Adopcja starego psa

A było to tak: jakiś czas temu pomogłam koleżance wyprowadzić boks, którym zajmowała się w schronisku. I poznałam wtedy dwie sunie, które skradły mi serce. Jedna, trochę młodsza i bardzo chudziutka nazywała się Rosja ( do schroniska trafiła skrajnie wychudzona i z nowotworem na jajnikach). Druga, sędziwa babcia, miała na imię Etna. To schroniskowe imiona, nic nie znaczą dla psiaków. Dla psiaków liczy się tylko jedna rzecz w schronisku – by przetrwać. Wychodziłam z nimi czasem na krótkie spacery, robiłam zdjęcia, ogłaszałam w internecie, ale nic się nie zmieniało. Pewnego dnia zadzwonił do mnie mój Tata i zapytał o te dwa psiaki. Wiedziałam już co się święci 🙂 – pojawiła się dla suń szansa na najlepszy dom na świecie. Moi rodzice zaczęli się zastanawiać nad adopcją Rosji i Etny. Odwiedzałam je w schronisku, nakręciłam krótkie filmiki, robiłam zdjęcia, obserwowałam i rzetelnie opowiadałam Rodzicom co tam u nich słychać. Po paru tygodniach zapadła decyzja, że Tata zabierze psiaki do domu. Załatwiłam adopcję poza Kraków w Krakowskim oddziale Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i czekaliśmy na weekend kiedy Tata miał przyjechać do Krakowa po Rosję i Etnę.

P1010585
Mała Rosja w schronisku

Niestety w środę, trzy dni przed tym jak miała jechać do domu, Rosja trafiła do schroniskowego ambulatorium. była w bardzo ciężkim stanie – nie chciała jeść, miała biegunkę i wymiotowała. Miała tak niskie ciśnienie, że weterynarz nie był w stanie pobrać jej krwi do badania… Tego samego dnia niestety Rosja zmarła – pękł jej guz na wątrobie. Nie doczekała adopcji, była tak chora, że nie wiadomo nawet czy zostałaby wydana przez schronisko. Środa była smutnym dniem.

Oczywiście mój Tata zjawił się w sobotę po Etnę i wieczorem dojechaliśmy (mój tata, psiak i ja) do moich rodziców. Etna praktycznie od razu zrobiła w samochodzie kupę, po czym szybko poszła spać. O godzinie punkt 14.00 zerwała się na równe nogi i zaczęła łazić tylnej kanapie samochodu. Czemu? Bo o 14.00 psy w schronisku są karmione… Łaziła do około 15.00 po czym znów zasnęła. Dojechaliśmy spokojnie do domu. U rodziców Etnę przywitał zaskoczony Robercik i Berek (przyjechał z A. z Krakowa). Robercikowi średnio podobała się nowa koleżanka – do tej pory to on był panem podwórka. Wobec Etny stosował swoją ulubioną taktykę taranowania wszystkiego i wszystkich co wyraźnie drażniło małą sunię. Natomiast Berek jej się bał i delikatnie obwąchiwał z odległości. Etna wyraźnie łaziła za Berkiem :). Przez całą niedzielę psy się kręciły i próbowały dogadać. Robercik latał jak nakręcony i kontrolował towarzystwo. Berek gapił się zdziwiony, a Etna szukała wszędzie żarcia. Wieczorem wracaliśmy z Berkiem do Krakowa. Przy pakowaniu samochodu i, co najważniejsze, jedzenia Berek nie wytrzymał i położył Robercika na łopatki. Robercik nigdy nie był nauczony, czym jest „wynocha!” wśród psów. W schronisku mieszkał z małymi psami i taranował wszystkie po kolei. Doigrał się od Berka. Biorąc pod uwagę charakterki Robcia i Berka, aż dziwne, że do spięcia między nimi doszło dopiero teraz… Mam tylko nadzieję, że teraz takie zachowa nie będą się powtarzać z byle powodu :(.

