„If I was going somewhere, I was running!” – Forrest Gump

Berek ma takie dni, że cały czas biegnie. Wyraźnie ma wtedy problemy z chodzeniem jako takim. Atakuje go tyle zapachów, latają we wszystkich kierunkach i trzeba je gonić. Tak to mniej więcej wygląda – jakby Berek próbował sam siebie gonić, gonić wiatr, uciekające plamy cienia na polach. Szaleństwo! Uwielbiam na niego wtedy patrzeć. W takie dni niestety Berek trochę gorzej mnie słyszy i muszę brać pod uwagę to, że jak zawołam to być może zajmie mu chwilę przybiegnięcie do mnie. Ale co tam – chodzimy na spacery w takie miejsca, że jego  czasowe szaleństwo jest nieszkodliwe.

Pełen galop, szaleństwo w oczach, powiewający język – najpiękniejszy Psi Ryj na świecie 😀 Popatrzcie 🙂

1

13

3

14

16

9

10

11

15

„Ona wie”

Miło jest czasem przeczytać sobie coś na temat rasy psa, którą się ma. Eeeeee…… Nie! Nie mówię tutaj o blogach, bo blogów nie chcę i nie będę oceniać, gdyż wychodzę z założenia, że blog to prywatne miejsce w sieci co daje dużo więcej swobody autorowi niż inne portale. Zresztą nie jestem ekspertem i nie chcę nikogo pouczać. Jednak są portale, które mnie osłabiają swoją treścią i w ogóle podejściem do tematu psów. Zwykle  je omijam, bo nie ma tam dla mnie nic ciekawego i nigdy nie jest tam nic napisane o psach myśliwskich (a w szczególności seterach, bo te nie są popularne), ani o błocie i brudzie w psich uszach… Są tam natomiast debilne listy najmądrzejszych i najgłupszych ras psów, listy ras białych, czarnych, brązowych…. fioletowych, zielonych i w loczki… Moja ulubiona to lista tzw „fluffy dogs”…. myślałam, że każdy długowłosy pies będzie „fluffy” jak się go uczesze. Ale nie, okazuje się, że nie mam racji. Otóż tylko niektóre psy są „fluffy”. Nowofundland jest, ale bernardyn już nie… itd itd. Dowiedziałam się, że seter „fluffy” nie jest i od razu mi ulżyło, bo nie chcę aby Berkowa rasa znalazła się na jakiejkolwiek liście portalu sheknows.com (nie podlinkuję) … Tak, tak – she knows. She knows jak podróżować z pupilem, she knows jak bawić się z psem i she knows jakie psie ubranko jest teraz modne. Może ten portal nie jest aż tak tragiczny, ale wykańczają mnie durne listy ras psów mądrych i głupich, do domu, i do ogrodu, dla pana lub pani..I koniecznie jednozdaniowe, niezawodne porady. Ludzie uwielbiają kategoryzować świat, bo dzięki temu łatwiej go zrozumieć i swobodnie się w nim poruszać. Jednakże niektóre klasyfikacje są durne i nic nie warte. Jak ja się cieszę, że setery rzadko łapią się na takie listy! Gordona nie ma na liście najmądrzejszych ras psów, ale i nie ma go wśród tych najgłupszych. Jakby w ogóle nie istniał dla portali w stylu sheknows.com, albo peoplepets.com (tak, TEN magazyn People…). Mam nadzieję, że osoby, które szukają na takich serwisach porad, nigdy nie dowiedzą się o istnieniu setera, któremu trzeba czyścić uszy, czesać kudły pod ogonem, wyjmować kleszcze i osuszać psi ryj z litrów śliny. Tej kategorii psa nie ma w ich świecie. Ufff 😀

Screenshot from 2013-06-02 07:29:49ona

Pies jednego właściciela

Wspominałam już kiedyś o tym,  że seter jest psem jednego właściciela . Co miałam przez to na myśli? 

To oczywiście nie znaczy, że seter kocha tylko jedną osobę w rodzinie. Setery są bardzo uczuciowe, mocno przywiązują się do całego, swojego „stada”. Czują się wspaniale, gdy zgraja ludzi okazuje im zainteresowanie. Z tego co widzę, to Berek uwielbia być w centrum uwagi :). Jednakże jest w ich zachowaniu coś specyficznego jeżeli chodzi o ta jedną jedyna osobę w rodzinie, którą sobie SAME wybierają. W moim stwierdzeniu, że seter to pies jednego właściciela nie chodzi o miłość. Tu trzeba skoncentrować się na psich oczekiwaniach względem tej jednej jedynej osoby.

