„Houston, mamy problem!” – śnieżne kulki

Ok, bądźmy szczerzy – to nie jest prawdziwy problem ;). Tak naprawdę śnieżne kulki w wykonaniu Berka są śmieszne. Nie mówię o śniegu powbijanym w psie stopy, który go uwiera i boli – to jest problem i często muszę pomagać Berkowi pozbyć się tych lodowych butków. Jednakże śniegowe kulki, o których jest ten wpis, są idiotyczne i zabawne :D.

Śniegowe kulki nie występują zawsze, gdyż jest potrzebny odpowiedni rodzaj śniegu, który będzie wilgotny i ciężki. Musi też być go też stosunkowo dużo, żeby zanurzyły się w nim psie stopy na odpowiednią głębokość. Dziś taki śnieg był, choć kiedyś, gdy oczywiście nie miałam ze sobą aparatu, był jeszcze lepszy – Berek miał wtedy kulki nawet na przednich łapach :D.

Nie znam sposobu na walkę ze śnieżnymi kulkami, ale też nie za bardzo szukałam. Cóż – Berka to nie boli, ewentualnie może trochę drażni i spowalnia ruchy…. a wszystko co spowalnia mojego psa w galopie bardzo mnie cieszy 🙂 Czasem Berek podchodzi do mnie i prosi by mu kulki zdjąć, ale zdarza się to bardzo rzadko, gdyż zwykle nie ma czasu się zatrzymać i pomyśleć, że coś warto z tymi kulkami zrobić. Berek biega jak opętany, cały roześmiany, zziajany jak małe dziecko – jak ma się przejąć takim małym szczegółem jak kilogramy zamarzniętego śniegu przyczepionego do jego nóg?…

Dzisiejszy spacer zaczęliśmy wczesnym rankiem i łaziliśmy ponad 2 godziny po lesie. Berek szalał! Myślę, że był w galopie przez większość czasu. Facet musiał kłaść się w śniegu, żeby się ochłodzić :). Spacer był super, pomimo zimowej aury (komentowanie pogody pominę…). Napracowaliśmy się bardzo, bo ogarnianie Berka nie jest rzeczą prostą, nawet, a głównie, kiedy jest spuszczony ze smyczy. Jednakże było wspaniale i jestem pewna, że Berek był zachwycony. W domu padł, a jak ocknął się po około godzinie nieprzytomnego snu, to pierwszą rzeczą jaką zrobił to było dopominanie się o jedzenie, co też rzadko się zdarza, bo żarłokiem nie jest. Wiedziałam, że to był taki zdrowy, wybiegany apetyt :).

Zamieszczam kilka fotek z kulkami śniegu. Może t takie Berkowe pisanki?

DSC_0369

DSC_0418

DSC_0413

DSC_0402

DSC_0428

DSC_0327

A ostatnie zdjęcie czemu tutaj? Oj nie mogłam się powstrzymać 😀 – ja tak widzę Berka przez większość czasu 🙂

DSC_0328

Reklama

W marcu jak w garncu…

Gdy zaczęło robić się ciepło pomyślałam sobie, że zaczekam na piękną słoneczną pogodę i wtedy dopiero porobię Berkowi zdjęcia. Posiedzimy na trawie, odsapniemy od ciągłego łażenia – będzie super. Ale zaczął padać śnieg… Ciężko mi znaleźć motywację w taka szarą pogodę i, przyznaję, że mam już dość zimy w tym roku. Tak więc to moja wiosenna pogoda z dzisiaj :D…

Berek ostatnio jest grzeczny na spacerach. Parę razy pojechaliśmy na krakowskie Błonia, gdzie szalał z innymi psami. Jednak najczęściej chodzimy na poranne, samotne spacery po polach niedaleko domu. Dzisiaj Berek szalał za dwóch, bo wiało i polował na omiatane wiatrem zaspy 🙂 Łaziliśmy prawie 2 godziny i było cudownie. Dzięki Berek!

DSC_0357

DSC_0354

DSC_0378

DSC_0398

DSC_0399

No ile można?

No właśnie nie wiem ile można wytrzymać bez blogowania o Berku… Na pewno przerwa jest już zdecydowanie za długa i zaczyna mnie to drażnić. Niestety nic na to nie poradzę, czasem tak jest, że trzeba na chwilę coś przerwać, żeby popchnąć do przodu coś innego.

