…usłyszałam, że…

W grudniu Berek skończył osiem lat. Długa, kręta i czasem skomplikowana była i nadal jest droga jaką muszę przemierzać z tym psem. Dzięki Berkowi nauczyłam się bardzo dużo, a wiem, że nawet jeszcze więcej mam do nadgonienia. Berek nie odpuszcza i, jak większość psów, rzuca mi wciąż jakieś wyzwania. Zmienia się z wiekiem, a jego lata seniora nie zapowiadają się na te z serii beztroskich.

Na przestrzeni lat jako psiara poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi. Postanowiłam wrzucić w jeden wpis hasła/słowa czy doświadczenia, które zmieniły moje życie jako opiekunki psa, a które doświadczyłam dzięki osobom i z osobami, które spotkałam na swojej drodze. Nie są to zawsze jakieś odkrywcze mądrości, bo też nie zawsze takie są potrzebne, ale są to rzeczy które usłyszałam w odpowiednim momencie, w odpowiedniej atmosferze, kontekście czy akurat w takiej formie, że były dla mnie pomocne, inspirujące i ważne. Nie będą to bezpośrednie cytaty, ani nie będę powoływać się na konkretne osoby, ale po prostu robię check-listę mojej psiarskiej mantry. Czytaj dalej

Emocje na śladzie (mantrailing)

Często nie potrafimy zidentyfikować i nazwać naszych emocji. Nawet jeśli po nas nie widać, że coś przeżywamy, to i tak w środku, od emocji, może aż kipieć nasze serce, dusza czy głowa. Praktycznie całe nasze dorosłe życie uczymy się ukrywać nasze emocje, nie ulegać im i funkcjonować racjonalnie. U psów jest inaczej – rzadko kiedy potrafią ukryć to co czują, a nawet jeśli to robią, to koniec końców, wreszcie gdzieś te emocje wyłażą, najczęściej już jako psia frustracja czy zdenerwowanie. W życiu z psem chodzi o to, aby nawiązać więź na zasadach dla psa zrozumiałych, wysłuchać go i uszanować jego psie potrzeby. To pozwoli nam robić coś razem z psiakiem. A robiąc to będziemy czuć się dobrze. Dało mi to właśnie tropienie użytkowe. Czytaj dalej

Graniczne puzzle

Nigdy czegoś takiego nie widziałam i pewnie nie zobaczę! Holenderskie miasteczko Baarle -Nassau i belgijskie Baarle-Hertog mają najbardziej skomplikowane granice w Europie, bo … to miejscowość, która leży w Holandii, ale spora część jej terytorium należy do Belgii.
For real. Czytaj dalej

„Jak na setera…”

Autorka bloga Trend z Seterem często wspominała, że według niej najważniejszą komendą u psa (nie tylko setera) jest przywołanie. Zgadzam się z tym w pełni. Jest to komenda, która przydaje się w wielu sytuacjach, a może też uratować psu życie.

A jak to wygląda u nas? Ano, różnie. Jak na setera, Berek ma dobre przywołanie. Jednak w tym stwierdzeniu są dwa „ale”…
Pierwsze „ale” co znaczy „jak na setera”? Nie znoszę tak myśleć o moim psie, choć czasem się na tym łapie i chyba jest to nieuniknione. Seter to pies jak każdy inny tylko, że ma silny instynkt myśliwski. Oczywiście nie każdy seter, bo jest to też kwestia indywidualna. Berek kocha tropić, jest temu oddany i doskonale wie, że nie ma nic lepszego. Sądzę, że oddałby duszę diabłu za gonienie po polach za tropem. Biorąc to pod uwagę, nauka przywołania u setera jest dość trudna. Jako amatorowi, wychodzi mi to różnie, ale o tym za chwilę.
Drugie „ale” to próba odpowiedzenia sobie na pytanie co to znaczy, że przywołanie jest na poziomie dobrym… Czy jeśli jest po prostu tylko dobre, a nie jest idealne, to nie znaczy to, że właściwie go w ogóle nie ma? Czy pies, który nie ma wyćwiczonego przywołania na 100% ma wyćwiczone w ogóle przywołanie? To to działa czy nie działa?