Gdy Adam wraca do domu, Berek dostaje kręćka – cieszy się tak bardzo, że nie jest w stanie ustać na nogach. Nie ma nawet jak machać ogonem…. bo macha całym sobą. Szaleństwo! Podobnie reaguje, gdy widzi moich teściów, albo rodziców. może wtedy zawsze liczyć na coś fajnego – innego niż zwykle. Adam to zabawa, drapanko, ciekawy spacer i inne rozrywki. Natomiast, gdy ja wracam do domu jest trochę inaczej…

Gdy do domu wracam ja, Berek oczywiście cieszy się, jednak wyczuwam w nim pewną ulgę, że ta „norma i uspakajająca nuda” wróciła i teraz można odsapnąć. Berek oczekuje, że ja będę. On wręcz wymaga bym była. Berek, najzwyczajniej w świecie, wymaga ode mnie więcej :). To ja mam mu znaleźć rozrywkę, gdy się nudzi. To mnie prosi o jedzenie, nawet jeśli Adam jest w domu. Gdy nie wie o co chodzi, bo np. słychać jakiś nowy dźwięk, albo w domu panuje jakieś zamieszanie, to przyłazi do mnie. Oczekuję, że ja to coś strasznego wyłączę, uciszę, albo że mu wyjaśnię, że jest OK. Gdy był chory i potrzebował wyjść, zawsze gapił się na mnie, zaczepiał i pokazywał, że jest sytuacja alarmowa. Generalnie, według Berka to ja mam uratować świat, gdy on nie ma ochoty, ani pojęcia co robić. W jego psim mniemaniu jestem na etacie i mój pies oczekuje, że załatwię pewne rzeczy. To nie jest roszczeniowe, to nie wynika z rozpieszczenia. To jest najwspanialsze na świecie, szczere zaufanie, które wzrusza mnie, bo jest nieskomplikowane i instynktowne. Tam nie ma wiele myślenia i analizowania. Cieszę się, że mój zwierzak czuje, że może nie kombinować i nie myśleć – tylko po prostu przyjść do mnie i otrzymać pomoc. Na ma nic wspanialszego od bycia jego bohaterką 😀 Setery potrzebują takiej osoby – „bazy”, która zawsze jest i się nie zmienia, nie znika. Psu potrzebne są różne psie rozrywki, ciekawe spacery, wyzwania, jednakże musi czerpać na to wszystko siły chociażby z faktu, że jak nie będzie miał ochoty na nowości to „pani to za niego ogarnie” 🙂

A jak jest u Was?

DSC_0404

Trochę ironii

No cóż – ostatnio ze mną można rozmawiać tylko o kupie… Ale nie byle jakiej kupie – tylko o kupie Berka! A to już sprawia, że temat jest arcyciekawy. No bo fajnie jak kupa jest. U psów trochę jak u małych dzieci – nie powiedzą co im jest więc człowiek obserwuje. Także kupę. Kupa jest – można diagnozować, szukać innych objawów mniej lub bardziej niepokojących. Ostatnio punktem odniesienia w moim życiu jest kupa.

Berek chorował najpierw na wątrobę. Sytuacja została opanowana proszkami. Jednak dość szybko biegunki powróciły. Nie było aż tak źle, ale i tak martwiliśmy się, a Berek znów zaczął chudnąć. Zaczęły się obserwacje … A to patrzyłam co mu daję i jaka jest reakcja. A to zastanawiałam się czy z dobrego źródła jest mięso, które mu gotuję. Potem przyszedł czas na wizytę u poleconego weterynarza i kolejne badania. Tym razem nauczona już doświadczeniem (badania krwi miał niedawno, więc co jeszcze zostało do przebadania?) stawiłam się w gabinecie z Berkiem i jego kupą. Pan doktor był pod wrażeniem mojego profesjonalizmu i determinacji :). Mieliśmy ustalić czy Berek nie ma pasożytów. Po ewentualnych wyeliminowaniu pasożytów zostawał tylko zmiana diety.

Oczekując na wyniki dalej walczyłam z Berkową kupą :/. Akurat był weekend majowy… perfect timing kupo! Badanie oczywiście wykazało brak pasożytów. Teraz jestem na etapie poszukiwania karmy idealnej, takiej która pomoże mojemu psu, ale także która Ryjosław zaakceptuje. Berek ogólnie jest niejadkiem. Nigdy nie był łasuchem, no może trochę jak był małym brzdącem i próbował rządzić przy misce. Teraz, gdy nie czuje się za dobrze, to medytuje nad ta miską jakbym nie wiem jakie ohydztwa mu podała. Jednak wychodzę z założenia, ze jakby był naprawdę głodny to by zjadł. Lekarz powiedział, że Berek wygląda zdrowo, a ja potwierdziłam, że humorek mu dopisuje. Tylko, że kupa tez mu dopisuje…

