Szarża

Berek nie byłby Berkiem, gdyby na plaży nie próbował polować. Wystawia mewy, węszy, biega za kluczami kormoranów… Pełne szaleństwo! Udało mi się, jako tako, uwiecznić polowanie na plażujące gołębie. Skradanie, szarża i …. i nic 😉

DSC_0582

DSC_0586

 

DSC_0590

DSC_0593

DSC_0595

„Nie ma potrzeby, aby mój pies się bał”

… Takim zdaniem uzasadniłam ostatnio swoja prośbę, aby właścicielka odwołała swojego psa, który podszedł do mnie i Berka. Berek w kontaktach z innymi psami jest nieśmiały i zaniepokojony chowa się za mną. Z moich obserwacji wynika, że jest to dość rzadkie zachowanie wśród dorosłych psów. Berek bardzo chętnie się wita i jest chętny do kontaktu, ale jeśli z jakiegoś powodu obawia się innego psa, to najchętniej chciałby go spokojnie wyminąć i iść dalej. Jednak wiele psów widząc jego obawę wykorzystuje to i w dość dominujący sposób próbuje do Berka podejść.

I właśnie wczoraj, po raz kolejny, podbiegł do nas duży mieszaniem i nie chciał odejść. Był naprężony i onieśmielająco dominujący. Wierzyłam właścicielce, gdy zawołała do nas, że jej pies nic nie zrobi. Jednak to nie zmieniło faktu, że Berek był spanikowany, a 15 metrów linki oplotło się wokół mnie i mojego psa. Dwa razy zawołałam w stronę właścicielki, żeby zabrała swojego psa, aż w końcu na jej uspakajające „On nic nie zrobi” powiedziałam, że wiem, ale po prostu „nie ma potrzeby, żeby mój pies się bał”. Z czymś takim ciężko dyskutować, bo nie jest to pretensja skierowana w stronę drugiego psa, ani właściciela – to jest po prostu moja opinia, trochę prośba, mój wybór do którego mam prawo. Wybieram spokój mojego psa, a ktoś/coś mi w tym przeszkadza, więc uprzejmie proszę o to aby dać mi i mojemu psu spokój. Może to jest sposób na uniknięcie bzdurnej dyskusji o tym, że „PRZECIEŻ on chce się tylko przywitać i nic nie zrobi”….?

Berek i jego włochaty kolega 🙂

DSC_0609

Pływanie i skakanie

Berek raczej nie jest wielkim pływakiem. Do wody wchodzi chętnie, ale raczej nie pływa. Zdecydowanie preferuje brodzenie po płyciźnie i zamaczanie tyłka w błocie przy brzegu. aportuje patyki, ale nie zawsze. Szybko stwierdza, że już pływać mu się nie chce i rezygnuje z dalszej zabawy. Berek nie należy też do odważnych i pływania chyba trochę się obawia. Psią wersją Michael’a Phelps’a nie zostanie, ale jestem pewna, że dziś bawił się świetnie pływając 🙂

Podczas ostatniego spaceru z dwoma pięknymi Golden Retrieverami, oczywiście świetnymi pływakami, Berek pokonał swój strach i popłynął za piłeczką daleko od brzegu. Zmotywował go zapewne fakt, że Teodora i Duffel robili to bez zająknięcia, a on zostawał na brzegu. Przecież nie może go ominąć taka świetna impreza 🙂
Natomiast pływające nieopodal kaczki zmotywowały mojego psa do skoczenia z pomostu. Byłam z niego bardzo dumna, bo wiem, że dla niego to wielki wyczyn. Na dole wpisu zdjęcia ze skoku 😉

DSC_0589

DSC_0710
Śliczna Teodora i … no Berek 😉

DSC_0598

DSC_0613
słodka chwila w gnoju…
DSC_0623
Piękny Duffel

DSC_0638

DSC_0650
Teodora w kąpieli
DSC_0664
Berek płynie po piłeczkę

DSC_0653

DSC_0674

DSC_0694
Teodora i Berek

DSC_0693

DSC_0671

DSC_0702
Duffel i Berek

DSC_0689

DSC_0682

Czas na SKOK z pomostu: kaczki namierzone…

DSC_0676

chlup….

