Berek, szukaj!

Jakiś czas temu wspominałam na Berkowym FB o zabawie w węszenie i szukanie, którą Berek uwielbia. Węszenie jest dla psa rozrywką, zajmuje go, wycisza i … męczy. Pies węsząc zbiera i przetwarza bardzo dużo informacji. Nie jest to bierna czynność, mimo iż my – ludzie – widzimy tylko psa biegającego z nosem przy ziemi. Psy posiadają 100-250 mln komórek węchowych, gdzie człowiek posiada nie więcej niż 10 mln. Wyobraźcie sobie jak zatem wygląda dla psa świat. Przede wszystkim pachnie.

A na czym polega nasza zabawa w „szukaj!”? To naprawdę nic trudnego – karzę Berkowi usiąść i zostać na miejscu. Gdy on cierpliwie czeka (fakt, pies do tej zabawy powinien mieć opanowaną komendę „zostań!”), chowam intensywnie pachnący smakołyk w jakimś mało oczywistym miejscu w mieszkaniu. Wracam do Berka i stojąc już przed nim, a przynajmniej tak, żeby mnie mógł widzieć, wydaję komendę „szukaj!”. Berek zaczyna intensywnie węszyć po całym mieszkaniu i szukać smakołyk. Zwykle używam parówki albo kawałków mięsa – czegoś naprawdę atrakcyjnego dla psa.
Na koniec wyraźnie daję mu sygnał, że koniec zabawy, żeby pies się wyciszył i przestał „pracować”. 

Ostatnio przeniosłam zabawę na dwór :). Dodatkowym utrudnieniem stał się ostatnio śnieg, gdyż smaczków nie widać.

Oczywiście Berek lizną mój aparat zanim zaczęłam kręcić, a smugę śliny zauważyłam dopiero później 😛 – stąd wszystko jest rozmazane… tak czy inaczej – miłego oglądania zza ślinowego Berkowego gluta 😉

Berek i zima

Wszędzie na psich blogach wpisy o zimie, śniegu i mrozie. My musimy nadrobić. Do Krakowa, w którym obecnie mieszkamy, śnieg przyszedł późno. Gdy reszta kraju relacjonowała opady białego puchu, u nas padał deszcz. Ale nareszcie zrobiło się biało i cieszyłam się, że zabiorę berka na zimowy spacer.

Czy Berek lubi zimę i śnieg? Nie wiem. Berek ogólnie zawsze biega tak samo, z taką samą niesamowitą energią, więc ciężko mi stwierdzić, czy jest szczęśliwszy ryjąc w śniegu czy nurkując w kałużach czy trawie. Berek najzwyczajniej w świecie nie ma czasu, żeby zatrzymać się i pomyśleć, że coś białego leży na ziemi i że jest zimno w łapy. Natomiast mogę śmiało stwierdzić, że my zauważyliśmy, że Berek więcej siusia – najwidoczniej biegając z nosem przy ziemi i węsząc, chcąc nie chcąc, zjada śnieg. To jedyna zmiana jaką zaobserwowałam. Nie biega szybciej, nie biega więcej, bo więcej i szybciej już po prostu się nie da :). Ośmielam się twierdzić, że Berek jeszcze bardziej skupia się na węszeniu, bo zapachy w śniegu inaczej czuć. Dla większości seterów nie ma nic ciekawszego, wspanialszego niż trop. A śnieg? Śnieg po prostu jest 🙂

DSC_1343
Berek na drzewie

DSC_1324

DSC_1350

DSC_1374

DSC_1384

DSC_1399

DSC_1401
Przerwa na wygryzienie sobie kulek z łap

DSC_1404

DSC_1441
Obłęd w oczach 😉

DSC_1452

DSC_1462
Prosiak 🙂

DSC_1478

Uzależnienie

Podobno jestem upartą indywidualistką ;). Tak mi mówili…. Ale jaka ze mnie indywidualistka kiedy otwarcie przyznaję się do uzależnienia? Są rzeczy, które po prostu MUSZĘ, bo inaczej nie ma mnie 😉