DSC_0345

DSC_0353

DSC_0367

DSC_0368
Berek pracuje: węszenie, ogon w górę, nos przy ziemi. Piękne 🙂

DSC_0376

Ciąg dalszy…

Dużo się u nas ostatnio działo. Przynajmniej według mojego, ludzkiego, mniemania :).  Przyjechała w odwiedziny moja mama i Berek przez kilka dni był nazywany „dzidziusiem” i „wnuczusiem” :). Zresztą był grzeczny i słodki jak cukierek, więc zasłużył na to by się nim zachwycać. Zrobiło się u nas ciepło, więc Berek trochę zwolnił, bo upał go męczy. Egoistycznie mnie t cieszy, ale też niepokoi, bo zauważyłam, że Berek kiepsko jednak znosi wysoką temperaturę. Wydaje mi się, że oczywiście jest mu gorąco, ale gdy robi mu się ciepło, to zaczyna trochę panikować. Miota się i widać, że jest zaniepokojony tym stanem. Zachowuje się jakby nie rozumiał, że wystarczy spokojnie leżeć, albo iść, pić wodę, nie denerwować się, a nie będzie się nic działo. Niepokoi mnie to, bo nawet nie ma jeszcze upałów, a już jest dziwnie… No cóż – ma to po „mamusi”, bo mi też jest zawsze cieplej niż innym…. 🙂

Co jeszcze? A no znów biegunka… Nie tak ostra jak ta sprzed kilku miesięcy, ale jednak jest i wraca co jakiś czas. W sobotę byłam z Berkiem znów u weterynarza i psia kupa poszła do analizy. Te badania maja sprawdzić czy Berek nie ma pasożytów. Jeśli okaże się, że są to oczywiście leczymy na pasożyty. Jeśli nie, to zmieniamy dietę. Najpierw przejdziemy na dietę opartą na karmie, która nie może uczulić, a potem drogą eksperymentu, będę dodawać różne składniki i obserwować na co i jak Berek reaguje. Przygoda, ah przygoda … :/.

A jak dotarliśmy do weterynarza? Taksówką! W Krakowie jest już bardzo ciepło, więc nie było opcji, żeby smażyć przerażonego upałem psa w komunikacji miejskiej. Co zauważyłam, gdy wracaliśmy taxi do domu, to Berek piszczał, bo było ciepło, a on chciał wysiąść, zmienić ten stan, kombinować, żeby było inaczej. Mój pies boi się upału!

A co z miłych rzeczy? Zauważyłam, że zaczynam się zgrywać z Berkiem. Psiak ma rok i cztery miesiące i jest coraz fajniejszy :). Zaczynamy się rozumieć, lubić siebie za to jacy jesteśmy. Pomagać sobie, żeby było fajnie. Oczywiście nie zawsze, bo mamy dni, że Berek ma mnie gdzieś, a ja już nie mogę na ta psią mendę patrzeć, ale zdarza się to coraz rzadziej. Kocham tego psa jak nie wiem i jestem z niego dumna … choć nie do końca mam powody :P. Uwielbiam jak na mnie patrzy i ma tą psią, roześmianą mordkę. Mogę iść ponad godzinę po polach i lesie, tylko po to aby dojść do naszej ulubionej ławki na polance i tam siedzieć z Berkiem następną godzinę, uczyć się lub czytać i patrzeć jak mój psiak śpi na trawie lub poluje na mrówki. Obecnie tych fajnych chwil jest więcej niż tych upierdliwych, więc stwierdzam, że albo ja nie jestem taka zmęczona i mam więcej cierpliwości, albo zaczęliśmy się z Berkiem w miarę dogadywać.

W sobotę, po porannej wizycie u weterynarza, poszliśmy do znajomych  na grilla. Był tam najlepszy kumpel Berka – cudny lablador Lenek. Potem przyszedł jeszcze jeden psiak, trochę mniejszy od Berka, który nakręcał całą imprezę i wspaniale bawił się z Berkiem. Berek był grzeczny, choć przyznaję, że jego relacje z Lenkiem są dla mnie zagadką. Nie wiem do końca jak oni się dogadują i na co jeden pozwala drugiemu i w jakich okolicznościach. Oba psy są praktycznie tej samej wielkości (Lenek jest pięknym, długonogim, zwinnym labkiem, nawet chyba wyższym od Berka), w podobnym wieku. Oba są niekastrowanymi samcami. I oba próbują ustawić tego drugiego… choć Berek bywa bardziej agresywny i zaczepny… Wczoraj Berek biegał po terenie Lenka, bawił się jego zabawkami i podchodził do „jego człowieków”, i na dodatek buczał i próbował rozstawiać Lenka…. Lenek jest super i  pozwala Berkowi na dużo. Jednak cały czas czuję, że kiedyś może stwierdzić, ze ma dość. Zresztą już parę razy doszło między nimi do ostrej wymiany zdań – gdy zapieliśmy je na smycz – od razu rzuciły się na siebie, i gdy pojawił się na ziemi jakiś smakołyk – agresja na full. Wczoraj było spokojnie – Berek po jakimś czasie był tak zmęczony zabawą, że co chwila kładł się plackiem na ziemi i odpoczywał „na szybko”. A już po chwili szedł zaczepiać psiaki albo żebrać o kiełbasę z grilla. Ciężko chłopak pracował cały wieczór.  Gdy wróciliśmy pod wieczór do domu, pies padł.