DSC_0677

DSC_0678

… i płyniemy do brzegu.

DSC_0680
krokodyl …

 

Berek w SPA i chwiejni panowie ;)

Jak Wasze psy znoszą gorącą temperaturę? Dla Berka 20C to już dużo i widzę, że ciepła pogoda ma wpływ na jego zachowanie.  Tylko w upał Berek tak naprawdę zwalnia. Niezależnie od temperatury zawsze ma ochotę iść na spacer, ale w lato szybko osiąga stan wrzenia i zaczyna biegać trochę wolniej niż zwykle. W upał, oprócz zajmowania się jak zwykle węszeniem za zwierzyną, Berek szuka sposobów na ochłodzenie się. Z moich doświadczeń wynika, że Polska to kraj wybitnie błotnisty … Zawsze, ale to zawsze, Berek wraca ze spaceru brudny, bo udaje mu się znaleźć jakieś bagno, kałużę, albo piach, żeby się wytarzać. Powrót do domu z psem z którego ocieka błoto napawa mnie swoistą dumą 😉

Zdjęcia poniżej zrobiłam podczas jednego, porannego spaceru. Upału nie było, ale Berkowi było oczywiście za ciepło. W drodze powrotnej zagadało mnie czterech chwiejnych, miejscowych gentlemen’ów na rowerach- podryw na mojego własnego psa jest wręcz gwarantowany, gdy Berek odwiedzi psie SPA i ocieka syfem. 🙂

seter gordon

seter szkocki

seter szkocki

seter gordon

seter szkocki gordon

seter szkocki

DSC_0544

DSC_0547

Mój pies terapeutyczny

Zdarzają się takie momenty, że dzieje się za dużo rzeczy i za szybko. Czuję się tym przytłoczona. Za szybkie tempo i natłok myśli obezwładniają mnie. Czasem tak po prostu bywa. W trudnych chwilach bardzo często łapię się na tym, że moje zagonione i zmęczone myśli uciekają do Berka. Nagle w ciągu dnia marzy mi się by go przytulic i móc spędzić z nim parę chwil. Albo zobaczyć jego roześmiany ryj ;). Potrzebuję mojego psa, bo jego obecność mi pomaga.

Już dawno stwierdziłam, że poranny spacer z psem to jedna z najmilszych chwil w ciągu dnia. Pies myśli schematycznie, ale też potrafi zaskoczyć swoją bystrością. Doskonale dostrzega schematy w zachowaniu człowieka i szybko się ich uczy. Najprawdopodobniej nikt nie zna równie dobrze Berka jak ja, ale mam też świadomość jak dużo Berek wie o mnie. Razem tworzymy spacerowy duet – jedno potrzebuje drugiego. Berek mnie napędza i mobilizuje. Natomiast ja widzę jak Berek zerka na mnie co chwila, przybiega się „zameldować” co jakiś czas , lub chowa koło mnie, gdy czuje się zagrożony. Uzależniłam się od świadomości, że jestem dla niego ważna na jego psi sposób.

seter gordon

gordon

seter gordon

DSC_0532

setter gordon

DSC_0523

Siostra Berka

Berek spotkał swoją siostrę Coco ! Z Ewą, właścicielką Coco, spotkałyśmy się przypadkiem na ulicy. Stałam z Berkiem na przystanku, a Ewa wypatrzyła gordona i zagadała. Szybko doszłyśmy do tego, że nasze psy to rodzeństwo. Postanowiłyśmy, że umówimy się na wspólny spacer. Od tamtej pory nie mogłam się doczekać momentu jak Berek zobaczy się z Coco.