Jutro ostatni egzamin w tej sesji i wracam do świata żywych. Mam nadzieje, że znów zacznę robić fotki, mieć pomysły na nowe wpisy. Mimo iż na blogu nic ciekawego się nie dzieje ostatnio, to Beruś bynajmniej nie zwolnił i nie odpuszcza mi nawet na chwilę 🙂 Czasem jest ciężko, bo myśli się kotłują w głowie, mózg jest zmęczony od nauki i ciągłego napięcia, a tu trzeba wstać wcześniej i 2 godziny łazić po lesie z psem… Czasem jest ciężko. Ale dzięki Berkowi jeszcze nie oszalałam  🙂 – ta sesja jakoś wyjątkowo się ciągnie, a ja jestem w kiepskiej formie. Tylko dzięki Berkowi jeszcze idę do przodu. Brzmi to dramatycznie, ale nie wiem jak inaczej to ubrać w słowa. Dajmy taki przykład z dnia dzisiejszego – poranny spacer, zimno ciemno, pada śnieg. Berek szaleje zachwycony białym puchem. Po jakimś czasie ma całe nogi oblepione białymi kulkami, aż po sam brzuch. Zły, że mu to dynda i przeszkadza w bieganiu zaczął skakać jak małpka w górę i na boki. Gdy ukucnęłam mu pomóc odczepić śnieg, to elegancko podawał mi wszystkie łapy po kolei. Książę. Efekt? Dawno tak się nie śmiałam jak dziś na tym spacerze 🙂

Mam nadzieję, że jak trochę odsapnę, to zmobilizuję się do robienia fotek i szukania nowych miejsc na spacery. Na razie wyłączam się i staram się wyłapywać te najcudniejsze rzeczy w Berku, przy minimalnym moim wysiłku umysłowym 🙂

Powtórka z rozrywki

I znów jest ciężko. Nie wiem czy jest to związane z pogodą, moim nastrojem, czy może zupełnie z niczym, tylko po prostu tak teraz musi być. Berek szaleje. I nie chodzi o to, że biega i ma energię, bo to akurat biorę pod uwagę i nie oczekuję, że będzie inaczej. Chodzi raczej o to, że znów się miota, kombinuje, ma masę swoich pomysłów na to co robić podczas spacerów i w domu.

Kiedyś już wspominałam, że Berek czasem, gdy mu się nudzi na spacerze na pobliskiej łączce, to zaczyna zerkać w stronę ulicy i czasem „poluje” na auta. Zupełnie chyba nie rozumie, że to świecące w oddali „coś” to auto… Gdy idziemy ulicą na smyczy w ogóle nie zwraca uwagi na samochody. Dziś rano na spacerze z jego kolega Lenkiem Berek praktycznie cały czas gapił się w stronę ulicy, a ja tylko czekałam jak ruszyyyyy………  Nie reagował na zaczepki, rzucanie śnieżek, próby odwrócenia jego uwagi od ulicy. Nic. W końcu nie wytrzymałam i zapięłam go na smycz. Zostawiliśmy Lenka na polance, a ja poszłam z Berkiem do lasu z dala od ulicy. Tam biegał w miarę normalnie i dopiero jak wracaliśmy to znów napinał się i zerkał czy można upolować auto. Dla mnie to za dużo. Tak okropnie mnie to stresuje, że czasem płaczę ciągnąć tego psa na smyczy, ćwicząc „równaj” itp, aż do miejsca, gdzie wiem, że już nie widać samochodów jako przemieszczających się w oddali punkcików. Stres mnie wykańcza.

Zawsze chodziliśmy na polankę na wieczorne bieganko z Lenkiem. Dziś postanowiłam, że nie już nie pójdę, bo nie chcę ryzykować spuszczania Berka ze smyczy, gdy jest ciemno. Trudno, będziemy łazić po osiedlu na sznurku i jakoś wytrzymam jego stęki wieczorem. Chyba muszę gdzieś wyjechać z Berkiem, zmienić otoczenie, popracować nad moim nastrojem. Gdzieś gdzie nie ma aut i nie będę musiała tak bardzo się wszystkim martwić… A Berek mógłby przełożyć swoje wizje na „po sesji”, co? 🙂

 

Am-(b)erek ;)

Ah, to długa historia i już od jakiegoś czasu zamierzałam ja opowiedzieć. Moim zdaniem jest w każdym calu nietuzinkowa.

