Podróżowanie z psem to czasem zły pomysł

Podróże z psem są super, aż… nie są. Uwielbiam łazić z Berkiem, ale zawsze staram się pamiętać, że pies patrzy na wszystko inaczej niż człowiek. I tak na przykład piękny miejski rynek może być dla niego nudny lub wręcz przytłaczający z powodu tłumu, ale za to nudny skwerek przy bloku to dla Ryja wielka frajda z czytania smrodowych wiadomości pozostawionych przez inne psy. Czytaj dalej

48h w Krakowie z psem

Tak, ja – dumna Warszawianka – nie mogłam doczekać się naszego sentymentalnego wypadu do Krakowa. Tak to już jest, że…

…człowiek wszędzie zostawia kawałek siebie, a potem beznadziejnie tęskni…

Trzy lata które mieszkaliśmy w Krakowie były dla nas bardzo ważne, bo pierwsze spędzone jako małżeństwo, pierwsze z dojrzewającym i coraz trudniejszym psem, pierwsze kiedy podejmowaliśmy wspólne decyzje. Obecnie, mieszkając już poza Krakowem, tą super-krótką wizytę w stolicy małopolski planowaliśmy z wielkim podekscytowaniem. Czytaj dalej

Z psem w Krakowie – podsumowanie końcowe

krakowZ Krakowem wiąże się wiele istotnych wydarzeń w moim życiu, ale to i taki małe miki w porównaniu z tym ile ciekawego spotkało tu Berka. W końcu to właśnie w tym mieście spędził większą część swojego życia. Dlatego chciałabym przypomnieć najciekawsze miejsca i sytuacje, których myślę, że Berkowi będzie brakować, które mu się podobały i z których zawsze się cieszył. Czytaj dalej

Żydowskie Muzeum Galicja – w muzeum z psem

W weekend pogoda w Krakowie była wspaniała. Bardzo potrzebowałam chociażby kilku takich dni, kiedy niebo jest błękitne, nie pada i nie wieje. Z Berkiem chodzę na długie spacery na pola praktycznie codziennie, więc swoistą rozrywką, i dla mnie i dla niego, jest wypad do miasta. I właśnie tak postanowiliśmy spędzić weekend – socjalizacja psa w centrum, spacery po rynku i kawa w ulubionej kawiarni.

Berek nie jest psem miastowym. Nie sądzę by rozumiał koncept ulicy czy końca trawnika, gdzie warto byłoby się zatrzymać lub chociaż zwolnić. Nie mam do niego o to pretensji, bo przecież skąd chłopak ma wiedzieć co i jak, jeśli jego pani nie pokazała mu co i jak ;). Ale nie jest aż tak źle – Berek swobodnie biega po Polu Mokotowskim w Warszawie i po Błoniach w Krakowie, czyli odnajduje się tam gdzie jest sporo przestrzeni, a ulica jest tylko tłem. Muszę jednak pamiętać, że Psi Ryj najzwyczajniej w świecie nudzi się w miejskich parkach. Wąchanie psich zapachów jest super i Berek oddaje się temu z pasją, ale to nie jest, i chyba nigdy nie będzie, aż tak fajne jak bieganie po polach i tropienie zwierzyny. Do miasta jeździmy socjalizować się, ćwiczyć samokontrolę, wyciszanie się i koncentrowanie, gdy wokół dzieją się kosmosy. Czasem wieczorem jadę z nim do miasta i robimy godzinny marsz po parkach i ulicach. Biorąc pod uwagę to jaki jest Berek i jak bardzo zaniedbałam bywanie w mieście, gdy był malutki, takie „treningi” są mu bardzo potrzebne. Czas jaki spędzamy w trójkę (Berek, ja i kliker) ćwicząc i ucząc się siebie nawzajem w sytuacjach ekstremalnych (według Berka) czyni cuda.