Berek z Coco dogadali się natychmiast. Berek ogólnie nie jest jakoś wyjątkowo zabawowy, a psie przepychanki „w pionie” to u niego rzadkość. Berek woli po prostu biegać, gonić, pędzić razem z innym psem. Coco ma podobne upodobania, więc zabawa była przednia. Berek gonił Coco, potem Coco goniła Berka. I tak przez 1,5h spaceru wczoraj rano i, drugi raz ,dzisiaj… Razem szukali bażantów, nurkowali w krzakach za różnymi zapachami, truchtali jak zgrana para łobuziaków :).

Już nie raz wspominałam, że dla mnie seter w ruchu to wspaniały widok. Piękno w najczystszej postaci. Coco jest śliczna. Z Berkiem robią takie same miny i w bardzo podobny sposób uśmiechają się faflami. Coco jest drobniejsza od Berka, niezwykle szybka i zwinna. Berek nie mógł jej dogonić, ale był też moment, że Coco nie mogła dorwać Berka…aż ten wpadł gdzieś na drzewo i musiał na sekundę przysiąść i złapać równowagę. Psy naprawdę wyglądały na zachwycone swoim towarzystwem. Mam nadzieję, że już niedługo uda nam się znów spotkać z Ewą i Coco – nie ma nic cudowniejszego niż seterowe spacery 🙂

Po spacerze zaserwowałam Berkowi dodatkowe 40 min marszu na smyczy na przystanek autobusowy, żeby nie było mu za dobrze :). Po drodze trochę odsapnął, uspokoił poziom endorfinek i opanował emocje. W autobusie zachowywał się w miarę ok, choć podróż to było raptem kilka przystanków. Jednak to już jest coś 🙂

DSC_0345

DSC_0240

DSC_0272

DSC_0247

DSC_0266

DSC_0284

DSC_0343

 

DSC_0293

DSC_0337

DSC_0324

DSC_0315

DSC_0312

DSC_0310

DSC_0308

DSC_0309

DSC_0435

DSC_0433

DSC_0428
Coco

DSC_0425

DSC_0408
Coco

DSC_0396

DSC_0376

 

 

Czemu zdecydowaliśmy się wykastrować Berka

Nie mam zamiaru pisać o medycznych aspektach kastracji psa, bo nie czuję się kompetentna w tym temacie. W internecie jest już wiele artykułów o tym, można też z łatwością zasięgnąć informacji u weterynarza. I na pewno warto wypytać o wszystko zanim podejmie się decyzję o zabiegu kastracji. Napisze jak to było u nas, z mojego punktu widzenia. Berkowego zdania mogę się tylko domyślać… 😉

Nie mam nic przeciwko kastracji jeśli jest ona konieczna dla zapewnienia zdrowia i bezpieczeństwa psa. Uważam, że żaden zabieg medyczny u zwierzęcia nie powinien być wykonywany na zasadzie „widzi mi się”. Decyzje dotyczącą kastracji nie podejmowałam szybko, bo nie miałam dostatecznie przekonywujących argumentów „za”, ani „przeciw”. Setery późno dojrzewają i Berek za cieczkami nigdy nie latał. Oczywiście interesował się sukami, które sporadycznie spotykał na spacerach, ale były one wszystkie wysterylizowane. A dodatkowo u Berka zainteresowanie nimi wzrastało, gdy pojawiał się w okolicy inny samczyk. Wszystkie te zachowania mogłam swobodnie kontrolować – na spacery chodzimy zwykle na pustkowia, nie mieszkamy w mieście i okazje kiedy spotykał sunię i samca w tym samym momencie były bardzo sporadyczne i łatwe do uniknięcia. Nie było jego zachowanie dla nas kłopotliwe.

