Spacery z psem a kondycja

Spacery z czworonogiem to samo zdrowie, ale bywa, że organizm mówi NIE!. To normalne, że człowiekowi zdarza się przysłowiowy „leń” i spacer wydaje się za długi, trasa nużąca, a każdy krok to ogromny wysiłek. Jednak koniec końców, gdy wracamy do domu i chwilę odpoczniemy, to chcemy iść znów. Osobiście jestem zdrowo uzależniona od spacerów z Berkiem, ale jednocześnie dni kiedy nie mam siły ani ochoty na łażenie po polach czy lesie, uderzają mnie ze zdwojoną siła… przynajmniej tak mi się wydaje, gdy nie mogę zmotywować się i wywlec z domu na psi spacer.

Nie jestem z natury szczupła, mam raczej sylwetkę w typie „sportowym” czyli umieśnioną, bardziej zaokrągloną niż smukłą. Gdy zaczęłam chodzic z Berkiem na długie spacery, gdy jeszcze był młodziutki, mój organizm przeżył szok. Zawsze dużo chodziłam, kiedyś mnóstwo jeździłam na rowerze, więc byłam trochę zdziwiona, że 2-3 godziny codziennego marszu mogły mnie tak zmęczyć. A jednak … Czasem ledwo lazłam do domu po naszych Berkowych spacerach. Mój organizm zaczął walkę – czułam jak próbuje coś zrobić, żeby mieć więcej energii, której starczałoby na dłużej. Przez pierwsze 2-3 miesiące moich codziennych spacerów z Berkiem straciłam na wadze parę kilogramów i nie czułam się dobrze, bo wiecznie brakowało mi energii. Ogólnie nie jadam dużo, wtedy też nie miała większego apetytu niż zwykle, a mój organizm nie radził sobie z wysiłkiem. Na szczęście powoli przestałam tracić na wadzę i wszystko zaczęło się normować. W sierpniu, wrześniu zeszłego roku, gdy Berek miał około 10 miesięcy mogłam z nim łazić już całe dnie i nie czułam sie wykończona. Mój organizm zaczął dopominać się o większe  śniadania i więcej wody – nareszcie nauczył się sam co jest mu potrzebne i dał  mi znać co mam robić żeby było lepiej 🙂

Teraz wydaje mi się, że jestem przypakowana 🙂 – Gdy patrzę na siebie na zdjęciach to widzę mięśnie na nogach, a przynajmniej lubię myśleć, że to mięśnie a nie tłuszczyk :). Nie miewam zakwasów, nie czuję długotrwałego zmęczenia.  Oprócz tego mam opalone skarpetki i szorty co zawsze mnie rozśmiesza 🙂  A okazjonalny „leń spacerowy”? Oczywiście, że się pojawia, ale nie ma nic wspólnego z wycieńczeniem czy zmęczeniem. Wynika raczej z kaprysu :), a ten umiem błyskowicznie wybić sobie z głowy 🙂

A jak to wygląda u Was? Czy codzienne spacery z psem wpłyneły na Waszą kondycję? Dobrze, czy źle?

samochod-pies-spacer
źródło: ziemianarozdrozu.pl

Kaganiec fizjologiczny

Czemu pies ziaje, gdy jest gorąco? Nie trzeba czytać rozprawek z biologi o tym co dzieje się w organiźmie psa w czasie upału -wystarczy zapamiętac jedno: PIES ZIAJE, ABY PRZEŻYĆ.

Psy nie pocą się jak ludzie, czyli nie chłodzą się całą powierzchnią ciała. Jedyny sposób w jaki psiak może schłodzić swój organizm, to właśnie poprzeć ziajanie i – po prostu – wywalenie języka. Psy dyszą wciągając szybko powietrze, które ochładza ich organizm. Oczywiście nie jest to najlepszy sposób na schłodzenie organizmu, szczególnie gdy wdychane przez psa powietrze jest w upalne dni bardzo gorące. Wiadomo, że psy powinny przebywać w cieniu. Jeśli nam jest ciepło – psu jest znacznie cieplej. Konieczne jest także regularne podawanie mu wody, którą odpowiedzialny właściciel MUSI mieć ze sobą na każdym dłuższym spacerze w lato. Pomimo iż, tak często widzimy ziejące psiaki i w tak oczywisty sposób pokazują nam, że jest im gorąco, to nadal wielu właścicieli psów skazuje swoje zwierzęta na istne katusze nie podając im wody i wciskając je w za małe kagańce.

