Czarno na białym – czy pies brudzi?

Czy pies brudzi? Oczywiście, że TAK! Pies to owłosiony stwór, który zwykle włazi w każdą kałużę po kolei, lubi tarzać się w błocie, po czym suszyć na piasku. Zwykle ma cztery łapy, a do każdej łapy potrafi przykleić się pół kilograma ziemi. Ale to jest nic – są techniki zapanowania nad tym i w normalnych warunkach w 2 minuty można doprowadzić psa do neutralnego stanu i puścić go bezpiecznie po domu. Warto po prostu zawczasu pomyśleć o nauczeniu psa niewskakiwania na łóżko, lub osuszaniu się w kennelu. Jako właścicielka długowłosego psa stwierdzam, że da się to zrobić 🙂 Zresztą mina szczęśliwego psa taplającego się w błocie jest po prostu bezcenna 😀

Ale człowiek uczy się całe życie i głównie na własnych błędach – to są bardzo mądre słowa i zgadzam się z nimi w 100%. Oczywiście jedni uczą się od razu, inni potrzebują trochę więcej czasu. Niektórzy pewne swoje błędy ignorują i nie wyciągają z nich żadnej nauki. Czasem taki błąd zmienia ludzkie życie, czasem jest zwyczajny, wręcz nudny i można o nim opowiadać dowcipy. Różnie w życiu bywa.

Mi chwilę zajęło zrozumienie, że nie da się normalnie funkcjonować mając mieszkanie w 3/4 wyłożone białymi kafelkami z połyskiem. Takie otóż mieszkanie sobie wynajęliśmy z A. Jest ładne, świeci się i błyszczy jak na reklamie płynu do mycia wszystkiego. Niestety taki stan utrzymuje się przez około 15 sekund po sprzątnięciu, jak jeszcze stoję z mopem w ręku, gdyż przejście do łazienki, do kąta, gdzie mop mieszka, już brudzi śnieżnobiałą powierzchnię… I mogę właściwie zacząć sprzątać od początku :/

Kuchnię też mam białą z połyskiem – podłoga biała, szafki kuchenne białe. Ściany w kuchni? Kruczo-czarne, oczywiście z połyskiem… Piękne! Ale do sprzątania to koszmar!  Widać każdą kropelkę wody, pyłek kurzu i okruszka.

Nie mam fisia na punkcie sprzątania i w moim mieszkaniu nie musi być sterylnie. Mając psa trzeba sobie uzmysłowić, że będzie trochę brudniej niż w domach, gdzie zwierząt nie ma. Jednak w mieszkaniu z białymi kafelkami to inna historia. I nie ma tak naprawdę znaczenia czy masz CZARNEGO, DŁUGOWŁOSEGO PSA, czy nie. Na pewno Berek syfi, bo po każdym spacerze wnosi do mieszkania błoto, piach, liście i trawę. I wszędzie wszystko gluci… Jednakże nie on tylko szkodzi śnieżnobiałym kafelkom. Otóż śnieżnobiałym kafelkom z połyskiem szkodzi wszystko! Jakakolwiek istota, która ma nogi i ręce, je i przemieszcza się – wychodzi na największego brudasa świata, gdy ośmiela się egzystować na śnieżnobiałej, święcącej powierzchni.

I wiem, że mogę po prostu to ignorować i nie sprzątać, ale powiem Wam, że … się nie da! Plamy i zacieki na białej podłodze atakują gapiąc się na mnie, gdzie bym nie ruszyła. Nie sprzątam codziennie dlatego, że nie mam co robić, albo, że to lubię. Sprzątam codziennie moją śnieżnobiała podłogę, ponieważ psuje mi humor mozaika plam, pyłków, włosów, śladów kapci i … smug po mopie :/ To jest to czego ja się nauczyłam o sobie, tym jak się mieszka w niefunkcjonalnym, ale ładnym mieszkaniu, o tym jak to jest mieć długowłosego, czarnego psa, który dodatkowo jest brudasem, i o tym czego nie będę mieć w przyszłości w swoim mieszkaniu…