Kazimierz
ulica Ciemna, Kazimierz

Ale wracając do tematu: weekend z psem w mieście. Najlepsze momenty to wizyta w psiolubnym Żydowskim Muzeum Galicja (Galicia Jewish Museum) i kawa w mojej ulubionej Wesoła Cafe. Galicia Jewish Muzeum znajduje się na Kazimierzu. W 2013 roku zostało uznane przez Trip Advisor za jedno z trzech najlepszych muzeów w Krakowie, a w zeszłym roku za jedno z dziesięciu najlepszych w Polsce. W Żydowskim Muzeum Galicja można obejrzeć wystawę stałą Śladami Pamięci. Współczesne spojrzenie na żydowską przeszłość Polski, a także obecnie wystawę czasową o historii Jointu w Polsce. Dodatkowo w Muzeum jest kawiarnia i rewelacyjna (!) tematyczna księgarnia.
Rynek Główny – Mapy GoogleGalicia Jewish Museum Galicia Jewish Museum Galicia Jewish Museum

P1000566
Ulica Ciemna, Kazimierz
bus
w tramwaju na relaksie

A po długim spacerze, bieganiu po błotnistych Błoniach i wybiegu dla psów, zasłużony odpoczynek w kawiarni, przy niesamowitej kawie. Berek reanimował się w kawiarnianej witrynie i straszył brudnymi stopami ;). Naszych butów nie fotografowałam…
Wesoła Cafe seter gordon

Dobre wieści – zamarzło błoto

Po niefortunnej przygodzie parę tygodni temu, byłam zmuszona ograniczyć Berkowi spacery do krótkich wyjść za potrzebą i to jeszcze w dodatku na smyczy. Staraliśmy się oszczędzać psią łapę, ale tak czy inaczej gojenie rany przedłużało się. Na szczęście w tym tygodniu nareszcie mogłam zabrać Berka na pola i pozwolić mu biegać luzem. Znów mógł robić to co kocha czyli gonić wiatr, powiewać uszami i opluwać sobie czubek głowy.

Dwa tygodnie bez spacerów bez smyczy były dla nas ciężkie. Mi też bardzo ich brakowało, bo nie ma nic przyjemniejszego od spokojnego spaceru z psem. Psiemu Ryjowi nic się nie stało przez te dwa tygodnie łażenia na smyczy – przebolał to jakoś, mimo iż już ostatnie dni spacerował koło mnie bokiem, bo chciał być grzeczny, nie ciągnąć, ale było mu trudno się opanowywać. Kilka dni temu zatrzymał się koło nas samochód i starszy, przemiły pan zaczął komplementować Barka, że ma tyle energii, jest taki wesoły i idzie jak na sprężynkach… O tak!- szedł jak na sprężynkach. Wyglądał jakby brał udział w jakiś zawodach, chciał zaprezentować całego siebie, pokazać jaki jest nieprawdopodobny. Każdy jego nabuzowany krok w truchciku na smyczy był spektakularny… Bo ledwo powstrzymywał się od biegu :(… Tylko ja wiedziałam skąd bierze się ta Berkowa werwa i wcale mnie to nie cieszyło. Ale musiał przetrzymać, bo przecież było to dla jego dobra. Nie jest to aż takie nieszczęście ;).

Przez te dwa tygodnie bez seterowych spacerów ćwiczyłam z Berkiem klikanie różnych sztuczek. Miałam plan ćwiczyć tyle, żeby po wyleczeniu ranki można było go zapisać do MENSy… Mroziłam smaczki w zabawkach typu Kong. Zabierałam go gdzie mogłam, starałam się jakoś urozmaicić mu czas. Wędrowaliśmy po mieście, ale niedużo, trzeba było oszczędzać łapę. Psi Ryj czasem wędrował bokiem. Co kto lubi, nie? 🙂 Ogólnie jednak mogę stwierdzić, że mam bardzo dzielnego psa, grzecznego i wyrozumiałego. Jest przyzwyczajony do codziennych szaleństw na łąkach, a jednak szybko dostosował się i widziałam, że stara się panować nad sobą.

Ku mojemu zaskoczeniu podczas pierwszego spaceru luzem po polach Berek wcale nie szalał. Biegał jak zwykle, węszył, zaczepiał mnie przynosząc patyk. Zachowywał się tak jak zwykle. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że u Psiego Ryja nie do końca chodzi o samo bieganie, ale o poczucie wolności i niezależności. On po prostu musi czuć, że może biec jeśli tylko o tym zamarzy. Ta myśl go uspokaja i psychicznie relaksuje. Każdy pies tak ma, nie tylko Psi Ryj, nie tylko seter. Najprawdopodobniej nie objawia się to zawsze sprężystym truchtem przy nodze czy chodzeniem na smyczy bokiem. Być może pies, który za mało ma okazji do decydowania o sobie, staje się apatyczny, agresywny, uparty, nie chce współpracować. Jest to zapewne kwestia indywidualna i psiaka i właściciela. Natomiast ja już wiem, że po dwóch tygodniach ciągłego łażenia na sznurku, Berek robi „dog show” na sprężynach.

