Berek w SPA i chwiejni panowie ;)

Jak Wasze psy znoszą gorącą temperaturę? Dla Berka 20C to już dużo i widzę, że ciepła pogoda ma wpływ na jego zachowanie.  Tylko w upał Berek tak naprawdę zwalnia. Niezależnie od temperatury zawsze ma ochotę iść na spacer, ale w lato szybko osiąga stan wrzenia i zaczyna biegać trochę wolniej niż zwykle. W upał, oprócz zajmowania się jak zwykle węszeniem za zwierzyną, Berek szuka sposobów na ochłodzenie się. Z moich doświadczeń wynika, że Polska to kraj wybitnie błotnisty … Zawsze, ale to zawsze, Berek wraca ze spaceru brudny, bo udaje mu się znaleźć jakieś bagno, kałużę, albo piach, żeby się wytarzać. Powrót do domu z psem z którego ocieka błoto napawa mnie swoistą dumą 😉

Zdjęcia poniżej zrobiłam podczas jednego, porannego spaceru. Upału nie było, ale Berkowi było oczywiście za ciepło. W drodze powrotnej zagadało mnie czterech chwiejnych, miejscowych gentlemen’ów na rowerach- podryw na mojego własnego psa jest wręcz gwarantowany, gdy Berek odwiedzi psie SPA i ocieka syfem. 🙂

seter gordon

seter szkocki

seter szkocki

seter gordon

seter szkocki gordon

seter szkocki

DSC_0544

DSC_0547

Wobbler KONG

O psiej zabawce Wobbler firmy Kong powiedziała mi koleżanka. Jej pies Amber od razu go polubił. Wobbler to taka wańka-wstańka – dzięki odpowiednio dociążonej dolnej części buja się na boki, ale nie przewraca. Natomiast górna część jest odkręcana i ma otwór przez który wypadają smaczki, jeśli psiak odpowiednio manewruje Wobbler’em. Wobbler jest stosunkowo ciężki i duży, jednak jest to odpowiednia zabawka tak samo dla małych psów jak i dużych. Berek od razu zainteresował się Wobbler’em i wytrząsanie ze środka smaczków bardzo go  wciągnęło. Co dla mnie było istotne, to fakt, że Wobbler’a jest łatwo utrzymać w czystości, bo swobodnie się rozkręca. Dzięki temu na smaczki można używać różnych rzeczy, nawet kawałków mięska i czy kiełbaski, bez obawy, że zabawka będzie potem nieestetyczna.
Jedyny problem z Wobbler’em (który właściwie nie do końca w ogóle jest problemem) to to, że pies bawiąc się nim robi dość dużo hałasu. Wobbler turla się po podłodze, obija o meble, dodatkowo pies uderza w niego łapami. Może to drażnić sąsiadów mieszkających pod nami ;).
Cena Wobbler Kong waha się od około 60 zł do 70 zło – zależy w jakim sklepie zoologicznym.

 

DSC_0521

Wady i zalety posiadania dużego psa

Uwielbiam duże psy. Berek jest trzecim psem z którym dzielę dom, ale pierwszym, który jest tylko mój. Gdy urodziłam się, moi rodzice mieli setera gordona Baszę. Potem trafiła do nas znaleziona na ulicy zalękniona sunia po przejściach i po wypadku. Teraz jest Berek. Wszystkie te psiaki należały/należą raczej do psów większych. Przyznam, że nie wiem jak to jest mniejszego psa, którego mogę swobodnie wziąć na ręce. Wiem, że Berek nie należy do gigantów :), to już według mojej definicji, jest dużym psem.
A jakie moim zdaniem są zalety posiadania dużego psa? Czy jest coś co możesz robić z dużym psem, a nie dasz rady zrobić z małym? Raczej NIE. W tej kwestii istotne są indywidualne predyspozycje danego psa, a nie jego wielkość. Jedynie wykonywanie tych samych czynności będzie inaczej wyglądać, właśnie z racji rozmiaru psa. Logiczne, że malutki piesek nie pociągnie psiego zaprzęgu, ale nie oznacza to, że mały piesek nie może uprawiać psiego sportu, dostosowanego do swoich rozmiarów. Mały pies jest nadal PSEM – z takimi samymi PSIMI potrzebami, aby być stymulowanym do aktywności intelektualnej jak i fizycznej.

