Psa trzeba się nauczyć

W niedzielę pogoda w Krakowie była wspaniała – świeciło słońce, ale nie było gorąco. Idealna pogoda na spacer z psami 🙂  Przyjechał w odwiedziny w Berkowe rejony Amber, o którym już kiedyś pisałam TU.

Amber jest moim ulubionym nie moim psem :). Zdobył moje serce już dawno, a chłopak wie ile mocy ma jego słodkie spojrzenie :). Poszliśmy z psiakami na pola, gdzie mogły swobodnie biegać. Przyznaję, że nie do końca rozumiem relacje panujące pomiędzy Berkiem a Amberem. Wydaje się, że tolerują się, ale każdy z nich na swój własny sposób próbuje ustawić tego drugiego. Berek ignorował zaczepki Ambera, ale do czasu, gdy nie pojawiły się smaczki. Wtedy położył go na łopatki i pokazał, że nie ma dyskusji – kiełbaska jest jego. Jednak już po chwili Amber próbował pokazać, że on też ma coś do powiedzenia i tak łatwo nie ulegnie. 

Po spacerze Amber odwiedził nas w mieszkaniu, gdzie oba psy natychmiast zasnęły w dwóch rożnych kątach pokoju. Napięcie pojawiło się dopiero znów przy okazji smaczków.

Spacer był super! Uważam, że jeśli Amber i Berek będą spotykać się częściej to szybko się dogadają i nauczą jeden drugiego. My już wiemy, że trzeba unikać „żonglowania” smaczkami, bo prowadzi to tylko do stresujących sytuacji. Tak więc roczek po kroczku i psiaki się zrozumieją, a my będziemy mieć pełną instrukcje obsługi duetu Amber-Berek 🙂

Mam nadzieję, że Amberowi podobało się chociaż trochę i że będzie więcej okazji do następnych spotkań 🙂

DSC_0335

DSC_0338
Berek pokazał mi język

DSC_0340

DSC_0343

DSC_0347

DSC_0355

DSC_0406

„Houston, mamy problem!” – śnieżne kulki

Ok, bądźmy szczerzy – to nie jest prawdziwy problem ;). Tak naprawdę śnieżne kulki w wykonaniu Berka są śmieszne. Nie mówię o śniegu powbijanym w psie stopy, który go uwiera i boli – to jest problem i często muszę pomagać Berkowi pozbyć się tych lodowych butków. Jednakże śniegowe kulki, o których jest ten wpis, są idiotyczne i zabawne :D.

Śniegowe kulki nie występują zawsze, gdyż jest potrzebny odpowiedni rodzaj śniegu, który będzie wilgotny i ciężki. Musi też być go też stosunkowo dużo, żeby zanurzyły się w nim psie stopy na odpowiednią głębokość. Dziś taki śnieg był, choć kiedyś, gdy oczywiście nie miałam ze sobą aparatu, był jeszcze lepszy – Berek miał wtedy kulki nawet na przednich łapach :D.

Nie znam sposobu na walkę ze śnieżnymi kulkami, ale też nie za bardzo szukałam. Cóż – Berka to nie boli, ewentualnie może trochę drażni i spowalnia ruchy…. a wszystko co spowalnia mojego psa w galopie bardzo mnie cieszy 🙂 Czasem Berek podchodzi do mnie i prosi by mu kulki zdjąć, ale zdarza się to bardzo rzadko, gdyż zwykle nie ma czasu się zatrzymać i pomyśleć, że coś warto z tymi kulkami zrobić. Berek biega jak opętany, cały roześmiany, zziajany jak małe dziecko – jak ma się przejąć takim małym szczegółem jak kilogramy zamarzniętego śniegu przyczepionego do jego nóg?…

Dzisiejszy spacer zaczęliśmy wczesnym rankiem i łaziliśmy ponad 2 godziny po lesie. Berek szalał! Myślę, że był w galopie przez większość czasu. Facet musiał kłaść się w śniegu, żeby się ochłodzić :). Spacer był super, pomimo zimowej aury (komentowanie pogody pominę…). Napracowaliśmy się bardzo, bo ogarnianie Berka nie jest rzeczą prostą, nawet, a głównie, kiedy jest spuszczony ze smyczy. Jednakże było wspaniale i jestem pewna, że Berek był zachwycony. W domu padł, a jak ocknął się po około godzinie nieprzytomnego snu, to pierwszą rzeczą jaką zrobił to było dopominanie się o jedzenie, co też rzadko się zdarza, bo żarłokiem nie jest. Wiedziałam, że to był taki zdrowy, wybiegany apetyt :).

Zamieszczam kilka fotek z kulkami śniegu. Może t takie Berkowe pisanki?

