Lasy Tynieckie, czyli ciekawe miejsce na spacer

Las Tyniecki to część Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego o którym pisałam już wcześniej (klik) na blogu. Ostatnio postanowiłam wybrać się tam jeszcze raz i zwiedzić zimowy las. Piękny, prawda?
las tyniecki

Berek tradycyjnie w lesie spacerował na lince. W Lasie Tynieckim jest bardzo dużo zwierzyny – wszędzie na śniegu można było zobaczyć ślady. Berkowy nos pracował jak w transie. Linka nie przeszkadzała mu wciągać wszystkie nowe zapachy.
Nie planowałam spaceru żadnym szlakiem, ale zaraz po wejściu do lasu znalazłam się na szlaku zielonym i postanowiłam nim podążać. Ponieważ miałam ograniczony czas, kręciłam się tam i powrotem, bez konkretnego celu, ciesząc się pogodą i widokami. Takie spacery są najlepsze :).

las tyniecki pies las tyniecki

las tyniecki

las tyniecki

Na zielonym szlaku znajdują się masowe groby Żydów, którzy zostali rozstrzelani w 1942 podczas masowych wysiedleń. Więcej możecie przeczytać na stronie Wirtualny Sztetl.

Opactwo Benedyktynów  Dotrzeć do Lasu Tynieckiego można komunikacją miejską. Akurat do fragmentu gdzie spacerowałam tym razem dojeżdża autobus linii 162. Należy wysiąść na przystanku Bagienna i skręcić w pierwszą ulicę w prawo, którą można dojść do lasu. Od tego wejścia nie ma gdzie zaparkować auta.

Naprawdę polecam to miejsce na spacer z psem. Jedak pamiętajcie o mieszkających w lesie zwierzętach! Należy im się spokój, więc pilnujcie swoich czworonogów 🙂

Szlak Tyniecki i Bielańsko-Tyniecki Park Krajobrazowy

Zima była. Trwała tydzień. Teraz chyba mamy wiosnę, a już na pewno wiosenny nastrój. Wydaje mi się jakby przyroda nie zasnęła i nie zwolniła, a wręcz przeciwnie, tętni cały czas życiem. Las pachnie. Pola całe ruszają się, bo wszędzie skaczą ptaki. Bażanty krzyczą w trawach. Wariactwo! 🙂 Jest w tym wszystkim coś niesamowitego. Postanowiłam wybrać się na wycieczkę trochę dalej od miasta, aby zobaczyć co tam słychać w „dziczy”. Zawsze w nowych miejscach spacerowych prowadzę Berka na lince. Szczególnie, gdy na wyprawie jestem z nim sama, wcześniej nie konsultowałam z nikim trasy i po prostu nie znam terenu. Dlatego też w tym poście zobaczycie zdjęcia Berka wędrującego na naszej 15-metrowej lince treningowej.

Plan był żeby przejść kawałek Szlakiem Tynieckim i sprawdzić jak wyglądają nadwiślańskie tereny za Tyńcem idąc od Bogucianki. Jednak plan planem, wyszło trochę inaczej. 😉
Mapy Google

Dojazd autobusem 112, kierunek Tyniec Kamieniołom. Należy wysiąść na przystanku Bogucianka i skręcić w ulicę Grodzisko na końcu której jest wejście do lasu i początek zielonego szlaku (Szlak Tyniecki).

