Ile swobody potrzebuje pies?

Według słownika języka polskiego PWN swoboda to poczucie braku skrępowania i możliwość postępowania bez ulegania przymusowi lub ograniczeniom. Synonimem swobody jest wolność, naturalność, ale także arogancja i przeciętność :).

Ile tej swobody?
Jako właścicielka setera mogę mieć dość ekstremalne poglądy na temat tego ile swobody potrzebuje pies. Setery muszą czuć się wolne, bo to uczucie jest dla nich naturalne i zrozumiałe. W swobodnym bieganiu, nieskrępowanym szaleństwie, seter realizuje się. Czuje, że imponuje światu, właścicielowi i jest sobą. Oczywiste jest, że każdy pies potrzebuje swobody. Nie da się jednak zaprzeczyć, że psy wyrażają siebie w różny sposób i w różnym też stopniu potrzebują do tego niezależności. Są też psiaki , które z różnych powodów po prostu trzeba prowadzać na smyczy.Jeśli wszystkie spacery odbywają się na smyczy, to należy znaleźć sposób, żeby pies miał okazję poczuć się swobodnie i miał szansę zając się swoimi sprawami, gdy my – właściciele- nie będziemy mu w tym przeszkadzać.

Czy pies może mieć za dużo swobody?
Myślę, że tak :). Czasem mam podejrzenia, że Berek ma właśnie za dużo swobody, ale w jego przypadku to nie jest takie proste. Biorąc setera wiedziałam jaki to pies i od razu założyłam, że jako właściciel gordona, zapewnię mu praktycznie codzienne spacery po polach. Nie brałam pod uwagę innej opcji. Berek jest taki jaki miał być – seterowy :), a swobodne bieganie to jego największa miłość. Tu mnie nie zaskoczył. Berek bywa bezczelny – dopomina się takich a nie innych spacerów i doskonale wie czego chce. No cóż – nie mam pojęcia jak miałby stłumić w sobie tą pasję jaką wykazuje do fruwania po polach 🙂

A co jeśli pies ma za mało swobody?
Hmmm….. to oczywiście zależy od psa i od tego do czego jest przyzwyczajony i jak zdefiniowana jest dla niego owa „swoboda”. Berek nie ucieka, nie biega jak wariat w kółko, nigdy nie wygląda na niewybieganego czy kiedykolwiek skrępowanego psa. Po prostu, gdy go spuszczam ze smyczy, rozluźnia się. Analogicznie, gdy wędrujemy na smyczy, Berek wygląda na lekko zagubionego. Z czasem, gdy spacer się wydłuża, próbuje się buntować, po czym przygasa i czeka na rozwój wydarzeń. Uważam, że psy które nie mają szansy realizować swoich potrzeb mogą na własną rękę próbować znaleźć sposób, aby to zmienić, choć nie musi to być regułą. Myślę, że Berek by próbował, bo jest impulsywny, entuzjastyczny i pełen energii, której poskromienie nie jest w jego naturze.

berek1
relaks na spacerze
berek2
obserwacja

Jesienny Berek

Jesień którą mamy od kilku dni zapiera dech w piersiach – jest ciepło i słonecznie. Chciałabym, żeby tak było cały czas! Kolory na drzewach są niesamowite, a dzięki słonecznej pogodzie tak łatwo iść na spacer i po prostu odpoczywać podziwiając uroki tej pory roku.

Nie wiem czy Berek podziela mój zachwyt, bo ewidentnie jest mu gorąco i każdy spacer kończy zanurzeniem w kanałku. Intensywnie biega tylko wczesnym rankiem, kiedy jest mgła i intensywne zapachy na trawie pokrytej rosą. Reszta dnia to raczej wygrzewanie się na słońcu niż bieganie. Ale co tam – deszcz jeszcze przyjdzie i Berek będzie zachwycony. Tymczasem ta JA napawam się chwilą i wywlekam psa na spacer kiedy tylko mogę.