Kiedyś, jeszcze chyba we wrześniu zeszłego roku, byliśmy z Berkiem na psim wybiegu w Krakowie. Moją uwagę zwrócił nieduży, brązowy pies, który biegał sobie po terenie i wyglądał jakby wszystkich i wszystkiego pilnował. Był cudny i na długo go zapamiętałam.

Az tu nagle znów go zobaczyłam, tym razem w internecie! Piesek miał bardzo charakterystyczną mordkę więc od razu go zapamiętałam. Na stronie jednej z firm oferujących sesje zdjęciowe zwierzaków pojawiła się znajoma psia minka. Potem jakimś cudem wyszukałam go w internecie, zapoznałam się z jego panią – przesympatyczną Magdą i….. spotkałyśmy się na wspólnym spacerze w Lasku Wolskim :). Okazało się, że psiak nazywa się Amber i został adoptowany ze schroniska w Krakowie. Magda opowiedziała mi jego dramatyczna historię, którą postanowiłam opisać na blogu. W niedzielę spotkałyśmy się znów w okolicach Lasku, a potem Magda z Amberem wpadli na kawę. Psy dogadywał się całkiem dobrze, chociaż Berek nie pozwolił Amberowi wejść na jego kanapę…

Ale teraz myślę, że czas na Ambera … 🙂

Amber został znaleziony w styczniu zeszłego roku, przywiązany do bramy schroniska w Krakowie. Ktoś zostawił także karteczkę, że pies urodził się w 2010, ma na imię Amber i jest chory na cukrzycę. W schronisku nie dawano temu wiary i pies został zdiagnozowany od nowa. Okazało się, że najprawdopodobniej ma moczówkę prostą, której jedna z odmian objawia się tym, iż organizm nie wytwarza hormonu odpowiedzialnego za zagęszczanie moczu. W schronisku zaczęto podawać Amberowi odpowiednie leki, ale jego stan nie poprawiał się. Pies bardzo często oddawał mocz, wydawał się bardzo zestresowany pobytem w schronisku. siedział sam w boksie i bł osowiały. Co gorsze, weterynarze ze schroniska nie byli do końca pewni diagnozy, gdyż leki nie poprawiały stanu Ambera.

I wtedy pojawiła się Magda :D. Zachwyciła się Amberem od razu. Szukała psa do adopcji już od pewnego czasu, ale nie była pewna czy da sobie radę z tak ciężko chorym zwierzakiem. Potrzebowała paru tygodni, aby przemyśleć całą sprawę i zasięgnąć opinii u lekarzy weterynarii. Plusem było tez to, że Magda pracuje z domu i wiedziała, że będzie mogła wyprowadzać Ambera często na dwór, ab załatwił swoje potrzeby i powoli opanował swój lęk separacyjny. W końcu, po 6 miesiącach pobytu w schronisku, Amber znalazł dom :). Magda opowiadała, że pierwsze dni z Amberem były ciężkie: Amber był zdenerwowany, a w związku z tym więcej pił i siusiał. Na początku zdarzało mu się załatwiać w domu, gdyż jeszcze nie wiedział jak pokazać, że potrzebuje wyjść. Z powodu lęku, lub choroby, Amber potrafił wypijać średnio 5 litrów wody na dobę. Było z nim dużo roboty, i przyznaję, że bardzo podziwiam Magdę, że dała radę.

Amber jest teraz radosnym psiakiem z silnym charakterkiem. Słodziak tylko udaje nieśmiałego i zdecydowanie wie co może zdziałać robiąc minę kota ze Shrek’a :). Oczywiście nadal otrzymuje leki,je specjalna karmę  obniżonej zawartości fosforu i białka, potrafi wypić hektolitry wody i sikać 3-4 razy w ciągu nocy i średnio co 3 godziny w ciągu dnia. Magda nie zostawia go samego w domu, bo Amber bardzo to przeżywa. Na pewno wymaga dużo zaangażowania i poświęconej mu uwagi. Magda powoli zaczęła puszczać go ze smyczy, a Amber słucha się świetnie. Najlepiej wabić go na kawałki suchego chleba. 😀 Berka próbował (i to skutecznie!) ustawiać, jako, że Berek to dzieciak jeszcze i … głównie służył Amberowi do gonienia :).

