Smutne to dla mnie święta …

Dzień przed Wigilią pożegnałam się z Nitką – kocicą , która była zupełnie wyjątkowa i do której byłam bardzo przywiązana. Rozumiałyśmy się doskonale, była najbardziej kocim kotem jakiego znam.

Nitka miała dobre, długie życie, gdy odchodziła patrzyła mi w oczy tak długo jak tylko mogła. Moja przyjaciółka powiedziała, że kocica będzie miała spokojne święta…

DSC_0644 (2)

DSC_0613

„Zrozumieć psa” według Johna Bradshaw’a

bradshaw

Przyznaję, że książkę „Zrozumieć psa. Jak być jego lepszym przyjacielem” Johna Bradshaw’a nadal czytam, ale już pierwsze rozdziały zainspirowały mnie do napisania nowego posta. Książka jest teraz nowością wydawniczą i jest dostępna prawie w każdej księgarni. I nie da się nie oceniać jej po okładce, gdyż okładkę ma przepiękną 🙂

Bradshaw gównie koncentruje się na przedstawieniu w prosty sposób jak działa psia psychika i dlaczego psy zachowują się tak, a nie inaczej. Jednakże, w odróżnieniu do większości książek i poradników dla właścicieli psów, autor nie analizuje konkretnych zachowań objaśniając „co Twój pies próbuje ci powiedzieć”. Bradshaw postanowił rozwinąć temat trochę lepiej i wyjaśnić czemu my, ludzie, tak często źle interpretujemy psie zachowania i czemu prowadzi to do nieporozumień.

Wszyscy wiemy, że psy pochodzą od wilka. Bradshaw dokładnie tłumaczy od którego wilka pochodzi pies domowy, kiedy i dlaczego został najprawdopodobniej  udomowiony. Oczywiście autor nie zaprzecza, że najbliższym krewnym psa jest wilk. Zaznacza jednak, że psy nie zachowują się jak wilki i analizowanie ich zachowań poprzez pryzmat zachowań wilków jest dla psów po prostu krzywdzące. Bradshaw twierdzi, że społeczne życie wilków jest oparte na koncepcie rodziny. Para wilków rozmnaża się a ich dzieci zostają przy rodzicach by pomagać im w wychowaniu kolejnego potomstwa. Rozmnaża się tylko jedna para z takiej rodziny, a reszta chroni mode. Jest to najlepszy sposób aby ochronić linię swojej krwi… Jeśli któryś z młodych samców jest dostatecznie silny opuszcza rodziców i szuka samicy z którą tworzy podobną strukturę rodzinną.  Bradshaw twierdzi, że wilki żyjące w niewoli, czyli te które są najlepiej zbadane przez człowieka, funkcjonują w nienaturalnych dla nich warunkach co wpływa na ich relacje. Osobniki są zmuszone przebywać i akceptować siebie nawzajem, co czasem jest niemożliwe. Autor zaznacza, że w naturalnym środowisku osobniki, które są tzw. outsiderami zwykle opuszczają stado lub trzymają się na uboczu. Często po prostu uciekają przed silniejszymi osobnikami. Natomiast wilki trzymane w niewoli uciec nie mogą. W związku z tym, aby uniknąć konfliktów są skazane na zachowania, które w naturalnym środowisku jest wręcz niespotykane. W zoo wilki często kładą się na plecy i pokazują brzuch – poza którą znamy od psów. Według Bradshaw’a u wilków jest to objaw desperacji- robią tak, gdy inne sposoby zakomunikowania przyjaznych zamiarów zawodzą, a ucieczka jest niemożliwa, czyli bardzo rzadko.  Bradshaw zaznacza, że ta pozycja nie oznacza u wilków poddaństwa – tak robią młode gdy podchodzi do nich matka. Młode wilki nie maja potrzeby pokazywania matce poddaństwa, raczej starają się okazać swoje oddanie, przyjaźń i miłość. Jest to podstawowy element budowy rodzinnych relacji w grupie wilków. Jednakże w niewoli zwierzęta zostały zmuszone do szukania nowych sposobów komunikowania, tylko dlatego, iż np. mieszkają z osobnikami których chętnie by unikały w naturalnym środowisku.

