Z wizytą

Wczoraj pojechałam z Berkiem spotkać się z jego mamusią … Nieźle, prawda? Berek urodził się pod Krakowem, w hodowli Z Ojcowskiej Doliny, Pani Moniki Korneckiej. Jego mama, cudowna sunia o imieniu Berry, jest jednym z pieciu seterów (dwa psy i trzy sunie), które obecnie posiada Pani Monika.

Wizyta u Pani Moniki była wspaniałym doświadczeniem dla mnie i dla Berka. Wspaniale było pogadać o psiakach, posłuchać kogoś tak doświadczonego jak Pani Monika. Przyznaję, że patrzenie na Berka bawiącego sie ze swoją ciotką Lilką –  obecnie najmłodsza sunia  w Ojcowskiej Dolinie – było wspaniałe!

Prawda jest taka, że niestety Berek nie spotkał się ze swoją mamą, ani ze swoją babcią Shantą, bo psiaki raczej by sie nie dogadały. Nie ryzykowałyśmy takiej konfrontacji, szczególnie, że Berek był na ich terytoriam tylko gościem. Natomiast nie było problemu aby bawił się ze swoją ciotką Lilą, która ma niecałe dwa lata i jest wulkanem energii.

Poszłyśmy z Berkiem i Lila na specer po polach, gdzie Berek, przeszczęsliwy, ganiał z Lilą jak szalony. Potem, gdy ja relaksowałam się przy herbatce z Panią Moniką, widziałam przez okno, jak mój psiak fruwa po ogrodzie ze swoją nową koleżanką.  Mogłabym patrzeć na takie psie szczęście caly dzień!

Reklama

Jak pies pije?

Berkowi  prawie cały czas ślina cieknie z jego psiego ryja. Zdaję sobie sprawę, że wpływ na to ma kształt jego pyska – długi, z wielkimi faflami, gdzie bkiem musi slywać woda i wyłazić dopiero-co zjedzony pokarm.  No cóż, w eleganckiej garsonce nie ma co przy nim występować.  I tak uważam, że Berek jest wyjątkowo schludny, gdyż prawie po każdym posiłku łai po domu i wyciera fafle w koce, narzuty i ludzkie nogi…

Niedawno natrafiłam na artykuł na temat sposobu w jaki pies pije.  Czy to naprawdę nie jest przypadkowe wsadzanie ryja w miskę z wodą i machanie jęzorem na wszystkie strony? Bo tak to wygląda u mojego psa … Otóż okazało się, że pies pije w bardzo wyrafinowany sposób, podobny do kociego czyściutkiego, eleganckiego chłeptania z malutkiej miseczki.

Na filmiku możemy zobaczyć, że język psa działą jak łyżka. Ies delikatnie wsuwa go w wodę, nabiera płyn i szybko wsuwa go do pyska, gdzie woda może już się swobodnie rozlać. Kot natomiast zamacza tylko koniuszek języka do którego woda przywiera.  Tak więc, koty i psy pija w bardzo podobny sposób, tylko mruczki robia to troche spokojniej i delitatniej.

Wnioskuję, że w przypadku Berka, woda ma wiele dróg, któ®ymi może sie „wylać” z pyska – ścieka bokami po faflach, kumuluje sie w kącikach ryjka, gdzie też Berek ma więcej skóry. I co on, biedak, ma niby z tym zrobić? No tylko wytrzeć w moje spodnie…. 🙂

Polecam filmik z linku poniżej! 🙂

Informacji zaciągnełam z artykułów:

Filmik z Wired.com   http://www.wired.com/wiredscience/2011/05/how-dogs-cats-drink/

Blog Dogster.com  http://www.dogster.com/the-scoop/high-speed-x-ray-video-reveals-secret-to-how-dogs-drink

 

O Beckecie słów kilka. Moje wynurzenia.

