… bo na czarnym nie widać brudu ;)

… no nie widać 🙂 Dziś naprawdę to zauważyliśmy, bo wybraliśmy się na wspólny spacer z (prawie białym) seterem angielskim. Berek i my mieliśmy ogromną przyjemność poznać śliczną, młodziutką Figusię. Zabraliśmy psy na pola, żeby mogły swobodnie pobiegać, i w razie psich nieporozumień, zająć się każdy swoimi sprawami. Berek nie należy do wyjątkowo towarzyskich psów i wiedziałam, że musi mieć swoją przestrzeń – w końcu w pola idzie się pracować :).  Na szczęście psy się dogadały. Figa grzecznie obserwowała węszącego Berka i nie właziła mu pod nos, gdy tropił. A w przerwach pomiędzy smrodami i bażantami Berek nawet raczył się z sunią pobawić ;).

Czytaj dalej

Doskonałość

Zacznę od tego, że o gustach się nie dyskutuje. Każdy ma prawo lubić co innego. I każdy ma prawo definiować piękno w inny sposób. Także psie piękno 🙂 Jest wiele pięknych psów, czy to rasowych czy mieszańców. Każdy psiak jest do kochania i każdy powinien być tym najważniejszym i najwspanialszym. Licytacja zalet też nie ma sensu.
W dzisiejszym wpisie chciałabym podać 5 ras psów, które, moim skromnym zdaniem, są ucieleśnieniem piękna. Odnoszę się tutaj tylko do wyglądu, czyli robię coś czego potencjalnym przyszły opiekun psa nie powinien robić – czyli ignoruję charakter psa, to czy dana rasa pasuje do mojego stylu życia i czy jestem w stanie zapewnić takiemu psu odpowiednią opiekę, zgodną z predyspozycjami rasy. Dzisiaj chciałabym po prostu pozachwycać się, popatrzeć na doskonały wygląd tych psów – tak jak patrzy się na dzieło sztuki.

SETER SZKOCKI GORDON POZA LISTĄ, bo, po prostu, jak dla mnie, od zawsze był bezapelacyjnie najpiękniejszym psem. Berek jest spełnieniem moich marzeń. Codziennie patrząc na niego rozpływam się w zachwycie. Może nie powinnam się do tego przyznawać, może ktoś pomyśli, że to próżność z mojej strony, ale nic na to nie poradzę. Nie oczekuję, że ktokolwiek będzie zachwycał się moim psem – to mnie w ogóle nie obchodzi. Ważne, że mi się podoba 🙂

Po seterach szkockich długo, długo nie ma nic na mojej liście psich doskonałości, a potem są takie psy jak:

1. Wyżeł niemiecki krótkowłosy – piękny kształt, nieziemska głowa i ta pasja, która wręcz emanuje z każdego ruchu tego psa.

30204_wyzel-niemiecki-krotkowlosy-brazowa-glowa
źródło: tepatus.pl

 

2. Seter Angielski – w tym psie jest to „coś” . No i ta głowa jak kubeł – w stylu gordona 😉 Lubię, gdy są ciemne, mocno nakrapiane.

252235-seter-angielski-1
źródło: zwierzeta-hiperogloszenia.pl

 

3. Wyżeł weimarski długowłosy – niesamowita budowa, a do tego ciekawe umaszczenie. „Na żywo” widziałam tylko raz i wyglądał bardzo efektownie.

WeimaranerLonghairedPanuZumLaubwald
źródło: dogbreeinfo.com

 

4. Chart rosyjski borzoj – i ogólnie duże charty. Doskonałe. W biegu to arcydzieło.

chart
źródło: magnusborzoj.pl

 

5. Cocker Spaniel angielski – nieduży, ale charakterny. Zachwyca mnie odmiana biało czarna, albo czarna.

???????????
źródło: psy-pies.com

Ciekawi mnie jaka jest Wasza lista najpiękniejszych psów.

Wyjątkowy spacer

Dzisiejszy spacer był niesamowity. Berek generował wyjątkowo dużo energii. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek tak szybko i zacięcie biegał. Coś niesamowitego! Berek złapał trop już na samym początku spaceru, jak tylko spuściłam go ze smyczy. Seterowy galop, po czym pełen euforii cwał, zaczął się po minucie. Berek biegł, dla samej radości biegania. Gdy oddalał się ode mnie za daleko, wołałam, a on łukiem do mnie wracał, nie zmniejszając tempa. Już po paru minutach musiał ostudzić się w błocie, a potem wytarzać w śniegu. Przez cały dwugodzinny spacer Berek krążył z nosem przy ziemie i węszył. Stwierdzam, że nie ma nic cudowniejszego niż spacer z Berkiem, ale tylko po bezpiecznej okolicy, gdzie nie muszę się denerwować, że coś się stanie.