DSC_0369

DSC_0418

DSC_0413

DSC_0402

DSC_0428

DSC_0327

A ostatnie zdjęcie czemu tutaj? Oj nie mogłam się powstrzymać 😀 – ja tak widzę Berka przez większość czasu 🙂

DSC_0328

Co powinieneś wiedzieć zanim weźmiesz setera

Do stworzenia tego wpisu przekonała mnie Magda od Ambera ( http://dailyamber.tumblr.com/ ) Często rozmawiamy na psie tematy i, biedna, musi słuchać o Berkowych wariactwach i moich problemach z jego wychowaniem.

Spisałam rzeczy, które, moim zdaniem, każdy przyszły właściciel setera powinien wiedzieć zanim podejmie ostateczną decyzję. Nie jestem psim specjalistą, a wszystkie opinie opieram na swoim własnym doświadczeniu z moim psem. Niektóre z tych punktów można oczywiście zastosować do każdego psa, jednakże starałam się spisać to co jest charakterystyczne tylko dla setera. Uważam, że setery to wspaniałe psy, a Berek – mimo iż charakterna z niego psia menda 🙂 – pasuje do mnie, bo jest wyzwaniem i nagrodą w jednym 🙂 wpis długi, ale zapraszam do lektury i komentowania 🙂

1. Seter jest psem jednego właściciela – wybiera go sobie sam. Zadbaj o to by mógł to swobodnie zrobić i nie próbuj na siłę wpływać na jego decyzję. Dopiero, gdy pies ma około 11 -12 miesięcy można poznać kogo sobie wybrał 🙂

2. Musisz być wytrwały i uparty, bo taki jest seter. Pies jest obrazem wszystkich słabostek właściciela. Seter jest bardzo upartym psem, a swój upór pokazuje w rozmaity sposób – pamiętaj, że tą cechę można wykorzystać w pozytywny sposób, np. podczas szkolenia i zabawy, ale może to też być utrapienie dla właściciela. Musisz też być świadom faktu, iż pies będzie próbować zrobić wszystko po swojemu i łatwo się nie podda. Pokaż, że Ty masz więcej uporu niż on. Berek jest niesamowitym uparciuchem i testuje moja wytrzymałość każdego, dosłownie każdego, dnia.

3. Jeśli chcesz mieć setera, nie możesz być leniwy. Tzn, możesz ignorować wszystko inne, ale musisz umieć znaleźć czas na długi spacer. Codziennie. Niezależnie od pogody. Jeśli jest gorąco – wstajesz bladym świtem i idziesz zanim zrobi się upalnie. Jeśli jest zimno – zakładasz wszystkie ciuchy jakie masz, smarujesz psu łapy maścią ochronną i idziesz na spacer w śniegu po kolana. Weekend? Tak, ale zorganizuj seterowi jakieś rozrywki – najlepiej spacer w nowym miejscu, spotkanie z innym psem, jakaś wycieczka. Seter potrzebuje kontaktu z właścicielem, bardzo chętnie towarzyszy wszędzie człowiekowi – bierz to pod uwagę planując swoje wolne dni, wakacje, wyjazdy.

4. Seter, gdy się nudzi zaczyna niszczyć dom. Zostawiony sam w domu na długo, niewybiegany, najprawdopodobniej dobierze się do kanapy, butów czy dywanu.

5.  Regularne szczotkowanie jest koniecznością! Setery mają długą sierść, głownie na łapach i brzuchu, więc trzeba regularnie dbać o ich czystość, gdyż łatwo robią się im brzydkie „dredy”.

6. Ponieważ trzeba zabierać setera na długie spacery po lesie i polach, częstym problemem jest błoto, które wnosi do domu. Przygotuj się na częste sprzątanie! Jesienią i wiosną  nie obędzie się bez kąpieli.

7. Od samego początku pracuj nad egzekwowaniem komendy „Do mnie!”. Psy myśliwskie są psami niezależnymi, mają swoje własne pomysły i dużo inwencji twórczej :). Seterowi wystarcza, że to on wie gdzie Ty się znajdujesz,  powrót do właściciela na komendę to sprawa drugorzędna. Berek ma problemy z bezwzględną karnością. Pracuję na każdym spacerze, nagradzając go smakołykami i bawiąc się z nim. Ale przed nami jeszcze długa droga, jeśli kiedykolwiek w ogóle osiągnę w tym temacie zadowalające efekty….

8.Setery to psy myśliwskie, a ich instynkt jest bardzo silny. Seter cały czas węszy i szuka zwierzyny. Podczas spaceru musisz być czujny, aby wiedzieć co w danej chwili kombinuje Twój pies. Nie odwołuj go za każdym razem od tropu, niech czasem poszaleje dziko goniąc za jakimś zapachem. Jednakże bądź zawsze czujny i miej oczy dookoła głowy, aby zawczasu zareagować jeśli pies za bardzo się oddali. Spacery z psem to ciężka praca!