Dziś pada i jest buro. Nasz pies odsypia wczorajszą imprezę i wczesno-poranną biegunkę 😦 Niech juz będą te nieszczęsne wyniki badania, bo chcę wiedzieć co mu jest i jak mu pomóc.

 

Klatka dla psa w domu – tak, czy nie?

Zanim jeszcze Berek do nas trafił, wiedzieliśmy, że będziemy stosować w domu klatkę. O czym mówię? Nazwa „klatka” źle się kojarzy, jednakże dla psa owa „klatka” („kojec”, „crate”, „kennel”) spełnia rolę budy, bezpiecznego azylu, gdzie zwierze może zupełnie się wyłączyć i niczym nie przejmować.

Nasz świat jest dla psa bardzo stresującym miejscem. Zastanówmy się ile rzeczy w naszym codziennym życiu może zaskoczyć naszego psa. Zwykle zwierze nie ma żadnego wpływu na to co dzieje się wokół niego. My, ludzie, często zakładamy, że pies może sobie doskonale ze wszystkim poradzić, bo… przecież nic się nie dzieje…. Jednakże, rozgadani goście, głośna muzyka, denerwujący dźwięk w TV, nasze poddenerwowanie itp. mogę wprowadzać w psie życie bardzo dużo niepokoju. Klatka to miejsce, gdzie pies może się schować i przestać przejmować, nasłuchiwać i nie czuje się w obowiązku być czujnym.

Przyzwyczajaliśmy Berka do klatki od samego początku. Oczywiście jak był malutki nigdy go w niej nie zamykaliśmy, gdyż szczeniak nie jest fizycznie w stanie wstrzymać oddawania moczu, więc brak możliwości pójścia na matę i zrobienia siusiu może być dla niego stresujący. Jednakże układaliśmy go do snu w klatce, zawsze otwartej, i mały zwykle przesypiał w niej całą noc.  Gdy stawał się coraz większy i mógł już bez większych problemów wstrzymać mocz, zamykaliśmy go na 20 minut, potem 30, wydłużając do godziny. Zawsze wychodziliśmy wtedy na ten czas z domu, żeby Berek nas nie słyszał, nie czuł się wyizolowany i zamknięty „za karę”. Nigdy nie zdarzyło mu się załatwić w klatce. Teraz, gdy wraca ze spaceru idzie od razu do klatki i tam zasypia. Dopiero po pewnym czasie jest gotowy aby położyć się w innym miejscu. Generalnie to właśnie w klatce Berek regeneruje podstawowe siły po intensywnym spacerze. Również, gdy szykuję się do wyjścia i Berek wie, że zostaje w domu, często sam wędruje do klatki i zasypia zanim ja wyjdę. Ciekawe, że gdy wracam, to leży na plecach i śpi jak kamień. Często zabiera mu chwilę, żeby się wybudzić 🙂

Warto zaznaczyć, że klatkowanie psa adoptowanego ze schroniska, lub po przejściach, bardzo często jest niemożliwe. Takim psom kraty kojarzą się z dramatycznymi rzeczami i, uważam, że nie ma sensu próbowanie wmówienia im, że klatka to teraz super sprawa… Pamiętajmy, że psy są różne i trzeba umieć dostosować sposób wychowania do ich charakteru i potrzeb.

Trzeba pamiętać:

  • Psa nie można zamykać w klatce „za karę”. To ma być miejsce, które dobrze mu się kojarzy. Chodzi o same miłe rzeczy i już:)
  • Psa najlepiej przyzwyczajać do klatki od szczeniaka. Oczywiście na początku nie zamykamy w niej psa, a raczej pozwalamy mu w niej zamieszkać. Potem zamykamy go na bardzo krótki moment, który będziemy wydłużać odpowiednio do tego jak rośnie i dojrzewa psychicznie i fizycznie nasz psiak.
  • Pamiętaj, że pies nie załatwi się w klatce, bo jest to jego posłanie. Nie stresuj młodego psa trzymając go w niej dłużej niż on fizycznie jest w stanie wstrzymać mocz.
  • Klatka musi być odpowiednio duża żeby pies mógł w niej stać i się obracać (np dla Berka mamy klatkę 109x69x75 cm)
  • Postaw klatkę w zacisznym miejscu, ale NIGDY przy kaloryferze, lub na słońcu przy oknie.
  • Zadbaj aby w klatce było psu przytulnie, możesz zasłonić ścianki jakimś materiałem.
  • Możesz zostawić psu w klatce zabawkę. Jednak jak zauważyłam, Berek w klatce tylko śpi 🙂

