Krościenko nad Dunajcem – wyjazd z psem cz. II

Krościenko nad Dunajcem to wspaniała baza wypadowa do okolicznych miejscowości. Samo Krościenko jest bardzo spokojną, niedużą miejscowością. Przyznaję, że parę razy mięliśmy ochotę wyskoczyć gdzieś wieczorem na grzańca, albo chociażby na herbatę z cytryną, żeby nie siedzieć w domu. Niestety w Krościenku nie ma miejsca gdzie można usiąść. Dodatkowym „problemem” jest pies, którego musieliśmy zabierać ze sobą wszędzie, bo zostawienie go samego w nieznanym miejscu odpadało. Na początku pobytu zostawiłam Berka z Adamem przed karczmą pod stokiem i poszłam zapytać, czy ewentualnie mogę wejść z Berkiem i napić się herbaty, podczas, gdy mąż będzie zjeżdżał. Nie dało się….. Tak więc mimo iż podjechaliśmy raz do Szczawnicy, to jednak nigdzie nie weszliśmy, bo najzwyczajniej w świecie nie mieliśmy ochoty patrzeć na skrzywione miny ludzi. Szczególnie Adam twierdził, że nie chce sobie psuć humoru – ja chyba bardziej już do tego przywykłam i mniej sobie z tego robię.

Tak więc baza noclegowa: http://www.pieniny-domek.pl/index.html była super, ale miejscowość tylko dla piechurów, którzy nie potrzebują innych rozrywek. Na szczęście domki są tak przyjemne, że siedzenie wieczorami przed kominkiem było idealnym sposobem na odpoczynek po długich spacerach 🙂

Nasz pobyt w Krościenku był stosunkowo krótki, bo tylko 5 dni, i to niepełnych. Pojechaliśmy tam wypocząć, „wyłączyć się”, niczym nie przejmować. Dlatego też nie mieliśmy jakiś wyjątkowo ambitnych planów na zdobywanie szczytów. Zresztą, jak już pisałam w poprzednim poście, szybko okazało się, że Pieniński Park jest niedostępny dla psów. Naszą najlepszą wycieczką w ciągu tych kilku dni był czwartkowy wypad czerwonym szlakiem w stronę Dzwonkówki. Pogoda do południa była wspaniała: świeciło słońca (tak bardzo za nim tęsknię!), było stosunkowo ciepło, nie wiało. Berek skorzystał z faktu iż dopiero wyżej był znak, że psy muszą być na smyczy – biegał luzem i był przeszczęśliwy. Co najważniejsze – Berek był na spacerze bardzo grzeczny i pilnował się nas wzorowo.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć :). A w następnym poście pochwalę się, bo razem z Adamem osiągnęliśmy szkoleniowy sukcesik z Berkiem … 😉

DSC_0334

DSC_0335

DSC_0336

DSC_0377

DSC_0374

DSC_0347

DSC_0385

DSC_0373

DSC_0365

O tym co czasem prowadzę na końcu smyczy

Dużo się ostatnio działo. Przyznaję, że na blogu Berka pojawiły się poważne zaległości. Winię za to zimę.