Chłopaki bawili się świetnie, a spacer, pomimo parszywej pogody, był świetny. Na koniec Magda wpadła z Amberem do nas na kawę. To był pierwszy raz kiedy Berek miał jakiegoś innego psa u siebie w domu. Byłam bardzo ciekawa jego reakcji, a Magda chciała zobaczyć jak będzie się czuł Amber i czy nie będzie się denerwować. Okazało się, że dogadywały się dobrze, jedyny „zgrzyt” to Berusław, który stwierdził, że co jak co ale żaden pies nie będzie siedział na jego kanapie. Amber mógł nawet wejść do jego klatki, pić z jego miski, ale od kanapy musiał trzymać się z daleka… :)> I jeszcze w domu chciały się bawić! Po pewnym czasie Berek zasnął u siebie w klatce, a Amberowi zaczęły kleić się oczy. To było niesamowite, jak wspaniale sie dogadywały – Amber odnalazł się w zupełnie nowym miejscu i sytuacji, a Berek zaakceptował kolegę u siebie w mieszkaniu, aż do tego stopnia, że był w stanie po prostu iść spać i się nim nie interesować. Jestem dumna z ich obu :D.

Uważam, że warto pisać, mówić, pamiętać o tym, że psie cuda się zdarzają, ale są do tego potrzebni tacy ludzie jak Magda – którzy poświęcają swój czas i energię na to, aby pomóc psiakowi i dać mu szczęśliwy dom, wtedy kiedy nikogo to zwierzę nie ma.

Ambera można lepiej poznać na jego blogu http://dailyamber.tumblr.com/

Strona krakowskiego schroniska dla zwierząt bezdomnych http://www.schronisko.krakow.pl/

s

DSC_0292

DSC_0300

DSC_0304

DSC_0310

DSC_0322

DSC_0330

DSC_0334

DSC_0341

DSC_0347

DSC_0365

DSC_0357

DSC_0349

DSC_0352

DSC_0369

Okolice Krakowa – Dolina Kluczwody

Odwiedziliśmy z Berkiem część Parku Krajobrazowego Dolinek Krakowskich, który znajduje się na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Dolina Kluczwody nie jest długa, ale krajobraz jest bardzo urozmaicony. W dniu w którym tam byliśmy pogoda była wprost wiosenna. Mimo iż było słonecznie i dość ciepło, ścieżka była całą pokryta lodem i spacerowanie było bardzo utrudnione. Śniegu oczywiście nie było 🙂

Spacer był przyjemny, jednak jestem pewna, że mogłoby być znacznie sympatyczniej, gdyby pogoda była hmmm….. konkretniejsza. Teraz, nawet gdy jest ciepło, to wszystko jest bure i bez wyrazu. Zapewne w śnieżną zimę skały i strumień w Dolinie Kluczwody wygląda zachwycająco. Podobnie jesienią lub w ciepłe lato. Ale nie ma co narzekać 🙂 – gdyby był wielki mróz pewnie w ogóle bym się tam nie wybrała.

Berek był zachwycony! Ganiał jak szalony, w górę, w dół. Wskoczył nawet do strumyka… Słuchał się wspaniale, dzięki czemu nie stresowałam się i też spędziłam miło czas. Bardzo tego potrzebowałam, bo ostatnio  brakowało mi spacerów z psem w nowych miejscach. Czy też macie coś takiego? Potrzebujecie czasem udać się z psiakiem w nieznane na wyprawę?

(info: wjechaliśmy do Dolinki od strony miejscowości Ujazd. Jest tam bardzo kiepsko z miejscem do parkowania. Wiem jednak, że jest drugi wjazd od strony Wielkiej Wsi i możliwe, że tam jest lepiej i wygodniej podjechać.)