Mam czarnego, długowłosego psa – muszę wyjątkowo na niego uważać w upał, bo dodatkowo jeszcze uwielbia biegać i czasem zapomina, że jest gorąco. Nie ruszam się z domu bez minimum 2 litrów wody. Często też, gdy robi się wyjątkowo upalnie, wstaję o 6.00, żeby zabrać go na poranny spacer zanim zrobi się naprawdę ciepło. Staram się myśleć trochę za niego, bo to mój obowiązek.

Ostatnio zaczęłam zwracać uwagę na psie kagańce i czym ludzie podduszają i podgotowywują swoje psy. Tak, podgotowywują, bo inaczej nie da się tego nazwać. Czasem jeździmy z Berkiem na krakowskie Błonia, a tam zdarza sie widzieć psy w kagańcach. Chwali się właścicieli za to, że zdają sobie sprawę, że ich pies nie jest odpowiednio zsocjalizowany i potrzebuje kagańca (oby tylko jeszcze pracowali nad wyprowadzeniem go z tej agresji, ale to już inna bajka…). Jednakże wszystkie te psiaki mają za małe kagańce!! Biegają w opaskach weterynaryjnych albo metalowych, malutkich kagańcach, które zamykają im praktycznie całkowicie pyski. Psa najpierw słychać a potem dopiero widać, bo tak charcze i pluje na boki próbując oddychać, ziajać, schłodzić się. Atakowanie i pouczanie każdego, kto założył psu niedobry kaganiec nie do końca ma sens. Ja tego nie potrafię zrobić, bo tchórzę. Zresztą zdaję sobie sprawę, że nie wynika to ze złych intencji właściciela, tylko po prostu z niewiedzy. Kagańce fizjologiczne istnieją, ale są trudno dostępne. W sklepach zoologicznych cieżko je w ogóle znaleźć i tym samym sprzedający ich nie polecają (sama kiedyś usłyszałam w sklepie zoologicznym, że fizjologi to tylko wtedy, gdy pies ciągle musi biegać w kagańcu, bo przecież są takie wielkie….). Ludzie po prostu nie wiedzą, że istnieje inny kaganiec niż ten mały wciśnięty na pysk ich psiaka. Zatem apeluję, żeby zacząć mówić o kagańcach! My, psi blogerzy, powinniśmy wspominać, o tym, że kaganiec nie jest po to aby zamknąć psu pysk, tylko, żeby sprawić, że pies nie zamknie go na czymś. Powinniśmy pisać o tym, że pies musi mieć możliwość dyszeć, bo inaczej grozi mu śmierć z przegrzania. Ja dowiedziałam się o fizjologach od Pies z Warszawie :).

A teraz parę słów o kagańcu fizjologicznym, który kupiłam dla Berka. Kupowałam go w sklepie internetowym PRODOG.PL  który prowadzi sprzedarz kagańców fizjologicznych firmy CHOPO. Fizjologi są produkowana dla konkretnych ras. Oczywiście nie dla wszystkich. Dlatego czasem trzeba po prostu ustalić do jakiej rasy nas psiak jest podobny… Uważam jednak, że nie jest to do końca dobra metoda, bo psy mają bardzo zróżnicowane kształty pysków, nawet jeśli wydaje nam się, że jest podobny do jakiejś rasy. Dlatego najlepiej jest zmierzyć psią mordkę, a potem dobierać kaganiec. Ważne są trzy pomiary: wysokość, długość, i szerokość (pokazane to jest TUTAJ ). Po zmierzeniu i wczytaniu się w wymiary kagańców dla poszczególnych ras okazało się, że na Berka pasuje kaganiec dla … boksera :). I tutaj jeszcze jedna uwaga – fizjologi wydają się za duże, ale tak ma być 🙂 Otóż w kagańcu fizjologicznym pies może swobodnie ziajać, czyli otworzyć pysk, dlatego też kaganiec jest duży. Ponieżej umieściłam zdjęcie na którym jest kaganiec fizjologiczny (po lewej) i zwykły kaganiec plastykowy. Można porównać kształt i wielkość. A my będziemy testować fizjologa w terenie już jutro 🙂

DSC_0642

DSC_0676

Myjnia dla psa

Z Berkiem nigdy nie jest nudno. Nawet z pozoru zwykły niedzielny spacer może okazać się prawie pięcio-godzinną wyprawą z przygodami.