Popatrzcie na to psie szczęście na zdjęciach poniżej. Cudowny widok, prawda? 🙂

DSC_0203

DSC_0214

DSC_0207

DSC_0223

DSC_0229

DSC_0238

DSC_0251

DSC_0235

Spacer z seterami

Już nie raz wspominałam, że uważam iż nie ma nic piękniejszego od setera w biegu. A tu były aż trzy setery i to jak najbardziej „w biegu” 🙂 Nie mogłam się wprost napatrzeć na to piękno ruchów, grację i oddanie z jakim te psy potrafią pędzić po polach, zupełnie zatracając się w samej przyjemności jaką z tego mają. Takie spacery relaksują mnie i przypominają mi jakiego wspaniałego mam psa.

Parę tygodni temu, podczas mojej wizyty w Warszawie, spotkałam przemiłych Państwa z seterami. Od razu się dołączyłam do ich grupy, wręcz desperacko mając nadzieję, że Berek się wybiega. Psy dogadały się wspaniale i biegały jak szalone. Oczywiście nie miałam wtedy ze sobą aparatu, czego bardzo żałowałam. Jednak postanowiliśmy umówić się ponownie na wspólny spacer jak tylko znów będę w Warszawie. I udało się ! W ostatni weekend spotkaliśmy się na polach w Dziekanowie Leśnym pod Warszawą.

Setery biegając razem zachowują się inaczej niż w kontaktach z innymi psami. Berek spotykając się z innym psem zwykle próbuje się z nim bawić. Zaprasza go do ganiania, do siłowania się „w pionie”. Jeśli psiak nie jest zainteresowany zabawą, to Berek szybko poddaje się i idzie w swoją stronę. Tymczasem gdy spotkał setery, relacje były zupełnie inne. Psy zaczęły pracować. Ganiały po polach, węszyły i tropiły. Nie było czasu na zapasy, albo podgryzanie :). Zresztą takie zabawy to nudy, jeśli można gonić wiatr i próbować prześcignąć koleżankę. Mój pies był uśmiechnięty 🙂 Vega – wspaniała Gordonka – odbiegała najdalej od nas, ale cały czas kontrolowała gdzie są jej Państwo. Wyraźnie stosowała się do podstawowej zasady u seterów, czyli że „to one mają wiedzieć, gdzie jest właściciel, a nie odwrotnie”. Irlandka Suzanka meldowała się regularnie i raczej trzymała się blisko nas. A Berek?…. Berek próbował kontrolować sytuację – swoje nowe dziewczyny, pola, zapachy i nas. Tak, tak – w takiej kolejności 🙂 Ale był bardzo grzeczny i pilnował się. Jak na nieposkromionego Gordona to wyjątkowe zachowanie w wieku niecałych dwóch lat. Czy mogę być z niego dumna? Na razie nie chcę osiąść na laurach, bo od sarny zdołałam odwołać go w ciągu tych dwóch lat tylko dwa razy…
Uważam, że seter gordon jest bardzo specyficznym psem. Nie mam pojęcia jak setery mogą chodzić na spacery w parku miejskim, albo po osiedlu. Wiem,  że psy mogą przyzwyczaić się do praktycznie wszystkiego i u Berka jest to kwestia tego iż rzadko chodzi po mieście i dlatego „miastowy” nie jest. Jednak patrząc na to jakie rozwija prędkości w galopie i swoim gordonowym kłusie, nie widzę go na miejskich trawnikach. Muszę podporządkowywać rodzaj spaceru pod swojego psa i nie za bardzo mam inne wyjście. Tropienie to jego instynkt, wyjątkowo u niego silny. Ten pies daje z siebie zawsze 100% energii i zaangażowania. Do wypracowania mamy jeszcze bardzo dużo rzeczy, głównie związanych z jego upartą naturą i temperamentem. Ale muszę pamiętać, że te cechy są przecież niezbędne to pracy w polu do jakiej został stworzony. Bez zaciętości i chęci do działania ta rasa do niczego by się nie zdała w polu. Seter Gordon pracuje sam, jest niezależny, ma swoja inicjatywę w działaniu. Ot – cały Berek 🙂

DSC_0597

DSC_0694
Suzanka
DSC_0689
Suzanka, Vega i Berek

DSC_0669

DSC_0650
Suzanka
DSC_0634
Berek zaczepia Vegę 😉
DSC_0618
Vegusia 🙂

DSC_0601

DSC_0620

DSC_0615
Cuda 🙂

DSC_0696

Pies jednego właściciela

Wspominałam już kiedyś o tym,  że seter jest psem jednego właściciela . Co miałam przez to na myśli? 