Nigdy wielbicielka zimy nie byłam. Zauważyłam jednak, że odkąd mam psa to zimno wydaje się mniej dokuczliwe. Jakoś łatwiej mi je znosić na spacerach po lesie, czy po polach. I nawet jak biegam po mieście z Berkiem to jest jakoś lepiej, cieplej, ciekawiej, niż jak jestem bez niego. Mniej też kicham, prycham i nie łapią mnie tak często sezonowe przeziębienia. Czyli super :). Ostatnio jednak zauważyłam, że coraz ciężej jest mi zmobilizować się rano do dłuższego spaceru. Nudzi mnie okolica, a dystans do lasu codziennie się wydłuża. Masakra jakaś. Berek jest jaki jest – nie odpuszcza nawet na chwilę. Nie ma lenistwa, a spacer musi być odpowiedni, a nie byle co. Wiem wiem – różne psy, różne potrzeby. Chciałam setera to mam :). Jednakże czasem wlekę się po lesie o 7.30 rano i kwestionuję sens wszystkiego. Wydaje mi się, że ta czarna istota na końcu 10-metrowego sznurka jest potworem bez litości, maszyną. I ta „maszyna” chce tylko jeść, walić kupy i biegać w kółko 24/7.  Oj rano w zimę jest ciężko. Dlatego postuluje już za tym by była wiosna. Jestem gotowa już na wiosenną wersje Berkowego szaleństwa i lataczki. Nie chcę już ślizgać się po lodzie ciągnięta przez „czarnego stwora”. Nawet bez tego jest mi go trudno utrzymać. Nie chcę już mieć mokrych rękawiczek, które wiecznie pachną kiełbasą, która próbuję przekupić mojego psa, aby trochę zwolnił. Mam też dość szarej aury, bo nie wychodzą zdjęcia, a i ciężko obsługiwać aparat w kiełbasianych rękawicach… Zgłaszam też sprzeciw co do wieczornych spacerów – kiedy zawsze jest zimno i zawsze ciemno a wszystkie latarnie są „na świeżo” obsikane przez okoliczne psiaki i Berek wciąga je nosem jak narkoman. I mam też dość herbaty – którą piję w zimę, bo najlepiej rozgrzewa. Mam jej dość, bo przecież jestem kawową osobą, a tu herbatę trzeba, żeby było lepiej.

A czemu wszystko to piszę? Otóż wiem, jestem tego pewna, że psy mogą leczyć nasze smutki, polepszać humor, leczyć z depresji. Jednakże, każdy lek ma skutki uboczne. A to nam wyleczy nadciśnienie, ale rozwali wątrobę, lub będziemy musieli być na diecie, itp. Trzeba więc przygotować się na wszystkie ewentualności – najlepiej mieć grupę wsparcia, alternatywę, kogoś kto będzie czuwać nad tym abyśmy nie przedobrzyli. Ja od poniedziałku do piątku jestem z Berkiem i zimą sama. Postanowiłam, że od lutego, zaraz po sesji, zaczynam o siebie i Berka dbać. Nie ma co czekać do wiosny.

A „wielkie zmiany” u Berka? Otóż wróciliśmy do chodzenia na lince. Wraca na „do mnie!” pięknie, ale dzięki temu, że jest na lince to mogę go korygować, gdy nie widzę u niego reakcji na wołanie. I co najważniejsze – nie stresuje się na spacerach, a ostatnio spokojnych spacerów bardzo mi brakowało. Nie lubić prowadzać go na lince, ale nic na to nie poradzę. Ważniejsze jest dla mnie aby go nauczyć i zapewnić mu jako-takie bezpieczeństwo, niż szpanować tym, że pies niby to mnie wraca jak go wołam :). Berek ma podobno potencjał i, według trenerki, powinnam iść z nim dalej ze szkoleniem i może nawet zdawać egzaminy z obedience. Teraz już nie mam wątpliwości, że to do czego dojdę z Berkiem to głównie będzie moja zasługa/lub wina, bo psa mam superowego :). Jest presja 🙂

A na koniec: już niedługo napiszę o jednej z najmilszych rzeczy jaka mi się ostatnio przydarzyła :). Spójrzcie na tego przystojniaka na zdjęciu poniżej- to NERO. Więcej już wkrótce 🙂

Nero

 Piękny Nero z Irlandii

 

Powtórka z rozrywki

I znów jest ciężko. Nie wiem czy jest to związane z pogodą, moim nastrojem, czy może zupełnie z niczym, tylko po prostu tak teraz musi być. Berek szaleje. I nie chodzi o to, że biega i ma energię, bo to akurat biorę pod uwagę i nie oczekuję, że będzie inaczej. Chodzi raczej o to, że znów się miota, kombinuje, ma masę swoich pomysłów na to co robić podczas spacerów i w domu.