Poniżej kilka fotek, które zapewne pojawiały się już wcześniej na blogu. Berek w pełnej krasie 🙂 Istotne jest też to, że setery mają miękką, przepuszczającą wodę, sierść – z nich nie da się zetrzeć brudu, bo nasiąkają błotem w sekundę. Niech żadnego przyszłego właściciela psa nie zaskoczy tak stan jego pupila. Tak jak wspomniałam – to jest do ogarnięcia i trzeba ta dodatkowa pracę wliczyć w koszta. Biała podłoga jest elementem zbędnym i można jej uniknąć.  Mam nadzieje, że mój wpis sprawi, że unikniecie mojego błędu i będziecie się trzymać z daleka od białej podłogi.

scottish setter

seter

setter

Nowa Huta i o tym co woli mój pies

Tego, że nie jesteśmy z Krakowa nie da się ukryć i też nie mamy po co udawać. Jako totalni przyjezdni mamy w swojej przeszłości takie występki jak, m.in: zrobienie sobie testu Czy jesteś prawdziwym krakusem?  , notoryczne mówienie „na dwór”, a nie „na pole” i ….. świadomą wycieczkę na Nową Hutę w celu jej zwiedzania.

Nowa Huta to architektoniczny i historyczny ewenement w skali światowej. Oceniać jej nie będę, a nawet nie ośmielę się mieć na jej temat swoje zdanie, bo jej nie znam. Jednak ze względów historycznych należy jej się szacunek i, na pewno, warta jest uwagi. Nie byłabym sobą, gdybym zwiedzania nie połączyła z psim spacerem. Padło więc na testowanie nowohuckiego wybiegu dla psów.

Wybieg znajduje się u zbiegu Alei Jana Pawła II i ulicy Biskupa Piotra Tomickiego, zaraz obok Nowohuckiego Centrum Kultury (NCK). Jest to kawałek parku ogrodzony siatką, dlatego ciężko go dostrzec z odległości.  Wybieg jest całkiem duży, zadrzewiony (jest cień!) i porośnięty w większości trawą, która jest wydeptana tylko przy ławkach. Jeśli chodzi o zaprojektowanie wybiegu… chyba nie miało w ogóle miejsca, bo jak już wspomniałam, jest to po prostu ogrodzona część parku – są trzy ławki, parę koszy na psie odchody, nie ma śluz przy furtce, nie ma żadnych przeszkód do agility, ani zadaszenia.

DSC_0767

DSC_0766

DSC_0765

Na wybiegu spotkaliśmy raptem parę osób z psami, ale byliśmy o dość nietypowej porze dnia. Ogólnie ciężko mi obiektywnie ocenić ten obiekt, bo mimo iż krótko tam byliśmy z Berkiem, i tak zdążyłam zostać opierdzielona przez inna właścicielkę psa – tym razem dostało mi się za to, że Berek ma przy obroży dzwoneczki….No cóż.

Z wybiegu przeszliśmy na Plac Centralny. To był ten moment kiedy mogłam poćwiczyć z Berkiem nieciągnięcie na smyczy. Plac Centralny trochę rozkopany, bo właśnie są remonty, ale udało nam się „zrobić kółeczko”.

DSC_0768

DSC_0770

 

Na Placu Centralnym już zauważyłam, że Berek jest zagotowany a pojenie go nie pomagało. Upału może i nie było tego dnia, jednak Psi Ryj ciepłą pogodę wyjątkowo źle znosi. Dalsze plątanie się po ulicach i ciąganie psa po rozgrzanym betonie nie miało sensu. Postanowiliśmy przejść na Nowohuckie Łąki i puścić Berka w wysoką trawę, żeby się schłodził.

