Zdjęcie poniżej to jedyne zdjęcie jakie zrobiliśmy w Berlinie… Czytaj dalej
Kiedy zaryzykujesz?
Zdjęcie poniżej to jedyne zdjęcie jakie zrobiliśmy w Berlinie… Czytaj dalej
Znacie zespół Vintage Trouble? Ja odkryłam ich niedawno. Mają niesamowite brzmienie, a ich muzyka jest bardzo inspirująca. Ich fani tworzą wspierającą się na całym świecie społeczność, którą łączy podobna filozofia życiowa i nastawienie do świata. Czytaj dalej
Tak, ja – dumna Warszawianka – nie mogłam doczekać się naszego sentymentalnego wypadu do Krakowa. Tak to już jest, że…
…człowiek wszędzie zostawia kawałek siebie, a potem beznadziejnie tęskni…
Trzy lata które mieszkaliśmy w Krakowie były dla nas bardzo ważne, bo pierwsze spędzone jako małżeństwo, pierwsze z dojrzewającym i coraz trudniejszym psem, pierwsze kiedy podejmowaliśmy wspólne decyzje. Obecnie, mieszkając już poza Krakowem, tą super-krótką wizytę w stolicy małopolski planowaliśmy z wielkim podekscytowaniem. Czytaj dalej
Berek nie należy do psich pływaków. Nie zaliczaliśmy prób polowych i Ryj nie jest nauczony wskakiwać do wody ani płynąć na komendę czy w jakimś konkretnym celu. Czytaj dalej
Jakiś czas temu przyszła do nas paczka-niespodzianka od Warsaw Dog‚a. W paczce była obroża i smycz w piękny zielony wzór Shine in Green. Zachwyciłam się! Czytaj dalej
Co trzecia osoba na świecie jest introwertykiem. Ja nim jestem – takim klasycznym, z cechami opisywanymi w książkach. Nie czuję się z tym źle, ale przyznaję, że czasem trudno jest mi odnaleźć się w świecie zdominowanym przez ekstrawertyków. Obecnie docenia się te cechy, którymi wyróżnia się właśnie typowy ekstrawertyzm czyli komunikatywność, otwartość, umiejętności społeczne. Introwertycy mają czasem pod górkę. Czytaj dalej
Czy Wasze psiaki rozkręcają czasem psią imprezę na spacerze?
A czemu pytam? Bo Berkowi coraz częściej zdarza się, że motywuje do zabawy nawet najbardziej stacjonarne, spokojne psy w Holandii. Ostatnio ganiał się z dostojnym samcem Rhodesian Ridgeback’a (ogromny!), który – jak to powiedziała jego pani – „nigdy nie biega, a teraz goni jak szalony”. Widocznie wariactwo, entuzjazm i energia mojego psa jest zaraźliwa ;). Czytaj dalej
O Holandii, jak o każdym kraju, można powiedzieć kilka stereotypowych rzeczy, które po dłuższym pobycie w tym miejscu można szybko zweryfikować, że Netherlandy to nie tylko Amsterdam, kanały, ser, rowery, wiatraki, chodaki i marihuana. Czytaj dalej
Jeśli kiedykolwiek kogoś śmieszył pies wycierający tyłek o ziemię, to zapewne po tym wpisie zmieni zdanie, bo w tym najprawdopodobniej nie ma powodów o śmiechu…
Gruczoły okołoodbytowe u psów to przekształcone gruczoły łojowe, czyli skórne. Są umieszczone po obu stronach odbytu. Pierwotnie służyły psowatym do zaznaczania swojego terenu i po udomowieniu psów nie uległy uwstecznieniu, choć nasi podopieczni już ich tak nie potrzebują. Czytaj dalej
