Berek nie należy do psich pływaków. Nie zaliczaliśmy prób polowych i Ryj nie jest nauczony wskakiwać do wody ani płynąć na komendę czy w jakimś konkretnym celu. Czytaj dalej
December specials
Berek nie należy do psich pływaków. Nie zaliczaliśmy prób polowych i Ryj nie jest nauczony wskakiwać do wody ani płynąć na komendę czy w jakimś konkretnym celu. Czytaj dalej
Co trzecia osoba na świecie jest introwertykiem. Ja nim jestem – takim klasycznym, z cechami opisywanymi w książkach. Nie czuję się z tym źle, ale przyznaję, że czasem trudno jest mi odnaleźć się w świecie zdominowanym przez ekstrawertyków. Obecnie docenia się te cechy, którymi wyróżnia się właśnie typowy ekstrawertyzm czyli komunikatywność, otwartość, umiejętności społeczne. Introwertycy mają czasem pod górkę. Czytaj dalej
O Holandii, jak o każdym kraju, można powiedzieć kilka stereotypowych rzeczy, które po dłuższym pobycie w tym miejscu można szybko zweryfikować, że Netherlandy to nie tylko Amsterdam, kanały, ser, rowery, wiatraki, chodaki i marihuana. Czytaj dalej
Odkąd przenieśliśmy się do Haarlemu pod Amsterdamem, każdy weekend spędzamy na szukaniu dobrych Berkowych miejscówek na spacery. Ryj potrzebuje przestrzeni, aby poczuć w uszach wiatr. My natomiast chcemy by był to teren bezpieczny, z dala od ulic, pastwisk i parków narodowych, gdzie Berek głupieje od przytłaczającej ilości smrodów. O takie tereny trudno. Ale ostatnio udało mi się wypatrzeć jedno miejsce na mapie i z niecierpliwością czekałam na weekend, żeby wreszcie się tam wybrać. Czytaj dalej
Autorka bloga Trend z Seterem często wspominała, że według niej najważniejszą komendą u psa (nie tylko setera) jest przywołanie. Zgadzam się z tym w pełni. Jest to komenda, która przydaje się w wielu sytuacjach, a może też uratować psu życie.
A jak to wygląda u nas? Ano, różnie. Jak na setera, Berek ma dobre przywołanie. Jednak w tym stwierdzeniu są dwa „ale”…
Pierwsze „ale” co znaczy „jak na setera”? Nie znoszę tak myśleć o moim psie, choć czasem się na tym łapie i chyba jest to nieuniknione. Seter to pies jak każdy inny tylko, że ma silny instynkt myśliwski. Oczywiście nie każdy seter, bo jest to też kwestia indywidualna. Berek kocha tropić, jest temu oddany i doskonale wie, że nie ma nic lepszego. Sądzę, że oddałby duszę diabłu za gonienie po polach za tropem. Biorąc to pod uwagę, nauka przywołania u setera jest dość trudna. Jako amatorowi, wychodzi mi to różnie, ale o tym za chwilę.
Drugie „ale” to próba odpowiedzenia sobie na pytanie co to znaczy, że przywołanie jest na poziomie dobrym… Czy jeśli jest po prostu tylko dobre, a nie jest idealne, to nie znaczy to, że właściwie go w ogóle nie ma? Czy pies, który nie ma wyćwiczonego przywołania na 100% ma wyćwiczone w ogóle przywołanie? To to działa czy nie działa?
Tak więc mając na uwadze co napisałam powyżej – u Berka, jak na setera ;), jest dobrze. Berek w ciągu 3 lat z niknął mi z oczy może 2 razy na około 1-2 minuty (wskoczył w krzako-las wyraźnie idąc za tropem). Raz miał bliskie spotkanie z sarną. Za każdym razem byłam przerażona i reagowałam pewnie histerycznie, ale to już mój problem, a nie psa. Nie sądzę jednak, żebym miała powody do tego by osiąść na laurach. Dla mnie, jako właśnie właściciela setera, przywołanie jest tym samym co odwołanie. A odwołanie to jest przerwanie czegoś co pies już robi. Osobiście uważam, że przywołanie psa, który sobie biega wesoło po znajomym trawniku nic nie znaczy, bo pies właściwie czeka na kontakt z właścicielem i nie jest niczym konkretnym zajęty. Natomiast odwołanie psa, który zaczyna bawić się z innymi psami, lub który zaczyna biec po tropie, robić coś co jest dla niego praktycznie sensem i miłością życia, to zupełnie inna para kaloszy…
Spacer z psem po polach to dla mnie ciężka praca. Ćwiczę z Berkiem przywołanie, cały czas go obserwuję, patrzę co robi, próbuję zgadnąć co będzie robić za chwilę. Po trzech latach z Psim Ryjem wiem, że na jakoś naszego przywołania/odwołania ma wpływ:
– czy jest to zwykłe pole, czy np polanka w parku miejskim (np. na Polu Mokotowskim) – tam gdzie Berek wie, że może być zwierzyna zachowuje się zupełnie inaczej.
– czy wieje wiatr, czy jest wilgotno, zimno, ciepło, itp.
– czy zapachy są świeże – Berek przecież to doskonale wie, ja mogę to zgadywać tylko obserwując jego zachowanie.