To oczywiście nie znaczy, że seter kocha tylko jedną osobę w rodzinie. Setery są bardzo uczuciowe, mocno przywiązują się do całego, swojego „stada”. Czują się wspaniale, gdy zgraja ludzi okazuje im zainteresowanie. Z tego co widzę, to Berek uwielbia być w centrum uwagi :). Jednakże jest w ich zachowaniu coś specyficznego jeżeli chodzi o ta jedną jedyna osobę w rodzinie, którą sobie SAME wybierają. W moim stwierdzeniu, że seter to pies jednego właściciela nie chodzi o miłość. Tu trzeba skoncentrować się na psich oczekiwaniach względem tej jednej jedynej osoby.

Gdy Adam wraca do domu, Berek dostaje kręćka – cieszy się tak bardzo, że nie jest w stanie ustać na nogach. Nie ma nawet jak machać ogonem…. bo macha całym sobą. Szaleństwo! Podobnie reaguje, gdy widzi moich teściów, albo rodziców. może wtedy zawsze liczyć na coś fajnego – innego niż zwykle. Adam to zabawa, drapanko, ciekawy spacer i inne rozrywki. Natomiast, gdy ja wracam do domu jest trochę inaczej…

Gdy do domu wracam ja, Berek oczywiście cieszy się, jednak wyczuwam w nim pewną ulgę, że ta „norma i uspakajająca nuda” wróciła i teraz można odsapnąć. Berek oczekuje, że ja będę. On wręcz wymaga bym była. Berek, najzwyczajniej w świecie, wymaga ode mnie więcej :). To ja mam mu znaleźć rozrywkę, gdy się nudzi. To mnie prosi o jedzenie, nawet jeśli Adam jest w domu. Gdy nie wie o co chodzi, bo np. słychać jakiś nowy dźwięk, albo w domu panuje jakieś zamieszanie, to przyłazi do mnie. Oczekuję, że ja to coś strasznego wyłączę, uciszę, albo że mu wyjaśnię, że jest OK. Gdy był chory i potrzebował wyjść, zawsze gapił się na mnie, zaczepiał i pokazywał, że jest sytuacja alarmowa. Generalnie, według Berka to ja mam uratować świat, gdy on nie ma ochoty, ani pojęcia co robić. W jego psim mniemaniu jestem na etacie i mój pies oczekuje, że załatwię pewne rzeczy. To nie jest roszczeniowe, to nie wynika z rozpieszczenia. To jest najwspanialsze na świecie, szczere zaufanie, które wzrusza mnie, bo jest nieskomplikowane i instynktowne. Tam nie ma wiele myślenia i analizowania. Cieszę się, że mój zwierzak czuje, że może nie kombinować i nie myśleć – tylko po prostu przyjść do mnie i otrzymać pomoc. Na ma nic wspanialszego od bycia jego bohaterką 😀 Setery potrzebują takiej osoby – „bazy”, która zawsze jest i się nie zmienia, nie znika. Psu potrzebne są różne psie rozrywki, ciekawe spacery, wyzwania, jednakże musi czerpać na to wszystko siły chociażby z faktu, że jak nie będzie miał ochoty na nowości to „pani to za niego ogarnie” 🙂

A jak jest u Was?

DSC_0404

O Beckecie słów kilka. Moje wynurzenia.

Becket to imię setera angielskiego, narodowości amerykańskiej, który pomógł mi przebrnąć przez studia. Całe to zdanie, jakby nie brzmiało absurdalnie, jest prawdziwe. Byłam na stypendium w Stanach Zjednoczonych prawie przez cztery lata. Wracałam do Polski na wakacje, aby spędzić trochę czasu z najbliższymi i posiedzieć w domku. Czasem było mi ciężko, czasem myślałam, że już dłużej tak nie mogę. Teraz czasem bardzo tęsknię za tymi czasami. W głowie mętlik.