I co zauważyłam – Berek cały spacer, cały pobyt na wybiegu był nijaki. Łaził, gapił się wąchał, ale widać było, że to nie jest dla niego „to”. Jednak jak tylko zobaczył przestrzeń łąk, krzaczory, połacie skoszonej trawy – odżył i zaczął biegać. Mój pies po prostu to kocha i nic innego. Miastowy nie jest i nie będzie, nigdy nic mu nie zastąpi biegania po polach. Jak bym się nie starała i nie zabierała go w nowe miejsca, gdzie , moim zdaniem, mogą być dla niego rozrywki, Berek będzie wolał puste pole i nieposkromione bieganie. Kontakty z innymi psami? Owszem, ale nie za dużo i zawsze z możliwością ewakuacji. Berek nie wykorzystuje do końca wszystkiego co daje psu obecność na wybiegu. Jemu zdecydowanie wystarczą kontakty z psami spotkanymi na spacerach, bo są naturalne i Berek ma kontrole nad tym co, kiedy, z którym psem i dlaczego. I jak obserwuje tą jego cechę to uwielbiam go jeszcze bardziej, bo chyba podejrzał to u mnie 😉

DSC_0780

DSC_0789

DSC_0793

DSC_0795

DSC_0791

DSC_0812

DSC_0814

DSC_0808

DSC_0802

DSC_0805

Szarża

Berek nie byłby Berkiem, gdyby na plaży nie próbował polować. Wystawia mewy, węszy, biega za kluczami kormoranów… Pełne szaleństwo! Udało mi się, jako tako, uwiecznić polowanie na plażujące gołębie. Skradanie, szarża i …. i nic 😉

DSC_0582

DSC_0586

 

DSC_0590

DSC_0593

DSC_0595

„Nie ma potrzeby, aby mój pies się bał”

… Takim zdaniem uzasadniłam ostatnio swoja prośbę, aby właścicielka odwołała swojego psa, który podszedł do mnie i Berka. Berek w kontaktach z innymi psami jest nieśmiały i zaniepokojony chowa się za mną. Z moich obserwacji wynika, że jest to dość rzadkie zachowanie wśród dorosłych psów. Berek bardzo chętnie się wita i jest chętny do kontaktu, ale jeśli z jakiegoś powodu obawia się innego psa, to najchętniej chciałby go spokojnie wyminąć i iść dalej. Jednak wiele psów widząc jego obawę wykorzystuje to i w dość dominujący sposób próbuje do Berka podejść.

I właśnie wczoraj, po raz kolejny, podbiegł do nas duży mieszaniem i nie chciał odejść. Był naprężony i onieśmielająco dominujący. Wierzyłam właścicielce, gdy zawołała do nas, że jej pies nic nie zrobi. Jednak to nie zmieniło faktu, że Berek był spanikowany, a 15 metrów linki oplotło się wokół mnie i mojego psa. Dwa razy zawołałam w stronę właścicielki, żeby zabrała swojego psa, aż w końcu na jej uspakajające „On nic nie zrobi” powiedziałam, że wiem, ale po prostu „nie ma potrzeby, żeby mój pies się bał”. Z czymś takim ciężko dyskutować, bo nie jest to pretensja skierowana w stronę drugiego psa, ani właściciela – to jest po prostu moja opinia, trochę prośba, mój wybór do którego mam prawo. Wybieram spokój mojego psa, a ktoś/coś mi w tym przeszkadza, więc uprzejmie proszę o to aby dać mi i mojemu psu spokój. Może to jest sposób na uniknięcie bzdurnej dyskusji o tym, że „PRZECIEŻ on chce się tylko przywitać i nic nie zrobi”….?

Berek i jego włochaty kolega 🙂

DSC_0609

Miejscowość Stegna – nad Bałtykiem poza sezonem

Nad Bałtykiem byłam ostatnio ponad cztery lata temu. Uważam, że polskie morze jet wyjątkowe pod każdym względem. Może i nie jest ciepłe i nie nadaje się do kąpiele, ale ma wiele walorów, które akurat dla mnie są niezwykle istotne. Bałtycka plaża nigdy nie wygląda tak samo, a i pogoda nad morzem bywa zmienna. Jednak jednego można być pewnym – będzie zimno i warto ubrać się na cebulkę. Jeśli przygotujemy się na każde warunki atmosferyczne i z takim nastawieniem pojedziemy nad polskie morze, to naprawdę uda nam się wypocząć. Nigdy nie oczekiwałam, że nad Bałtykiem będzie ciepło i słonecznie i dzięki temu nigdy nie rozczarowałam się pobytem na wybrzeżu.
Odkąd mam Berka, wprost marzyłam, żeby zabrać go nad Bałtyk. Berek to pies wręcz idealny na wakacje nad polskim morzem, bo jest aktywny, lubi spacery i zabawę. Leżenie plackiem na plaży, czego zresztą bardzo nie lubię, przy Berku odpada. Psi Ryj to dodatkowa motywacja do spacerów przy każdej pogodzie.

