„Zabawy z psem”

Zabawy-z-psem

Wcale nie jest tak łatwo wymyślać wciąż nowe zabawy z psem. A przynajmniej ja nie mam do tego za dużych zdolności… Postanowiłam więc zainwestować w książkę, która może mi pomóc wymyślić coś kreatywnego.

„Zabawy z psem” Kyry Sundance to książka z milionem kolorowych zdjęć pięknych psów i bardzo nienaturalnie uśmiechniętej pani trenerki, która jest ubrana w niebieskie ubranka, a wiadomo, że niebieski wywołuje dobre i pozytywne skojarzenia… Ok, żeby być fair – na niektórych zdjęciach jest ubrana na czerwono, czyli wiadomo, że odnosi sukces w tym co robi i żaden pies nie będzie się jej przeciwstawiać 🙂

No dobrze – koniec z tą ironią, bo przesadzam. Książka jest całkiem fajna, zachęca do pracy z psem właśnie dlatego, że trenerka na zdjęciach jest uśmiechnięta, a psy maja inteligentne pyszczki :). W książce są wykorzystywane przeróżne gadżety do ćwiczeń z psem. Możemy zobaczyć, że pies robi sztuczki na sprzęcie do agility, ale też na …drabinie, w baseniku dla dzieci lub na wielkiej puffie. Większości tych sprzętów nie mam w domu i pewnie nigdy nie będę mieć, jednakże jest to dobra inspiracja do wymyślania „czegoś w tym stylu”. Wczoraj już Berek wspinał się na puffę, którą akurat mamy w domu. Zastanawiam się nad kupieniem hula-hop i jakiś dziecięcych wiaderek, aby robić następne sztuczki.

Nie będę ukrywać, że dałam się skusić pięknymi, kolorowymi zdjęciami, ale nie żałuję, bo książka miło i łatwo się czyta i używa, a włąśnie tego od niej oczekiwałam

Na starych śmieciach ;)

Fajnie czasem wrócić do domu, do Warszawy :). W Krakowie mieszkam od mniej więcej września zeszłego roku. Tak więc Berek zaczynał swoje pierwsze poważne spacery jeszcze w Warszawie. Chyba oboje mamy sentyment do terenów koło Młocin, nadwiślańskich łąk i pól pod Puszczą Kampinowską. Dzisiejszy dzień zaczęliśmy od 2,5 godzinnego spaceru po lesie. Nie było ludzi, nigdzie nie jeździły samochody. Gdy już byliśmy głęboko w lesie, odważyłam się spuścić Berka z naszej 15-metrowej smyczy… Szaleństwo 😀 Jakie to wspaniałe widzieć jak pies się cieszy, biega z patykiem, „atakuje” zaspy śniegu 🙂

Berek, dziękuję za taki początek tygodnia, chłopaku 😉 Tak bardzo było mi to potrzebne…

DSC_0364

DSC_0368

DSC_0317

DSC_0340

DSC_0373

No ile można?

No właśnie nie wiem ile można wytrzymać bez blogowania o Berku… Na pewno przerwa jest już zdecydowanie za długa i zaczyna mnie to drażnić. Niestety nic na to nie poradzę, czasem tak jest, że trzeba na chwilę coś przerwać, żeby popchnąć do przodu coś innego.

Jutro ostatni egzamin w tej sesji i wracam do świata żywych. Mam nadzieje, że znów zacznę robić fotki, mieć pomysły na nowe wpisy. Mimo iż na blogu nic ciekawego się nie dzieje ostatnio, to Beruś bynajmniej nie zwolnił i nie odpuszcza mi nawet na chwilę 🙂 Czasem jest ciężko, bo myśli się kotłują w głowie, mózg jest zmęczony od nauki i ciągłego napięcia, a tu trzeba wstać wcześniej i 2 godziny łazić po lesie z psem… Czasem jest ciężko. Ale dzięki Berkowi jeszcze nie oszalałam  🙂 – ta sesja jakoś wyjątkowo się ciągnie, a ja jestem w kiepskiej formie. Tylko dzięki Berkowi jeszcze idę do przodu. Brzmi to dramatycznie, ale nie wiem jak inaczej to ubrać w słowa. Dajmy taki przykład z dnia dzisiejszego – poranny spacer, zimno ciemno, pada śnieg. Berek szaleje zachwycony białym puchem. Po jakimś czasie ma całe nogi oblepione białymi kulkami, aż po sam brzuch. Zły, że mu to dynda i przeszkadza w bieganiu zaczął skakać jak małpka w górę i na boki. Gdy ukucnęłam mu pomóc odczepić śnieg, to elegancko podawał mi wszystkie łapy po kolei. Książę. Efekt? Dawno tak się nie śmiałam jak dziś na tym spacerze 🙂