Becket to imię setera angielskiego, narodowości amerykańskiej, który pomógł mi przebrnąć przez studia. Całe to zdanie, jakby nie brzmiało absurdalnie, jest prawdziwe. Byłam na stypendium w Stanach Zjednoczonych prawie przez cztery lata. Wracałam do Polski na wakacje, aby spędzić trochę czasu z najbliższymi i posiedzieć w domku. Czasem było mi ciężko, czasem myślałam, że już dłużej tak nie mogę. Teraz czasem bardzo tęsknię za tymi czasami. W głowie mętlik.

W Stanach nie potrafiłam się odnaleźć.  Ciągle czegoś mi brakowało, cały czas czułam, że to nie moje miejsce i muszę tylko „przeczekać” tych kilka lat i skończyć studia. Na szczęście studia, mj college, paru znajomych i profesorowie byli wspaniali. To mnie napędzało i dawoło bardzo dużo radości. Wiele zrobiłam i dokonałam (jak na mnie), choć wiem, że mogłam więcej. Jednak na więcej zabrakło mi energii i odwagi. Nie da się bowiem żyć „na przeczekanie” i być szczęśliwym.

Nie miałam auta, a człowiek bez auta w USA nie istnieje, bo nawet zakupów sobie nie zrobi większych. Tam gdzie byłam zimy były koszmarne, marzłam jak nigdy w życiu. Zdefiniowałam swoją wytrzymałość na niskie temperatury na nowo….. Tęskniłam za Polską. Nie, nie za Polską, raczej za Europą. Wróciłam i teraz tęsknię za Duluth w stanie Minnesota J. Tak to już chyba ze mną będzie zawsze.

W Duluth brakowało mi mojego kota, po prostu jakiegoś zwierzaka, który cieszy się gdy mnie widi, który mnie potrzebuje. Stękałam o tym komu mogłam, jakto fajnie jest jednak mieć futrzaka koło siebie i napedzać się myślą, że jesteś mu potrzebny. I kiedys moja koleżanka powiedziała mi, że czasem pomaga takim ludziom co mają psa, bo oni wyjeżdzają co jakiś czas na kilka dni i potrzebują b ktoś wyprowadził psiaka na spacer. Zgodzili się bym ich odwiedziła i posiedziałą sobie z psem. Moja koleżanka, która psiarzem nie jest nie miała pojęcia, że ich pies to seter. Zresztą to nie miało znaczenia – to był pies i mi to wystarczyło. Pojechałam z nią odwiedzić Państwa Clark’ów i wtedy po raz pierwszy zobaczyłam Becketa… Od razu zaczęłam wołać, że przecież to seter i jaki cudny i ‘ahy’ i ‘ohy’. Pani Clark szybko stwierdzi la, ze to ja będę niańczyć Becketa pod ich nieobecność. I tak przez dwa lata moich studiów miałam czasem Becketa. Bardzo zaprzyjaźniłam sie z Clarkami, którzy okazali sie wspaniałymi ludxmi o wielkich sercach. Zaproponowali mi, że gdy tylko będę potrzebować spaceru po lesie z psem to Becket jest zawsze chętny. Sama świadomość, że mam taką możliwość oderwania się od wszystkiego, bardzo mi pomagła.

Becket jest wyjątkowo spokojnym seterem. Ma teraz 9 albo 10 lat, ale z tego co mówiła jego właścicielka, to był spokojny zawsze. Becket nie do końca mnie słuchał, właściwie to on nikogo nie słuchał… Musiałam prowadzać go na smyczy gdyż nigdy nie wiedziałam czy do mnie wróci. Nie powiem żeby to lubił, ale nie miał wyboru. Był wyjątkoo grzeczny, casem myślałąm, że mi zasnął z nudów na tej smyczy… Budził sie, gdy w okolicy były wiewiórki lub sarna. Kiedyś wyjątkowo obudził sie w okolicy jeziorka gdzie mieszkały bobry – wyladowałam butami w wodzie. Super wspominam spacery z Becketem, nawet jeśli musiałam prowadzać psa myśliwskiego na smyczy. Nieważne, bo byłam w lesie, w ciszy, w spokoju, naprawdę tam gdzie chciałam być.