Jestem nad morzem, bo robię praktyki w Muzeum Stutthof , które znajduje się w Sztutowie. Mieszkam z Berkiem na terenie Muzeum, a na plaże podjeżdżamy autem, bo niestety jest spory kawałek a na bardzo długie wyprawy nie mam czasu. Jeśli chodzi o zaopatrywanie się w jedzenie, czy odwiedzanie sklepu zoologicznego czy apteki, to jeździmy do sąsiedniej, znacznie większej, miejscowości Stegna.
Ciężko mi polecić psiolubne miejscówki w tej okolicy, bo wynajmuję kwaterę zaproponowana mi przez Muzeum, która mieści się na jego terenie. Jednak spacerując z Berkiem po plaży spotykam różne psiaki, które spędzają tu wakacje ze swoimi właścicielami. Ani w Sztutowie, ani w Stegnie nie ma psiej plaży. Obecnie poza sezonem bardzo często na plaży jestem z Berkiem zupełnie sama. Nie problem też odejść kawałek dalej od głównego wejścia i mieć plaże dla siebie. Niepowtarzalne uczucie ! 🙂 Obecnie nadmorskie miejscowości wydają się wymarłe, bo turystów jest jak na lekarstwo. Można jednak znaleźć otwarte lokale (np Zielona Tawerna , gdzie wpuszczono nas z Berkiem) i sklepy. Wychodząc z założenia, że pogoda nad Bałtykiem bywa i tak kapryśna, wyjazd nad polskie morze poza sezonem to wspaniały pomysł.

A Berek i morze? Był zszokowany, że woda jest słona. Trochę obawia się fal i zdecydowanie chętniej wchodzi do wody, gdy jest spokojna. Myślę, że mu się podoba i to coraz bardziej, bo widzę, że z ochotą rano jedzie nad wodę i czasem nie chce wsiadać do samochodu aby wrócić do domu.

seter gordon

DSC_0629

DSC_0628

setter gordon

seter gordon

seter

seter gordon

seter gordon

DSC_0583

 

gordon

DSC_0574

DSC_0590

DSC_0560

Pływanie i skakanie

Berek raczej nie jest wielkim pływakiem. Do wody wchodzi chętnie, ale raczej nie pływa. Zdecydowanie preferuje brodzenie po płyciźnie i zamaczanie tyłka w błocie przy brzegu. aportuje patyki, ale nie zawsze. Szybko stwierdza, że już pływać mu się nie chce i rezygnuje z dalszej zabawy. Berek nie należy też do odważnych i pływania chyba trochę się obawia. Psią wersją Michael’a Phelps’a nie zostanie, ale jestem pewna, że dziś bawił się świetnie pływając 🙂

Podczas ostatniego spaceru z dwoma pięknymi Golden Retrieverami, oczywiście świetnymi pływakami, Berek pokonał swój strach i popłynął za piłeczką daleko od brzegu. Zmotywował go zapewne fakt, że Teodora i Duffel robili to bez zająknięcia, a on zostawał na brzegu. Przecież nie może go ominąć taka świetna impreza 🙂
Natomiast pływające nieopodal kaczki zmotywowały mojego psa do skoczenia z pomostu. Byłam z niego bardzo dumna, bo wiem, że dla niego to wielki wyczyn. Na dole wpisu zdjęcia ze skoku 😉

DSC_0589

DSC_0710
Śliczna Teodora i … no Berek 😉

DSC_0598

DSC_0613
słodka chwila w gnoju…
DSC_0623
Piękny Duffel

DSC_0638

DSC_0650
Teodora w kąpieli
DSC_0664
Berek płynie po piłeczkę

DSC_0653

DSC_0674

DSC_0694
Teodora i Berek

DSC_0693

DSC_0671

DSC_0702
Duffel i Berek

DSC_0689

DSC_0682

Czas na SKOK z pomostu: kaczki namierzone…

DSC_0676

chlup….

