Berek i zima

Wszędzie na psich blogach wpisy o zimie, śniegu i mrozie. My musimy nadrobić. Do Krakowa, w którym obecnie mieszkamy, śnieg przyszedł późno. Gdy reszta kraju relacjonowała opady białego puchu, u nas padał deszcz. Ale nareszcie zrobiło się biało i cieszyłam się, że zabiorę berka na zimowy spacer.

Czy Berek lubi zimę i śnieg? Nie wiem. Berek ogólnie zawsze biega tak samo, z taką samą niesamowitą energią, więc ciężko mi stwierdzić, czy jest szczęśliwszy ryjąc w śniegu czy nurkując w kałużach czy trawie. Berek najzwyczajniej w świecie nie ma czasu, żeby zatrzymać się i pomyśleć, że coś białego leży na ziemi i że jest zimno w łapy. Natomiast mogę śmiało stwierdzić, że my zauważyliśmy, że Berek więcej siusia – najwidoczniej biegając z nosem przy ziemi i węsząc, chcąc nie chcąc, zjada śnieg. To jedyna zmiana jaką zaobserwowałam. Nie biega szybciej, nie biega więcej, bo więcej i szybciej już po prostu się nie da :). Ośmielam się twierdzić, że Berek jeszcze bardziej skupia się na węszeniu, bo zapachy w śniegu inaczej czuć. Dla większości seterów nie ma nic ciekawszego, wspanialszego niż trop. A śnieg? Śnieg po prostu jest 🙂

DSC_1343
Berek na drzewie

DSC_1324

DSC_1350

DSC_1374

DSC_1384

DSC_1399

DSC_1401
Przerwa na wygryzienie sobie kulek z łap

DSC_1404

DSC_1441
Obłęd w oczach 😉

DSC_1452

DSC_1462
Prosiak 🙂

DSC_1478

Czy Wasz pies jest przytulakiem?

Berek jest niesamowity. Wiem to, czasem tylko gdy mam gorszy dzień i jest mi ciężko, nie koncentruje się na tej myśli. Ale w takie dni, bardzo często, Berek i tak wie o co chodzi i potrafi się do mnie dostosować. Jestem czasem wyłączona, trochę nieobecna, zamyślona i nie skoncentrowana na psie. Robimy naszą sesję wieczornych ćwiczeń, bawimy się w szukanie zabawki, ale Berek doskonale wie, że to nie jest „TO”… Widzi przecież, że zabawę szybciej niż zwykle kończymy. Rozumie, że nie będzie relaksującego muskania czyli wybierania gałązek i rzep z sierści i oglądania psich łapek. Widzi, że nic mu tego dnia nie powiem ciekawego. Berek to rozumie. Kończę zajmowanie się psem i zabieram się za swoje sprawy. Czasem Berek przychodzi i siada koło mnie i po prostu jest. Czasem jednak w swój niepowtarzalny, Berkowy sposób próbuje się ululać. Przyznam, że nie wiem czemu to robi. Nie obchodzi mnie czy w taki sposób próbuje skupić na sobie uwagę, wymusić na mnie zainteresowanie jego osobą. Być może popełniam błąd, że daje mu się tak robić, ale trudno. Dla mnie to jest jak terapia. Wczoraj Berek wdrapał się na moje kolana i zasnął w tej przedziwnej, zapewne niekomfortowej dla niego, pozycji. Tuliłam go i czułam jak bije mu serducho. Musiałam mocno trzymać te psie 25 kilogramów, bo stał się bezwładny i odleciał pochrapując. Wczoraj dotarło do mnie, że to najprawdopodobniej najmilszy dla mnie moment w tym tygodniu.