A Etna? Wczoraj odwiedził ją weterynarz. Ocenił, że sunia ma minimum 12 lat. Jest głucha, albo bardzo źle słyszy. Ma też słabe serduszko i stąd są jej duszności i ciężki, świszczący oddech. Ogólnie nie jest tak źle, bo psiak ma sporo energii – Etna ciągle krąży po domu i szuka jedzenia. Około 14.00 szczeka i panikuje, gdy nie ma michy. W nocy śpi jak zabita, bo po całym dniu łażenia już nie ma siły na nic innego. Zdarza jej się nasikać w domu, nawet chwilę po powrocie z ogrodu. Sunia potrzebuje czasu by zrozumieć, że żarełko będzie i nie zniknie. Już przyuważyła, gdzie są kaloryfery i gdzie warto się położyć, żeby było ciepło ;). Mam nadzieję, że Etna odnajdzie się w nowej sytuacji, uspokoi i zacznie cieszyć nowym domem, bo trafiła świetnie :). Korzystając z okazji przesyłam moim cudownym Rodzicom uściski, bo adoptując Robcia i staruszkę Etnę robią coś naprawdę niesamowitego.
P1040315 P1040312 P1040304Kochani, i tutaj jeszcze jedna mała prośba do Was – w jednym z boksów którymi się zajmuję mieszka 12-letni Fafik. Piesek jest niezwykły, bardzo kontaktowy i wesoły. Niestety w schronisku tkwi już od lat i nikt się nim nie interesuje. Fafcio jest „ofiarą” swojego zwykłego wyglądu, nieatrakcyjnego już wieku, schroniskowego zaniedbania (brudny i poczochrany). Będę wdzięczna jeśli puścicie w internet ogłoszenie Fafika. Moc internetu jest ogromna i może ktoś zakocha się w nim i da mu dom na starość. Zdaję sobie sprawę, że czytanie o dramatach i smutkach jest nieatrakcyjne i ludzie automatycznie tego unikają (sama to robię), jednak wiem, że robiąc mało, ale jednak robiąc to, można bardzo pomóc psiakowi i wyjąc go ze schronu. Takie życie za kratami nie ma sensu 😦

fafik a 1 3
Fafik ze schroniska w Krakowie

Ogrody Zmysłów w Muszynie

Podczas naszej wycieczki do Muszyny, oprócz ruin zamku, odwiedziliśmy również Ogrody Zmysłów (Sensoryczny). Jest tak zaprojektowany, aby silnie oddziaływać na wszystkie zmysły. Ogród podzielony jest na strefy: zdrowia (z różnorodnymi urządzeniami do ćwiczeń), zapachową, wzrokową, słuchową, dotykową i smakową, a każda z nich służy do edukacji, zabawy i odpoczynku. Ogród znajduje się na wzgórzu, skąd można podziwiać Dolinę Popradu. Przy wejściu do każdej z tych stref znajduje się tablica informacyjna, gdzie możemy przeczytać o roślinach jakie się tam znajdują. Ogród sensoryczny to mieszanka różnorodnych elementów tj. ławki, alejki, chodniczki, mosty, wodospady czy zbiorniki wodne, z ciekawymi roślinami.
W ogrodzie znajduje się też świetny punkt widokowy na wieżyczce, na wzgórzu.
PicMonkey Collage5Nigdzie nie dostrzegłam zakazu wprowadzania psów, co nie znaczy, że gdzieś go nie ma. Niestety nauczona doświadczeniem wiem, że psy nie są mile widziane w tego typu miejscach. Podczas naszego spaceru widziałam jeszcze innego psa, spacerującego grzecznie na smyczy.

P1040156

Muszyna – Mapy Google

ogród sensoryczny muszyna

Pies na zamku

Podczas pobytu w Krynicy Zdroju wybraliśmy się na wycieczkę do Muszyny. Bardzo chciałam zobaczyć ruiny tamtejszego zamku pochodzącego z XIV wieku.
Zamek znajduje się na stromym wzgórzu, niedaleko Popradu i pomiędzy potokami Szczawnik i Muszynka. Obecnie można podziwiać jedynie ruiny wieży zamkowej i resztki sklepienia. Pierwotnie na wzgórzu znajdował się piętrowy dwór starosty otoczony murem, z mostem zwodzonym i wieżami strażniczymi.

Wejście na zamek jest od strony ulicy Zazamcze. Wędruje się parkiem, po wygodnych schodkach i alejkach.
P1040058 P1040055 P1040044

seter gordonseter gordonseter gordon zamek w muszyniezamek w muszynie

zamek w muszynieZ zamku przyszliśmy się szlakiem biegnącym lasem i szczytami gór. Okazało się, że są tam stacje Drogi Krzyżowej…

seterz psemSpacer skończyliśmy w miejskim parku, który znajduje się nad potokiem Muszynka, przy ulicy Zazamcze. Berek intensywnie podziwiał kaczki…
seter gordon seter gordon

seterseter

6 rzeczy wartych zobaczenia w Krynicy Zdróju

Krynica Zdrój – jesteśmy tu już po raz trzeci i ciągle nam mało – tu zawsze jest coś do roboty. Nasze dwie poprzednie wizyty (klik i klik) to były wypady weekendowe i stały pod znakiem załamania pogody – w czasie wyjazdu w marcu była wichura i padał wielki śnieg, że aż Krynica była w wiadomościach ;), natomiast podczas naszej wizyty w maju chodziłam w zimowej kurtce i padało… Tym razem przyjechaliśmy na dłużej, na narty, z wszystkimi ciepłymi ciuchami jakie mamy. Oczywiście słońca nie ma, jest zimno, ale co tam! Trzeba brać co jest ;).