Mam nadzieję, że jak trochę odsapnę, to zmobilizuję się do robienia fotek i szukania nowych miejsc na spacery. Na razie wyłączam się i staram się wyłapywać te najcudniejsze rzeczy w Berku, przy minimalnym moim wysiłku umysłowym 🙂

Jeśli jesteś zbyt wrażliwy, nie czytaj :)

Ostatnie dwa tygodnie upłynęły mi pod znakiem psiej kupy. Co tu dużo ukrywać – nie będę udawać, że ten temat nie istnieje, kiedy to zdefiniował ostatnio moje życie … 🙂

Teraz jest lepiej. Nie jestem jeszcze pewna czy na pewno sytuacja jest opanowana, ale mogę śmiało powiedzieć, że widzę poprawę. Otóż setery maja skłonności do słabego, lub jak kto woli to nazywać, wrażliwego żołądka/przewodu pokarmowego. Berek miał już kiedyś infekcje bakteryjna przewodu pokarmowego i dostawał antybiotyki przez 4 dni. Pamiętam, że wtedy jego przypadłość miała szybki i dość gwałtowny przebieg. Leczony był antybiotykiem, który pomógł mu niemal natychmiast. Natomiast teraz wszystko się wlekło w mniej lub bardziej zdefiniowanej formie. A to myślałam, że się czymś podtruł, wiec stosowałam lekkostrawną dietę przez dwa dni i wydawało mi się, że jest lepiej. Ale już po kilku dniach znów była jakaś przygoda i to zupełnie bez powodu, bo nic nie zeżarł na ulicy, ani nie podawałam mu nowych produktów. Berkowy tyłek wyraźnie żył własnym życiem… I nagle zaczęło być znacznie gorzej – kupa za kupą, budzenie w nocy. Aż wreszcie, pomimo iż był właściwie na czczo, biedak nie wytrzymał gdy wyszłam z domu na 3 godziny…

Zdecydowałam, że basta z tym i trzeba odwiedzić weta. Znalazłam jakiś gabinet na krakowskich Błoniach, gdzie mogłam dojechać autobusem. Pani weterynarz zbadała Berka, obmacała mu brzuch i osłuchała. W końcu zapisała mu antybiotyk. Został tez jedną dawkę w zastrzyku. Wróciłam do domu szczęśliwa, że teraz już będzie tylko lepiej. Niestety następnego dnia dalej chorował. Poszłam na uczelnie na egzamin, a jak wróciłam po paru godzinach, Beruś leżał na zasikanym posłaniu. Gdy tworzyłam jego boks to natychmiast podleciał do drzwi pokazując, że musi iść. Sfrunęliśmy na dół, ale nie zdążyłam otworzyć nawet drzwi do ogrodu, bo Berek nie wytrzymał. Przeraziło mnie to, bo w końcu po proszkach powinno być lepiej, a nie gorzej. Ważne jest by zaznaczyć, że tego dnia wiedząc, że muszę wyjść na egzamin, nie karmiłam go rano i pierwszy posiłek miał dostać dopiero po moim powrocie. Pomimo iż brzuch był pusty, to i tak go bolał i męczył… Postanowiłam, że jeśli w nocy będzie chory to dzwonię do weta po konsultacje.

Na szczęście w nocy Berek spał 🙂 Ja też :)…. Dziś zjadł, dostał antybiotyk i jak na razie jest spokój. Oby prochy zaczęły działać!