Według moich obserwacji klatka, oczywiście odpowiednio używana, jest bardzo dobrym rozwiązaniem.  Wiele osób twierdzi, że ludzie klatkują psy, aby te nie poniszczyły mieszkania. Trochę w tym racji, gdyż wiem, że wynajmując mieszkanie nie mogę pozwolić psu na psocenie. Klatka dała mi pewien komfort psychiczny, bo zawsze wiem co zastanę wracając do domu. Jednakże, chodzi o coś jeszcze – Berek nauczył się, że nie da się niczego zniszczyć, bo zawsze jak coś kradł natychmiast następowała nasza reakcja i pies doskonale rozumiał, że nie może tego robić. Nie było sytuacji, że Berek coś zjadał, a ja po 2 godzinach wracałam do domu i zaczynałam się złościć. Pies nawet jeśli nie jest ukarany, doskonale wyczuwa nasz nastrój i kojarzy go ze szkodą którą zrobił. Dzięki klatce tego nigdy nie było, bo mogłam od razu przekazać psu, że nie podoba mi się, że coś ukradł i to obgryza. Teraz Berek kradnie czasem skarpetkę albo ścierkę do naczyń… i nam przynosi albo się z tym kładzie na posłaniu, bo tylko chce zwrócić naszą uwagę. Nie traktuje rzeczy jak swoich zabawek. Ośmielę się stwierdzić, że klatka bardzo uprościła świat Berka. Ale pies tego potrzebuje, bo środowisko, które stworzył mu człowiek bywa dla zwierzęcia przytłaczające. W klatce Berek wyłącza się i może sobie w spokoju śnic o galopowaniu po polach 🙂 🙂

Codziennie zapewniam Berkowi około 2 godzin (czasem więcej) biegania bez smyczy, niezależnie od dnia i pogody,dlatego też relaks w klatce jest mu wręcz potrzebny. Pamiętaj, że ruch dla młodego i zdrowego psa jest jedną z ważniejszych rzeczy.

DSC_0001 (3)
Relaks w klatce 🙂
42bb98d53003e1b11d0aa9630d998cec
http://www.newzooland.pl

Co powinieneś wiedzieć zanim weźmiesz setera

Do stworzenia tego wpisu przekonała mnie Magda od Ambera ( http://dailyamber.tumblr.com/ ) Często rozmawiamy na psie tematy i, biedna, musi słuchać o Berkowych wariactwach i moich problemach z jego wychowaniem.

Spisałam rzeczy, które, moim zdaniem, każdy przyszły właściciel setera powinien wiedzieć zanim podejmie ostateczną decyzję. Nie jestem psim specjalistą, a wszystkie opinie opieram na swoim własnym doświadczeniu z moim psem. Niektóre z tych punktów można oczywiście zastosować do każdego psa, jednakże starałam się spisać to co jest charakterystyczne tylko dla setera. Uważam, że setery to wspaniałe psy, a Berek – mimo iż charakterna z niego psia menda 🙂 – pasuje do mnie, bo jest wyzwaniem i nagrodą w jednym 🙂 wpis długi, ale zapraszam do lektury i komentowania 🙂

1. Seter jest psem jednego właściciela – wybiera go sobie sam. Zadbaj o to by mógł to swobodnie zrobić i nie próbuj na siłę wpływać na jego decyzję. Dopiero, gdy pies ma około 11 -12 miesięcy można poznać kogo sobie wybrał 🙂

2. Musisz być wytrwały i uparty, bo taki jest seter. Pies jest obrazem wszystkich słabostek właściciela. Seter jest bardzo upartym psem, a swój upór pokazuje w rozmaity sposób – pamiętaj, że tą cechę można wykorzystać w pozytywny sposób, np. podczas szkolenia i zabawy, ale może to też być utrapienie dla właściciela. Musisz też być świadom faktu, iż pies będzie próbować zrobić wszystko po swojemu i łatwo się nie podda. Pokaż, że Ty masz więcej uporu niż on. Berek jest niesamowitym uparciuchem i testuje moja wytrzymałość każdego, dosłownie każdego, dnia.

3. Jeśli chcesz mieć setera, nie możesz być leniwy. Tzn, możesz ignorować wszystko inne, ale musisz umieć znaleźć czas na długi spacer. Codziennie. Niezależnie od pogody. Jeśli jest gorąco – wstajesz bladym świtem i idziesz zanim zrobi się upalnie. Jeśli jest zimno – zakładasz wszystkie ciuchy jakie masz, smarujesz psu łapy maścią ochronną i idziesz na spacer w śniegu po kolana. Weekend? Tak, ale zorganizuj seterowi jakieś rozrywki – najlepiej spacer w nowym miejscu, spotkanie z innym psem, jakaś wycieczka. Seter potrzebuje kontaktu z właścicielem, bardzo chętnie towarzyszy wszędzie człowiekowi – bierz to pod uwagę planując swoje wolne dni, wakacje, wyjazdy.