Przyznam, że uwielbiam patrzeć na Berka jak szaleje na łąkach. To jest po prostu piękne. Jak dla mnie jest to jedna z najpiękniejszych rzeczy jaką kiedykolwiek widziałam. I gdy dzień jest piękny i słoneczny, a ja odpoczywam idąc po łąkach z psem, jest idealnie. Wtedy wszystko nagle jest takie jakie powinno być 🙂

Poniżej kilka zdjęć Berka w jesiennym słońcu 🙂

seter gordon

seter gordon

seter gordon

DSC_0908

seter gordon

 

 

 

Nowa Huta i o tym co woli mój pies

Tego, że nie jesteśmy z Krakowa nie da się ukryć i też nie mamy po co udawać. Jako totalni przyjezdni mamy w swojej przeszłości takie występki jak, m.in: zrobienie sobie testu Czy jesteś prawdziwym krakusem?  , notoryczne mówienie „na dwór”, a nie „na pole” i ….. świadomą wycieczkę na Nową Hutę w celu jej zwiedzania.

Nowa Huta to architektoniczny i historyczny ewenement w skali światowej. Oceniać jej nie będę, a nawet nie ośmielę się mieć na jej temat swoje zdanie, bo jej nie znam. Jednak ze względów historycznych należy jej się szacunek i, na pewno, warta jest uwagi. Nie byłabym sobą, gdybym zwiedzania nie połączyła z psim spacerem. Padło więc na testowanie nowohuckiego wybiegu dla psów.

Wybieg znajduje się u zbiegu Alei Jana Pawła II i ulicy Biskupa Piotra Tomickiego, zaraz obok Nowohuckiego Centrum Kultury (NCK). Jest to kawałek parku ogrodzony siatką, dlatego ciężko go dostrzec z odległości.  Wybieg jest całkiem duży, zadrzewiony (jest cień!) i porośnięty w większości trawą, która jest wydeptana tylko przy ławkach. Jeśli chodzi o zaprojektowanie wybiegu… chyba nie miało w ogóle miejsca, bo jak już wspomniałam, jest to po prostu ogrodzona część parku – są trzy ławki, parę koszy na psie odchody, nie ma śluz przy furtce, nie ma żadnych przeszkód do agility, ani zadaszenia.

DSC_0767

DSC_0766

DSC_0765

Na wybiegu spotkaliśmy raptem parę osób z psami, ale byliśmy o dość nietypowej porze dnia. Ogólnie ciężko mi obiektywnie ocenić ten obiekt, bo mimo iż krótko tam byliśmy z Berkiem, i tak zdążyłam zostać opierdzielona przez inna właścicielkę psa – tym razem dostało mi się za to, że Berek ma przy obroży dzwoneczki….No cóż.

Z wybiegu przeszliśmy na Plac Centralny. To był ten moment kiedy mogłam poćwiczyć z Berkiem nieciągnięcie na smyczy. Plac Centralny trochę rozkopany, bo właśnie są remonty, ale udało nam się „zrobić kółeczko”.

DSC_0768

DSC_0770

 

Na Placu Centralnym już zauważyłam, że Berek jest zagotowany a pojenie go nie pomagało. Upału może i nie było tego dnia, jednak Psi Ryj ciepłą pogodę wyjątkowo źle znosi. Dalsze plątanie się po ulicach i ciąganie psa po rozgrzanym betonie nie miało sensu. Postanowiliśmy przejść na Nowohuckie Łąki i puścić Berka w wysoką trawę, żeby się schłodził.

I co zauważyłam – Berek cały spacer, cały pobyt na wybiegu był nijaki. Łaził, gapił się wąchał, ale widać było, że to nie jest dla niego „to”. Jednak jak tylko zobaczył przestrzeń łąk, krzaczory, połacie skoszonej trawy – odżył i zaczął biegać. Mój pies po prostu to kocha i nic innego. Miastowy nie jest i nie będzie, nigdy nic mu nie zastąpi biegania po polach. Jak bym się nie starała i nie zabierała go w nowe miejsca, gdzie , moim zdaniem, mogą być dla niego rozrywki, Berek będzie wolał puste pole i nieposkromione bieganie. Kontakty z innymi psami? Owszem, ale nie za dużo i zawsze z możliwością ewakuacji. Berek nie wykorzystuje do końca wszystkiego co daje psu obecność na wybiegu. Jemu zdecydowanie wystarczą kontakty z psami spotkanymi na spacerach, bo są naturalne i Berek ma kontrole nad tym co, kiedy, z którym psem i dlaczego. I jak obserwuje tą jego cechę to uwielbiam go jeszcze bardziej, bo chyba podejrzał to u mnie 😉

