Mój pies terapeutyczny

Zdarzają się takie momenty, że dzieje się za dużo rzeczy i za szybko. Czuję się tym przytłoczona. Za szybkie tempo i natłok myśli obezwładniają mnie. Czasem tak po prostu bywa. W trudnych chwilach bardzo często łapię się na tym, że moje zagonione i zmęczone myśli uciekają do Berka. Nagle w ciągu dnia marzy mi się by go przytulic i móc spędzić z nim parę chwil. Albo zobaczyć jego roześmiany ryj ;). Potrzebuję mojego psa, bo jego obecność mi pomaga.

Już dawno stwierdziłam, że poranny spacer z psem to jedna z najmilszych chwil w ciągu dnia. Pies myśli schematycznie, ale też potrafi zaskoczyć swoją bystrością. Doskonale dostrzega schematy w zachowaniu człowieka i szybko się ich uczy. Najprawdopodobniej nikt nie zna równie dobrze Berka jak ja, ale mam też świadomość jak dużo Berek wie o mnie. Razem tworzymy spacerowy duet – jedno potrzebuje drugiego. Berek mnie napędza i mobilizuje. Natomiast ja widzę jak Berek zerka na mnie co chwila, przybiega się „zameldować” co jakiś czas , lub chowa koło mnie, gdy czuje się zagrożony. Uzależniłam się od świadomości, że jestem dla niego ważna na jego psi sposób.

seter gordon

gordon

seter gordon

DSC_0532

setter gordon

DSC_0523

Obroża Biothane – opinia

Nie jestem psią gadżeciarą, ale, przyznaję, mam słabość do psich obroży. Berek parę obróżek ma i wszystkie spisują się dobrze. Jednak Berek jest takim brudasem, że wszystkie obroże koniec końców były czarne od błota. Bardzo częste pranie sprawiło, że kolory dość szybko wypłowiały, a materiałowe obroże zaczęły przypominać ściereczki… Nie byłam tym zaskoczona – po prostu zrozumiałam, że potrzebuję zdecydowanie innego rodzaju obroży, które byłyby odporne na zamoczenia, nie nasiąkały błotem i były łatwe do utrzymania w czystości. Ładne, materiałowe, lub taśmowe obróżki mogę zakładać Berkowi „w gości” 😉

O polimerowych obróżkach Biothane dowiedziałam się od znajomej, wygrzebałam też gdzieś informacje w internecie. Biothane zamówiłam w sklepie internetowym psygoda.pl . W Polsce niestety nie ma dużego wyboru kolorów – z tego co się orientuję są dostępne tylko obroże pomarańczowe i żółte.  Koszt obroży to około 35 złotych plus przesyłka.

Zdecydowanie ładniejsze, choć nie wiem czy lepsze jakościowo, wydają się obroże polimerowe firmy Dublin Dog z serii All Style Non Stink. Ceny ich obróżek są zdecydowanie wyższe – wahają się od 72 do 92 złotych plus przesyłka. , Zdecydowałam się na zakup Biothane głównie z powodu atrakcyjniejszej ceny.

Biothane jest zrobiona z nylonu, poliestru i jest pokryta termoplastycznym poliuretanem. Według producenta ma zachowywać elastyczność w niskich temperaturach i ma być wygodna dla psa. Nie miałam okazji testować jej w  temperaturze ujemnej, więc trudno jest mi się jednoznacznie tutaj wypowiedzieć. Jednak kupując tą obroże brałam pod uwagę fakt iż w mróz nie ma tyle błota i brudu, więc nie muszę upierać się przy zakładaniu Berkowi Biothane jeśli ta okaże się niewygodna.
Zamówiłam wściekle pomarańczowa obroże. Jest świetnie widoczna na czarnym psie. Nie sądzę, aby w jakikolwiek sposób przeszkadzała Berkowi. Mój pies lata po polach jak szalony i nie ma czasu myśleć o tym czy ma wygodną czy nie wygodną obroże. Ważne, że obroża nie odpina się, nie wkręca mu się w zapięcie sierść i mam jak doczepić adresówkę i dzwoneczki. Rzeczywiście Biothane jest wodoodporna. Po powrocie do domu wystarczy ja przetrzeć ściereczką i jest sucha. Jeśli zabrudzi się, można przemyć mydłem i brud znika. Prać nie potrzeba 😉 Biothane jest „gumowa” – kolor nie ma jak wypłowieć, chyba, że w przyszłości ze starości i od słońca, ale to zobaczymy jak będzie się sprawować.

Po dwóch spacerach, gdzie Berek intensywnie testował Biothane, mogę ją śmiało polecić. To obroża robocza i tak warto o niej myśleć.
Teraz zapraszam na oglądanie mojego psa „w akcji” … Dzień jak co dzień.

DSC_0367
Adresówka i dzwoneczki na Berkowej obroży. Wszystko przypinam na plastykową zapinkę.

