W podróży

Berek jeździ autobusami. Nie powiem aby to lubił, sadzę, że jest mu to raczej obojętne, w porywach nudne. Przynajmniej na znudzonego wyglada… Na samym poczatku, jak zaznajamiałam go z konceptem podróży autobusem, siedział spokojnie, węszył, gapił się. Obecnie, gdy doskonale wie o co chodzi, to zaczał wymyślać. A to sobie popiszczy w stronę drzwi, że on to chce już wysiaść a mu nie daja, a to chce kogoś koniecznie powachać, bo ma smakowite zakupy w torbie itp…. Oczywiście na każdym przystanku Berek stwierdza, że to koniec podróży. Niestety zaczał ciagnac w stronę drzwi i podróż z nim bywa fizycznie męczaca bo to już wielki koń 🙂

Jednak nie poddaję się! Jeździmy w odwiedziny do moich rodziców i stamtad chodzimy na spacery na łaki. Berek to uwielbia. Myślę, że podróże autobusem dobrze mu się kojarza, tylko brak mu cierpliwości, ale mam nadzieję, że z tego wyrośnie. A może po prostu stękanie mu się znudzi :):)

Berek przysypia w oczekiwaniu na zmianę świateł 🙂

Na przystanku – czekamy na autobus 🙂

Spacerek nad Wisła

Ryj ryje w trawie 🙂

Piękna Tesla i Berek

W ostatni weekend miałam wielka przyjemność poznać blogerki Olę i Anię z http://dogspaths.blogspot.com/ , a także Teslę. Fotki cykały dziewczyny i dzięki temu można na ich blogu zobaczyć jak psiaki zalały na łace i w kapały się w błocie 🙂

Polecam !!! :):) http://dogspaths.blogspot.com/2012/07/nowe-znajomosci-nowe-flirty.html

Mam nadzieję, że jak spotkamy się znów to uda mi się zrobić parę zdjęć i zamieścić tutaj na Berkowym blogu 🙂

Tydzień minął tak szybko, a my….

Długo na nie było. Winą za to jest mój sadek formy; Beruś ma się wspaniale J.

Szybciutko nadrabiam zaległości z tygodnia i serwuję serię newsów z życia Berka.

Otóż w poniedziałek w zeszłym tygodniu byliśmy na króciutkiej wycieczce nad Zalewem Zegrzyńskim koło Warszawy. Berek był zachwycony piaskiem i wodą. Nurkował po piłeczkę i gryzł fale. Bawił się wspaniale! Natomiast ja byłam załąmana ilościa śmieci jakie zostawili ludzie po weekendowym wypoczynku. Bylo tam ochydnie i nawet nie miałam nastroju any przysiąść gdzieś i sróbować się zrelaksować. Przyrzekłąm sobie, że już nigdy nie pojadę tam bezpośrednio po weekendzie. Chće żyć myślą, że w ciągu tygodnia sprzątaja tam ten cały syf i potem jest już znośniej…

W ciągu tygodnia temperatury były znośne i mogłam zafundować Berkowi jazdę autobusem, bez stresu, że będzie się katował w upale. Pojechaliśmy wiec odwiedzić mojego Dziadka na Żoliborzu, jednej z Warszawskich dzielnic. Berkowi jazda autobusem oczywiście nie podobała się bo miał ochotę biegać a nie grzecznie stać. Starał się wysiaść na dosłownie KAŻDYM przystnaku. On to on, ale ja byłąm skatowana po 20 minutach, a jeszcze trzeba było wrócić… U Dziadka w mieszkaniu Berek był zaskakująco grzeczny. Najpierw poprosiłam by Dziadek jednak usiadł, bo Berek jest wielki i może już przewrócić swoją masą. Jak Dziadek usiadł to spuściłam psa, a ten cudownie zaczął się witać z poziomu podłogi. Byłam zachwycona jaką mam mądrą psinę J Pewnie już niedługo zadzwonią do niego z MENSY….

Parę dni temu nabyłam psie frisbee. Berek je uwielbia :). Parę razy udało mu się nawet złapać je w locie, wyglądało to całkiem profesjonalnie J. Oprócz tego mieliśmy dużo naszych standardowych spacerów po polach i lasach. Odkyłam, że Berek zajada się malinkami, sprzeda duszę za banana i buraczka 🙂 i nadal ma dziecięce „przytulaki” po dobrym posiłku :).