DSC_0292

DSC_0313

Nie ma nic lepszego od spaceru z psem 🙂

DSC_0320

DSC_0331

Przerwa na kawę 🙂

DSC_0338

DSC_0293

Berkowy Spacer Urodzinowy

Było wspaniale! 🙂 Byliśmy z Berkiem zachwyceni, bo towarzystwo było przednie i to ludzkie i psie :). Ale po kolei…

Berek czul od rana, że coś się święci i ledwo mógł ustać z podniecenia, gdy czekaliśmy na imprezowiczów. Zabawa zaczęła się od razu i psy nie potrzebowały dodatkowego czasu na zapoznanie czy rozgrzewkę – szaleństwo w śniegu, gonitwy i susy w zaspy to podstawa. Zjawił się zespół http://dogspaths.blogspot.com/ z piękną Teslą (w większych szelkach). Przyszła również urodziwa siostra Tesli – Mori, która zdecydowanie wpadła w oko Berkowi…. Towarzyszył nam również facet Pefo -uśmiechnięty piaskowy lablador.

Na szczęście spacer odbył się jeszcze zanim przyszłą odwilż i psiaki nie wymazały się całe błotem. Słonce świeciło, ale było dość zimno. Mimo iż posmarowałam Berkowi łapy woskiem, to i tak zaraz miał kulki… Ale nie do końca miał czas zatrzymać się, aby je wygryźć :). Niestety albo „stety” Berek bł jeszcze dodatkowo zajęty bardzo intensywnym zabieganiem o względy Mori… Hmmm to jednak jest za ładnie powiedziane – cóż, Berek skończył roczek i jest już facetem 🙂 Mori była jednak bardzo cierpliwa i często udawała, że Berek jej nie przeszkadza. Ale mi było trochę głupio, bo co to tak od razu przystępować do dzieła – a gdzie czas na pierwszą randkę i trochę romansu…:)

Spacerowaliśmy prawie dwie godziny, była herbatka dla ludzi i moje ciasto-twór do poczęstowania. Berek dostał jeszcze dodatkowo WSPANIAŁE prezenty urodzinowe: smakołyki w postaci kostek i czyszczaków do zębów, a także ciasteczka z wątróbki (w idealnym !! opakowaniu, które od razu zarekwirowałam 🙂 ).

Myślę, że częściej trzeba spotykać się na takie wspólne spacerowanie, bo i nam ludziom i psiakom zawsze przyda się taka dawka radochy i szaleństwa. Trzeba dbać o swój poziom endorfinek.

Popatrzcie sami co się tam działo 🙂

P.S Bardzo brakowało nam http://myhovawart.com/ z Hebanem, Fado z http://psiewedrowki.blogspot.com/ i Nuciejki z http://nuciaczek.wordpress.com/. Niestety Heban skaleczył się w łapkę i intensywna zabawa nie byłaby w tym momencie wskazana, bo ranka musi się spokojnie zagoić, żeby mógł potem swobodnie hasać. A panie Fadowe i Nuciejkowe rozchorowały się okrutnie :(. Mam nadzieje, że uda nam się uda spotkać i tak – zawsze można zrobić powtórkę z Berkowych urodzin, albo po prostu imprezę bez okazji 😀

DSC_0367

DSC_0239

DSC_0243

DSC_0250

DSC_0232

DSC_0256

DSC_0276

DSC_0292

DSC_0294

DSC_0314

DSC_0351

DSC_0328

„Zrozumieć psa” według Johna Bradshaw’a

bradshaw

Przyznaję, że książkę „Zrozumieć psa. Jak być jego lepszym przyjacielem” Johna Bradshaw’a nadal czytam, ale już pierwsze rozdziały zainspirowały mnie do napisania nowego posta. Książka jest teraz nowością wydawniczą i jest dostępna prawie w każdej księgarni. I nie da się nie oceniać jej po okładce, gdyż okładkę ma przepiękną 🙂

Bradshaw gównie koncentruje się na przedstawieniu w prosty sposób jak działa psia psychika i dlaczego psy zachowują się tak, a nie inaczej. Jednakże, w odróżnieniu do większości książek i poradników dla właścicieli psów, autor nie analizuje konkretnych zachowań objaśniając „co Twój pies próbuje ci powiedzieć”. Bradshaw postanowił rozwinąć temat trochę lepiej i wyjaśnić czemu my, ludzie, tak często źle interpretujemy psie zachowania i czemu prowadzi to do nieporozumień.