9. Bądź ambitny. Nie poddawaj się, gdy od razu nie będzie efektów Twojej pracy z psem. Z psem trzeba pracować całe życie, a z seterem szczególnie, bo jest sprytny i szybko uczy się, że czegoś nie musi i coś nie jest już od niego egzekwowane. Setery to bardzo inteligentne psy, ale pamiętaj, że pies to zwierzę i nie myśli takimi samymi kategoriami co człowiek. Nie wymagaj od niego, że zrobi coś dla samego faktu robienia. Nigdy nie zakładaj, że pies zrobił Ci coś „na złość”, albo że „powinien wiedzie, że to jest niedobre”. Psy tego nie wiedzą, nie planują, że zrobią coś tak a nie inaczej. Setery to bardzo charakterne psy – dodatkowo, mają silny instynkt myśliwski – ten pies to żywioł, który musisz szanować, aby mieć szansę dać sobie z nim radę 🙂

10. Setery mają wrażliwe żołądki i są podatne na tzn. skręt żołądka. Seter powinien jeść minimum godzinę przed wysiłkiem fizycznym. Osobiście uważam, że najbezpieczniej karmić psa po spacerze.

11. Seter potrzebuje kontaktu z człowiekiem. Przy odpowiednim traktowaniu go, zapewnieniu mu długich spacerów, i uwagi, seter będzie wspaniałym psem rodzinnym. Jednakże pamiętaj, że ten pies potrzebuje bardzo dużo ruchu – zastanów się czy jesteś w stanie mu go zapewnić, gdy n. pojawi się w rodzinie dziecko. Pies nie zrozumie, dlaczego nagle nie masz dla niego tyle czasu co kiedyś. To może doprowadzić do jego frustracji, a seter sfrustrowany to seter, który niszczy mieszkanie, nie słucha się, dziczeje.

12. Seter porusza się kłusem, lub galopem, najczęściej z głową przy ziemi. Spokojnie chodzenie wydaje mu się wręcz nienaturalne 🙂 Pamiętaj, żeby dać swojemu seterowi szansę do galopowania i węszenia. A tak poza tym – seter w biegu to jedna z najpiękniejszych rzeczy na świecie 🙂

13. Setera trudno nauczyć spokojnie chodzić na smyczy, gdyż – patrz punkt wyżej – nie da się galopować będąc na smyczy… Nie twierdzę jednak że ta sztuczka jest niemożliwa :). Wymaga tylko dużo cierpliwości i samo-zaparcia. Ja nadal pracuje nad Berkiem, bo chłopak ma czasem lepsze ni, a czasem jest smyczowym diabłem :). Dodatkowo – spacer na smyczy nie może zastępować prawdziwego biegania po lesie lub polu.

14. Na spacer z seterem idziesz w specjalnym, psio-odpornym ubraniu. Seter szaleje, jest zwykle brudny, co oznacza, że i Ty będziesz w błocie. Seter ma fafle, więc ślini się bardziej niż inne psy. Praktycznie prawie zawsze Berek przyozdabia mnie makaronem śliny. Z seterem nie będziesz wyglądać elegancko, ale będziesz wyglądać profesjonalnie 🙂

ALE – proszę się nie przerażać, bo nie jest aż tak strasznie, a ta lista to uogólnienie – setery bywają różne 🙂 To wspaniałe psy – bardzo uczuciowe i poczciwe. W domowym zaciszu, gdy wyłączą myśliwskie instynkty, okazują właścicielowi bardzo dużo miłości i uwagi. Potrafią spojrzeć w oczy w tak rozbrajający sposób, że człowiek mięknie, a wszystkie szarości dnia codziennego znikają. Spacer z seterem jest wspaniałą przygodą. A jego wieczny entuzjazm jest zaraźliwy.

DSC_0331

DSC_0378

W marcu jak w garncu…

Gdy zaczęło robić się ciepło pomyślałam sobie, że zaczekam na piękną słoneczną pogodę i wtedy dopiero porobię Berkowi zdjęcia. Posiedzimy na trawie, odsapniemy od ciągłego łażenia – będzie super. Ale zaczął padać śnieg… Ciężko mi znaleźć motywację w taka szarą pogodę i, przyznaję, że mam już dość zimy w tym roku. Tak więc to moja wiosenna pogoda z dzisiaj :D…

Berek ostatnio jest grzeczny na spacerach. Parę razy pojechaliśmy na krakowskie Błonia, gdzie szalał z innymi psami. Jednak najczęściej chodzimy na poranne, samotne spacery po polach niedaleko domu. Dzisiaj Berek szalał za dwóch, bo wiało i polował na omiatane wiatrem zaspy 🙂 Łaziliśmy prawie 2 godziny i było cudownie. Dzięki Berek!