I jak było? Pięknie! Pomimo iż nie puściłam Berka luzem, spacer i tak był ciekawy i dla mnie i dla niego. Na ulicy Grodzisko przywitało nas wiele obszczekiwaczy pozamykanych na posesjach, ale Berek dzielnie przeszedł dalej. W lesie, który zaczyna się na końcu ulicy, przepięłam go na linkę i już było super – Berek zaczął zwiedzać. Ścieżka przez las nie jest długa ale kończy się stromym zejściem na nadwiślańskie łąki. Szlak, jak widać na mapce na górze, skręca w prawo w stronę Opactwa Ojców Benedyktynów w Tyńcu. Ja jednak poszłam w lewą stronę i szybko wyszłam na otwarte przestrzenie Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego. Pola są porośnięte wysoką trawą. Po jednej stronie jest Wisła i można iść wałem wzdłuż rzeki. Po drugiej stronie są pagórki porośnięte lasem. Przeszłam się kawałek wałem, skręciłam na pola, a potem znów wróciłam na wał, bo tam było zdecydowanie najmniej błota. Wszędzie było widać ślady zwierzyny, a Berek momentami bardzo intensywnie węszył. Przez chwilę pocieszałam się, że wysokie trawy są w stanie zapobiec psiej pogoni, ale szybko przypomniałam sobie słowa Stanley’a Coren’a (Tajemnice Psiego Umysłu) o tym, że psi „[…] zmysł wzroku potwierdza jedynie to, o czym powiadomił go wcześniej węch”, więc po co się łudzić? 🙂
Szczerze polecam taką wyprawę – odświeża umysł i ciało. Berek też był zadowolony, bo odwiedził nowe miejsce, a to jest zawsze przygoda. Żałuję, że nie polatał luzem, ale niestety, nie ufam mu aż tak, nie znałam terenu i ie liczę na szczęście. Planuję natomiast na pewno tam wrócić i pozwiedzać dokładniej Bielańsko-Tyniecki Park Krajobrazowy, jak i sam Tyniec i okoliczne lasy.

gordon seter seter gordon setter seter, Berek seter seter seter seter Berek, seter seter seter berek, seter IMG_2149 unnamed

„Ty chyba powinnaś mieć innego psa”

Cytat z tytułu tego posta to komentarz, który usłyszałam kiedyś od mojego A. Berek miał wtedy około 1,5 roku. Dokładnie pamiętam, że siedziałam w salonie na kanapie i coś opowiadałam A. o Berku, który rozciągał się na dywanie. A. nie powiedział tego złośliwie – był to raczej żartobliwy komentarz na moje tyrady o tym jak wyglądał mój spacer z Berkiem i, zapewne, podróż autobusem. Gdy Berek miał 1,5 roku i ja i on poczuliśmy potrzebę odkrywania nowych miejsc spacerowych. W tym też czasie Berek odmówił jakiejkolwiek współpracy podczas jazdy komunikacją miejską. Ja natomiast usilnie próbowałam coś z tym zrobić, bo poruszanie się autobusami było w naszym przypadku koniecznością. Był to dość ciężki czas i dla mnie i dla Berka, ale w końcu udało się. Nie zmienia to jednak faktu, że przez długich kilka miesięcy miałam zdecydowanie mniej wzlotów niż upadków w mojej relacji z Psim Ryjem. I to ze mnie wypływało. Głównie w opowiadaniu o tym mojemu A…. Owe zdanie: „Ty chyba powinnaś mieć innego psa” zszokowało mnie, zabolało i pamiętam je dokładnie po dziś dzień. A. wyjaśnił, że uważa, że potrzebuję psa, który będzie spokojniejszy, bardziej opanowany i mniej samodzielny. Nigdy, ale to nigdy, świadomie nie pomyślałam, że Berek to nie jest pies dla mnie. Jednak być może emanowałam jakąś dziwną, niepozytywną aurą? Nie wiem o czym wtedy opowiadałam A., ale wiem, że z jakiegoś powodu tak, a nie inaczej, skomentował moje słowa. Zaniepokoiło mnie, że tak pomyślał. Zaczęłam zastanawiać się, czy przypadkiem Berek nie odbiera mojego zachowania w podobny sposób. Głęboko wierzę, że psy doskonale wiedzą kiedy człowiek jest nimi zawiedziony. Czują kiedy relacja pomiędzy nimi staje się dla człowieka jednym wielkim rozczarowaniem. Niby czemu psy w schroniskach tak desperacko dopominają się naszej uwagi? Dla mnie kontakt z psem nie może być oparty na mechanicznym wydawaniu smaczków po tym jak pies zrobi sztuczkę, lub wykona komendę. Schroniskowe, zapomniane psy nie dopominają się zza krat o smakołyki. One chcą naszej uwagi, uznania. Człowiek swoje rozczarowanie potrafi okazać nie tylko słowem, ale i gestem, miną, postawą. Pies to widzi. Zaraz za rozczarowaniem idzie dużo pozostałych rzeczy – mniej i coraz nudniejsze dla psa spacery, ignorowanie psa w domu, nie dbanie o jego i tylko jego osobiste potrzeby. Słowa A. przeraziły mnie, bo jak nic innego nie chcę by Berek czuł, że jest z nim coś „nie tak:”. Bo „nie tak” może być z moimi umiejętnościami treserskimi, albo z moimi oczekiwaniami względem psa, ale nie z samym psem.