Bardzo pilnuje, żeby Berek NIGDY nie biegał po jedzeniu, gdyż setery mają skłonności do skrętu żołądka. Berek je stosunkowo powoli, co też jest istotne przy tej chorobie , gdyż niepożądane jest nadmierne łykanie powietrza. Ponieważ Berek parę razy pokazał humorek przy misce, to zwykle karmię go z ręki lub siedzę koło niego gdy je i coś do niego gadam. Pies je wtedy wolniej, patrzy i czeka czy przypadkiem nie chce się poczęstować. Nie zakłada, że żarcie jest tylko jego i że może z nim robić co chce (np. warczeć…). Niestety coś mi się wydaję, że Berek ma skłonności do łapania różnych bakterii i takie przeboje będą mu się czasem zdarzać. Muszę nauczyć się szybciej wyłapywać jakie są tego objawy i czym różni się zwykłe strucie się czymś i jednorazowa przygoda, a kiedy należy udać się do weta i poprosić o fachową pomoc.

Image

Nero i „mama” Karolina :)

I have started the English version of this blog on http://berekthedog.wordpress.com/. Check this out 🙂

Jakiś czas temu spotkało mnie coś niesłychanie miłego. W momencie kiedy zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy moje wynurzenia dotyczące Berka i mojego z nim życia, kogokolwiek mogą zainteresować, przyszedł do mnie email od Karoliny 🙂

Karolina ma młodego Gordona… Tak, tak – zgadliście – łatwo jej nie jest, ale jest zakochana  w nim po uszy, świata poza nim nie widzi, a Nero niezmiennie pokazuje 100% „gordoniastwa” :). Karolina napisała, że czasem jest ciężko, bo „są psy i są Gordony”, ale nie wyobraża sobie życia bez Nero. Czytając mojego bloga pociesza się, że inni też dzielnie walczą i wierzą, że nie można się poddać (ja 🙂 !!!). Nero jest trochę młodszy od Berka, więc Karolina może przeczytać co ją czeka już za kilka miesięcy :). Nero jest niesamowitym szczęściarzem – biega całe dnie z innymi psami, bawi się i goni. W sobotę jest spokój, bo odpoczywa, ale już w niedzielę jest gotowy do szaleństwa. Popatrzcie jaki Nero jest PIĘKNY!!!!! Ja jestem już jego fanką. Jeśli tylko Karolina przyśle więcej jego zdjęć to będę umieszczać na blogu 😀

Image

Image

Image

Image

Image

Po mailu od Karoliny znów uwierzyłam, że warto pisać, warto pracować, starać się. Dziękuję jej bardzo za wszystkie miłe słowa!

O tym co czasem prowadzę na końcu smyczy

Dużo się ostatnio działo. Przyznaję, że na blogu Berka pojawiły się poważne zaległości. Winię za to zimę.

Nigdy wielbicielka zimy nie byłam. Zauważyłam jednak, że odkąd mam psa to zimno wydaje się mniej dokuczliwe. Jakoś łatwiej mi je znosić na spacerach po lesie, czy po polach. I nawet jak biegam po mieście z Berkiem to jest jakoś lepiej, cieplej, ciekawiej, niż jak jestem bez niego. Mniej też kicham, prycham i nie łapią mnie tak często sezonowe przeziębienia. Czyli super :). Ostatnio jednak zauważyłam, że coraz ciężej jest mi zmobilizować się rano do dłuższego spaceru. Nudzi mnie okolica, a dystans do lasu codziennie się wydłuża. Masakra jakaś. Berek jest jaki jest – nie odpuszcza nawet na chwilę. Nie ma lenistwa, a spacer musi być odpowiedni, a nie byle co. Wiem wiem – różne psy, różne potrzeby. Chciałam setera to mam :). Jednakże czasem wlekę się po lesie o 7.30 rano i kwestionuję sens wszystkiego. Wydaje mi się, że ta czarna istota na końcu 10-metrowego sznurka jest potworem bez litości, maszyną. I ta „maszyna” chce tylko jeść, walić kupy i biegać w kółko 24/7.  Oj rano w zimę jest ciężko. Dlatego postuluje już za tym by była wiosna. Jestem gotowa już na wiosenną wersje Berkowego szaleństwa i lataczki. Nie chcę już ślizgać się po lodzie ciągnięta przez „czarnego stwora”. Nawet bez tego jest mi go trudno utrzymać. Nie chcę już mieć mokrych rękawiczek, które wiecznie pachną kiełbasą, która próbuję przekupić mojego psa, aby trochę zwolnił. Mam też dość szarej aury, bo nie wychodzą zdjęcia, a i ciężko obsługiwać aparat w kiełbasianych rękawicach… Zgłaszam też sprzeciw co do wieczornych spacerów – kiedy zawsze jest zimno i zawsze ciemno a wszystkie latarnie są „na świeżo” obsikane przez okoliczne psiaki i Berek wciąga je nosem jak narkoman. I mam też dość herbaty – którą piję w zimę, bo najlepiej rozgrzewa. Mam jej dość, bo przecież jestem kawową osobą, a tu herbatę trzeba, żeby było lepiej.