DSC_0357

DSC_0354

DSC_0378

DSC_0398

DSC_0399

O tym co czasem prowadzę na końcu smyczy

Dużo się ostatnio działo. Przyznaję, że na blogu Berka pojawiły się poważne zaległości. Winię za to zimę.

Nigdy wielbicielka zimy nie byłam. Zauważyłam jednak, że odkąd mam psa to zimno wydaje się mniej dokuczliwe. Jakoś łatwiej mi je znosić na spacerach po lesie, czy po polach. I nawet jak biegam po mieście z Berkiem to jest jakoś lepiej, cieplej, ciekawiej, niż jak jestem bez niego. Mniej też kicham, prycham i nie łapią mnie tak często sezonowe przeziębienia. Czyli super :). Ostatnio jednak zauważyłam, że coraz ciężej jest mi zmobilizować się rano do dłuższego spaceru. Nudzi mnie okolica, a dystans do lasu codziennie się wydłuża. Masakra jakaś. Berek jest jaki jest – nie odpuszcza nawet na chwilę. Nie ma lenistwa, a spacer musi być odpowiedni, a nie byle co. Wiem wiem – różne psy, różne potrzeby. Chciałam setera to mam :). Jednakże czasem wlekę się po lesie o 7.30 rano i kwestionuję sens wszystkiego. Wydaje mi się, że ta czarna istota na końcu 10-metrowego sznurka jest potworem bez litości, maszyną. I ta „maszyna” chce tylko jeść, walić kupy i biegać w kółko 24/7.  Oj rano w zimę jest ciężko. Dlatego postuluje już za tym by była wiosna. Jestem gotowa już na wiosenną wersje Berkowego szaleństwa i lataczki. Nie chcę już ślizgać się po lodzie ciągnięta przez „czarnego stwora”. Nawet bez tego jest mi go trudno utrzymać. Nie chcę już mieć mokrych rękawiczek, które wiecznie pachną kiełbasą, która próbuję przekupić mojego psa, aby trochę zwolnił. Mam też dość szarej aury, bo nie wychodzą zdjęcia, a i ciężko obsługiwać aparat w kiełbasianych rękawicach… Zgłaszam też sprzeciw co do wieczornych spacerów – kiedy zawsze jest zimno i zawsze ciemno a wszystkie latarnie są „na świeżo” obsikane przez okoliczne psiaki i Berek wciąga je nosem jak narkoman. I mam też dość herbaty – którą piję w zimę, bo najlepiej rozgrzewa. Mam jej dość, bo przecież jestem kawową osobą, a tu herbatę trzeba, żeby było lepiej.

A czemu wszystko to piszę? Otóż wiem, jestem tego pewna, że psy mogą leczyć nasze smutki, polepszać humor, leczyć z depresji. Jednakże, każdy lek ma skutki uboczne. A to nam wyleczy nadciśnienie, ale rozwali wątrobę, lub będziemy musieli być na diecie, itp. Trzeba więc przygotować się na wszystkie ewentualności – najlepiej mieć grupę wsparcia, alternatywę, kogoś kto będzie czuwać nad tym abyśmy nie przedobrzyli. Ja od poniedziałku do piątku jestem z Berkiem i zimą sama. Postanowiłam, że od lutego, zaraz po sesji, zaczynam o siebie i Berka dbać. Nie ma co czekać do wiosny.

A „wielkie zmiany” u Berka? Otóż wróciliśmy do chodzenia na lince. Wraca na „do mnie!” pięknie, ale dzięki temu, że jest na lince to mogę go korygować, gdy nie widzę u niego reakcji na wołanie. I co najważniejsze – nie stresuje się na spacerach, a ostatnio spokojnych spacerów bardzo mi brakowało. Nie lubić prowadzać go na lince, ale nic na to nie poradzę. Ważniejsze jest dla mnie aby go nauczyć i zapewnić mu jako-takie bezpieczeństwo, niż szpanować tym, że pies niby to mnie wraca jak go wołam :). Berek ma podobno potencjał i, według trenerki, powinnam iść z nim dalej ze szkoleniem i może nawet zdawać egzaminy z obedience. Teraz już nie mam wątpliwości, że to do czego dojdę z Berkiem to głównie będzie moja zasługa/lub wina, bo psa mam superowego :). Jest presja 🙂

A na koniec: już niedługo napiszę o jednej z najmilszych rzeczy jaka mi się ostatnio przydarzyła :). Spójrzcie na tego przystojniaka na zdjęciu poniżej- to NERO. Więcej już wkrótce 🙂

Nero

 Piękny Nero z Irlandii

 