1. Muzeum Nikifora – piękne i na pewno warte zobaczenia. Znajduje się przy głównym deptaku w willi Romanówce. W tym roku Muzeum obchodzi jubileusz 20-lecia i z tej okazji zostały wystawione wszystkie najcenniejsze obrazy Nikifora, również te ze zbiorów oddziału muzeum w Nowym Sączu. Nikifor Krynicki był przedstawicielem prymitywizmu w malarstwie. Urodził się i spędził całe życie w Krynicy Zdroju. Na wystawie można zobaczyć nie tylko jego obrazy, ale również zdjęcia, listy, różne dokumenty i przenośny warsztat Nikifora.
Wystawę oglądałam sama, bo nie chciałam, żeby Berek mnie poganiał. Następnego dnia zastanawiałam się nad wpisem na bloga i postanowiłam zadzwonić do Muzeum i dopytać czy wstęp z psem jest możliwy. Pani oczywiście zapytała jakiej wielkości jest pies, a ja szybko poinformowałam ją, że średniej wielkości i że na pewno nie dam rady wziąć go na ręce. Pani na chwile zamilkła, westchnęła, po czy m bardzo bardzo zrezygnowanym głosem powiedziała, że jeśli pies nie pobrudzi sal to może wejść… W związku z tym jeśli nie możecie nosić swojego psa na rękach nie szykujcie się, że zwiedzicie z nim Muzeum Nikifora – może zwiedzicie, a może nie :P.
W niedzielę wstęp jest darmowy.

head
źródło: drewniana.malopolska.pl
muzeum-nikifora-krynica-zdroj-2
źródło: atrakcjekrynicy.pl

2. Park Zdrojowy – sławny i oczywiście to „must see” Krynicy Zdrój. Odwiedziliśmy go już kilka razy, jednak zawsze była podła pogoda skutecznie zniechęcająca do fotografowania krajobrazów. Ja walczyłam z oblodzoną ścieżka i psem na 15 -metrowej lince (park to właściwie las i jest w nim zwierzyna), a A. wciskał zmarznięte ręce głęboko w kieszenie. A potem okazywało się, że mamy kilka i to kiepskich zdjęć…

W Parku Zdrojowym polecam wspiąć się na Górę Parkową, skąd można podziwiać piękny widok na Krynicę. Ciekawy jest także Staw Łabędzi, gdzie mieszka wiele ptaków wodnych. Nie bez powodu jest ogrodzony – psiaki nie są tam mile widzianymi gośćmi 😉
Góra Pakowa Krynica Zdrój Park Zdrojowy Park Zdrojowy Park Zdrojowy

3. Park w dzielnicy Czarny Potok. To chyba nie do końca jest park, choć na pewno można tam odpocząć. Miejsce to odkryłam parę dni temu i teraz chodzę tam z Berkiem regularnie na krótsze spacery. Ów park to praktycznie jedna, zadbana alejka wzdłuż potoku. Jest oddzielony od ulicy niedużym osiedlem niskich bloków. Z parku można zejść nad samą wodę i jeśli psiak ma ochotę to może się zamoczyć. Wzdłuż alejki są ławki (i kosze na śmieci), skate park, boisko do koszykówki i super siłownia na dworzu. Zwykle bywałam tam rano, gdy jest pusto. Domyślam się, że latem po parczku biegają dzieci, jest gwarno i trochę tłoczno. Trzeba pamiętać, że pies musi być pod kontrolą.

