O tym co czasem prowadzę na końcu smyczy

Dużo się ostatnio działo. Przyznaję, że na blogu Berka pojawiły się poważne zaległości. Winię za to zimę.

Nigdy wielbicielka zimy nie byłam. Zauważyłam jednak, że odkąd mam psa to zimno wydaje się mniej dokuczliwe. Jakoś łatwiej mi je znosić na spacerach po lesie, czy po polach. I nawet jak biegam po mieście z Berkiem to jest jakoś lepiej, cieplej, ciekawiej, niż jak jestem bez niego. Mniej też kicham, prycham i nie łapią mnie tak często sezonowe przeziębienia. Czyli super :). Ostatnio jednak zauważyłam, że coraz ciężej jest mi zmobilizować się rano do dłuższego spaceru. Nudzi mnie okolica, a dystans do lasu codziennie się wydłuża. Masakra jakaś. Berek jest jaki jest – nie odpuszcza nawet na chwilę. Nie ma lenistwa, a spacer musi być odpowiedni, a nie byle co. Wiem wiem – różne psy, różne potrzeby. Chciałam setera to mam :). Jednakże czasem wlekę się po lesie o 7.30 rano i kwestionuję sens wszystkiego. Wydaje mi się, że ta czarna istota na końcu 10-metrowego sznurka jest potworem bez litości, maszyną. I ta „maszyna” chce tylko jeść, walić kupy i biegać w kółko 24/7.  Oj rano w zimę jest ciężko. Dlatego postuluje już za tym by była wiosna. Jestem gotowa już na wiosenną wersje Berkowego szaleństwa i lataczki. Nie chcę już ślizgać się po lodzie ciągnięta przez „czarnego stwora”. Nawet bez tego jest mi go trudno utrzymać. Nie chcę już mieć mokrych rękawiczek, które wiecznie pachną kiełbasą, która próbuję przekupić mojego psa, aby trochę zwolnił. Mam też dość szarej aury, bo nie wychodzą zdjęcia, a i ciężko obsługiwać aparat w kiełbasianych rękawicach… Zgłaszam też sprzeciw co do wieczornych spacerów – kiedy zawsze jest zimno i zawsze ciemno a wszystkie latarnie są „na świeżo” obsikane przez okoliczne psiaki i Berek wciąga je nosem jak narkoman. I mam też dość herbaty – którą piję w zimę, bo najlepiej rozgrzewa. Mam jej dość, bo przecież jestem kawową osobą, a tu herbatę trzeba, żeby było lepiej.

A czemu wszystko to piszę? Otóż wiem, jestem tego pewna, że psy mogą leczyć nasze smutki, polepszać humor, leczyć z depresji. Jednakże, każdy lek ma skutki uboczne. A to nam wyleczy nadciśnienie, ale rozwali wątrobę, lub będziemy musieli być na diecie, itp. Trzeba więc przygotować się na wszystkie ewentualności – najlepiej mieć grupę wsparcia, alternatywę, kogoś kto będzie czuwać nad tym abyśmy nie przedobrzyli. Ja od poniedziałku do piątku jestem z Berkiem i zimą sama. Postanowiłam, że od lutego, zaraz po sesji, zaczynam o siebie i Berka dbać. Nie ma co czekać do wiosny.

A „wielkie zmiany” u Berka? Otóż wróciliśmy do chodzenia na lince. Wraca na „do mnie!” pięknie, ale dzięki temu, że jest na lince to mogę go korygować, gdy nie widzę u niego reakcji na wołanie. I co najważniejsze – nie stresuje się na spacerach, a ostatnio spokojnych spacerów bardzo mi brakowało. Nie lubić prowadzać go na lince, ale nic na to nie poradzę. Ważniejsze jest dla mnie aby go nauczyć i zapewnić mu jako-takie bezpieczeństwo, niż szpanować tym, że pies niby to mnie wraca jak go wołam :). Berek ma podobno potencjał i, według trenerki, powinnam iść z nim dalej ze szkoleniem i może nawet zdawać egzaminy z obedience. Teraz już nie mam wątpliwości, że to do czego dojdę z Berkiem to głównie będzie moja zasługa/lub wina, bo psa mam superowego :). Jest presja 🙂

A na koniec: już niedługo napiszę o jednej z najmilszych rzeczy jaka mi się ostatnio przydarzyła :). Spójrzcie na tego przystojniaka na zdjęciu poniżej- to NERO. Więcej już wkrótce 🙂

Nero

 Piękny Nero z Irlandii

 

Advertisements

12 thoughts on “O tym co czasem prowadzę na końcu smyczy

  1. super decyzja o lince! i o dbaniu o siebie! 🙂

    ja wstaję z własnej woli na siłownię o 6.30, ale tylko 3 razy w tygodniu 😉

    Co do wiosny, to pamiętaj, że w tym kraju mamy „przedwiośnie”… I nie chodzi mi o powieść, ani o rozruchy 😉 To jest gorsze od zimy… No i proszę mi zimy nie straszyć przed moimi nartami 😛

