Łzy

Ostatnio nie mam weny do robienia zdjęć. Wiem, że przegapiłam pierwszy w życiu Berka śnieg, ale trudno – po prostu nie mogłam się zmusić. Zresztą ostatni weekend spędziłam w Warszawie i, w związku z tym miałam wątpliwą przyjemność podróżowania z psem PKP. Miałam wypakowany plecak ze stelażem, plus psa, więc zrezygnowałam z brania lustrzanki. Dodatkowo, jak wróciłam do Krakowa, to już następnego dnia Berek wykręcił mi beznadziejny numer, który tylko przyspieszył moją decyzję o indywidualnym szkoleniu Psiego Ryja. Nie wiem skąd wytrzasnę na to kasę, ale coś musimy z mężem wymyślić. Zajęcia grupowe odpadają, odbywają się zwykle wieczorami, a ja w poniedziałki i we wtorki siedzę do późna na uczelni.

Otóż co Berek wymyślił? Poszłam jak zwykle rano na spacer do Lasku Wolskiego. Miałam szczęście, bo pod Kopcem Piłsudskiego spotkałam dwie przesympatyczne panie z psiakami. Berek trochę się pobawił, a już na pewno bardzo rozochocił i zaczepiał psiaki nawet jak te już miały dość zabawy. Ot, takie klasyczne zachowanie młodego psiaka – szaleństwo. Tu warto dodać, że w środku Lasku Wolskiego jest zoo. W Lasku są asfaltowe alejki i zwykłe leśne ścieżki. Zwykle spaceruję właśnie ścieżkami, bo jest przyjemniej. Zresztą asfaltowymi alejkami czasami jeżdżą auta, które dowożą różne rzeczy do zoo i porządkują park. Są to więc czasem traktory, vany i osobówki pracowników zoo. Niestety jeżdżą dość szybko (moim zdaniem), co stwarza wiele niebezpiecznych sytuacji. Zdaję sobie sprawę, ze pies powinien być na smyczy w Lasku Wolskim, jednak żaden nie jest i, podążając-głupio- za tłumem, Berek także biega luzem. Owego dnia, gdy Berek szalał z psiakami, postanowiłam wracać asfaltówką. Zaraz o tym jak odłączyliśmy się z Berkiem od psiaków, Psi Ryj pogonił traktor. Poleciał daleko i szybko, ale na szczęście traktor był daleko i go nie dogonił. Zdenerwowało mnie to bardzo, bo Berek zniknął mi na trochę z oczu i nie widziałam co się dzieje. Jednakże stosunkowo szybko wrócił do mnie z miną jakby nic się nie stało. Szliśmy dalej, a Berek jak zwykle biegał niedaleko mnie. Zza zakrętu usłyszałam, że toczy się w naszą stronę auto. Zawołałam Berka, a on jak zwykle odwrócił się i zaczął biec  moim kierunku. Czekałam na niego z ciuciusami, w pozycji wyuczonej na kursie posłuszeństwa. Ale nagle Berek zatrzymał się, odwrócił w stronę nadjeżdżającego auta i … ruszył wprost na tego vana!! Biegł centralnie naprzeciw myśląc zapewne, że jest to coś do upolowanie, pogonienia, pobawienia się. Nie mogłam nic zrobić, auto było blisko, jechało praktycznie na mnie i na biegnącego Berka. Serce mi się zatrzymało. Samochód wyhamował, a ja dopadłam do skaczącego radośnie Berka. Pan kierowca tworzył okno i uśmiechnął się d mnie mówiąc, że pies praktycznie biegł prosto pod koła. Przeprosiłam i głupio wytłumaczyłam, że zrobił to pierwszy raz. Samochód odjechał, a mi dopiero wtedy puściły emocje – nogi zmiękły, aż przykucnęłam, bo nie mogłam ustać. Zaczęłam całą dygotać i poryczałam się jakimś histerycznym szlochem. Beruś oczywiście stał koło mnie zaglądając mi w oczy i tuląc do mnie swój ryj. Nie pomagało to, bo nawet nie potrafiłam być na niego wściekła. Dotarło do mnie jak bardzo się o niego boję i jak bardzo chcę by był bezpieczny. on jednak nic nie rozumie i nie mogę tego od niego wymagać. Muszę ogarnąć tego psa póki jeszcze się da, bo w swoi psim szaleństwie może nieświadomie zrobić sobie krzywdę. Wystarczy ten jeden raz, to nie musi być reguła. Przecież Berek zawsze wracał, gdy jechało auto. Na ulicy nie zwraca uwagi na samochody. Natomiast wtedy tego feralnego dnia uznał, że jeszcze chętnie by się pobawił i akurat jechał van…