DSC_1322

Uzależnienie

Podobno jestem upartą indywidualistką ;). Tak mi mówili…. Ale jaka ze mnie indywidualistka kiedy otwarcie przyznaję się do uzależnienia? Są rzeczy, które po prostu MUSZĘ, bo inaczej nie ma mnie 😉

Poranna kawa. Nie jakaś kawa w ciągu dnia, jak jest czas… o nie nie! Kawa musi być rano, bo inaczej nie ma dnia. Pierwszą rzecz jaką robię rano to nastawienie kawiarki. U mnie nie ma czegoś takiego jak brak czasu na poranną kawę. Trzeba taki czas sobie zorganizować i już. Wyjazdy organizuję pod poranną kawę, tzn muszę mieć możliwość sobie ją przygotować. Na szczęście są alternatywne sposoby zaparzania kawy, więc potrzebuję tylko zagotowanej wody, żeby takową przygotować. Nadal mogę więc marzyć o campingu w Norwegii 😉

Książki. Muszą być tam, gdzie w danej chwili mieszkam, pomieszkuję. Nawet jeśli osiedlam się gdzieś na 3 miesiące, za chwilę nierozsądnie zaczynają pojawiać się książki. Potrafię wydać pół stypendium na przesłanie książek z jednego kontynentu na drugi, tylko dlatego, że przecież „nie ma innej opcji”… Szczęście w nieszczęściu nie mam tyle pieniędzy ile bym chciała, żeby robić regularne wycieczki do księgarni i mój księgozbiór jest zdecydowanie za skromny by się nim chwalić 😦

I oczywiście tak –  jestem uzależniona od spacerów z psem 🙂  Spacerów z Berkiem. Wiadomo, że uzależnienie nie zawsze wychodzi człowiekowi na zdrowie. Berek czasem serwuje tyle stresów, że ze spaceru wracam wymęczona i przybita…. Ale zaraz znów chcę iść 🙂 . Nie wiem co takiego jest w tym psie, w tym co mnie spotyka na spacerach, w tym jak na niego patrzę, gdy biega z uśmiechniętym ryjem. Nie wiem, ale chcę więcej ! Chyba uzależnienie, nie?

DSC_1323

DSC_1336

DSC_1342

DSC_1317

DSC_1341

 

 

Dla kogo jest seter – z przymrużeniem oka ;)

Berek ma już dwa lata. Cały czas się zmienia i czasem różnicę zauważam co kilka tygodni. Setery wolno dojrzewają mentalnie (jeśli w ogóle 😉 ) i Berek na pewno nigdzie się z tym nie śpieszy. Prawie za każdym razem od przypadkowo spotkanych psiarzy słyszę pytanie o wiek Berka. Gdy oznajmiam z uśmiechem, że ma dwa lata, następuje chwila ciszy, po czym pada stwierdzenie,że widać, że jeszcze młodziutki… 🙂 No nie da się tego ukryć, bo skacze i wypina tyłek zapraszając do zabawy, jakby w życiu nie widział innego psa i nie był na spacerze…. Przychodzi mi do głowy jedno określenie – porypaniec. Ale takie są setery, a Gordony wyjątkowo.
Postanowiłam stworzyć drugi (przeczytaj poprzedni wpis) wpis, który powinny przeczytać osoby, które zastanawiają się nad wzięciem setera i nie są myśliwymi. Nie chcę odradzać, bo osobiście uwielbiam te psy i uważam, że są wspaniałe i przepiękne. Jednakże nie dają taryfy ulgowej i na to TRZEBA być przygotowanym.

Setery są bardzo pięknymi psami. Szczególnie setery Irlandzkie mają ciekawe umaszczenie. Niestety jest wiele osób, któe dobierają rasowego psa do koloru zasłon lub kanapy i wiele irlandów pada ofiarą swojego pięknego wyglądu. Ludzie myślą, że to będzie wyglądać tak:

pawnation.pl
żródło: http://www.pawnation.com

A zwykle jest tak:

kent_fire
żródło: http://www.mypetonline.co.uk/news-and-features/pet-life/red-setter-pulled-mud-fire-crew

Na szczęście Gordony nie mają aż tak atrakcyjnego wyglądu i trochę rzadziej widzę je w centrum miasta na smyczy na trawniku wielkości 2×2.

