Psiarze w Holandii – co nas łączy, co nas dzieli

Jestem psiarą. A raczej jestem Berkowa. Po prostu uwielbiam spędzać czas z Psim Ryjem. Podporządkowuję zupełnie świadomie swoje życie pod psa i nie zupełnie mi to nie przeszkadza. Pewnie, że czasem nie chce mi się iść na spacer, albo po raz kolejny wyglądać jak żul w psich, wiecznie oślinionych ciuchach, ale nie ma takiej czynności na świecie od której człowiek nie potrzebowałby czasem odpoczynku. Czytaj dalej

Z psem w Krakowie – podsumowanie końcowe

krakowZ Krakowem wiąże się wiele istotnych wydarzeń w moim życiu, ale to i taki małe miki w porównaniu z tym ile ciekawego spotkało tu Berka. W końcu to właśnie w tym mieście spędził większą część swojego życia. Dlatego chciałabym przypomnieć najciekawsze miejsca i sytuacje, których myślę, że Berkowi będzie brakować, które mu się podobały i z których zawsze się cieszył. Czytaj dalej

Analogicznie

Berek do nadmiernie towarzyskich psów nie należy. Wita się z napotkanymi po drodze psami, ale gdy ma okazję zrobić to z daleka i je ominąć, widzę, że często wybiera taką opcję. Ludzie mają też często błędne pojęcie, że jeśli psy się nie gryzą to znaczy, że chcą się od razu ze sobą zaprzyjaźnić. To nieprawda. Czytaj dalej

Miejskie spacery treningowe z psem

Tak, tak – my z Berkiem trenujemy chodzenie po mieście. I to tylko z własnej „winy”. Pies zna tylko to co mu pokażemy, a Berek miasta widział za mało. Niestety przegapiłam moment w którym miejskich spacerów powinno być więcej w psim życiu i potem miałam problem za każdym razem, gdy jechałam z Berkiem do cywilizacji. Berek ciągnął na smyczy (a raczej szarpał, bo chciał galopować, a nie iść), nadmiernie się stresował i ekscytował bez powodu, aż po pewnym czasie wyłączał system i zapalał „koguta” z opcją szybkiego powrotu do domu – cokolwiek byleby ewakuować się z miejskiego zamieszania. Czytaj dalej

Bajorko

Wiadomo, że nie ma nic wspanialszego dla psa niż możliwość schłodzenia się w upalny dzień w chłodnej wodzie. Berek praktykuje również kąpiele błotne, praktycznie niezależnie od pogody. Uważam, że mój pies czerpie przyjemność nie z ochłody jaką oferuje błocko, ale z samego faktu moczenie w nim psiego kupra. Na szczęście nie samym błotem pies żyje – są jeszcze leśno-polne bajorka. I dzisiaj będzie trochę o nich, a także o naszych nowych znajomych 🙂

Magdę i Tahira poznałam niedawno. Dziś udało nam się wreszcie spotkać na poranny długi spacer po polach. Jako stała bywalczyni pychowickich pól postanowiłam oczywiście pokazać ich największy walor czyli bajorka. Ku mojemu zaskoczeniu nie tylko Tahir był nimi zachwycony… Magda niby nie wskoczyła w błoto dla ochłody ale jako wzorowa psiara widząc radość swojego czworonoga od razu zaczęła zachwycać się bajorami.

Psy raczej nie ganiały się, ani nie bawiły, choć Berek w pewnym momencie dostał głupawki i zaczął zaczepiać Tahira zapraszając do wspólnych szaleństw. Niestety nie udało się. Między Tahirem a Berkiem pojawiła się kumpelska nić porozumienia pozwalająca każdemu z nich zajmować się swoimi sprawami, albo pilnować co robi ten drugi. Biegały dwie godziny bez żadnych konfliktowych sytuacji. Osobiście byłam zachwycona, bo nawet wspólna podróż autobusem czy spacer wzdłuż ulicy na smyczach nie był w ogóle żadnym problemem dla naszych psów.

Niestety ciężko było zrobić psom statyczne zdjęcie – Berek był cały czas Berkiem, a Tahir zajmował się tropieniem. Ale udało się uwiecznić kąpiele w bajorkach. Na tych błotnych zdjęciach nie widać do końca jak piękny jest Tahir – ma nieprawdopodobną czekoladową barwę i orzechowe oczy. I co najważniejsze – ma super charakterek, bo to indywidualista z pasją :).

setter gordon

DSC_0818
Tahir

seter gordon

DSC_0831

DSC_0846
Tahirowy uśmiech 🙂

DSC_0855

DSC_0860
A berek przecedza … 😉

DSC_0857


DSC_0877

DSC_0873

DSC_0882

DSC_0893

DSC_0902

DSC_0910
Berkowa głupawka

DSC_0911

DSC_0922

DSC_0923

DSC_0927

DSC_0936

Czarno na białym – czy pies brudzi?