DSC_1102 DSC_1128 DSC_1126 DSC_1116 DSC_1115 DSC_1095 DSC_1085 DSC_1081 DSC_1082 DSC_1098 DSC_1109

Bajorko

Wiadomo, że nie ma nic wspanialszego dla psa niż możliwość schłodzenia się w upalny dzień w chłodnej wodzie. Berek praktykuje również kąpiele błotne, praktycznie niezależnie od pogody. Uważam, że mój pies czerpie przyjemność nie z ochłody jaką oferuje błocko, ale z samego faktu moczenie w nim psiego kupra. Na szczęście nie samym błotem pies żyje – są jeszcze leśno-polne bajorka. I dzisiaj będzie trochę o nich, a także o naszych nowych znajomych 🙂

Magdę i Tahira poznałam niedawno. Dziś udało nam się wreszcie spotkać na poranny długi spacer po polach. Jako stała bywalczyni pychowickich pól postanowiłam oczywiście pokazać ich największy walor czyli bajorka. Ku mojemu zaskoczeniu nie tylko Tahir był nimi zachwycony… Magda niby nie wskoczyła w błoto dla ochłody ale jako wzorowa psiara widząc radość swojego czworonoga od razu zaczęła zachwycać się bajorami.

Psy raczej nie ganiały się, ani nie bawiły, choć Berek w pewnym momencie dostał głupawki i zaczął zaczepiać Tahira zapraszając do wspólnych szaleństw. Niestety nie udało się. Między Tahirem a Berkiem pojawiła się kumpelska nić porozumienia pozwalająca każdemu z nich zajmować się swoimi sprawami, albo pilnować co robi ten drugi. Biegały dwie godziny bez żadnych konfliktowych sytuacji. Osobiście byłam zachwycona, bo nawet wspólna podróż autobusem czy spacer wzdłuż ulicy na smyczach nie był w ogóle żadnym problemem dla naszych psów.

Niestety ciężko było zrobić psom statyczne zdjęcie – Berek był cały czas Berkiem, a Tahir zajmował się tropieniem. Ale udało się uwiecznić kąpiele w bajorkach. Na tych błotnych zdjęciach nie widać do końca jak piękny jest Tahir – ma nieprawdopodobną czekoladową barwę i orzechowe oczy. I co najważniejsze – ma super charakterek, bo to indywidualista z pasją :).

setter gordon

DSC_0818
Tahir

seter gordon

DSC_0831

DSC_0846
Tahirowy uśmiech 🙂

DSC_0855

DSC_0860
A berek przecedza … 😉

DSC_0857


DSC_0877

DSC_0873

DSC_0882

DSC_0893

DSC_0902

DSC_0910
Berkowa głupawka

DSC_0911

DSC_0922

DSC_0923

DSC_0927

DSC_0936

SPACER: z ulicy Orlej na Bielanach nad zalew w Kryspinowie

W lato jest to jedna z naszych codziennych tras. Spacer nie jest długi, bo w jedną stronę to tylko około 3 km, ale pies ma możliwość pobiegać. Ja natomiast dodatkowo cenię fakt, iż na tej trasie spacerowej mam również okazję poćwiczyć z Berkiem grzeczne chodzenie na smyczy i relaksowanie się przy ujadających przez płot psach. A na koniec? Zabawa na plaży 🙂

Kiedy warto?
Oficjalnie do zalewu w Kryspinowie psy wchodzić nie mogą. Podobno jednak bardzo dużo właścicieli czworonogów zjawia się tam wieczorami ze swoimi psiakami. Z Berkiem chodzę na długi spacer zwykle wczesnym rankiem, więc spotykam tylko „zestaw psiarzy porannych”. Od właściciela pięknego retrievera, który bywa tam niemal codziennie, dowiedziałam się, że wczesnym rankiem i wieczorem można wejść nad zalew nie płacąc, bo „bramkarze” zjawiają się na swoich stanowiskach trochę później w ciągu dnia.