Bywa ciężko. Być może dlatego, że sobie nie radzę z Berkiem. Może dlatego, że Berek jest rozpieszczony i ma spacery organizowane „pod siebie”… Jednak nie wiem, nie potrafię wyobrazić sobie innej sytuacji. Za bardzo boję się o jego bezpieczeństwo, mam za bujną wyobraźnię, żeby nie myśleć o tym co może się stać. A i on jest wariatem i nie pomaga mi w osiągnięciu stanu zen. Jesteśmy z Berkiem siebie warci :/.
A więc co takiego robi mój seter? Biega. Biega z taką prędkością i pasją, że nic nie jest w stanie go zatrzymać. Daje z siebie wszystko. Nie wyobrażam sobie, że puszczam go ze smyczy a on swoim cwałem jest w stanie dobiec do ulicy. Gdy jest w polu, włącza mu się tryb polowania. Każdy przemieszczający się przedmiot jest dobry do gonienia. Oczywiście także samochody. Normalnie nie zwraca na nie w ogóle uwagi, jednak w polu to co innego. Czy jest to kwestia nieprzyzwyczajenia go do widoku auta? Nie sądzę, bo widzi je codziennie. Efekt jest taki, że jeśli idę z psem na spacer, to też daję z siebie wszystko. Nie ma opcji na spacerek po parku, albo szybkie załatwienie sprawy. Jak już wspomniałam – Berek nie daje mi taryfy ulgowej, bo i on takowej sobie nie daje, gdy jest w polu.
Żeby pies był tak żywiołowy i oddany temu co robi, musi mieć odpowiedni charakter i usposobienie. Musi chcieć działać, nie być bierny. Sam widok pola i bieganie po otwartej przestrzeni powinno dawać mu dużo adrenaliny, która da mu siłę i napędzi. Berek to wszystko ma. Widzę jak odlatuje ze szczęścia na widok pola. I robi to ZA KAŻDYM razem, gdy idziemy na spacer. Berek generalnie zachowuje się tak każdy spacer był jego pierwszym spacerem od miesiąca…  Właściciel setera musi zrozumieć, że ten pies niczego nie kocha tak jak biegania po polu. Jeśli mu to człowiek zapewni, to jest szansa, że seter będzie go kochać równie mocno 😉 … Berek nauczył mnie pokory.
Następna rzecz to brud. Setery są brudasami. Berek nigdy nie omija błota i kałuż. Setery Szkockie uwielbiają, gdy mży i jest trochę chłodniej. W ogóle nie przeszkadza im, że przemakają do samej skóry. Nie robi im się zimno, bo cały czas biegają, więc nie mają czasu zmarznąć. Proste :). Berek ZAWSZE wraca do domu brudny. Nawet jeśli jest środek lata i jest sucho, mój pies znajdzie gdzieś syf. Jak nie błoto, to gałęzie i liście, albo rzepy. Nie wyobrażam sobie, że seter może wrócić do domu po spacerze nie zapluty i nie ociekający błotem. Tylko dodam, że ja, jako właściciel brudasa, pasuję do niego jak ulał mając czasem błoto nawet na czole…

A teraz podejdę do tematu wizualnie 🙂

Modne w ostatnim sezonie buty „z noskiem”. Bardzo stylowe, praktycznie niezniszczalne. Zawsze, gdy je zakładam ludzie zwracają na mnie uwagę. Niektórzy nawet się oglądają. Wada: przyklejają się do podłoża.
DSC_1293

Łączenie deseni i różnych tkanin. Także stylowe legginsy. Skutecznie ukryją wielkie ocieplane gatki, albo paskudną bieliznę termiczną. Błoto w bucie? Żaden problem, bo przecież i tak masz na sobie trzy pary skarpet….