Park w Czarnym PotokuDo parku można dostać się od strony zajezdni autobusowej przy wjeździe do ośrodka Gromada, lub przebić się przez osiedle od strony ulicy Czarny Potok. W parku, przy alejce jest tabliczka zabraniająca wyprowadzania psów. Jak dla mnie nie jest to jasne czy chodzi o ogrodzone boiska, czy generalnie cały park. Tak czy inaczej, podczas spacerów spotykaliśmy wielu miejscowych psiarzy.
P1010865 P1010894

4. Cmentarz Żydowski znajdujący się przy ulicy Polnej. Został założony w połowie XIX wieku. Nekropolia jest nieduża (30×50 metrów) i mieści około 120 macew. Cmentarz był zupełnie zdewastowany, a w czasie Drugiej Wojny Światowej był miejscem masowych egzekucji Żydów. Na szczęście Żydowska Gmina Wyznaniowa w Krakowie i Urząd Miasta Krynica sfinansowali renowację i obecnie teren jest uporządkowany. Na bramie znajduje się informacja, że klucz do cmentarza znajduje się w Urzędzie Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Krynica-Zdrój, przy ul. Kraszewskiego 7, pokój 27 [tel. (0-18) 471-53-20]. Gdy my tam byliśmy bramka była otwarta.
cmentarz żydowski krynica zdrój krynica zdrój cmentarz żydowski cmentarz żydowski w krynicy zdrojuPolecam przeczytać więcej na temat cmentarza na stronie Wirtualny Sztetl.

5. Jaworzyna (nasza wizyta wiosną) – to szczyt w Beskidzie Sądeckim. Można na niego wjechać kolejką gondolową i, co najważniejsze, można tam wybrać się z psem 🙂 (pies ma być w kagańcu). W sezonie zimowym należy pamiętać, że gondolami podróżują głównie narciarze i snowboardziści i bywa ciasno. Z Berkiem wjechaliśmy na Jaworzynę wiosną zeszłego roku (zajrzyjcie do podlinkowanego wpisu). Wycieczka była świetna!

DSC_0805
wiosna na Jaworzynie

6. Cerkiew Prawosławna p.w. Równego Apostołom księcia Włodzimierza – budowana w typie budownictwa zachodnio-łemkowskiego. Znajduje się na Krynickim Szlaku Cerkwi Łemkowskich. Cerkiew była budowana od 1983 do 1996 roku. W środku znajdują się przepiękne ikony. Zaraz obok znajduje się Stary Cmentarz gdzie spoczywają zasłużeni mieszkańcy Krynicy, m.in Epifan Dworniak znany jako Nikifor Krynicki.

cerkiew krynica zdrój
Cerkiew
stary cmentarz Krynica zdrój
Stary Cmentarz
stary cmentarz krynica zdrój
Widok na cerkiew

grób NikiforaMam nadzieję, że do Krynicy będę regularnie wracać. To świetne miejsce o każdej porze roku.

Posągowy seter szkocki

Elegancki to wytworny. Natomiast wytworny to okazały. Okazały to posągowy i poważny… Zabawa słowami :). A dlaczego? Ostatnio zastanawiałam się czy jestem w stanie w paru słowach opisać swojego psa – jego charakter i wygląd. Zabawa spodobała mi się, więc polecam wszystkim czytelnikom – zastanówcie się jakie określenia pasują do Waszego psiaka i dlaczego. Oczywiście nie musi być rasowy – musi tylko być Wasz 😉 Ustalmy, że tych wyrazów ma być pięć.

Jestem ciekawa czy Was zaskoczę tym jak opisuję Psiego Ryja. Być może wizerunek Berka jaki stworzyłam na blogu nie jest spójny z tym co siedzi mi w sercu? Choć nie sądzę…
Nie jestem językowcem, więc skończyło się na siedzeniu ze słownikiem synonimów i z oficjalnym opisem rasy, gdzie użyte jest słowo „elegancki”. Nie nazwałabym Berka eleganckim, ale z łatwością stwierdzam, że bywa posągowy. Gdy tropi, gdy węszy, gdy analizuje zapachy – jest piękny, pomnikowy, majestatyczny. Ale czy wiecznie opluty Ryj może być elegancki? A czysty bywa zdecydowanie za rzadko, aby w tym temacie móc generalizować ;).
Berek jest sprytny – kombinuje jak dostać to czego chce. Jest przy tym niezłomny i pełen pasji. Ciężko go ujarzmić, wyłączyć, bo jest oddany sprawie, nigdy nie jest flegmatyczny. To wspaniałe, ale bywa też męczące. Moim zdaniem jest to cecha typowa dla setera – take it or leave it. Gordony takie są i takie mają być – pracować ma im się chcieć. Problem pojawia się wtedy, gdy to mi się nie chce 😉
Psi Ryj jest brudasem. Nie mogę tego pominąć, bo większość czasu Berek spędza utytłany w syfie, błocie, z kawałkami lasu poprzyczepianymi do hektolitrów śliny zebranej w kącikach pyska… W pysku jest trochę krowiego placka, którego Berek złapał przebiegając. A do futra na klatce piersiowej przyczepiona jest mała gałąź i trochę trawy. No tak jest.
Myślę o Berku jako o psie wiernym. To określenie to może trochę przeżytek w obecnych czasach, gdy wiemy już zdecydowanie więcej na temat relacji pomiędzy psem a człowiekiem. Jednak dla mnie określenie wierny w odniesieniu do Berka oznacza, że mój pies daje mi odczuć, że chce być ze mną bardziej niż z kimkolwiek innym. Zaczęłam to czuć po ponad 2 latach życia z Berkiem, to nie pojawiło się, gdy słodki parotygodniowy niczego nieświadomy szczeniak wtulał się we mnie. Dopiero gdy Berek zrozumiał czemu warto zwrócić na mnie uwagę, ja poczułam, że będzie mi wierny i zadowolony z mojego towarzystwa. Obustronny szacunek? Może, mam nadzieję 😉