    Skoro masz swetra szkockiego, to może „Scottish coffee” na rozgrzewkę? 😉

      1. o musiałabyś mnie albo wysłać w paczce, albo znaleźć drużynę, co mnie zabierze. Jak na razie Wierchomla 🙂

        a w Warszawie nieprzerwanie sypie…

  2. Zgadzam się ze wszystkim poza herbatą. Ją piję nawet w upalne lato 🙂 poranne zimowe spacery męczą po pewnym czasie chyba wszystkich, a ja ostatnio starałam się wstawać przed 6, żeby Czara miała długi spacer. Z dnia na dzień spacery się skracają. Też postulujemy za wiosną, 15 stopniami (minimum) i zieloną trawą bez kup 🙂 jakoś wytrwamy, a na wiosnę spotkanie na Strzelców 🙂

    1. jestem za! Na pewno spotkamy sie na strzelcow 🙂 jak jest cieplo to staramy sie tam jezdzic regularnie bo nie musze sie martic bezpieczenstwo Berka i moge sobie posiedziec i popatrzec jak sie bawi 🙂 A dzis jest pogodowa masakra :/. Ten lód jest straszny!

      1. My byłyśmy na 10-minutowym spacerze, bo bałam się, że dłuższy skończy się złamaniem nogi – mojej lub Czary. Lód na trawnikach ma u nas grubość ponad 10 mm, a po chodnikach nie da się chodzić – ja przeskakiwałam 🙂
        powodzenia jutro, ponoć ma dalej być ślisko :/

  3. Mi zima tylko przeszkadza z powodu, że dzień jest krótszy a zdecydowanie wole spacerować gdy jest jasno. Chociaż dzięki temu, że jest śnieg to ogólnie więcej widać (np. czarnego psa:)) Porannego spaceru nie mogę sobie i Tesli odmówić, ale gdy za oknem jest jeszcze ciemno mój organizm się buntuje – bo gdy jest ciemno to przecież się śpi! Może widział ktoś z Was budzik z automatem włączającym światło? 😀

    Tesla zdecydowanie woli zimę. Gdy zanurzy pysk w zaspę i węszy to ogon jej lata na boki 🙂 No i temperatura jej znacznie bardziej odpowiada. W lato gdy było powyżej 23 stopni to się bardzo męczyła. Dlatego teraz może sobie odsapnąć 🙂

    1. Berek tez wsadza calą głowe w snieg 😀 Tylko uszy leża na sniegu 🙂 Brak swiatła jest upiorny :/ Temperatura tez jakos tak mi nie przeszkadza bo przy Berku zawsze jakos jest cieplo bo on mi dostaracza duzo en\mocji na spacerach :p A dzis nawet sie zźjajał bo tak sie meczył na lodzie 🙂

  4. Ten Wasz lód w Krakowie widziałam dziś na zdjęciach… MASAKRA!!! Chyba bym się nie odważyła z moją lokomotywą na spacerek..
    A co do zimy, to właśnie przez psa zmieniłam do niej nastawienie: lubię zimę ze śniegiem. Wtedy faktycznie nawet temperatura tak nie doskwiera.
    Rękawiczki pachnące kiełbasą rozwaliły mnie na łopatki 😀 Chociaż u nas jest podobnie, tylko u nas są brudne od wszelkiej maści kijaszków i śliny (nie tylko puzonowej 🙂 )
    Pozdrawiamy i życzymy polepszenia pogody, bo spacery po takim lodowisku to niemal wyczyn artystyczny…

    1. Ja również pokochałam zimę, odkąd jest ze mną pies. Zima z psem jest super, uwielbiam spacery po świeżym śniegu (ale bez ślizgawicy!).

      Ewa, gdybym tylko mieszkała trochę bliżej, to bym codziennie z wami spacerowała po Lasku Wolskim – moje okolice też już nam się trochę przejadły, no i miałabym dużą motywację, żeby wcześnie wstać – u nas długie spacery przesuwają się regularnie na coraz późniejszą porę, nie potrafię się rano zebrać z łóżka…

      1. NIe przejmuj sie – przyjdzie wiosna i zrobi sie lepiej z porannym wstawaniem :)I tez bedzie łątwiej podrózować w rozne miejsca i umawiac sie na spacery bo dzien bedzie dluzszy. Ja wstaję stosunkowo łatwo ale juz mam problemy zeby wyjsc z domu 😦

    2. wyjrzałam teraz przez okno (rano, wtorek) i lód został przykryty sniegiem … wyglada to lepiej. Ja wczoraj autentycznie balam sie isc z psem na spacer. Perfidnie wieczorem o 23.00 zeszlam z nim tylko do ogrodka i zrobil tam noce siusiu. Moze własciciele nie beda zachwyceni (wynajmujemy) ale nie mialam jak dojsc do furtki nawet :/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s