W Stanach nie potrafiłam się odnaleźć.  Ciągle czegoś mi brakowało, cały czas czułam, że to nie moje miejsce i muszę tylko „przeczekać” tych kilka lat i skończyć studia. Na szczęście studia, mj college, paru znajomych i profesorowie byli wspaniali. To mnie napędzało i dawoło bardzo dużo radości. Wiele zrobiłam i dokonałam (jak na mnie), choć wiem, że mogłam więcej. Jednak na więcej zabrakło mi energii i odwagi. Nie da się bowiem żyć „na przeczekanie” i być szczęśliwym.

Nie miałam auta, a człowiek bez auta w USA nie istnieje, bo nawet zakupów sobie nie zrobi większych. Tam gdzie byłam zimy były koszmarne, marzłam jak nigdy w życiu. Zdefiniowałam swoją wytrzymałość na niskie temperatury na nowo….. Tęskniłam za Polską. Nie, nie za Polską, raczej za Europą. Wróciłam i teraz tęsknię za Duluth w stanie Minnesota J. Tak to już chyba ze mną będzie zawsze.

W Duluth brakowało mi mojego kota, po prostu jakiegoś zwierzaka, który cieszy się gdy mnie widi, który mnie potrzebuje. Stękałam o tym komu mogłam, jakto fajnie jest jednak mieć futrzaka koło siebie i napedzać się myślą, że jesteś mu potrzebny. I kiedys moja koleżanka powiedziała mi, że czasem pomaga takim ludziom co mają psa, bo oni wyjeżdzają co jakiś czas na kilka dni i potrzebują b ktoś wyprowadził psiaka na spacer. Zgodzili się bym ich odwiedziła i posiedziałą sobie z psem. Moja koleżanka, która psiarzem nie jest nie miała pojęcia, że ich pies to seter. Zresztą to nie miało znaczenia – to był pies i mi to wystarczyło. Pojechałam z nią odwiedzić Państwa Clark’ów i wtedy po raz pierwszy zobaczyłam Becketa… Od razu zaczęłam wołać, że przecież to seter i jaki cudny i ‘ahy’ i ‘ohy’. Pani Clark szybko stwierdzi la, ze to ja będę niańczyć Becketa pod ich nieobecność. I tak przez dwa lata moich studiów miałam czasem Becketa. Bardzo zaprzyjaźniłam sie z Clarkami, którzy okazali sie wspaniałymi ludxmi o wielkich sercach. Zaproponowali mi, że gdy tylko będę potrzebować spaceru po lesie z psem to Becket jest zawsze chętny. Sama świadomość, że mam taką możliwość oderwania się od wszystkiego, bardzo mi pomagła.

Becket jest wyjątkowo spokojnym seterem. Ma teraz 9 albo 10 lat, ale z tego co mówiła jego właścicielka, to był spokojny zawsze. Becket nie do końca mnie słuchał, właściwie to on nikogo nie słuchał… Musiałam prowadzać go na smyczy gdyż nigdy nie wiedziałam czy do mnie wróci. Nie powiem żeby to lubił, ale nie miał wyboru. Był wyjątkoo grzeczny, casem myślałąm, że mi zasnął z nudów na tej smyczy… Budził sie, gdy w okolicy były wiewiórki lub sarna. Kiedyś wyjątkowo obudził sie w okolicy jeziorka gdzie mieszkały bobry – wyladowałam butami w wodzie. Super wspominam spacery z Becketem, nawet jeśli musiałam prowadzać psa myśliwskiego na smyczy. Nieważne, bo byłam w lesie, w ciszy, w spokoju, naprawdę tam gdzie chciałam być.

Gdy wspominam moje życie w Duluth, MN, łapię się na tym, że myslę, że Becket mnie uratował. Śmieszna na myśl, bo psiak przecież tylko toczył się do przodu na smyczy … Nigdzie nie jest idealnie, zawsze coś męczy, gdziekolwiek się jest i cokolwiek się w życcciu robi. Najważniejsze by mieć azyl, odskocznię, możliwośc wyłączenia tego co negatywne. Dla mnie spacery z Becketem były właśnie czymś takim. I ten psiak uratował mnie moje wspomniania o Duluth i za nim tęsknię.

Anglik

Pamiętacie Becketa, setera angielskiego, o którym wspominałam w poprzednim poście? Udało mi się odnaleźć jego fotki. Niedługo postaram się stworzyć o nim wpis, bo mam co opowiadać :).