Okolice Krakowa – Dolina Kluczwody

Odwiedziliśmy z Berkiem część Parku Krajobrazowego Dolinek Krakowskich, który znajduje się na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Dolina Kluczwody nie jest długa, ale krajobraz jest bardzo urozmaicony. W dniu w którym tam byliśmy pogoda była wprost wiosenna. Mimo iż było słonecznie i dość ciepło, ścieżka była całą pokryta lodem i spacerowanie było bardzo utrudnione. Śniegu oczywiście nie było 🙂

Spacer był przyjemny, jednak jestem pewna, że mogłoby być znacznie sympatyczniej, gdyby pogoda była hmmm….. konkretniejsza. Teraz, nawet gdy jest ciepło, to wszystko jest bure i bez wyrazu. Zapewne w śnieżną zimę skały i strumień w Dolinie Kluczwody wygląda zachwycająco. Podobnie jesienią lub w ciepłe lato. Ale nie ma co narzekać 🙂 – gdyby był wielki mróz pewnie w ogóle bym się tam nie wybrała.

Berek był zachwycony! Ganiał jak szalony, w górę, w dół. Wskoczył nawet do strumyka… Słuchał się wspaniale, dzięki czemu nie stresowałam się i też spędziłam miło czas. Bardzo tego potrzebowałam, bo ostatnio  brakowało mi spacerów z psem w nowych miejscach. Czy też macie coś takiego? Potrzebujecie czasem udać się z psiakiem w nieznane na wyprawę?

(info: wjechaliśmy do Dolinki od strony miejscowości Ujazd. Jest tam bardzo kiepsko z miejscem do parkowania. Wiem jednak, że jest drugi wjazd od strony Wielkiej Wsi i możliwe, że tam jest lepiej i wygodniej podjechać.)

DSC_0292

DSC_0313

Nie ma nic lepszego od spaceru z psem 🙂

DSC_0320

DSC_0331

Przerwa na kawę 🙂

DSC_0338

DSC_0293

„Zrozumieć psa” według Johna Bradshaw’a

bradshaw

Przyznaję, że książkę „Zrozumieć psa. Jak być jego lepszym przyjacielem” Johna Bradshaw’a nadal czytam, ale już pierwsze rozdziały zainspirowały mnie do napisania nowego posta. Książka jest teraz nowością wydawniczą i jest dostępna prawie w każdej księgarni. I nie da się nie oceniać jej po okładce, gdyż okładkę ma przepiękną 🙂

Bradshaw gównie koncentruje się na przedstawieniu w prosty sposób jak działa psia psychika i dlaczego psy zachowują się tak, a nie inaczej. Jednakże, w odróżnieniu do większości książek i poradników dla właścicieli psów, autor nie analizuje konkretnych zachowań objaśniając „co Twój pies próbuje ci powiedzieć”. Bradshaw postanowił rozwinąć temat trochę lepiej i wyjaśnić czemu my, ludzie, tak często źle interpretujemy psie zachowania i czemu prowadzi to do nieporozumień.

Wszyscy wiemy, że psy pochodzą od wilka. Bradshaw dokładnie tłumaczy od którego wilka pochodzi pies domowy, kiedy i dlaczego został najprawdopodobniej  udomowiony. Oczywiście autor nie zaprzecza, że najbliższym krewnym psa jest wilk. Zaznacza jednak, że psy nie zachowują się jak wilki i analizowanie ich zachowań poprzez pryzmat zachowań wilków jest dla psów po prostu krzywdzące. Bradshaw twierdzi, że społeczne życie wilków jest oparte na koncepcie rodziny. Para wilków rozmnaża się a ich dzieci zostają przy rodzicach by pomagać im w wychowaniu kolejnego potomstwa. Rozmnaża się tylko jedna para z takiej rodziny, a reszta chroni mode. Jest to najlepszy sposób aby ochronić linię swojej krwi… Jeśli któryś z młodych samców jest dostatecznie silny opuszcza rodziców i szuka samicy z którą tworzy podobną strukturę rodzinną.  Bradshaw twierdzi, że wilki żyjące w niewoli, czyli te które są najlepiej zbadane przez człowieka, funkcjonują w nienaturalnych dla nich warunkach co wpływa na ich relacje. Osobniki są zmuszone przebywać i akceptować siebie nawzajem, co czasem jest niemożliwe. Autor zaznacza, że w naturalnym środowisku osobniki, które są tzw. outsiderami zwykle opuszczają stado lub trzymają się na uboczu. Często po prostu uciekają przed silniejszymi osobnikami. Natomiast wilki trzymane w niewoli uciec nie mogą. W związku z tym, aby uniknąć konfliktów są skazane na zachowania, które w naturalnym środowisku jest wręcz niespotykane. W zoo wilki często kładą się na plecy i pokazują brzuch – poza którą znamy od psów. Według Bradshaw’a u wilków jest to objaw desperacji- robią tak, gdy inne sposoby zakomunikowania przyjaznych zamiarów zawodzą, a ucieczka jest niemożliwa, czyli bardzo rzadko.  Bradshaw zaznacza, że ta pozycja nie oznacza u wilków poddaństwa – tak robią młode gdy podchodzi do nich matka. Młode wilki nie maja potrzeby pokazywania matce poddaństwa, raczej starają się okazać swoje oddanie, przyjaźń i miłość. Jest to podstawowy element budowy rodzinnych relacji w grupie wilków. Jednakże w niewoli zwierzęta zostały zmuszone do szukania nowych sposobów komunikowania, tylko dlatego, iż np. mieszkają z osobnikami których chętnie by unikały w naturalnym środowisku.