Zalety posiadania dużego psa (na przykładzie moim i Berka):
1. Kobieta może czuć się bezpieczniej spacerując z większym psem, bo jednak duże zwierze budzi respekt, nawet jeśli jest potulne jak baranek. Gdy jestem z Berkiem czuje się dość pewnie. Berek jest dość ekspresywny i mimo iż jest dość nieśmiały i wycofany, to gdy ktoś do mnie podchodzi, zawsze aktywnie reaguje i jest przy mnie. Natomiast, gdy jest w kagańcu fizjologicznym i ocieka śliną – nikt do niego nie podchodzi i do niego nie cmoka 😉
2. Uwielbiam, gdy Berek kładzie głowę na moich kolanach i zagląda w oczy. Wielka psia morda wprost przede mną 😉
3. Zabawa z dużym psem jest zupełnie inna niż z małym. Jest bardziej siłowa, zdecydowana. Zabawa z rozbrykanym Berkiem w przeciąganie, to dla mnie duży wysiłek, bo pies jest silny. Często po takiej sesji wspólnego świrowania jestem wymęczona :). Ostatnio Berek uderzył mnie głowa i nabił mi niechcący limo pod okiem… Bez problemów skacze ponad moją głowę i nawet zwykłe zderzenie z nim może prowadzić do kontuzji. Ale w tym samym czasie uważam, że zgranie pomiędzy mną a Berkiem podczas naszych wspólnych zabaw, jest super i kocham przewalanie się z nim po dywanie lub trawie.
4. Niektóre psie sporty: spróbowałam z Berkiem canicrossingu. Pobiegliśmy raptem kilka razy, tylko na próbę i mam nadzieję, że do tego wrócę. Przyznaję, że Berek biegnie z nieprawdopodobna prędkością i ciężko za nim nadążyć. Zarazem jest bardzo silny i jest mi ciężko przyhamować go swoim ciężarem. Taki bieg to coś szalonego – istny żywioł, którego nie potrafię z niczym innym porównać. Kolejna rzecz, którą mój pies wykonuje na maxa, bo ma ku temu odpowiednie warunki fizyczne i siłę, by tak ciągnąć. Niestety, jak na razie, nie jestem w stanie za nim nadążyć… Mam nadzieję wypróbować jeszcze jazdy na rowerze z psem. Być może uda mi się nauczyć Berka ciągnąć rower i co ułatwi mi jazdę:)