Poranna kawa. Nie jakaś kawa w ciągu dnia, jak jest czas… o nie nie! Kawa musi być rano, bo inaczej nie ma dnia. Pierwszą rzecz jaką robię rano to nastawienie kawiarki. U mnie nie ma czegoś takiego jak brak czasu na poranną kawę. Trzeba taki czas sobie zorganizować i już. Wyjazdy organizuję pod poranną kawę, tzn muszę mieć możliwość sobie ją przygotować. Na szczęście są alternatywne sposoby zaparzania kawy, więc potrzebuję tylko zagotowanej wody, żeby takową przygotować. Nadal mogę więc marzyć o campingu w Norwegii 😉

Książki. Muszą być tam, gdzie w danej chwili mieszkam, pomieszkuję. Nawet jeśli osiedlam się gdzieś na 3 miesiące, za chwilę nierozsądnie zaczynają pojawiać się książki. Potrafię wydać pół stypendium na przesłanie książek z jednego kontynentu na drugi, tylko dlatego, że przecież „nie ma innej opcji”… Szczęście w nieszczęściu nie mam tyle pieniędzy ile bym chciała, żeby robić regularne wycieczki do księgarni i mój księgozbiór jest zdecydowanie za skromny by się nim chwalić 😦

I oczywiście tak –  jestem uzależniona od spacerów z psem 🙂  Spacerów z Berkiem. Wiadomo, że uzależnienie nie zawsze wychodzi człowiekowi na zdrowie. Berek czasem serwuje tyle stresów, że ze spaceru wracam wymęczona i przybita…. Ale zaraz znów chcę iść 🙂 . Nie wiem co takiego jest w tym psie, w tym co mnie spotyka na spacerach, w tym jak na niego patrzę, gdy biega z uśmiechniętym ryjem. Nie wiem, ale chcę więcej ! Chyba uzależnienie, nie?

DSC_1323

DSC_1336

DSC_1342

DSC_1317

DSC_1341

 

 

Dla kogo jest seter – z przymrużeniem oka ;)

Berek ma już dwa lata. Cały czas się zmienia i czasem różnicę zauważam co kilka tygodni. Setery wolno dojrzewają mentalnie (jeśli w ogóle 😉 ) i Berek na pewno nigdzie się z tym nie śpieszy. Prawie za każdym razem od przypadkowo spotkanych psiarzy słyszę pytanie o wiek Berka. Gdy oznajmiam z uśmiechem, że ma dwa lata, następuje chwila ciszy, po czym pada stwierdzenie,że widać, że jeszcze młodziutki… 🙂 No nie da się tego ukryć, bo skacze i wypina tyłek zapraszając do zabawy, jakby w życiu nie widział innego psa i nie był na spacerze…. Przychodzi mi do głowy jedno określenie – porypaniec. Ale takie są setery, a Gordony wyjątkowo.
Postanowiłam stworzyć drugi (przeczytaj poprzedni wpis) wpis, który powinny przeczytać osoby, które zastanawiają się nad wzięciem setera i nie są myśliwymi. Nie chcę odradzać, bo osobiście uwielbiam te psy i uważam, że są wspaniałe i przepiękne. Jednakże nie dają taryfy ulgowej i na to TRZEBA być przygotowanym.

Setery są bardzo pięknymi psami. Szczególnie setery Irlandzkie mają ciekawe umaszczenie. Niestety jest wiele osób, któe dobierają rasowego psa do koloru zasłon lub kanapy i wiele irlandów pada ofiarą swojego pięknego wyglądu. Ludzie myślą, że to będzie wyglądać tak:

pawnation.pl
żródło: http://www.pawnation.com

A zwykle jest tak:

kent_fire
żródło: http://www.mypetonline.co.uk/news-and-features/pet-life/red-setter-pulled-mud-fire-crew

Na szczęście Gordony nie mają aż tak atrakcyjnego wyglądu i trochę rzadziej widzę je w centrum miasta na smyczy na trawniku wielkości 2×2.