Zwykle do Kryspinowa docieram z Berkiem po 7.00, co jest dobrą porą, szczególnie w upalne letnie dni. Pies ma okazje schłodzić się w zalewie, a na plaży nie ma jeszcze nikogo. Kryspinów jest oblegany przez mieszkańców Krakowa, więc wybierając się tam z psem warto brać pod uwagę innych użytkowników plaży.

mapa na spacer

Na mapce powyżej pozaznaczałam kolorowymi punktami miejsca które znajdują się na zdjęcia w tym wpisie. Być może taka mapka przyda się tym osobom, które chcą zorientować się jak wygląda dany fragment proponowanej trasy.

DSC_0793
punkt NIEBIESKI
DSC_0797
punkt ZIELONY
DSC_0807
punkt BRĄZOWY
DSC_0808
punkt RÓŻOWY
DSC_0809
punkt ŻÓŁTY

DSC_0869

DSC_0814
punkt CZARNY

DSC_0817

DSC_0821

DSC_0822

DSC_0828

DSC_0831

DSC_0858

 

A na koniec filmik , gdzie udało mi się uchwycić jak Berek okłada pole…. no może nie pole, ale raczej polankę koło naszego domu (okolice niebieskiego punktu na mapce). Piękny widok! 🙂

 

Czarno na białym – czy pies brudzi?

Czy pies brudzi? Oczywiście, że TAK! Pies to owłosiony stwór, który zwykle włazi w każdą kałużę po kolei, lubi tarzać się w błocie, po czym suszyć na piasku. Zwykle ma cztery łapy, a do każdej łapy potrafi przykleić się pół kilograma ziemi. Ale to jest nic – są techniki zapanowania nad tym i w normalnych warunkach w 2 minuty można doprowadzić psa do neutralnego stanu i puścić go bezpiecznie po domu. Warto po prostu zawczasu pomyśleć o nauczeniu psa niewskakiwania na łóżko, lub osuszaniu się w kennelu. Jako właścicielka długowłosego psa stwierdzam, że da się to zrobić 🙂 Zresztą mina szczęśliwego psa taplającego się w błocie jest po prostu bezcenna 😀

Ale człowiek uczy się całe życie i głównie na własnych błędach – to są bardzo mądre słowa i zgadzam się z nimi w 100%. Oczywiście jedni uczą się od razu, inni potrzebują trochę więcej czasu. Niektórzy pewne swoje błędy ignorują i nie wyciągają z nich żadnej nauki. Czasem taki błąd zmienia ludzkie życie, czasem jest zwyczajny, wręcz nudny i można o nim opowiadać dowcipy. Różnie w życiu bywa.

Mi chwilę zajęło zrozumienie, że nie da się normalnie funkcjonować mając mieszkanie w 3/4 wyłożone białymi kafelkami z połyskiem. Takie otóż mieszkanie sobie wynajęliśmy z A. Jest ładne, świeci się i błyszczy jak na reklamie płynu do mycia wszystkiego. Niestety taki stan utrzymuje się przez około 15 sekund po sprzątnięciu, jak jeszcze stoję z mopem w ręku, gdyż przejście do łazienki, do kąta, gdzie mop mieszka, już brudzi śnieżnobiałą powierzchnię… I mogę właściwie zacząć sprzątać od początku :/

Kuchnię też mam białą z połyskiem – podłoga biała, szafki kuchenne białe. Ściany w kuchni? Kruczo-czarne, oczywiście z połyskiem… Piękne! Ale do sprzątania to koszmar!  Widać każdą kropelkę wody, pyłek kurzu i okruszka.

Nie mam fisia na punkcie sprzątania i w moim mieszkaniu nie musi być sterylnie. Mając psa trzeba sobie uzmysłowić, że będzie trochę brudniej niż w domach, gdzie zwierząt nie ma. Jednak w mieszkaniu z białymi kafelkami to inna historia. I nie ma tak naprawdę znaczenia czy masz CZARNEGO, DŁUGOWŁOSEGO PSA, czy nie. Na pewno Berek syfi, bo po każdym spacerze wnosi do mieszkania błoto, piach, liście i trawę. I wszędzie wszystko gluci… Jednakże nie on tylko szkodzi śnieżnobiałym kafelkom. Otóż śnieżnobiałym kafelkom z połyskiem szkodzi wszystko! Jakakolwiek istota, która ma nogi i ręce, je i przemieszcza się – wychodzi na największego brudasa świata, gdy ośmiela się egzystować na śnieżnobiałej, święcącej powierzchni.