Płakałam jeszcze parę chwil. Przyprowadziłam Berka do domu i natychmiast wyszukałam ośrodek szkoleniowy dla psów na krakowskich Błoniach. dziś popołudniu będę dzwonić i dowiadywać się o koszty zajęć indywidualnych i zobaczymy co z tego wyjdzie. Nie mogę się poddać, bo to będzie oznaczało, że darowałam sobie psa, tj. jego bezpieczeństwo i szczęście.

„Psiara”

Czasem Berek sprawia, że czuję się osamotniona…. Już wyjaśniam o co mi chodzi.

Berek mnie spaczył, zmienił prawie nie do poznania niektóre rejony mojego życia i mój sposób funkcjonowania. Jeśli naprawdę angażujesz się w to co robisz i do czego sie zobowiązujesz, to musi to mieć wpływ na Twoje życie. A posiadanie psa to przecież decyzja, która wiąże sie z odpowiedzialnościa i ma swoje konsekwencje. Pies nie może być tylko dodatkiem do Twojego obecnego, zorganizowanego życia. It’s not gonna work this way :D! W związku z tym Berek musiał zmienić trochę i mnie i moje życie. I czasem czuję się w tym moim zmienionych świecie samotna bo …

… Wstaję około 2 godziny wcześniej by rano zawsze mieć czas spokojnie zająć się psem. Mam szafkę z ubraniami przeznaczonymi do spacerów z psem – masa tam dziwnie skrojonych spodni, przykrótkich legginsów, bluz dresowych z dziurami na rękawach i T-shirtów z głupimi nadrukami. Mam też półkę w szafie gdzie trzymam śmierdzące psie ciuciusy do treningów i wędzone kości. W pobliskim sklepie ciągle wykupuję cały zapas kurzych serduszek i innych mięsnych wynalazków, aż jedna pani ekspedientka nie wytrzymała i zapytała czy ja to jem… Ostatnio zauważyłam, że noszę tylko ubrania, które nie spowalniają i w żaden sposób nie ograniczają moich ruchów, bo albo jestem z psem albo do niego pędzę i nie mam czasu na dreptanie w wąskiej spódnicy i 10-centymetrowych obcasikach. W każdej kieszeni znajduje torebki na psie kupy. Czasem same z tych kieszeni wyłażą i powiewają na wietrze, bez mojej wiedzy oczywiście. Nie oglądam TV, ale oglądam mojego psa, bo właśnie wieczorami przyjmuje najśmieszniejsze pozycje na kanapie. Jestem w stanie przywiązać do siebie wszystko, tylko po to aby mieć wolne ręce i móc mocno trzymać smycz z psem. Dużo by wymieniać 🙂

Założę się, że z powodu Berka (i nie tylko 🙂 )robię masę dziwnych rzeczy, kończę jednak temat, bo pewnie każdy właściciel psa ma swoje „dziwactwa” i sposoby na przetrwanie J…

Problem polega na tym, że niedawno zaczęłam kolejne studia i znów znalazłam się w nowym miejscu i wśród nowych ludzi. Przez ostatnie dwa-trzy tygodnie musiałam po prostu przedawkować ilość zdziwionych spojrzeń i chyba za dużo razy musiałam odpowiadać na pytania  w stylu: „Czy piesek ma kuwetę w tym kojcu?”… Nie lubię kategoryzowania i uogólniania, jednak wiem, że jest to nieuniknione i bardzo pomaga człowiekowi odnaleźć się w społeczeństwie. Przyznaję, że z powodu rożnych dziwnych rozmów jakie przeprowadziłam ostatnio, pierwszy raz głośno skategoryzowałam siebie jako „psiara” i mój rozmówca od razu uspokoił się, a nasza trochę dziwna rozmowa szybciej się zakończyła …

Czy ktoś wie czy krakowscy psiarze gdzieś się organizują i czy istnieje jakiś sposób by się skrzyknąć na spacer? W desperacji rozważałam nawet ogłoszenia na uczelni, ale jeszcze nie jest ze mną aż tak źle…

 Ale co u Berka? Wczoraj w czasie naszego popołudniowego spaceru Berek znalazł sobie błotko. Pełnia szczęścia ! Okazało się, że koło kałuży leżą wióry z uciętego niedawno drzewa… Ah!!! Zobaczcie sami co mój pies wyprawiał.