Bywa ciężko. Być może dlatego, że sobie nie radzę z Berkiem. Może dlatego, że Berek jest rozpieszczony i ma spacery organizowane „pod siebie”… Jednak nie wiem, nie potrafię wyobrazić sobie innej sytuacji. Za bardzo boję się o jego bezpieczeństwo, mam za bujną wyobraźnię, żeby nie myśleć o tym co może się stać. A i on jest wariatem i nie pomaga mi w osiągnięciu stanu zen. Jesteśmy z Berkiem siebie warci :/.
A więc co takiego robi mój seter? Biega. Biega z taką prędkością i pasją, że nic nie jest w stanie go zatrzymać. Daje z siebie wszystko. Nie wyobrażam sobie, że puszczam go ze smyczy a on swoim cwałem jest w stanie dobiec do ulicy. Gdy jest w polu, włącza mu się tryb polowania. Każdy przemieszczający się przedmiot jest dobry do gonienia. Oczywiście także samochody. Normalnie nie zwraca na nie w ogóle uwagi, jednak w polu to co innego. Czy jest to kwestia nieprzyzwyczajenia go do widoku auta? Nie sądzę, bo widzi je codziennie. Efekt jest taki, że jeśli idę z psem na spacer, to też daję z siebie wszystko. Nie ma opcji na spacerek po parku, albo szybkie załatwienie sprawy. Jak już wspomniałam – Berek nie daje mi taryfy ulgowej, bo i on takowej sobie nie daje, gdy jest w polu.
Żeby pies był tak żywiołowy i oddany temu co robi, musi mieć odpowiedni charakter i usposobienie. Musi chcieć działać, nie być bierny. Sam widok pola i bieganie po otwartej przestrzeni powinno dawać mu dużo adrenaliny, która da mu siłę i napędzi. Berek to wszystko ma. Widzę jak odlatuje ze szczęścia na widok pola. I robi to ZA KAŻDYM razem, gdy idziemy na spacer. Berek generalnie zachowuje się tak każdy spacer był jego pierwszym spacerem od miesiąca…  Właściciel setera musi zrozumieć, że ten pies niczego nie kocha tak jak biegania po polu. Jeśli mu to człowiek zapewni, to jest szansa, że seter będzie go kochać równie mocno 😉 … Berek nauczył mnie pokory.
Następna rzecz to brud. Setery są brudasami. Berek nigdy nie omija błota i kałuż. Setery Szkockie uwielbiają, gdy mży i jest trochę chłodniej. W ogóle nie przeszkadza im, że przemakają do samej skóry. Nie robi im się zimno, bo cały czas biegają, więc nie mają czasu zmarznąć. Proste :). Berek ZAWSZE wraca do domu brudny. Nawet jeśli jest środek lata i jest sucho, mój pies znajdzie gdzieś syf. Jak nie błoto, to gałęzie i liście, albo rzepy. Nie wyobrażam sobie, że seter może wrócić do domu po spacerze nie zapluty i nie ociekający błotem. Tylko dodam, że ja, jako właściciel brudasa, pasuję do niego jak ulał mając czasem błoto nawet na czole…

A teraz podejdę do tematu wizualnie 🙂

Modne w ostatnim sezonie buty „z noskiem”. Bardzo stylowe, praktycznie niezniszczalne. Zawsze, gdy je zakładam ludzie zwracają na mnie uwagę. Niektórzy nawet się oglądają. Wada: przyklejają się do podłoża.
DSC_1293

Łączenie deseni i różnych tkanin. Także stylowe legginsy. Skutecznie ukryją wielkie ocieplane gatki, albo paskudną bieliznę termiczną. Błoto w bucie? Żaden problem, bo przecież i tak masz na sobie trzy pary skarpet….

DSC_1292

Obuwie umyte już w kałuży. Zauważasz, ze atrakcyjne wzory w panterkę pojawiły się także na wysokości ud. A czy przypadkiem nie masz ich też na plecach? Na pewno …

DSC_1309

Obuwie w którym nigdy nie wyszłam z psem to sandały, japonki i baletki. Nawet jak wyprowadzam Berka na 5-minutne siku. Z takich spacerów też wracamy brudni. Może nie aż tak jak na zdjęciach powyżej ;), ale normalnie też nie jest.