Wczoraj postanowiliśmy pojechać przed południem na Błonia. Chcieliśmy, żeby Berek polatał z innymi psami, wyszalał się I potem spał przez resztę dnia. Taki był plan … 🙂

Na Błoniach bywam dość rzadko I nie do końca wiemy kiedy w weekendy przychodzą tam psiarze. My dotarliśmy około 10.00, wychodząc z założenia, że jest ciepło, więc psiaki zapewne przyjdą wcześniaj, omijając południowy skwar. Jednak nikogo nie było… Po pewnym czasie stwierdziliśmy, że pójdziemy czegoś się napić I najwyżej za jakiś czas wrócimy na Błonia zobaczyć czy tym razem są psy. Idąc na przystanek autobusowy, żeby podjechać do FORUM Przestrzeń, minęliśmy jakis państwa z dziewięciomiesięcznym Airedale terriem. Chwilę porozmawialiśmy, bo okazało się, że psy chcą poganiać razem. Terrier był młodziutki I dośc rezolutny, więc napomnęłam, że warto uważam, że wielkie błotne kałuże na Błoniach, bo “nasz to często wskakuje I potem jest kłopot”. Mili państwo od terriera poinformowali nas, że po drugiej stronie Błoń jest … myjnia dla psa… Śmichy -chichy, że takie te psiaki zwariowane I że myjnia to całkiem fajny pomysł I że może kiedyś skorzystamy. Pożegnaliśmy się, żeby śmignąć do FORUM. FORUM to super miejsce dla psiaków – sądzę, że stworzę osobny post, w którym pokarzę Przestrzenie Forum I co mają do zaoferowania nam – psiarzom, I naszym pupilom. Wczoraj w FORUM odpoczęliśmy w cieniu na leżaczkach, popijając sok pomarańczowy, orenżadę I zajadając ciasto rabarbarowe. To było dokładnie to czego potrzebowaliśmy, szczególnie, gdy reszta dnia miała już zupełnie nie- relaksacyjny charakter…

Z FORUM ruszyliśmy spowrotem na Błonia. Tym razem było dożo psiaków i Berek biegał jak szalony, w ogóle nie zwracając uwagi na gorąc. Ale, gdy już mieliśmy się zbierać do domu, Berek stwierdził, że czas na kąpiel i zanurkował w ogromnej, błotnej kałuży. Przez cały spacer udawało nam się odpędzić go od tego syfu, ale pod koniec zagapiliśmy sie, a Berek idealnie wykorzystał chwilę naszej nieuwagi. Ponieważ, że czekał nas powrót do domu autobusem z potworem błotnym, postanowiliśmy poszukaćpsiej myjni (klik) o której opowiadali właściciele wcześniej spotkanego terriera. Nie było chyba osoby, która nie patrzyłaby się na nas z zaskoczeniem, bo nie tylko Berek był w syfie – po paru chwilach i my byliśmy cali w błotnych kropkach i smugach…

Myjnia znajduje się na ulicy Piastowskiej . Wygląda niepozornie, ale spełnia swoją role doskonale. Działa za zasadzie samoobsługowej myjni samochodowej – wrzucasz do automatu pieniążek, wybierasz opcję mycie psa krótko- lub długowłosego. Urządzenie dozuje szampon, ciepłą wode do namydlenia i opłukania psiaka. Są nawet ręczniki i suszarka, ale z nich nie korzystaliśmy. Psia myjnia to rewelacyjny pomysł – ma specjalnie zaprojektowaną wannę z wygodnym dla psa podejściem, dzięki czemu zwierzęciu, jak również właścicielowi, jest po prostu wygodniej, a mycie przebiega sprawniej. Dzięki temu, że psiaka kąpie jego opiekun a nie obca osoba w salonie pielęgnacji, zwierzę praktycznie nie stresuje się. Temperatura wody to 39C. Dowiedziałam sie również, że w myjni jest specjalna słuchawka od prysznica, która nie wydaje ultradźwięków i dzięki temu jest przyjazna zwierzętom.

Błoto na Berku nie było zwykłym błotem – to była gęsta maź, która okleiła go grubą warstwą. Długo musieliśmy z tym walczyć, jednak Berek stał w wanience spokojnie i w ogóle nie awanturował się. Przyznam, że nie wiem jak byśmy wrócili wczoraj do domu autobusem, gdyby nie psia myjnia i niesamowity zbieg okoliczności, że akurat przypadkowo spotkani psiarze mimochodem o niej wspomnieli.