DSC_1292

Obuwie umyte już w kałuży. Zauważasz, ze atrakcyjne wzory w panterkę pojawiły się także na wysokości ud. A czy przypadkiem nie masz ich też na plecach? Na pewno …

DSC_1309

Obuwie w którym nigdy nie wyszłam z psem to sandały, japonki i baletki. Nawet jak wyprowadzam Berka na 5-minutne siku. Z takich spacerów też wracamy brudni. Może nie aż tak jak na zdjęciach powyżej ;), ale normalnie też nie jest.

A pies? Zawsze idealnie komponuję się z Berkiem :).
DSC_0964

DSC_1268

SAM_0967

DSC_0404

DSC_0514

DSC_0893

DSC_1231
Jak widać na zdjęciach powyżej – spacer z seterem to off-road advanture. Odpowiednie tereny nie znajdują się w mieście. Zawsze można podjechać, prawda? Oczywiście, że tak ! 🙂 ALE — lepiej mieć auto, bo w komunikacji miejskiej bywa ciężko. Jeżdżenie autobusem w takim stanie mam już przerobione i zawsze miło jest powspominać ten strach w oczach współpasażerów, oburzenie i wścieklicę, że w ogóle z Berkiem ośmielamy się istnieć…. no i trochę śmierdzieć mokrym psem 😉

317339212_af40508e8c
żródło: http://www.dogguide.net/blog/2008/06/mud-puppies-images-and-videos-of-the-craziest-dirtiest-canine-romps/

ej, ale może być gorzej, bo Berek mógłby być biały i puszysty … 😉

Na koniec dopiszę, żeby wszystko było jasne 🙂 – Gordony to najwspanialsze psy jakie znam. Nie zamieniłabym brodzenia w błocie z Berkiem na żaden inny spacer :).

A tam jest zawsze tak samo … strasznie.

Święta święta i po świętach. Był Sylwester, przyszedł Nowy Rok. Ludzie robią postanowienia noworoczne, chcą zacząć wszystko od nowa. Od teraz wszystko ma być lepsze. W nowym roku mamy zrealizować swoje plany, mamy mieć energię i wiele pomysłów. Ludzie chcą po prostu być szczęśliwi.

Ale jest takie miejsce, gdzie nie było Świąt. Miejsce, gdzie zawsze jest tak samo … tak samo smutno. Schronisko dla bezdomnych zwierząt. Wolontariat robię od niedawna, bo od września 2013, ale już nawet nie pamiętam jak to było kiedy nie odwiedzałam „moich” psiaków. Nie mam zamiaru udawać, że jest to przyjemne zajęcie. Ludzie mówią o satysfakcji? Może… Trochę jej rzeczywiście jest, ale zdecydowanie za mało by przyćmić to niesamowite przygnębienie które czuję za każdym razem jak stamtąd wychodzę. Ale idę tam znów, bo chcę sprawdzić jak się mają „moje” boksowe psiaki. Chcę je zobaczyć, bo przecież może ktoś je za chwilę adoptuje i ich już nigdy nie zobaczę … Na pożegnanie nigdy im nie mówię „do zobaczenia!”, bo zawsze mam nadzieję, że ktoś je zabierze i nie spędzą już ani jednego dnia w schronisku. Parę psiaków, którymi się zajmowałam, zostało adoptowanych, ale ciągle trafiają przecież nowe. I wszystkie są wyjątkowe i o każdym człowiek zaczyna myśleć.