Od tamtej pory minął ponad rok. Berek jeszcze wiele razy dał ( i jeszcze pewnie da) mi popalić. Przeżyliśmy jego dorastanie i burzę hormonów. On przetrwał dwie nasze przeprowadzki. Poszłam na wiele kompromisów jeśli chodzi o Psiego Ryja, bo uznałam, że tak będzie lepiej i dla mnie i dla niego. Staram się cały czas pamiętać, że Berek też poszedł na kompromis. A właściwie idzie na kompromis codziennie, na każdym spacerze, gdy ja go wołam, a on podejmuje decyzję, że przestanie robić co robi i do mnie przybiegnie. A przecież ile jest codziennych czynności, które wykonuje „po naszemu”! To nie może rozczarowywać!

Kiedyś usłyszałam od osoby, która zajmuje się seterami już od wielu lat, że pierwszy gordon wychowuje sobie właścicieli na swoją modłę ;). Potem człowiek się trochę uczy i z następnym seterem sprawa wygląda trochę inaczej. Bo następny seter na pewno się pojawia… :). Jak najbardziej się z tym zgadzam: Berek oczywiście sobie nas trochę wychował, i tak – jeśli będzie kiedyś pies rasowy to będzie to gordon ;). Nie mam co do tego wątpliwości. Oboje z A. wpadliśmy jak śliwki w kompot z ta naszą miłością do rasy, która, fruwając po polach, wygląda jak czarna ścierka powiewająca na wietrze. Inaczej się nie da :).

seter szkocki gordon
po zanurzeniu w jeziorze

DSC_1081 DSC_1095

Wymarzony spacer z psem

Jaki jest Wasz wymarzony spacer z psem?

Po ponad 2 latach życia z Berkiem mogę uznać, że w miarę się rozumiemy. Tak, tak – zgadza się – trochę nam to zajęło, ale za to więź z Berkiem ma solidne podstawy. Także według Berka, co jest niezwykle cenne u takiego psa jak seter gordon. Posiadanie psa to wiele wyrzeczeń, obowiązków i kompromisów. Ale to nasz, człowieka, świadomy wybór i nigdy nie powinniśmy psu dać tego odczuć. Staram się widzieć ile razy Berek idzie na kompromis żyjąc z nami pod jednym dachem. W jego psim świecie koegzystencja z nami to przecież także wyrzeczenia i dostosowanie się do naszych zasad. Staram się to doceniać i nigdy nie zakładać, że to co robi mój pies jest oczywiste, bo dla niego być może, jest to poświęcenie.

Po ponad 2 latach razem wiem co lubi mój pies, wiem kiedy muszę mu pomóc i w jaki sposób poprawić mu humor. Ta wiedza ułatwia nam obojgu życie, bo gdy Berek jest szczęśliwy, ja psychicznie odpoczywam. Natomiast, gdy ja jestem spokojna, Berek od razu to wyczuwa i łapiemy lepszy kontakt. Dostosowałam spacery do Berka, bo mam świadomość jakim jest psem i czego potrzebuje. Nie chcę mu wmawiać, że jest inaczej. Natomiast on zrozumiał, że właśnie „impreza” jest tam gdzie jest jego pani i nie trzeba za dużo kombinować. Może niektórzy powiedzą, że się poddałam, że robię to co chce pies łażąc po polach w błocie zamiast po alejkach w eleganckim parku, ale… to co dostaję w zamian od mojego psa jest bezcenne.