Kolejnym przykładem jest zachowanie psa, które ludzie także uważają za okazywanie poddaństwa, czyli gdy pies powoli podchodzi z uszami położonymi po sobie i podkulonym merdającym ogonem. Bradshaw pisze, iż jest to sygnał afiliacji a nie poddaństwa podczas rytuału powitalnego wilków. Zwykle wilki robią tak, gdy zbierają się na polowanie, a autor nazywa to elementem ceremonii grupy. Rytuał ten jest odgrywany przez parę rodziców i ich starsze potomstwo i ma na celu umocnienie więzi rodzinnych, a nie pokazanie poddaństwa. Bradshaw zaznacza, że jest to zachowanie typowe dla relacji rodzice-dzieci, a fakt iż częściej odgrywają ją dzieci jest po prostu naturalny w grupie rodzinnej. Oznacza zaufanie i oddanie.

Poglądy Johna Bradshaw’a kwestionują szkolenia, które są oparte na elemencie dominacji. Nie wspomnę już o metoda sławnego Ceasara Millana… Nie jestem specjalistą i wiem, że muszę bardzo wiele się nauczyć, aby chociażby być w stanie ocenić poglądy autora. Jednakże czytając ta książkę przypomina mi się moment, gdy Berek pokazywał charakterek przy misce. Potrafił kłapnąć zębami, zawarczeć. Jak już wspominałam, zaczęłam karmić go z ręki, lub po prosu siedzę przy nim jak je i wkładam ręce w jego jedzenie co jakiś czas. Berek już na mnie nie reaguje i czasem nawet czeka jak go nakarmię… Nie rozumiem jednak co jego poprzednie zachowanie miało pokazać. Czy był to brak zaufania? Czy nie starał się pokazać mi, że to ON ma prawo teraz jeść i mam spadać? Jeśli tak, to moje relacje z Berkiem w tamtym czasie nie były oparte na rodzic-dziecko, a raczej było to coś w stylu kumpel-kumpel, któremu można zabrać żarełko… Myślę, że atmosfera przy misce jest teraz OK. Jednak marzy mi się, aby pan Bradshaw poszedł kiedyś ze mną i z Berkiem na spacer i wyjaśnił mi co według niego dzieje się w głowie mojego psa.

Książke polecam, gdyż jest po prostu ciekawa. Zachęca do interakcji z psem, obserwacji i dalszej refleksji. Osobiście podoba mi się również to, że autor uważa psy za zwierzęta niezwykłe, bo są właśnie takie a nie inne.

Co powiedziałby Twój pies?

Podobno zwierzęta mogą przemówić ludzkim głosem w wigilijną noc… Obawiam się jednak, że może i mogą, ale nigdy tego nie zrobiły. Sądzę, że my ludzie najedlibyśmy się dużo wstydu, gdyby zwierzaki powiedziały wprost co o nas myślą. Uważam, że by się nam dostało i często zasłużenie…

Ostatnio zaczęłam zastanawiać się, czy Berek jest naprawdę szczęśliwy, bo psiak ma potrzeby kosmiczne, a czasem spacer okazuje się taki najzwyklejszy i wręcz nudnawy… Czy Berek 24 grudnia w nocy powie mi co o tym wszystkim myśli? Czy Ryjosław zażyczy sobie jeszcze dłuższych spacerów? Może spania w łóżku? Bardziej wyszukanego jedzenia?

A może… A może powie, że jest OK? Czasem zaglądam w jego psie oczy i widzę zachwyt. Najprawdopodobniej jest to moja ludzka interpretacja psiej mordki i faflowatej miny, ale wmawiam sobie, że to psi uśmiech :). Widzę w tym ryjku szczęście i zadowolenie, poczucie bezpieczeństwa i zaufanie. Może w Wigilię Berek powiedziałby, że nic nie trzeba zmieniać i właściwie nie ma potrzeby gadać, bo merdający ogon wyraża codziennie wszystko….