Wszyscy wiemy, że psy pochodzą od wilka. Bradshaw dokładnie tłumaczy od którego wilka pochodzi pies domowy, kiedy i dlaczego został najprawdopodobniej  udomowiony. Oczywiście autor nie zaprzecza, że najbliższym krewnym psa jest wilk. Zaznacza jednak, że psy nie zachowują się jak wilki i analizowanie ich zachowań poprzez pryzmat zachowań wilków jest dla psów po prostu krzywdzące. Bradshaw twierdzi, że społeczne życie wilków jest oparte na koncepcie rodziny. Para wilków rozmnaża się a ich dzieci zostają przy rodzicach by pomagać im w wychowaniu kolejnego potomstwa. Rozmnaża się tylko jedna para z takiej rodziny, a reszta chroni mode. Jest to najlepszy sposób aby ochronić linię swojej krwi… Jeśli któryś z młodych samców jest dostatecznie silny opuszcza rodziców i szuka samicy z którą tworzy podobną strukturę rodzinną.  Bradshaw twierdzi, że wilki żyjące w niewoli, czyli te które są najlepiej zbadane przez człowieka, funkcjonują w nienaturalnych dla nich warunkach co wpływa na ich relacje. Osobniki są zmuszone przebywać i akceptować siebie nawzajem, co czasem jest niemożliwe. Autor zaznacza, że w naturalnym środowisku osobniki, które są tzw. outsiderami zwykle opuszczają stado lub trzymają się na uboczu. Często po prostu uciekają przed silniejszymi osobnikami. Natomiast wilki trzymane w niewoli uciec nie mogą. W związku z tym, aby uniknąć konfliktów są skazane na zachowania, które w naturalnym środowisku jest wręcz niespotykane. W zoo wilki często kładą się na plecy i pokazują brzuch – poza którą znamy od psów. Według Bradshaw’a u wilków jest to objaw desperacji- robią tak, gdy inne sposoby zakomunikowania przyjaznych zamiarów zawodzą, a ucieczka jest niemożliwa, czyli bardzo rzadko.  Bradshaw zaznacza, że ta pozycja nie oznacza u wilków poddaństwa – tak robią młode gdy podchodzi do nich matka. Młode wilki nie maja potrzeby pokazywania matce poddaństwa, raczej starają się okazać swoje oddanie, przyjaźń i miłość. Jest to podstawowy element budowy rodzinnych relacji w grupie wilków. Jednakże w niewoli zwierzęta zostały zmuszone do szukania nowych sposobów komunikowania, tylko dlatego, iż np. mieszkają z osobnikami których chętnie by unikały w naturalnym środowisku.

Kolejnym przykładem jest zachowanie psa, które ludzie także uważają za okazywanie poddaństwa, czyli gdy pies powoli podchodzi z uszami położonymi po sobie i podkulonym merdającym ogonem. Bradshaw pisze, iż jest to sygnał afiliacji a nie poddaństwa podczas rytuału powitalnego wilków. Zwykle wilki robią tak, gdy zbierają się na polowanie, a autor nazywa to elementem ceremonii grupy. Rytuał ten jest odgrywany przez parę rodziców i ich starsze potomstwo i ma na celu umocnienie więzi rodzinnych, a nie pokazanie poddaństwa. Bradshaw zaznacza, że jest to zachowanie typowe dla relacji rodzice-dzieci, a fakt iż częściej odgrywają ją dzieci jest po prostu naturalny w grupie rodzinnej. Oznacza zaufanie i oddanie.

Poglądy Johna Bradshaw’a kwestionują szkolenia, które są oparte na elemencie dominacji. Nie wspomnę już o metoda sławnego Ceasara Millana… Nie jestem specjalistą i wiem, że muszę bardzo wiele się nauczyć, aby chociażby być w stanie ocenić poglądy autora. Jednakże czytając ta książkę przypomina mi się moment, gdy Berek pokazywał charakterek przy misce. Potrafił kłapnąć zębami, zawarczeć. Jak już wspominałam, zaczęłam karmić go z ręki, lub po prosu siedzę przy nim jak je i wkładam ręce w jego jedzenie co jakiś czas. Berek już na mnie nie reaguje i czasem nawet czeka jak go nakarmię… Nie rozumiem jednak co jego poprzednie zachowanie miało pokazać. Czy był to brak zaufania? Czy nie starał się pokazać mi, że to ON ma prawo teraz jeść i mam spadać? Jeśli tak, to moje relacje z Berkiem w tamtym czasie nie były oparte na rodzic-dziecko, a raczej było to coś w stylu kumpel-kumpel, któremu można zabrać żarełko… Myślę, że atmosfera przy misce jest teraz OK. Jednak marzy mi się, aby pan Bradshaw poszedł kiedyś ze mną i z Berkiem na spacer i wyjaśnił mi co według niego dzieje się w głowie mojego psa.