A jak Wy opiszecie swojego psiaka w pięciu słowach? 😉

seter gordon

wellbreddesign
WellBredDesign – Etsy.com

seter gordon seter seter szkocki

Dlaczego…

… nie wzięłam udziału w dyskusji, która niedawno pojawiła się na kilku blogach, które śledzę. Dyskusja dotyczyła nagonki jaką niektóre portale promujące adopcję psów robią na osoby decydujące się na kupno psa rasowego. Jako że w dyskusji udziału nie brałam, nie śledziłam jej dokładnie, zdecydowałam, że nie będę nic linkować, bo nie miałoby to w moim przypadku sensu. Faktem jest i łatwo można to zaobserwować w internecie, że osoby propagujące adopcję maja niepochlebne zdanie na temat osób posiadających lub (o zgrozo!) zajmujących się hodowlą psów rasowych. Niestety zwolennicy „rasowców” też zachowują się czasem tragicznie, więc jedni są warci drugich. Ostatnio zaczęłam zastanawiać się czemu nic nie mówię, czemu nie walczę i podchodzę dość obojętnie do całego tematu ( co nie znaczy, że mnie nie oburza chamstwo i głupota niektórych argumentów) Ale czemu ja, osoba posiadająca psa rasowego i wolontariuszka w schronisku dla bezdomniaków, praktycznie nie zabieram głosu w dyskusjach tego typy?

…bo to mnie boli, ale chyba trochę inaczej niż zwykły hejt i kretynizm internetu. Trzeba promować świadomą adopcję i tępić z całych sił pseudo-hodowle, które produkują psy chore, często niezdolne do życia kundelki. Trzeba o tym w jakiś sposób mówić, próbować dotrzeć do ludzi. Wierzę, że kiedyś zacznie być lepiej w tym temacie, ale przed nami jeszcze długa droga, bo obecnie ludzie nic nie wiedzą i nie rozumieją czym jest odpowiedzialność za psa, kim ten pies jest i jakie ma prawa (a nie obowiązki!). Jako wolontariuszka w schronisku odnoszę wrażenie, że los każdego psa zależy od akcji i decyzji podjętych przez losowo wybrane, indywidualne osoby. Tej edukacji na tematy ogólne nie ma gdzie wcisnąć, bo nie ma ogółu!!!

