Pies jednego właściciela

Wspominałam już kiedyś o tym,  że seter jest psem jednego właściciela . Co miałam przez to na myśli? 

To oczywiście nie znaczy, że seter kocha tylko jedną osobę w rodzinie. Setery są bardzo uczuciowe, mocno przywiązują się do całego, swojego „stada”. Czują się wspaniale, gdy zgraja ludzi okazuje im zainteresowanie. Z tego co widzę, to Berek uwielbia być w centrum uwagi :). Jednakże jest w ich zachowaniu coś specyficznego jeżeli chodzi o ta jedną jedyna osobę w rodzinie, którą sobie SAME wybierają. W moim stwierdzeniu, że seter to pies jednego właściciela nie chodzi o miłość. Tu trzeba skoncentrować się na psich oczekiwaniach względem tej jednej jedynej osoby.

Gdy Adam wraca do domu, Berek dostaje kręćka – cieszy się tak bardzo, że nie jest w stanie ustać na nogach. Nie ma nawet jak machać ogonem…. bo macha całym sobą. Szaleństwo! Podobnie reaguje, gdy widzi moich teściów, albo rodziców. może wtedy zawsze liczyć na coś fajnego – innego niż zwykle. Adam to zabawa, drapanko, ciekawy spacer i inne rozrywki. Natomiast, gdy ja wracam do domu jest trochę inaczej…

Gdy do domu wracam ja, Berek oczywiście cieszy się, jednak wyczuwam w nim pewną ulgę, że ta „norma i uspakajająca nuda” wróciła i teraz można odsapnąć. Berek oczekuje, że ja będę. On wręcz wymaga bym była. Berek, najzwyczajniej w świecie, wymaga ode mnie więcej :). To ja mam mu znaleźć rozrywkę, gdy się nudzi. To mnie prosi o jedzenie, nawet jeśli Adam jest w domu. Gdy nie wie o co chodzi, bo np. słychać jakiś nowy dźwięk, albo w domu panuje jakieś zamieszanie, to przyłazi do mnie. Oczekuję, że ja to coś strasznego wyłączę, uciszę, albo że mu wyjaśnię, że jest OK. Gdy był chory i potrzebował wyjść, zawsze gapił się na mnie, zaczepiał i pokazywał, że jest sytuacja alarmowa. Generalnie, według Berka to ja mam uratować świat, gdy on nie ma ochoty, ani pojęcia co robić. W jego psim mniemaniu jestem na etacie i mój pies oczekuje, że załatwię pewne rzeczy. To nie jest roszczeniowe, to nie wynika z rozpieszczenia. To jest najwspanialsze na świecie, szczere zaufanie, które wzrusza mnie, bo jest nieskomplikowane i instynktowne. Tam nie ma wiele myślenia i analizowania. Cieszę się, że mój zwierzak czuje, że może nie kombinować i nie myśleć – tylko po prostu przyjść do mnie i otrzymać pomoc. Na ma nic wspanialszego od bycia jego bohaterką 😀 Setery potrzebują takiej osoby – „bazy”, która zawsze jest i się nie zmienia, nie znika. Psu potrzebne są różne psie rozrywki, ciekawe spacery, wyzwania, jednakże musi czerpać na to wszystko siły chociażby z faktu, że jak nie będzie miał ochoty na nowości to „pani to za niego ogarnie” 🙂

A jak jest u Was?

DSC_0404

Dieta

Dawno nas nie było. Tematyczny zastój nastąpił na blogu, gdyż, jak już pisałam, Berek chorował, a ja walczyłam z jego uczuleniem. Teraz mogę zameldować, że obecny- rewelacyjny- stan Bera potwierdza diagnozę pana weterynarza. Odkąd Berek jest na diecie hypoalergicznej, nie ma żadnych przebojów. Nuuuudyyyy 😀

Dodatkowo, ćwiczymy Berkową jazdę autobusem, co sprawia, że najdalej zajechaliśmy dwa przystanki od domu. Jesteśmy więc trochę „uziemieni”.  Czasem wątpię czy kiedykolwiek uda mi się wyprowadzić Berka z jego autobusowego wariactwa…

Ale dziś pogoda jest paskudna, a ja nie mam siły koncentrować się na problemach. Skupmy się na tym co super czyli na zdrowym brzuchu Berka :). Karmię Berka Trovetem RRD czyli hypoalergicznym Rabbit Rice Diet. Nie mogę pozwolić sobie na mega drogą karmę, a Trovet ma całkiem przystępną cenę jak na karmę weterynaryjną. Na początek kupiłam worek 3 kilogramowy, żeby sprawdzić czy Ryjosław będzie jadł taką karmę. Na początku reagował na nią nijak – jadł, ale nie wyglądał jakby mu smakowała. Obserwowałam dalej, czy aby na pewno Trovet przetrwa próbę „trzech dni na tym samym” i czy jaśnie książę Berek nie znudzi się. Ale co ciekawe z każdym dniem Berek zajadał karmę z większym apetytem. Miało to głównie związek z tym, iż zaczynał regenerować swój brzuch, nabierać sił, po prostu lepiej się czuć. Teraz zachowuje się jak normalny pies, czyli jest zawsze gotów coś podjadać, gapi się na nas, gdy jemy, sprawdza miski, węszy po kuchni :). Nie robił tego, gdy źle się czuł… Karmę je, aż uszy mu się trzęsą. Nabrał też trochę zdrowego ciałka. Wczoraj zaczęliśmy worek 12-kilogramowy. Zobaczymy co będzie dalej.

