Piękna Tesla i Berek

W ostatni weekend miałam wielka przyjemność poznać blogerki Olę i Anię z http://dogspaths.blogspot.com/ , a także Teslę. Fotki cykały dziewczyny i dzięki temu można na ich blogu zobaczyć jak psiaki zalały na łace i w kapały się w błocie 🙂

Polecam !!! :):) http://dogspaths.blogspot.com/2012/07/nowe-znajomosci-nowe-flirty.html

Mam nadzieję, że jak spotkamy się znów to uda mi się zrobić parę zdjęć i zamieścić tutaj na Berkowym blogu 🙂

Dla każdego coś miłego

Berek na Polach Mokotowskich był już trzy razy albo cztery razy. Zresztą już kiedyś o tym wspominałam, ale nigdy nie powstał na ten temat wpis na blogu. Nasze wypady zawsze były fajne, ale czułam, że są ekstremalne i albo zapominałam zabrać ze sobą aparat, albo zapominałam w ogóle go wyciągnąć i popstrykać fotki. Dziś jednak udało się – są zdjęcia! 🙂

Na Polach byliśmy przed południem. Pogoda byłą idealna, bo świeciło słońce, ale nie było upału. Berek od razu skoczył do jeziorka i z zacięciem wyławiał i aportował piłeczkę.

Berek oczywiście śmigał też z innymi psami. Byłam jednak tak zaaferowana moim psem biegającym z prędkościa strzały, że zupełnie zapomniałam, że miałam robić zdjęcia… Ale na pewno pojawimy się na Polach jeszcze nie raz i postaram się nie zapomnieć, że ściskam w ręku aparat :/…

Po Berkowych szaleństwach, pojechaliśmy do kawiarni Kafka (http://www.kawiarnia-kafka.pl/), na Warszawskim Powiślu. Rozłożyliśmy sobie leżaczki i „był relax” 🙂 Berek akurat miał „przytulaka”  🙂

Kafka jest całkiem przyjemnym lokalem. Nie należy może do moich ulubionych, ale też jestem gotowa ją polecić wszystkich którzy mają ochotę na kawę w towarzystwie swojego psiaka na leżaku na trawie, lub w środku, wśród książek. W Kafce podają dobrą kawę, mają bogate menu i całkiem przystępne ceny jak na Warszawskie centrum. Niestety dziś był pewien „zgrzyt” , bo chciano nam podać kawę w niedomytej filiżance – z obleśnym śladem po szmince…..

Czy Wy byliście kiedyś z psiakiem w Kafce? Jak wrażenia?

Wpis dedykowany Tesli :)

Do stworzenia tego wpisu zainspirował mnie blog http://dogspaths.blogspot.com/, a konkretnie słodki wpis o pewnym prześlicznym Panu Wyderce: http://dogspaths.blogspot.com/2012/07/ukradam-zabawkepsu.html  :):)

Postanowiłam pokazać ulubione Berkowe zabawki. Wszystkie mieszkają w specjalnym pudle i są wydzielane zależnie od tego co w danej chwili z Berkiem robimy i jaka zabawa jest wskazana. A i tak zawsze dzieje się coś dziwnego, bo jak tu niby zapanować nad bawiącym sie szczenięcym tornadem 🙂

Ulubiona zabawka Berka. Tradycyjny sznurek ze sklepu, ale sprawdza się świetnie. Jest to jedna z tych zabawek które Berek dostaje ” w nagrodę” i bawi się nią tylko z nami.

Piszcząca piłeczka, jakaś reklamówka ze sklepu zoologicznego. Berek ją wprost kocha. Potrafi ją aportować godzinami cały czas nią piszcząc… eh 😦

Beznadziejne „coś”, ale Berek to uwielbia. Jest to bardzo twarda piłeczka/kulka przymocowana do sznurka. Berek łapie oczywiście za sznurek i obija wszystko i wszystkich twardą piłeczką podskakując jak szalony. Zabawka dobra jeśli Twój pies pcha motem…

Miednica… Berek się w niej chlapie, z niej pije, z nią biega…. Próbuje też ją zjeść….

To jakieś stare reklamowe frisbee. Nie da się nim grać, bo jest twarde jak nie wiem. Rzucamy je Berkowi, ale nie oczekujemy, że będzie to łapał…. Zresztą on woli to rzuć :). Gdy biega z frisbee w pysku, fafle układają mu się w uśmiech Jockera 🙂

Piłeczka tenisowa to psi klasyk wśród zabawek. Super się odbija i skacze prawie tak dobrze jak sam Berek.

Ładny i dobry gryzak. Gdy Berkowi intensywnie rosły zęby ta zabawka ratowała nam życie. Pamiętam też, że w  użyciu były liczne drewniane łyżki, ale zostało po nich teraz tylko wspomnienie albo takie kikuty wielkości marnego ołówka ….

Na koniec coś specjalnie dla Ani, autorki wpisu o Panu Wyderce :). W którymś z komentarzy wspomniałam, że ja też kiedyś „uratowałam” misia. Nie był on psia zabawką, ale tez siedział sobie sam na półce w sklepie i bardzo chciał do mnie.  Kupiłam go małym kiosku w kraju który jest na drugim końcu świata. Przyleciał ze mną do Polski i wydaje mi się, że mu dobrze :). Nie ma imienia, ale ma swoja misiową osobowość:

I jeszcze takie „coś” chciało ze mną iść do domu. Kulka w czapce, na chudych nóżkach. Kocham „to” bezgranicznie 🙂

Faflo-płaz pospolity

Jest ciepło, oj jest! Na spacer do lasu śmigamy najpóźniej po 7.00, bo potem Berek zaczyna smażenie w upale. W życiu bym go nie wyciągała na bieganie w tak wysoką temperaturę. Berusław 🙂 nie grzeszy zdrowym rozsądkiem (tłumacze to jego wiekiem, ale powoli zaczyna do mnie docierać, że mu to już tak zostanie…), więc biegałby w tym słońcu w najlepsze, aż by go upał powalił. Tak więc rygorystycznie wyznaczam mu kiedy ma się delektować spacerem a kiedy udawać byczka Fernando i wąchać kwiatki w ogródku w cieniu pod drzewem.

Ale zabawa z wężem ogrodowym musi być! Najfajniej to falują jego fafle, gdy podstawi obwisłą mordę pod strumień wody. Co za ciapa! 🙂