Kiedyś już wspominałam, że Berek czasem, gdy mu się nudzi na spacerze na pobliskiej łączce, to zaczyna zerkać w stronę ulicy i czasem „poluje” na auta. Zupełnie chyba nie rozumie, że to świecące w oddali „coś” to auto… Gdy idziemy ulicą na smyczy w ogóle nie zwraca uwagi na samochody. Dziś rano na spacerze z jego kolega Lenkiem Berek praktycznie cały czas gapił się w stronę ulicy, a ja tylko czekałam jak ruszyyyyy………  Nie reagował na zaczepki, rzucanie śnieżek, próby odwrócenia jego uwagi od ulicy. Nic. W końcu nie wytrzymałam i zapięłam go na smycz. Zostawiliśmy Lenka na polance, a ja poszłam z Berkiem do lasu z dala od ulicy. Tam biegał w miarę normalnie i dopiero jak wracaliśmy to znów napinał się i zerkał czy można upolować auto. Dla mnie to za dużo. Tak okropnie mnie to stresuje, że czasem płaczę ciągnąć tego psa na smyczy, ćwicząc „równaj” itp, aż do miejsca, gdzie wiem, że już nie widać samochodów jako przemieszczających się w oddali punkcików. Stres mnie wykańcza.

Zawsze chodziliśmy na polankę na wieczorne bieganko z Lenkiem. Dziś postanowiłam, że nie już nie pójdę, bo nie chcę ryzykować spuszczania Berka ze smyczy, gdy jest ciemno. Trudno, będziemy łazić po osiedlu na sznurku i jakoś wytrzymam jego stęki wieczorem. Chyba muszę gdzieś wyjechać z Berkiem, zmienić otoczenie, popracować nad moim nastrojem. Gdzieś gdzie nie ma aut i nie będę musiała tak bardzo się wszystkim martwić… A Berek mógłby przełożyć swoje wizje na „po sesji”, co? 🙂

 

Am-(b)erek ;)

Ah, to długa historia i już od jakiegoś czasu zamierzałam ja opowiedzieć. Moim zdaniem jest w każdym calu nietuzinkowa.

Kiedyś, jeszcze chyba we wrześniu zeszłego roku, byliśmy z Berkiem na psim wybiegu w Krakowie. Moją uwagę zwrócił nieduży, brązowy pies, który biegał sobie po terenie i wyglądał jakby wszystkich i wszystkiego pilnował. Był cudny i na długo go zapamiętałam.

Az tu nagle znów go zobaczyłam, tym razem w internecie! Piesek miał bardzo charakterystyczną mordkę więc od razu go zapamiętałam. Na stronie jednej z firm oferujących sesje zdjęciowe zwierzaków pojawiła się znajoma psia minka. Potem jakimś cudem wyszukałam go w internecie, zapoznałam się z jego panią – przesympatyczną Magdą i….. spotkałyśmy się na wspólnym spacerze w Lasku Wolskim :). Okazało się, że psiak nazywa się Amber i został adoptowany ze schroniska w Krakowie. Magda opowiedziała mi jego dramatyczna historię, którą postanowiłam opisać na blogu. W niedzielę spotkałyśmy się znów w okolicach Lasku, a potem Magda z Amberem wpadli na kawę. Psy dogadywał się całkiem dobrze, chociaż Berek nie pozwolił Amberowi wejść na jego kanapę…

Ale teraz myślę, że czas na Ambera … 🙂

Amber został znaleziony w styczniu zeszłego roku, przywiązany do bramy schroniska w Krakowie. Ktoś zostawił także karteczkę, że pies urodził się w 2010, ma na imię Amber i jest chory na cukrzycę. W schronisku nie dawano temu wiary i pies został zdiagnozowany od nowa. Okazało się, że najprawdopodobniej ma moczówkę prostą, której jedna z odmian objawia się tym, iż organizm nie wytwarza hormonu odpowiedzialnego za zagęszczanie moczu. W schronisku zaczęto podawać Amberowi odpowiednie leki, ale jego stan nie poprawiał się. Pies bardzo często oddawał mocz, wydawał się bardzo zestresowany pobytem w schronisku. siedział sam w boksie i bł osowiały. Co gorsze, weterynarze ze schroniska nie byli do końca pewni diagnozy, gdyż leki nie poprawiały stanu Ambera.