Tak więc mając na uwadze co napisałam powyżej – u Berka, jak na setera ;), jest dobrze. Berek w ciągu 3 lat z niknął mi z oczy może 2 razy na około 1-2 minuty (wskoczył w krzako-las wyraźnie idąc za tropem). Raz miał bliskie spotkanie z sarną. Za każdym razem byłam przerażona i reagowałam pewnie histerycznie, ale to już mój problem, a nie psa. Nie sądzę jednak, żebym miała powody do tego by osiąść na laurach. Dla mnie, jako właśnie właściciela setera, przywołanie jest tym samym co odwołanie. A odwołanie to jest przerwanie czegoś co pies już robi. Osobiście uważam, że przywołanie psa, który sobie biega wesoło po znajomym trawniku nic nie znaczy, bo pies właściwie czeka na kontakt z właścicielem i nie jest niczym konkretnym zajęty. Natomiast odwołanie psa, który zaczyna bawić się z innymi psami, lub który zaczyna biec po tropie, robić coś co jest dla niego praktycznie sensem i miłością życia, to zupełnie inna para kaloszy…

Spacer z psem po polach to dla mnie ciężka praca. Ćwiczę z Berkiem przywołanie, cały czas go obserwuję, patrzę co robi, próbuję zgadnąć co będzie robić za chwilę. Po trzech latach z Psim Ryjem wiem, że na jakoś naszego przywołania/odwołania ma wpływ:
– czy jest to zwykłe pole, czy np polanka w parku miejskim (np. na Polu Mokotowskim) –  tam gdzie Berek wie, że może być zwierzyna zachowuje się zupełnie inaczej.
– czy wieje wiatr, czy jest wilgotno, zimno, ciepło, itp.
– czy zapachy są świeże – Berek przecież to doskonale wie, ja mogę to zgadywać tylko  obserwując jego zachowanie.
– czy wszedł już na trop i nim idzie, czy jeszcze nie. W momencie kiedy ślad jest świeży i  Berek go dokładnie zidentyfikował, bywa ciężko. Na szczęście potrafię często dostrzec,  że Berek jest danego dnia pobudzony, szuka i że mam z nim kiepski kontakt na spacerze.  Zwykle wtedy wracamy do domu, albo zmieniamy miejsce spaceru. Nie ma sensu, abym  próbowała zainteresować go czymś innym, biegała z patykiem, czy robiła pajacyki, bo  Berek nie będzie tym zainteresowany.
– jeśli widzi zwierzynę istotne jest czy ona się rusza czy stoi nieruchomo i czy jest  blisko czy daleko. Od zwierzyny znajdującej się daleko raczej mogę go odwołać, ale  wtedy zapewne Berek jej jeszcze nie czuje, bo już wcześniej widziałabym, że węszy i  podchodziłby do niej po łuku, więc taka sytuacja się nie liczy. Jeśli zwierzyna jest blisko i się rusza…  zachęcam do wpisu, który podlinkowałam wcześniej…
– czy jest zmęczony, bo wtedy, po prostu, mniej tropi.
– od humoru Berka. Czasem ma dni, że po polach spaceruje niby książę, a czasem nie  przestaje galopować z nosem przy ziemi.

Na pewno popełniłam mnóstwo błędów ćwicząc przywołanie, ale robiłam co umiałam. I teraz jestem o 3 lata z Berkiem mądrzejsza. „Jak na setera” jest dobrze. Jak na mojego setera to mogłoby być lepiej :(.
Poniżej dwa filmiki z naszego porannego spaceru. Na pierwszym Berek już leciał po śladzie, jednak nie był nim aż tak bardzo zainteresowany i odwołanie go nie było problemem. Na drugim filmiku Berek okładał pole szukając czegoś ciekawego – to dla niego norma i „nudy”, więc odwołałam go od tej czynności w miarę szybko.
(przyciszcie kompy 😉 )

Akcja: pies w lampkach choinkowych

Okres przedświąteczny w psim internecie to głównie wpisy z propozycjami prezentów dla psów i ich właścicieli i … zdjęcia psów w lampkach choinkowych.

Zupełnie świadomie postanowiłam nie przygotowywać wpisu o prezentach.*  Moim zdaniem prezent to coś bardzo indywidualnego. Doskonale wiem co przydałoby się mi i Berkowi i nigdy jakoś nie byłam zainspirowana uniwersalnymi listami upominków dla czworonogów czy ich właścicieli.

Dodatkowo przed Gwiazdką internet pełen jest zdjęć psów owiniętych w lampki choinkowe (wystarczy wejść na Pinterest i wpisać „dog christmas”. Pomysł uroczy, ale… co za dużo to niezdrowo. Jednak dekoracje świąteczne są często dość tendencyjne i trudno wyjść poza pewne ramy. W tym roku, kiedy po raz już enty natknęłam się na psa przybranego jak choinka, stwierdziłam, że może i nie mam modnego psa, ale można się pobawić w bycie na topie 🙂 I tak ogłaszam…..