4. Seter, gdy się nudzi zaczyna niszczyć dom. Zostawiony sam w domu na długo, niewybiegany, najprawdopodobniej dobierze się do kanapy, butów czy dywanu.

5.  Regularne szczotkowanie jest koniecznością! Setery mają długą sierść, głownie na łapach i brzuchu, więc trzeba regularnie dbać o ich czystość, gdyż łatwo robią się im brzydkie „dredy”.

6. Ponieważ trzeba zabierać setera na długie spacery po lesie i polach, częstym problemem jest błoto, które wnosi do domu. Przygotuj się na częste sprzątanie! Jesienią i wiosną  nie obędzie się bez kąpieli.

7. Od samego początku pracuj nad egzekwowaniem komendy „Do mnie!”. Psy myśliwskie są psami niezależnymi, mają swoje własne pomysły i dużo inwencji twórczej :). Seterowi wystarcza, że to on wie gdzie Ty się znajdujesz,  powrót do właściciela na komendę to sprawa drugorzędna. Berek ma problemy z bezwzględną karnością. Pracuję na każdym spacerze, nagradzając go smakołykami i bawiąc się z nim. Ale przed nami jeszcze długa droga, jeśli kiedykolwiek w ogóle osiągnę w tym temacie zadowalające efekty….

8.Setery to psy myśliwskie, a ich instynkt jest bardzo silny. Seter cały czas węszy i szuka zwierzyny. Podczas spaceru musisz być czujny, aby wiedzieć co w danej chwili kombinuje Twój pies. Nie odwołuj go za każdym razem od tropu, niech czasem poszaleje dziko goniąc za jakimś zapachem. Jednakże bądź zawsze czujny i miej oczy dookoła głowy, aby zawczasu zareagować jeśli pies za bardzo się oddali. Spacery z psem to ciężka praca!

9. Bądź ambitny. Nie poddawaj się, gdy od razu nie będzie efektów Twojej pracy z psem. Z psem trzeba pracować całe życie, a z seterem szczególnie, bo jest sprytny i szybko uczy się, że czegoś nie musi i coś nie jest już od niego egzekwowane. Setery to bardzo inteligentne psy, ale pamiętaj, że pies to zwierzę i nie myśli takimi samymi kategoriami co człowiek. Nie wymagaj od niego, że zrobi coś dla samego faktu robienia. Nigdy nie zakładaj, że pies zrobił Ci coś „na złość”, albo że „powinien wiedzie, że to jest niedobre”. Psy tego nie wiedzą, nie planują, że zrobią coś tak a nie inaczej. Setery to bardzo charakterne psy – dodatkowo, mają silny instynkt myśliwski – ten pies to żywioł, który musisz szanować, aby mieć szansę dać sobie z nim radę 🙂

10. Setery mają wrażliwe żołądki i są podatne na tzn. skręt żołądka. Seter powinien jeść minimum godzinę przed wysiłkiem fizycznym. Osobiście uważam, że najbezpieczniej karmić psa po spacerze.

11. Seter potrzebuje kontaktu z człowiekiem. Przy odpowiednim traktowaniu go, zapewnieniu mu długich spacerów, i uwagi, seter będzie wspaniałym psem rodzinnym. Jednakże pamiętaj, że ten pies potrzebuje bardzo dużo ruchu – zastanów się czy jesteś w stanie mu go zapewnić, gdy n. pojawi się w rodzinie dziecko. Pies nie zrozumie, dlaczego nagle nie masz dla niego tyle czasu co kiedyś. To może doprowadzić do jego frustracji, a seter sfrustrowany to seter, który niszczy mieszkanie, nie słucha się, dziczeje.

12. Seter porusza się kłusem, lub galopem, najczęściej z głową przy ziemi. Spokojnie chodzenie wydaje mu się wręcz nienaturalne 🙂 Pamiętaj, żeby dać swojemu seterowi szansę do galopowania i węszenia. A tak poza tym – seter w biegu to jedna z najpiękniejszych rzeczy na świecie 🙂

13. Setera trudno nauczyć spokojnie chodzić na smyczy, gdyż – patrz punkt wyżej – nie da się galopować będąc na smyczy… Nie twierdzę jednak że ta sztuczka jest niemożliwa :). Wymaga tylko dużo cierpliwości i samo-zaparcia. Ja nadal pracuje nad Berkiem, bo chłopak ma czasem lepsze ni, a czasem jest smyczowym diabłem :). Dodatkowo – spacer na smyczy nie może zastępować prawdziwego biegania po lesie lub polu.