Wady posiadania dużego psa:
1. Duży pies to więcej brudu. Pomijam czy nasz pies lubi, tak jak Berek, kłaść się w każdej kałuży i tarzać w każdym syfie. Duży pies ma po prostu więcej psiego ciała z którego obsypują się kłaki, i do którego przyczepia się brud. Ma też większe stopy upaćkane w brudzie z ulicy i większy pysk z którego hektolitrami wycieka ślina. Może tak być, choć wcale nie musi. Jednak jeśli już zdarzy nam się mieć psa – brudasa, który jest jeszcze dodatkowo spory – eh… przemilczę ten temat 😉
2. Jego nieusłuchanie może być po prostu niebezpieczne dla niego i dla nas. Nie mówię tutaj o agresji i ewentualnym pogryzieniu. Głównie chodzi mi o zwykłe skakanie na ludzi, gdy się wita, zaczepianie i zapraszanie do zabawy, czy szarpnięcia na smyczy. Duży pies, nienauczony prawidłowego zachowania, może z łatwością zrobić człowiekowi krzywdę, nawet jeśli jego intencja jest pozytywna. Gdy Berek ma kiepski dzień i wyjątkowo szarpie na smyczy, ze spaceru wracam zmęczona z obolałymi ramionami. Nawet szkolenie go, aby nie szarpał wymaga przecież siły. Każdego psa warto uczyć prawidłowych zachowań, aby nie działał siłowo. W przypadku dużych psów często nauczenie psa panowania nad swoim ciałem i ekspresją jest kwestią naszego bezpieczeństwa i komfortu przebywania z nim.
3. Podróżowanie z dużym psem nie jest łatwe, szczególnie transportem publicznym. Trzeba też brać pod uwagę, że duży pies potrzebuje sporo miejsca, aby położyć się w autobusie lub pociągu, a współpasażerowie mogą nie życzyć sobie żeby deptał im po stopach. Niestety wielu przewoźników, np w lokalnych busach, nie akceptuje zwierząt, co wydaje się zrozumiałe, bo nie ma warunków, żeby wsiąść z dużym psem.
4. Akceptacja innych – bywa niestety czasem potrzebna, aby móc coś zrobić. Wynajem mieszkania, gdy posiada się dużego psa może być problemem, bo ludziom wydaje się, że pies już konkretnej wielkości spowoduje więcej szkód, będzie głośniejszy itp. Duże psy nie wydają się ludziom „słodkie”. Przez swoje gabaryty ich obecność jest widoczniejsza, ciężka do zignorowania. Być może ludzie nie będą czuć do psa niechęci, ale nieświadomie mogą chcieć uniknąć jego obecności. A duży pies jest… i to bardzo jest 🙂

Powyższe wnioski wynikają z mojego osobistego doświadczenia. Berek gigantem na pewno nie jest, ale nadrabia swoją energią i czasem rośnie w moich oczach do wielkości konia. Myślę, że dla tych którzy go nie znają, może wydawać się jeszcze większy. Staram się o tym pamiętać i nie narzucać się bez sensu, torując sobie prawo do czegoś gabarytami swojego psa. I robię to głównie dla własnego spokoju i dla spokoju mojego psa.

 

DSC_0233

DSC_0238

DSC_0235

 

Nova Krova – psiolubna wegańska knajpa w Krakowie

Postanowiliśmy odwiedzić wegańską knajpkę Nova Krova . Oczywiście zabraliśmy ze sobą Berka. Jak już wspominałam w poprzednim poście, „bywanie” z Berkiem jest dość uciążliwe, bo zwykle kręci się i miota, co po prostu nas męczy i jest nieprzyjemne. Ale staram się nie poddawać zniechęceniu i od czasu do czasu Berek jedzie z nami „na kawę”.

Najpierw zrobiliśmy około 30 min spaceru po mieście – Berek się nawąchał psich zapachów, trochę zmęczył zgiełkiem ulicy. Dla mojego psa jest to przeżycie, bo rzadko bywa wśród samochodów, ludzi i ulicznego zgiełku. Zachowywał się super – mało ciągnął na smyczy, był wesoły i nastawiony na kontakt z nami. Gdy dotarliśmy wreszcie do Novej Krovy , byłam pozytywnie nastawiona, zachwycona moim psem, nie wymęczona szarpaniem i …głodna 😀

Nova Krova to psiolubna, wegańska knajpa. Można w niej zamówić fikuśne, zdrowe burgery zrobione np. z kaszy quinoa, lub czerwonej fasoli, do wyboru są trzy rodzaje pieczywa do burgera. Krova serwuje także śniadania, sałatki i zupy. Można także zamówić wegański deser. Jadłam sernik z kaszy jaglanej z dodatkiem kiwi i zielonej herbaty. Nie był oczywiście serowy w smaku, za to był zielony i przepyszny 🙂 Zapachy z kuchni wydobywały się nieziemskie – nawet Berek w pewnym momencie stwierdził, że jest weganinem i zaczął niuchać co tam mamy dobrego na stole.
Berek dostał wodę, która oczywiście za chwilę rozlał. Jednak mamy już gordona dwa lata, więc wiemy, że nie ma co ruszać się z domu bez ścierki… Wycieranie mebli, siebie i psa ze śliny to norma. Można też wytrzeć podłogę z wody, nie? 🙂
Berek na początku oczywiście się kręcił, ale szybko się uspokoił i leżał (!) pod stołem. Oczywiście nie siedzielismy w Krovie długo, ale jednak udało nam się spokojnie zjeść, spędzić chwilę na rozmowie a nie tylko na szarpaniu się z psem. Uważam to za wielki sukces i jestem bardzo dumna z mojego psa 🙂