Fajnie jest z Berkiem 🙂

Dla każdego coś miłego

Berek na Polach Mokotowskich był już trzy razy albo cztery razy. Zresztą już kiedyś o tym wspominałam, ale nigdy nie powstał na ten temat wpis na blogu. Nasze wypady zawsze były fajne, ale czułam, że są ekstremalne i albo zapominałam zabrać ze sobą aparat, albo zapominałam w ogóle go wyciągnąć i popstrykać fotki. Dziś jednak udało się – są zdjęcia! 🙂

Na Polach byliśmy przed południem. Pogoda byłą idealna, bo świeciło słońce, ale nie było upału. Berek od razu skoczył do jeziorka i z zacięciem wyławiał i aportował piłeczkę.

Berek oczywiście śmigał też z innymi psami. Byłam jednak tak zaaferowana moim psem biegającym z prędkościa strzały, że zupełnie zapomniałam, że miałam robić zdjęcia… Ale na pewno pojawimy się na Polach jeszcze nie raz i postaram się nie zapomnieć, że ściskam w ręku aparat :/…

Po Berkowych szaleństwach, pojechaliśmy do kawiarni Kafka (http://www.kawiarnia-kafka.pl/), na Warszawskim Powiślu. Rozłożyliśmy sobie leżaczki i „był relax” 🙂 Berek akurat miał „przytulaka”  🙂

Kafka jest całkiem przyjemnym lokalem. Nie należy może do moich ulubionych, ale też jestem gotowa ją polecić wszystkich którzy mają ochotę na kawę w towarzystwie swojego psiaka na leżaku na trawie, lub w środku, wśród książek. W Kafce podają dobrą kawę, mają bogate menu i całkiem przystępne ceny jak na Warszawskie centrum. Niestety dziś był pewien „zgrzyt” , bo chciano nam podać kawę w niedomytej filiżance – z obleśnym śladem po szmince…..

Czy Wy byliście kiedyś z psiakiem w Kafce? Jak wrażenia?

Wpis dedykowany Tesli :)

Do stworzenia tego wpisu zainspirował mnie blog http://dogspaths.blogspot.com/, a konkretnie słodki wpis o pewnym prześlicznym Panu Wyderce: http://dogspaths.blogspot.com/2012/07/ukradam-zabawkepsu.html  :):)

Postanowiłam pokazać ulubione Berkowe zabawki. Wszystkie mieszkają w specjalnym pudle i są wydzielane zależnie od tego co w danej chwili z Berkiem robimy i jaka zabawa jest wskazana. A i tak zawsze dzieje się coś dziwnego, bo jak tu niby zapanować nad bawiącym sie szczenięcym tornadem 🙂

Ulubiona zabawka Berka. Tradycyjny sznurek ze sklepu, ale sprawdza się świetnie. Jest to jedna z tych zabawek które Berek dostaje ” w nagrodę” i bawi się nią tylko z nami.

Piszcząca piłeczka, jakaś reklamówka ze sklepu zoologicznego. Berek ją wprost kocha. Potrafi ją aportować godzinami cały czas nią piszcząc… eh 😦

Beznadziejne „coś”, ale Berek to uwielbia. Jest to bardzo twarda piłeczka/kulka przymocowana do sznurka. Berek łapie oczywiście za sznurek i obija wszystko i wszystkich twardą piłeczką podskakując jak szalony. Zabawka dobra jeśli Twój pies pcha motem…

Miednica… Berek się w niej chlapie, z niej pije, z nią biega…. Próbuje też ją zjeść….

To jakieś stare reklamowe frisbee. Nie da się nim grać, bo jest twarde jak nie wiem. Rzucamy je Berkowi, ale nie oczekujemy, że będzie to łapał…. Zresztą on woli to rzuć :). Gdy biega z frisbee w pysku, fafle układają mu się w uśmiech Jockera 🙂

Piłeczka tenisowa to psi klasyk wśród zabawek. Super się odbija i skacze prawie tak dobrze jak sam Berek.

Ładny i dobry gryzak. Gdy Berkowi intensywnie rosły zęby ta zabawka ratowała nam życie. Pamiętam też, że w  użyciu były liczne drewniane łyżki, ale zostało po nich teraz tylko wspomnienie albo takie kikuty wielkości marnego ołówka ….