Gdy wspominam moje życie w Duluth, MN, łapię się na tym, że myslę, że Becket mnie uratował. Śmieszna na myśl, bo psiak przecież tylko toczył się do przodu na smyczy … Nigdzie nie jest idealnie, zawsze coś męczy, gdziekolwiek się jest i cokolwiek się w życcciu robi. Najważniejsze by mieć azyl, odskocznię, możliwośc wyłączenia tego co negatywne. Dla mnie spacery z Becketem były właśnie czymś takim. I ten psiak uratował mnie moje wspomniania o Duluth i za nim tęsknię.

Zegarek?

Niedawno na blogu Nucia dokładnie wiedziała o której godzinie jej Państwo wracają do domu (http://nuciaczek.wordpress.com/2012/07/19/pies-i-jego-orientacja-w-czasie/) . Psy to wiedzą i nie mam pojęcia jak to u tych psiakó działa. Słyszałam, że psy nie mają poczucia czasu, czyli że dla psa nie ma znaczenia czy właściciela nie ma godzinę czy pięć godzin. Przecież pies zawsze wita nas z takim samym entuzjazmem, nie istotne czy nie widział nas jeden dzień czy dwa tygodnie… Czym innym jest jednak tzw. rytm dnia, który wydaje się, że zwierzęta doskonale rozumieją i szybko się do niego przystosowują.Wydaje się, że pies wie kiedy dostaje jesć, lub kiedy jest pora na poranny spacer. Jednak pies nie będzie rozumiał, że czeka długo, lub tylko chwilkę. Psiak poczuje poprostu nieprzyjemny niepokój, którego nie będzie rozumiał.

Berek na pewno jest świadom rytmu dnia. Zwykle wstajemy około godziny 6.00 rano. Nieważne czy jest to zwykły dzień, czy weekend– Berek kładzie swój mokry ryj na naszych poduszkach dokładnie o 5.30. Liże nas po twarzach, macha ogonkiem, wita się w bardzo miły, psiowy sposób, ale nie jest nachalny. Po chwili wraca na swoje posłanie i grzecznie zasypia. Jeśli nie zwleczemy się z łóżka dogodziny  6.00, znów do nas przychodzi o 6.30. I jakim sposobem ten mały psi rytuał odbywa się z dokładnościa co do minuty? Nie mam pojęcia.  Myślę, że Berek nie wie, że minęła godzina a my wciaz śpimy. Jednak patrząc na t co robi, zaczynam zastanawiać się co on w takim razie wie… Coś tam w tej łepetynie musi kiełkować odpowiednio o 5.30 i 6.30 rano.

Anglik

Pamiętacie Becketa, setera angielskiego, o którym wspominałam w poprzednim poście? Udało mi się odnaleźć jego fotki. Niedługo postaram się stworzyć o nim wpis, bo mam co opowiadać :).

 

Pogoda

 

Nie znoszę upału. Nie znoszę mrozu (no chyba, że jestem na nartach. Stękam, nie?  Pomyślicie, że musi mi być bardzo ciężko życ w kraju gdzie upały się zdarzają a i zimy są ccałkiem mroźne i długie. Cóż, radzę sobie i nie jest źle. Tajemnica tkwi w tym, że na każdą pogodę można sobie wyszukać zajęcie, które umili nam czas i sprawi, że beznadziejna temperatura nie będzie przeszkadzać.

A moim zdaniem pies jest dobry na każdą pogodę. Pies mnie mobilizuje, sprawia, że nawet jak się nie chce to muszę, a potem jestem zachwycona, że byłam na spacerze i chcę jeszcze. Kiedyś, gdy byam za granicą na studiach, to pomagałam zajmować się seterem angielskim. Czasem jego państwo wyjeżzali a ja niańczyłam Becketa. Uwielbiałam tego psa! Mieszkałam i studiowałam w Duluth w stanie Minnesota gdzie jest pieruńsko zimno. To własnie tam przeżyłam najdłuższą zime wswim życiu – trwała od początku wrzesnia do połowy maja- a temperatura spadałą do -38C. To było straszne. Przy takich ekstremalnych temperaturach oczywiście nie należy spędzać dużo czasu na zewnątrz. Jednak zwykle w Duluth było  około -20C i spokojnie mozna było włóczyc sie z psem po lesie. Zabierałąm Becketa na długie spaceru, ubrana we wszystko co mam, a pies w psim kubraczku :). Wyglądaliśmy jak czóbki bo miałam kurtkę dokładnie w tym samym kolorze co Becket swój płaszczyk :). Ten pies pomógł mi pokochać zimę i mróz, bo pokazał, że może być super śmiesznie nawet gdy odpadają Ci od mroz ręce w wielkich rękawicach i nie czujesz już zamrożonej twarzy.