I wiem, że mogę po prostu to ignorować i nie sprzątać, ale powiem Wam, że … się nie da! Plamy i zacieki na białej podłodze atakują gapiąc się na mnie, gdzie bym nie ruszyła. Nie sprzątam codziennie dlatego, że nie mam co robić, albo, że to lubię. Sprzątam codziennie moją śnieżnobiała podłogę, ponieważ psuje mi humor mozaika plam, pyłków, włosów, śladów kapci i … smug po mopie :/ To jest to czego ja się nauczyłam o sobie, tym jak się mieszka w niefunkcjonalnym, ale ładnym mieszkaniu, o tym jak to jest mieć długowłosego, czarnego psa, który dodatkowo jest brudasem, i o tym czego nie będę mieć w przyszłości w swoim mieszkaniu…

Poniżej kilka fotek, które zapewne pojawiały się już wcześniej na blogu. Berek w pełnej krasie 🙂 Istotne jest też to, że setery mają miękką, przepuszczającą wodę, sierść – z nich nie da się zetrzeć brudu, bo nasiąkają błotem w sekundę. Niech żadnego przyszłego właściciela psa nie zaskoczy tak stan jego pupila. Tak jak wspomniałam – to jest do ogarnięcia i trzeba ta dodatkowa pracę wliczyć w koszta. Biała podłoga jest elementem zbędnym i można jej uniknąć.  Mam nadzieje, że mój wpis sprawi, że unikniecie mojego błędu i będziecie się trzymać z daleka od białej podłogi.

scottish setter

seter

setter

Nowa Huta i o tym co woli mój pies

Tego, że nie jesteśmy z Krakowa nie da się ukryć i też nie mamy po co udawać. Jako totalni przyjezdni mamy w swojej przeszłości takie występki jak, m.in: zrobienie sobie testu Czy jesteś prawdziwym krakusem?  , notoryczne mówienie „na dwór”, a nie „na pole” i ….. świadomą wycieczkę na Nową Hutę w celu jej zwiedzania.

Nowa Huta to architektoniczny i historyczny ewenement w skali światowej. Oceniać jej nie będę, a nawet nie ośmielę się mieć na jej temat swoje zdanie, bo jej nie znam. Jednak ze względów historycznych należy jej się szacunek i, na pewno, warta jest uwagi. Nie byłabym sobą, gdybym zwiedzania nie połączyła z psim spacerem. Padło więc na testowanie nowohuckiego wybiegu dla psów.

Wybieg znajduje się u zbiegu Alei Jana Pawła II i ulicy Biskupa Piotra Tomickiego, zaraz obok Nowohuckiego Centrum Kultury (NCK). Jest to kawałek parku ogrodzony siatką, dlatego ciężko go dostrzec z odległości.  Wybieg jest całkiem duży, zadrzewiony (jest cień!) i porośnięty w większości trawą, która jest wydeptana tylko przy ławkach. Jeśli chodzi o zaprojektowanie wybiegu… chyba nie miało w ogóle miejsca, bo jak już wspomniałam, jest to po prostu ogrodzona część parku – są trzy ławki, parę koszy na psie odchody, nie ma śluz przy furtce, nie ma żadnych przeszkód do agility, ani zadaszenia.

DSC_0767

DSC_0766

DSC_0765

Na wybiegu spotkaliśmy raptem parę osób z psami, ale byliśmy o dość nietypowej porze dnia. Ogólnie ciężko mi obiektywnie ocenić ten obiekt, bo mimo iż krótko tam byliśmy z Berkiem, i tak zdążyłam zostać opierdzielona przez inna właścicielkę psa – tym razem dostało mi się za to, że Berek ma przy obroży dzwoneczki….No cóż.

