Młodziak

Niedawno spędziłam z Berkiem parę dni w Warszawie u moich rodziców. Podczas mojego pobytu w stolicy miałam okazję spotkać się z Anią i jej małym Hixem, który często gości na blogu Dogs’ Paths . Hix jest rasy Nova Sotia Duck Tolling Retriever i obecnie ma 13 tygodni 🙂

Berek nigdy nie zareagował dziwnie na szczeniaka, więc byłam wręcz pewna, że psy się dogadają. Obie brałyśmy jednak pod uwagę to, że być może Berek zupełnie zignoruje Hixa i będzie chciał zajmować się swoimi sprawami. Nie ma co się oszukiwać, ale Hix jest tak mały, że może nie być traktowany  przez dorosłe psy jako ciekawy kompan do zabawy – tak bywa i nie ma w tym niczego dziwnego. W pierwszym momencie psiaki obwąchały się, ale właściwie nie było między nimi żadnej interakcji. Postanowiłyśmy udać się do parku koło Cytadeli Warszawskiej, na Żoliborzu i zobaczyć co zrobią dalej.

Park jest nieduży i myślę, że Berek potrzebowałby jakiś 15 sekund żeby przebiec z jednego jego końca na drugi 🙂 Jest w parku sadzawka i jakiś kanałek z wodą, ale nie wygląda to zachęcająco. Na pewno nie jest to miejsce na wybieganie psa, chyba, że planujemy zorganizowac mu dodatkowe atrakcje takie jak np. zabawa z innym psem. Osobiście jestem pewna, że gdyby nie spotkanie z Hixem, to Berek szybko znudziłby się tym parkiem i zaczął kombinować.

W parku Berek nagle „zauważył” Hixa, jakby niespodziewanie na niego nadepną i nachylił się żeby sprawdzić co to… O, mały piesek! Bawić się! 🙂 Psiaki zaczęły ganiać się i szaleć, a Berek sam zachowywał się jakby miał kilka miesięcy a nie prawie dwa lata. Było super! Przyznam, że uwielbiam patrzeć na mojego psa i jego roześmiany ryjek – nie ma chyba nic lepszego. Hix podgryzał Berka w fafle i uszy, a mój Psi Ryj skakał do góry jak wariat i rozpłaszczał szczeniaka na piasku. W pewnym momencie Hix był cały obśliniony przez Berka. Sami popatrzecie jaka to była dzika radość 🙂

Bardzo dziękuję Ani za przemiły spacer i ślę głaski Hixowi 🙂

DSC_0697
Hix

DSC_0703

DSC_0711

DSC_0712

DSC_0717

Hix atakuje 🙂

DSC_0751

DSC_0774
Mój pies i jego miny 🙂

DSC_0753

DSC_0824

DSC_0817
Hixowi udało się wyrwać trochę Berkowych kłaków 🙂

DSC_0808

DSC_0799

DSC_0784
Hix ukoronowany przez Berka …

DSC_0776

Recydywa z chamstwa i ignorancji?