Nawiązując do tytułu posta – mój wymarzony spacer z Berkiem jest trochę dla niego i trochę dla mnie. Berek miałby zapewnione śmiganie po polach, a ja spokój, odpoczynek, cudowne widoki i mojego szczęśliwego psa u boku.
Szkocja – nigdy tam nie byłam i przyznam, że przez długi czas wcale nie znajdowała się na mojej liście krajów do odwiedzenia. Ale od jakiegoś czasu, gdy zdarzają się mi i Berkowi „spacery idealne”, po polach, w spokoju, bez tłumu ludzi często w brzydka pogodę i deszcz, zaczęła mi się marzyć Szkocja.

Ciężko wybrać najpiękniejszą cześć tego kraju, bo każda tak naprawdę urzeka swoją urodą. Zakładając, że nie chcę wspinać się po górach (choć z drugiej strony…), powinnam mieć możliwość stosunkowo łatwego dojazdu, powinnam wybrać się na wschodnie wybrzeża Szkocji. Dodając również, że oczywiście byłby z nami Berek, powinnam darować sobie dłuższy pobyt Edynburgu, albo w Aberdeen i wybrać pieszą wędrówkę wzdłuż wybrzeża. Na wschodzie znajduje się tzn szlak Fife, który jest uwielbiany przez samych Szkotów. Szlak ma około 150km długości i jest podzielony na siedem krótszych odcinków. Swobodnie można zaplanować cały urlop na wędrówkę z plecakiem z jednego miejsca na drugie podążając od początku szlaku w Newport-on-Tay aż do jego końca w North Queensferry. Fife to dużo historii regionalnej i piękna natura. Myślę, że właśnie w taki sposób chciałabym zacząć poznawać Szkocję i z czasem dotrzeć na zachodnie wybrzeża, aż tak daleko jak Knoydart (choć nie wiem, czy to odpowiedni teren dla amatora takiego jak ja).
Szlak Fife ma swoją stronę internetową, gdzie można znaleźć dużo pomocnych informacji: www.fifecoastalpath.co.uk. Warto zajrzeć! 🙂

fife1
źródło: visitscotland.com
fife2
I jest pies! Kiedyś na takiej fotce będzie Berek 🙂 źródło: wikipedia.com
fife3
źródło: http://vc-moulin.blogspot.com/2011_01_01_archive.html
Gordon-Highlands-2012-4543
Warto jechać dla takich widoków 🙂 źródło: http://www.coppersheen.ch/field.htm, zdjęcie autorstwa Susan Stone

Moja wiedza na temat Szkocji jest znikoma, ale mam nadzieję odwiedzić ten kraj aby móc zweryfikować informacje znalezione w książkach.

Grooming

Parę dni temu skończyłam czterotygodniowy kurs groomingu. Kurs był świetny, gdyż opierał się głównie na zajęciach praktycznych – codziennie, średnio, strzygłam samodzielnie, lub asystowałam w strzyżeniu 3 -4 psów, czasem więcej. Oczywiście taki kurs, mimo iż stosunkowo długi, jest tylko wstępem do sztuki groomingu. Psi fryzjer powinien cały czas rozwijać swoje umiejętności.

Podczas kursu miałam okazje poznać wielu właścicieli psów. Ludzie są różni, podobnie zresztą ich psiaki. Przyznam, że te cztery tygodnie spędzone w salonie groomerskim to była dla mnie niezła szkoła życia. Sama praca groomera jest ciężka fizycznie, wymaga dużo cierpliwości i opanowania. Poza tym, że pracuje się z psami, klientem jest również/głównie (zależy jak i kto na to patrzy) właściciel zwierzaka. Ludzie mają różne podejście do swoich zwierząt, a groomer musi umieć znaleźć wspólny język praktycznie z każdym właścicielem. Wychodzenie z założenia, że moje własne zdanie na temat danego psa, czy jego zachowania czy wychowania jest jedynym słusznym, a inni się mylą, nie pozwoli groomerowi wykonywać swojej pracy. Grooming to opanowanie, samokontrola i wyrozumiałość na poziomie kosmicznym ;).