Z Błoń podjechaliśmy pod zoo w Lasku Wolskim i stamtąd przeszliśmy już do domu na piechotę. To była naprawdę emocjonująca wyprawa, szczególnie biorąc pod uwagę, że właściwie nigdzie nie byliśmy 😀 … Berek jest niezawodny 😀

3ahlAND7IVcZdlvvIfCEv90_QDv6XA8n19KLI6LABB8

psa1LOCESnduoxJrZAQ3g8INX9_x-r2rMew9jWIAZrs

tHZr8Zclnzc0tnduVjTwBYf4F07oyiNsjCwezf8U7Jw

8lQxA2a_mk3vrIzWMf3xvXG1b0NQKB_rpA0uegsEhq4

EmZ78f7pwz559tCHSRKtAm8XBMfAKrRRm-u7mdFqrX4

FjA2iT8u73eOxnKSrG5sXNE-3gxkBTelCtzKtcofVHg

3TQY2NOtcZfL4bggFNVP2mXrWRZJloZjaI32Yxt9Uaw

o6jo1z0869qDNm70Mty76ow3mRt1X4S6-88sDWbPLRE

Wakacji nam trzeba ! :)

Długo nie było nowych wpisów na blogu. Melduje, że u nas wszystko w porządku, nic strasznego się nie dzieje – ot, zabrakło sił i „weny” na nowe wpisy. Nie będę ukrywać, że nie mogłam się zmobilizować, aby stworzyć nową notkę. Nawet nie miałam  ochoty na robienie zdjęć, co zdarza się rzadko.

Niedawno minął rok odkąd jestem żoną. Nasza pierwsza rocznica wypadła dokładnie dzień po mojej sesji, która w tym semestrze była wyjątkowo trudna i męcząca. Byłam padnięta i nie miałam nawet za bardzo siły myśleć o świętowaniu. Po dosłownie kilku dniach pojechałam z Berkiem na tydzień do moich rodziców, a mąż został w Krakowie. Oczywiście było załamanie pogody i nagle z 30C zrobiło się 12C i padał deszcz. Miałam dużo czasu na siedzenie pod kocem w jakiś domowych dresikach (nie tak miał wyglądać mój tydzień „wakacji” w ukochanej Warszawie…) i zastanawianiu się nad tym jak bardzo brakuje mi męża, jak bardzo czuję, że jednak powinniśmy wreszcie pojechać na miesiąc miodowy itp…. Ja to ja, jestem tylko zmęczona psychicznie rutyną. Jednak mój A. jest zmęczony psychicznie jak i fizycznie, bo wakacji nie miał już od bardzo dawna. Wakacje, czyli czas kiedy wyłączasz głowę i nie musisz niczego kontrolować i organizować. Wakacje, które skutecznie zrelaksują i naładują baterie, nie mogą być w domu. Tymczasem my, A. i ja, osiągnęliśmy stan w którym chyba nawet za bardzo nie mamy siły planować wyjazdu. Nie jest dobrze….

Dziś wybrałam się z Berkiem do Lasku Wolskiego. Zwykle spacerujemy tam, gdy jest gorąco, bo Berek jest tam na 15-metrowej lince, a w upał nie czuje potrzeby biegania. Najczęściej robimy tam rundkę – wersja krótsza – około godziny marszu, wersja dłuższa – ponad 2h szybkiego marszu po pagórkach. Dziś wybrałam wersję dłuższą, bo jest ciekawsza i Berek chyba ja bardziej lubi. Było super, bo szliśmy po cieniu, pies był spokojny i bardzo grzeczny. Jednak pod koniec spaceru, Berek wykorzystał moją nieuwagę, i wskoczył do ogromnej, głębokiej, i wręcz gęstej kałuży…  W domu nie mogłam go z tego domyć nawet szamponem. Codziennie musi się gdzieś zanurzyć.

SAM_0967

SAM_0970

Archiwum Berka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

dsc_1551-8.jpg

 

Ostatnio jestem zmęczona, ale to niedługo minie. Jednak, gdy humor mam nie najlepszy to staram się koncentrować na tym co jest fajne. I oczywiście zaczynam myśleć o Berku i o naszych wspólnych spacerach.  Długą drogę przeszliśmy razem 🙂 Ostatnio przeglądałam fotki Berka – rany, jak ten psiak się zmienił 😀 Zobaczcie!