trovet RRD
trovet.pl

Trochę ironii

No cóż – ostatnio ze mną można rozmawiać tylko o kupie… Ale nie byle jakiej kupie – tylko o kupie Berka! A to już sprawia, że temat jest arcyciekawy. No bo fajnie jak kupa jest. U psów trochę jak u małych dzieci – nie powiedzą co im jest więc człowiek obserwuje. Także kupę. Kupa jest – można diagnozować, szukać innych objawów mniej lub bardziej niepokojących. Ostatnio punktem odniesienia w moim życiu jest kupa.

Berek chorował najpierw na wątrobę. Sytuacja została opanowana proszkami. Jednak dość szybko biegunki powróciły. Nie było aż tak źle, ale i tak martwiliśmy się, a Berek znów zaczął chudnąć. Zaczęły się obserwacje … A to patrzyłam co mu daję i jaka jest reakcja. A to zastanawiałam się czy z dobrego źródła jest mięso, które mu gotuję. Potem przyszedł czas na wizytę u poleconego weterynarza i kolejne badania. Tym razem nauczona już doświadczeniem (badania krwi miał niedawno, więc co jeszcze zostało do przebadania?) stawiłam się w gabinecie z Berkiem i jego kupą. Pan doktor był pod wrażeniem mojego profesjonalizmu i determinacji :). Mieliśmy ustalić czy Berek nie ma pasożytów. Po ewentualnych wyeliminowaniu pasożytów zostawał tylko zmiana diety.

Oczekując na wyniki dalej walczyłam z Berkową kupą :/. Akurat był weekend majowy… perfect timing kupo! Badanie oczywiście wykazało brak pasożytów. Teraz jestem na etapie poszukiwania karmy idealnej, takiej która pomoże mojemu psu, ale także która Ryjosław zaakceptuje. Berek ogólnie jest niejadkiem. Nigdy nie był łasuchem, no może trochę jak był małym brzdącem i próbował rządzić przy misce. Teraz, gdy nie czuje się za dobrze, to medytuje nad ta miską jakbym nie wiem jakie ohydztwa mu podała. Jednak wychodzę z założenia, ze jakby był naprawdę głodny to by zjadł. Lekarz powiedział, że Berek wygląda zdrowo, a ja potwierdziłam, że humorek mu dopisuje. Tylko, że kupa tez mu dopisuje…

DSC_0345

DSC_0353

DSC_0367

DSC_0368
Berek pracuje: węszenie, ogon w górę, nos przy ziemi. Piękne 🙂

DSC_0376

Ciąg dalszy…

Dużo się u nas ostatnio działo. Przynajmniej według mojego, ludzkiego, mniemania :).  Przyjechała w odwiedziny moja mama i Berek przez kilka dni był nazywany „dzidziusiem” i „wnuczusiem” :). Zresztą był grzeczny i słodki jak cukierek, więc zasłużył na to by się nim zachwycać. Zrobiło się u nas ciepło, więc Berek trochę zwolnił, bo upał go męczy. Egoistycznie mnie t cieszy, ale też niepokoi, bo zauważyłam, że Berek kiepsko jednak znosi wysoką temperaturę. Wydaje mi się, że oczywiście jest mu gorąco, ale gdy robi mu się ciepło, to zaczyna trochę panikować. Miota się i widać, że jest zaniepokojony tym stanem. Zachowuje się jakby nie rozumiał, że wystarczy spokojnie leżeć, albo iść, pić wodę, nie denerwować się, a nie będzie się nic działo. Niepokoi mnie to, bo nawet nie ma jeszcze upałów, a już jest dziwnie… No cóż – ma to po „mamusi”, bo mi też jest zawsze cieplej niż innym…. 🙂

Co jeszcze? A no znów biegunka… Nie tak ostra jak ta sprzed kilku miesięcy, ale jednak jest i wraca co jakiś czas. W sobotę byłam z Berkiem znów u weterynarza i psia kupa poszła do analizy. Te badania maja sprawdzić czy Berek nie ma pasożytów. Jeśli okaże się, że są to oczywiście leczymy na pasożyty. Jeśli nie, to zmieniamy dietę. Najpierw przejdziemy na dietę opartą na karmie, która nie może uczulić, a potem drogą eksperymentu, będę dodawać różne składniki i obserwować na co i jak Berek reaguje. Przygoda, ah przygoda … :/.