Bardzo często, choć oczywiście nie zawsze, do schroniska po psy ludzie przychodzą jak po zabawkę. Dziecko stwierdza, że chce pieska i rodzice przychodzą z dzieckiem (błąd!), żeby sobie pieska wybrało. Dziecko pokazuje palcem jakiegoś włochacza i włochacz jedzie z rodzinką do domu. Wraca po jednym dniu (znam z autopsji), bez słowa wyjaśnienia. Mimo iż ludzie byli poinformowani, że pies jest stary i chory i będzie wymagał leczenia, zdecydowali się wziąć go do domu. Do schroniska został oddany jak przedmiot już następnego dnia, bo … właściwie nie wiadomo czemu. Co więcej można zrobić? Większość wariatów stwarza pozory normalności, a weryfikacja tego jest niemożliwa. Nie, gdy psów jest 500 sztuk w schronie… Co z tego, że ludziom będę tłumaczyć, powiem całą prawdę o psie, pokaże, że kiepsko psi staruszek chodzi, powiem prosto w twarz, że trzeba go leczyć!? Ludzie wiedzą lepiej… Brak uznania jakichkolwiek autorytetów, lekceważenie, kompleksy leczone posiadaniem psa, to najgorsze cechy tego „ogółu„, który błędnie postrzega posiadanie psa. Za każdych chrzanionym razem, gdy wracam ze schroniska, jestem chora na duszy.Po prostu wykończona chociażby widokiem tych psów, które cierpią tylko i wyłącznie z powodu człowieka. Wiem, że to właśnie ja powinnam edukować ludzi na temat świadomej adopcji, ale nie mogę o tym mówić na FB i na forum internetowym. Nie jestem w stanie poświęcić na to czasu. Staram się robić to inaczej, właśnie na poziomie jednostkowym i indywidualnym o którym wspomniałam wcześniej, bo na tym poziomie można uratować psie życie. Jako wolontariusz nie dałam psa na przytulankę dla dziecka, informowałam, że schronisko psów nie wysyła w inne części Polski jak paczki (!!!), tłumaczyłam, że spaniele to psy myśliwskie potrzebujące dużo ruchu, mówiłam czym jest pies mały ale lękliwy i agresywny („nie, piesek nie będzie zachwycony samym faktem, że jest u pani w domu, bo problem jest nawet w tym, żeby wyprowadzić go z boksu, bo boi się i gryzie ze strachu”…). Walczę, choć i tak za mało. Nie mam siły na tłumaczenie „ogółowi” rzeczy podstawowych, bo zaraz obok jakaś jednostka robi wielka krzywdę psu, który sam się nie obroni.

Czułam potrzebę napisania tego posta. Być może czuję się trochę winna, że nie tłumaczę i nie piszę na FB? Być może bezczelność głupoty na poziomie indywidualnym, którą widzę w schronisku i u osób chcących psa adoptować i u samych pracowników placówki, zabiera za dużo mnie, ale też jest dla mnie jedyna okazją na zareagowanie?

P1010585
Ta sunia walczy o życie każdego dnia. Była głodzona do tego stopnia, że spowodowało to uszczerbek na jej zdrowiu. Jest psem kachektycznym.

Żydowskie Muzeum Galicja – w muzeum z psem

W weekend pogoda w Krakowie była wspaniała. Bardzo potrzebowałam chociażby kilku takich dni, kiedy niebo jest błękitne, nie pada i nie wieje. Z Berkiem chodzę na długie spacery na pola praktycznie codziennie, więc swoistą rozrywką, i dla mnie i dla niego, jest wypad do miasta. I właśnie tak postanowiliśmy spędzić weekend – socjalizacja psa w centrum, spacery po rynku i kawa w ulubionej kawiarni.

Berek nie jest psem miastowym. Nie sądzę by rozumiał koncept ulicy czy końca trawnika, gdzie warto byłoby się zatrzymać lub chociaż zwolnić. Nie mam do niego o to pretensji, bo przecież skąd chłopak ma wiedzieć co i jak, jeśli jego pani nie pokazała mu co i jak ;). Ale nie jest aż tak źle – Berek swobodnie biega po Polu Mokotowskim w Warszawie i po Błoniach w Krakowie, czyli odnajduje się tam gdzie jest sporo przestrzeni, a ulica jest tylko tłem. Muszę jednak pamiętać, że Psi Ryj najzwyczajniej w świecie nudzi się w miejskich parkach. Wąchanie psich zapachów jest super i Berek oddaje się temu z pasją, ale to nie jest, i chyba nigdy nie będzie, aż tak fajne jak bieganie po polach i tropienie zwierzyny. Do miasta jeździmy socjalizować się, ćwiczyć samokontrolę, wyciszanie się i koncentrowanie, gdy wokół dzieją się kosmosy. Czasem wieczorem jadę z nim do miasta i robimy godzinny marsz po parkach i ulicach. Biorąc pod uwagę to jaki jest Berek i jak bardzo zaniedbałam bywanie w mieście, gdy był malutki, takie „treningi” są mu bardzo potrzebne. Czas jaki spędzamy w trójkę (Berek, ja i kliker) ćwicząc i ucząc się siebie nawzajem w sytuacjach ekstremalnych (według Berka) czyni cuda.