W czasie mojego kursu leczyliśmy ranę na nodze Berka. Dzięki uprzejmości właściciela salonu groomerskiego, mogłam przyprowadzać Berka do salonu co ułatwiało mi pilnowanie żeby nie lizał gojącej się rany. Niestety zamykanie psa w kennelu w psim kołnierzu to nie jest najlepszy pomysł. Na szczęście Berek świetnie odnalazł się w salonie groomerksim. Już praktycznie po jednym dniu plątania się wszystkim pod nogami załapał co ma robić i … nic nie robił – uspokoił się i zasypiał, gdy ja strzygłam innego psa. Nigdy nie myślałam, że to będzie możliwe. Sądziłam, że w najlepszej sytuacji, będę mogła odizolować Berka od siebie zamykając go w innym pomieszczeniu na czas kiedy ja zajmowałam się innym psem. Nie spodziewałam się, że on wyciszy się do tego stopnia, że zaśnie niedaleko od stołu groomerkiego na którym ja zajmuję się innym psiakiem. Kosmos! Byłam zachwycona zachowaniem mojego psa. Oczywiście pod koniec dnia Berek zaczynał kombinować – podkradał zabawki z półek ze sklepu zoologicznego, który przylegał do salonu, albo zapraszał wszystkie psy klientów do zabawy. Po prostu „berkował” w swoim stylu. Tak czy inaczej nie było problemu żeby w zakładzie wysiedział ze mną ośmio-godzinny dzień pracy. Pomijam już dodatkowo poranne 50 min podróży autobusem , żeby dojechać na miejsce ;).

groomer

Jak już wspomniałam, Berek miał niedawno skaleczoną łapę, która goiła się ponad 3 tygodnie. Skaleczenie nie było duże, ale głębokie i konieczne było usunięcie oddartego kawałka opuszka. Ranka musiała nie tylko się zrosnąć, ale zarosnąć. Nogę trzeba było oszczędzać. Berek chodził w opatrunkach, psich butach i unikaliśmy intensywnego biegania. Rekonwalescencja była długa i już nam wszystkim, nie tylko Berkowi, brakowało spacerów po polach. Kiedy wreszcie, po 3 tygodniach, mój A. zabrał Berka na łąki… Pies wrócił wyglądając tak:

rzep2

rzep

Rzepy wyciągaliśmy z psa przez ponad 1,5 godziny. Berek leżał cierpliwie i nie oponował. Chyba rozumiał, że nie poradziłby sobie sam z wyskubaniem tego z futra i musi wytrzymać nasze „iskanie”. A na pewno go ciągnęliśmy i szarpaliśmy walcząc z tą ilością rzep. Ohyda!

Chciałabym w tym miejscu pozwolić sobie na mały apel. Otóż grooming uchodzi za usługę ekskluzywną, skierowaną głównie do właścicieli małych piesków. Osobiście nie zgadzam się z tym, ale rozumiem skąd wynika takie przeświadczenie. Zanim zaczęłam uczęszczać na kurs uważałam podobnie. Oczywiście, że grooming zwykle tyczy się mniejszych psów. Jednakże, niezależnie od tego jakiego mamy psiaka, warto odwiedzić salon groomerski i dowiedzieć się jaka jest tam oferta i w jaki sposób możemy z niej skorzystać. Grooming to także profesjonalne podcinanie pazurów, czyszczenie psich uszu i dbanie o higienę wokół psich oczu (dotyczy to głównie psów długowłosych). Korzystając z usług salonu groomerskiego można ułatwić sobie po prostu życie – jeśli przyzwyczaimy swojego psa do regularnych wizyt w salonie, można będzie go tam bez stresu zostawić na porządne wyczesanie, a w tym czasie coś samemu załatwić na mieście. Wchodzą do groomera nie musimy od razu strzyc psa zmieniając jego wygląd, zaplatać mu warkoczy czy robić kucyka na czubku głowy. Groomer może po prostu profesjonalnie zadbać o psa.