Zawsze zastanawiałam się czemu ludzie uważają, że mają prawo wszystko komentować i zawsze wyrażać swoją opinię. Dotyczy to różnych tematów i różnych sytuacji – ja pozostanę przy psach, bo o tym jest mój blog. Nie mówię o reagowaniu, gdy dzieje się coś złego, bo to zupełnie inny teamt. Tutaj chodzi mi bardziej o zwykłe komentowanie, wyrażenie negatywnej opinii na czyjś temat, mimo iż to niczemu nie służy. Osobiście dość rzadko zdarzają mi sie takie sytuacje, bo zwykle spaceruję z psem w odludnych miejscach, ale i tak słyszę dziwne rzeczy. A to, że nie ma co wozić psa autobusem, bo sie męczy A jak mam się przemieścic jeśli nie mam auta? – o tym jednak ten człowiek nie pomyśli). A to, że zabłocony (co mam z tym zrobić? – jeśli nie brudzi tej osoby, to niech się nie stęka). Nie wiem co wtedy mówić. Ignoruję, bo zakładam, że nie będę się kłócić z kimś, kto zupełnie nie ma pojęcia o czym mówi. Osotanio jednak było inaczej. Otóż od czsu do czasu spotykam w lasku Wolskim pana, który jeździ na rowerze a za nim galopem biegnie jego sunia rasy wyżeł weimarski. Znam tego pana z widzenia i kiedyś nawet zatrzymał sie na parę sekund i zapytał czy ćwiczę z psem posłuszeństwo. To było dawno i nie było w tym jakoś nic dziwnego. Pomyślałam, że jako właściciel psa myśliwskiego, po prostu rozumie, że nad posłuszęństwem u tych psów trzeba popracować. Berek urósł, zaczął skuteczniej tropić, a ja w związku z tym zrezygnowałąm ze spacerów w Lasku Wolskim. Dobrze czy źle, ale jestem z Berkiem na etapie takim, że on do mnie wróci, ale najpierw będzie intensywnie węszył i jest jak najbardziej w stanie znaleźć zwierzynę (obecnie np. młode sarenki…). Pewnie mój błąd, że od tropu raczej nie jestem w stanie go odwołać na czas. Znalazłam otwarte pola, niedaleko Wolskiego, gdzie puszczam Berka luzem. Nie ma tam zwierząt, plus ja więcej widzę i moge przewidzieć co pies zrobi. Do Lasku Wolskiego chodzimy zdecydowanie rzadziej i zawsze na 15-metrowej lince. I niestety ostatnio miałam wątpliwą przyjemnośc spatkania pana na rowerze z weimarką… Mijając nas zatrzymał sie na 5 sekund i zapytał jak szkolenie. Odpowiedziałąm, że nadal pracujemy, na co on skwitował to jednym zdaniem, że pracuję, „a pies nadal się nie słucha…” Po czym zaczął się śmiać i odjechał, a jego weimarka grzecznie pognała za nim. Ja tak sobie zostałam zszokowana na środku ścieżki. Jakoś wyjątkowo mnie to zabolało, może miałam po prostu ogólnie gorszy dzień. Następnego dnia znów go spotkałam. Zawołałam Berka i zebrałam linkę, bo nie chciałam by plątał się jak będzie nas mijał rower. A plącze sie często, bo Berek marzy by pobawić się z ta weimarką. Ten pan zwolnił na rowerze i zaśmiał się stwierdzając, że jednak widzi , że Berek biega czasem sam… Może myslał, że dopiero go zapiełam – nie wiem i mnie to nie interesowało… Tym razem nie wytrzymałam i powiedziałam, ze owszem biega. Dodałam, że  w Wolskim nie wolno puszczać psów luzem i na dodatek jest to pies myśliwski, więc w ogóle nie widzę problemu w tym co robię. Pan zarechotał i bez słów odjechał. Ok, moge stwierdzić, że to jakiś dziwny człowiek i zapomnieć. I wiem, ze mi przejdzie i zapomnę. Jednak z drugiej strony zastanawiałam się jak ten człowiek w ogóle śmie komentować moje zachowanie. Nie ma pojęcia o mnie i Berku, nie wie że mój pies biega luzem codziennie ponad 2 godziny, niezależnie od pogody. Nie wie, że najprawdopodobniej taki spacer na lince jest o niebo dla niego ciekawszy niż desperacka pogoń za rowerem. Pan mnie krytykuje swoim uszczypliwym komentarzem i odjeżdża nie słuchając nawet co odpowiem. I jakim prawem? Może jego sunia jest bardzo grzeczna, nie wątpię, że się słucha i jest wspaniałym psem. Jednak ani mi ani Berkowi niczego nie brakuje i wypraszam sobie takie traktowanie. Koleżanka zasugerowała ( i jestem jej bardzo wdzięczna za wspaniałe poczucie humoru), żebym psim gwizdkiem odwołała mu psa … Next time 😀

A ponieżej zapowiedź następnego posta 🙂

DSC_0727

DSC_0792
Berek uciekający przed szczeniakiem – jak nie kochać tego psa ? 🙂

Lasek Wolski

Krakowski Lasek Wolski przeszłam już chyba we wszystkie strony. Mieszkamy niedaleko, więc mamy wiele ku temu okazji. W Lasku Wolskim Berek chodzi na 15-metrowej lince i sluszczam go tylko gdy spotkamy jakiegoś innego psiaka i jest okazja na zabawę. Oprócz tego w Lasku jest okowiązek prowadzania psa na smyczy, który uważam za w pełni uzasadniony, gdyż jest tam mnóstwo zwierzyny. Dodatkowo, sarny są przyzwyczajone do człowieka i podchodzą dośc blisko. Berek biegał w Lasku luzem, gdy był młodszy – węszył za zapachami, lecz nie miał pojęcia co zrobić z tropem. Teraz doskonale wie jaki zapach co oznacza i częście rusza w pogoń. Puszczanie go luzem odpada. Na szczęście Berek wspaniale sobie radzi na lince i jeśli spacer jest odpowiednio długi i urozmaicony, to wraca z niego zadowolony.