Ale ostatnio… Berek poczuł cieczkę. Pierwszy raz w życiu widziałam u niego takie zachowanie. Schodziłam już z pól, byłam niedaleko miejsca gdzie zaczyna się wieś, ulice, gdzie zwykle już zapinam Berka na smycz. Berek w takich rejonach rozluźnia się, koncentruje na mnie, bo nie ma już tropów ani niczego co dla niego stanowi jakikolwiek obiekt zainteresowania. Tymczasem owego dnia, nagle, zaczął biegać w kółko jak szalony i węszyć. Nagle wyrwał i zaczął biec w stronę zabudowań. Zawołałam dwa razy i zawrócił. Przybiegł do mnie, usiadł, cały drżał i płakał… Zapięłam go i próbowałam uspokoić, ale to było na nic. Poszliśmy do domu, a Berek przez następne dni płakał i wydawał się bardzo (nawet jak na niego) pobudzony i napięty. Widząc to, zrozumiałam, że kastracja jest konieczna u Berka. W Dziekanowie Leśnym pod Warszawą, gdzie właśnie obecnie spędzamy kilka dni z Berkiem, mam zaprzyjaźnionego wspaniałego weterynarza. Umówiłam się na badania kontrolne Berka – badanie krwi i kału. Wyniki były zadowalające i mogłam zapisać Berka na zabieg kastracji. Jestem wdzięczna losowi, że wydarzyło się coś co pomogło mi w końcu zdecydować o tym o czym zdecydować powinnam już dawno czyli o wykastrowaniu mojego psa. I na szczęście, gdy pierwszy raz ruszył za cieczką, nie doszło do nieszczęścia, bo jest cudownym psem i do mnie grzecznie zawrócił, pomimo iż instynkt ciągnął go gdzie indziej.

Mam tylko do siebie pretensje, że mając tak reakcyjnego psa nie przewidziałam, ze „zakochanie się” będzie dla niego też intensywne, a dla mnie ciężkie do zniesienia. W czasie tych kilu dni kiedy był badany i potem czekał na umówiony zabieg, był wyjątkowo niespokojny. Mimo iż jest psem niezwykle energicznym praktycznie cały przez cały czas, widziałam różnicę w jego zachowaniu – był nieobecny, ogłupiały, niezwykle zagubiony, biegał od okna do okna. I ciągle wzdychał, popiskiwał, nie spał spokojnie. Myślę, że gdybym tylko spuściła go ze smyczy, wyrwałby jak dziki. Zrozumiałam, ze nad tym nie zapanuję, a strach o życie mojego psa ułatwił mi podjęcie decyzji.

Zabieg był wczoraj. Wszystko się udało. Berek wybudził się szybko i tylko wczoraj wieczorem był jeszcze trochę otępiały po narkozie. Przespał całą noc w kołnierzu, dziś trochę zjadł i nie zwymiotował. Dostaje profilaktycznie antybiotyk i znieczulenie od weterynarza. Ostatnia dawka będzie w sobotę. Jest wesoły i biega po ogrodzie moich rodziców. Myślę, że ranka mu jakoś bardzo nie dokucza. Bardzo pilnuję by jej nie lizał, żeby mogła jak najszybciej się zagoić. Na pewno jest zmęczony po zabiegu, więcej dziś śpi i trochę mniej się rusza :), ale w końcu kastracja była wczoraj… Ale wiecie co – pewnie z powodu jego ogólnego osłabienia, a nie obniżonego już poziomu testosterony, ale widzę znów w jego oczach mojego Berka, a nie zdziczałego, ogarniętego strachem i zagubionego psa, który jest wymęczony przez coś czego nie może zaspokoić i czego nie rozumie. Może tą zmianę sobie wmawiam… Możliwe. Zobaczymy jak będzie w ciągu najbliższych tygodni, gdy kastracja zacznie wpływać na jego zachowanie i wyciszy jego popęd. Dziś Berek tulił się do mnie, zaglądał mi w oczy, trącał nosem, przynosił piłeczkę. Nie płacze. Zasypia koło mnie na kanapie. Wydaje się spokojniejszy. Jest nam lepiej.