– czy wszedł już na trop i nim idzie, czy jeszcze nie. W momencie kiedy ślad jest świeży i Berek go dokładnie zidentyfikował, bywa ciężko. Na szczęście potrafię często dostrzec, że Berek jest danego dnia pobudzony, szuka i że mam z nim kiepski kontakt na spacerze. Zwykle wtedy wracamy do domu, albo zmieniamy miejsce spaceru. Nie ma sensu, abym próbowała zainteresować go czymś innym, biegała z patykiem, czy robiła pajacyki, bo Berek nie będzie tym zainteresowany.
– jeśli widzi zwierzynę istotne jest czy ona się rusza czy stoi nieruchomo i czy jest blisko czy daleko. Od zwierzyny znajdującej się daleko raczej mogę go odwołać, ale wtedy zapewne Berek jej jeszcze nie czuje, bo już wcześniej widziałabym, że węszy i podchodziłby do niej po łuku, więc taka sytuacja się nie liczy. Jeśli zwierzyna jest blisko i się rusza… zachęcam do wpisu, który podlinkowałam wcześniej…
– czy jest zmęczony, bo wtedy, po prostu, mniej tropi.
– od humoru Berka. Czasem ma dni, że po polach spaceruje niby książę, a czasem nie przestaje galopować z nosem przy ziemi.
Na pewno popełniłam mnóstwo błędów ćwicząc przywołanie, ale robiłam co umiałam. I teraz jestem o 3 lata z Berkiem mądrzejsza. „Jak na setera” jest dobrze. Jak na mojego setera to mogłoby być lepiej :(.
Poniżej dwa filmiki z naszego porannego spaceru. Na pierwszym Berek już leciał po śladzie, jednak nie był nim aż tak bardzo zainteresowany i odwołanie go nie było problemem. Na drugim filmiku Berek okładał pole szukając czegoś ciekawego – to dla niego norma i „nudy”, więc odwołałam go od tej czynności w miarę szybko.
(przyciszcie kompy 😉 )
Po niefortunnej przygodzie parę tygodni temu, byłam zmuszona ograniczyć Berkowi spacery do krótkich wyjść za potrzebą i to jeszcze w dodatku na smyczy. Staraliśmy się oszczędzać psią łapę, ale tak czy inaczej gojenie rany przedłużało się. Na szczęście w tym tygodniu nareszcie mogłam zabrać Berka na pola i pozwolić mu biegać luzem. Znów mógł robić to co kocha czyli gonić wiatr, powiewać uszami i opluwać sobie czubek głowy.
Dwa tygodnie bez spacerów bez smyczy były dla nas ciężkie. Mi też bardzo ich brakowało, bo nie ma nic przyjemniejszego od spokojnego spaceru z psem. Psiemu Ryjowi nic się nie stało przez te dwa tygodnie łażenia na smyczy – przebolał to jakoś, mimo iż już ostatnie dni spacerował koło mnie bokiem, bo chciał być grzeczny, nie ciągnąć, ale było mu trudno się opanowywać. Kilka dni temu zatrzymał się koło nas samochód i starszy, przemiły pan zaczął komplementować Barka, że ma tyle energii, jest taki wesoły i idzie jak na sprężynkach… O tak!- szedł jak na sprężynkach. Wyglądał jakby brał udział w jakiś zawodach, chciał zaprezentować całego siebie, pokazać jaki jest nieprawdopodobny. Każdy jego nabuzowany krok w truchciku na smyczy był spektakularny… Bo ledwo powstrzymywał się od biegu :(… Tylko ja wiedziałam skąd bierze się ta Berkowa werwa i wcale mnie to nie cieszyło. Ale musiał przetrzymać, bo przecież było to dla jego dobra. Nie jest to aż takie nieszczęście ;).
Przez te dwa tygodnie bez seterowych spacerów ćwiczyłam z Berkiem klikanie różnych sztuczek. Miałam plan ćwiczyć tyle, żeby po wyleczeniu ranki można było go zapisać do MENSy… Mroziłam smaczki w zabawkach typu Kong. Zabierałam go gdzie mogłam, starałam się jakoś urozmaicić mu czas. Wędrowaliśmy po mieście, ale niedużo, trzeba było oszczędzać łapę. Psi Ryj czasem wędrował bokiem. Co kto lubi, nie? 🙂 Ogólnie jednak mogę stwierdzić, że mam bardzo dzielnego psa, grzecznego i wyrozumiałego. Jest przyzwyczajony do codziennych szaleństw na łąkach, a jednak szybko dostosował się i widziałam, że stara się panować nad sobą.
Ku mojemu zaskoczeniu podczas pierwszego spaceru luzem po polach Berek wcale nie szalał. Biegał jak zwykle, węszył, zaczepiał mnie przynosząc patyk. Zachowywał się tak jak zwykle. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że u Psiego Ryja nie do końca chodzi o samo bieganie, ale o poczucie wolności i niezależności. On po prostu musi czuć, że może biec jeśli tylko o tym zamarzy. Ta myśl go uspokaja i psychicznie relaksuje. Każdy pies tak ma, nie tylko Psi Ryj, nie tylko seter. Najprawdopodobniej nie objawia się to zawsze sprężystym truchtem przy nodze czy chodzeniem na smyczy bokiem. Być może pies, który za mało ma okazji do decydowania o sobie, staje się apatyczny, agresywny, uparty, nie chce współpracować. Jest to zapewne kwestia indywidualna i psiaka i właściciela. Natomiast ja już wiem, że po dwóch tygodniach ciągłego łażenia na sznurku, Berek robi „dog show” na sprężynach.