Akcja: PIES W LAMPKACH CHOINKOWYCH
Zapraszam wszystkich moim czytelników do nadsyłania na maila zdjęć swoich psiaków ozdobionych lampkami choinkowymi. Stworzymy na Berkowym facebook’u album pełen słodkich świątecznych zdjęć, które podążają za internetowymi trendami :).
Zdjęcia wysyłajcie na adres: pies.berek@gmail.com

unnamed

*Za to polecam listę z bloga Trend z Seterem. Jest świetna i zdecydowanie inna 😉

„Ty chyba powinnaś mieć innego psa”

Cytat z tytułu tego posta to komentarz, który usłyszałam kiedyś od mojego A. Berek miał wtedy około 1,5 roku. Dokładnie pamiętam, że siedziałam w salonie na kanapie i coś opowiadałam A. o Berku, który rozciągał się na dywanie. A. nie powiedział tego złośliwie – był to raczej żartobliwy komentarz na moje tyrady o tym jak wyglądał mój spacer z Berkiem i, zapewne, podróż autobusem. Gdy Berek miał 1,5 roku i ja i on poczuliśmy potrzebę odkrywania nowych miejsc spacerowych. W tym też czasie Berek odmówił jakiejkolwiek współpracy podczas jazdy komunikacją miejską. Ja natomiast usilnie próbowałam coś z tym zrobić, bo poruszanie się autobusami było w naszym przypadku koniecznością. Był to dość ciężki czas i dla mnie i dla Berka, ale w końcu udało się. Nie zmienia to jednak faktu, że przez długich kilka miesięcy miałam zdecydowanie mniej wzlotów niż upadków w mojej relacji z Psim Ryjem. I to ze mnie wypływało. Głównie w opowiadaniu o tym mojemu A…. Owe zdanie: „Ty chyba powinnaś mieć innego psa” zszokowało mnie, zabolało i pamiętam je dokładnie po dziś dzień. A. wyjaśnił, że uważa, że potrzebuję psa, który będzie spokojniejszy, bardziej opanowany i mniej samodzielny. Nigdy, ale to nigdy, świadomie nie pomyślałam, że Berek to nie jest pies dla mnie. Jednak być może emanowałam jakąś dziwną, niepozytywną aurą? Nie wiem o czym wtedy opowiadałam A., ale wiem, że z jakiegoś powodu tak, a nie inaczej, skomentował moje słowa. Zaniepokoiło mnie, że tak pomyślał. Zaczęłam zastanawiać się, czy przypadkiem Berek nie odbiera mojego zachowania w podobny sposób. Głęboko wierzę, że psy doskonale wiedzą kiedy człowiek jest nimi zawiedziony. Czują kiedy relacja pomiędzy nimi staje się dla człowieka jednym wielkim rozczarowaniem. Niby czemu psy w schroniskach tak desperacko dopominają się naszej uwagi? Dla mnie kontakt z psem nie może być oparty na mechanicznym wydawaniu smaczków po tym jak pies zrobi sztuczkę, lub wykona komendę. Schroniskowe, zapomniane psy nie dopominają się zza krat o smakołyki. One chcą naszej uwagi, uznania. Człowiek swoje rozczarowanie potrafi okazać nie tylko słowem, ale i gestem, miną, postawą. Pies to widzi. Zaraz za rozczarowaniem idzie dużo pozostałych rzeczy – mniej i coraz nudniejsze dla psa spacery, ignorowanie psa w domu, nie dbanie o jego i tylko jego osobiste potrzeby. Słowa A. przeraziły mnie, bo jak nic innego nie chcę by Berek czuł, że jest z nim coś „nie tak:”. Bo „nie tak” może być z moimi umiejętnościami treserskimi, albo z moimi oczekiwaniami względem psa, ale nie z samym psem.

Od tamtej pory minął ponad rok. Berek jeszcze wiele razy dał ( i jeszcze pewnie da) mi popalić. Przeżyliśmy jego dorastanie i burzę hormonów. On przetrwał dwie nasze przeprowadzki. Poszłam na wiele kompromisów jeśli chodzi o Psiego Ryja, bo uznałam, że tak będzie lepiej i dla mnie i dla niego. Staram się cały czas pamiętać, że Berek też poszedł na kompromis. A właściwie idzie na kompromis codziennie, na każdym spacerze, gdy ja go wołam, a on podejmuje decyzję, że przestanie robić co robi i do mnie przybiegnie. A przecież ile jest codziennych czynności, które wykonuje „po naszemu”! To nie może rozczarowywać!

Kiedyś usłyszałam od osoby, która zajmuje się seterami już od wielu lat, że pierwszy gordon wychowuje sobie właścicieli na swoją modłę ;). Potem człowiek się trochę uczy i z następnym seterem sprawa wygląda trochę inaczej. Bo następny seter na pewno się pojawia… :). Jak najbardziej się z tym zgadzam: Berek oczywiście sobie nas trochę wychował, i tak – jeśli będzie kiedyś pies rasowy to będzie to gordon ;). Nie mam co do tego wątpliwości. Oboje z A. wpadliśmy jak śliwki w kompot z ta naszą miłością do rasy, która, fruwając po polach, wygląda jak czarna ścierka powiewająca na wietrze. Inaczej się nie da :).

seter szkocki gordon
po zanurzeniu w jeziorze

DSC_1081 DSC_1095