DSC_0780

DSC_0789

DSC_0793

DSC_0795

DSC_0791

DSC_0812

DSC_0814

DSC_0808

DSC_0802

DSC_0805

Krynica Zdrój z psem – kolejka gondolowa na Jaworzynę Krynicką

Na weekend znów pojechaliśmy do Krynicy Zdrój, dokładnie w to samo miejsce co w marcu.  Tym razem tez nie udała nam się za bardzo pogoda, ale widocznie tak musiało być. I tak było lepiej niż w czasie naszej wizyty w Krynicy w marcu kiedy było załamanie pogody i burza śnieżna. Teraz, w pierwszy weekend czerwca, tylko padał deszcz i było chłodno – pogodowa nuda ;).

W sobotę z samego rana postanowiliśmy wypróbować okoliczne szlaki, jednak okazało się, że w większości są zagrodzone zawalonymi przez wiatr drzewami i jeszcze nie uprzątnięte. Postanowiliśmy się wycofać do miasta i tam spędziliśmy resztę dnia. Berka zmęczyłam ćwicząc z nim utrzymywanie równowagi: po 5 minutach był zasapany.

W niedzielę natomiast postanowiliśmy wjechać kolejką gondolową na Jaworzynę i spędzić trochę czasu na górze podziwiając widoki.  Do kolejki można wsiąść z psem za dodatkową opłatą w wysokości 6 złotych. Wagoniki są 6-osobowe, co moim zdaniem jest dość ekstremalne. Jeśli do wagoniku wsiądzie 5-6 osób pies na pewno się nie zmieści. Trzeba brać to pod uwagę i najlepiej unikać tłumu lub w jakiś uprzejmy sposób zakomunikować osobom w kolejce, że potrzebujecie luźniejszą gondolę. My uniknęliśmy tłumu, bo byliśmy tam rano i zresztą jest poza sezonem. Jednak jak zjeżdżaliśmy to państwo stojący za nami w kolejce z dwójką małych dzieci niecierpliwili się i wyraźnie mieli ochotę władować się z nami do wagonika. Na szczęście Berek zaczął swój „występ’ i widząc przemieszczające się wagoniki wygenerował cały swój seterzy entuzjazm i, koniec końców, w gondoli byliśmy sami :). W regulaminie nie znalazłam zapisu dotyczącego obowiązkowego zakładania psu kagańca. Berek jechał bez, bo w wagoniku byliśmy sami. Jednak uczulam, że gondole są bardzo małe, ludzie dziwni, a sytuacja dla psa zupełnie nowa. Warto więc mieć ze sobą kaganiec – chociażby dla komfortu psychicznego swojego i współpasażerów.

Wyprawa była wspaniała- jedyny minus to pogoda, bo wiał zimny wiatr (marzyłam o czapce) i było pochmurno. Jednak Krynica Zdrój i okolice są tak wspaniałe, że nic nie potrafi zepsuć mi humoru, gdy tam jestem. Mam nadzieję, że już niedługo znów się tam wybierzemy i uda mi się wreszcie wypić na jakiejś polanie kawę z termosu i nacieszyć ciepłym słońcem.