Na pewno wrócimy do Novej Krovy. Szykuję się na śniadanie mistrzów – zaciekawił mnie hummus podawany z sezonowymi dodatkami i pieczywem. Zajrzyjcie też na Kroviasty FB.

Nova Krova
Plac Wolnica 12
Kraków
otwarta od 10.00 do 9.00,
piątki – soboty od 10.00 do 23.00

SAM_1183

SAM_1186

SAM_1192

Nova Krova

Berek, szukaj!

Jakiś czas temu wspominałam na Berkowym FB o zabawie w węszenie i szukanie, którą Berek uwielbia. Węszenie jest dla psa rozrywką, zajmuje go, wycisza i … męczy. Pies węsząc zbiera i przetwarza bardzo dużo informacji. Nie jest to bierna czynność, mimo iż my – ludzie – widzimy tylko psa biegającego z nosem przy ziemi. Psy posiadają 100-250 mln komórek węchowych, gdzie człowiek posiada nie więcej niż 10 mln. Wyobraźcie sobie jak zatem wygląda dla psa świat. Przede wszystkim pachnie.

A na czym polega nasza zabawa w „szukaj!”? To naprawdę nic trudnego – karzę Berkowi usiąść i zostać na miejscu. Gdy on cierpliwie czeka (fakt, pies do tej zabawy powinien mieć opanowaną komendę „zostań!”), chowam intensywnie pachnący smakołyk w jakimś mało oczywistym miejscu w mieszkaniu. Wracam do Berka i stojąc już przed nim, a przynajmniej tak, żeby mnie mógł widzieć, wydaję komendę „szukaj!”. Berek zaczyna intensywnie węszyć po całym mieszkaniu i szukać smakołyk. Zwykle używam parówki albo kawałków mięsa – czegoś naprawdę atrakcyjnego dla psa.
Na koniec wyraźnie daję mu sygnał, że koniec zabawy, żeby pies się wyciszył i przestał „pracować”. 

Ostatnio przeniosłam zabawę na dwór :). Dodatkowym utrudnieniem stał się ostatnio śnieg, gdyż smaczków nie widać.

Oczywiście Berek lizną mój aparat zanim zaczęłam kręcić, a smugę śliny zauważyłam dopiero później 😛 – stąd wszystko jest rozmazane… tak czy inaczej – miłego oglądania zza ślinowego Berkowego gluta 😉

Spacer w Dziekanowie Leśnym, pod Warszawą

Nie wiem, czemu wcześniej nie opisałam na blogu tego miejsca. Może dlatego, że jest dla mnie łatwo dostępne, a spacer nie jest wyprawą. Łatwo zapomnieć i nie doceniać wspaniałych miejscówek, które ma się właściwie pod domem.