SAM_1124
Chwilę po zabiegu – Berek dopiero co wybudzony z narkozy.
SAM_1123
Koniecznie chciał wejść do kennelu. Średnio się mieścił w kołnierzu, ale w końcu udało mu się wygodnie ułożyć.
SAM_1129
Dzień po zabiegu – kołnierz oklejony taśmą, aby nie rozerwały się brzegi i nie popękał, gdy Berek biegał po krzakach.
SAM_1131
Dzień po zabiegu

A poniżej filmik z Berkiem – zabawa jeden dzień po kastracji :). Jednak zabawa trwała stosunkowo krótko, bo Berek szybciej się zmęczył.

A jutro idziemy na dłuższy spacer 🙂

Wyjątkowy spacer

Dzisiejszy spacer był niesamowity. Berek generował wyjątkowo dużo energii. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek tak szybko i zacięcie biegał. Coś niesamowitego! Berek złapał trop już na samym początku spaceru, jak tylko spuściłam go ze smyczy. Seterowy galop, po czym pełen euforii cwał, zaczął się po minucie. Berek biegł, dla samej radości biegania. Gdy oddalał się ode mnie za daleko, wołałam, a on łukiem do mnie wracał, nie zmniejszając tempa. Już po paru minutach musiał ostudzić się w błocie, a potem wytarzać w śniegu. Przez cały dwugodzinny spacer Berek krążył z nosem przy ziemie i węszył. Stwierdzam, że nie ma nic cudowniejszego niż spacer z Berkiem, ale tylko po bezpiecznej okolicy, gdzie nie muszę się denerwować, że coś się stanie.

Popatrzcie na to psie szczęście na zdjęciach poniżej. Cudowny widok, prawda? 🙂

DSC_0203

DSC_0214

DSC_0207

DSC_0223

DSC_0229

DSC_0238

DSC_0251

DSC_0235

Agresja przy misce

Zachowania Berka przy misce nie określiłabym jako agresywne, jednak nie jest ono dla mnie zadowalające. Berek przy misce spina się, jest wyjątkowo czujny i na pewno nie jest zrelaksowany. Berek jest psem upartym, ma silny charakter, ma w sobie bardzo dużo pasji i zawsze zachowuje się tak jakby dokładnie wiedział czego chce. Są to cechy, których seter potrzebuje, aby pracować, wykonując zadania w polu do których został wyhodowany i przystosowany. Berek jest taki praktycznie we wszystkim co robi. Nieważne czy się ze mną wita, czy zaprasza do zabawy innego psa, czy biegnie, czy tropi – wszystko robi całym sobą. Uwielbiam go za to i nie wyobrażam sobie żeby zachowywał się inaczej. Jednak przyznam, że jego zaangażowanie przy misce mi zupełnie nie odpowiada.

Berek miał okres w swoim życiu, że zaczął powarkiwać na nas, gdy w misce lądowało jedzenie. Zaczęłam karmić go z ręki. Siadałam z nim na podłodze i jedliśmy 🙂 Dostawał całą swoja porcję z ręki i nie było innej możliwości, żeby jadł. Szybko Berek załapał o co chodzi i po pewnym czasie, jeśli nie było mnie obok, nie brał nic sam z miski. Czasem podchodziłam do miski, gdy Berek już przy niej był. Dokładałam mu kawałek kiełbaski, albo coś równie dla niego smakowitego. Trzymałam w misce ręce, a Berek musiał wyjadać smaczki spomiędzy moich palców.

Jednak nadal nie jest idealnie. Jeśli Berek dostaje coś wyjątkowo dobrego, na czym mu super zależy, niepotrzebnie napina się przy misce. Nie wiem do końca co ma zamiar zrobić a to nie jest za dobrze. Karmienie z ręki przestało być wystarczające, bo pies jest zakręcony na to co w tej ręce jest i tak czy inaczej wydaje się wyłączony na wszystko co dzieje się naokoło a jedynie zapatrzony w jedzenie. Wymyśliłam na to nowy sposób…

Trzymam Berkową miskę w ręku i stoję cierpliwie czekając aż Berek oderwie wzrok od miski i spojrzy mi w oczy. Po nawiązaniu ze mną kontaktu wzrokowego natychmiast daje mu trochę jedzenia z ręki. Berek dość szybko to załapał. Wybija go to z transu w jaki wpada na widok jedzenia.