Na koniec coś specjalnie dla Ani, autorki wpisu o Panu Wyderce :). W którymś z komentarzy wspomniałam, że ja też kiedyś „uratowałam” misia. Nie był on psia zabawką, ale tez siedział sobie sam na półce w sklepie i bardzo chciał do mnie.  Kupiłam go małym kiosku w kraju który jest na drugim końcu świata. Przyleciał ze mną do Polski i wydaje mi się, że mu dobrze :). Nie ma imienia, ale ma swoja misiową osobowość:

I jeszcze takie „coś” chciało ze mną iść do domu. Kulka w czapce, na chudych nóżkach. Kocham „to” bezgranicznie 🙂

Berkowisko – blogowisko :)

W blogosferze jestem nowa. Często, oj zdecydowanie za często, gubię się sama na własnym blogu. Z mojej niewiedzy często wynika moja irytacja, bo kto by lubił to czego nie zna. Ciężko jest nie wiedzieć :). Ale powoli, powolutku, odnajduje się.

Wyróżnienia jakie otrzymałam od Fado z  http://psiewedrowki.blogspot.com/ i Nuci z bloga http://nuciaczek.wordpress.com/ to wspaniała nagroda dla takiej blogowej ofermy jak ja :). Dziękuję bardzo! Nie ma lepszej motywacji niż wspaniali czytelnicy.

Blogi które zainspirowały mnie i ciągle do nich wracam to:

http://pieswwarszawie.blogspot.com/#axzz20M6iljDo   —  zainspirował mnie do wielu zmian. Dzięki Bonzo i jego wspaniałej Pani, Berek może cieszyć  się dietą BARF, a w przyszłości dostanie swój kaganiec fizjologiczny. Od Bonza dowiedzieliśmy sie o plaży w Ciszycy pod Warszawą. ten blog to prawdziwa skarbnica wiedzy dla każdego psiarza.

http://dogspaths.blogspot.com/ — oj, wspaniały blog, wspaniała oprawa graficzna. Uwielbiam wszystkie wpisy: od tego,że Pani zasem „kradnie” psu jego zabawki, po te z wystaw psów i bliskich spotkań z biedronkami 🙂

http://www.podrozezpsem.pl/  — bardzo ciekawy blog o podróżowaniu z psem. Właśnie takie eskapady z Berkiem marzą mi się od dawna, a szczególnie wyjazdy nad Bałtyk, które na tym blogu są świetnie opisanie.

http://www.zdaniem-psa.blogspot.com/  – – piękny blog. Pamiętam wiele bardzo ciekawych wpisów, jak ten o spacerowym savoir-vivre, lub dogtrekkingu. Uwiebiam dział „kącik czytelnika” gdzie są wspaniałe recenzje książek o psach. Polecam!

http://www.maskotkaipieska.blogspot.com/ — coś dla psiaro-kociarzy, takich jak ja. To jest naprawdę piękny blog o kundelku Piesku i kocie Lucku. Bardzo lubię fotki i opisy relacji pomiędzy psiakiem i kotem. Ten blog sprawia, że zdecydowanie stwierdzam, że trzeba wziąć jakiegoś kota :).

http://ptysiowy.blogspot.com/ — bardzo lubię tu zaglądać. Ptyś jest pięknym psem, a jego właścicielkę bardzo wspieram w jej treserskich ambicjach. Przyznaje, że moje serce zdobył wpis pt. „Szczęście” i tak już zostałam Ptysiową fanką 🙂

Mój znajomy z Facebook’a to http://www.facebook.com/Czort.pies  — piękny sznaucer, który psoci i kombinuje :). Ma mega cudny pyszczek i bystre psotne oczki 🙂 Coś mi się wydaje, że z Berkiem by się doskonale dogadali 🙂

 

Basza

Kiedyś wspominałam już wszystkie zwierzaki jakie przewinęły się przez moje życie: https://piesberek.wordpress.com/2012/05/28/jestem-kociara-psiara/   Nie było ich aż tak wiele, ale wszystkie, bez wyjątku były i są wyjątkowe. Dzisiaj, w czasie odwiedzin u rodziców, zanurkowałam w pudło ze starymi zdjęciami. Wydaje się, że takie pudła nie mają dna !! Teraz trzymamy wszystkie zdjęcia na komputerze, lub na płytach – nic się nie kurzy i nie wala po domu… Ale jakoś te zdjęcia oglądane na ekranie nie potrafią tak rozśmieszyć jak te „papierowe”… Jakoś zawsze brak cierpliwości na oglądanie zdjęć na ekranie komputera.