A pies? Zawsze idealnie komponuję się z Berkiem :).
DSC_0964

DSC_1268

SAM_0967

DSC_0404

DSC_0514

DSC_0893

DSC_1231
Jak widać na zdjęciach powyżej – spacer z seterem to off-road advanture. Odpowiednie tereny nie znajdują się w mieście. Zawsze można podjechać, prawda? Oczywiście, że tak ! 🙂 ALE — lepiej mieć auto, bo w komunikacji miejskiej bywa ciężko. Jeżdżenie autobusem w takim stanie mam już przerobione i zawsze miło jest powspominać ten strach w oczach współpasażerów, oburzenie i wścieklicę, że w ogóle z Berkiem ośmielamy się istnieć…. no i trochę śmierdzieć mokrym psem 😉

317339212_af40508e8c
żródło: http://www.dogguide.net/blog/2008/06/mud-puppies-images-and-videos-of-the-craziest-dirtiest-canine-romps/

ej, ale może być gorzej, bo Berek mógłby być biały i puszysty … 😉

Na koniec dopiszę, żeby wszystko było jasne 🙂 – Gordony to najwspanialsze psy jakie znam. Nie zamieniłabym brodzenia w błocie z Berkiem na żaden inny spacer :).

To się nazywa imprezka ;)

Wczoraj, 15 grudnia, Berek skończył dwa lata. Często spotykam się z urodzinowymi wpisami, gdzie autorzy piszą że czas szybko zleciał, psiak ma ileś tam lat i trudno uwierzyć, że już aż tyle. Ja raczej nie mam takiego uczucia. Berek jest w wieku na jaki ja, jego właścicielka, jestem jak najbardziej gotowa. Był cudownym szczeniakiem, słodkim jak cukierek, ale wolę Berka teraz, bo nie jest z nim nudno 😉 Właśnie teraz, gdy piszę tego posta, Berek tuli się do mnie jak szczenię, tylko z ta różnicą, że jest świadomy tego co robi i wiem, że spośród wszystkich ludzi na świecie wybierze mnie i to do mnie będzie się przytulał. Rozumiemy się doskonale, co nie znaczy, że zawsze akceptujemy zachcianki tej drugiej strony. Walka charakterów musi być. Berek nie jest psem – „ciepłą kluchą” i niestety/stety pokazuje, że coś chce, że coś mu się nie podoba, albo, że ma dość. Setery to żywiołowe psy, trzeba z nimi się dogadać, wyperswadować pewne rzeczy. Trzeba im pozwolić podjąć decyzję. Indywidualizm jest w ich naturze i nie da się tego ominąć. Berek bardzo intensywnie zmieniał się przez te dwa lata i nadal się zmienia, bo setery długo dojrzewają ( jeśli w ogóle 😉 ). Czas nie zleciał szybko – miesiące mijały tak jak miały mijać – jak przygoda, która ma sens, miała świadomy początek i ma trwać całe lata. Nastawiliśmy się na przejażdżkę roller-coasterem o nazwie „Berek” i jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem pt „Nie ma planu – jest frajda” 🙂

Poniżej kilka fotek ze Urodzinowego Spaceru Berkowego II. Niestety pogoda była taka sobie i zdjęcia mi nie wyszły. Zreszta dodatkowo musiał ogarniać Berka, bo bardzo spodobała mu się nowa koleżanka i testosteron trochę uderzał mu do głowy i próbował rządzić. Chyba mogę oficjalnie przyznać, że Berek nie jest już wyrośniętym podlotkiem, ale stał się już facetem… Zobaczymy co będzie dalej.

P.S Żeby było jasne – Berek nie poszedł grzecznie spać po spacerku ;). Dostał genialne prezenty urodzinowe – gryzaka i piszcząca piłeczkę. Po powrocie pokazałam je solenizantowi i zapiszczałam piłeczką…. Berek przez dobre pół godziny układał piłeczkę w środku gryzaka i próbował żuć obie zabawki na raz… Jest naprawdę zachwycony prezentami! Spały z nim na posłaniu całą noc 🙂