14. Na spacer z seterem idziesz w specjalnym, psio-odpornym ubraniu. Seter szaleje, jest zwykle brudny, co oznacza, że i Ty będziesz w błocie. Seter ma fafle, więc ślini się bardziej niż inne psy. Praktycznie prawie zawsze Berek przyozdabia mnie makaronem śliny. Z seterem nie będziesz wyglądać elegancko, ale będziesz wyglądać profesjonalnie 🙂

ALE – proszę się nie przerażać, bo nie jest aż tak strasznie, a ta lista to uogólnienie – setery bywają różne 🙂 To wspaniałe psy – bardzo uczuciowe i poczciwe. W domowym zaciszu, gdy wyłączą myśliwskie instynkty, okazują właścicielowi bardzo dużo miłości i uwagi. Potrafią spojrzeć w oczy w tak rozbrajający sposób, że człowiek mięknie, a wszystkie szarości dnia codziennego znikają. Spacer z seterem jest wspaniałą przygodą. A jego wieczny entuzjazm jest zaraźliwy.

DSC_0331

DSC_0378

W marcu jak w garncu…

Gdy zaczęło robić się ciepło pomyślałam sobie, że zaczekam na piękną słoneczną pogodę i wtedy dopiero porobię Berkowi zdjęcia. Posiedzimy na trawie, odsapniemy od ciągłego łażenia – będzie super. Ale zaczął padać śnieg… Ciężko mi znaleźć motywację w taka szarą pogodę i, przyznaję, że mam już dość zimy w tym roku. Tak więc to moja wiosenna pogoda z dzisiaj :D…

Berek ostatnio jest grzeczny na spacerach. Parę razy pojechaliśmy na krakowskie Błonia, gdzie szalał z innymi psami. Jednak najczęściej chodzimy na poranne, samotne spacery po polach niedaleko domu. Dzisiaj Berek szalał za dwóch, bo wiało i polował na omiatane wiatrem zaspy 🙂 Łaziliśmy prawie 2 godziny i było cudownie. Dzięki Berek!

DSC_0357

DSC_0354

DSC_0378

DSC_0398

DSC_0399

Na dobry początek

Kto śledzi Berkowego bloga, zapewne zauważył, że ostatnio coraz więcej tutaj mojego stękania i panikowania. Otóż Berek wkroczył w wiek buntowniczy i próbuje rządzić, a ja próbuje się nie dać. Wspominałam już, że postanowiłam iść z Berkiem na szkolenie indywidualne i spróbować wszystko jakoś ponaprawiać póki nie jest za późno.

Poszliśmy do szkoły tresury Hitt Dog na krakowskich Błoniach. Rozmawiałam z wieloma psiarzami, których spotykam na spacerach, i wszyscy polecali ta szkołę. Dodatkowo, mam stosunkowo prosty dojazd na Błonie i nie muszę tracić pół dnia na sama podróż.

Zajęcia zaczynaliśmy o 9.00. Oczywiście jak tylko doszłam na placyk na którym mieliśmy spotkać pana trenera Jacka Lewkowicza, zaczął siąpić deszcz. Ale w końcu mamy listopad :). Pan Jacek przepytał mnie o Berka – gdzie wychodzi na dwór, jak często, jaki jest problem (ale tego szybko się domyślił), czym karmię psiaka i kiedy. Potem powiedział, że zgadza się ze mną i sugeruje, tak jak zresztą sądziłam, zajęcia indywidualne. Po jakimś czasie Berek będzie dołączany do innych piesków, ale na razie musimy popracować we dwójkę. Kurs składa się z 12 spotkań, minimum 2 razy w tygodniu. Sesja trwa około 30-40 minut, nie więcej, gdyż psiak dłużej raczej nie będzie w stanie się skoncentrować. Pan Jacek jest bardzo spokojny, uśmiechnięty, nie podchodzi do właściciela psa krytycznie i wydaje mi się, że cieszy się, że człowiek po prostu chce pracować ze swoim psem. Przyznaje, że swobodnie wykonywałam jego polecenia, ganiałam z Berkiem po placyku głośno śmiejąc się, gdy oboje ślizgaliśmy się po błocie. Była masa zabawy, a ja, pomimo iż pewnie nadal popełniałam masę błędów, czułam się, że Berek lepiej ze mną pracuje niż z doświadczonym trenerem. Dlaczego? Nie dlatego, że pan Jacek miał z nim zły kontakt, ale dlatego, że to właśnie mnie stawiał w centrum uwagi psa. Pokazywał wiele rzeczy „na sucho”, gdy pies swobodnie biegał wokół nas, a ja byłam praktycznie jedyna osobą, która poruzumiewała się z psem. Super 😀