Moi rodzice mieszkają w podwarszawskim Dziekanowie Leśnym. Zawsze, gdy jadę do domu na kilka dni, Berek fruwa po polach nad Wisłą. Tereny są ogromne, zdecydowanie spokojniejsze od tych do których mam dostęp w Krakowie.  I co najważniejsze – są blisko od domu i nie muszę do nich iść kilometrami. To ogromne ułatwienie, bo spacer może być krótszy, a bardziej efektywny, bo Berek praktycznie od razu zaczyna szaleć. Co uwielbiam w terenach w Dziekanowie, to fakt iż można tam iść na krótszy, godzinny spacer na najbliżej położone łąki, ale również można zrobić wyprawę kilku-godzinną maszerując wałami wzdłuż Wisły, albo chodząc po polach w kółko. Tereny są otwarte, więc zwierzyna ich unika. Jeśli nawet coś się tam pojawi to Berek jest dla nich widoczny i słyszalny (dzwoneczki na obroży), więc szybko się ewakuują, a ja mam spokój i mniej stresu. Nie denerwuje się, że Berek zniknie mi z oczu, bo pola są duże i najzwyczajniej w świecie, pies nie ma gdzie polecieć. Berek wraca na wołanie w przeciągu kilku minut, nawet jeśli pobiegnie za tropem. Mając ze sobą gwizdek, nie muszę się obawiać, że mnie nie usłyszy, a pola są tak duże, że Berek nie ma za bardzo jak się zawieruszyć, czy stracić orientację w terenie, bo prawie zawsze może mnie zobaczyć.

Spacery z Berkiem bywają stresujące, bo cały czas muszę pilnować, czy gdzieś nie pobiegnie, czegoś nie pogoni. Bardzo brakuje mi dużych, otwartych przestrzeni, gdzie mogłabym aż tak się nie denerwować podczas naszych wypraw. Przyznaję, że właśnie ten stres i napięcie są dla mnie najgorsze jeśli chodzi o wspólne spacery. Nie mam aż tak dużych problemów z codziennym wychodzeniem, bo spacer z psem to jedna ze wspanialszych rzeczy w moim życiu, jednak bardzo chciałabym choć czasem odpocząć i nie „tropić” razem z Berkiem :). Dla mnie spacery z Berkiem to bardzo specyficzna forma relaksu… właściwie za każdym razem bardzo ciężko pracuję. Takie stresy to dla mnie czasem za dużo i jest mi bardzo ciężko. W Dziekanowie mogę względnie odsapnąć, bo jest tam po prostu mniej zagrożeń dla Berka. Bardzo żałuję, że tam gdzie mieszkam w Krakowie, nie mając auta, nie mogę zaserwować sobie takiej wyprawy, choć od czasu do czasu. Ostatnio poczułam się tak wyczerpana tymi spacerowymi stresami, że Beruś pojechał na kilka dni do moich rodziców, a ja próbuję odpocząć psychicznie. Czasem trzeba :D. Jestem wdzięczna losowi, że mam taką możliwość. Mimo iż jest to nasza pierwsza, kilkudniowa rozłąka z psem, to wierzę, że wyjdzie nam na dobre, bo nabiorę sił na jesienne spacery.

Zwykle chodzimy na spacery rano, bo jest wtedy spokój. Bardzo często na polach jest mgła, co naprawdę wygląda pięknie. Okoliczne, nieduże jezioro, tez jest wspaniałym miejscem, gdzie rano nie ma ludzi i psiaki mogą się wykąpać.

Eh, ja już tęsknię…

Gdzie takie tereny?

Każdego chętnego na wspólny spacer serdecznie zapraszam! Pojawiam się z Berkiem co jakiś czas w Warszawie, więc z chęcią umówimy się na wspólną wyprawę. Ale od razu zapowiadam, że nie jest to spacer po parku – psiaki, ze szczęścia, będą szaleć, a widok jest wtedy wspaniały ;).

Poniżej trochę zdjęć ze spacerów w ostatni weekend 🙂

2
nogi w maseczce z błota

3

4

5

6

7

8

9

10
w kałuży

11

12

13

14

15

 

 

 

Psie poczucie godności i dumy – opis rasy

Decydując się na psa rasowego decydujemy się na zwierzę o danym charakterze, konkretnej użytkowości i, oczywiście, wyglądzie. Szukając odpowiedniej dla siebie rasy psa powinniśmy zapoznać się z tzn. opisem rasy, gdzie znajdziemy podstawowe informacje, które MUSI znać przyszły właściciel zwierzaka. Jednakże należy pamiętać, że żadnej opinii nie powinniśmy traktować jak wyroczni – wszystko co znajdziemy w internecie, bądź od kogoś usłyszymy należy zweryfikować z innym źródłem, bo ludzie są różni (my też!), psy również. Najlepiej jednak zacząć od samokrytyki.