Oprócz tego, że w Lasku jest zakaz puszczania psów, należy uważać na rowerzysów. Nawet mając Berka na lince, muszę cały czas rozglądać się czy nie mknie gdzieś rower, bo potrzebuję chwili na zawołanie psa i ściągnięcie linki… Czasem jest ciężko. Poza tym część szlaków biegnie asfaltowymi dróżkami po których czasem jeżdżą samochody pracowników krakowskiego zoo, mieszczącego się w Lasku Wolskim. Niestety zwykle „nyski”, różne małe ciężarówki pędzą jak szalone. Przyznaję, że jest to niezwykle stresujące. Przecież po tych dróżkach przemieszczają się mamy z wózkami, biegają czasem dzieci, jeżdzą rowerzyści… Ale cóż, ostatecznie da się ominąć części parku gdzie pojawiają się auta.

W dzisiejszym poście chciałabym opisać fragment żółtego szlaku, który jest jednym z moich ulubionych. Można na niego wejśc z dwóch stron: od strony Alei Wędrowców przy Klasztorze Kamedułów; albo od strony Woli Justowskiej, od Alei Panieńskich Skał. Trzeba uważać, gdyż żółty szlak znajduje się w dwóch miejscach w Lasku, co jest mylące (patrz mapka). Najciekawszy fragment szlaku zaczyna sie przy zoo, kiedy schodzi kamiennymi schodami do Wolskiego Dołu.

DSC_0645
zejście do Wolskiego Dołu
mapa_las_wolski_d
źródło: http://www.zoo-krakow.pl

DSC_0643

DSC_0653

DSC_0657
poranne słońce

DSC_0656

Szlak jest bardzo urozmaicony. Czasem jest trudny do przejścia i trzeba uważać, aby nie poślizgnąć się na wilgotnej powierzchni. Czasem trzeba powspinać się po schodach :). Nie jest to banalny szlak, a Berek na lince dostarczał dodatkowych wrażeń. Na szczęście przeważnie reaguje na komendę „wolniej!”…

DSC_0668

DSC_0665

DSC_0658

DSC_0669

DSC_0671

Szlak dochodzi od strony Woli Justowskiej do rezerwatu Panieńskich Skał, gdzie przecina się z niebieskim i czarnym szlakiem. To bardzo malowniczy fragment Lasku Wolskiego, ale dość niebezpieczny jeśli jest mokro i ślisko. Po drodze na ścieżce znalazłam zgubionego damskiego klapka… nie wnikam :P.

Naprawdę polecam Lasek Wolski jako doskonałe miejsce do aktywnego wypoczynku. Sugeruję zejść z asfaltowych alejek i zwiedzić jego mniej znane zakątki.

Spacery z psem a kondycja

Spacery z czworonogiem to samo zdrowie, ale bywa, że organizm mówi NIE!. To normalne, że człowiekowi zdarza się przysłowiowy „leń” i spacer wydaje się za długi, trasa nużąca, a każdy krok to ogromny wysiłek. Jednak koniec końców, gdy wracamy do domu i chwilę odpoczniemy, to chcemy iść znów. Osobiście jestem zdrowo uzależniona od spacerów z Berkiem, ale jednocześnie dni kiedy nie mam siły ani ochoty na łażenie po polach czy lesie, uderzają mnie ze zdwojoną siła… przynajmniej tak mi się wydaje, gdy nie mogę zmotywować się i wywlec z domu na psi spacer.