Pamiętam jak urzekł mnie Robercik. Zrobiłam o nim posta, ogłaszałam go w różnych fundacjach, ale bez skutku. Ale moi rodzice zrobili mi, a głównie Robercikowi, wielką niespodziankę i zdecydowali się go adoptować. Tata miał przyjechać po niego w sobotę, a ja pojechałam jeszcze do schroniska w piątek, żeby po prostu powiedzieć Robercikowi, że to jego ostatnia noc w tym miejscu. I pamiętam to jak dziś, gdy go uściskałam w boksie i obiecałam wrócić z jego nowym Panem następnego dnia. Chyba mi nie wierzył. W końcu ciągle ktoś przychodzi i znika, nic się nie zmienia, wszyscy są tak samo wspaniali i tak samo nieistotni… Ale wiecie co? Siedziałam z Robercikiem z tyłu samochodu przez całą podróż do Warszawy. Pies chorował, aż w końcu zasnął oparty o moje kolana. Ta podróż była raczej dla niego ciężka. Jednak za każdym razem, gdy zjawiam się w domu u rodziców Robercik mnie pamięta. Chyba tych co obiecali i słowa dotrzymali było w jego życiu niewielu. Uwielbia moich rodziców i to oni są jego światem, ale ja jestem ta „fajna i równa babka” co przyszła jak obiecywała i dotransportowała go do prawdziwego domku. Historia Robercika dała mi dużo radości. Ale wystarczyło kilka ostatnich, zimowych wizyt w schronisku i już nawet nie wiem co myśleć.
Wracając jednak do mojej początkowej myśli – ostatnie święta były dla mnie inne niż zwykle. Cały czas miałam tą bolesną świadomość, że „moje” boksowe, schroniskowe psiaki siedzą zupełnie same i nikt nie okazuje im troski, na która przecież każdy pies zasługuje. Wolontariat w schronisku to doświadczenie, które może zmienić człowieka. Im dłużej tam chodzę i im częściej tam bywam, tym wydaje mi się to cięższe i trudniejsze. Tym bardziej mi zależy. Wolontariusze to chyba ludzie z największą na świecie nadzieją, że warto próbować. To uzależnia 🙂

Poniżej kilka zdjęć psiaków które przewinęły się przez mój boks lub z którymi miałam styczność. Niektóre mają już dom, a niektóre nadal go szukają.

dedal2
Dedal – CZEKA NA DOM
muniek
Muniek – CZEKA NA DOM
gaik
Gaik – czeka na dom. Na razie boi się smyczy, więc nawet nie mamy szansy zrobić mu zdjęcia. Piesek jest bardzo sympatyczny, choć na razie wystraszony. Jest śliczny (czego niestety nie widać na fotce )
źródło: http://www.schronisko.krakow.pl

Osoby zainteresowana adopcją, któregoś z powyższych psiaków proszę o kontakt na Berkowego maila: pies.berek@gmail.com

Mają dom:

rysiek
Rysiek – MA DOM

braun5
Braun – MA DOM

Był jeszcze Drupi i Rambo, którzy są już ws swoich domkach. Nie mam niestety ich zdjęć.

Robercik vel Vader

Dawno nie było nic o Roberciku. Wspominałam w jednym z moich poprzednich postów, że psiak został adoptowany przez moich rodziców i mieszka teraz pod Warszawą. Rodzice wiedzieli, że Robercik jest chory, ale nie było dokładnie wiadomo co mu jest. Niestety do tej pory nie udało się go skutecznie zdiagnozować. Rodzice podjęli też decyzję by na razie dać mu czas na zaaklimatyzowanie się w nowym miejscu i dodatkowo go nie stresować. Wezwali znajomego weterynarza na kontrolną wizytę. Robercik jest obecnie na diecie wzmacniającej stawy, dostaje witaminki. Je regularnie i dużo. Szybko nabiera ciałka i w ciągu tych kilku tygodni zmienił mu się nawet kształt pyszczka. Okazało się, że był bardzo wychudzony, mimo iż przez jego bujne futro nie było tego aż tak widać w schronisku. Miał pchły i łupież. Jednak udało się bardzo szybko nad tym zapanować. Po paru tygodniach weterynarz znów odwiedził Robercika i potwierdził, że psiak wychodzi już ze schroniskowego zabiedzenia. Jednak na razie rodzice postanowili jeszcze dać mu spokój i nie ciągać na dalsze diagnozowanie. Chłopak najpierw musi się odnaleźć w nowej sytuacji i poczuć pewniej.