DSC_0412

DSC_0427

DSC_0419

DSC_0375

DSC_0294

DSC_0293

DSC_0281

DSC_0280

DSC_0276

DSC_0273

DSC_0267

DSC_0245

DSC_0251
Po co się otrząsać z wody, gdy nadal się w niej stoi?

DSC_0253

Czy Wasz pies jest przytulakiem?

Berek jest niesamowity. Wiem to, czasem tylko gdy mam gorszy dzień i jest mi ciężko, nie koncentruje się na tej myśli. Ale w takie dni, bardzo często, Berek i tak wie o co chodzi i potrafi się do mnie dostosować. Jestem czasem wyłączona, trochę nieobecna, zamyślona i nie skoncentrowana na psie. Robimy naszą sesję wieczornych ćwiczeń, bawimy się w szukanie zabawki, ale Berek doskonale wie, że to nie jest „TO”… Widzi przecież, że zabawę szybciej niż zwykle kończymy. Rozumie, że nie będzie relaksującego muskania czyli wybierania gałązek i rzep z sierści i oglądania psich łapek. Widzi, że nic mu tego dnia nie powiem ciekawego. Berek to rozumie. Kończę zajmowanie się psem i zabieram się za swoje sprawy. Czasem Berek przychodzi i siada koło mnie i po prostu jest. Czasem jednak w swój niepowtarzalny, Berkowy sposób próbuje się ululać. Przyznam, że nie wiem czemu to robi. Nie obchodzi mnie czy w taki sposób próbuje skupić na sobie uwagę, wymusić na mnie zainteresowanie jego osobą. Być może popełniam błąd, że daje mu się tak robić, ale trudno. Dla mnie to jest jak terapia. Wczoraj Berek wdrapał się na moje kolana i zasnął w tej przedziwnej, zapewne niekomfortowej dla niego, pozycji. Tuliłam go i czułam jak bije mu serducho. Musiałam mocno trzymać te psie 25 kilogramów, bo stał się bezwładny i odleciał pochrapując. Wczoraj dotarło do mnie, że to najprawdopodobniej najmilszy dla mnie moment w tym tygodniu.

DSC_1322

Uzależnienie

Podobno jestem upartą indywidualistką ;). Tak mi mówili…. Ale jaka ze mnie indywidualistka kiedy otwarcie przyznaję się do uzależnienia? Są rzeczy, które po prostu MUSZĘ, bo inaczej nie ma mnie 😉

Poranna kawa. Nie jakaś kawa w ciągu dnia, jak jest czas… o nie nie! Kawa musi być rano, bo inaczej nie ma dnia. Pierwszą rzecz jaką robię rano to nastawienie kawiarki. U mnie nie ma czegoś takiego jak brak czasu na poranną kawę. Trzeba taki czas sobie zorganizować i już. Wyjazdy organizuję pod poranną kawę, tzn muszę mieć możliwość sobie ją przygotować. Na szczęście są alternatywne sposoby zaparzania kawy, więc potrzebuję tylko zagotowanej wody, żeby takową przygotować. Nadal mogę więc marzyć o campingu w Norwegii 😉

Książki. Muszą być tam, gdzie w danej chwili mieszkam, pomieszkuję. Nawet jeśli osiedlam się gdzieś na 3 miesiące, za chwilę nierozsądnie zaczynają pojawiać się książki. Potrafię wydać pół stypendium na przesłanie książek z jednego kontynentu na drugi, tylko dlatego, że przecież „nie ma innej opcji”… Szczęście w nieszczęściu nie mam tyle pieniędzy ile bym chciała, żeby robić regularne wycieczki do księgarni i mój księgozbiór jest zdecydowanie za skromny by się nim chwalić 😦

I oczywiście tak –  jestem uzależniona od spacerów z psem 🙂  Spacerów z Berkiem. Wiadomo, że uzależnienie nie zawsze wychodzi człowiekowi na zdrowie. Berek czasem serwuje tyle stresów, że ze spaceru wracam wymęczona i przybita…. Ale zaraz znów chcę iść 🙂 . Nie wiem co takiego jest w tym psie, w tym co mnie spotyka na spacerach, w tym jak na niego patrzę, gdy biega z uśmiechniętym ryjem. Nie wiem, ale chcę więcej ! Chyba uzależnienie, nie?

DSC_1323

DSC_1336

DSC_1342

DSC_1317

DSC_1341

 

 

A tam jest zawsze tak samo … strasznie.

Święta święta i po świętach. Był Sylwester, przyszedł Nowy Rok. Ludzie robią postanowienia noworoczne, chcą zacząć wszystko od nowa. Od teraz wszystko ma być lepsze. W nowym roku mamy zrealizować swoje plany, mamy mieć energię i wiele pomysłów. Ludzie chcą po prostu być szczęśliwi.