Nie jestem z natury szczupła, mam raczej sylwetkę w typie „sportowym” czyli umieśnioną, bardziej zaokrągloną niż smukłą. Gdy zaczęłam chodzic z Berkiem na długie spacery, gdy jeszcze był młodziutki, mój organizm przeżył szok. Zawsze dużo chodziłam, kiedyś mnóstwo jeździłam na rowerze, więc byłam trochę zdziwiona, że 2-3 godziny codziennego marszu mogły mnie tak zmęczyć. A jednak … Czasem ledwo lazłam do domu po naszych Berkowych spacerach. Mój organizm zaczął walkę – czułam jak próbuje coś zrobić, żeby mieć więcej energii, której starczałoby na dłużej. Przez pierwsze 2-3 miesiące moich codziennych spacerów z Berkiem straciłam na wadze parę kilogramów i nie czułam się dobrze, bo wiecznie brakowało mi energii. Ogólnie nie jadam dużo, wtedy też nie miała większego apetytu niż zwykle, a mój organizm nie radził sobie z wysiłkiem. Na szczęście powoli przestałam tracić na wadzę i wszystko zaczęło się normować. W sierpniu, wrześniu zeszłego roku, gdy Berek miał około 10 miesięcy mogłam z nim łazić już całe dnie i nie czułam sie wykończona. Mój organizm zaczął dopominać się o większe  śniadania i więcej wody – nareszcie nauczył się sam co jest mu potrzebne i dał  mi znać co mam robić żeby było lepiej 🙂

Teraz wydaje mi się, że jestem przypakowana 🙂 – Gdy patrzę na siebie na zdjęciach to widzę mięśnie na nogach, a przynajmniej lubię myśleć, że to mięśnie a nie tłuszczyk :). Nie miewam zakwasów, nie czuję długotrwałego zmęczenia.  Oprócz tego mam opalone skarpetki i szorty co zawsze mnie rozśmiesza 🙂  A okazjonalny „leń spacerowy”? Oczywiście, że się pojawia, ale nie ma nic wspólnego z wycieńczeniem czy zmęczeniem. Wynika raczej z kaprysu :), a ten umiem błyskowicznie wybić sobie z głowy 🙂

A jak to wygląda u Was? Czy codzienne spacery z psem wpłyneły na Waszą kondycję? Dobrze, czy źle?

samochod-pies-spacer
źródło: ziemianarozdrozu.pl

„If I was going somewhere, I was running!” – Forrest Gump

Berek ma takie dni, że cały czas biegnie. Wyraźnie ma wtedy problemy z chodzeniem jako takim. Atakuje go tyle zapachów, latają we wszystkich kierunkach i trzeba je gonić. Tak to mniej więcej wygląda – jakby Berek próbował sam siebie gonić, gonić wiatr, uciekające plamy cienia na polach. Szaleństwo! Uwielbiam na niego wtedy patrzeć. W takie dni niestety Berek trochę gorzej mnie słyszy i muszę brać pod uwagę to, że jak zawołam to być może zajmie mu chwilę przybiegnięcie do mnie. Ale co tam – chodzimy na spacery w takie miejsca, że jego  czasowe szaleństwo jest nieszkodliwe.

Pełen galop, szaleństwo w oczach, powiewający język – najpiękniejszy Psi Ryj na świecie 😀 Popatrzcie 🙂

1

13

3

14

16

9

10

11

15

Symbioza

SAM_0768

 Mój Gordon. Żywioł. Kocham go jak nie wiem, im szybciej biegnie tym szybciej goni za nim moje uwielbienie dla jego szaleństwa.  Zawsze uważałam, że nie może być nic fajniejszego od Berka – szczeniaka, ale myliłam się – i to jak bardzo! Fajniejszy jest duży, wyrośniety, dojrzalszy Berek. Ten który włązi mi na kolana mimo iż już dawno się na nich nie mieści. Ten który biegnie do mnie jak go zawołam mimo iż ma inne psie sprawy do załątwienia podczas spaceru. Ten, który przychodzi, bo słyszy, że płączę. Berek, który świadomie, podczas 1,5 roku swojego  życia, stwierdził, że to właśnie mnie będzie kochał i do mnie biegł, gdy dzieje się coś nie tak. Taki Berek jest najlepszy, wspaniały i ukochany.

Oczywiście zachowanie Berka pozostawia wiele do życzenia. Podobnie ja, jako opiekun Psiego Ryja, mogłabym zapewne lepiej się spisywać. Jednak widzę, że jest dużo lepiej niż było, fajniej, ale też spokojniej.