DSC_0677

DSC_0678

… i płyniemy do brzegu.

DSC_0680
krokodyl …

 

Berek w SPA i chwiejni panowie ;)

Jak Wasze psy znoszą gorącą temperaturę? Dla Berka 20C to już dużo i widzę, że ciepła pogoda ma wpływ na jego zachowanie.  Tylko w upał Berek tak naprawdę zwalnia. Niezależnie od temperatury zawsze ma ochotę iść na spacer, ale w lato szybko osiąga stan wrzenia i zaczyna biegać trochę wolniej niż zwykle. W upał, oprócz zajmowania się jak zwykle węszeniem za zwierzyną, Berek szuka sposobów na ochłodzenie się. Z moich doświadczeń wynika, że Polska to kraj wybitnie błotnisty … Zawsze, ale to zawsze, Berek wraca ze spaceru brudny, bo udaje mu się znaleźć jakieś bagno, kałużę, albo piach, żeby się wytarzać. Powrót do domu z psem z którego ocieka błoto napawa mnie swoistą dumą 😉

Zdjęcia poniżej zrobiłam podczas jednego, porannego spaceru. Upału nie było, ale Berkowi było oczywiście za ciepło. W drodze powrotnej zagadało mnie czterech chwiejnych, miejscowych gentlemen’ów na rowerach- podryw na mojego własnego psa jest wręcz gwarantowany, gdy Berek odwiedzi psie SPA i ocieka syfem. 🙂

seter gordon

seter szkocki

seter szkocki

seter gordon

seter szkocki gordon

seter szkocki

DSC_0544

DSC_0547

Mój pies terapeutyczny

Zdarzają się takie momenty, że dzieje się za dużo rzeczy i za szybko. Czuję się tym przytłoczona. Za szybkie tempo i natłok myśli obezwładniają mnie. Czasem tak po prostu bywa. W trudnych chwilach bardzo często łapię się na tym, że moje zagonione i zmęczone myśli uciekają do Berka. Nagle w ciągu dnia marzy mi się by go przytulic i móc spędzić z nim parę chwil. Albo zobaczyć jego roześmiany ryj ;). Potrzebuję mojego psa, bo jego obecność mi pomaga.

Już dawno stwierdziłam, że poranny spacer z psem to jedna z najmilszych chwil w ciągu dnia. Pies myśli schematycznie, ale też potrafi zaskoczyć swoją bystrością. Doskonale dostrzega schematy w zachowaniu człowieka i szybko się ich uczy. Najprawdopodobniej nikt nie zna równie dobrze Berka jak ja, ale mam też świadomość jak dużo Berek wie o mnie. Razem tworzymy spacerowy duet – jedno potrzebuje drugiego. Berek mnie napędza i mobilizuje. Natomiast ja widzę jak Berek zerka na mnie co chwila, przybiega się „zameldować” co jakiś czas , lub chowa koło mnie, gdy czuje się zagrożony. Uzależniłam się od świadomości, że jestem dla niego ważna na jego psi sposób.

seter gordon

gordon

seter gordon

DSC_0532

setter gordon

DSC_0523

Nova Krova – psiolubna wegańska knajpa w Krakowie

Postanowiliśmy odwiedzić wegańską knajpkę Nova Krova . Oczywiście zabraliśmy ze sobą Berka. Jak już wspominałam w poprzednim poście, „bywanie” z Berkiem jest dość uciążliwe, bo zwykle kręci się i miota, co po prostu nas męczy i jest nieprzyjemne. Ale staram się nie poddawać zniechęceniu i od czasu do czasu Berek jedzie z nami „na kawę”.