Zdjęć nie ułożyłam chronologicznie.

DSC_1609

DSC_0353

64113_3543370788861_707347034_n

DSC_0374

430054_3521793129433_621446150_n

 

DSC_0087
w dniu mojego ślubu

DSC_0192 (2)

 

DSC_1561 (9)

 

DSC_0004

I nie ma problemu!

Otóż posiadanie w Polsce psa i bycie aktywnym psim właścicielem jest bardzo często wyczynem. Może zaznaczę, że mówię o posiadaniu psa większego od kota, którego nie da się zamknąć w transporterze i uznać, że to bagaż podręczny… Pominę fakt, że ludzie są niezadowoleni, gdy widzą psa, pominę też fakt, że gapią się jakbym prowadziła samego diabła z diabelskimi racicami. Pominę też fakt zaczepiania mnie przez wszystkich żuli, próby „podrywu na psa” (mojego!), i panika wszystkich babć, że Berek zaraz je zje. Pominę to wszystko, choć tak na prawdę jest to beznadziejne, irytujące i mnie drażni, bo jestem nerwową i bardzo zasadniczą osóbką. Ale cóż – nie mam wpływu na to co robią inni ludzie. Nie mogę też im zabronić gapić się, albo komentować, bo na to nie ma paragrafu 🙂

Co jednak mnie wykańcza, to fakt, że w naszym kraju obowiązuje chyba prawo: „nie-bo-nie”. Jest ono oparte na chęci uniknięcia ewentualnego problemu poprzez ignorowanie go. A ja zaczynam na to reagować alergicznie … może warto zacząć o tym więcej mówić? Właściciel psa to też człowiek. Tylko taki z psem…

Otóż zastanawiałam się ostatnio czy mogę wejść do knajpy z psem jeśli nie ma na drzwiach oznaczenia, że z psem nie wolno. Czy mogę założyć, że jeśli nie ma zakazu to jest zezwolenie? Czy jak tylko usiądę to jednak podejdzie do mnie ktoś z pracowników i mnie wyprosi? Czy mam ochotę narażać się na to, żeby mnie publicznie wywalali z lokalu? Nie mam. Tak więc zawsze pytam czy mogę wejść z psem i widzę te zdziwione, albo zakłopotane miny kelnerów. Na to też nie mam ochoty. Wnioskuję więc, że lokale nie wywieszają znaków czy z psem wolno czy nie, bo liczą, że takich sytuacji nie będzie, albo będzie ich mało więc nie będą robić sobie kłopotu. Przecież człowiek z psem w knajpie to wyjątek… I może się rozmyśli i w ogóle nie wejdzie?…

Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że nieposiadanie auta może aż tak ograniczać życie. Po tym jak udało mi się przeżyć bez samochodu ponad 4 lata w Stanach Zjednoczonych, stwierdziłam, że mieszkanie w Krakowie bez swoich czterech kółek nie będzie problemem. I może nadal bym tak twierdziła, gdybym nie miała psa… Psa, który nie lubi jeździć autobusem, tzn – nie jest mu owa jazda autobusem obojętna. Tak więc, jeśli chcę gdzieś pojechać z psem to muszę najpierw dowiedzieć się czy z psem  da się tam przebywać. Musze to wybadać, bo rzadko kiedy jest takowa informacja podana na stronie hotelu czy pensjonatu. Zastosowana jest tutaj wspomniana wyżej metoda, że nie będzie się o tym wspominać, bo nie ma przecież potrzeby… Jak już zadzwonię i wybadam czy moge zanocować z psem (który przecież wygląda jak ucieleśnienie diabła…), to muszę poszukać transportu. Sprawa z PKP jest jasna, choc nie uważam, że do końca normalna. Jednak stękać na PKP nie będę, bo nigdy nie miałam problemu ani z uzyskaniem informacji ani z kupnem legalnego biletu dla psa. Siedziałąm wprawdzie na podłodze, a zimą byłam pokryta szronem, ale przynajmniej nie obeszły mnie pluskwy w intercity… Schody zaczynają się gdy chcę przejechać z psem PKS lub lokalnym busem. Berka do PKS nie wsadzę, bo nie lubi autobusów i nie zaserwuje mu takiego stresu. Natomiast busy? Psów nie można przewozić, albo nie ma na ten temat informacji na stronie przeowoźnika, bo po co:/? Kto by chciał jechać busem z Poronina do Słowackiego Zdiaru z psem? Zapewne nikt…