DSC_0315

Seter w biegu

Kiedyś czekając na odbiór małego Berka oglądałam na YouTube filmik z serio 101 Dogs o Gordonie. Filmik taki o niczym, ale wtedy cieszyłam się, że mogę popatrzeć na ładnego zwierzaka 🙂 W filmiku w pewnym momencie jakaś ani weterynarz uśmiecha się i zadaje pytanie CZY JEST COŚ PIĘKNIEJSZEGO OD GORDONA SETERA…

Ostatnio, łażąc po polu z Berkiem, uderzyło mnie, że NIE, NIE MA!!! Nie chcę wyjść na jakiegoś buca co zachwyca się własnym psem, ale ostatnio podczas spaceru świeciło ładne słoneczko, było miło, bo nie za zimno, co po prostu pomogło mi przyjrzeć się jak wspaniale mój pies się rusza…

Podobno seter rusza się z gracją. Czy ja wiem? Moim zdaniem nie o grację tu chodzi. Osobiście uwielbiam to jak bardzo Berek jest zaabsorbowany różnymi zapachami, które wyłapuje w powiewach wiatru, w trawie, wśród drzew. Wygląda tak jakby te zapachy „atakowały” go ze wszystkich stron, aż Berek dorwie ten najlepszy, najbardziej interesujący… To nie gracja, to raczej jego pasja i łowiecki instynkt.  Zawsze twierdziłam, że ludzie z pasją są super i wspaniale jest oddawać się swoim zainteresowaniom. Dlatego też podświadomie wiedziałam, że mój pies nie może być kanapowcem, pieskiem do towarzystwa – chciałam, aby coś uwielbiał, coś robił z psią, bezkompromisową radością. Psy myśliwskie kochają smrody :D, a Berek na polu jest w swoim żywiole (w lesie też, ale tam ja bardziej się stresuję, bo mniej widzę…).

Dziś patrzyłam jak kłusuje i galopuje z głową przy ziemi. Robił szybkie zwroty, bo zawiał wiatr. Zatrzymywał się i wtykał nos w kretowisko, albo intensywnie węszył w trawie. Berek ciężko pracował. A ja byłam zachwycona, bo pomimo jego psiego zaangażowania, mogłam go od smrodu odwołać 🙂

DSC_0198

DSC_0214

DSC_0212

DSC_0209

s

DSC_0230

Urodzinowy Spacer Berkowy – zapraszamy !!! :)

Berek w grudniu skończy ROK. Wiem, że to jego święto, ale …. nie – właściwie to bardziej ja powinnam mieć imprezkę 😛 Przetrwałam!! I pokochałam tego wariata tak bardzo, że masochistycznie się od niego uzależniłam. Próbowałam wymyślić najlepszy sposób na świętowanie jego urodzin, żebyśmy oboje spędzili ten dzień w niezapomniany sposób. Tort dla Berka? Nie – bo karmie go z ręki codziennie i jest na BARF, tak więc chrupanie smakołyków to coś zwyczajnego. Prezent? Hmmm – Berek tego nie zrozumie i nie będzie się z tego cieszyć. Spacer? Jest codziennie, i to całkiem długi i fajny, ale….. zawsze może być przecież fajniejszy 😀

Chciałabym zaprosić wszystkich chętnych na URODZINOWY SPACER BERKOWY :). Proponuję 22 grudnia (sobota) około 11.00, ale termin jest do ustalenia. Rozumiem, że to okres przedświąteczny, ale może się uda – w końcu psiaki wybiegać się muszą :).

Proponuję spotkać się na parkingu przed MarcPolem na ulicy Trenów 51 (jest to w okolicach Wólki Węglowej i Puszczy Kampinowskiej. Stamtąd przejdziemy na pobliskie pole pod Puszczą i możemy przejść otuliną spory kawałek w stronę Wólki. Oczywiście jestem otwarta na wszelkie sugestie co do terminu, godziny i miejsca- najważniejsze to spotkać się i miło spędzić czas. Bierzemy kawę i herbatę w termos, smaczki dla psiaków i idziemy 🙂

Zapraszam do dołączenia się do wydarzenia na Facebook’u 🙂

http://www.facebook.com/events/109724225861761/

Będziemy z Berkiem zachwyceni jeśli przyłączycie się do świętowania 🙂

 

Pieskie życie

Jakiś czas temu trafiłam na bloga o psie Haruki (haruki.pl). Szybko zauważyłam, że często w moich rozmowach o  Berku odnoszę się do komiksu, który znalazłam na tej stronie. Jak widać z podpisu, sam obrazek został zaczerpnięty z demotywatory.pl

Słodko-gorzka perspektywa? Futro, żeby i seria paradoksów, które tak bardzo kochamy ! 🙂 Zapraszam do przeczytania i obejrzenia 🙂

Jak szybko może biec pies?