DSC_0991
Bimber, Lilith, Sajgon, Lenek, Kira
DSC_0986
Lenek i Kira

DSC_1040

DSC_1050

DSC_1023

DSC_1030
fotka dnia – Elmo i Kira 😉

DSC_1056

DSC_0994

DSC_1011

DSC_1068

DSC_1018
Lilith, Sajgon i Kira

Psi spacer w Pychowicach

Nareszcie udało nam się spotkać 🙂 ! My, krakowscy i krakowsko-warszawscy psi blogerzy i nie-tylko blogerzy, skrzyknęliśmy się na wspólny spacer w Pychowicach. Niedawno na blogu opisywałam Pychowice, jako niedawno odkrytą przeze mnie miejscówkę na spacery z Berkiem. Wpis był pozytywnie komentowany i wiele osób zachwyciło się pięknymi widokami z Pychowic. Postanowiliśmy się spotkać i połazić po polach wspólnie, bo wiadomo, że nie ma nic lepszego od psiego spaceru w miłym towarzystwie :). Pogoda dopisała, nawet na chwilę wyszło słońce. Trochę zmarzliśmy, bo wiało, ale w końcu to już grudzień i to raczej brak śniegu powinien dziwić, a nie brak słońca. Na spacer dotarło dużo psiaków: była Bimber , Amber , i Głuchy Pies , pointer Waldek i szary Patryk. No i oczywiście Berek – jedyny pies, który podczas spaceru wskoczył do kanału z błotem, opluł sobie ryj i plecy i nazbierał około miliona rzep w ciągu pierwszych 5 minut biegania… Nie wiem jak on to robi, ale jakoś robi. Spacer był super :).

Psiaki dobrze się dogadywały. Pointer Waldek cały czas pracował i szukał bażantów. Razem z nim śmigała Bimber i Berek którzy też łapali trop i gonili wśród wysokiej trawy. Waldek jednak nie miał sobie równych 🙂 Zignorował towarzystwo i wolał tropić. Zauważyłam, że Berek intensywne bieganie za zapachami, gdy jest w grupie psów i znacznie lepiej się pilnuje niż, gdy chodzimy sami. Jako że na spacerze było sporo psiaków z myśliwskim zacięciem, nie obyło się bez stresujących sytuacji. Amber na dobrych kilka minut zniknął w krzakach i zajął się węszeniem i nie chciał się pokazać na wołanie. Szukanie go było stresujące dla wszystkich, ale szczególnie dla jego właścicieli. Chyba nie da się nie denerwować, gdy minuty mijają, a twojego psiaka nie widać. Waldek też znikał co jakiś czas, ale równie niespodziewanie pojawiał się koło swojej pani, tylko aby się zameldować i biec dalej. Pod sam koniec spaceru nasza grupa spotkała jeszcze kilka psiaków: wesołą bokserkę, flat coated retriever i owczarka niemieckiego. Natomiast Berek niesamowicie bawił się z posokowcem bawarskim – nieczęsto zdarza się, że mój psiak bawi się „w pionie”, a z posokowcem szaleństwo było przednie 🙂

Marzy mi się znów taki spacer – pomyślałam sobie, że podobnie jak w zeszłym roku i w tym na urodziny Berka spróbuję zorganizować mu psią „imprezę” czyli spacer z psimi kumplami. Berek urodziny ma za dwa tygodnie (15 grudnia), a ja już powoli zaczynam rozpytywać kto by był chętny na wspólny spacerek :). Szczegóły będą pojawiać się na Berkowym blogu i FB.
Dodatkowe relacje ze spaceru są na blogu Czarki i na profilu Bimber. A teraz zapraszam na trochę fotek.

DSC_0818

DSC_0826
Błoto zaliczone

 

DSC_0829

DSC_0843
Berek podrywa Bimber 😉

 

DSC_0851
z Czarką

 

DSC_0858

DSC_0893
Piękny Patryk

DSC_0859

DSC_0867

DSC_0870

DSC_0881
Amber

 

DSC_0874
zdecydowanie moje ulubione zdjęcie: wszyscy gonią wszystkich

 

DSC_0884

DSC_0883
wszyscy pracują: Bimber, Amber i Waldek

 

DSC_0877

DSC_0923

DSC_0902 DSC_0951

DSC_0896
Waldek w pracy

 

DSC_0960

DSC_0964
nieliczne momenty kiedy Berek bawi się „w pionie”

 