Ale spokojnie, ja coś wymyśle i tam jakoś dotrę. Poszukam lepiej, wypytam, doczytam, podzwonię i dotrę z psem tam gdzie będę chciała. Uda mi się, bo jestem uparta i zasadnicza. Nie rozumiem jednak czemu muszę aż tak walczyć i trafiać na tyle przeszkód. Zdaje sobie sprawę, że stękam, bo to tylko pies. Młode mamy nie maja jak się przemieszczać, bo mają wózek, którego nie ma gdzie wcisnąć w PKS czy busie. A ludzie niepełnosprawni? Chyba słyszałam o jakimś wagonie PKP przystosowanym dla wózków… Jest taki jeden, dwa? Przecież to są problemy nie do pokonania! Jeśli ja, mając po prostu włochatą istotę na końcu smyczy, spotykam się z tyloma trudnościami i jakimś zadziwiającym ostracyzmem, to co muszę przeżywać inne osoby?

DSC_0514

DSC_0521

DSC_0530

„If I was going somewhere, I was running!” – Forrest Gump

Berek ma takie dni, że cały czas biegnie. Wyraźnie ma wtedy problemy z chodzeniem jako takim. Atakuje go tyle zapachów, latają we wszystkich kierunkach i trzeba je gonić. Tak to mniej więcej wygląda – jakby Berek próbował sam siebie gonić, gonić wiatr, uciekające plamy cienia na polach. Szaleństwo! Uwielbiam na niego wtedy patrzeć. W takie dni niestety Berek trochę gorzej mnie słyszy i muszę brać pod uwagę to, że jak zawołam to być może zajmie mu chwilę przybiegnięcie do mnie. Ale co tam – chodzimy na spacery w takie miejsca, że jego  czasowe szaleństwo jest nieszkodliwe.

Pełen galop, szaleństwo w oczach, powiewający język – najpiękniejszy Psi Ryj na świecie 😀 Popatrzcie 🙂

1

13

3

14

16

9

10

11

15

„Ona wie”

Miło jest czasem przeczytać sobie coś na temat rasy psa, którą się ma. Eeeeee…… Nie! Nie mówię tutaj o blogach, bo blogów nie chcę i nie będę oceniać, gdyż wychodzę z założenia, że blog to prywatne miejsce w sieci co daje dużo więcej swobody autorowi niż inne portale. Zresztą nie jestem ekspertem i nie chcę nikogo pouczać. Jednak są portale, które mnie osłabiają swoją treścią i w ogóle podejściem do tematu psów. Zwykle  je omijam, bo nie ma tam dla mnie nic ciekawego i nigdy nie jest tam nic napisane o psach myśliwskich (a w szczególności seterach, bo te nie są popularne), ani o błocie i brudzie w psich uszach… Są tam natomiast debilne listy najmądrzejszych i najgłupszych ras psów, listy ras białych, czarnych, brązowych…. fioletowych, zielonych i w loczki… Moja ulubiona to lista tzw „fluffy dogs”…. myślałam, że każdy długowłosy pies będzie „fluffy” jak się go uczesze. Ale nie, okazuje się, że nie mam racji. Otóż tylko niektóre psy są „fluffy”. Nowofundland jest, ale bernardyn już nie… itd itd. Dowiedziałam się, że seter „fluffy” nie jest i od razu mi ulżyło, bo nie chcę aby Berkowa rasa znalazła się na jakiejkolwiek liście portalu sheknows.com (nie podlinkuję) … Tak, tak – she knows. She knows jak podróżować z pupilem, she knows jak bawić się z psem i she knows jakie psie ubranko jest teraz modne. Może ten portal nie jest aż tak tragiczny, ale wykańczają mnie durne listy ras psów mądrych i głupich, do domu, i do ogrodu, dla pana lub pani..I koniecznie jednozdaniowe, niezawodne porady. Ludzie uwielbiają kategoryzować świat, bo dzięki temu łatwiej go zrozumieć i swobodnie się w nim poruszać. Jednakże niektóre klasyfikacje są durne i nic nie warte. Jak ja się cieszę, że setery rzadko łapią się na takie listy! Gordona nie ma na liście najmądrzejszych ras psów, ale i nie ma go wśród tych najgłupszych. Jakby w ogóle nie istniał dla portali w stylu sheknows.com, albo peoplepets.com (tak, TEN magazyn People…). Mam nadzieję, że osoby, które szukają na takich serwisach porad, nigdy nie dowiedzą się o istnieniu setera, któremu trzeba czyścić uszy, czesać kudły pod ogonem, wyjmować kleszcze i osuszać psi ryj z litrów śliny. Tej kategorii psa nie ma w ich świecie. Ufff 😀