Kolejnym przykładem jest zachowanie psa, które ludzie także uważają za okazywanie poddaństwa, czyli gdy pies powoli podchodzi z uszami położonymi po sobie i podkulonym merdającym ogonem. Bradshaw pisze, iż jest to sygnał afiliacji a nie poddaństwa podczas rytuału powitalnego wilków. Zwykle wilki robią tak, gdy zbierają się na polowanie, a autor nazywa to elementem ceremonii grupy. Rytuał ten jest odgrywany przez parę rodziców i ich starsze potomstwo i ma na celu umocnienie więzi rodzinnych, a nie pokazanie poddaństwa. Bradshaw zaznacza, że jest to zachowanie typowe dla relacji rodzice-dzieci, a fakt iż częściej odgrywają ją dzieci jest po prostu naturalny w grupie rodzinnej. Oznacza zaufanie i oddanie.

Poglądy Johna Bradshaw’a kwestionują szkolenia, które są oparte na elemencie dominacji. Nie wspomnę już o metoda sławnego Ceasara Millana… Nie jestem specjalistą i wiem, że muszę bardzo wiele się nauczyć, aby chociażby być w stanie ocenić poglądy autora. Jednakże czytając ta książkę przypomina mi się moment, gdy Berek pokazywał charakterek przy misce. Potrafił kłapnąć zębami, zawarczeć. Jak już wspominałam, zaczęłam karmić go z ręki, lub po prosu siedzę przy nim jak je i wkładam ręce w jego jedzenie co jakiś czas. Berek już na mnie nie reaguje i czasem nawet czeka jak go nakarmię… Nie rozumiem jednak co jego poprzednie zachowanie miało pokazać. Czy był to brak zaufania? Czy nie starał się pokazać mi, że to ON ma prawo teraz jeść i mam spadać? Jeśli tak, to moje relacje z Berkiem w tamtym czasie nie były oparte na rodzic-dziecko, a raczej było to coś w stylu kumpel-kumpel, któremu można zabrać żarełko… Myślę, że atmosfera przy misce jest teraz OK. Jednak marzy mi się, aby pan Bradshaw poszedł kiedyś ze mną i z Berkiem na spacer i wyjaśnił mi co według niego dzieje się w głowie mojego psa.

Książke polecam, gdyż jest po prostu ciekawa. Zachęca do interakcji z psem, obserwacji i dalszej refleksji. Osobiście podoba mi się również to, że autor uważa psy za zwierzęta niezwykłe, bo są właśnie takie a nie inne.

Na dobry początek

Kto śledzi Berkowego bloga, zapewne zauważył, że ostatnio coraz więcej tutaj mojego stękania i panikowania. Otóż Berek wkroczył w wiek buntowniczy i próbuje rządzić, a ja próbuje się nie dać. Wspominałam już, że postanowiłam iść z Berkiem na szkolenie indywidualne i spróbować wszystko jakoś ponaprawiać póki nie jest za późno.

Poszliśmy do szkoły tresury Hitt Dog na krakowskich Błoniach. Rozmawiałam z wieloma psiarzami, których spotykam na spacerach, i wszyscy polecali ta szkołę. Dodatkowo, mam stosunkowo prosty dojazd na Błonie i nie muszę tracić pół dnia na sama podróż.

Zajęcia zaczynaliśmy o 9.00. Oczywiście jak tylko doszłam na placyk na którym mieliśmy spotkać pana trenera Jacka Lewkowicza, zaczął siąpić deszcz. Ale w końcu mamy listopad :). Pan Jacek przepytał mnie o Berka – gdzie wychodzi na dwór, jak często, jaki jest problem (ale tego szybko się domyślił), czym karmię psiaka i kiedy. Potem powiedział, że zgadza się ze mną i sugeruje, tak jak zresztą sądziłam, zajęcia indywidualne. Po jakimś czasie Berek będzie dołączany do innych piesków, ale na razie musimy popracować we dwójkę. Kurs składa się z 12 spotkań, minimum 2 razy w tygodniu. Sesja trwa około 30-40 minut, nie więcej, gdyż psiak dłużej raczej nie będzie w stanie się skoncentrować. Pan Jacek jest bardzo spokojny, uśmiechnięty, nie podchodzi do właściciela psa krytycznie i wydaje mi się, że cieszy się, że człowiek po prostu chce pracować ze swoim psem. Przyznaje, że swobodnie wykonywałam jego polecenia, ganiałam z Berkiem po placyku głośno śmiejąc się, gdy oboje ślizgaliśmy się po błocie. Była masa zabawy, a ja, pomimo iż pewnie nadal popełniałam masę błędów, czułam się, że Berek lepiej ze mną pracuje niż z doświadczonym trenerem. Dlaczego? Nie dlatego, że pan Jacek miał z nim zły kontakt, ale dlatego, że to właśnie mnie stawiał w centrum uwagi psa. Pokazywał wiele rzeczy „na sucho”, gdy pies swobodnie biegał wokół nas, a ja byłam praktycznie jedyna osobą, która poruzumiewała się z psem. Super 😀