 

Bajorko

Wiadomo, że nie ma nic wspanialszego dla psa niż możliwość schłodzenia się w upalny dzień w chłodnej wodzie. Berek praktykuje również kąpiele błotne, praktycznie niezależnie od pogody. Uważam, że mój pies czerpie przyjemność nie z ochłody jaką oferuje błocko, ale z samego faktu moczenie w nim psiego kupra. Na szczęście nie samym błotem pies żyje – są jeszcze leśno-polne bajorka. I dzisiaj będzie trochę o nich, a także o naszych nowych znajomych 🙂

Magdę i Tahira poznałam niedawno. Dziś udało nam się wreszcie spotkać na poranny długi spacer po polach. Jako stała bywalczyni pychowickich pól postanowiłam oczywiście pokazać ich największy walor czyli bajorka. Ku mojemu zaskoczeniu nie tylko Tahir był nimi zachwycony… Magda niby nie wskoczyła w błoto dla ochłody ale jako wzorowa psiara widząc radość swojego czworonoga od razu zaczęła zachwycać się bajorami.

Psy raczej nie ganiały się, ani nie bawiły, choć Berek w pewnym momencie dostał głupawki i zaczął zaczepiać Tahira zapraszając do wspólnych szaleństw. Niestety nie udało się. Między Tahirem a Berkiem pojawiła się kumpelska nić porozumienia pozwalająca każdemu z nich zajmować się swoimi sprawami, albo pilnować co robi ten drugi. Biegały dwie godziny bez żadnych konfliktowych sytuacji. Osobiście byłam zachwycona, bo nawet wspólna podróż autobusem czy spacer wzdłuż ulicy na smyczach nie był w ogóle żadnym problemem dla naszych psów.

Niestety ciężko było zrobić psom statyczne zdjęcie – Berek był cały czas Berkiem, a Tahir zajmował się tropieniem. Ale udało się uwiecznić kąpiele w bajorkach. Na tych błotnych zdjęciach nie widać do końca jak piękny jest Tahir – ma nieprawdopodobną czekoladową barwę i orzechowe oczy. I co najważniejsze – ma super charakterek, bo to indywidualista z pasją :).

setter gordon

DSC_0818
Tahir

seter gordon

DSC_0831

DSC_0846
Tahirowy uśmiech 🙂

DSC_0855

DSC_0860
A berek przecedza … 😉

DSC_0857


DSC_0877

DSC_0873

DSC_0882

DSC_0893

DSC_0902

DSC_0910
Berkowa głupawka

DSC_0911

DSC_0922

DSC_0923

DSC_0927

DSC_0936

Dlaczego warto zabrać psa nad morze

Polskie morze. Bałtyk. Wyjazd nad Bałtyk marzył mi się odkąd pojawił się u nas Berek. Uwielbiam obserwować, jak mój pies doświadcza nowych rzeczy, poznaje je powoli, w swoim tempie i na swój psi sposób.

Nie lubię bałtyckich plaż w sezonie. Nie przepadam za siedzeniem na plaży i opalaniem się, więc ciepła pogoda nie jest dla mnie konieczna, żeby miło wypoczywać nad morzem. Oczywiście lodowaty wiatr i deszcz potrafią mi zepsuć humor, ale nigdy też nie zakładam, że nad polskim morzem będzie ciepło i słonecznie.