Weekend planujemy aktywnie, pomimo, że i tak mamy już dużo innych zajęć. Trzeba to jakoś wszystko pogodzić.

Jak grać w Berka

Można rzec, że pies to pies – wystarczy przeczytać poradnik wychowania czworonoga, dać mu jeść i wyprowadzić na dwór. Oczywiście każdy rozsądnie myślący człowiek wie, że wcale tak nie jest. Pomijając sam fakt, że z psem jest masa roboty, to każde zwierze jest zupełnie inne i nie każda metoda, porada wyczytana w książkach będzie działać na naszego czworonoga. Bardzo ważne jest by świadomie wybrać te elementy treningu, które nam i naszemu psu najbardziej odpowiadają. Musimy zastanowić się czego oczekujemy od psa, na jakiej relacji z psem nam zależy. Ważne też jest co nam sprawia przyjemność, bo pies doskonale to wyczuje i będzie dzielił radość z nami. Jestem uzależniona od uśmiechniętej mordy Berka, gdy idziemy przez las. Uwielbiam jak czeka na rozwidleniu dróg, aż mu wskażę ręka w którą stronę idziemy. Uwielbiam jak wyjada mi smakołyki z ręki, a ogon chodzi mu jak szalony. Uwielbiam, gdy robi „siad!” tak blisko mnie, że już bliżej się nie da. Kocham jak siadam na trawie, a on siada mi na kolanach. Gdy chowam smakołyki w pięściach, Berek patrzy mi na ręce, ale również zerka mi w oczy, jakby szukał podpowiedzi. I nie ma nic lepszego niż Berek który maszeruje koło mnie i od czasu do czasu zerka do góry, szukając kontaktu ze mną.

Każdy pies jest inny. Nawet wśród jednej rasy spotkać można prawdziwy wachlarz różnych psich osobowiści. Wiedziałam, że setery lubią ruch, są inteligentne i chętne do pracy. Taki był seter moich rodziców. Berek ma wszystkie te cechy, plus parę innych, jak np. niesamowity upór i wytrwałość. Jak na razie walczy ze swimi hormonami, a także ze mną i ze wszystkimi okolicznościami, które według niego stoją mu na drodze do dobrej zabawy i szaleństwa. Berek jest trudnym psem, bo praca z nim jest dość żmudna, ale dostarcza ogromnej radości, gdy wreszcie doczłapię się jakis efektów. Każdego tygodnia widzę jakby innego psa, bo Beruś dorasta i szybko sie zmienia. Próbuję być nieustępliwa, nie poddawać się, ale Berek stawia mi ciągle nowe wyzwania. Przyznaję, że troche go rozpuściłam, bo długie spacery bierze jako coś oczywistego, co mu się należy, ma moję uwagę i moje zainteresowanie, z czego doskonale zdaje sobie sprawę. Za to ja wiem, że nie chcę być steroryzowana przez swojego psa, bo to uniemożliwia jakąkolwiek współpracę miedzy człowiekiem a zwierzęciem. A Berek próbuje….

Za kilka dni Berek skończy 10 miesięcy.  Powoli wkracza w wiek bycia psim facetem, a nie dzieciakiem. Zaobserwowalam bardzo dużo zmian w jego zachowaniu, dosłownie w przeciągu ostatnich kilku tygodni. Dlaczego myslę, że to dojrzewanie? Otóż Berek wydaje się pobudzony, popiskuje i wzdycha bez powodu. Ciągle domaga sie uwagi, czasem zaczyna włazić na mnie i próbuje swoich samczych sił…. Od razu go strącam i doprowadzam do pionu kategorycznym „Nie”. Widzę te zamglone, nieprzytomne, otępiałe instyktem psie oczy, które powoli przytomnieją i znów jest ten „dawny” Berek. Boli mnie, że to zwierze cierpi, bo nie rozumie co się z nim dzieje, a ja nie potrafię mu pomóc. Na dworzu wraca na wołanie i pięknie się bawi. Jednak często widzę jak jakiś zapach go omamia. Martwię się o niego, bo nie potrafię w żaden sposób mu pomóc. Zaczęłam poważnie rozważać kastrację, ale z ostateczną decyzją chcę jeszcze trochę zaczekać.