Na razie ćwiczyliśmy podstawy. Była komenda „do mnie” i „siad”. Zaczęliśmy też robić wstęp do komendy „do nogi”. Ale najważniejsza moim zdaniem byłą sugestia pana Jacka, że muszę chodzić z Berkiem na spacery do miasta, znacznie częściej niż to robię, gdyż psiak jest za bardzo podekscytowany wszystkimi bodźcami i nie potrafi wyciszyć się, a tym samym skoncentrować się na mnie. Byłam trochę zaskoczona, bo przecież zabieram Berka w wiele miejsc – nie robię tego bardzo często, ale  nie jest z tym aż tak źle… Okazało się jednak, że Berek potrzebuje znacznie więcej takich wypraw, a ja powinnam spróbować ignorować jego ekscytację na ulicy i w komunikacji miejskiej. Chyba dziś popołudniu pojadę z Berkiem zwiedzać Kraków…

Następne zajęcia mamy już jutro :). A dziś na spacerze czeka nas dużo pracy :):)

Z racji tego, że na treningu byłam sama z Berkiem, nie mamy fotek. Dodaję zdjęcia ze spaceru, które zrobiłam kilka dni temu. Berek w pełnej krasie 🙂

Pimp my dog

Czasem, ostatnio coraz częściej, wolę planować zakupy dla Berka niż dla siebie. Niedobrze – jak tak kobieta może, że w centrum handlowym biegnie od razu do sklepu zoologicznego zamiast oglądać nowe ciuchy ;). Nie wiem jak może, ale tak robi 🙂

Zwykle w sklepach zoologicznych nie znajduję nic ciekawego. Może nie trafiam do tych z fajnym asortymentem?… W każdym bądź razie, rzadko kiedy znajduję tam coś godnego uwagi, a wysokie ceny odstraszają swoją absurdalnością.

Co innego z internetem – czasem łażę po różnych stronach i sprawdzam co ciekawego słychać w świecie psiowych gadżetów. Nie robię tego często, bo i tak przeważnie najciekawsze/najdziwniejsze rzeczy są w zagranicznych sklepach internetowych, gdzie raczej nie kupuję, ale popatrzeć można 🙂

Kiedyś widziałam psie miski za $300, obroże za ponad $150, posłania zrobione z jakiś niezniszczalnych materiałów (akurat przydałoby się), nie mówiąc o kosmetykach dla psów – szampony za $70 czy lakier do pazurów… Może nie powinnam się dziwić – różni ludzie, różne ich psy i różne potrzeby. Ważne, że jest wybór i przecież nikt nie karze mi kupować porcelanowej zastawy dla psa za $300. Mechanizm jest zawsze ten sam – przecież nikt nie potrzebuje bluzki czy płaszcza za setki złotych, a jednak czasem kupujemy i takie ciuchy, bo lepiej wyglądają, są uszyte z lepszego materiału i są oryginalne. Z psią miską też może tak być – ta droższa może być ładniejsza, trwalsza i wyjątkowa. Kupujmy co chcemy i starajmy się nie dorabiać do tego  filozofii.

Osobiście nie kupuje Berkowi zbędnych gadżetów. Ma tyle rzeczy ile potrzebuje, i ile ja potrzebuję by mi było łatwo się nim zajmować. Jednak przyznaję się bez bicia, że uwielbiam psie obroże. Mam też małego fisia na punkcie Berkowego legowiska.

W Polsce powoli rozkręca się business psich obróżek. Jest parę sklepów internetowych, które oferują kolorowe obróżki w różnych rozmiarach i z różnymi zapięciami. Ostatnio znalazłam jednak kolorową obróżkę i może zamówię ją dla Berka – na razie zbieram się do podjęcia tej decyzji, bo Berek ma dwie obroże i to mu wystarcza, więc trzecia obróżka to tylko kaprys…

A legowisko? Według mnie może być paskudne, byle psu było wygodnie. I musi być czyste. Uwielbiam różne kocyki i poszewki, które mogę często prać. Nie ma nic fajniejszego jak psiak który mości się na czystym kocysiu :). Być może trochę uczłowieczam Berka i wmawiam sobie, że posłanie ma dla niego aż takie znaczenie, ale to takie minimum, które przecież tak łatwo zaoferować psu i warto o to dbać.