Ostatnio spacerując z Berkiem w deszczu przypomniał mi się właśnie Becket i zima w Duluth. Gdy pogoda jest brzudka nie spotykam nikogo na spacerze z psem. Pewnie wynika to z faktu, że w okolicy gdzie mieszkam większośc ludzi ma ogródki i psy muszą zadowolić sie siku w rabatki. Ja łątwo się nie poddaję i ciągnę Berka do lasu nawet w deszcz. Spacery pewnie trochę skróce gdy się ochłodzi, jednak na razie wiem, że psu nie jest zimno i może biegać w deszczu, a ja moge odpowiednio się ubrać ,by było przyjemnie.

Lubię to jaką się staję dzięki mojemu psu.  Podoba mi się, że Berek dba o to bym była konsekwentna , pozytywnie uparta, pracowita i pomysłowa. Dzięki Psi Ryju 🙂 !

Telegraficzny skrót z psa :)

Znów weekend minął szybko. Miałam dużo planów związanych z Berkiem, ale niektóre rzeczy nie wyszły. Nie czułam się rewalacyjnie w niedzielę i, niestety, musiałam zrezygnować z lekcji pokazowaj w szkole Zuzik.

Zafundowalismy Berkowi inne rozrywki, głównie w sobotnie popołudnie. Chłopak tak się zmęczył, że w niedzielę na poranny spacer musiałam go zdrapywać z posłania. Gdy szykowałam się do wyjścia (pakowanie ciuciusów, szykowanie wody i inne typowo spacerowe czynności) Berek udawał, że mnie nie widzi. Gdy wzięłam do ręki smycz, zamknął oczy mając nadzieję, że go nie zobaczę i nie zawołam i może pójdę sama. Jak wreszcie wylazł z klatki i został zaczepiony na smyczy to w desperacji rzucił sie spowrotem na posłanie…A  może jednak nie będziemy iść 🙂 .

A czym można tak wycieńczyć siedmiomiesięcznego szczeniaka? Podróżą autem, potem spacerem w nowym miejscu  ze stadem nowych ludzi i grillem u znajomych, gdzie pies musi ciężko pracować żebrząc  o kiełbaskę, ktorej i tak nie dostanie :).

Krótka foterelacja z weekendu:

Komplement

Niedawno wędrowałam sobie z Berkiem do domu, a tu niespodziewanie wyprzedził nas rower na którym jechało dwóch chłopców. Jeden, trochę większy i starszy rowerem kierował; drugi siedział na bagażniku. Wygladali zawodowo: nogi mniejszego dyndały po bokach, natomiast większy dzielnie utrzymywał rowek w pionie.

Gdy nas minęli gapiac sie na Berka, młodszy chłopiec odwrócił się i powiedział do kolegi/brata: „Fajny pies”. I to był najlepszy komplement jaki Beruś mógł usłyszeć :D.

Pozdrowienia dla wszystkich fajnych dzieciaków 🙂 !

Piękna Tesla i Berek

W ostatni weekend miałam wielka przyjemność poznać blogerki Olę i Anię z http://dogspaths.blogspot.com/ , a także Teslę. Fotki cykały dziewczyny i dzięki temu można na ich blogu zobaczyć jak psiaki zalały na łace i w kapały się w błocie 🙂

Polecam !!! :):) http://dogspaths.blogspot.com/2012/07/nowe-znajomosci-nowe-flirty.html

Mam nadzieję, że jak spotkamy się znów to uda mi się zrobić parę zdjęć i zamieścić tutaj na Berkowym blogu 🙂