Tymczasem, odnosząc sie równiez do rewolucji ostatnich tygodni, spisałam reguły gry w Berka. Wygraną jest fajny spacer, bezpieczeństwo psa i Twoje poczucie satysfakcji 😉

  1. Gra w Berka trwa 24h na dobę.
  2. Czuj dumę i wstyd w tym samym momencie – przy Berku inaczej się nie da.
  3. Nie myl inteligencji ze sprytem*, bo przegrasz.
  4. Uważaj cały czas, bo Berek jest grą dla ludzi z refleksem.
  5. Ślinotok jest elementem gry.
  6. Miej oczy dookoła głowy i dobrze wykorzystaj fakt iż Twoje oczy są one zdecydowanie wyżej niż oczy innych uczestników gry w Berka.
  7. Bądź szybszy … intelektualnie, bo fizycznie nie masz szans.
  8. Są podejżenia, że duże, obwisłe uszy pomagają unosić się nad ziemią – wyhoduj takie, jeśli się da.
  9. Naładuj Berka pożywieniem PO zabawie, bo będą niespodzianki zwrotne…
  10. Uważaj, bo to nie tylko Ty chcesz ustalać zasady tej gry…
  11. Jeśli nie lubisz spędzać czasu aktywnie i bardzo lubisz w czasie wolnym siedzieć na kanapie – NIE BIERZ SETERA, bo bedziesz bardzo nieszczęsliwy, że musisz grać w Berka i na 100% przegrasz.

 

*Inteligencja – zdolność nabywania nowych wiadomości i umiejętności oraz wykorzystywania ich w praktyce

Spryt – cecha kogoś, kto radzi sobie w każdej sytuacji i czerpie z niej korzyść dla siebie, postępując przy tym często w sposób, który ma zmylić innych

ze słownika języka polskiego http://www.wsjp.pl

 

Marzenie

W sobotę pojechaliśmy na moją uczelnię. Pogoda była zniewalająco piękna i stwierdziłam, że chcę połazić po terenach wokól mojej uczelni. Jest tam niedaleko lasek i pola a także wał wzdłuż Wisły. Wyprawa nie do kaćna nam się udała, gdyż okazało się, że właśnie umacniają wał i nie do końca mogliśmy po nim spacerować. Natomiast do lasu niedaleko mojej uczelni nie mogliśmy sie dostać, bo wszystkie drogi prowadziły do terenów prywatnych.

Od października studiuję na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale zajęcia nie odbywają się w centrum Krakowa, a  w okolicach Przegorzały, w tzn. Zameczku. Budynek jest jednym z nielicznych przykadów architektury III Rzeszy i był prywatną rezydencją Otto von Wachtera, który podczas okupacji był starosta dystryktu krakowskiego. Zameczek sąsaduje z nieco starszą willa przypominająca basztę, która byla wybudowana w latach 1928-1929 przez polskiego architekta Adolfa Szyszko-Bohusza. Szyszko-Bohusz został aresztowany przez Wachtera, gdy odmówil zrzeczenia sie praw do Willii Baszty.  Obecnie w Zameczku w w Baszcie mieści się Instytut Europeistyki Uniwersytety Jagiellońskiego, a studenci Centrum Badań Holokaustu maję tam praktycznie wszystkie zajęcia kierunkowe.

Te studia to było moje marzenie, jeszcze jak byłam rok temu na stypendium za granicą. Wyszukałam sobie ten kierunek i wiedziałam, że muszę wracać do kraju i spróbować się dostać na studia w Centrum. Udało się, a moja przygoda zaczęła się parę dni temu, bo 1-go października.

Po więcej informacji i zdjęć odsyłam na strony:

http://histmag.org/?id=3540

http://www.holocaust.uj.edu.pl/

Na polance

W niedzielę pogoda była wspaniała nadal wspaniałą. Rano poszliśmy na spacerek do Lasku Wolskiego, a popołudniu planowaliśmy słodkie lenistwo. Jednak siedzenie w domu w taki dzień byłby grzechem. Postanowiliśmy poszukać jakiejś polanki i posiedzieć w ciepłym, jesiennym słoneczku. To pewnie jedne z ostatnich takich momentów w tym roku, bo niedługo pewnie zrobi się szaro i zimno i spacery staną walką o przetrwanie.