A jak dotarliśmy do weterynarza? Taksówką! W Krakowie jest już bardzo ciepło, więc nie było opcji, żeby smażyć przerażonego upałem psa w komunikacji miejskiej. Co zauważyłam, gdy wracaliśmy taxi do domu, to Berek piszczał, bo było ciepło, a on chciał wysiąść, zmienić ten stan, kombinować, żeby było inaczej. Mój pies boi się upału!

A co z miłych rzeczy? Zauważyłam, że zaczynam się zgrywać z Berkiem. Psiak ma rok i cztery miesiące i jest coraz fajniejszy :). Zaczynamy się rozumieć, lubić siebie za to jacy jesteśmy. Pomagać sobie, żeby było fajnie. Oczywiście nie zawsze, bo mamy dni, że Berek ma mnie gdzieś, a ja już nie mogę na ta psią mendę patrzeć, ale zdarza się to coraz rzadziej. Kocham tego psa jak nie wiem i jestem z niego dumna … choć nie do końca mam powody :P. Uwielbiam jak na mnie patrzy i ma tą psią, roześmianą mordkę. Mogę iść ponad godzinę po polach i lesie, tylko po to aby dojść do naszej ulubionej ławki na polance i tam siedzieć z Berkiem następną godzinę, uczyć się lub czytać i patrzeć jak mój psiak śpi na trawie lub poluje na mrówki. Obecnie tych fajnych chwil jest więcej niż tych upierdliwych, więc stwierdzam, że albo ja nie jestem taka zmęczona i mam więcej cierpliwości, albo zaczęliśmy się z Berkiem w miarę dogadywać.

W sobotę, po porannej wizycie u weterynarza, poszliśmy do znajomych  na grilla. Był tam najlepszy kumpel Berka – cudny lablador Lenek. Potem przyszedł jeszcze jeden psiak, trochę mniejszy od Berka, który nakręcał całą imprezę i wspaniale bawił się z Berkiem. Berek był grzeczny, choć przyznaję, że jego relacje z Lenkiem są dla mnie zagadką. Nie wiem do końca jak oni się dogadują i na co jeden pozwala drugiemu i w jakich okolicznościach. Oba psy są praktycznie tej samej wielkości (Lenek jest pięknym, długonogim, zwinnym labkiem, nawet chyba wyższym od Berka), w podobnym wieku. Oba są niekastrowanymi samcami. I oba próbują ustawić tego drugiego… choć Berek bywa bardziej agresywny i zaczepny… Wczoraj Berek biegał po terenie Lenka, bawił się jego zabawkami i podchodził do „jego człowieków”, i na dodatek buczał i próbował rozstawiać Lenka…. Lenek jest super i  pozwala Berkowi na dużo. Jednak cały czas czuję, że kiedyś może stwierdzić, ze ma dość. Zresztą już parę razy doszło między nimi do ostrej wymiany zdań – gdy zapieliśmy je na smycz – od razu rzuciły się na siebie, i gdy pojawił się na ziemi jakiś smakołyk – agresja na full. Wczoraj było spokojnie – Berek po jakimś czasie był tak zmęczony zabawą, że co chwila kładł się plackiem na ziemi i odpoczywał „na szybko”. A już po chwili szedł zaczepiać psiaki albo żebrać o kiełbasę z grilla. Ciężko chłopak pracował cały wieczór.  Gdy wróciliśmy pod wieczór do domu, pies padł.

Dziś pada i jest buro. Nasz pies odsypia wczorajszą imprezę i wczesno-poranną biegunkę 😦 Niech juz będą te nieszczęsne wyniki badania, bo chcę wiedzieć co mu jest i jak mu pomóc.

 

Psa trzeba się nauczyć

W niedzielę pogoda w Krakowie była wspaniała – świeciło słońce, ale nie było gorąco. Idealna pogoda na spacer z psami 🙂  Przyjechał w odwiedziny w Berkowe rejony Amber, o którym już kiedyś pisałam TU.

Amber jest moim ulubionym nie moim psem :). Zdobył moje serce już dawno, a chłopak wie ile mocy ma jego słodkie spojrzenie :). Poszliśmy z psiakami na pola, gdzie mogły swobodnie biegać. Przyznaję, że nie do końca rozumiem relacje panujące pomiędzy Berkiem a Amberem. Wydaje się, że tolerują się, ale każdy z nich na swój własny sposób próbuje ustawić tego drugiego. Berek ignorował zaczepki Ambera, ale do czasu, gdy nie pojawiły się smaczki. Wtedy położył go na łopatki i pokazał, że nie ma dyskusji – kiełbaska jest jego. Jednak już po chwili Amber próbował pokazać, że on też ma coś do powiedzenia i tak łatwo nie ulegnie. 