Cytat z tytułu tego posta to komentarz, który usłyszałam kiedyś od mojego A. Berek miał wtedy około 1,5 roku. Dokładnie pamiętam, że siedziałam w salonie na kanapie i coś opowiadałam A. o Berku, który rozciągał się na dywanie. A. nie powiedział tego złośliwie – był to raczej żartobliwy komentarz na moje tyrady o tym jak wyglądał mój spacer z Berkiem i, zapewne, podróż autobusem. Gdy Berek miał 1,5 roku i ja i on poczuliśmy potrzebę odkrywania nowych miejsc spacerowych. W tym też czasie Berek odmówił jakiejkolwiek współpracy podczas jazdy komunikacją miejską. Ja natomiast usilnie próbowałam coś z tym zrobić, bo poruszanie się autobusami było w naszym przypadku koniecznością. Był to dość ciężki czas i dla mnie i dla Berka, ale w końcu udało się. Nie zmienia to jednak faktu, że przez długich kilka miesięcy miałam zdecydowanie mniej wzlotów niż upadków w mojej relacji z Psim Ryjem. I to ze mnie wypływało. Głównie w opowiadaniu o tym mojemu A…. Owe zdanie: „Ty chyba powinnaś mieć innego psa” zszokowało mnie, zabolało i pamiętam je dokładnie po dziś dzień. A. wyjaśnił, że uważa, że potrzebuję psa, który będzie spokojniejszy, bardziej opanowany i mniej samodzielny. Nigdy, ale to nigdy, świadomie nie pomyślałam, że Berek to nie jest pies dla mnie. Jednak być może emanowałam jakąś dziwną, niepozytywną aurą? Nie wiem o czym wtedy opowiadałam A., ale wiem, że z jakiegoś powodu tak, a nie inaczej, skomentował moje słowa. Zaniepokoiło mnie, że tak pomyślał. Zaczęłam zastanawiać się, czy przypadkiem Berek nie odbiera mojego zachowania w podobny sposób. Głęboko wierzę, że psy doskonale wiedzą kiedy człowiek jest nimi zawiedziony. Czują kiedy relacja pomiędzy nimi staje się dla człowieka jednym wielkim rozczarowaniem. Niby czemu psy w schroniskach tak desperacko dopominają się naszej uwagi? Dla mnie kontakt z psem nie może być oparty na mechanicznym wydawaniu smaczków po tym jak pies zrobi sztuczkę, lub wykona komendę. Schroniskowe, zapomniane psy nie dopominają się zza krat o smakołyki. One chcą naszej uwagi, uznania. Człowiek swoje rozczarowanie potrafi okazać nie tylko słowem, ale i gestem, miną, postawą. Pies to widzi. Zaraz za rozczarowaniem idzie dużo pozostałych rzeczy – mniej i coraz nudniejsze dla psa spacery, ignorowanie psa w domu, nie dbanie o jego i tylko jego osobiste potrzeby. Słowa A. przeraziły mnie, bo jak nic innego nie chcę by Berek czuł, że jest z nim coś „nie tak:”. Bo „nie tak” może być z moimi umiejętnościami treserskimi, albo z moimi oczekiwaniami względem psa, ale nie z samym psem.
Od tamtej pory minął ponad rok. Berek jeszcze wiele razy dał ( i jeszcze pewnie da) mi popalić. Przeżyliśmy jego dorastanie i burzę hormonów. On przetrwał dwie nasze przeprowadzki. Poszłam na wiele kompromisów jeśli chodzi o Psiego Ryja, bo uznałam, że tak będzie lepiej i dla mnie i dla niego. Staram się cały czas pamiętać, że Berek też poszedł na kompromis. A właściwie idzie na kompromis codziennie, na każdym spacerze, gdy ja go wołam, a on podejmuje decyzję, że przestanie robić co robi i do mnie przybiegnie. A przecież ile jest codziennych czynności, które wykonuje „po naszemu”! To nie może rozczarowywać!
Kiedyś usłyszałam od osoby, która zajmuje się seterami już od wielu lat, że pierwszy gordon wychowuje sobie właścicieli na swoją modłę ;). Potem człowiek się trochę uczy i z następnym seterem sprawa wygląda trochę inaczej. Bo następny seter na pewno się pojawia… :). Jak najbardziej się z tym zgadzam: Berek oczywiście sobie nas trochę wychował, i tak – jeśli będzie kiedyś pies rasowy to będzie to gordon ;). Nie mam co do tego wątpliwości. Oboje z A. wpadliśmy jak śliwki w kompot z ta naszą miłością do rasy, która, fruwając po polach, wygląda jak czarna ścierka powiewająca na wietrze. Inaczej się nie da :).