Na razie ćwiczyliśmy podstawy. Była komenda „do mnie” i „siad”. Zaczęliśmy też robić wstęp do komendy „do nogi”. Ale najważniejsza moim zdaniem byłą sugestia pana Jacka, że muszę chodzić z Berkiem na spacery do miasta, znacznie częściej niż to robię, gdyż psiak jest za bardzo podekscytowany wszystkimi bodźcami i nie potrafi wyciszyć się, a tym samym skoncentrować się na mnie. Byłam trochę zaskoczona, bo przecież zabieram Berka w wiele miejsc – nie robię tego bardzo często, ale  nie jest z tym aż tak źle… Okazało się jednak, że Berek potrzebuje znacznie więcej takich wypraw, a ja powinnam spróbować ignorować jego ekscytację na ulicy i w komunikacji miejskiej. Chyba dziś popołudniu pojadę z Berkiem zwiedzać Kraków…

Następne zajęcia mamy już jutro :). A dziś na spacerze czeka nas dużo pracy :):)

Z racji tego, że na treningu byłam sama z Berkiem, nie mamy fotek. Dodaję zdjęcia ze spaceru, które zrobiłam kilka dni temu. Berek w pełnej krasie 🙂

Pimp my dog

Czasem, ostatnio coraz częściej, wolę planować zakupy dla Berka niż dla siebie. Niedobrze – jak tak kobieta może, że w centrum handlowym biegnie od razu do sklepu zoologicznego zamiast oglądać nowe ciuchy ;). Nie wiem jak może, ale tak robi 🙂

Zwykle w sklepach zoologicznych nie znajduję nic ciekawego. Może nie trafiam do tych z fajnym asortymentem?… W każdym bądź razie, rzadko kiedy znajduję tam coś godnego uwagi, a wysokie ceny odstraszają swoją absurdalnością.

Co innego z internetem – czasem łażę po różnych stronach i sprawdzam co ciekawego słychać w świecie psiowych gadżetów. Nie robię tego często, bo i tak przeważnie najciekawsze/najdziwniejsze rzeczy są w zagranicznych sklepach internetowych, gdzie raczej nie kupuję, ale popatrzeć można 🙂

Kiedyś widziałam psie miski za $300, obroże za ponad $150, posłania zrobione z jakiś niezniszczalnych materiałów (akurat przydałoby się), nie mówiąc o kosmetykach dla psów – szampony za $70 czy lakier do pazurów… Może nie powinnam się dziwić – różni ludzie, różne ich psy i różne potrzeby. Ważne, że jest wybór i przecież nikt nie karze mi kupować porcelanowej zastawy dla psa za $300. Mechanizm jest zawsze ten sam – przecież nikt nie potrzebuje bluzki czy płaszcza za setki złotych, a jednak czasem kupujemy i takie ciuchy, bo lepiej wyglądają, są uszyte z lepszego materiału i są oryginalne. Z psią miską też może tak być – ta droższa może być ładniejsza, trwalsza i wyjątkowa. Kupujmy co chcemy i starajmy się nie dorabiać do tego  filozofii.

Osobiście nie kupuje Berkowi zbędnych gadżetów. Ma tyle rzeczy ile potrzebuje, i ile ja potrzebuję by mi było łatwo się nim zajmować. Jednak przyznaję się bez bicia, że uwielbiam psie obroże. Mam też małego fisia na punkcie Berkowego legowiska.

W Polsce powoli rozkręca się business psich obróżek. Jest parę sklepów internetowych, które oferują kolorowe obróżki w różnych rozmiarach i z różnymi zapięciami. Ostatnio znalazłam jednak kolorową obróżkę i może zamówię ją dla Berka – na razie zbieram się do podjęcia tej decyzji, bo Berek ma dwie obroże i to mu wystarcza, więc trzecia obróżka to tylko kaprys…

A legowisko? Według mnie może być paskudne, byle psu było wygodnie. I musi być czyste. Uwielbiam różne kocyki i poszewki, które mogę często prać. Nie ma nic fajniejszego jak psiak który mości się na czystym kocysiu :). Być może trochę uczłowieczam Berka i wmawiam sobie, że posłanie ma dla niego aż takie znaczenie, ale to takie minimum, które przecież tak łatwo zaoferować psu i warto o to dbać.

A Wy lubicie psie gadżety? I dlaczego?

Poniżej, te najpiękniejsze!  🙂

Powyższe wzory obróżek pochodzą ze strony http://www.dutch-dog.com. Kolejno od prawej wzór Vincent van Gogh, Piet Mondrian i Maarten van Heemskerck. Mój faworyt to zdecydowanie Mondrian w tym przypadku 🙂

I piękne puzzle z Furkidz.eu  :):)