A Berek na plaży nad morzem? Oczywiście szaleje! Berek cały czas „pracuje”, musi coś robić, biegać, szukać zapachów. Im mniej ludzi na plaży tym lepiej, bo pies może fruwać jak mu się tylko podoba, a ja nie muszę przejmować się, że komuś to przeszkadza. warto zabrać psa nad morze, bo nadmorska plaże to zupełnie inny świat dla takiego zwierzaka. Morza Bałtyckiego i nadmorskiego klimatu nie da się podrobić, a dla psa bieganie po pustej plaży i ganianie wiatru to wspaniała przygoda.
Bilans naszego pobytu nad Bałtykiem jest taki:
– jak nad Bałtyk to tylko poza sezonem – cisza, spokój, tylko morze, mewy i… mój pies, który uparcie               twierdzi, że dogoni i złapie (!) klucz kormoranów.
– fale są przerażające i uniemożliwiają Berkowi dostanie się wpław do Szwecji.
– według Berka, spokojne morze jest po prostu dużym jeziorem, do którego można swobodnie wejść (ale bez szaleństw).        Tylko dlaczego woda jest taka niedobra…?
– wiatr przywiewa bardzo dużo nieznanych zapachów. Berek uważa chyba, że im szybciej będzie biegać, tym więcej  zapachów złapie.
– według mojego psa śnięte ryby są fascynujące.
– Berek twierdzi, że wyjmowanie z morza śmieci jest zabawne.
– w morzu patyki tonął …
– Z psim sikaniem nie jest łatwo, bo Psi Ryj musiał znaleźć jakiś wystający na plaży pień drzewa, albo górkę z piasku.  Potrzebne było strategiczne planowanie sikania.
– gdy siadałam na piasku na minutę, Berek cały czas czuwał i „bronił” mnie przez spacerowiczami i pliszkami… Nie sądzę,  aby Psi Ryj potrafił choć na chwilę przestać pracować.

Bałtyk jest wyjątkowy, a dzięki entuzjazmowi Berka, odkryłam, że nad morzem jest jeszcze fajniej. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się tam wrócić.

seter

DSC_0672

seter gordon

seter

DSC_0644

DSC_0639

seter

DSC_0621

setter gordon

seter gordon

seter gordon

DSC_0630

DSC_0628

DSC_0581
A to śmieć z charakterem 😉

 

Szarża

Berek nie byłby Berkiem, gdyby na plaży nie próbował polować. Wystawia mewy, węszy, biega za kluczami kormoranów… Pełne szaleństwo! Udało mi się, jako tako, uwiecznić polowanie na plażujące gołębie. Skradanie, szarża i …. i nic 😉

DSC_0582

DSC_0586

 

DSC_0590

DSC_0593

DSC_0595

„Nie ma potrzeby, aby mój pies się bał”

… Takim zdaniem uzasadniłam ostatnio swoja prośbę, aby właścicielka odwołała swojego psa, który podszedł do mnie i Berka. Berek w kontaktach z innymi psami jest nieśmiały i zaniepokojony chowa się za mną. Z moich obserwacji wynika, że jest to dość rzadkie zachowanie wśród dorosłych psów. Berek bardzo chętnie się wita i jest chętny do kontaktu, ale jeśli z jakiegoś powodu obawia się innego psa, to najchętniej chciałby go spokojnie wyminąć i iść dalej. Jednak wiele psów widząc jego obawę wykorzystuje to i w dość dominujący sposób próbuje do Berka podejść.

I właśnie wczoraj, po raz kolejny, podbiegł do nas duży mieszaniem i nie chciał odejść. Był naprężony i onieśmielająco dominujący. Wierzyłam właścicielce, gdy zawołała do nas, że jej pies nic nie zrobi. Jednak to nie zmieniło faktu, że Berek był spanikowany, a 15 metrów linki oplotło się wokół mnie i mojego psa. Dwa razy zawołałam w stronę właścicielki, żeby zabrała swojego psa, aż w końcu na jej uspakajające „On nic nie zrobi” powiedziałam, że wiem, ale po prostu „nie ma potrzeby, żeby mój pies się bał”. Z czymś takim ciężko dyskutować, bo nie jest to pretensja skierowana w stronę drugiego psa, ani właściciela – to jest po prostu moja opinia, trochę prośba, mój wybór do którego mam prawo. Wybieram spokój mojego psa, a ktoś/coś mi w tym przeszkadza, więc uprzejmie proszę o to aby dać mi i mojemu psu spokój. Może to jest sposób na uniknięcie bzdurnej dyskusji o tym, że „PRZECIEŻ on chce się tylko przywitać i nic nie zrobi”….?