DSC_0965

DSC_0961

DSC_0925

DSC_0921

DSC_0977

Wszystkim dziękuję za wspaniały spacer 🙂 

Pychowice

Niedawno odkryliśmy wspaniałą miejscówkę na Berkowe spacery. Jak już wielokrotnie wspominałam na blogu, spacery z Berkiem wymagają od nas wyszukiwania miejsc o dość specyficznych warunkach. Jest to głównie potrzebne Berkowi, aby nic złego mu się nie stało, gdy szaleje w galopie. Ale również ja potrzebuję móc osiągnąć magiczny stan, kiedy nie panikuję, bo wiem, że pies nie zrobi sobie krzywdy. Tak więc unikamy:
–  okolic ulic (wyjątkiem są sporadyczne wypady na Błonia,, gdzie Berek zajmuje się zabawą z innymi psami i nie jest w amoku polowania)
– miejskich parków, bo zwykle są one za małe dla Berka, a znudzony Berek to Berek kombinujący i szukający nowych wrażeń, co może się źle skończyć. Berek okłada pole (teren/trawnik/park)  z niesamowitą prędkością i zaangażowaniem. Gdy zaczyna pracować na zbyt małej przestrzeni, która nie pozwala mu tego swobodnie robić, ja zaczynam widzieć masę czyhających na niego niebezpieczeństw, które są dla niego zwykłą przeszkodą w węszeniu.
– lasów, bo tam trzymam Berka na 15-metrowej lince, no co nie zawsze mam ochotę
Nasza nowa miejscówka jest natomiast idealna. Koło uroczyska Górka Pychowicka (mapka) Berek może szaleć wśród wysokich traw i kręcić swoje seterowe kółka ile tylko zamarzy. Na szczęście Berek dobrze się pilnuje i zawsze wie gdzie jestem, więc nie muszę się denerwować, ze zapodzieje się w wysokiej trawie. Niedawno zdałam sobie sprawę, że Berek nigdy nie odbiega ode mnie daleko. Tak więc jeśli odpowiednio wybiorę miejsce spaceru, mogę spokojnie wędrować polami i nie denerwować się, że gdzieś zapodzieje mi się pies. Można tam też spotkać innych psiarzy. Miejsce jest tak fajne, że wiele osób przyjeżdża tam specjalnie ze swoimi pupilami.
Dojazd komunikacją miejską jest stosunkowo prosty: z Mostu Grunwaldzkiego odjeżdżają trzy autobusy – 112, 162 i 412. Należy wysiąśż na przystanku Rodzinna i kierować się w górę ulicą Rodzinną, lub Jemiołową. Natomiast samochodem skręcamy z ulicy Tynieckiej w Rodzinną lub Jemiołową. Na końcu, przy samych polach jest trochę miejsca, żeby zaparkować auto.

Czy powinno być tak, że właściciel dostosowuje miejsce i rodzaj spaceru do psa? Nie wiem. Pewnie niektórzy powiedzą, że nie, bo to pies powinien dostosować swoje zachowanie do nas i tego gdzie chcemy iść na spacer. Może i tak, ale… Pies to nie zabawka i nie musi spełniać naszych zachcianek ani oczekiwań. Berek często mi o tym lubi przypominać :). Ma niezwykły temperament i  jest uparty. Doskonale wiem jakie spacery lubi. Bieganie po polach kocha całym sobą. Wiem, że za każdym razem gdy do mnie wraca gdy go wołam, robi to bo jestem dla niego ważniejsza od wszystkiego innego co jest istotne w jego życiu. Nie uważacie, że to super? I za to wracanie do mnie, za to odwracanie się od zapachów i przerywanie gonitwy za tropem – dostosuje spacery do tego co on potrzebuje.

DSC_0795

DSC_0875

DSC_0878

DSC_0799

DSC_0801

DSC_0803

DSC_0805

DSC_0806

DSC_0807

DSC_0808

DSC_0818

DSC_0828

DSC_0869

DSC_0872

DSC_0834

DSC_0835
Rozpędzanie …
DSC_0836
… i wyhamowanie 🙂

DSC_0843

DSC_0846

DSC_0848

DSC_0849

DSC_0858

DSC_0866

DSC_0867

DSC_0868

DSC_0874
Refleksja pospacerna 🙂

Spacer z seterami

Już nie raz wspominałam, że uważam iż nie ma nic piękniejszego od setera w biegu. A tu były aż trzy setery i to jak najbardziej „w biegu” 🙂 Nie mogłam się wprost napatrzeć na to piękno ruchów, grację i oddanie z jakim te psy potrafią pędzić po polach, zupełnie zatracając się w samej przyjemności jaką z tego mają. Takie spacery relaksują mnie i przypominają mi jakiego wspaniałego mam psa.

