Berek robi zakupy

W związku z tym, że mieszkamy teraz w nowym miejscu, to trzeba znaleść w pobliżu dobry sklep zoologiczny i hurtownie mięsa. Tego drugiego jeszcze nie namierzyłam, ale wczoraj sprawdzilam najbliższy sklep zoologiczny. Niestety/stety nie mieszkam w centrum miasta, więc nie jest łatwo o sklep z artykułammi dla zwierząt. Do najbliższego, znalezionego w internecie, musiałam jecchać 15 minut autobusem a potem iść chyba milion kilometrów … Zafundowałam sobie i Berkowi bez sensu imprezę. Wczoraj popołudniu w Krakowie zrobiło się duszno i było gorąco jak na wyprawy z sem komunikacją miejską. Ale jakoś daliśmy radę.

Niestety sklep zoologiczny do którego się wybraliśmy rozczarował mnie. W internecie znalazlam info, że jest dobrze zaopatrzony, a właściciele służa radą i swoją wiedzą. Stwierdziłam, że super – jadę! Na miejscu okazało się, że sklep może i oferuje dużo artykułów dla wierząt, ale nie jest to  nic wyjątkowego. Pan właściciel służyl pomocą, ale … hmmm… nieproszony o to.  Może jestem jakaś przewrażliwiona w tym temacie, ale nie lubię, gdy obcy ludzie wtrącają się w to co robię z moim psem. Szczególnie jeśli chodzi o jakieś pierdoły, jak np. trzy, małe rzepy powtykane w Berkowe futro na nogach… Wierzę, że ludzie pownni reagować jak dzieje się coś złego (znieczulicy mówie stanowcze NIE!), ale rzepy …? Pan sprzedający zapytał czym czeszę „portki” Berka, a gdy go poinformowałam co z tym robię, usmiechając sie serdecznie, to on i tak rzucił się w pólkę ze szczotkami dla psów i chciał mi coś zaoferować. Eh… Na moje pytanie czy sklep ma swojej ofercie produkty BARF zrobił dziwną minę – wnioskuję, że miał odmienne od mojego zdanie na temat diety BARF. Taka sama reakcja była na moje pytanie o kaganiec fizjologiczny. Pan stwierdził, że z jego doświadczenia wie, że psy łatwo zdejmują kagańce fizjologiczne i raczej należy je zakładać psom które muszą je nosić na dworzu cały czas. Zasugerował opaskę nylonową (!) na podróż autobusem, mówiac, że można ja poluźnić, aby pies swobodnie oddychał. Bez sensu przecież!

Przyznam, że już nie chciało mi się pytać o nic więcej. Nie kwestionuję poziomu wiedzy tego pana, ale raczej tego, że czasem trzeba sie uśmiechnąć do klienta, a nie od razy przystępować do „akcji”. Po wizycie w tym sklepie zoologicznym czułam sie jakbym była oceniona i podsumowana.

A Berek właśnie wyszedł z krzaków, miał parę malutkich, zielonych kulek na nogach, bo nie zdarzyłam go po raz setny tego dnia przeczesać. Berek nie jest psem, który spaceruje po chodnikach i trawnikach, wiec zbiera błoto, rzepy, ma liście przyczepione do brzucha i mokry nos utytłany w ziemi. I uśmiech na psim ryju J.

Jak pies z kotem

Moja ukochana kocica o imieniu Nitka. Jest wyjątkowa. Znalazłam ja około 18 lat temu w krzakach koło bazarku na Warszawskiej Woli. Najpierw mieszkała z nami w mieszkaniu, potem rzenieśliśmy się do domku z ogródkiem. Nitka miała wtedy 2 lata, wiec wciąż była młodzitka i miała dużo energii aby korzystać z przestrzeni, wyprawiać się na wycieczki za płot (jak ja sie o nią bałam!…), polować (próbowałam ratować wszystkie myszy, które przynosiła do domu, niestety znam wszystkie stadia mysiego zgonu), wylegiwała się na słoneczku, obserwowała burzę z tarasu. Teraz jest już stara, ale nadal zaskakuje upartościa, charakterkiem i zwykła energia. O Nitce mogłabym pisać i pisać – czasem wydaje mi się, że jest w niej cząstka mnie, bo rozumiemy się bez słów i … mamy podobne charakterki .

Nitka mieszka teraz z moimi rodzicami. Nie miałabym serce ciągać jej za sobą, przeprowadzać i niszczyć jej świat. Ona potrzebuje czuć, że ma kontrolę nad przestrzenią w której żyje i możliwość narzucania własnych zasad.

Problemem sa wizyty Berka… Gdy Berek był malutki to bał się Nitki. Ona natomiast gapiła się na niego i przeważnie ignorowała. Berek rósł, a Nitka musiała zacząć walczyć o swoje miejsce w domu w casie jego wizyt. Teraz Berek łazi za nią wszędzie, patrzy i chce ją powąchać. Natomiast Nitka ciągle na niego prycha i warczy. Do bezpośredniej konfrontacji doszło tylko raz. Boje sie o pysk Berka, b Nitka jest gotowa go podrapać, jeśli siak zbliży się o tych parę centymetrów za blisko. Teraz cały czas musimy na nich uważać, bo Berek jest coraz śmielszy, a Nitka czuje sie coraz bardziej oszaczona przez Psiego Ryja.