Książke polecam, gdyż jest po prostu ciekawa. Zachęca do interakcji z psem, obserwacji i dalszej refleksji. Osobiście podoba mi się również to, że autor uważa psy za zwierzęta niezwykłe, bo są właśnie takie a nie inne.

Co powiedziałby Twój pies?

Podobno zwierzęta mogą przemówić ludzkim głosem w wigilijną noc… Obawiam się jednak, że może i mogą, ale nigdy tego nie zrobiły. Sądzę, że my ludzie najedlibyśmy się dużo wstydu, gdyby zwierzaki powiedziały wprost co o nas myślą. Uważam, że by się nam dostało i często zasłużenie…

Ostatnio zaczęłam zastanawiać się, czy Berek jest naprawdę szczęśliwy, bo psiak ma potrzeby kosmiczne, a czasem spacer okazuje się taki najzwyklejszy i wręcz nudnawy… Czy Berek 24 grudnia w nocy powie mi co o tym wszystkim myśli? Czy Ryjosław zażyczy sobie jeszcze dłuższych spacerów? Może spania w łóżku? Bardziej wyszukanego jedzenia?

A może… A może powie, że jest OK? Czasem zaglądam w jego psie oczy i widzę zachwyt. Najprawdopodobniej jest to moja ludzka interpretacja psiej mordki i faflowatej miny, ale wmawiam sobie, że to psi uśmiech :). Widzę w tym ryjku szczęście i zadowolenie, poczucie bezpieczeństwa i zaufanie. Może w Wigilię Berek powiedziałby, że nic nie trzeba zmieniać i właściwie nie ma potrzeby gadać, bo merdający ogon wyraża codziennie wszystko….

DSC_0315

Urodzinowy Spacer Berkowy – zapraszamy !!! :)

Berek w grudniu skończy ROK. Wiem, że to jego święto, ale …. nie – właściwie to bardziej ja powinnam mieć imprezkę 😛 Przetrwałam!! I pokochałam tego wariata tak bardzo, że masochistycznie się od niego uzależniłam. Próbowałam wymyślić najlepszy sposób na świętowanie jego urodzin, żebyśmy oboje spędzili ten dzień w niezapomniany sposób. Tort dla Berka? Nie – bo karmie go z ręki codziennie i jest na BARF, tak więc chrupanie smakołyków to coś zwyczajnego. Prezent? Hmmm – Berek tego nie zrozumie i nie będzie się z tego cieszyć. Spacer? Jest codziennie, i to całkiem długi i fajny, ale….. zawsze może być przecież fajniejszy 😀

Chciałabym zaprosić wszystkich chętnych na URODZINOWY SPACER BERKOWY :). Proponuję 22 grudnia (sobota) około 11.00, ale termin jest do ustalenia. Rozumiem, że to okres przedświąteczny, ale może się uda – w końcu psiaki wybiegać się muszą :).

Proponuję spotkać się na parkingu przed MarcPolem na ulicy Trenów 51 (jest to w okolicach Wólki Węglowej i Puszczy Kampinowskiej. Stamtąd przejdziemy na pobliskie pole pod Puszczą i możemy przejść otuliną spory kawałek w stronę Wólki. Oczywiście jestem otwarta na wszelkie sugestie co do terminu, godziny i miejsca- najważniejsze to spotkać się i miło spędzić czas. Bierzemy kawę i herbatę w termos, smaczki dla psiaków i idziemy 🙂

Zapraszam do dołączenia się do wydarzenia na Facebook’u 🙂

http://www.facebook.com/events/109724225861761/

Będziemy z Berkiem zachwyceni jeśli przyłączycie się do świętowania 🙂