Ale o co mi w tym wpisie właściwie chodzi? Otóż… uważam, że koegzystencja człowieka z jego psem powinna przebiegać w miarę spokojnie. Gdy spokojnie nie jest, gdy pojawia się wiele emocji – należy iść do lekarza. Ze sobą, albo z psem. Tak, tak… ze sobą też :). I chodzi mi tutaj o różne problemy. Pies nam nie powie, że jest niespokojny, bo boli go brzuch. Pies też nie powie nam, że jest niewybiegany, albo znudzony i dlatego zjada nasze mieszkanie. Jeśli właściciel widzi, że coś po prostu nie gra, to warto udać się do psiego specjalisty i poprosić o pomoc. Weterynarz psa zbada i pomoże wyeliminować problemy zdrowotne. Natomiast behawiorysta ma szanse pomóc nam zrozumieć potrzeby naszego psa i zidentyfikować problem wychowawczy. W przypadku mnie i Berka weterynarz zdiagnozował uczulenie, pomógł mi zapanowac nad Berkowym brzuchem i dzięki temu Berek uspokoił się, jest zdrowy i szczęśliwy. Teraz znacznie lepiej i łatwiej jest mi się z nim dogadać.

Czasem warto też iść do specjalisty ze sobą. Pies doskonale wyczuje, że coś jest z nami nie tak – gdy mamy obniżony nastrój, gdy ciężko jest nam zwlec sie z łóżka i wyjść z psem na spacer. Warto zastanowić się czemu parę tygodni temu ta czynność nie sprawiała dla nas problemu, a teraz ledwo dajemy radę zrobić rundkę z psem po osiedlu. Duet „pies i człowiek” to swoisty barometr – wszelkie anomalie szybko wychodzą na światło dzienne. Komunikacja z psem nie jest łatwa, ale przez to zmusza nas do uważnego obserwowania jego i nas samych. I to jest SUPER :D. Szanujmy to i korzystajmy z tego mądrze.

SAM_0777

SAM_0794

SAM_0792

SAM_0776
nasze okolice

A tu na zdjęciu nasze okolice, czyli gdzie chodzimy na nasze codzienne spacery. Na zdjęciu są pola niedaleko ulicy Orlej w Krakowie, na wysokości Lasku Wolskiego. Lasek Wolski to niestety trochę spalona miejscówka (ale o tym w innym poście),  natomiast te pola Berek i ja uwielbiamy 🙂 Niestety zdjęcie nie oddaje urody tego miejsca. Daleko widać góry 🙂

SAM_0775

Rusz z kanapy 4 łapy

Poszliśmy, mimo iż to nie jest akcja skierowana do nas, bo Berek nie ma problemu z otyłością, a mnie nie trzeba namawiać do długich spacerów z psem.

Bardzo cieszyłam się na tą akcję, bo chciałam miło i trochę inaczej niż zwykle spędzić czas z Berkiem. Niestety muszę przyznać, że akcja mnie rozczarowała. Spacer był fajny, bo spotkaliśmy się z Amberem, a także dlatego, że Berek był bardzo grzeczny. Jednak cała reszta pozostawia dużo do życzenia.

Wczoraj było bardzo gorąco. Wyruszyłam z Berkiem około 10.00, bo zamierzałam dojść na Błonia a nie pakować go do autobusu, gdyż wiem, że tego nie lubi. Podjechaliśmy tylko 2 przystanki a resztę drogi szliśmy. Dotarcie do centrum zajęło nam ponad 1,5h , bo musieliśmy często robić przerwy na odpoczynek w cieniu. Berek wypił całą dwulitrową butelkę wody, a ja szybko musiałam dokupić więcej po drodze. Cieszyłam się, że niedługo będziemy na miejscu, bo organizator (Royal Canin) obiecał wodę dla psiaków. Przed całą imprezą poszłam jeszcze na chwilę do mojej ukochanej kawiarni, gdzie wiem, że jest betonowa podłoga i Berek mógł się ochłodzić. Przesiedziałam tam prawie godzinę, aż udało mi się wystudzić psiaka :). Potem ruszyliśmy na Krakowskie Błonia…

Okazało się, że akcja Rusz z kanapy 4 łapy polegać miała… na puszczaniu balonów z helem…. Każdy dostał balonik, gdzie miał napisać imię swojego psa i jego wagę. Na znak od Pani z Megafonem, wszyscy mieliśmy puścić balony. Nawet mnie ten pomysł znudził, a co dopiero psy… Razem z Amberem schowaliśmy się w cień i obserwowaliśmy co będzie dalej. A nie było nic. Puszczanie balonów to było to co było zaplanowane. Być może działo się coś jeszcze jednakże ludzie i psy były zbite w taki tłum, że nie było możliwości, żeby przepychać się tam ze zwierzakami. Oczywiście w tym największym kłębowisku ludzko-psim były tez aż dwie miski z wodą…

Nie rozumiem czemu organizator nie rozdzielił tej imprezy na kilka mniejszych, tak, żeby tłum nie kłębił się tylko w jednym miejscu. Wiadomo przecież, że psy miałyby wtedy lepszy dostęp do wody i byłyby zapewne spokojniejsze unikając tłumu.