Po spacerze Amber odwiedził nas w mieszkaniu, gdzie oba psy natychmiast zasnęły w dwóch rożnych kątach pokoju. Napięcie pojawiło się dopiero znów przy okazji smaczków.

Spacer był super! Uważam, że jeśli Amber i Berek będą spotykać się częściej to szybko się dogadają i nauczą jeden drugiego. My już wiemy, że trzeba unikać „żonglowania” smaczkami, bo prowadzi to tylko do stresujących sytuacji. Tak więc roczek po kroczku i psiaki się zrozumieją, a my będziemy mieć pełną instrukcje obsługi duetu Amber-Berek 🙂

Mam nadzieję, że Amberowi podobało się chociaż trochę i że będzie więcej okazji do następnych spotkań 🙂

DSC_0335

DSC_0338
Berek pokazał mi język

DSC_0340

DSC_0343

DSC_0347

DSC_0355

DSC_0406

Konsultacje z behawiorystką

Wiosna przyszła, pogoda jest wspaniała. A ja mam coraz mniej czasu na wszystko 🙂 A ostatnio doszła mi jeszcze jedna rzecz, którą muszę robić z Berkiem… Ale po kolei…

Ci co czytają mojego bloga wiedzą, że Berek nie lubi jeździć autobusem. Nie mam auta i taka sytuacja stała się ostatnio dla mnie dużym problemem, bo strach Berka ciągle się wzmagał. Ostatnia moja podróż z psem skończyła się na tym, że wysiadłam z autobusu z łzami w oczach, totalnie załamana i wykończona fizycznie. Nasze podróże komunikacją miejską nie cieszyły również Berka… Zwróciłam się o pomoc do behawiorystki, bo, przyznaję, nie radziłam sobie i nie miałam już siły. Oczywiście w swojej desperacji liczyłam, że rozwiązanie problemu ze strachem Berka będzie proste i szybkie, ale oczywiście nie jest i nie będzie…

Behawiorystka spędziła ze mną i Berkiem prawie dwie godziny. Przepytała mnie dokładnie o psa i o to jak ja się czuje podczas naszych podróży autobusem. Szybko stwierdziła, że autobus wywołuje u Berka panikę (głośne ziewanie, skowyt, piszczenie, „miauczenie”, skakanie, szarpanie, wyłączenie się na bodźce). Fakt i stan Berka stopniowo pogarszał się wytłumaczyła tym, że coś musiało się kiedyś wydarzyć w autobusie, lub ciągle ma miejsce (np. dziwne dźwięki, drgania) z czego nie zdaję sobie sprawy, a jest to dla Berka bardo stresujące. W związku z tym muszę od początku pokazać mu, że autobus nie jest straszny i spróbować pomóc mu skojarzyć to z czymś przyjemnym. „Terapia” którą poleciła mi behawiorystka, była mi już znana. Widać nie ma szybkiego lekarstwa i wszystko jest ciężką pracą 🙂

Na razie przez minimum 2 tygodnie mam codziennie chodzić z Berkiem na przystanek i tam po prostu siedzieć. Mam doczekać na moment, gdy Berek będzie wręcz znudzony przystankiem, bliskością ulicy i przejeżdżającymi autobusami… Potem, przez następne tygodnie, mam spędzić  na pętli autobusowej ( na szczęście jeden autobus ma pętlę niedaleko mnie) i łazić po pustym autobusie, gdy ten nie ma włączonego silnika. Następnie mam przejeżdżać  z Berkiem tylko jeden przystanek, najlepiej pustym autobusem. Każdy z tych etapów ma na celu pokazanie Berkowi, że autobus jest wręcz nudny i nic się w nim nie dzieje, ani złego, ani ciekawego.

Najgorsze jednak jest to ( zarazem dziękuję pani behawiorystce za szczerość), że może się okazać, że nigdy nie uda mi się wyprowadzić Berka z tej paniki. Jest też wiece prawdopodobne, że nigdy nie będzie fanem jazdy komunikacją miejską. Czuję się mega samotna z tym „problemem”, bo jedyne co przytrafia mi się w autobusie, gdy jadę z przerażonym i szalejącym psem, to dziwne spojrzenia ludzi, „dziudzianie” do psa i dawanie mi rad w stylu, że psu przeszkadza kaganiec, albo że nie powinnam wozić go autobusem… I tak, mam ochotę wykrzyczeć, że nie mam auta, a muszę się przemieszczać z psem, że Berek ma gdzieś kaganiec, i że jeśli ktoś zaczepia mojego psa to niech się nie dziwi, że ten go obślinia. Fakt faktem – nie widuje się w autobusach aż tak szalejących psów, bo nikt z takimi nie jeździ – najzwyczajniej w świecie ludzie poddają się, bo się nie da.