Parę tygodni temu, podczas mojej wizyty w Warszawie, spotkałam przemiłych Państwa z seterami. Od razu się dołączyłam do ich grupy, wręcz desperacko mając nadzieję, że Berek się wybiega. Psy dogadały się wspaniale i biegały jak szalone. Oczywiście nie miałam wtedy ze sobą aparatu, czego bardzo żałowałam. Jednak postanowiliśmy umówić się ponownie na wspólny spacer jak tylko znów będę w Warszawie. I udało się ! W ostatni weekend spotkaliśmy się na polach w Dziekanowie Leśnym pod Warszawą.

Setery biegając razem zachowują się inaczej niż w kontaktach z innymi psami. Berek spotykając się z innym psem zwykle próbuje się z nim bawić. Zaprasza go do ganiania, do siłowania się „w pionie”. Jeśli psiak nie jest zainteresowany zabawą, to Berek szybko poddaje się i idzie w swoją stronę. Tymczasem gdy spotkał setery, relacje były zupełnie inne. Psy zaczęły pracować. Ganiały po polach, węszyły i tropiły. Nie było czasu na zapasy, albo podgryzanie :). Zresztą takie zabawy to nudy, jeśli można gonić wiatr i próbować prześcignąć koleżankę. Mój pies był uśmiechnięty 🙂 Vega – wspaniała Gordonka – odbiegała najdalej od nas, ale cały czas kontrolowała gdzie są jej Państwo. Wyraźnie stosowała się do podstawowej zasady u seterów, czyli że „to one mają wiedzieć, gdzie jest właściciel, a nie odwrotnie”. Irlandka Suzanka meldowała się regularnie i raczej trzymała się blisko nas. A Berek?…. Berek próbował kontrolować sytuację – swoje nowe dziewczyny, pola, zapachy i nas. Tak, tak – w takiej kolejności 🙂 Ale był bardzo grzeczny i pilnował się. Jak na nieposkromionego Gordona to wyjątkowe zachowanie w wieku niecałych dwóch lat. Czy mogę być z niego dumna? Na razie nie chcę osiąść na laurach, bo od sarny zdołałam odwołać go w ciągu tych dwóch lat tylko dwa razy…
Uważam, że seter gordon jest bardzo specyficznym psem. Nie mam pojęcia jak setery mogą chodzić na spacery w parku miejskim, albo po osiedlu. Wiem,  że psy mogą przyzwyczaić się do praktycznie wszystkiego i u Berka jest to kwestia tego iż rzadko chodzi po mieście i dlatego „miastowy” nie jest. Jednak patrząc na to jakie rozwija prędkości w galopie i swoim gordonowym kłusie, nie widzę go na miejskich trawnikach. Muszę podporządkowywać rodzaj spaceru pod swojego psa i nie za bardzo mam inne wyjście. Tropienie to jego instynkt, wyjątkowo u niego silny. Ten pies daje z siebie zawsze 100% energii i zaangażowania. Do wypracowania mamy jeszcze bardzo dużo rzeczy, głównie związanych z jego upartą naturą i temperamentem. Ale muszę pamiętać, że te cechy są przecież niezbędne to pracy w polu do jakiej został stworzony. Bez zaciętości i chęci do działania ta rasa do niczego by się nie zdała w polu. Seter Gordon pracuje sam, jest niezależny, ma swoja inicjatywę w działaniu. Ot – cały Berek 🙂

DSC_0597

DSC_0694
Suzanka
DSC_0689
Suzanka, Vega i Berek

DSC_0669

DSC_0650
Suzanka
DSC_0634
Berek zaczepia Vegę 😉
DSC_0618
Vegusia 🙂

DSC_0601

DSC_0620

DSC_0615
Cuda 🙂

DSC_0696

Spacer w Dziekanowie Leśnym, pod Warszawą

Nie wiem, czemu wcześniej nie opisałam na blogu tego miejsca. Może dlatego, że jest dla mnie łatwo dostępne, a spacer nie jest wyprawą. Łatwo zapomnieć i nie doceniać wspaniałych miejscówek, które ma się właściwie pod domem.