I wtedy pojawiła się Magda :D. Zachwyciła się Amberem od razu. Szukała psa do adopcji już od pewnego czasu, ale nie była pewna czy da sobie radę z tak ciężko chorym zwierzakiem. Potrzebowała paru tygodni, aby przemyśleć całą sprawę i zasięgnąć opinii u lekarzy weterynarii. Plusem było tez to, że Magda pracuje z domu i wiedziała, że będzie mogła wyprowadzać Ambera często na dwór, ab załatwił swoje potrzeby i powoli opanował swój lęk separacyjny. W końcu, po 6 miesiącach pobytu w schronisku, Amber znalazł dom :). Magda opowiadała, że pierwsze dni z Amberem były ciężkie: Amber był zdenerwowany, a w związku z tym więcej pił i siusiał. Na początku zdarzało mu się załatwiać w domu, gdyż jeszcze nie wiedział jak pokazać, że potrzebuje wyjść. Z powodu lęku, lub choroby, Amber potrafił wypijać średnio 5 litrów wody na dobę. Było z nim dużo roboty, i przyznaję, że bardzo podziwiam Magdę, że dała radę.

Amber jest teraz radosnym psiakiem z silnym charakterkiem. Słodziak tylko udaje nieśmiałego i zdecydowanie wie co może zdziałać robiąc minę kota ze Shrek’a :). Oczywiście nadal otrzymuje leki,je specjalna karmę  obniżonej zawartości fosforu i białka, potrafi wypić hektolitry wody i sikać 3-4 razy w ciągu nocy i średnio co 3 godziny w ciągu dnia. Magda nie zostawia go samego w domu, bo Amber bardzo to przeżywa. Na pewno wymaga dużo zaangażowania i poświęconej mu uwagi. Magda powoli zaczęła puszczać go ze smyczy, a Amber słucha się świetnie. Najlepiej wabić go na kawałki suchego chleba. 😀 Berka próbował (i to skutecznie!) ustawiać, jako, że Berek to dzieciak jeszcze i … głównie służył Amberowi do gonienia :).

Chłopaki bawili się świetnie, a spacer, pomimo parszywej pogody, był świetny. Na koniec Magda wpadła z Amberem do nas na kawę. To był pierwszy raz kiedy Berek miał jakiegoś innego psa u siebie w domu. Byłam bardzo ciekawa jego reakcji, a Magda chciała zobaczyć jak będzie się czuł Amber i czy nie będzie się denerwować. Okazało się, że dogadywały się dobrze, jedyny „zgrzyt” to Berusław, który stwierdził, że co jak co ale żaden pies nie będzie siedział na jego kanapie. Amber mógł nawet wejść do jego klatki, pić z jego miski, ale od kanapy musiał trzymać się z daleka… :)> I jeszcze w domu chciały się bawić! Po pewnym czasie Berek zasnął u siebie w klatce, a Amberowi zaczęły kleić się oczy. To było niesamowite, jak wspaniale sie dogadywały – Amber odnalazł się w zupełnie nowym miejscu i sytuacji, a Berek zaakceptował kolegę u siebie w mieszkaniu, aż do tego stopnia, że był w stanie po prostu iść spać i się nim nie interesować. Jestem dumna z ich obu :D.

Uważam, że warto pisać, mówić, pamiętać o tym, że psie cuda się zdarzają, ale są do tego potrzebni tacy ludzie jak Magda – którzy poświęcają swój czas i energię na to, aby pomóc psiakowi i dać mu szczęśliwy dom, wtedy kiedy nikogo to zwierzę nie ma.