Tak więc jestem trochę uziemiona z Berkiem. Krakowscy psiarze organizują bardzo dużo psich spacerów i wspólnych wypadów… na które nie mam jak dotrzeć. A pogoda teraz jest taka wspaniała… Pozostają nam nasze okoliczne łąki, które są wspaniałe, ale oboje z Berkiem potrzebujemy czasem odmiany. Mam nadzieję, że jakoś uda mi się pomóc Berkowi pokonać jego lęk.

DSC_0347 DSC_0370

Klatka dla psa w domu – tak, czy nie?

Zanim jeszcze Berek do nas trafił, wiedzieliśmy, że będziemy stosować w domu klatkę. O czym mówię? Nazwa „klatka” źle się kojarzy, jednakże dla psa owa „klatka” („kojec”, „crate”, „kennel”) spełnia rolę budy, bezpiecznego azylu, gdzie zwierze może zupełnie się wyłączyć i niczym nie przejmować.

Nasz świat jest dla psa bardzo stresującym miejscem. Zastanówmy się ile rzeczy w naszym codziennym życiu może zaskoczyć naszego psa. Zwykle zwierze nie ma żadnego wpływu na to co dzieje się wokół niego. My, ludzie, często zakładamy, że pies może sobie doskonale ze wszystkim poradzić, bo… przecież nic się nie dzieje…. Jednakże, rozgadani goście, głośna muzyka, denerwujący dźwięk w TV, nasze poddenerwowanie itp. mogę wprowadzać w psie życie bardzo dużo niepokoju. Klatka to miejsce, gdzie pies może się schować i przestać przejmować, nasłuchiwać i nie czuje się w obowiązku być czujnym.

Przyzwyczajaliśmy Berka do klatki od samego początku. Oczywiście jak był malutki nigdy go w niej nie zamykaliśmy, gdyż szczeniak nie jest fizycznie w stanie wstrzymać oddawania moczu, więc brak możliwości pójścia na matę i zrobienia siusiu może być dla niego stresujący. Jednakże układaliśmy go do snu w klatce, zawsze otwartej, i mały zwykle przesypiał w niej całą noc.  Gdy stawał się coraz większy i mógł już bez większych problemów wstrzymać mocz, zamykaliśmy go na 20 minut, potem 30, wydłużając do godziny. Zawsze wychodziliśmy wtedy na ten czas z domu, żeby Berek nas nie słyszał, nie czuł się wyizolowany i zamknięty „za karę”. Nigdy nie zdarzyło mu się załatwić w klatce. Teraz, gdy wraca ze spaceru idzie od razu do klatki i tam zasypia. Dopiero po pewnym czasie jest gotowy aby położyć się w innym miejscu. Generalnie to właśnie w klatce Berek regeneruje podstawowe siły po intensywnym spacerze. Również, gdy szykuję się do wyjścia i Berek wie, że zostaje w domu, często sam wędruje do klatki i zasypia zanim ja wyjdę. Ciekawe, że gdy wracam, to leży na plecach i śpi jak kamień. Często zabiera mu chwilę, żeby się wybudzić 🙂

Warto zaznaczyć, że klatkowanie psa adoptowanego ze schroniska, lub po przejściach, bardzo często jest niemożliwe. Takim psom kraty kojarzą się z dramatycznymi rzeczami i, uważam, że nie ma sensu próbowanie wmówienia im, że klatka to teraz super sprawa… Pamiętajmy, że psy są różne i trzeba umieć dostosować sposób wychowania do ich charakteru i potrzeb.

Trzeba pamiętać:

  • Psa nie można zamykać w klatce „za karę”. To ma być miejsce, które dobrze mu się kojarzy. Chodzi o same miłe rzeczy i już:)
  • Psa najlepiej przyzwyczajać do klatki od szczeniaka. Oczywiście na początku nie zamykamy w niej psa, a raczej pozwalamy mu w niej zamieszkać. Potem zamykamy go na bardzo krótki moment, który będziemy wydłużać odpowiednio do tego jak rośnie i dojrzewa psychicznie i fizycznie nasz psiak.
  • Pamiętaj, że pies nie załatwi się w klatce, bo jest to jego posłanie. Nie stresuj młodego psa trzymając go w niej dłużej niż on fizycznie jest w stanie wstrzymać mocz.
  • Klatka musi być odpowiednio duża żeby pies mógł w niej stać i się obracać (np dla Berka mamy klatkę 109x69x75 cm)
  • Postaw klatkę w zacisznym miejscu, ale NIGDY przy kaloryferze, lub na słońcu przy oknie.
  • Zadbaj aby w klatce było psu przytulnie, możesz zasłonić ścianki jakimś materiałem.
  • Możesz zostawić psu w klatce zabawkę. Jednak jak zauważyłam, Berek w klatce tylko śpi 🙂