Oj szybko!

Dzisiaj krótki wpis – tak samo ekspresowy jak nowy kolega Berka – charcik włoski, którego w sobotę spotkaliśmy na wybiegu. Berek był zachwycony – całe życie seterów jest oparte na gonieniu szybko przemieszczającego się obiektu. Na dodatek zauważyłam, że akurat Berek ten instynkt ma niezwykle mocno rozwinięty. Jego nieszczęsne gonienie za rowerzystami i autami to przecież dokładnie to….

Ale wracając do charcika – był zachwycony, że nareszcie znalazł jakiegoś głupka (czyt. Berek), który próbuje go uparcie gonić, ale oczywiście dogonić go nie może. Berek biegał jak oszalały za charcikiem, ale nie był poirytowany, że nie może go dorwać. Dobrali się świetnie. Ta gonitwa była naprawdę wspaniała. Berek przeskakiwał przez ławki i biegł z cała prędkością. Przyznaję, że nie chciałam odrywać od psiaków wzroku, aby robić im zdjęcia. Wczoraj pogoda w Krakowie była kiepska, a więc na wybiegu prawie nikogo nie było. Berek i charcik – oba psie cykory – nie musiały niczym się przejmować i tylko zająć wspólnym szaleństwem. Wspaniałe! Nie będę się więcej rozpisywać tylko po prostu zamieszczę zdjęcia (zrobione na wybiegu dla psów w Krakowie na ul. Strzelców, niedaleko Ronda Barei)  😀

W sobotę też poszliśmy porozmawiać z trenerką flyball’u. Okazało się, jak zresztą podejrzewałam, że zanim zaczniemy nawet myśleć o treningach Berka, musimy podszkolić go w posłuszeństwie i porobić rożne ćwiczenia na aportowanie. Plan jest taki, że w przyszłym tygodniu mamy spotkać się z trenerką i dowiedzieć się jak ćwiczyć z Berkiem, aby ewentualnie przygotować go do późniejszych  treningów.

……………… A tak poza tym, to greyhound może osiągać 75km/h… Niesamowite! :D…..

Temat tabu?

Kiedyś, po mojej weekendowej wyprawie PKP , koleżanka zapytała jak mi i Berkowi minęła podróż. Ot, takie zwykłe poniedziałkowe pytanie. Zażartowałam, że było ok, choć ciasno, ale ludzie w przedziale akurat mili. No i Berek był grzeczny, spał i nie puszczał bąków, więc super, bo nie było ofiar… Koleżanka dziwnie na mnie spojrzała i nic nie powiedziała… Potem zaczęłam zastanawiać się, czy ja jednak jestem normalna, że biednej dziewczynie sprzedaję takie dowcipy, a ona zupełnie na to nieprzygotowana pewnie już nigdy nie zapyta o mój weekend. Co zrobić jeśli Berek serwuje bąki? No serwuje. Śmiejemy się z tego z mężem, bo to idiotyczne, gdy biedny pies zrywa się z posłania przerażony swoim bąkiem. Problem w tym, że tak totalnie zgłupiałam na punkcie Berka, że nie kontroluje już swojego wariactwa i tego co mówię publicznie.

 Gadam do ludzi o psich bąkach. 

Co następne? Czy będzie ze mną gorzej? Oby ! 😀 Berek czasem mnie wykańcza. Czasem czuję, że już nie mogę na niego patrzeć, a nie mam wyboru, bo cały czas coś chce, zaczepia, zagląda w oczy, liże w rękę, męczy o 100% uwagi. Przyznaję, że tak czasem jest.  Ale Berek to wyzwanie, które  nieświadomie mi stawia. Jego szczęśliwy ryj to nagroda za moją ciężką pracę. Niczego więcej od niego nie oczekuję.* A psie bąki? Cóż – zaliczam to do Berkowego repertuaru. Czasem mają występ, a czasem nie. Ale dziecko trzeba docenić, więc bijemy z mężem brawo i śmiejemy ile się da, co od razu wywołuje Berkowy merdający ogon. A przecież o to chodzi :D. Koło się zamyka, moje wariactwo pogłębia się o jednego psiego bąka więcej.