Ambera można lepiej poznać na jego blogu http://dailyamber.tumblr.com/

Strona krakowskiego schroniska dla zwierząt bezdomnych http://www.schronisko.krakow.pl/

s

DSC_0292

DSC_0300

DSC_0304

DSC_0310

DSC_0322

DSC_0330

DSC_0334

DSC_0341

DSC_0347

DSC_0365

DSC_0357

DSC_0349

DSC_0352

DSC_0369

Berkowy Spacer Urodzinowy

Było wspaniale! 🙂 Byliśmy z Berkiem zachwyceni, bo towarzystwo było przednie i to ludzkie i psie :). Ale po kolei…

Berek czul od rana, że coś się święci i ledwo mógł ustać z podniecenia, gdy czekaliśmy na imprezowiczów. Zabawa zaczęła się od razu i psy nie potrzebowały dodatkowego czasu na zapoznanie czy rozgrzewkę – szaleństwo w śniegu, gonitwy i susy w zaspy to podstawa. Zjawił się zespół http://dogspaths.blogspot.com/ z piękną Teslą (w większych szelkach). Przyszła również urodziwa siostra Tesli – Mori, która zdecydowanie wpadła w oko Berkowi…. Towarzyszył nam również facet Pefo -uśmiechnięty piaskowy lablador.

Na szczęście spacer odbył się jeszcze zanim przyszłą odwilż i psiaki nie wymazały się całe błotem. Słonce świeciło, ale było dość zimno. Mimo iż posmarowałam Berkowi łapy woskiem, to i tak zaraz miał kulki… Ale nie do końca miał czas zatrzymać się, aby je wygryźć :). Niestety albo „stety” Berek bł jeszcze dodatkowo zajęty bardzo intensywnym zabieganiem o względy Mori… Hmmm to jednak jest za ładnie powiedziane – cóż, Berek skończył roczek i jest już facetem 🙂 Mori była jednak bardzo cierpliwa i często udawała, że Berek jej nie przeszkadza. Ale mi było trochę głupio, bo co to tak od razu przystępować do dzieła – a gdzie czas na pierwszą randkę i trochę romansu…:)

Spacerowaliśmy prawie dwie godziny, była herbatka dla ludzi i moje ciasto-twór do poczęstowania. Berek dostał jeszcze dodatkowo WSPANIAŁE prezenty urodzinowe: smakołyki w postaci kostek i czyszczaków do zębów, a także ciasteczka z wątróbki (w idealnym !! opakowaniu, które od razu zarekwirowałam 🙂 ).

Myślę, że częściej trzeba spotykać się na takie wspólne spacerowanie, bo i nam ludziom i psiakom zawsze przyda się taka dawka radochy i szaleństwa. Trzeba dbać o swój poziom endorfinek.

Popatrzcie sami co się tam działo 🙂

P.S Bardzo brakowało nam http://myhovawart.com/ z Hebanem, Fado z http://psiewedrowki.blogspot.com/ i Nuciejki z http://nuciaczek.wordpress.com/. Niestety Heban skaleczył się w łapkę i intensywna zabawa nie byłaby w tym momencie wskazana, bo ranka musi się spokojnie zagoić, żeby mógł potem swobodnie hasać. A panie Fadowe i Nuciejkowe rozchorowały się okrutnie :(. Mam nadzieje, że uda nam się uda spotkać i tak – zawsze można zrobić powtórkę z Berkowych urodzin, albo po prostu imprezę bez okazji 😀

DSC_0367

DSC_0239

DSC_0243

DSC_0250

DSC_0232

DSC_0256

DSC_0276

DSC_0292

DSC_0294

DSC_0314

DSC_0351

DSC_0328

Seter w biegu

Kiedyś czekając na odbiór małego Berka oglądałam na YouTube filmik z serio 101 Dogs o Gordonie. Filmik taki o niczym, ale wtedy cieszyłam się, że mogę popatrzeć na ładnego zwierzaka 🙂 W filmiku w pewnym momencie jakaś ani weterynarz uśmiecha się i zadaje pytanie CZY JEST COŚ PIĘKNIEJSZEGO OD GORDONA SETERA…