Ale jest takie miejsce, gdzie nie było Świąt. Miejsce, gdzie zawsze jest tak samo … tak samo smutno. Schronisko dla bezdomnych zwierząt. Wolontariat robię od niedawna, bo od września 2013, ale już nawet nie pamiętam jak to było kiedy nie odwiedzałam „moich” psiaków. Nie mam zamiaru udawać, że jest to przyjemne zajęcie. Ludzie mówią o satysfakcji? Może… Trochę jej rzeczywiście jest, ale zdecydowanie za mało by przyćmić to niesamowite przygnębienie które czuję za każdym razem jak stamtąd wychodzę. Ale idę tam znów, bo chcę sprawdzić jak się mają „moje” boksowe psiaki. Chcę je zobaczyć, bo przecież może ktoś je za chwilę adoptuje i ich już nigdy nie zobaczę … Na pożegnanie nigdy im nie mówię „do zobaczenia!”, bo zawsze mam nadzieję, że ktoś je zabierze i nie spędzą już ani jednego dnia w schronisku. Parę psiaków, którymi się zajmowałam, zostało adoptowanych, ale ciągle trafiają przecież nowe. I wszystkie są wyjątkowe i o każdym człowiek zaczyna myśleć.

Pamiętam jak urzekł mnie Robercik. Zrobiłam o nim posta, ogłaszałam go w różnych fundacjach, ale bez skutku. Ale moi rodzice zrobili mi, a głównie Robercikowi, wielką niespodziankę i zdecydowali się go adoptować. Tata miał przyjechać po niego w sobotę, a ja pojechałam jeszcze do schroniska w piątek, żeby po prostu powiedzieć Robercikowi, że to jego ostatnia noc w tym miejscu. I pamiętam to jak dziś, gdy go uściskałam w boksie i obiecałam wrócić z jego nowym Panem następnego dnia. Chyba mi nie wierzył. W końcu ciągle ktoś przychodzi i znika, nic się nie zmienia, wszyscy są tak samo wspaniali i tak samo nieistotni… Ale wiecie co? Siedziałam z Robercikiem z tyłu samochodu przez całą podróż do Warszawy. Pies chorował, aż w końcu zasnął oparty o moje kolana. Ta podróż była raczej dla niego ciężka. Jednak za każdym razem, gdy zjawiam się w domu u rodziców Robercik mnie pamięta. Chyba tych co obiecali i słowa dotrzymali było w jego życiu niewielu. Uwielbia moich rodziców i to oni są jego światem, ale ja jestem ta „fajna i równa babka” co przyszła jak obiecywała i dotransportowała go do prawdziwego domku. Historia Robercika dała mi dużo radości. Ale wystarczyło kilka ostatnich, zimowych wizyt w schronisku i już nawet nie wiem co myśleć.
Wracając jednak do mojej początkowej myśli – ostatnie święta były dla mnie inne niż zwykle. Cały czas miałam tą bolesną świadomość, że „moje” boksowe, schroniskowe psiaki siedzą zupełnie same i nikt nie okazuje im troski, na która przecież każdy pies zasługuje. Wolontariat w schronisku to doświadczenie, które może zmienić człowieka. Im dłużej tam chodzę i im częściej tam bywam, tym wydaje mi się to cięższe i trudniejsze. Tym bardziej mi zależy. Wolontariusze to chyba ludzie z największą na świecie nadzieją, że warto próbować. To uzależnia 🙂

Poniżej kilka zdjęć psiaków które przewinęły się przez mój boks lub z którymi miałam styczność. Niektóre mają już dom, a niektóre nadal go szukają.

dedal2
Dedal – CZEKA NA DOM
muniek
Muniek – CZEKA NA DOM
gaik
Gaik – czeka na dom. Na razie boi się smyczy, więc nawet nie mamy szansy zrobić mu zdjęcia. Piesek jest bardzo sympatyczny, choć na razie wystraszony. Jest śliczny (czego niestety nie widać na fotce )
źródło: http://www.schronisko.krakow.pl

Osoby zainteresowana adopcją, któregoś z powyższych psiaków proszę o kontakt na Berkowego maila: pies.berek@gmail.com

Mają dom:

rysiek
Rysiek – MA DOM

braun5
Braun – MA DOM

Był jeszcze Drupi i Rambo, którzy są już ws swoich domkach. Nie mam niestety ich zdjęć.

Berkowy Spacer Urodzinowy II

W najbliższy piątek, 15 grudnia, Berek skończy dwa lata. Postanowiłam po raz drugi zorganizować dla niego psią imprezę. Nie ma nic lepszego dla młodego psiaka niż szaleństwo z kumplami 🙂

Dlatego tez serdecznie zapraszam wszystkie psiaki na spotkanie w niedzielę o godzinie 12.00 w Pychowicach (mapka) w Krakowie. Miejscówka jest dokładnie opisana w poprzednim poście. Na zdjęciach też jest część psiej ekipy, która mam nadzieje zjawi się i tym razem. Poniżej podaje linka do wydarzenia na FB.

https://www.facebook.com/events/196869413835734/?ref_newsfeed_story_type=regular

DSC_0909
Pychowice