Kazimierz
ulica Ciemna, Kazimierz

Ale wracając do tematu: weekend z psem w mieście. Najlepsze momenty to wizyta w psiolubnym Żydowskim Muzeum Galicja (Galicia Jewish Museum) i kawa w mojej ulubionej Wesoła Cafe. Galicia Jewish Muzeum znajduje się na Kazimierzu. W 2013 roku zostało uznane przez Trip Advisor za jedno z trzech najlepszych muzeów w Krakowie, a w zeszłym roku za jedno z dziesięciu najlepszych w Polsce. W Żydowskim Muzeum Galicja można obejrzeć wystawę stałą Śladami Pamięci. Współczesne spojrzenie na żydowską przeszłość Polski, a także obecnie wystawę czasową o historii Jointu w Polsce. Dodatkowo w Muzeum jest kawiarnia i rewelacyjna (!) tematyczna księgarnia.
Rynek Główny – Mapy GoogleGalicia Jewish Museum Galicia Jewish Museum Galicia Jewish Museum

P1000566
Ulica Ciemna, Kazimierz
bus
w tramwaju na relaksie

A po długim spacerze, bieganiu po błotnistych Błoniach i wybiegu dla psów, zasłużony odpoczynek w kawiarni, przy niesamowitej kawie. Berek reanimował się w kawiarnianej witrynie i straszył brudnymi stopami ;). Naszych butów nie fotografowałam…
Wesoła Cafe seter gordon

Lasy Tynieckie, czyli ciekawe miejsce na spacer

Las Tyniecki to część Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego o którym pisałam już wcześniej (klik) na blogu. Ostatnio postanowiłam wybrać się tam jeszcze raz i zwiedzić zimowy las. Piękny, prawda?
las tyniecki

Berek tradycyjnie w lesie spacerował na lince. W Lasie Tynieckim jest bardzo dużo zwierzyny – wszędzie na śniegu można było zobaczyć ślady. Berkowy nos pracował jak w transie. Linka nie przeszkadzała mu wciągać wszystkie nowe zapachy.
Nie planowałam spaceru żadnym szlakiem, ale zaraz po wejściu do lasu znalazłam się na szlaku zielonym i postanowiłam nim podążać. Ponieważ miałam ograniczony czas, kręciłam się tam i powrotem, bez konkretnego celu, ciesząc się pogodą i widokami. Takie spacery są najlepsze :).

las tyniecki pies las tyniecki

las tyniecki

las tyniecki

Na zielonym szlaku znajdują się masowe groby Żydów, którzy zostali rozstrzelani w 1942 podczas masowych wysiedleń. Więcej możecie przeczytać na stronie Wirtualny Sztetl.

Opactwo Benedyktynów  Dotrzeć do Lasu Tynieckiego można komunikacją miejską. Akurat do fragmentu gdzie spacerowałam tym razem dojeżdża autobus linii 162. Należy wysiąść na przystanku Bagienna i skręcić w pierwszą ulicę w prawo, którą można dojść do lasu. Od tego wejścia nie ma gdzie zaparkować auta.

Naprawdę polecam to miejsce na spacer z psem. Jedak pamiętajcie o mieszkających w lesie zwierzętach! Należy im się spokój, więc pilnujcie swoich czworonogów 🙂

„Mój pies nie używa kagańca”

„Mój pies nie używa kagańca”. Pewnie, że nie – nie znam psa, który sam sobie założy kaganiec i zapnie go z tyłu głowy. Oczywiście, że pies nie używa kagańca. Nie sądzę też, że istnieją psy, które lubią kaganiec. Są może takie, którym jest on obojętny, ale nie ma tam mowy o sympatii do tego sprzętu. Tak czy inaczej, często spotykam się wśród psiarzy z opinią, że ich „pies nie używa kagańca, bo nie musi”. Zastanawiam się co takie stwierdzenie ma udowodnić? Czy fakt, że ich pies jest łagodny i nikogo nie ugryzie? Czy może, że uważają, że przepis o obowiązku transportowania psa w komunikacji miejskiej lub pociągu w kagańcu jest niemądry? A może to swoista walka z systemem, but przeciwko nie wiadomo czemu?
Berek, gdy czuje się zagrożony, lub niepewny czegoś, to wycofuje się. Tak jest zawsze na spacerach. Psu, którego się boi daje znać, że nie ma ochoty na kontakt i oddala się. Ludzi, których nie zna, omija ignorując. Gdy zagadam się z jakimś psiarzem, a Berek nie ma nastroju na kontakty z psem tej osoby, od razu widzę, że czas się ewakuować, bo mój pies stoi koło mnie i niecierpliwie czeka, próbując ignorować „kolegę”. Jednak w autobusie Berek oddalić się nie może. Jest w metalowej puszce pełnej nieznanych mu zapachów, uwiązany na smyczy, wśród ludzi , których nie zna i których może nie mieć ochoty poznać. I jeszcze na dodatek, obok siedzę ja – osoba dla niego ważna, od której nie chce odejść i z którą tworzy team – olać się mnie nie da. Dość ekstremalna sytuacja, prawda? Jak mam w 100% przewidzieć co Berek zrobi, co zrobi Berkowi ktoś? Psy postrzegają świat inaczej niż my. Nasz podopieczny może przestraszyć się czegoś co dla nas jest niewidoczne, nieistotne. Skąd w ludziach jeżdżących z psami komunikacją bez kagańca pewność co może wydarzyć się w następnej minucie podróży?
Tymczasem osoby ostentacyjnie obnoszące się z tym, że ich piesek kagańca nie potrzebuje sprawiają, że ja, osoba która zakłada swojemu psu kaganiec zawsze tam gdzie jest taki obowiązek, wychodzi na wariata. Natomiast mój pies jest postrzegany jako agresor. Prawda jest jednak taka, że ja jestem po prostu rozsądna, a mój pies przystosowany i nauczony współżyć w społeczeństwie. Może powinnam zacząć się z tym obnosić :/.