Czy pies brudzi? Oczywiście, że TAK! Pies to owłosiony stwór, który zwykle włazi w każdą kałużę po kolei, lubi tarzać się w błocie, po czym suszyć na piasku. Zwykle ma cztery łapy, a do każdej łapy potrafi przykleić się pół kilograma ziemi. Ale to jest nic – są techniki zapanowania nad tym i w normalnych warunkach w 2 minuty można doprowadzić psa do neutralnego stanu i puścić go bezpiecznie po domu. Warto po prostu zawczasu pomyśleć o nauczeniu psa niewskakiwania na łóżko, lub osuszaniu się w kennelu. Jako właścicielka długowłosego psa stwierdzam, że da się to zrobić 🙂 Zresztą mina szczęśliwego psa taplającego się w błocie jest po prostu bezcenna 😀

Ale człowiek uczy się całe życie i głównie na własnych błędach – to są bardzo mądre słowa i zgadzam się z nimi w 100%. Oczywiście jedni uczą się od razu, inni potrzebują trochę więcej czasu. Niektórzy pewne swoje błędy ignorują i nie wyciągają z nich żadnej nauki. Czasem taki błąd zmienia ludzkie życie, czasem jest zwyczajny, wręcz nudny i można o nim opowiadać dowcipy. Różnie w życiu bywa.

Mi chwilę zajęło zrozumienie, że nie da się normalnie funkcjonować mając mieszkanie w 3/4 wyłożone białymi kafelkami z połyskiem. Takie otóż mieszkanie sobie wynajęliśmy z A. Jest ładne, świeci się i błyszczy jak na reklamie płynu do mycia wszystkiego. Niestety taki stan utrzymuje się przez około 15 sekund po sprzątnięciu, jak jeszcze stoję z mopem w ręku, gdyż przejście do łazienki, do kąta, gdzie mop mieszka, już brudzi śnieżnobiałą powierzchnię… I mogę właściwie zacząć sprzątać od początku :/

Kuchnię też mam białą z połyskiem – podłoga biała, szafki kuchenne białe. Ściany w kuchni? Kruczo-czarne, oczywiście z połyskiem… Piękne! Ale do sprzątania to koszmar!  Widać każdą kropelkę wody, pyłek kurzu i okruszka.

Nie mam fisia na punkcie sprzątania i w moim mieszkaniu nie musi być sterylnie. Mając psa trzeba sobie uzmysłowić, że będzie trochę brudniej niż w domach, gdzie zwierząt nie ma. Jednak w mieszkaniu z białymi kafelkami to inna historia. I nie ma tak naprawdę znaczenia czy masz CZARNEGO, DŁUGOWŁOSEGO PSA, czy nie. Na pewno Berek syfi, bo po każdym spacerze wnosi do mieszkania błoto, piach, liście i trawę. I wszędzie wszystko gluci… Jednakże nie on tylko szkodzi śnieżnobiałym kafelkom. Otóż śnieżnobiałym kafelkom z połyskiem szkodzi wszystko! Jakakolwiek istota, która ma nogi i ręce, je i przemieszcza się – wychodzi na największego brudasa świata, gdy ośmiela się egzystować na śnieżnobiałej, święcącej powierzchni.

I wiem, że mogę po prostu to ignorować i nie sprzątać, ale powiem Wam, że … się nie da! Plamy i zacieki na białej podłodze atakują gapiąc się na mnie, gdzie bym nie ruszyła. Nie sprzątam codziennie dlatego, że nie mam co robić, albo, że to lubię. Sprzątam codziennie moją śnieżnobiała podłogę, ponieważ psuje mi humor mozaika plam, pyłków, włosów, śladów kapci i … smug po mopie :/ To jest to czego ja się nauczyłam o sobie, tym jak się mieszka w niefunkcjonalnym, ale ładnym mieszkaniu, o tym jak to jest mieć długowłosego, czarnego psa, który dodatkowo jest brudasem, i o tym czego nie będę mieć w przyszłości w swoim mieszkaniu…

Poniżej kilka fotek, które zapewne pojawiały się już wcześniej na blogu. Berek w pełnej krasie 🙂 Istotne jest też to, że setery mają miękką, przepuszczającą wodę, sierść – z nich nie da się zetrzeć brudu, bo nasiąkają błotem w sekundę. Niech żadnego przyszłego właściciela psa nie zaskoczy tak stan jego pupila. Tak jak wspomniałam – to jest do ogarnięcia i trzeba ta dodatkowa pracę wliczyć w koszta. Biała podłoga jest elementem zbędnym i można jej uniknąć.  Mam nadzieje, że mój wpis sprawi, że unikniecie mojego błędu i będziecie się trzymać z daleka od białej podłogi.

scottish setter

seter

setter

Nowa Huta i o tym co woli mój pies

Tego, że nie jesteśmy z Krakowa nie da się ukryć i też nie mamy po co udawać. Jako totalni przyjezdni mamy w swojej przeszłości takie występki jak, m.in: zrobienie sobie testu Czy jesteś prawdziwym krakusem?  , notoryczne mówienie „na dwór”, a nie „na pole” i ….. świadomą wycieczkę na Nową Hutę w celu jej zwiedzania.