A czemu wszystko to piszę? Otóż wiem, jestem tego pewna, że psy mogą leczyć nasze smutki, polepszać humor, leczyć z depresji. Jednakże, każdy lek ma skutki uboczne. A to nam wyleczy nadciśnienie, ale rozwali wątrobę, lub będziemy musieli być na diecie, itp. Trzeba więc przygotować się na wszystkie ewentualności – najlepiej mieć grupę wsparcia, alternatywę, kogoś kto będzie czuwać nad tym abyśmy nie przedobrzyli. Ja od poniedziałku do piątku jestem z Berkiem i zimą sama. Postanowiłam, że od lutego, zaraz po sesji, zaczynam o siebie i Berka dbać. Nie ma co czekać do wiosny.

A „wielkie zmiany” u Berka? Otóż wróciliśmy do chodzenia na lince. Wraca na „do mnie!” pięknie, ale dzięki temu, że jest na lince to mogę go korygować, gdy nie widzę u niego reakcji na wołanie. I co najważniejsze – nie stresuje się na spacerach, a ostatnio spokojnych spacerów bardzo mi brakowało. Nie lubić prowadzać go na lince, ale nic na to nie poradzę. Ważniejsze jest dla mnie aby go nauczyć i zapewnić mu jako-takie bezpieczeństwo, niż szpanować tym, że pies niby to mnie wraca jak go wołam :). Berek ma podobno potencjał i, według trenerki, powinnam iść z nim dalej ze szkoleniem i może nawet zdawać egzaminy z obedience. Teraz już nie mam wątpliwości, że to do czego dojdę z Berkiem to głównie będzie moja zasługa/lub wina, bo psa mam superowego :). Jest presja 🙂

A na koniec: już niedługo napiszę o jednej z najmilszych rzeczy jaka mi się ostatnio przydarzyła :). Spójrzcie na tego przystojniaka na zdjęciu poniżej- to NERO. Więcej już wkrótce 🙂

Nero

 Piękny Nero z Irlandii

 

Powtórka z rozrywki

I znów jest ciężko. Nie wiem czy jest to związane z pogodą, moim nastrojem, czy może zupełnie z niczym, tylko po prostu tak teraz musi być. Berek szaleje. I nie chodzi o to, że biega i ma energię, bo to akurat biorę pod uwagę i nie oczekuję, że będzie inaczej. Chodzi raczej o to, że znów się miota, kombinuje, ma masę swoich pomysłów na to co robić podczas spacerów i w domu.

Kiedyś już wspominałam, że Berek czasem, gdy mu się nudzi na spacerze na pobliskiej łączce, to zaczyna zerkać w stronę ulicy i czasem „poluje” na auta. Zupełnie chyba nie rozumie, że to świecące w oddali „coś” to auto… Gdy idziemy ulicą na smyczy w ogóle nie zwraca uwagi na samochody. Dziś rano na spacerze z jego kolega Lenkiem Berek praktycznie cały czas gapił się w stronę ulicy, a ja tylko czekałam jak ruszyyyyy………  Nie reagował na zaczepki, rzucanie śnieżek, próby odwrócenia jego uwagi od ulicy. Nic. W końcu nie wytrzymałam i zapięłam go na smycz. Zostawiliśmy Lenka na polance, a ja poszłam z Berkiem do lasu z dala od ulicy. Tam biegał w miarę normalnie i dopiero jak wracaliśmy to znów napinał się i zerkał czy można upolować auto. Dla mnie to za dużo. Tak okropnie mnie to stresuje, że czasem płaczę ciągnąć tego psa na smyczy, ćwicząc „równaj” itp, aż do miejsca, gdzie wiem, że już nie widać samochodów jako przemieszczających się w oddali punkcików. Stres mnie wykańcza.