Moi rodzice mieszkają w podwarszawskim Dziekanowie Leśnym. Zawsze, gdy jadę do domu na kilka dni, Berek fruwa po polach nad Wisłą. Tereny są ogromne, zdecydowanie spokojniejsze od tych do których mam dostęp w Krakowie.  I co najważniejsze – są blisko od domu i nie muszę do nich iść kilometrami. To ogromne ułatwienie, bo spacer może być krótszy, a bardziej efektywny, bo Berek praktycznie od razu zaczyna szaleć. Co uwielbiam w terenach w Dziekanowie, to fakt iż można tam iść na krótszy, godzinny spacer na najbliżej położone łąki, ale również można zrobić wyprawę kilku-godzinną maszerując wałami wzdłuż Wisły, albo chodząc po polach w kółko. Tereny są otwarte, więc zwierzyna ich unika. Jeśli nawet coś się tam pojawi to Berek jest dla nich widoczny i słyszalny (dzwoneczki na obroży), więc szybko się ewakuują, a ja mam spokój i mniej stresu. Nie denerwuje się, że Berek zniknie mi z oczu, bo pola są duże i najzwyczajniej w świecie, pies nie ma gdzie polecieć. Berek wraca na wołanie w przeciągu kilku minut, nawet jeśli pobiegnie za tropem. Mając ze sobą gwizdek, nie muszę się obawiać, że mnie nie usłyszy, a pola są tak duże, że Berek nie ma za bardzo jak się zawieruszyć, czy stracić orientację w terenie, bo prawie zawsze może mnie zobaczyć.

Spacery z Berkiem bywają stresujące, bo cały czas muszę pilnować, czy gdzieś nie pobiegnie, czegoś nie pogoni. Bardzo brakuje mi dużych, otwartych przestrzeni, gdzie mogłabym aż tak się nie denerwować podczas naszych wypraw. Przyznaję, że właśnie ten stres i napięcie są dla mnie najgorsze jeśli chodzi o wspólne spacery. Nie mam aż tak dużych problemów z codziennym wychodzeniem, bo spacer z psem to jedna ze wspanialszych rzeczy w moim życiu, jednak bardzo chciałabym choć czasem odpocząć i nie „tropić” razem z Berkiem :). Dla mnie spacery z Berkiem to bardzo specyficzna forma relaksu… właściwie za każdym razem bardzo ciężko pracuję. Takie stresy to dla mnie czasem za dużo i jest mi bardzo ciężko. W Dziekanowie mogę względnie odsapnąć, bo jest tam po prostu mniej zagrożeń dla Berka. Bardzo żałuję, że tam gdzie mieszkam w Krakowie, nie mając auta, nie mogę zaserwować sobie takiej wyprawy, choć od czasu do czasu. Ostatnio poczułam się tak wyczerpana tymi spacerowymi stresami, że Beruś pojechał na kilka dni do moich rodziców, a ja próbuję odpocząć psychicznie. Czasem trzeba :D. Jestem wdzięczna losowi, że mam taką możliwość. Mimo iż jest to nasza pierwsza, kilkudniowa rozłąka z psem, to wierzę, że wyjdzie nam na dobre, bo nabiorę sił na jesienne spacery.

Zwykle chodzimy na spacery rano, bo jest wtedy spokój. Bardzo często na polach jest mgła, co naprawdę wygląda pięknie. Okoliczne, nieduże jezioro, tez jest wspaniałym miejscem, gdzie rano nie ma ludzi i psiaki mogą się wykąpać.

Eh, ja już tęsknię…

Gdzie takie tereny?

Każdego chętnego na wspólny spacer serdecznie zapraszam! Pojawiam się z Berkiem co jakiś czas w Warszawie, więc z chęcią umówimy się na wspólną wyprawę. Ale od razu zapowiadam, że nie jest to spacer po parku – psiaki, ze szczęścia, będą szaleć, a widok jest wtedy wspaniały ;).

Poniżej trochę zdjęć ze spacerów w ostatni weekend 🙂

2
nogi w maseczce z błota

3

4

5

6

7

8

9

10
w kałuży

11

12

13

14

15