Berek i jego włochaty kolega 🙂

DSC_0609

Miejscowość Stegna – nad Bałtykiem poza sezonem

Nad Bałtykiem byłam ostatnio ponad cztery lata temu. Uważam, że polskie morze jet wyjątkowe pod każdym względem. Może i nie jest ciepłe i nie nadaje się do kąpiele, ale ma wiele walorów, które akurat dla mnie są niezwykle istotne. Bałtycka plaża nigdy nie wygląda tak samo, a i pogoda nad morzem bywa zmienna. Jednak jednego można być pewnym – będzie zimno i warto ubrać się na cebulkę. Jeśli przygotujemy się na każde warunki atmosferyczne i z takim nastawieniem pojedziemy nad polskie morze, to naprawdę uda nam się wypocząć. Nigdy nie oczekiwałam, że nad Bałtykiem będzie ciepło i słonecznie i dzięki temu nigdy nie rozczarowałam się pobytem na wybrzeżu.
Odkąd mam Berka, wprost marzyłam, żeby zabrać go nad Bałtyk. Berek to pies wręcz idealny na wakacje nad polskim morzem, bo jest aktywny, lubi spacery i zabawę. Leżenie plackiem na plaży, czego zresztą bardzo nie lubię, przy Berku odpada. Psi Ryj to dodatkowa motywacja do spacerów przy każdej pogodzie.

Jestem nad morzem, bo robię praktyki w Muzeum Stutthof , które znajduje się w Sztutowie. Mieszkam z Berkiem na terenie Muzeum, a na plaże podjeżdżamy autem, bo niestety jest spory kawałek a na bardzo długie wyprawy nie mam czasu. Jeśli chodzi o zaopatrywanie się w jedzenie, czy odwiedzanie sklepu zoologicznego czy apteki, to jeździmy do sąsiedniej, znacznie większej, miejscowości Stegna.
Ciężko mi polecić psiolubne miejscówki w tej okolicy, bo wynajmuję kwaterę zaproponowana mi przez Muzeum, która mieści się na jego terenie. Jednak spacerując z Berkiem po plaży spotykam różne psiaki, które spędzają tu wakacje ze swoimi właścicielami. Ani w Sztutowie, ani w Stegnie nie ma psiej plaży. Obecnie poza sezonem bardzo często na plaży jestem z Berkiem zupełnie sama. Nie problem też odejść kawałek dalej od głównego wejścia i mieć plaże dla siebie. Niepowtarzalne uczucie ! 🙂 Obecnie nadmorskie miejscowości wydają się wymarłe, bo turystów jest jak na lekarstwo. Można jednak znaleźć otwarte lokale (np Zielona Tawerna , gdzie wpuszczono nas z Berkiem) i sklepy. Wychodząc z założenia, że pogoda nad Bałtykiem bywa i tak kapryśna, wyjazd nad polskie morze poza sezonem to wspaniały pomysł.

A Berek i morze? Był zszokowany, że woda jest słona. Trochę obawia się fal i zdecydowanie chętniej wchodzi do wody, gdy jest spokojna. Myślę, że mu się podoba i to coraz bardziej, bo widzę, że z ochotą rano jedzie nad wodę i czasem nie chce wsiadać do samochodu aby wrócić do domu.

seter gordon

DSC_0629

DSC_0628

setter gordon

seter gordon

seter

seter gordon

seter gordon

DSC_0583

 

gordon

DSC_0574

DSC_0590

DSC_0560