Według moich obserwacji klatka, oczywiście odpowiednio używana, jest bardzo dobrym rozwiązaniem.  Wiele osób twierdzi, że ludzie klatkują psy, aby te nie poniszczyły mieszkania. Trochę w tym racji, gdyż wiem, że wynajmując mieszkanie nie mogę pozwolić psu na psocenie. Klatka dała mi pewien komfort psychiczny, bo zawsze wiem co zastanę wracając do domu. Jednakże, chodzi o coś jeszcze – Berek nauczył się, że nie da się niczego zniszczyć, bo zawsze jak coś kradł natychmiast następowała nasza reakcja i pies doskonale rozumiał, że nie może tego robić. Nie było sytuacji, że Berek coś zjadał, a ja po 2 godzinach wracałam do domu i zaczynałam się złościć. Pies nawet jeśli nie jest ukarany, doskonale wyczuwa nasz nastrój i kojarzy go ze szkodą którą zrobił. Dzięki klatce tego nigdy nie było, bo mogłam od razu przekazać psu, że nie podoba mi się, że coś ukradł i to obgryza. Teraz Berek kradnie czasem skarpetkę albo ścierkę do naczyń… i nam przynosi albo się z tym kładzie na posłaniu, bo tylko chce zwrócić naszą uwagę. Nie traktuje rzeczy jak swoich zabawek. Ośmielę się stwierdzić, że klatka bardzo uprościła świat Berka. Ale pies tego potrzebuje, bo środowisko, które stworzył mu człowiek bywa dla zwierzęcia przytłaczające. W klatce Berek wyłącza się i może sobie w spokoju śnic o galopowaniu po polach 🙂 🙂

Codziennie zapewniam Berkowi około 2 godzin (czasem więcej) biegania bez smyczy, niezależnie od dnia i pogody,dlatego też relaks w klatce jest mu wręcz potrzebny. Pamiętaj, że ruch dla młodego i zdrowego psa jest jedną z ważniejszych rzeczy.

DSC_0001 (3)
Relaks w klatce 🙂
42bb98d53003e1b11d0aa9630d998cec
http://www.newzooland.pl

„Houston, mamy problem!” – śnieżne kulki

Ok, bądźmy szczerzy – to nie jest prawdziwy problem ;). Tak naprawdę śnieżne kulki w wykonaniu Berka są śmieszne. Nie mówię o śniegu powbijanym w psie stopy, który go uwiera i boli – to jest problem i często muszę pomagać Berkowi pozbyć się tych lodowych butków. Jednakże śniegowe kulki, o których jest ten wpis, są idiotyczne i zabawne :D.

Śniegowe kulki nie występują zawsze, gdyż jest potrzebny odpowiedni rodzaj śniegu, który będzie wilgotny i ciężki. Musi też być go też stosunkowo dużo, żeby zanurzyły się w nim psie stopy na odpowiednią głębokość. Dziś taki śnieg był, choć kiedyś, gdy oczywiście nie miałam ze sobą aparatu, był jeszcze lepszy – Berek miał wtedy kulki nawet na przednich łapach :D.

Nie znam sposobu na walkę ze śnieżnymi kulkami, ale też nie za bardzo szukałam. Cóż – Berka to nie boli, ewentualnie może trochę drażni i spowalnia ruchy…. a wszystko co spowalnia mojego psa w galopie bardzo mnie cieszy 🙂 Czasem Berek podchodzi do mnie i prosi by mu kulki zdjąć, ale zdarza się to bardzo rzadko, gdyż zwykle nie ma czasu się zatrzymać i pomyśleć, że coś warto z tymi kulkami zrobić. Berek biega jak opętany, cały roześmiany, zziajany jak małe dziecko – jak ma się przejąć takim małym szczegółem jak kilogramy zamarzniętego śniegu przyczepionego do jego nóg?…

Dzisiejszy spacer zaczęliśmy wczesnym rankiem i łaziliśmy ponad 2 godziny po lesie. Berek szalał! Myślę, że był w galopie przez większość czasu. Facet musiał kłaść się w śniegu, żeby się ochłodzić :). Spacer był super, pomimo zimowej aury (komentowanie pogody pominę…). Napracowaliśmy się bardzo, bo ogarnianie Berka nie jest rzeczą prostą, nawet, a głównie, kiedy jest spuszczony ze smyczy. Jednakże było wspaniale i jestem pewna, że Berek był zachwycony. W domu padł, a jak ocknął się po około godzinie nieprzytomnego snu, to pierwszą rzeczą jaką zrobił to było dopominanie się o jedzenie, co też rzadko się zdarza, bo żarłokiem nie jest. Wiedziałam, że to był taki zdrowy, wybiegany apetyt :).

Zamieszczam kilka fotek z kulkami śniegu. Może t takie Berkowe pisanki?