10968405_869454413076440_8868356161901657108_n

Psi nos – ciekawostki

Psi nos to coś naprawdę wyjątkowego. Berek, który wygląda i często zachowuje się jak wielki szczeniak, poważnieje w sekundę jak tylko coś ciekawego wywęszy. Jego nos zaczyna pracować, pies staje się poważy, ochota na zabawę znika. Często śmieję się, że Berek staje się wtedy „maszyną” – całe jego ciało wędruje za nieprawdopodobnym, kosmicznym przyrządem jakim jest jego nos. Przestaje być zabawnie – pies poważnieje i włącza tryb pracy. Jest piękny. W psim węchu jest jego przewaga, dzięki niemu pies staje się niedoścignionym cudem natury. Pies nie rozumie, że my ludzie nie czujemy tego co on. Myślę, że nasze zachowanie jest dla nas wielka zagadką, bo według niego mijamy obojętnie bardzo dużo ciekawych rzeczy podczas spaceru. Poniżej zamieściłam kilka ciekawostek na temat psiego nosa. Obserwowanie Berka zmobilizowało mnie do poszerzenia mojej wiedzy na ten temat. Świat dla psiaka wygląda zupełnie inaczej.

Zapach to unoszące się w powietrzu cząsteczki zapachowe, które muszą być przeanalizowane. Centrum identyfikacji zapachów u człowieka ma około 7 centymetrów kwadratowych powierzchni. Natomiast u psa, dzięki pofałdowaniu, ma 390 centymetrów. Warto pamiętać, że u psów z długą kufa ta powierzchnia jest większa niż u psów z krótkim pyskiem. Dowiedziono, że pies czuje od 1000 do 10 000 razy lepiej od człowieka, gdyż człowiek ma tylko około 2 procent tyle receptorów ile ma przeciętny pies. Dodatkowo, jak wspomniałam wcześniej, część mózg analizująca zapachy jest u człowieka również nieporównywalnie mniejsza. Świat, który postrzega nasz pies jest zupełnie inny od tego co nam się wydaje.
Stanley Coren pisze w swojej książce Tajemnice Psiego Umysłu:

„Jeśli sprawdzimy wrażliwość nosa człowieka na kwas masłowy, który jest składnikiem potu, okaż się, że jesteśmy w stanie wyczuć jego zapach nawet w objętości jednej pięciomilionowej grama rozpylonej w metrze sześciennym. Zanim wszakże wpadniemy w zachwyt nas naszymi możliwościami węchowymi, zastanówmy się, że jeśli te samą ilość kwasu rozpuścimy w 1 000 000 litrów wody, pies nadal będzie potrafił wyczuć tę woń. Wchodząc do dziesięciopiętrowego budynku, gdzie w powietrzu rozpylono 1 gram kwasu masłowego, ledwie wyczujemy jego zapach. Pies bez problemu wyczuje go, kiedy tę samą ilość kwasu rozpylimy na terenie 350 kilometrów kwadratowych, na wysokości 90 metrów. A to w przybliżeniu obszar Filadelfii! Miasto to zamieszkuje około półtora miliona ludzi i każdy z nich się poci […]. Ciekaw, jakie doznania zapachowe musi wtedy mieć pies?!”

Warto obejrzeć poniższe filmiki. Szczególnie pierwszy porusza wiele kwestii, chociażby takich jak stopień zaufania do psa pracującego w armii, moralny aspekt wykorzystywanie psa do tego typu pracy (pies jest tam narażony na niebezpieczeństwo, ale przecież tego nie rozumie), więź pomiędzy żołnierzem a jego psem.