Zawsze chodziliśmy na polankę na wieczorne bieganko z Lenkiem. Dziś postanowiłam, że nie już nie pójdę, bo nie chcę ryzykować spuszczania Berka ze smyczy, gdy jest ciemno. Trudno, będziemy łazić po osiedlu na sznurku i jakoś wytrzymam jego stęki wieczorem. Chyba muszę gdzieś wyjechać z Berkiem, zmienić otoczenie, popracować nad moim nastrojem. Gdzieś gdzie nie ma aut i nie będę musiała tak bardzo się wszystkim martwić… A Berek mógłby przełożyć swoje wizje na „po sesji”, co? 🙂

 

Am-(b)erek ;)

Ah, to długa historia i już od jakiegoś czasu zamierzałam ja opowiedzieć. Moim zdaniem jest w każdym calu nietuzinkowa.

Kiedyś, jeszcze chyba we wrześniu zeszłego roku, byliśmy z Berkiem na psim wybiegu w Krakowie. Moją uwagę zwrócił nieduży, brązowy pies, który biegał sobie po terenie i wyglądał jakby wszystkich i wszystkiego pilnował. Był cudny i na długo go zapamiętałam.

Az tu nagle znów go zobaczyłam, tym razem w internecie! Piesek miał bardzo charakterystyczną mordkę więc od razu go zapamiętałam. Na stronie jednej z firm oferujących sesje zdjęciowe zwierzaków pojawiła się znajoma psia minka. Potem jakimś cudem wyszukałam go w internecie, zapoznałam się z jego panią – przesympatyczną Magdą i….. spotkałyśmy się na wspólnym spacerze w Lasku Wolskim :). Okazało się, że psiak nazywa się Amber i został adoptowany ze schroniska w Krakowie. Magda opowiedziała mi jego dramatyczna historię, którą postanowiłam opisać na blogu. W niedzielę spotkałyśmy się znów w okolicach Lasku, a potem Magda z Amberem wpadli na kawę. Psy dogadywał się całkiem dobrze, chociaż Berek nie pozwolił Amberowi wejść na jego kanapę…

Ale teraz myślę, że czas na Ambera … 🙂

Amber został znaleziony w styczniu zeszłego roku, przywiązany do bramy schroniska w Krakowie. Ktoś zostawił także karteczkę, że pies urodził się w 2010, ma na imię Amber i jest chory na cukrzycę. W schronisku nie dawano temu wiary i pies został zdiagnozowany od nowa. Okazało się, że najprawdopodobniej ma moczówkę prostą, której jedna z odmian objawia się tym, iż organizm nie wytwarza hormonu odpowiedzialnego za zagęszczanie moczu. W schronisku zaczęto podawać Amberowi odpowiednie leki, ale jego stan nie poprawiał się. Pies bardzo często oddawał mocz, wydawał się bardzo zestresowany pobytem w schronisku. siedział sam w boksie i bł osowiały. Co gorsze, weterynarze ze schroniska nie byli do końca pewni diagnozy, gdyż leki nie poprawiały stanu Ambera.

I wtedy pojawiła się Magda :D. Zachwyciła się Amberem od razu. Szukała psa do adopcji już od pewnego czasu, ale nie była pewna czy da sobie radę z tak ciężko chorym zwierzakiem. Potrzebowała paru tygodni, aby przemyśleć całą sprawę i zasięgnąć opinii u lekarzy weterynarii. Plusem było tez to, że Magda pracuje z domu i wiedziała, że będzie mogła wyprowadzać Ambera często na dwór, ab załatwił swoje potrzeby i powoli opanował swój lęk separacyjny. W końcu, po 6 miesiącach pobytu w schronisku, Amber znalazł dom :). Magda opowiadała, że pierwsze dni z Amberem były ciężkie: Amber był zdenerwowany, a w związku z tym więcej pił i siusiał. Na początku zdarzało mu się załatwiać w domu, gdyż jeszcze nie wiedział jak pokazać, że potrzebuje wyjść. Z powodu lęku, lub choroby, Amber potrafił wypijać średnio 5 litrów wody na dobę. Było z nim dużo roboty, i przyznaję, że bardzo podziwiam Magdę, że dała radę.