Szczekanie na wyciąg …

DSC_0731

 

DSC_0712

DSC_0738

DSC_0746

DSC_0763

DSC_0768

DSC_0784

DSC_0787

DSC_0789

DSC_0792

DSC_0805

 

Mrożony smakołyk dla psa

W weekend postanowiliśmy zabrać Berka do „cywilizacji”. Po porannym, niedzielnym spacerze po polach, Psiego Ryja, całego ociekającego błotem i wytarzanego w jakiś nasionkach z trawy, wzięliśmy ze sobą do Forum Przestrzennego. Forum to jedno z najbardziej psiolubnych miejsc w Krakowie. Trzeba jednak pamiętać, że jest to bardzo popularne miejsce i czasem bywa ciężko ze znalezieniem wolnego stolika. My do Forum dotarliśmy w godzinach porannych, zaraz po otwarciu, więc mogliśmy wybierać.

Dla Berka przyniosłam zamrożony smakołyk, który przygotowałam dzień wcześniej. Zwykle robi się tego typu smaki urzywając Kong, jednak Berek Konga nie posiada. Postanowiłam wykorzystać piłeczkę – gryzak, z dużą ilością dziurek i rowków, które wypełniłam pastą z tuńczyka. „Pasta” to zdecydowanie za ambitne określenie – był to po prostu ugotowany wcześniej ryż, wymieszany z puszką tuńczyka i starta marchewką. Trzeba pamiętać, że pies zajmując się taką zabawką- smakołykiem może narobić bałaganu. Lepiej nie dawać  tego psu w środku lokalu, albo na dywanie w mieszkaniu.

Berek zajął się mrożonym smaczkiem od razu i wyglądał na zadowolonego. Był już wybiegany po porannym spacerze, a praca nad wydłubywaniem zamrożonych smakołyków dodatkowo go zmęczyła. I co zrobił? Zasnął w cieniu, a my mogliśmy wypić w spokoju kawę.

DSC_0677

DSC_0726

DSC_0730

DSC_0732
Facet wypasał dwa koniki na Bulwarach Wiślanych, po czym po prostu odjechał…

 

Dlaczego warto zabrać psa nad morze

Polskie morze. Bałtyk. Wyjazd nad Bałtyk marzył mi się odkąd pojawił się u nas Berek. Uwielbiam obserwować, jak mój pies doświadcza nowych rzeczy, poznaje je powoli, w swoim tempie i na swój psi sposób.

Nie lubię bałtyckich plaż w sezonie. Nie przepadam za siedzeniem na plaży i opalaniem się, więc ciepła pogoda nie jest dla mnie konieczna, żeby miło wypoczywać nad morzem. Oczywiście lodowaty wiatr i deszcz potrafią mi zepsuć humor, ale nigdy też nie zakładam, że nad polskim morzem będzie ciepło i słonecznie.

A Berek na plaży nad morzem? Oczywiście szaleje! Berek cały czas „pracuje”, musi coś robić, biegać, szukać zapachów. Im mniej ludzi na plaży tym lepiej, bo pies może fruwać jak mu się tylko podoba, a ja nie muszę przejmować się, że komuś to przeszkadza. warto zabrać psa nad morze, bo nadmorska plaże to zupełnie inny świat dla takiego zwierzaka. Morza Bałtyckiego i nadmorskiego klimatu nie da się podrobić, a dla psa bieganie po pustej plaży i ganianie wiatru to wspaniała przygoda.
Bilans naszego pobytu nad Bałtykiem jest taki:
– jak nad Bałtyk to tylko poza sezonem – cisza, spokój, tylko morze, mewy i… mój pies, który uparcie               twierdzi, że dogoni i złapie (!) klucz kormoranów.
– fale są przerażające i uniemożliwiają Berkowi dostanie się wpław do Szwecji.
– według Berka, spokojne morze jest po prostu dużym jeziorem, do którego można swobodnie wejść (ale bez szaleństw).        Tylko dlaczego woda jest taka niedobra…?
– wiatr przywiewa bardzo dużo nieznanych zapachów. Berek uważa chyba, że im szybciej będzie biegać, tym więcej  zapachów złapie.
– według mojego psa śnięte ryby są fascynujące.
– Berek twierdzi, że wyjmowanie z morza śmieci jest zabawne.
– w morzu patyki tonął …
– Z psim sikaniem nie jest łatwo, bo Psi Ryj musiał znaleźć jakiś wystający na plaży pień drzewa, albo górkę z piasku.  Potrzebne było strategiczne planowanie sikania.
– gdy siadałam na piasku na minutę, Berek cały czas czuwał i „bronił” mnie przez spacerowiczami i pliszkami… Nie sądzę,  aby Psi Ryj potrafił choć na chwilę przestać pracować.