Ostatnio, łażąc po polu z Berkiem, uderzyło mnie, że NIE, NIE MA!!! Nie chcę wyjść na jakiegoś buca co zachwyca się własnym psem, ale ostatnio podczas spaceru świeciło ładne słoneczko, było miło, bo nie za zimno, co po prostu pomogło mi przyjrzeć się jak wspaniale mój pies się rusza…

Podobno seter rusza się z gracją. Czy ja wiem? Moim zdaniem nie o grację tu chodzi. Osobiście uwielbiam to jak bardzo Berek jest zaabsorbowany różnymi zapachami, które wyłapuje w powiewach wiatru, w trawie, wśród drzew. Wygląda tak jakby te zapachy „atakowały” go ze wszystkich stron, aż Berek dorwie ten najlepszy, najbardziej interesujący… To nie gracja, to raczej jego pasja i łowiecki instynkt.  Zawsze twierdziłam, że ludzie z pasją są super i wspaniale jest oddawać się swoim zainteresowaniom. Dlatego też podświadomie wiedziałam, że mój pies nie może być kanapowcem, pieskiem do towarzystwa – chciałam, aby coś uwielbiał, coś robił z psią, bezkompromisową radością. Psy myśliwskie kochają smrody :D, a Berek na polu jest w swoim żywiole (w lesie też, ale tam ja bardziej się stresuję, bo mniej widzę…).

Dziś patrzyłam jak kłusuje i galopuje z głową przy ziemi. Robił szybkie zwroty, bo zawiał wiatr. Zatrzymywał się i wtykał nos w kretowisko, albo intensywnie węszył w trawie. Berek ciężko pracował. A ja byłam zachwycona, bo pomimo jego psiego zaangażowania, mogłam go od smrodu odwołać 🙂

DSC_0198

DSC_0214

DSC_0212

DSC_0209

s

DSC_0230

Plan weekendowy

W weekend mieliśmy masę rzeczy do załatwiania. Ponieważ w tygodniu jestem z Berkiem sama, weekendy, gdy mąż przyjeżdża zawsze są bardziej organizacyjne i niż relaksacyjne. A tu zrobić większe zakupy, a tu dokupić coś do mieszkania, a tu gdzieś pojechać i coś sprawdzić, bo w tygodniu sama nie dałam rady. I co najważniejsze – już w piątek wieczorem obmyślamy co robimy z Berkiem, żeby było coś innego i dla nas i dla psiaka ciekawego. Planowaliśmy wybrać się w Słowackie Tatry, chociaż na jeden dzień, jednak nie mieliśmy aż tyle czasu. Postanowiliśmy wykorzystać wspaniałą pogodę, bo to pewnie ostatnie tak ciepłe dni, i pokrążyć po Krakowie i okolicach.

W sobotę rano weszliśmy na Kopiec Piłsudskiego. Jest to największy z istniejących w Krakowie kopców, ma 35 metrów wysokości. Kopiec Piłsudskiego znajduje się w Lasku Wolskim, na szczycie Sowińca, który jest najwyższym wzniesieniem Pasma Sowińca.  Co dla nas było najistotniejsze – można na niego wchodzić psem, tylko oczywiście na smyczy. Mieliśmy szczęście, bo wcześnie rano nie było tam prawie w ogóle ludzi, więc mogliśmy w spokoju cieszyć się super widokami. A prawie na szczycie siedziały dwa gołębie… Chyba im przerwaliśmy romantyczne rendez-vous, ale trudno – Berek był zachwycony! Scena była trochę jak z Wilq’a, gdzie gołębie są dość istotne: http://www.wilq.pl/glowna.html ……

W czasie weekendu odwiedziliśmy wybieg dla psiaków na ul. Strzelców. W sobotę niestety atmosfera na wybiegu nie była najlepsza, tak samo wśród ludzi (zwracanie sobie uwagi)jak i psów. Było kilka piesków, które wyraźnie próbowały podporządkować sobie innych uczestników zabawy. Berek przemykał tylko i tak naprawdę nie wyglądał na szczęśliwego. Potem przyszedł pan z pitbullem, który wyjątkowo chciał sobie na wybiegu porządzić, a nie miał niestety kagańca (mimo iż według regulaminu takowy powinien mieć gdyż jest na liście ras agresywnych).  Nie chciałam, by Berek miał jakiekolwiek spięcie z tym psem, więc postanowiliśmy znikać do domciu. Berek nie miał żadnych obiekcji.