Z wybiegu przeszliśmy na Plac Centralny. To był ten moment kiedy mogłam poćwiczyć z Berkiem nieciągnięcie na smyczy. Plac Centralny trochę rozkopany, bo właśnie są remonty, ale udało nam się „zrobić kółeczko”.

DSC_0768

DSC_0770

 

Na Placu Centralnym już zauważyłam, że Berek jest zagotowany a pojenie go nie pomagało. Upału może i nie było tego dnia, jednak Psi Ryj ciepłą pogodę wyjątkowo źle znosi. Dalsze plątanie się po ulicach i ciąganie psa po rozgrzanym betonie nie miało sensu. Postanowiliśmy przejść na Nowohuckie Łąki i puścić Berka w wysoką trawę, żeby się schłodził.

I co zauważyłam – Berek cały spacer, cały pobyt na wybiegu był nijaki. Łaził, gapił się wąchał, ale widać było, że to nie jest dla niego „to”. Jednak jak tylko zobaczył przestrzeń łąk, krzaczory, połacie skoszonej trawy – odżył i zaczął biegać. Mój pies po prostu to kocha i nic innego. Miastowy nie jest i nie będzie, nigdy nic mu nie zastąpi biegania po polach. Jak bym się nie starała i nie zabierała go w nowe miejsca, gdzie , moim zdaniem, mogą być dla niego rozrywki, Berek będzie wolał puste pole i nieposkromione bieganie. Kontakty z innymi psami? Owszem, ale nie za dużo i zawsze z możliwością ewakuacji. Berek nie wykorzystuje do końca wszystkiego co daje psu obecność na wybiegu. Jemu zdecydowanie wystarczą kontakty z psami spotkanymi na spacerach, bo są naturalne i Berek ma kontrole nad tym co, kiedy, z którym psem i dlaczego. I jak obserwuje tą jego cechę to uwielbiam go jeszcze bardziej, bo chyba podejrzał to u mnie 😉

DSC_0780

DSC_0789

DSC_0793

DSC_0795

DSC_0791

DSC_0812

DSC_0814

DSC_0808

DSC_0802

DSC_0805

Lasek Wolski z psem

Do Lasku Wolskiego chodzę z Berkiem dość często, bo mieszkamy w okolicy. La Wolski to „płuca Krakowa”, duży obszar leśny leżący po zachodniej stronie miasta. Ma powierzchnię ponad 400 hektarów, więc jest spory. Trzeba jednak pamiętać, że nie jest to park i w Lesie Wolskim mieszkają dzikie zwierzęta, którym należy zapewnić spokój. W Lasku Wolskim nie wolno puszczać psów luzem. Szczególnie takich jak Berek 🙂 Dodatkowo należy uważać na rowerzystów, którzy zjeżdżają z zawrotną prędkością (w Lasie są ścieżki rowerowe, po których jak najbardziej mają prawo poruszać się rowerzyści z prędkością światła). W Lasku Wolskim jest Krakowskie Zoo do którego dojeżdżają pracownicy, więc traktor, czy van nie jest tam rzadkim widokiem.

W Lasku Wolskim przeszłam już chyba wszystkie szlaki. Polecam zboczyć z głównych, asfaltowych ścieżek i odkryć nieznane oblicza Lasku. Szczerze polecam szlak niebieski, żółty i pomarańczowy.

mapa_las_wolski_d
http://www.zoo-krakow.pl

Moją ostatnia wyprawę zaczęłam na Polanie pod Dębami (Bielańską), zaraz koło Klasztoru Ojców Kamedułów. Szłam szlakiem niebieskim aż do zamku w Przegorzałach (w zamku jest restauracja z pięknym widokiem, ale nie można tam wchodzić z psem). Szlak niebieski jest bardzo ciekawy – biegnie obrzeżami lasu skąd jest widok na Wisłę. Wróciłam w okolice zoo szlakiem pomarańczowym, który też jest bardzo malowniczy i biegnie przez fragment lasu bukowego.

Naprawdę polecam pozwiedzać Lasek Wolski, ale nie tylko jego główne szlaki. Do Laku Wolskiego można także dotrzeć autobusem linii 134, który rusza spod Stadionu Cracovia i dojeżdża pod samo zoo.
O Lasku Wolskim pisałam już wcześniej tutaj.

SAM_1200

SAM_1226

SAM_1233

SAM_1229

SAM_1241