Robercik ma praktycznie chore wszystko. Porusza się jakby miał porażenie mięśni. Ma problemy ze wstawaniem, ale jakoś daje radę. Wchodzi na kanapę, ale nie potrafi z niej zejść i trzeba go zdejmować. Sztywnieje mu język i oczy wpadają na tył głowy. Jednak akurat to pojawia się teraz zdecydowanie rzadziej niż na początku. Robercik czasem też zapowietrza się i wydaje przedziwne dźwięki… trochę podobne do tego co robił Vader w Gwiezdnych Wojnach oddychając przez swój hełm… Ale po za tym Robercik ma apetyt za dwóch. Rodzice gotują mu różne rarytasy i na widok miski Robercik wchodzi w swój koślawy galop. Czasem zapomina o nogach i chyba pod wpływem emocji przewraca się jak kłoda. Wtedy trzeba dać mu chwile, by zsynchronizował kończyny i odzyskał równowagę. Domaga się pieszczot i wprost uwielbia być drapany po brzuchu i po plecach. Wczoraj ułożyłam go koło siebie na kanapie i drapałam, a on łapką prosił o więcej. Tulił się do mnie jak nigdy. To naprawdę cudowny słodziak i przylepa. Jest bardzo towarzyski i pogodny. Próbuje pokazać Berkowi, kto tu rządzi i wystawia czasem zęby. Oczywiście Berek wie, że Robercik jest praktycznie bezbronny… Jednak jakimś sposobem czuje do niego respekt i we wszystkim mu ustępuje mimo iż Robercik jest młodszy. My na razie unikamy konfrontowania psów przy miskach, bo wiemy, że Robercik bardzo nakręca się na widok jedzenia. Jak do tej pory jest oczywiste, że psiaki polubiły się i wszystko wskazuje na to, że tak już zostanie 🙂

Przyznaję, że ciężko patrzeć na to jak ciężko mu się poruszać. Bardzo dużo wysiłku zabierają mu zwykłe czynności tj. chodzenie czy wstawanie. Aż trudno uwierzyć, że ten pies ma tylko rok :(. Ale ma teraz najlepszy dom jaki może mieć i dzięki temu najlepsze życie jakie może mieć będąc w takim stanie w jakim jest. Pocieszam się tą myślą, bo co innego można zrobić? 😦 Kiedyś rozmawiałam w Krakowie z właścicielką ogromnego owczarka niemieckiego, który ma sparaliżowane tylne nogi i jeździ na wózeczku. Owa pani powiedziała mi, że nad takim zwierzakiem nie ma co się litować – trzeba tylko mu pomóc i zapewnić mu godne życie. Powiedziała, że przecież pies nie rozumuje w taki sam sposób jak człowiek – nie rozczula się nad sobą porównując swoje życie do życia innych psiaków. On tylko chce być szczęśliwy tu i teraz, będąc takim jakim jest. Pies powinien być kochany, szanowany i zadbany, a będzie szczęśliwy. Robercik to wszystko teraz ma i myślę, że pomimo iż jest mu ciężko się poruszać, to radzi sobie w taki sposób w jaki może. Nareszcie może czuć się bezpiecznie i nie zmuszać się do wstawanie jeśli nie ma na to nastroju, a i tak będzie pogłaskany i dostaje smaczek 🙂 Teraz Robercik musi zając się tylko byciem Robercikiem 🙂

DSC_1199
Cudna mordka

DSC_1197

DSC_1271

DSC_1277
Robercik stawia nóżki w charakterystyczny, sztywny sposób

DSC_1091

DSC_1100

 

To się nazywa imprezka ;)