Screenshot from 2013-06-02 07:29:49ona

Symbioza

SAM_0768

 Mój Gordon. Żywioł. Kocham go jak nie wiem, im szybciej biegnie tym szybciej goni za nim moje uwielbienie dla jego szaleństwa.  Zawsze uważałam, że nie może być nic fajniejszego od Berka – szczeniaka, ale myliłam się – i to jak bardzo! Fajniejszy jest duży, wyrośniety, dojrzalszy Berek. Ten który włązi mi na kolana mimo iż już dawno się na nich nie mieści. Ten który biegnie do mnie jak go zawołam mimo iż ma inne psie sprawy do załątwienia podczas spaceru. Ten, który przychodzi, bo słyszy, że płączę. Berek, który świadomie, podczas 1,5 roku swojego  życia, stwierdził, że to właśnie mnie będzie kochał i do mnie biegł, gdy dzieje się coś nie tak. Taki Berek jest najlepszy, wspaniały i ukochany.

Oczywiście zachowanie Berka pozostawia wiele do życzenia. Podobnie ja, jako opiekun Psiego Ryja, mogłabym zapewne lepiej się spisywać. Jednak widzę, że jest dużo lepiej niż było, fajniej, ale też spokojniej.

Ale o co mi w tym wpisie właściwie chodzi? Otóż… uważam, że koegzystencja człowieka z jego psem powinna przebiegać w miarę spokojnie. Gdy spokojnie nie jest, gdy pojawia się wiele emocji – należy iść do lekarza. Ze sobą, albo z psem. Tak, tak… ze sobą też :). I chodzi mi tutaj o różne problemy. Pies nam nie powie, że jest niespokojny, bo boli go brzuch. Pies też nie powie nam, że jest niewybiegany, albo znudzony i dlatego zjada nasze mieszkanie. Jeśli właściciel widzi, że coś po prostu nie gra, to warto udać się do psiego specjalisty i poprosić o pomoc. Weterynarz psa zbada i pomoże wyeliminować problemy zdrowotne. Natomiast behawiorysta ma szanse pomóc nam zrozumieć potrzeby naszego psa i zidentyfikować problem wychowawczy. W przypadku mnie i Berka weterynarz zdiagnozował uczulenie, pomógł mi zapanowac nad Berkowym brzuchem i dzięki temu Berek uspokoił się, jest zdrowy i szczęśliwy. Teraz znacznie lepiej i łatwiej jest mi się z nim dogadać.

Czasem warto też iść do specjalisty ze sobą. Pies doskonale wyczuje, że coś jest z nami nie tak – gdy mamy obniżony nastrój, gdy ciężko jest nam zwlec sie z łóżka i wyjść z psem na spacer. Warto zastanowić się czemu parę tygodni temu ta czynność nie sprawiała dla nas problemu, a teraz ledwo dajemy radę zrobić rundkę z psem po osiedlu. Duet „pies i człowiek” to swoisty barometr – wszelkie anomalie szybko wychodzą na światło dzienne. Komunikacja z psem nie jest łatwa, ale przez to zmusza nas do uważnego obserwowania jego i nas samych. I to jest SUPER :D. Szanujmy to i korzystajmy z tego mądrze.

SAM_0777

SAM_0794

SAM_0792

SAM_0776
nasze okolice

A tu na zdjęciu nasze okolice, czyli gdzie chodzimy na nasze codzienne spacery. Na zdjęciu są pola niedaleko ulicy Orlej w Krakowie, na wysokości Lasku Wolskiego. Lasek Wolski to niestety trochę spalona miejscówka (ale o tym w innym poście),  natomiast te pola Berek i ja uwielbiamy 🙂 Niestety zdjęcie nie oddaje urody tego miejsca. Daleko widać góry 🙂

SAM_0775

Rusz z kanapy 4 łapy

Poszliśmy, mimo iż to nie jest akcja skierowana do nas, bo Berek nie ma problemu z otyłością, a mnie nie trzeba namawiać do długich spacerów z psem.