Amber jest teraz radosnym psiakiem z silnym charakterkiem. Słodziak tylko udaje nieśmiałego i zdecydowanie wie co może zdziałać robiąc minę kota ze Shrek’a :). Oczywiście nadal otrzymuje leki,je specjalna karmę  obniżonej zawartości fosforu i białka, potrafi wypić hektolitry wody i sikać 3-4 razy w ciągu nocy i średnio co 3 godziny w ciągu dnia. Magda nie zostawia go samego w domu, bo Amber bardzo to przeżywa. Na pewno wymaga dużo zaangażowania i poświęconej mu uwagi. Magda powoli zaczęła puszczać go ze smyczy, a Amber słucha się świetnie. Najlepiej wabić go na kawałki suchego chleba. 😀 Berka próbował (i to skutecznie!) ustawiać, jako, że Berek to dzieciak jeszcze i … głównie służył Amberowi do gonienia :).

Chłopaki bawili się świetnie, a spacer, pomimo parszywej pogody, był świetny. Na koniec Magda wpadła z Amberem do nas na kawę. To był pierwszy raz kiedy Berek miał jakiegoś innego psa u siebie w domu. Byłam bardzo ciekawa jego reakcji, a Magda chciała zobaczyć jak będzie się czuł Amber i czy nie będzie się denerwować. Okazało się, że dogadywały się dobrze, jedyny „zgrzyt” to Berusław, który stwierdził, że co jak co ale żaden pies nie będzie siedział na jego kanapie. Amber mógł nawet wejść do jego klatki, pić z jego miski, ale od kanapy musiał trzymać się z daleka… :)> I jeszcze w domu chciały się bawić! Po pewnym czasie Berek zasnął u siebie w klatce, a Amberowi zaczęły kleić się oczy. To było niesamowite, jak wspaniale sie dogadywały – Amber odnalazł się w zupełnie nowym miejscu i sytuacji, a Berek zaakceptował kolegę u siebie w mieszkaniu, aż do tego stopnia, że był w stanie po prostu iść spać i się nim nie interesować. Jestem dumna z ich obu :D.

Uważam, że warto pisać, mówić, pamiętać o tym, że psie cuda się zdarzają, ale są do tego potrzebni tacy ludzie jak Magda – którzy poświęcają swój czas i energię na to, aby pomóc psiakowi i dać mu szczęśliwy dom, wtedy kiedy nikogo to zwierzę nie ma.

Ambera można lepiej poznać na jego blogu http://dailyamber.tumblr.com/

Strona krakowskiego schroniska dla zwierząt bezdomnych http://www.schronisko.krakow.pl/

s

DSC_0292

DSC_0300

DSC_0304

DSC_0310

DSC_0322

DSC_0330

DSC_0334

DSC_0341

DSC_0347

DSC_0365

DSC_0357

DSC_0349

DSC_0352

DSC_0369

Okolice Krakowa – Dolina Kluczwody

Odwiedziliśmy z Berkiem część Parku Krajobrazowego Dolinek Krakowskich, który znajduje się na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Dolina Kluczwody nie jest długa, ale krajobraz jest bardzo urozmaicony. W dniu w którym tam byliśmy pogoda była wprost wiosenna. Mimo iż było słonecznie i dość ciepło, ścieżka była całą pokryta lodem i spacerowanie było bardzo utrudnione. Śniegu oczywiście nie było 🙂

Spacer był przyjemny, jednak jestem pewna, że mogłoby być znacznie sympatyczniej, gdyby pogoda była hmmm….. konkretniejsza. Teraz, nawet gdy jest ciepło, to wszystko jest bure i bez wyrazu. Zapewne w śnieżną zimę skały i strumień w Dolinie Kluczwody wygląda zachwycająco. Podobnie jesienią lub w ciepłe lato. Ale nie ma co narzekać 🙂 – gdyby był wielki mróz pewnie w ogóle bym się tam nie wybrała.