Wczoraj, 15 grudnia, Berek skończył dwa lata. Często spotykam się z urodzinowymi wpisami, gdzie autorzy piszą że czas szybko zleciał, psiak ma ileś tam lat i trudno uwierzyć, że już aż tyle. Ja raczej nie mam takiego uczucia. Berek jest w wieku na jaki ja, jego właścicielka, jestem jak najbardziej gotowa. Był cudownym szczeniakiem, słodkim jak cukierek, ale wolę Berka teraz, bo nie jest z nim nudno 😉 Właśnie teraz, gdy piszę tego posta, Berek tuli się do mnie jak szczenię, tylko z ta różnicą, że jest świadomy tego co robi i wiem, że spośród wszystkich ludzi na świecie wybierze mnie i to do mnie będzie się przytulał. Rozumiemy się doskonale, co nie znaczy, że zawsze akceptujemy zachcianki tej drugiej strony. Walka charakterów musi być. Berek nie jest psem – „ciepłą kluchą” i niestety/stety pokazuje, że coś chce, że coś mu się nie podoba, albo, że ma dość. Setery to żywiołowe psy, trzeba z nimi się dogadać, wyperswadować pewne rzeczy. Trzeba im pozwolić podjąć decyzję. Indywidualizm jest w ich naturze i nie da się tego ominąć. Berek bardzo intensywnie zmieniał się przez te dwa lata i nadal się zmienia, bo setery długo dojrzewają ( jeśli w ogóle 😉 ). Czas nie zleciał szybko – miesiące mijały tak jak miały mijać – jak przygoda, która ma sens, miała świadomy początek i ma trwać całe lata. Nastawiliśmy się na przejażdżkę roller-coasterem o nazwie „Berek” i jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem pt „Nie ma planu – jest frajda” 🙂

Poniżej kilka fotek ze Urodzinowego Spaceru Berkowego II. Niestety pogoda była taka sobie i zdjęcia mi nie wyszły. Zreszta dodatkowo musiał ogarniać Berka, bo bardzo spodobała mu się nowa koleżanka i testosteron trochę uderzał mu do głowy i próbował rządzić. Chyba mogę oficjalnie przyznać, że Berek nie jest już wyrośniętym podlotkiem, ale stał się już facetem… Zobaczymy co będzie dalej.

P.S Żeby było jasne – Berek nie poszedł grzecznie spać po spacerku ;). Dostał genialne prezenty urodzinowe – gryzaka i piszcząca piłeczkę. Po powrocie pokazałam je solenizantowi i zapiszczałam piłeczką…. Berek przez dobre pół godziny układał piłeczkę w środku gryzaka i próbował żuć obie zabawki na raz… Jest naprawdę zachwycony prezentami! Spały z nim na posłaniu całą noc 🙂

DSC_0991
Bimber, Lilith, Sajgon, Lenek, Kira
DSC_0986
Lenek i Kira

DSC_1040

DSC_1050

DSC_1023

DSC_1030
fotka dnia – Elmo i Kira 😉

DSC_1056

DSC_0994

DSC_1011

DSC_1068

DSC_1018
Lilith, Sajgon i Kira

Berkowy Spacer Urodzinowy II

W najbliższy piątek, 15 grudnia, Berek skończy dwa lata. Postanowiłam po raz drugi zorganizować dla niego psią imprezę. Nie ma nic lepszego dla młodego psiaka niż szaleństwo z kumplami 🙂

Dlatego tez serdecznie zapraszam wszystkie psiaki na spotkanie w niedzielę o godzinie 12.00 w Pychowicach (mapka) w Krakowie. Miejscówka jest dokładnie opisana w poprzednim poście. Na zdjęciach też jest część psiej ekipy, która mam nadzieje zjawi się i tym razem. Poniżej podaje linka do wydarzenia na FB.