Mam parę fotek z ich dzisiejszej „rozmowy”.  Widać jaka Nitka jest wściekła, a Berek skory do zabawy, chce brykać i zagonić ją do zabawy. To jednak nie wyjdzie …  Nitka ma tryb „giń, przepadnij”. Mimo iż Berek jest męczący i nie chce dać kotu spokoju, to jednak Nitka wykazuje bardzo dużo cierliwości i tolerancji dla psiego dzieciaka… Tylko nie wiem czy to wynika  jej upartości czy „życiowej mądrości”…

Telegraficzny skrót z psa :)

Znów weekend minął szybko. Miałam dużo planów związanych z Berkiem, ale niektóre rzeczy nie wyszły. Nie czułam się rewalacyjnie w niedzielę i, niestety, musiałam zrezygnować z lekcji pokazowaj w szkole Zuzik.

Zafundowalismy Berkowi inne rozrywki, głównie w sobotnie popołudnie. Chłopak tak się zmęczył, że w niedzielę na poranny spacer musiałam go zdrapywać z posłania. Gdy szykowałam się do wyjścia (pakowanie ciuciusów, szykowanie wody i inne typowo spacerowe czynności) Berek udawał, że mnie nie widzi. Gdy wzięłam do ręki smycz, zamknął oczy mając nadzieję, że go nie zobaczę i nie zawołam i może pójdę sama. Jak wreszcie wylazł z klatki i został zaczepiony na smyczy to w desperacji rzucił sie spowrotem na posłanie…A  może jednak nie będziemy iść 🙂 .

A czym można tak wycieńczyć siedmiomiesięcznego szczeniaka? Podróżą autem, potem spacerem w nowym miejscu  ze stadem nowych ludzi i grillem u znajomych, gdzie pies musi ciężko pracować żebrząc  o kiełbaskę, ktorej i tak nie dostanie :).

Krótka foterelacja z weekendu:

Chrupanie

Odkąd Berek jest na BARFie życie nasze i jego wydaje się ciekawsze i prostsze. Beruś cieszy się na każdy posiłek, mi jest łatwiej go nakarmić (o ironio, to jest łatwiejsze!), na spacerach, gdy przyjdzie czas na psią kupę jest za to wręcz nudno, bo zawsze konkretnie i krótko. Super, nie?

Przeczytałam o BARFie co mogłam, dość długo zastanawiałam się czy mi się uda, aż wreszcie postanowiłam spróbować. Trochę bałam się zmiany, ale okazało się, że wszystko poszło gładko. Berek nie miał rzadnych przebojów z brzuchem co na pewno dodało mi skrzydeł. No może raz coś tam było drugiego dnia, jeśli dobrze pamiętam… ale nuuuuddyyyy …….

Daję Berkowi wapno, które przemycam w różnych smakołykach. W „lżęjsze dni”, gdy przerywam dietę mięsną na jedną dobę, daję mu jogurt naturalny bez cukru, czasem z owocami, co wprost uwielbia! Odkąd jest na BARFie, Berek zajada się warzywami: chrupie marchewki, buraki, kalafiora, brokuły jakby to były najlepsze kąski mięska i super kostki.

Uważam, że Berek jest, najzwyczajniej w świecie, szczęśliwszy, bo codzienny posiłek jest dla niego swoistą przygodą. Wydaje sie spokojniejszy, bo zapewne trawienie zajmuje mu trochę wiecej czasu i psiej energii. Futro ma błyszczące, na spacerach szaleje, że aż ciężko za nim nadążyć. A psie oczki śmieją się, gdy idzie czas na jedzonko.

W podróży

Berek jeździ autobusami. Nie powiem aby to lubił, sadzę, że jest mu to raczej obojętne, w porywach nudne. Przynajmniej na znudzonego wyglada… Na samym poczatku, jak zaznajamiałam go z konceptem podróży autobusem, siedział spokojnie, węszył, gapił się. Obecnie, gdy doskonale wie o co chodzi, to zaczał wymyślać. A to sobie popiszczy w stronę drzwi, że on to chce już wysiaść a mu nie daja, a to chce kogoś koniecznie powachać, bo ma smakowite zakupy w torbie itp…. Oczywiście na każdym przystanku Berek stwierdza, że to koniec podróży. Niestety zaczał ciagnac w stronę drzwi i podróż z nim bywa fizycznie męczaca bo to już wielki koń 🙂

Jednak nie poddaję się! Jeździmy w odwiedziny do moich rodziców i stamtad chodzimy na spacery na łaki. Berek to uwielbia. Myślę, że podróże autobusem dobrze mu się kojarza, tylko brak mu cierpliwości, ale mam nadzieję, że z tego wyrośnie. A może po prostu stękanie mu się znudzi :):)

Berek przysypia w oczekiwaniu na zmianę świateł 🙂

Na przystanku – czekamy na autobus 🙂

Spacerek nad Wisła

Ryj ryje w trawie 🙂