Nie warto zabierać psu miski z jedzeniem, gdy nie spodoba nam się jego zachowanie. Takie postępowanie doprowadzi tylko do tego,  że człowiek zbliżający się do psiego jedzenia będzie zwierzęciu kojarzył się ze znikającą miską i swoistą karą. Najprawdopodobniej będzie chciał tego uniknąć i niepożądane, agresywne zachowanie może się nasilić. Warto jest budować dobre skojarzenia i pokazać psu, że nasza obecność przy jego misce może przynieść mu same korzyści.

Zdaję sobie sprawę, że jeszcze do końca nie rozwiązałam tego problemu u Berka. Najprawdopodobniej będę musiała pracować z nim w ten sposób jeszcze przez wiele lat (tak, lat – nie miesięcy). Przeczytałam wiele artykułów na ten temat i rozmawiałam z behawiorystką, która popierała metody pozytywne w pracy z psem. Znając charakter Berka, nie wiem jak inaczej mogłabym z nim przepracować takie zachowanie. Berek jest psem na którego krzyk, okazywanie przewagi siłowej, „ustawianie do pionu” nie działa. Widać, że zamyka się wtedy w sobie, staje się butny i nieprzystępny, jeszcze bardziej się stawia. Wiem, że najważniejsze to pokazać mu o co chodzi i powoli przepracować drogę do jego rozumku. Jeśli Berek czegoś nie zrozumie sam, to szkolenie i moja praca nie przyniosą żadnych efektów. Myślę, ze podobnie jest z wieloma psami.

jedzenie
Stare fotki – dziewięciomiesięczny Berek duma nad warzywkami.

jedzenie2

Berek, szukaj!

Jakiś czas temu wspominałam na Berkowym FB o zabawie w węszenie i szukanie, którą Berek uwielbia. Węszenie jest dla psa rozrywką, zajmuje go, wycisza i … męczy. Pies węsząc zbiera i przetwarza bardzo dużo informacji. Nie jest to bierna czynność, mimo iż my – ludzie – widzimy tylko psa biegającego z nosem przy ziemi. Psy posiadają 100-250 mln komórek węchowych, gdzie człowiek posiada nie więcej niż 10 mln. Wyobraźcie sobie jak zatem wygląda dla psa świat. Przede wszystkim pachnie.

A na czym polega nasza zabawa w „szukaj!”? To naprawdę nic trudnego – karzę Berkowi usiąść i zostać na miejscu. Gdy on cierpliwie czeka (fakt, pies do tej zabawy powinien mieć opanowaną komendę „zostań!”), chowam intensywnie pachnący smakołyk w jakimś mało oczywistym miejscu w mieszkaniu. Wracam do Berka i stojąc już przed nim, a przynajmniej tak, żeby mnie mógł widzieć, wydaję komendę „szukaj!”. Berek zaczyna intensywnie węszyć po całym mieszkaniu i szukać smakołyk. Zwykle używam parówki albo kawałków mięsa – czegoś naprawdę atrakcyjnego dla psa.
Na koniec wyraźnie daję mu sygnał, że koniec zabawy, żeby pies się wyciszył i przestał „pracować”. 

Ostatnio przeniosłam zabawę na dwór :). Dodatkowym utrudnieniem stał się ostatnio śnieg, gdyż smaczków nie widać.

Oczywiście Berek lizną mój aparat zanim zaczęłam kręcić, a smugę śliny zauważyłam dopiero później 😛 – stąd wszystko jest rozmazane… tak czy inaczej – miłego oglądania zza ślinowego Berkowego gluta 😉