Moim zdaniem samokrytyka jest kluczowym elementem przy wyborze psa. Jeśli już zdobędziemy, naszym zdaniem, rzetelna wiedzę na temat rasy, tzn poczytamy w książkach, przeszukamy internet, zapoznamy się z opinia hodowców i osób, które takie psy mają, należy pomyśleć o tym jacy jesteśmy my i jaki jest NASZ OPIS :).

Zastanówmy się jak najchętniej spędzamy czas, co sprawia nam największą radość i o czym marzymy. Czy widzimy w naszych planach na przyszłość psa? Co będzie za 5, 10 lat? Warto podchodzić do psa ambitnie, czyli mieć konkretny plan związany ze zwierzakiem, jak np. chęć zmobilizowania się do porannego wstawania, regularnego biegania, czy ciekawych wyjazdów. Ale musimy pamiętać, że ten „plan” to plan na wiele lat, plus jest to plan który nie tylko zależy od nas. Pies ma swoje potrzeby i pomysły, i wszystko, ale to WSZYSTKO co sobie zaplanowaliśmy może być niemożliwe do zrealizowania.  Warto mieć trochę pokory i bardzo dużo szacunku dla zwierzaka. On ma prawo nie spełniać naszych zachcianek i nie być takim jakim go sobie wymyśliliśmy. Nawet psy konkretnej rasy bywają różne i nie jest to skserowany produkt.

Często z ciekawości zaglądam na różne strony w internecie i czytam opisy rasy Gordon seter, gdyż jest to właściwie jedyna rasa na temat której mogę się w jakiś sposób wypowiedzieć, a informacje zweryfikować. Ostatnio zszokowała mnie informacja zamieszczona na jednej ze stronek o Gordonach, mianowicie, że seter szkocki ma niesamowite poczucie dumy i swojej godności. Dalej można przeczytać, że jeśli pies będzie nieposłuszny, to jest to nasza wina, a nie setera. Nie należy stosować kar fizycznych, krzyczeć itp, gdyż seter źle reaguje na brak sprawiedliwości i przestanie na nas reagować. Po pierwsze – to odnosi się do KAŻDEGO PSA! Jak można uważać inaczej? Każdy pies ma swoja dumę, swój świat i wie kiedy jest źle traktowany. Każda żywa istota jest w stanie dostosować się do najgorszego traktowania i znosić je z pokorą jeśli chce przetrwać (człowiek też!), ale zawsze będzie wiedzieć, że to nie jest sprawiedliwe i dobre. Żaden pies, żądna rasa nie jest trudniejsza lub łatwiejsza od innych, jeśli tylko odpowiednio do niej podejdziemy i uszanujemy to jaki ten pies jest i jacy jesteśmy my. I co najważniejsze – jacy będziemy i my i nasz zwierzak za 10 lat kiedy nie będziemy mieć już tyle siły, doba będzie coraz krótsza, będziemy mieć więcej obowiązków, a nasz pies nie da rady rano wstać z posłania, bo tylne łapy odmówią mu posłuszeństwa…

Jeśli pewnego dnia uderzy nas myśl, że nasz pies jest nudny, albo, że właściwie nic nas z nim już nie łączy, bo jest gruby, nieciekawy, albo po prostu nie taki jak był kiedyś – to pamiętajmy, że on już dawno poczuł co my o nim sądzimy i jego duma powoli zaczęła gasnąć… To jest niesprawiedliwość.