Niestety z powodu upału szybko zmyłam się do domu, bo Berek był zagotowany. Jeszcze na dodatek mieliśmy w perspektywie powrót do domu, czyli podjechanie autobusem tylko kilku przystanków a reszta na piechotę. Gdy dotarliśmy na przystanek, usiadłam z Berkiem w cieniu na chodniku i Berek zmęczony wrażeniami i pogodą zasnął. Nie było osoby która by się na nas nie gapiła.. ale nie dziwie się, bo siedziałam na ręczniku pod ściana jakiegoś domu, wpierniczałam biszkopty z torebki, a mój pies chrapał koło mnie w najlepsze śliniąc się na chodnik… Postanowiłam, że zaczniemy od podjechania autobusem – jeśli będzie źle to szybko wysiądziemy. Miałam jednak cicha nadzieję, że Berek nie będzie wariował i dojedziemy do domu komunikacją. I zdarzył się cud!! W autobusie Berek położył się i leżał spokojnie prawie całą drogę!!!! Udało mu się obślinić jakąś siostrę zakonną i pogapić się przez okno, ale tak poza tym był spokojny. Nie mam pojęcia czemu. Czy po prostu nie chciało mu się miotać? Czy był aż tak zmęczony całą imprezą, że nie miał siły panikować? Nie wiem. Nawet nie wiem co myśleć 🙂

Ale wracając do samej imprezy Rusz z kanapy 4 łapy – uważam, że sam pomysł, aby namawiać właścicieli psów do dłuższych spacerów, dbania o prawidłową wagę psa jest jak najbardziej słuszny. Jednak w Krakowie moim zdaniem impreza nie była do końca udana. Puszczanie balonów z helem nie namówi nikogo do aktywności fizycznej. Chociaż Berek wykazywał dużo aktywności fizycznej żeby zapolować na ten balon…

SAM_0762

„Zabawy z psem”

Zabawy-z-psem

Wcale nie jest tak łatwo wymyślać wciąż nowe zabawy z psem. A przynajmniej ja nie mam do tego za dużych zdolności… Postanowiłam więc zainwestować w książkę, która może mi pomóc wymyślić coś kreatywnego.

„Zabawy z psem” Kyry Sundance to książka z milionem kolorowych zdjęć pięknych psów i bardzo nienaturalnie uśmiechniętej pani trenerki, która jest ubrana w niebieskie ubranka, a wiadomo, że niebieski wywołuje dobre i pozytywne skojarzenia… Ok, żeby być fair – na niektórych zdjęciach jest ubrana na czerwono, czyli wiadomo, że odnosi sukces w tym co robi i żaden pies nie będzie się jej przeciwstawiać 🙂

No dobrze – koniec z tą ironią, bo przesadzam. Książka jest całkiem fajna, zachęca do pracy z psem właśnie dlatego, że trenerka na zdjęciach jest uśmiechnięta, a psy maja inteligentne pyszczki :). W książce są wykorzystywane przeróżne gadżety do ćwiczeń z psem. Możemy zobaczyć, że pies robi sztuczki na sprzęcie do agility, ale też na …drabinie, w baseniku dla dzieci lub na wielkiej puffie. Większości tych sprzętów nie mam w domu i pewnie nigdy nie będę mieć, jednakże jest to dobra inspiracja do wymyślania „czegoś w tym stylu”. Wczoraj już Berek wspinał się na puffę, którą akurat mamy w domu. Zastanawiam się nad kupieniem hula-hop i jakiś dziecięcych wiaderek, aby robić następne sztuczki.

Nie będę ukrywać, że dałam się skusić pięknymi, kolorowymi zdjęciami, ale nie żałuję, bo książka miło i łatwo się czyta i używa, a włąśnie tego od niej oczekiwałam