Najpierw zrobiliśmy około 30 min spaceru po mieście – Berek się nawąchał psich zapachów, trochę zmęczył zgiełkiem ulicy. Dla mojego psa jest to przeżycie, bo rzadko bywa wśród samochodów, ludzi i ulicznego zgiełku. Zachowywał się super – mało ciągnął na smyczy, był wesoły i nastawiony na kontakt z nami. Gdy dotarliśmy wreszcie do Novej Krovy , byłam pozytywnie nastawiona, zachwycona moim psem, nie wymęczona szarpaniem i …głodna 😀

Nova Krova to psiolubna, wegańska knajpa. Można w niej zamówić fikuśne, zdrowe burgery zrobione np. z kaszy quinoa, lub czerwonej fasoli, do wyboru są trzy rodzaje pieczywa do burgera. Krova serwuje także śniadania, sałatki i zupy. Można także zamówić wegański deser. Jadłam sernik z kaszy jaglanej z dodatkiem kiwi i zielonej herbaty. Nie był oczywiście serowy w smaku, za to był zielony i przepyszny 🙂 Zapachy z kuchni wydobywały się nieziemskie – nawet Berek w pewnym momencie stwierdził, że jest weganinem i zaczął niuchać co tam mamy dobrego na stole.
Berek dostał wodę, która oczywiście za chwilę rozlał. Jednak mamy już gordona dwa lata, więc wiemy, że nie ma co ruszać się z domu bez ścierki… Wycieranie mebli, siebie i psa ze śliny to norma. Można też wytrzeć podłogę z wody, nie? 🙂
Berek na początku oczywiście się kręcił, ale szybko się uspokoił i leżał (!) pod stołem. Oczywiście nie siedzielismy w Krovie długo, ale jednak udało nam się spokojnie zjeść, spędzić chwilę na rozmowie a nie tylko na szarpaniu się z psem. Uważam to za wielki sukces i jestem bardzo dumna z mojego psa 🙂

Na pewno wrócimy do Novej Krovy. Szykuję się na śniadanie mistrzów – zaciekawił mnie hummus podawany z sezonowymi dodatkami i pieczywem. Zajrzyjcie też na Kroviasty FB.

Nova Krova
Plac Wolnica 12
Kraków
otwarta od 10.00 do 9.00,
piątki – soboty od 10.00 do 23.00

SAM_1183

SAM_1186

SAM_1192

Nova Krova

Czemu zdecydowaliśmy się wykastrować Berka

Nie mam zamiaru pisać o medycznych aspektach kastracji psa, bo nie czuję się kompetentna w tym temacie. W internecie jest już wiele artykułów o tym, można też z łatwością zasięgnąć informacji u weterynarza. I na pewno warto wypytać o wszystko zanim podejmie się decyzję o zabiegu kastracji. Napisze jak to było u nas, z mojego punktu widzenia. Berkowego zdania mogę się tylko domyślać… 😉

Nie mam nic przeciwko kastracji jeśli jest ona konieczna dla zapewnienia zdrowia i bezpieczeństwa psa. Uważam, że żaden zabieg medyczny u zwierzęcia nie powinien być wykonywany na zasadzie „widzi mi się”. Decyzje dotyczącą kastracji nie podejmowałam szybko, bo nie miałam dostatecznie przekonywujących argumentów „za”, ani „przeciw”. Setery późno dojrzewają i Berek za cieczkami nigdy nie latał. Oczywiście interesował się sukami, które sporadycznie spotykał na spacerach, ale były one wszystkie wysterylizowane. A dodatkowo u Berka zainteresowanie nimi wzrastało, gdy pojawiał się w okolicy inny samczyk. Wszystkie te zachowania mogłam swobodnie kontrolować – na spacery chodzimy zwykle na pustkowia, nie mieszkamy w mieście i okazje kiedy spotykał sunię i samca w tym samym momencie były bardzo sporadyczne i łatwe do uniknięcia. Nie było jego zachowanie dla nas kłopotliwe.