DSC_0116

DSC_0132
W tych krzakach nic nie ma

DSC_0134

DSC_0096
praca

 

DSC_0144

DSC_0151
relaks na spacerze

 

Fafle

Fafle – najpiękniejsza część psiego pyska. Uwielbiam psy z faflami! Setery szkockie mają imponujące fafelki, a Berek to już w ogóle ma fafle idealne 🙂 Fafle Berka żyją własnym życiem – latają, łopoczą, czasem są nad oczami, czasem zwisają nisko pod brodą. Gdy Berek leży, fafle leżą koło niego i zajmują sporo miejsca. Pod faflami Berek chowa sobie na później jedzenie, a marcheweczka znaleziona po godzinie podczas drzemki jest ogromną radością dla psa :). Pod faflem jest też miejsce na trochę lasu, bukiet trawy i kilogram piachu z plaży. Berek faflem potrafi przytulić się do mojej ręki. Czasem także coś skutecznie faflami nakrywa i nagle zwinięte w kulkę skarpetki znikają… Faflem Berek też „smyra” – widać na gifie poniżej 🙂

DSC_1031-MOTION
posmyrać piłeczkę faflami 🙂

Tak więc fafle mają dużo walorów praktycznych. Natomiast te wizualne najlepiej podziwiać na filmach „slow motion” albo zdjęciach. Berkowe fafle maja masę fotek. Ostatnio, podczas spaceru z Hixem, zauważyłam jak kosmicznie wygląda mój pies przy innym psiaku, szczególnie mniej faflastym. Kontrast pomiędzy minami normalnego psa, a szaleństwem Berkowych fafli był zaskakujący. Dodatkowo mój Psi Ryj wyjątkowo się miota, skacze, wprost lata jak jakiś przedziwny potwór, gdy tymczasem Hix sobie stoi i jest psem 🙂 A to przecież szczeniak i jego właścicielka Ania sama dobrze wie ile przedziwnych rzeczy potrafi wymyślić jej pies ;).
Ale to taka natura setera – zawsze w ruchu, zawsze bardzo zaangażowany we wszystko co robi. Ostatnio zrozumiałam, jak bardzo już się do tego przyzwyczaiłam i przestałam zauważać jak charakterystyczne jest zachowanie Berka. Dopiero w kontaktach z innymi psami, plus na fotkach, widać jaki to żywioł. Dużo osób patrząc na Berka pyta mnie ile on ma. Gdy mówię, że 20 miesięcy, są zaskoczeni, bo przed nimi kręci się wielki szczeniak, któremu drga w radości każdy mięsień, a ogon chodzi we wszystkich kierunkach.

DSC_1076
Hix – tollerhix.blogspot.com

DSC_1030

DSC_1052

DSC_1061

DSC_1062

DSC_1066

DSC_1071

DSC_1074

DSC_1081

Nad Świder !

W długi weekend z jednego miasta pojechaliśmy wypoczywać do innego miasta…  Kraków zamieniliśmy na Warszawę. Miałam ogromną ochotę na jakieś „psie spacery” i gdy tylko pojawiła się możliwość ponownego spotkania z Hixem byłam zachwycona, że będę mogła zobaczyć jak urósł.

Ania, właścicielka Hixa, zaproponowała sobotni wypad nad Świder. Propozycja wydawała się kusząca, szczególnie, że pogoda zapowiadała się piękna i miało być gorąco. Siedzenie nad wodą kusiło 🙂

Wyruszyłyśmy wcześnie rano w sobotę. Mieszkam za Łomiankami, pod Warszawą, więc wsiadłam do autobusu już po 6.00, aby być przed 8.00 w centrum i spotkać się z Ania i Hixem. Obecnie metro w Warszawie jest w części zamknięte więc nasza podróż była dość skomplikowana – musiałyśmy jechać autobusem z Pragi, zamiast wskoczyć w centrum z SKM na Otwock. Tak więc ja i mój szalony, unoszący się pod sufitem pies, jechaliśmy najpierw z Łomianek do metra, potem kawałek metrem, potem doszliśmy do centrum i już razem z Anią tramwajem na Pragę. Tam spotkałyśmy się z Kasią i jej pięknym Foxtrotem, który, podobnie jak Hix, jest rasy Nova Scotia Duck Tolling Retriever. Zaopatrzyłyśmy się klasycznie w jagodzianki i ciacha i pognałyśmy na autobus 702, który miał nas dowieść nad Świder.