DSC_0369

DSC_0418

DSC_0413

DSC_0402

DSC_0428

DSC_0327

A ostatnie zdjęcie czemu tutaj? Oj nie mogłam się powstrzymać 😀 – ja tak widzę Berka przez większość czasu 🙂

DSC_0328

Co powinieneś wiedzieć zanim weźmiesz setera

Do stworzenia tego wpisu przekonała mnie Magda od Ambera ( http://dailyamber.tumblr.com/ ) Często rozmawiamy na psie tematy i, biedna, musi słuchać o Berkowych wariactwach i moich problemach z jego wychowaniem.

Spisałam rzeczy, które, moim zdaniem, każdy przyszły właściciel setera powinien wiedzieć zanim podejmie ostateczną decyzję. Nie jestem psim specjalistą, a wszystkie opinie opieram na swoim własnym doświadczeniu z moim psem. Niektóre z tych punktów można oczywiście zastosować do każdego psa, jednakże starałam się spisać to co jest charakterystyczne tylko dla setera. Uważam, że setery to wspaniałe psy, a Berek – mimo iż charakterna z niego psia menda 🙂 – pasuje do mnie, bo jest wyzwaniem i nagrodą w jednym 🙂 wpis długi, ale zapraszam do lektury i komentowania 🙂

1. Seter jest psem jednego właściciela – wybiera go sobie sam. Zadbaj o to by mógł to swobodnie zrobić i nie próbuj na siłę wpływać na jego decyzję. Dopiero, gdy pies ma około 11 -12 miesięcy można poznać kogo sobie wybrał 🙂

2. Musisz być wytrwały i uparty, bo taki jest seter. Pies jest obrazem wszystkich słabostek właściciela. Seter jest bardzo upartym psem, a swój upór pokazuje w rozmaity sposób – pamiętaj, że tą cechę można wykorzystać w pozytywny sposób, np. podczas szkolenia i zabawy, ale może to też być utrapienie dla właściciela. Musisz też być świadom faktu, iż pies będzie próbować zrobić wszystko po swojemu i łatwo się nie podda. Pokaż, że Ty masz więcej uporu niż on. Berek jest niesamowitym uparciuchem i testuje moja wytrzymałość każdego, dosłownie każdego, dnia.

3. Jeśli chcesz mieć setera, nie możesz być leniwy. Tzn, możesz ignorować wszystko inne, ale musisz umieć znaleźć czas na długi spacer. Codziennie. Niezależnie od pogody. Jeśli jest gorąco – wstajesz bladym świtem i idziesz zanim zrobi się upalnie. Jeśli jest zimno – zakładasz wszystkie ciuchy jakie masz, smarujesz psu łapy maścią ochronną i idziesz na spacer w śniegu po kolana. Weekend? Tak, ale zorganizuj seterowi jakieś rozrywki – najlepiej spacer w nowym miejscu, spotkanie z innym psem, jakaś wycieczka. Seter potrzebuje kontaktu z właścicielem, bardzo chętnie towarzyszy wszędzie człowiekowi – bierz to pod uwagę planując swoje wolne dni, wakacje, wyjazdy.

4. Seter, gdy się nudzi zaczyna niszczyć dom. Zostawiony sam w domu na długo, niewybiegany, najprawdopodobniej dobierze się do kanapy, butów czy dywanu.

5.  Regularne szczotkowanie jest koniecznością! Setery mają długą sierść, głownie na łapach i brzuchu, więc trzeba regularnie dbać o ich czystość, gdyż łatwo robią się im brzydkie „dredy”.

6. Ponieważ trzeba zabierać setera na długie spacery po lesie i polach, częstym problemem jest błoto, które wnosi do domu. Przygotuj się na częste sprzątanie! Jesienią i wiosną  nie obędzie się bez kąpieli.

7. Od samego początku pracuj nad egzekwowaniem komendy „Do mnie!”. Psy myśliwskie są psami niezależnymi, mają swoje własne pomysły i dużo inwencji twórczej :). Seterowi wystarcza, że to on wie gdzie Ty się znajdujesz,  powrót do właściciela na komendę to sprawa drugorzędna. Berek ma problemy z bezwzględną karnością. Pracuję na każdym spacerze, nagradzając go smakołykami i bawiąc się z nim. Ale przed nami jeszcze długa droga, jeśli kiedykolwiek w ogóle osiągnę w tym temacie zadowalające efekty….

8.Setery to psy myśliwskie, a ich instynkt jest bardzo silny. Seter cały czas węszy i szuka zwierzyny. Podczas spaceru musisz być czujny, aby wiedzieć co w danej chwili kombinuje Twój pies. Nie odwołuj go za każdym razem od tropu, niech czasem poszaleje dziko goniąc za jakimś zapachem. Jednakże bądź zawsze czujny i miej oczy dookoła głowy, aby zawczasu zareagować jeśli pies za bardzo się oddali. Spacery z psem to ciężka praca!