Dzisiaj udało mi się dogrzebać do paru naprawdę archiwalnych fotosów :). Na początek zdjęcie mojego Taty z Baszą – seterem szkockim, którego mieli moi rodzice, jeszcze zanim się urodziłam. Basza był ukochanym psem moich rodziców, a dla mnie był … po prostu był i jako dziecko nie istniał dla mnie świat bez niego. Trochę niewyraźne…

Dla mnie Basza był najpiękniejszym psem na świecie 🙂

Urodziłam się jak Basza już mieszkał z moimi rodzicami. Dla mnie ten pies był „od zawsze”. Dzieci wszystko postrzegają i uznają za dane i nie zastanawiają się nad alternatywami do tego co ich otacza. Dla mnie wielki, czarny, kudłaty pies był elementem mojego świata. Na tym świecie wszystko się opierało, wszystko się zaczynało i kończyło. Pewnie dlatego jak odszedł jak miałam osiem lat to, jako mała Ewa, zamknęłam w swojej głowie rozdział pt. „Basza” i nigdy, ale to przenigdy, nie porównałam żadnego psa do Baszy, nigdy nie pomyślałam o czymś w kwestii „bo Basza to….”. On był i zawsze będzie dla mnie niezastąpiony, a życie bez niego musiało być już inne. Nieczęsto mówię o takich rzeczach, bo jest mi trudno. Byłam małym brzdącem i niewiele rozumiałam z tego co się wokół mnie działo.  Ale wiedziałam, że cokolwiek się działo to zawsze był tam gdzieś w okolicy Basza. I to było coś co taki mały dzieciak wie, ale nie do końca jeszcze rozumie. Nie musi….

Jak sarenka

Ostatnio przeglądałam fotki Berka i natknęłam się na te z jakiejś „sesji” weekendowej. Jest pare zdjęć ze spaceru, ale nic secjalnego, jest też ta fotka:

Berusław ma relax 🙂

Wygląda troche pokracznie z tym małpim ogonem, nie? 🙂 I jeszcze mu się fafel zawinął…. Cudak mój 😀

Wypad na Mazury

Ostatni weekend spędziliśmy na Mazurach. To były superowe dwa dni, ale zdecydowanie za krótkie :(. Oj, nie chcieliśmy wracać do domu!

Wyjazd był dość spontaniczny: zwieliśmy pierwszy lepszy nocleg, który wyglądał OK na zdjęciach w ofercie w internecie i gdzie akceptowano nasz pobyt z psem. Chcieliśmy by było stosunkowo niedaleko Warszawy i z łatwym dostępem do jakiegoś jeziorka, ale bez tłumu ludzi. Nie było czasu na większe planowanie. Szczęśliwie udało nam się znaleźć bardzo sympatyczne miejsce, w Warchałach, około 13 km od Szczytna, w gminie Jedwabno. Postanowiliśmy wynająć domek letniskowy, z ogrodzonym terenem, na obrzeżu lasu. Okolica Szczytna jest naprawdę przepiękna; zakochiwałam się w widokach dosłownie co chwilka :).

A Berek? Berek zakochał się w wodzie :). Myślę, że psiak jest już dostatecznie duży i pewny siebie by naprawdę cieszyć się z pluskania w jeziorze. Wyraźnie ciągnęło go do wody. Czasem miałam wrażenie, że z tej wody wystaje uśmiechnięta w Disney’owski sposób psia morda :). Berek dzielnie wbiegał do wody i dopływał do wrzucanych przez nas patyków. Wybiegał z jeziora galopem, wpadał na nas i prosił by wrzucać mu znów patyk do wody. Bał się jednak wskakiwać z pomostu, choć wydaje mi się, że gdybyśmy spędzili nad wodą jeszcze z jeden dzień to by fruwał z pomostu do wody z rozbiegu 🙂

Bawiliśmy się wspaniale, a odpoczynek wieczorem był jak najbardziej zasłużony i naprawdę słodki. Planujemy w te wakacje jeszcze parę takich wypadów, jeśli tylko czas i finanse nam pozwolą.