Berek był zachwycony! Ganiał jak szalony, w górę, w dół. Wskoczył nawet do strumyka… Słuchał się wspaniale, dzięki czemu nie stresowałam się i też spędziłam miło czas. Bardzo tego potrzebowałam, bo ostatnio  brakowało mi spacerów z psem w nowych miejscach. Czy też macie coś takiego? Potrzebujecie czasem udać się z psiakiem w nieznane na wyprawę?

(info: wjechaliśmy do Dolinki od strony miejscowości Ujazd. Jest tam bardzo kiepsko z miejscem do parkowania. Wiem jednak, że jest drugi wjazd od strony Wielkiej Wsi i możliwe, że tam jest lepiej i wygodniej podjechać.)

DSC_0292

DSC_0313

Nie ma nic lepszego od spaceru z psem 🙂

DSC_0320

DSC_0331

Przerwa na kawę 🙂

DSC_0338

DSC_0293

Berkowy Spacer Urodzinowy

Było wspaniale! 🙂 Byliśmy z Berkiem zachwyceni, bo towarzystwo było przednie i to ludzkie i psie :). Ale po kolei…

Berek czul od rana, że coś się święci i ledwo mógł ustać z podniecenia, gdy czekaliśmy na imprezowiczów. Zabawa zaczęła się od razu i psy nie potrzebowały dodatkowego czasu na zapoznanie czy rozgrzewkę – szaleństwo w śniegu, gonitwy i susy w zaspy to podstawa. Zjawił się zespół http://dogspaths.blogspot.com/ z piękną Teslą (w większych szelkach). Przyszła również urodziwa siostra Tesli – Mori, która zdecydowanie wpadła w oko Berkowi…. Towarzyszył nam również facet Pefo -uśmiechnięty piaskowy lablador.

Na szczęście spacer odbył się jeszcze zanim przyszłą odwilż i psiaki nie wymazały się całe błotem. Słonce świeciło, ale było dość zimno. Mimo iż posmarowałam Berkowi łapy woskiem, to i tak zaraz miał kulki… Ale nie do końca miał czas zatrzymać się, aby je wygryźć :). Niestety albo „stety” Berek bł jeszcze dodatkowo zajęty bardzo intensywnym zabieganiem o względy Mori… Hmmm to jednak jest za ładnie powiedziane – cóż, Berek skończył roczek i jest już facetem 🙂 Mori była jednak bardzo cierpliwa i często udawała, że Berek jej nie przeszkadza. Ale mi było trochę głupio, bo co to tak od razu przystępować do dzieła – a gdzie czas na pierwszą randkę i trochę romansu…:)

Spacerowaliśmy prawie dwie godziny, była herbatka dla ludzi i moje ciasto-twór do poczęstowania. Berek dostał jeszcze dodatkowo WSPANIAŁE prezenty urodzinowe: smakołyki w postaci kostek i czyszczaków do zębów, a także ciasteczka z wątróbki (w idealnym !! opakowaniu, które od razu zarekwirowałam 🙂 ).

Myślę, że częściej trzeba spotykać się na takie wspólne spacerowanie, bo i nam ludziom i psiakom zawsze przyda się taka dawka radochy i szaleństwa. Trzeba dbać o swój poziom endorfinek.

Popatrzcie sami co się tam działo 🙂

P.S Bardzo brakowało nam http://myhovawart.com/ z Hebanem, Fado z http://psiewedrowki.blogspot.com/ i Nuciejki z http://nuciaczek.wordpress.com/. Niestety Heban skaleczył się w łapkę i intensywna zabawa nie byłaby w tym momencie wskazana, bo ranka musi się spokojnie zagoić, żeby mógł potem swobodnie hasać. A panie Fadowe i Nuciejkowe rozchorowały się okrutnie :(. Mam nadzieje, że uda nam się uda spotkać i tak – zawsze można zrobić powtórkę z Berkowych urodzin, albo po prostu imprezę bez okazji 😀

DSC_0367

DSC_0239

DSC_0243

DSC_0250

DSC_0232

DSC_0256

DSC_0276

DSC_0292

DSC_0294

DSC_0314

DSC_0351

DSC_0328