Natomiast w niedzielę piesków było mniej i Berek szalał. Myślę, że mój psiak jednak ma coś ze mnie 🙂 i woli przebywać w mniejszej grupie współbratymców. Ma wtedy więcej energii do zabawy i jest śmielszy.

Jak grać w Berka

Można rzec, że pies to pies – wystarczy przeczytać poradnik wychowania czworonoga, dać mu jeść i wyprowadzić na dwór. Oczywiście każdy rozsądnie myślący człowiek wie, że wcale tak nie jest. Pomijając sam fakt, że z psem jest masa roboty, to każde zwierze jest zupełnie inne i nie każda metoda, porada wyczytana w książkach będzie działać na naszego czworonoga. Bardzo ważne jest by świadomie wybrać te elementy treningu, które nam i naszemu psu najbardziej odpowiadają. Musimy zastanowić się czego oczekujemy od psa, na jakiej relacji z psem nam zależy. Ważne też jest co nam sprawia przyjemność, bo pies doskonale to wyczuje i będzie dzielił radość z nami. Jestem uzależniona od uśmiechniętej mordy Berka, gdy idziemy przez las. Uwielbiam jak czeka na rozwidleniu dróg, aż mu wskażę ręka w którą stronę idziemy. Uwielbiam jak wyjada mi smakołyki z ręki, a ogon chodzi mu jak szalony. Uwielbiam, gdy robi „siad!” tak blisko mnie, że już bliżej się nie da. Kocham jak siadam na trawie, a on siada mi na kolanach. Gdy chowam smakołyki w pięściach, Berek patrzy mi na ręce, ale również zerka mi w oczy, jakby szukał podpowiedzi. I nie ma nic lepszego niż Berek który maszeruje koło mnie i od czasu do czasu zerka do góry, szukając kontaktu ze mną.

Każdy pies jest inny. Nawet wśród jednej rasy spotkać można prawdziwy wachlarz różnych psich osobowiści. Wiedziałam, że setery lubią ruch, są inteligentne i chętne do pracy. Taki był seter moich rodziców. Berek ma wszystkie te cechy, plus parę innych, jak np. niesamowity upór i wytrwałość. Jak na razie walczy ze swimi hormonami, a także ze mną i ze wszystkimi okolicznościami, które według niego stoją mu na drodze do dobrej zabawy i szaleństwa. Berek jest trudnym psem, bo praca z nim jest dość żmudna, ale dostarcza ogromnej radości, gdy wreszcie doczłapię się jakis efektów. Każdego tygodnia widzę jakby innego psa, bo Beruś dorasta i szybko sie zmienia. Próbuję być nieustępliwa, nie poddawać się, ale Berek stawia mi ciągle nowe wyzwania. Przyznaję, że troche go rozpuściłam, bo długie spacery bierze jako coś oczywistego, co mu się należy, ma moję uwagę i moje zainteresowanie, z czego doskonale zdaje sobie sprawę. Za to ja wiem, że nie chcę być steroryzowana przez swojego psa, bo to uniemożliwia jakąkolwiek współpracę miedzy człowiekiem a zwierzęciem. A Berek próbuje….