Co do podróży … Berek był SPOKOJNY !!! Nie było idealnie, nie był zrelaksowany, ale dało się wytrzymać. Nie szarpał i nie darł się rozpaczliwie, mimo iż widać było, że jest napięty i bardzo czujny. Gdy tylko pojawili się Hix i Fox, Berek żywo się nimi zainteresował i zapomniał o panikowaniu…

Wysiadłyśmy na przystanku Świdry Wielkie skąd jest dość proste dojście nad rzekę. Postanowiłyśmy przejść kawałek dalej, aby uniknąć ewentualnego tłumu plażowiczów. Szybko udało nam się znaleźć  łagodne zejście do wody. Niestety brzeg rzeki jest pokryty śmieciami, ale nie jest źle – można znaleźć milsze fragmenty, gdzie nie ma syfu. Woda w rzece jest czysta i przejrzysta. Bez problemu można przejść na drugą stronę rzeki, gdyż Świder jest płytki, a dno przyjemnie piaszczyste.

Nad rzeką siedziałyśmy ponad 3 godziny. Foxtrot pięknie aportował piłeczkę, a Berek cały czas za nim biegał i mu przeszkadzał. Natomiast Hix nieśmiało właził do wody.  Poruszał się w swoim powolnym, szczeniakowym tempie i gapił na wszystko dookoła :). Psy naprawdę szalały i cudownie było widzieć ich uśmiechnięte ryjki. Dla mnie to bezcenny widok.

Uważam, że wycieczka była wspaniała – bawiłam się świetnie w przemiłym towarzystwie (dziękuję dziewczyny :), a Berek w domu padł  🙂

A z sensacji w stylu mojego Psiego Ryja? Przecież nie mogło być przeciętnie, normalnie i nudno – w końcu moim psem jest Berek 😀   Otóż jak tylko dotarłyśmy nad rzekę Berek wskoczył do wody, zanurzył się chłopak do połowy, wypiął kuper i … zaczął robić co trzeba. Z prądem – mądra psina 🙂 I nie tam, że tylko stopy były w wodzie, o nie! Cały Berek był w rzece – wystawała tylko klatka piersiowa i skupiona minka psiego czubka 🙂 Cudak 🙂

DSC_1113

DSC_1128

DSC_1183
Hix płynie 🙂

DSC_1132

DSC_1139

DSC_1143

DSC_1165

DSC_1166

DSC_1167

DSC_1170

DSC_1176

Ciszyca 2013

W Ciszycy byliśmy z Berkiem dwa razy: gdy Berek miał 4,5 miesiąca i 7 miesięcy. W ostatnią niedzielę pojechaliśmy znów. Berek ma teraz już 19 miesięcy…

Dotarliśmy na nadwiślańską plaże przed południem, kiedy nie było tam prawie w ogóle ludzi i nie było jeszcze upału. Pogoda była wspaniała! Mimo iż nie mieliśmy czasu na długie plażowanie, to udało nam się odpocząć i zrelaksować. Jednak człowiek najlepiej odpoczywa na łonie natury, w ciszy i spokoju.

A Berek? Znalazł sobie kumpla – buldożka francuskiego – z którym szalał po plaży. Ponieważ rano przed wyjściem dałam mu mało jeść, żeby nie latał z pełnym brzuchem, to co chwila przybiegał prosić o smaczki. Gdy dostał choćby małego psiego chrupka, biegł spowrotem do wody. Tankował dodatkową energię?

Bawiliśmy się super! Warto wybrać się do Ciszycy na jednodniowy detoks od miasta i zamętu dnia codziennego 🙂

DSC_0849

DSC_0865

DSC_0879

s

DSC_0925

DSC_0928

DSC_0935

DSC_0956

s

DSC_1021

DSC_1019

DSC_1012

DSC_1003

DSC_1007