Ale ostatnio… Berek poczuł cieczkę. Pierwszy raz w życiu widziałam u niego takie zachowanie. Schodziłam już z pól, byłam niedaleko miejsca gdzie zaczyna się wieś, ulice, gdzie zwykle już zapinam Berka na smycz. Berek w takich rejonach rozluźnia się, koncentruje na mnie, bo nie ma już tropów ani niczego co dla niego stanowi jakikolwiek obiekt zainteresowania. Tymczasem owego dnia, nagle, zaczął biegać w kółko jak szalony i węszyć. Nagle wyrwał i zaczął biec w stronę zabudowań. Zawołałam dwa razy i zawrócił. Przybiegł do mnie, usiadł, cały drżał i płakał… Zapięłam go i próbowałam uspokoić, ale to było na nic. Poszliśmy do domu, a Berek przez następne dni płakał i wydawał się bardzo (nawet jak na niego) pobudzony i napięty. Widząc to, zrozumiałam, że kastracja jest konieczna u Berka. W Dziekanowie Leśnym pod Warszawą, gdzie właśnie obecnie spędzamy kilka dni z Berkiem, mam zaprzyjaźnionego wspaniałego weterynarza. Umówiłam się na badania kontrolne Berka – badanie krwi i kału. Wyniki były zadowalające i mogłam zapisać Berka na zabieg kastracji. Jestem wdzięczna losowi, że wydarzyło się coś co pomogło mi w końcu zdecydować o tym o czym zdecydować powinnam już dawno czyli o wykastrowaniu mojego psa. I na szczęście, gdy pierwszy raz ruszył za cieczką, nie doszło do nieszczęścia, bo jest cudownym psem i do mnie grzecznie zawrócił, pomimo iż instynkt ciągnął go gdzie indziej.

Mam tylko do siebie pretensje, że mając tak reakcyjnego psa nie przewidziałam, ze „zakochanie się” będzie dla niego też intensywne, a dla mnie ciężkie do zniesienia. W czasie tych kilu dni kiedy był badany i potem czekał na umówiony zabieg, był wyjątkowo niespokojny. Mimo iż jest psem niezwykle energicznym praktycznie cały przez cały czas, widziałam różnicę w jego zachowaniu – był nieobecny, ogłupiały, niezwykle zagubiony, biegał od okna do okna. I ciągle wzdychał, popiskiwał, nie spał spokojnie. Myślę, że gdybym tylko spuściła go ze smyczy, wyrwałby jak dziki. Zrozumiałam, ze nad tym nie zapanuję, a strach o życie mojego psa ułatwił mi podjęcie decyzji.

Zabieg był wczoraj. Wszystko się udało. Berek wybudził się szybko i tylko wczoraj wieczorem był jeszcze trochę otępiały po narkozie. Przespał całą noc w kołnierzu, dziś trochę zjadł i nie zwymiotował. Dostaje profilaktycznie antybiotyk i znieczulenie od weterynarza. Ostatnia dawka będzie w sobotę. Jest wesoły i biega po ogrodzie moich rodziców. Myślę, że ranka mu jakoś bardzo nie dokucza. Bardzo pilnuję by jej nie lizał, żeby mogła jak najszybciej się zagoić. Na pewno jest zmęczony po zabiegu, więcej dziś śpi i trochę mniej się rusza :), ale w końcu kastracja była wczoraj… Ale wiecie co – pewnie z powodu jego ogólnego osłabienia, a nie obniżonego już poziomu testosterony, ale widzę znów w jego oczach mojego Berka, a nie zdziczałego, ogarniętego strachem i zagubionego psa, który jest wymęczony przez coś czego nie może zaspokoić i czego nie rozumie. Może tą zmianę sobie wmawiam… Możliwe. Zobaczymy jak będzie w ciągu najbliższych tygodni, gdy kastracja zacznie wpływać na jego zachowanie i wyciszy jego popęd. Dziś Berek tulił się do mnie, zaglądał mi w oczy, trącał nosem, przynosił piłeczkę. Nie płacze. Zasypia koło mnie na kanapie. Wydaje się spokojniejszy. Jest nam lepiej.

SAM_1124
Chwilę po zabiegu – Berek dopiero co wybudzony z narkozy.
SAM_1123
Koniecznie chciał wejść do kennelu. Średnio się mieścił w kołnierzu, ale w końcu udało mu się wygodnie ułożyć.
SAM_1129
Dzień po zabiegu – kołnierz oklejony taśmą, aby nie rozerwały się brzegi i nie popękał, gdy Berek biegał po krzakach.
SAM_1131
Dzień po zabiegu

A poniżej filmik z Berkiem – zabawa jeden dzień po kastracji :). Jednak zabawa trwała stosunkowo krótko, bo Berek szybciej się zmęczył.

A jutro idziemy na dłuższy spacer 🙂