Nowa Huta to architektoniczny i historyczny ewenement w skali światowej. Oceniać jej nie będę, a nawet nie ośmielę się mieć na jej temat swoje zdanie, bo jej nie znam. Jednak ze względów historycznych należy jej się szacunek i, na pewno, warta jest uwagi. Nie byłabym sobą, gdybym zwiedzania nie połączyła z psim spacerem. Padło więc na testowanie nowohuckiego wybiegu dla psów.

Wybieg znajduje się u zbiegu Alei Jana Pawła II i ulicy Biskupa Piotra Tomickiego, zaraz obok Nowohuckiego Centrum Kultury (NCK). Jest to kawałek parku ogrodzony siatką, dlatego ciężko go dostrzec z odległości.  Wybieg jest całkiem duży, zadrzewiony (jest cień!) i porośnięty w większości trawą, która jest wydeptana tylko przy ławkach. Jeśli chodzi o zaprojektowanie wybiegu… chyba nie miało w ogóle miejsca, bo jak już wspomniałam, jest to po prostu ogrodzona część parku – są trzy ławki, parę koszy na psie odchody, nie ma śluz przy furtce, nie ma żadnych przeszkód do agility, ani zadaszenia.

DSC_0767

DSC_0766

DSC_0765

Na wybiegu spotkaliśmy raptem parę osób z psami, ale byliśmy o dość nietypowej porze dnia. Ogólnie ciężko mi obiektywnie ocenić ten obiekt, bo mimo iż krótko tam byliśmy z Berkiem, i tak zdążyłam zostać opierdzielona przez inna właścicielkę psa – tym razem dostało mi się za to, że Berek ma przy obroży dzwoneczki….No cóż.

Z wybiegu przeszliśmy na Plac Centralny. To był ten moment kiedy mogłam poćwiczyć z Berkiem nieciągnięcie na smyczy. Plac Centralny trochę rozkopany, bo właśnie są remonty, ale udało nam się „zrobić kółeczko”.

DSC_0768

DSC_0770

 

Na Placu Centralnym już zauważyłam, że Berek jest zagotowany a pojenie go nie pomagało. Upału może i nie było tego dnia, jednak Psi Ryj ciepłą pogodę wyjątkowo źle znosi. Dalsze plątanie się po ulicach i ciąganie psa po rozgrzanym betonie nie miało sensu. Postanowiliśmy przejść na Nowohuckie Łąki i puścić Berka w wysoką trawę, żeby się schłodził.

I co zauważyłam – Berek cały spacer, cały pobyt na wybiegu był nijaki. Łaził, gapił się wąchał, ale widać było, że to nie jest dla niego „to”. Jednak jak tylko zobaczył przestrzeń łąk, krzaczory, połacie skoszonej trawy – odżył i zaczął biegać. Mój pies po prostu to kocha i nic innego. Miastowy nie jest i nie będzie, nigdy nic mu nie zastąpi biegania po polach. Jak bym się nie starała i nie zabierała go w nowe miejsca, gdzie , moim zdaniem, mogą być dla niego rozrywki, Berek będzie wolał puste pole i nieposkromione bieganie. Kontakty z innymi psami? Owszem, ale nie za dużo i zawsze z możliwością ewakuacji. Berek nie wykorzystuje do końca wszystkiego co daje psu obecność na wybiegu. Jemu zdecydowanie wystarczą kontakty z psami spotkanymi na spacerach, bo są naturalne i Berek ma kontrole nad tym co, kiedy, z którym psem i dlaczego. I jak obserwuje tą jego cechę to uwielbiam go jeszcze bardziej, bo chyba podejrzał to u mnie 😉

DSC_0780

DSC_0789

DSC_0793

DSC_0795

DSC_0791

DSC_0812

DSC_0814

DSC_0808

DSC_0802

DSC_0805

Mój pies terapeutyczny

Zdarzają się takie momenty, że dzieje się za dużo rzeczy i za szybko. Czuję się tym przytłoczona. Za szybkie tempo i natłok myśli obezwładniają mnie. Czasem tak po prostu bywa. W trudnych chwilach bardzo często łapię się na tym, że moje zagonione i zmęczone myśli uciekają do Berka. Nagle w ciągu dnia marzy mi się by go przytulic i móc spędzić z nim parę chwil. Albo zobaczyć jego roześmiany ryj ;). Potrzebuję mojego psa, bo jego obecność mi pomaga.

Już dawno stwierdziłam, że poranny spacer z psem to jedna z najmilszych chwil w ciągu dnia. Pies myśli schematycznie, ale też potrafi zaskoczyć swoją bystrością. Doskonale dostrzega schematy w zachowaniu człowieka i szybko się ich uczy. Najprawdopodobniej nikt nie zna równie dobrze Berka jak ja, ale mam też świadomość jak dużo Berek wie o mnie. Razem tworzymy spacerowy duet – jedno potrzebuje drugiego. Berek mnie napędza i mobilizuje. Natomiast ja widzę jak Berek zerka na mnie co chwila, przybiega się „zameldować” co jakiś czas , lub chowa koło mnie, gdy czuje się zagrożony. Uzależniłam się od świadomości, że jestem dla niego ważna na jego psi sposób.

seter gordon

gordon

seter gordon

DSC_0532

setter gordon

DSC_0523