Lasek Wolski w niedzielne popołudnie jest pełen spacerowiczów. Pomimo iż na dole Alei Wędrowców jest ogromny parking, to ludzie tak czy inaczej jadę pod samo wejście, gdzie nie ma jak zaparkować i próbuja tam się zatrzymać. Przez to droga robi się jednokierunkowa, trzeba sie przeciskać pomiędzy samochodami. Postanowiliśmy jak najszybciej uciec od tłumu. Wskoczyliśmy w pierwszą ścieżke w lewo, która zaprowadziła nas na polankę – dokładnie taką jaką mieliśmy nadzieje znaleźć.

Słońce było już nisko, ale nadal mocno świeciło. Było idealnie. Berek był wyjątkowo spokojny i z chęcią położył się na trawie koło nas. Uwielbiam jak on się relaksuje z nami i widać, że jest szczęśliwy i spokojny, bo ma swoich ludzi koło siebie.

Master Control

Wiele razy wspominałam na blogu i na blogowym Facebook’u, że Berek na smyczy ciągnie jak szalony. Od samego początku próbuje go uczyć grzecznego chodzenia. Gdy ciągnie zaczynam się cofać – niech facet wie, że takim sposobem nigdzie nie dojdzie. Jednak Berek szybko rośnie i jest juz bardzo silny. Ja ciągle cofam się z tym spem na smyczy i cofam…. a on coraz silniej ciągnie… Spacery czasem są udręka, bo chodzimy dużo. Spuszczam Berka ze smyczy zawsze (spacer na smyczy u Berka to nie spacer), ale do miejsc, gdzie to jest możliwe musimy dojść. Biorąc również pod uwagę fakt , iż nie mamy auta, wędrówki na smyczy są nieuniknione. Berek zdaje sobie doskonale sprawę ze swojej siły i, mając charakterek, próbuje mną manipulować. Chodzimy tak, często do tyłu… już dobrych kilka miesięcy, a Berek się nie poddaje i ciągnie dalej. Zastanawiałam się, że pewnie to ja robię jakiś błąd i należy pewnie zmienić podejście do problemu. Niestety nie przychodzi mi nic do głowy. Czasem gdy tak łażę z Berkiem tam i z powrotem po ulicy, to psiak uznaje moją wyższość na chwile i zaczyna iść przy nodze. Zdarza się to rzadko, ale jednak i jest to dowód, że Berek doskonale wie o co mi chodzi, tylko uparcie chce postawić na swoim i już…

Ostatnio moja znajoma powiedziała mi, że na swojego młodego psa (wiek około 11 miesięcy) stosuje tzn. Gentle Leader – u nas znane jako Master Control, lub po prostu kantarek. Jest to smycz, którą przymocowuję się do psiego pyska a nie do szyi. Jak wiadomo w przypadku gdy nie chcemy by pies ciągną nie powinniśmy stosować szelek, bo sprawiają, że zwierzęciu jest łatwiej i przyjemniej ciągnąć właściciela na spacerze. Obroża na szyi sprawia, że ciągniecie jest już bardziej problematyczne dla psa, gdyż pies się poddusza. Jednak wielu właścicieli psów zdarzyło już zapewne zauważyć, że wiele czworonogów ciągnie na obroży jak istne zwierzęta pociągowe… Natomiast Master Control jest przymocowany do pyszczka i skutecznie psu przeszkadza w ciągnięciu, gdyż jest mu trudno taką blokadę ignorować. Berek oczywiście próbuje na początku każdego spaceru zdjąć kantarek, ale szybko się poddaje i grzecznie idzie przy nodze. Dodatkowo przypinam Berka do normalnej smyczy, gdyż Master Control jest dość luźny i boję się, że Psi Ryj go ściągnie jakimś sposobem. Prowadzę Berka na smyczy, a gdy pociągnie to natrafia na opór smyczy i dodatkowo kantarka.

Master Control nie rozwiązuje problemu. Mimo iż zauważyłam, że Berek nawet bez niego idzie trochę spokojniej, jednak jest daleki od bycia grzecznym na smyczy. Niestety jestem zmuszona szukać jakiś alternatywnych rozwiązań, bo z psem robię dużo rzeczy sama i często jestem postawiona w sytuacji, kiedy nie mam możliwości wypróbowywania innych opcji – jest coś co muszę zrobić, sytuacja w jakiej jestem z Berkiem i nie ma odwrotu (podróż pociągiem i komunikacją miejską, przejście gdzieś na spacer itd). Tresura tresurą, nauka i tłumaczenie są super i jak najbardziej jestem gotowa to robić, jednakże czasem potrzebna jest szybka akcja i rezultat tu i teraz, bo nie mam możliwości zrobienia czegokolwiek inaczej a potrzebuję ogarnąć psa.

