeśli nie możesz POŚWIĘCIĆ psu minimum 10-13 lat to w ogóle nie decyduj się na psa!

Wracając do Tiny. Mam nadzieję, że znajdzie dom w którym będzie czuć się bezpiecznie. I to szybko, bo ta sunia nie ma wiele czasu…

10806489_10152818298744799_2881878147495665877_n