A Wy lubicie psie gadżety? I dlaczego?

Poniżej, te najpiękniejsze!  🙂

Powyższe wzory obróżek pochodzą ze strony http://www.dutch-dog.com. Kolejno od prawej wzór Vincent van Gogh, Piet Mondrian i Maarten van Heemskerck. Mój faworyt to zdecydowanie Mondrian w tym przypadku 🙂

I piękne puzzle z Furkidz.eu  :):)

„Psiara”

Czasem Berek sprawia, że czuję się osamotniona…. Już wyjaśniam o co mi chodzi.

Berek mnie spaczył, zmienił prawie nie do poznania niektóre rejony mojego życia i mój sposób funkcjonowania. Jeśli naprawdę angażujesz się w to co robisz i do czego sie zobowiązujesz, to musi to mieć wpływ na Twoje życie. A posiadanie psa to przecież decyzja, która wiąże sie z odpowiedzialnościa i ma swoje konsekwencje. Pies nie może być tylko dodatkiem do Twojego obecnego, zorganizowanego życia. It’s not gonna work this way :D! W związku z tym Berek musiał zmienić trochę i mnie i moje życie. I czasem czuję się w tym moim zmienionych świecie samotna bo …

… Wstaję około 2 godziny wcześniej by rano zawsze mieć czas spokojnie zająć się psem. Mam szafkę z ubraniami przeznaczonymi do spacerów z psem – masa tam dziwnie skrojonych spodni, przykrótkich legginsów, bluz dresowych z dziurami na rękawach i T-shirtów z głupimi nadrukami. Mam też półkę w szafie gdzie trzymam śmierdzące psie ciuciusy do treningów i wędzone kości. W pobliskim sklepie ciągle wykupuję cały zapas kurzych serduszek i innych mięsnych wynalazków, aż jedna pani ekspedientka nie wytrzymała i zapytała czy ja to jem… Ostatnio zauważyłam, że noszę tylko ubrania, które nie spowalniają i w żaden sposób nie ograniczają moich ruchów, bo albo jestem z psem albo do niego pędzę i nie mam czasu na dreptanie w wąskiej spódnicy i 10-centymetrowych obcasikach. W każdej kieszeni znajduje torebki na psie kupy. Czasem same z tych kieszeni wyłażą i powiewają na wietrze, bez mojej wiedzy oczywiście. Nie oglądam TV, ale oglądam mojego psa, bo właśnie wieczorami przyjmuje najśmieszniejsze pozycje na kanapie. Jestem w stanie przywiązać do siebie wszystko, tylko po to aby mieć wolne ręce i móc mocno trzymać smycz z psem. Dużo by wymieniać 🙂

Założę się, że z powodu Berka (i nie tylko 🙂 )robię masę dziwnych rzeczy, kończę jednak temat, bo pewnie każdy właściciel psa ma swoje „dziwactwa” i sposoby na przetrwanie J…

Problem polega na tym, że niedawno zaczęłam kolejne studia i znów znalazłam się w nowym miejscu i wśród nowych ludzi. Przez ostatnie dwa-trzy tygodnie musiałam po prostu przedawkować ilość zdziwionych spojrzeń i chyba za dużo razy musiałam odpowiadać na pytania  w stylu: „Czy piesek ma kuwetę w tym kojcu?”… Nie lubię kategoryzowania i uogólniania, jednak wiem, że jest to nieuniknione i bardzo pomaga człowiekowi odnaleźć się w społeczeństwie. Przyznaję, że z powodu rożnych dziwnych rozmów jakie przeprowadziłam ostatnio, pierwszy raz głośno skategoryzowałam siebie jako „psiara” i mój rozmówca od razu uspokoił się, a nasza trochę dziwna rozmowa szybciej się zakończyła …

Czy ktoś wie czy krakowscy psiarze gdzieś się organizują i czy istnieje jakiś sposób by się skrzyknąć na spacer? W desperacji rozważałam nawet ogłoszenia na uczelni, ale jeszcze nie jest ze mną aż tak źle…

 Ale co u Berka? Wczoraj w czasie naszego popołudniowego spaceru Berek znalazł sobie błotko. Pełnia szczęścia ! Okazało się, że koło kałuży leżą wióry z uciętego niedawno drzewa… Ah!!! Zobaczcie sami co mój pies wyprawiał.

Weekend planujemy aktywnie, pomimo, że i tak mamy już dużo innych zajęć. Trzeba to jakoś wszystko pogodzić.