Czy sobie dobrze radzę? Czy to dobre podejście? Nie wiem. Czasem boje się, że popełniam błąd za błędem. Wiem jednak, że bardzo często jedyne co mogłabym zrobić to poddać się, nigdzie nie chodzić z Berkiem i iść po najprostszej linii oporu, bo psiak jest trudny i męczący. Ale czy to rozwiązanie? Nie! Berek jest bardzo młody. Wierzę, że wszystko co robię kiedyś zaprocentuje i psiak się uspokoi i trochę spokornieje. Na grzeczne chodzenie na smyczy też przyjdzie czas. Tymczasem kantarek żebyśmy mogli przeżywać następne przygody wspólnie z Berkiem.

Z wizytą

Wczoraj pojechałam z Berkiem spotkać się z jego mamusią … Nieźle, prawda? Berek urodził się pod Krakowem, w hodowli Z Ojcowskiej Doliny, Pani Moniki Korneckiej. Jego mama, cudowna sunia o imieniu Berry, jest jednym z pieciu seterów (dwa psy i trzy sunie), które obecnie posiada Pani Monika.

Wizyta u Pani Moniki była wspaniałym doświadczeniem dla mnie i dla Berka. Wspaniale było pogadać o psiakach, posłuchać kogoś tak doświadczonego jak Pani Monika. Przyznaję, że patrzenie na Berka bawiącego sie ze swoją ciotką Lilką –  obecnie najmłodsza sunia  w Ojcowskiej Dolinie – było wspaniałe!

Prawda jest taka, że niestety Berek nie spotkał się ze swoją mamą, ani ze swoją babcią Shantą, bo psiaki raczej by sie nie dogadały. Nie ryzykowałyśmy takiej konfrontacji, szczególnie, że Berek był na ich terytoriam tylko gościem. Natomiast nie było problemu aby bawił się ze swoją ciotką Lilą, która ma niecałe dwa lata i jest wulkanem energii.

Poszłyśmy z Berkiem i Lila na specer po polach, gdzie Berek, przeszczęsliwy, ganiał z Lilą jak szalony. Potem, gdy ja relaksowałam się przy herbatce z Panią Moniką, widziałam przez okno, jak mój psiak fruwa po ogrodzie ze swoją nową koleżanką.  Mogłabym patrzeć na takie psie szczęście caly dzień!

Las Wolski

W ostatni poniedziałek poszliśmy  z Berkiem do Lasu Wolskiego. Jest to największa, zielona enklawa Krakowa, często zwana „płucami” miasta. Nigdy wcześniej tam nie byłam i nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Weszliśmy od strony  Klasztoru Kamedułów (wjazd od ulicy Księcia Józefa) i troche pokręciliśmy się po najbliższych scieżkach. Nie mieliśmy za dużo czasu na długi spacer, ale tak czy inaczej, Las Wolski mnie zafascynował. Poleciałam tam znowu nastepnego dnia i wspiełam się na jakieś wzniesienie, gdzie znalazłam wspaniałą buczynę. Cudo! Od tamtej pory byłam tam z Berkiem już parę razy i każdego kolejnego dnia stwierdzam, że Lasek podoba mi sie coraz bardziej.

Jak widać na zdjęciach, poniedziałkowy poranek był mglisty i pochmurny. Zastanawialiśmy się czy zdjęcia wyjdą ładne, bo nasze umiejętności są bardzo ograniczone, ale coś tam wyszło. I tak zdjęcia nie oddają tego jak wspaniale prezentował się las  we mgle. I jeszcze na dadatek cisza poranka… Poezja :D.

Jak pies pije?