Bałtyk jest wyjątkowy, a dzięki entuzjazmowi Berka, odkryłam, że nad morzem jest jeszcze fajniej. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się tam wrócić.

seter

DSC_0672

seter gordon

seter

DSC_0644

DSC_0639

seter

DSC_0621

setter gordon

seter gordon

seter gordon

DSC_0630

DSC_0628

DSC_0581
A to śmieć z charakterem 😉

 

Nova Krova – psiolubna wegańska knajpa w Krakowie

Postanowiliśmy odwiedzić wegańską knajpkę Nova Krova . Oczywiście zabraliśmy ze sobą Berka. Jak już wspominałam w poprzednim poście, „bywanie” z Berkiem jest dość uciążliwe, bo zwykle kręci się i miota, co po prostu nas męczy i jest nieprzyjemne. Ale staram się nie poddawać zniechęceniu i od czasu do czasu Berek jedzie z nami „na kawę”.

Najpierw zrobiliśmy około 30 min spaceru po mieście – Berek się nawąchał psich zapachów, trochę zmęczył zgiełkiem ulicy. Dla mojego psa jest to przeżycie, bo rzadko bywa wśród samochodów, ludzi i ulicznego zgiełku. Zachowywał się super – mało ciągnął na smyczy, był wesoły i nastawiony na kontakt z nami. Gdy dotarliśmy wreszcie do Novej Krovy , byłam pozytywnie nastawiona, zachwycona moim psem, nie wymęczona szarpaniem i …głodna 😀

Nova Krova to psiolubna, wegańska knajpa. Można w niej zamówić fikuśne, zdrowe burgery zrobione np. z kaszy quinoa, lub czerwonej fasoli, do wyboru są trzy rodzaje pieczywa do burgera. Krova serwuje także śniadania, sałatki i zupy. Można także zamówić wegański deser. Jadłam sernik z kaszy jaglanej z dodatkiem kiwi i zielonej herbaty. Nie był oczywiście serowy w smaku, za to był zielony i przepyszny 🙂 Zapachy z kuchni wydobywały się nieziemskie – nawet Berek w pewnym momencie stwierdził, że jest weganinem i zaczął niuchać co tam mamy dobrego na stole.
Berek dostał wodę, która oczywiście za chwilę rozlał. Jednak mamy już gordona dwa lata, więc wiemy, że nie ma co ruszać się z domu bez ścierki… Wycieranie mebli, siebie i psa ze śliny to norma. Można też wytrzeć podłogę z wody, nie? 🙂
Berek na początku oczywiście się kręcił, ale szybko się uspokoił i leżał (!) pod stołem. Oczywiście nie siedzielismy w Krovie długo, ale jednak udało nam się spokojnie zjeść, spędzić chwilę na rozmowie a nie tylko na szarpaniu się z psem. Uważam to za wielki sukces i jestem bardzo dumna z mojego psa 🙂

Na pewno wrócimy do Novej Krovy. Szykuję się na śniadanie mistrzów – zaciekawił mnie hummus podawany z sezonowymi dodatkami i pieczywem. Zajrzyjcie też na Kroviasty FB.