Za kilka dni Berek skończy 10 miesięcy.  Powoli wkracza w wiek bycia psim facetem, a nie dzieciakiem. Zaobserwowalam bardzo dużo zmian w jego zachowaniu, dosłownie w przeciągu ostatnich kilku tygodni. Dlaczego myslę, że to dojrzewanie? Otóż Berek wydaje się pobudzony, popiskuje i wzdycha bez powodu. Ciągle domaga sie uwagi, czasem zaczyna włazić na mnie i próbuje swoich samczych sił…. Od razu go strącam i doprowadzam do pionu kategorycznym „Nie”. Widzę te zamglone, nieprzytomne, otępiałe instyktem psie oczy, które powoli przytomnieją i znów jest ten „dawny” Berek. Boli mnie, że to zwierze cierpi, bo nie rozumie co się z nim dzieje, a ja nie potrafię mu pomóc. Na dworzu wraca na wołanie i pięknie się bawi. Jednak często widzę jak jakiś zapach go omamia. Martwię się o niego, bo nie potrafię w żaden sposób mu pomóc. Zaczęłam poważnie rozważać kastrację, ale z ostateczną decyzją chcę jeszcze trochę zaczekać.

Tymczasem, odnosząc sie równiez do rewolucji ostatnich tygodni, spisałam reguły gry w Berka. Wygraną jest fajny spacer, bezpieczeństwo psa i Twoje poczucie satysfakcji 😉

  1. Gra w Berka trwa 24h na dobę.
  2. Czuj dumę i wstyd w tym samym momencie – przy Berku inaczej się nie da.
  3. Nie myl inteligencji ze sprytem*, bo przegrasz.
  4. Uważaj cały czas, bo Berek jest grą dla ludzi z refleksem.
  5. Ślinotok jest elementem gry.
  6. Miej oczy dookoła głowy i dobrze wykorzystaj fakt iż Twoje oczy są one zdecydowanie wyżej niż oczy innych uczestników gry w Berka.
  7. Bądź szybszy … intelektualnie, bo fizycznie nie masz szans.
  8. Są podejżenia, że duże, obwisłe uszy pomagają unosić się nad ziemią – wyhoduj takie, jeśli się da.
  9. Naładuj Berka pożywieniem PO zabawie, bo będą niespodzianki zwrotne…
  10. Uważaj, bo to nie tylko Ty chcesz ustalać zasady tej gry…
  11. Jeśli nie lubisz spędzać czasu aktywnie i bardzo lubisz w czasie wolnym siedzieć na kanapie – NIE BIERZ SETERA, bo bedziesz bardzo nieszczęsliwy, że musisz grać w Berka i na 100% przegrasz.

 

*Inteligencja – zdolność nabywania nowych wiadomości i umiejętności oraz wykorzystywania ich w praktyce

Spryt – cecha kogoś, kto radzi sobie w każdej sytuacji i czerpie z niej korzyść dla siebie, postępując przy tym często w sposób, który ma zmylić innych

ze słownika języka polskiego http://www.wsjp.pl

 

Na polance

W niedzielę pogoda była wspaniała nadal wspaniałą. Rano poszliśmy na spacerek do Lasku Wolskiego, a popołudniu planowaliśmy słodkie lenistwo. Jednak siedzenie w domu w taki dzień byłby grzechem. Postanowiliśmy poszukać jakiejś polanki i posiedzieć w ciepłym, jesiennym słoneczku. To pewnie jedne z ostatnich takich momentów w tym roku, bo niedługo pewnie zrobi się szaro i zimno i spacery staną walką o przetrwanie.

Lasek Wolski w niedzielne popołudnie jest pełen spacerowiczów. Pomimo iż na dole Alei Wędrowców jest ogromny parking, to ludzie tak czy inaczej jadę pod samo wejście, gdzie nie ma jak zaparkować i próbuja tam się zatrzymać. Przez to droga robi się jednokierunkowa, trzeba sie przeciskać pomiędzy samochodami. Postanowiliśmy jak najszybciej uciec od tłumu. Wskoczyliśmy w pierwszą ścieżke w lewo, która zaprowadziła nas na polankę – dokładnie taką jaką mieliśmy nadzieje znaleźć.

Słońce było już nisko, ale nadal mocno świeciło. Było idealnie. Berek był wyjątkowo spokojny i z chęcią położył się na trawie koło nas. Uwielbiam jak on się relaksuje z nami i widać, że jest szczęśliwy i spokojny, bo ma swoich ludzi koło siebie.