Berkowi  prawie cały czas ślina cieknie z jego psiego ryja. Zdaję sobie sprawę, że wpływ na to ma kształt jego pyska – długi, z wielkimi faflami, gdzie bkiem musi slywać woda i wyłazić dopiero-co zjedzony pokarm.  No cóż, w eleganckiej garsonce nie ma co przy nim występować.  I tak uważam, że Berek jest wyjątkowo schludny, gdyż prawie po każdym posiłku łai po domu i wyciera fafle w koce, narzuty i ludzkie nogi…

Niedawno natrafiłam na artykuł na temat sposobu w jaki pies pije.  Czy to naprawdę nie jest przypadkowe wsadzanie ryja w miskę z wodą i machanie jęzorem na wszystkie strony? Bo tak to wygląda u mojego psa … Otóż okazało się, że pies pije w bardzo wyrafinowany sposób, podobny do kociego czyściutkiego, eleganckiego chłeptania z malutkiej miseczki.

Na filmiku możemy zobaczyć, że język psa działą jak łyżka. Ies delikatnie wsuwa go w wodę, nabiera płyn i szybko wsuwa go do pyska, gdzie woda może już się swobodnie rozlać. Kot natomiast zamacza tylko koniuszek języka do którego woda przywiera.  Tak więc, koty i psy pija w bardzo podobny sposób, tylko mruczki robia to troche spokojniej i delitatniej.

Wnioskuję, że w przypadku Berka, woda ma wiele dróg, któ®ymi może sie „wylać” z pyska – ścieka bokami po faflach, kumuluje sie w kącikach ryjka, gdzie też Berek ma więcej skóry. I co on, biedak, ma niby z tym zrobić? No tylko wytrzeć w moje spodnie…. 🙂

Polecam filmik z linku poniżej! 🙂

Informacji zaciągnełam z artykułów:

Filmik z Wired.com   http://www.wired.com/wiredscience/2011/05/how-dogs-cats-drink/

Blog Dogster.com  http://www.dogster.com/the-scoop/high-speed-x-ray-video-reveals-secret-to-how-dogs-drink

 

Jak pies z kotem

Moja ukochana kocica o imieniu Nitka. Jest wyjątkowa. Znalazłam ja około 18 lat temu w krzakach koło bazarku na Warszawskiej Woli. Najpierw mieszkała z nami w mieszkaniu, potem rzenieśliśmy się do domku z ogródkiem. Nitka miała wtedy 2 lata, wiec wciąż była młodzitka i miała dużo energii aby korzystać z przestrzeni, wyprawiać się na wycieczki za płot (jak ja sie o nią bałam!…), polować (próbowałam ratować wszystkie myszy, które przynosiła do domu, niestety znam wszystkie stadia mysiego zgonu), wylegiwała się na słoneczku, obserwowała burzę z tarasu. Teraz jest już stara, ale nadal zaskakuje upartościa, charakterkiem i zwykła energia. O Nitce mogłabym pisać i pisać – czasem wydaje mi się, że jest w niej cząstka mnie, bo rozumiemy się bez słów i … mamy podobne charakterki .

Nitka mieszka teraz z moimi rodzicami. Nie miałabym serce ciągać jej za sobą, przeprowadzać i niszczyć jej świat. Ona potrzebuje czuć, że ma kontrolę nad przestrzenią w której żyje i możliwość narzucania własnych zasad.

Problemem sa wizyty Berka… Gdy Berek był malutki to bał się Nitki. Ona natomiast gapiła się na niego i przeważnie ignorowała. Berek rósł, a Nitka musiała zacząć walczyć o swoje miejsce w domu w casie jego wizyt. Teraz Berek łazi za nią wszędzie, patrzy i chce ją powąchać. Natomiast Nitka ciągle na niego prycha i warczy. Do bezpośredniej konfrontacji doszło tylko raz. Boje sie o pysk Berka, b Nitka jest gotowa go podrapać, jeśli siak zbliży się o tych parę centymetrów za blisko. Teraz cały czas musimy na nich uważać, bo Berek jest coraz śmielszy, a Nitka czuje sie coraz bardziej oszaczona przez Psiego Ryja.

Mam parę fotek z ich dzisiejszej „rozmowy”.  Widać jaka Nitka jest wściekła, a Berek skory do zabawy, chce brykać i zagonić ją do zabawy. To jednak nie wyjdzie …  Nitka ma tryb „giń, przepadnij”. Mimo iż Berek jest męczący i nie chce dać kotu spokoju, to jednak Nitka wykazuje bardzo dużo cierliwości i tolerancji dla psiego dzieciaka… Tylko nie wiem czy to wynika  jej upartości czy „życiowej mądrości”…