Nova Krova
Plac Wolnica 12
Kraków
otwarta od 10.00 do 9.00,
piątki – soboty od 10.00 do 23.00

SAM_1183

SAM_1186

SAM_1192

Nova Krova

Czemu zdecydowaliśmy się wykastrować Berka

Nie mam zamiaru pisać o medycznych aspektach kastracji psa, bo nie czuję się kompetentna w tym temacie. W internecie jest już wiele artykułów o tym, można też z łatwością zasięgnąć informacji u weterynarza. I na pewno warto wypytać o wszystko zanim podejmie się decyzję o zabiegu kastracji. Napisze jak to było u nas, z mojego punktu widzenia. Berkowego zdania mogę się tylko domyślać… 😉

Nie mam nic przeciwko kastracji jeśli jest ona konieczna dla zapewnienia zdrowia i bezpieczeństwa psa. Uważam, że żaden zabieg medyczny u zwierzęcia nie powinien być wykonywany na zasadzie „widzi mi się”. Decyzje dotyczącą kastracji nie podejmowałam szybko, bo nie miałam dostatecznie przekonywujących argumentów „za”, ani „przeciw”. Setery późno dojrzewają i Berek za cieczkami nigdy nie latał. Oczywiście interesował się sukami, które sporadycznie spotykał na spacerach, ale były one wszystkie wysterylizowane. A dodatkowo u Berka zainteresowanie nimi wzrastało, gdy pojawiał się w okolicy inny samczyk. Wszystkie te zachowania mogłam swobodnie kontrolować – na spacery chodzimy zwykle na pustkowia, nie mieszkamy w mieście i okazje kiedy spotykał sunię i samca w tym samym momencie były bardzo sporadyczne i łatwe do uniknięcia. Nie było jego zachowanie dla nas kłopotliwe.

Ale ostatnio… Berek poczuł cieczkę. Pierwszy raz w życiu widziałam u niego takie zachowanie. Schodziłam już z pól, byłam niedaleko miejsca gdzie zaczyna się wieś, ulice, gdzie zwykle już zapinam Berka na smycz. Berek w takich rejonach rozluźnia się, koncentruje na mnie, bo nie ma już tropów ani niczego co dla niego stanowi jakikolwiek obiekt zainteresowania. Tymczasem owego dnia, nagle, zaczął biegać w kółko jak szalony i węszyć. Nagle wyrwał i zaczął biec w stronę zabudowań. Zawołałam dwa razy i zawrócił. Przybiegł do mnie, usiadł, cały drżał i płakał… Zapięłam go i próbowałam uspokoić, ale to było na nic. Poszliśmy do domu, a Berek przez następne dni płakał i wydawał się bardzo (nawet jak na niego) pobudzony i napięty. Widząc to, zrozumiałam, że kastracja jest konieczna u Berka. W Dziekanowie Leśnym pod Warszawą, gdzie właśnie obecnie spędzamy kilka dni z Berkiem, mam zaprzyjaźnionego wspaniałego weterynarza. Umówiłam się na badania kontrolne Berka – badanie krwi i kału. Wyniki były zadowalające i mogłam zapisać Berka na zabieg kastracji. Jestem wdzięczna losowi, że wydarzyło się coś co pomogło mi w końcu zdecydować o tym o czym zdecydować powinnam już dawno czyli o wykastrowaniu mojego psa. I na szczęście, gdy pierwszy raz ruszył za cieczką, nie doszło do nieszczęścia, bo jest cudownym psem i do mnie grzecznie zawrócił, pomimo iż instynkt ciągnął go gdzie indziej.

Mam tylko do siebie pretensje, że mając tak reakcyjnego psa nie przewidziałam, ze „zakochanie się” będzie dla niego też intensywne, a dla mnie ciężkie do zniesienia. W czasie tych kilu dni kiedy był badany i potem czekał na umówiony zabieg, był wyjątkowo niespokojny. Mimo iż jest psem niezwykle energicznym praktycznie cały przez cały czas, widziałam różnicę w jego zachowaniu – był nieobecny, ogłupiały, niezwykle zagubiony, biegał od okna do okna. I ciągle wzdychał, popiskiwał, nie spał spokojnie. Myślę, że gdybym tylko spuściła go ze smyczy, wyrwałby jak dziki. Zrozumiałam, ze nad tym nie zapanuję, a strach o życie mojego psa ułatwił mi podjęcie decyzji.