9. Bądź ambitny. Nie poddawaj się, gdy od razu nie będzie efektów Twojej pracy z psem. Z psem trzeba pracować całe życie, a z seterem szczególnie, bo jest sprytny i szybko uczy się, że czegoś nie musi i coś nie jest już od niego egzekwowane. Setery to bardzo inteligentne psy, ale pamiętaj, że pies to zwierzę i nie myśli takimi samymi kategoriami co człowiek. Nie wymagaj od niego, że zrobi coś dla samego faktu robienia. Nigdy nie zakładaj, że pies zrobił Ci coś „na złość”, albo że „powinien wiedzie, że to jest niedobre”. Psy tego nie wiedzą, nie planują, że zrobią coś tak a nie inaczej. Setery to bardzo charakterne psy – dodatkowo, mają silny instynkt myśliwski – ten pies to żywioł, który musisz szanować, aby mieć szansę dać sobie z nim radę 🙂

10. Setery mają wrażliwe żołądki i są podatne na tzn. skręt żołądka. Seter powinien jeść minimum godzinę przed wysiłkiem fizycznym. Osobiście uważam, że najbezpieczniej karmić psa po spacerze.

11. Seter potrzebuje kontaktu z człowiekiem. Przy odpowiednim traktowaniu go, zapewnieniu mu długich spacerów, i uwagi, seter będzie wspaniałym psem rodzinnym. Jednakże pamiętaj, że ten pies potrzebuje bardzo dużo ruchu – zastanów się czy jesteś w stanie mu go zapewnić, gdy n. pojawi się w rodzinie dziecko. Pies nie zrozumie, dlaczego nagle nie masz dla niego tyle czasu co kiedyś. To może doprowadzić do jego frustracji, a seter sfrustrowany to seter, który niszczy mieszkanie, nie słucha się, dziczeje.

12. Seter porusza się kłusem, lub galopem, najczęściej z głową przy ziemi. Spokojnie chodzenie wydaje mu się wręcz nienaturalne 🙂 Pamiętaj, żeby dać swojemu seterowi szansę do galopowania i węszenia. A tak poza tym – seter w biegu to jedna z najpiękniejszych rzeczy na świecie 🙂

13. Setera trudno nauczyć spokojnie chodzić na smyczy, gdyż – patrz punkt wyżej – nie da się galopować będąc na smyczy… Nie twierdzę jednak że ta sztuczka jest niemożliwa :). Wymaga tylko dużo cierpliwości i samo-zaparcia. Ja nadal pracuje nad Berkiem, bo chłopak ma czasem lepsze ni, a czasem jest smyczowym diabłem :). Dodatkowo – spacer na smyczy nie może zastępować prawdziwego biegania po lesie lub polu.

14. Na spacer z seterem idziesz w specjalnym, psio-odpornym ubraniu. Seter szaleje, jest zwykle brudny, co oznacza, że i Ty będziesz w błocie. Seter ma fafle, więc ślini się bardziej niż inne psy. Praktycznie prawie zawsze Berek przyozdabia mnie makaronem śliny. Z seterem nie będziesz wyglądać elegancko, ale będziesz wyglądać profesjonalnie 🙂

ALE – proszę się nie przerażać, bo nie jest aż tak strasznie, a ta lista to uogólnienie – setery bywają różne 🙂 To wspaniałe psy – bardzo uczuciowe i poczciwe. W domowym zaciszu, gdy wyłączą myśliwskie instynkty, okazują właścicielowi bardzo dużo miłości i uwagi. Potrafią spojrzeć w oczy w tak rozbrajający sposób, że człowiek mięknie, a wszystkie szarości dnia codziennego znikają. Spacer z seterem jest wspaniałą przygodą. A jego wieczny entuzjazm jest zaraźliwy.

DSC_0331

DSC_0378

W marcu jak w garncu…

Gdy zaczęło robić się ciepło pomyślałam sobie, że zaczekam na piękną słoneczną pogodę i wtedy dopiero porobię Berkowi zdjęcia. Posiedzimy na trawie, odsapniemy od ciągłego łażenia – będzie super. Ale zaczął padać śnieg… Ciężko mi znaleźć motywację w taka szarą pogodę i, przyznaję, że mam już dość zimy w tym roku. Tak więc to moja wiosenna pogoda z dzisiaj :D…

Berek ostatnio jest grzeczny na spacerach. Parę razy pojechaliśmy na krakowskie Błonia, gdzie szalał z innymi psami. Jednak najczęściej chodzimy na poranne, samotne spacery po polach niedaleko domu. Dzisiaj Berek szalał za dwóch, bo wiało i polował na omiatane wiatrem zaspy 🙂 Łaziliśmy prawie 2 godziny i było cudownie. Dzięki Berek!

DSC_0357

DSC_0354

DSC_0378

DSC_0398

DSC_0399