* No może jeszcze marzy mi się, aby wracał jak go wołam, bez analizowania czy mu się to opłaca. To dla jego bezpieczeństwa. Pracujemy nad tym – trzymajcie kciuki!

Na dobry początek

Kto śledzi Berkowego bloga, zapewne zauważył, że ostatnio coraz więcej tutaj mojego stękania i panikowania. Otóż Berek wkroczył w wiek buntowniczy i próbuje rządzić, a ja próbuje się nie dać. Wspominałam już, że postanowiłam iść z Berkiem na szkolenie indywidualne i spróbować wszystko jakoś ponaprawiać póki nie jest za późno.

Poszliśmy do szkoły tresury Hitt Dog na krakowskich Błoniach. Rozmawiałam z wieloma psiarzami, których spotykam na spacerach, i wszyscy polecali ta szkołę. Dodatkowo, mam stosunkowo prosty dojazd na Błonie i nie muszę tracić pół dnia na sama podróż.

Zajęcia zaczynaliśmy o 9.00. Oczywiście jak tylko doszłam na placyk na którym mieliśmy spotkać pana trenera Jacka Lewkowicza, zaczął siąpić deszcz. Ale w końcu mamy listopad :). Pan Jacek przepytał mnie o Berka – gdzie wychodzi na dwór, jak często, jaki jest problem (ale tego szybko się domyślił), czym karmię psiaka i kiedy. Potem powiedział, że zgadza się ze mną i sugeruje, tak jak zresztą sądziłam, zajęcia indywidualne. Po jakimś czasie Berek będzie dołączany do innych piesków, ale na razie musimy popracować we dwójkę. Kurs składa się z 12 spotkań, minimum 2 razy w tygodniu. Sesja trwa około 30-40 minut, nie więcej, gdyż psiak dłużej raczej nie będzie w stanie się skoncentrować. Pan Jacek jest bardzo spokojny, uśmiechnięty, nie podchodzi do właściciela psa krytycznie i wydaje mi się, że cieszy się, że człowiek po prostu chce pracować ze swoim psem. Przyznaje, że swobodnie wykonywałam jego polecenia, ganiałam z Berkiem po placyku głośno śmiejąc się, gdy oboje ślizgaliśmy się po błocie. Była masa zabawy, a ja, pomimo iż pewnie nadal popełniałam masę błędów, czułam się, że Berek lepiej ze mną pracuje niż z doświadczonym trenerem. Dlaczego? Nie dlatego, że pan Jacek miał z nim zły kontakt, ale dlatego, że to właśnie mnie stawiał w centrum uwagi psa. Pokazywał wiele rzeczy „na sucho”, gdy pies swobodnie biegał wokół nas, a ja byłam praktycznie jedyna osobą, która poruzumiewała się z psem. Super 😀

Na razie ćwiczyliśmy podstawy. Była komenda „do mnie” i „siad”. Zaczęliśmy też robić wstęp do komendy „do nogi”. Ale najważniejsza moim zdaniem byłą sugestia pana Jacka, że muszę chodzić z Berkiem na spacery do miasta, znacznie częściej niż to robię, gdyż psiak jest za bardzo podekscytowany wszystkimi bodźcami i nie potrafi wyciszyć się, a tym samym skoncentrować się na mnie. Byłam trochę zaskoczona, bo przecież zabieram Berka w wiele miejsc – nie robię tego bardzo często, ale  nie jest z tym aż tak źle… Okazało się jednak, że Berek potrzebuje znacznie więcej takich wypraw, a ja powinnam spróbować ignorować jego ekscytację na ulicy i w komunikacji miejskiej. Chyba dziś popołudniu pojadę z Berkiem zwiedzać Kraków…

Następne zajęcia mamy już jutro :). A dziś na spacerze czeka nas dużo pracy :):)

Z racji tego, że na treningu byłam sama z Berkiem, nie mamy fotek. Dodaję zdjęcia ze spaceru, które zrobiłam kilka dni temu. Berek w pełnej krasie 🙂