Zabieg był wczoraj. Wszystko się udało. Berek wybudził się szybko i tylko wczoraj wieczorem był jeszcze trochę otępiały po narkozie. Przespał całą noc w kołnierzu, dziś trochę zjadł i nie zwymiotował. Dostaje profilaktycznie antybiotyk i znieczulenie od weterynarza. Ostatnia dawka będzie w sobotę. Jest wesoły i biega po ogrodzie moich rodziców. Myślę, że ranka mu jakoś bardzo nie dokucza. Bardzo pilnuję by jej nie lizał, żeby mogła jak najszybciej się zagoić. Na pewno jest zmęczony po zabiegu, więcej dziś śpi i trochę mniej się rusza :), ale w końcu kastracja była wczoraj… Ale wiecie co – pewnie z powodu jego ogólnego osłabienia, a nie obniżonego już poziomu testosterony, ale widzę znów w jego oczach mojego Berka, a nie zdziczałego, ogarniętego strachem i zagubionego psa, który jest wymęczony przez coś czego nie może zaspokoić i czego nie rozumie. Może tą zmianę sobie wmawiam… Możliwe. Zobaczymy jak będzie w ciągu najbliższych tygodni, gdy kastracja zacznie wpływać na jego zachowanie i wyciszy jego popęd. Dziś Berek tulił się do mnie, zaglądał mi w oczy, trącał nosem, przynosił piłeczkę. Nie płacze. Zasypia koło mnie na kanapie. Wydaje się spokojniejszy. Jest nam lepiej.

SAM_1124
Chwilę po zabiegu – Berek dopiero co wybudzony z narkozy.
SAM_1123
Koniecznie chciał wejść do kennelu. Średnio się mieścił w kołnierzu, ale w końcu udało mu się wygodnie ułożyć.
SAM_1129
Dzień po zabiegu – kołnierz oklejony taśmą, aby nie rozerwały się brzegi i nie popękał, gdy Berek biegał po krzakach.
SAM_1131
Dzień po zabiegu

A poniżej filmik z Berkiem – zabawa jeden dzień po kastracji :). Jednak zabawa trwała stosunkowo krótko, bo Berek szybciej się zmęczył.

A jutro idziemy na dłuższy spacer 🙂

Wyjątkowy spacer

Dzisiejszy spacer był niesamowity. Berek generował wyjątkowo dużo energii. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek tak szybko i zacięcie biegał. Coś niesamowitego! Berek złapał trop już na samym początku spaceru, jak tylko spuściłam go ze smyczy. Seterowy galop, po czym pełen euforii cwał, zaczął się po minucie. Berek biegł, dla samej radości biegania. Gdy oddalał się ode mnie za daleko, wołałam, a on łukiem do mnie wracał, nie zmniejszając tempa. Już po paru minutach musiał ostudzić się w błocie, a potem wytarzać w śniegu. Przez cały dwugodzinny spacer Berek krążył z nosem przy ziemie i węszył. Stwierdzam, że nie ma nic cudowniejszego niż spacer z Berkiem, ale tylko po bezpiecznej okolicy, gdzie nie muszę się denerwować, że coś się stanie.

Popatrzcie na to psie szczęście na zdjęciach poniżej. Cudowny widok, prawda? 🙂

DSC_0203

DSC_0214

DSC_0207

DSC_0223

DSC_0229

DSC_0238

DSC_0251

DSC_0235

Berkowy Spacer Urodzinowy II

W najbliższy piątek, 15 grudnia, Berek skończy dwa lata. Postanowiłam po raz drugi zorganizować dla niego psią imprezę. Nie ma nic lepszego dla młodego psiaka niż szaleństwo z kumplami 🙂

Dlatego tez serdecznie zapraszam wszystkie psiaki na spotkanie w niedzielę o godzinie 12.00 w Pychowicach (mapka) w Krakowie. Miejscówka jest dokładnie opisana w poprzednim poście. Na zdjęciach też jest część psiej ekipy, która mam nadzieje zjawi się i tym razem. Poniżej podaje linka do wydarzenia na FB.

https://www.facebook.com/events/196869413835734/?ref_newsfeed_story_type=regular

DSC_0909
Pychowice