https://www.facebook.com/events/196869413835734/?ref_newsfeed_story_type=regular

DSC_0909
Pychowice

Psi spacer w Pychowicach

Nareszcie udało nam się spotkać 🙂 ! My, krakowscy i krakowsko-warszawscy psi blogerzy i nie-tylko blogerzy, skrzyknęliśmy się na wspólny spacer w Pychowicach. Niedawno na blogu opisywałam Pychowice, jako niedawno odkrytą przeze mnie miejscówkę na spacery z Berkiem. Wpis był pozytywnie komentowany i wiele osób zachwyciło się pięknymi widokami z Pychowic. Postanowiliśmy się spotkać i połazić po polach wspólnie, bo wiadomo, że nie ma nic lepszego od psiego spaceru w miłym towarzystwie :). Pogoda dopisała, nawet na chwilę wyszło słońce. Trochę zmarzliśmy, bo wiało, ale w końcu to już grudzień i to raczej brak śniegu powinien dziwić, a nie brak słońca. Na spacer dotarło dużo psiaków: była Bimber , Amber , i Głuchy Pies , pointer Waldek i szary Patryk. No i oczywiście Berek – jedyny pies, który podczas spaceru wskoczył do kanału z błotem, opluł sobie ryj i plecy i nazbierał około miliona rzep w ciągu pierwszych 5 minut biegania… Nie wiem jak on to robi, ale jakoś robi. Spacer był super :).

Psiaki dobrze się dogadywały. Pointer Waldek cały czas pracował i szukał bażantów. Razem z nim śmigała Bimber i Berek którzy też łapali trop i gonili wśród wysokiej trawy. Waldek jednak nie miał sobie równych 🙂 Zignorował towarzystwo i wolał tropić. Zauważyłam, że Berek intensywne bieganie za zapachami, gdy jest w grupie psów i znacznie lepiej się pilnuje niż, gdy chodzimy sami. Jako że na spacerze było sporo psiaków z myśliwskim zacięciem, nie obyło się bez stresujących sytuacji. Amber na dobrych kilka minut zniknął w krzakach i zajął się węszeniem i nie chciał się pokazać na wołanie. Szukanie go było stresujące dla wszystkich, ale szczególnie dla jego właścicieli. Chyba nie da się nie denerwować, gdy minuty mijają, a twojego psiaka nie widać. Waldek też znikał co jakiś czas, ale równie niespodziewanie pojawiał się koło swojej pani, tylko aby się zameldować i biec dalej. Pod sam koniec spaceru nasza grupa spotkała jeszcze kilka psiaków: wesołą bokserkę, flat coated retriever i owczarka niemieckiego. Natomiast Berek niesamowicie bawił się z posokowcem bawarskim – nieczęsto zdarza się, że mój psiak bawi się „w pionie”, a z posokowcem szaleństwo było przednie 🙂

Marzy mi się znów taki spacer – pomyślałam sobie, że podobnie jak w zeszłym roku i w tym na urodziny Berka spróbuję zorganizować mu psią „imprezę” czyli spacer z psimi kumplami. Berek urodziny ma za dwa tygodnie (15 grudnia), a ja już powoli zaczynam rozpytywać kto by był chętny na wspólny spacerek :). Szczegóły będą pojawiać się na Berkowym blogu i FB.
Dodatkowe relacje ze spaceru są na blogu Czarki i na profilu Bimber. A teraz zapraszam na trochę fotek.

DSC_0818

DSC_0826
Błoto zaliczone

 

DSC_0829

DSC_0843
Berek podrywa Bimber 😉

 

DSC_0851
z Czarką

 

DSC_0858

DSC_0893
Piękny Patryk

DSC_0859

DSC_0867

DSC_0870

DSC_0881
Amber

 

DSC_0874
zdecydowanie moje ulubione zdjęcie: wszyscy gonią wszystkich

 

DSC_0884

DSC_0883
wszyscy pracują: Bimber, Amber i Waldek

 

DSC_0877

DSC_0923

DSC_0902 DSC_0951

DSC_0896
Waldek w pracy

 

DSC_0960

DSC_0964
nieliczne momenty kiedy Berek bawi się „w pionie”

 

DSC_0965

DSC_0961

DSC_0925

DSC_0921

DSC_0977

Wszystkim dziękuję za wspaniały spacer 🙂