Bardzo cieszyłam się na tą akcję, bo chciałam miło i trochę inaczej niż zwykle spędzić czas z Berkiem. Niestety muszę przyznać, że akcja mnie rozczarowała. Spacer był fajny, bo spotkaliśmy się z Amberem, a także dlatego, że Berek był bardzo grzeczny. Jednak cała reszta pozostawia dużo do życzenia.

Wczoraj było bardzo gorąco. Wyruszyłam z Berkiem około 10.00, bo zamierzałam dojść na Błonia a nie pakować go do autobusu, gdyż wiem, że tego nie lubi. Podjechaliśmy tylko 2 przystanki a resztę drogi szliśmy. Dotarcie do centrum zajęło nam ponad 1,5h , bo musieliśmy często robić przerwy na odpoczynek w cieniu. Berek wypił całą dwulitrową butelkę wody, a ja szybko musiałam dokupić więcej po drodze. Cieszyłam się, że niedługo będziemy na miejscu, bo organizator (Royal Canin) obiecał wodę dla psiaków. Przed całą imprezą poszłam jeszcze na chwilę do mojej ukochanej kawiarni, gdzie wiem, że jest betonowa podłoga i Berek mógł się ochłodzić. Przesiedziałam tam prawie godzinę, aż udało mi się wystudzić psiaka :). Potem ruszyliśmy na Krakowskie Błonia…

Okazało się, że akcja Rusz z kanapy 4 łapy polegać miała… na puszczaniu balonów z helem…. Każdy dostał balonik, gdzie miał napisać imię swojego psa i jego wagę. Na znak od Pani z Megafonem, wszyscy mieliśmy puścić balony. Nawet mnie ten pomysł znudził, a co dopiero psy… Razem z Amberem schowaliśmy się w cień i obserwowaliśmy co będzie dalej. A nie było nic. Puszczanie balonów to było to co było zaplanowane. Być może działo się coś jeszcze jednakże ludzie i psy były zbite w taki tłum, że nie było możliwości, żeby przepychać się tam ze zwierzakami. Oczywiście w tym największym kłębowisku ludzko-psim były tez aż dwie miski z wodą…

Nie rozumiem czemu organizator nie rozdzielił tej imprezy na kilka mniejszych, tak, żeby tłum nie kłębił się tylko w jednym miejscu. Wiadomo przecież, że psy miałyby wtedy lepszy dostęp do wody i byłyby zapewne spokojniejsze unikając tłumu.

Niestety z powodu upału szybko zmyłam się do domu, bo Berek był zagotowany. Jeszcze na dodatek mieliśmy w perspektywie powrót do domu, czyli podjechanie autobusem tylko kilku przystanków a reszta na piechotę. Gdy dotarliśmy na przystanek, usiadłam z Berkiem w cieniu na chodniku i Berek zmęczony wrażeniami i pogodą zasnął. Nie było osoby która by się na nas nie gapiła.. ale nie dziwie się, bo siedziałam na ręczniku pod ściana jakiegoś domu, wpierniczałam biszkopty z torebki, a mój pies chrapał koło mnie w najlepsze śliniąc się na chodnik… Postanowiłam, że zaczniemy od podjechania autobusem – jeśli będzie źle to szybko wysiądziemy. Miałam jednak cicha nadzieję, że Berek nie będzie wariował i dojedziemy do domu komunikacją. I zdarzył się cud!! W autobusie Berek położył się i leżał spokojnie prawie całą drogę!!!! Udało mu się obślinić jakąś siostrę zakonną i pogapić się przez okno, ale tak poza tym był spokojny. Nie mam pojęcia czemu. Czy po prostu nie chciało mu się miotać? Czy był aż tak zmęczony całą imprezą, że nie miał siły panikować? Nie wiem. Nawet nie wiem co myśleć 🙂

Ale wracając do samej imprezy Rusz z kanapy 4 łapy – uważam, że sam pomysł, aby namawiać właścicieli psów do dłuższych spacerów, dbania o prawidłową wagę psa jest jak najbardziej słuszny. Jednak w Krakowie moim zdaniem impreza nie była do końca udana. Puszczanie balonów z helem nie namówi nikogo do aktywności fizycznej. Chociaż Berek wykazywał dużo aktywności fizycznej żeby zapolować na ten balon…

SAM_0762