Dla każdego coś miłego

Berek na Polach Mokotowskich był już trzy razy albo cztery razy. Zresztą już kiedyś o tym wspominałam, ale nigdy nie powstał na ten temat wpis na blogu. Nasze wypady zawsze były fajne, ale czułam, że są ekstremalne i albo zapominałam zabrać ze sobą aparat, albo zapominałam w ogóle go wyciągnąć i popstrykać fotki. Dziś jednak udało się – są zdjęcia! 🙂

Na Polach byliśmy przed południem. Pogoda byłą idealna, bo świeciło słońce, ale nie było upału. Berek od razu skoczył do jeziorka i z zacięciem wyławiał i aportował piłeczkę.

Berek oczywiście śmigał też z innymi psami. Byłam jednak tak zaaferowana moim psem biegającym z prędkościa strzały, że zupełnie zapomniałam, że miałam robić zdjęcia… Ale na pewno pojawimy się na Polach jeszcze nie raz i postaram się nie zapomnieć, że ściskam w ręku aparat :/…

Po Berkowych szaleństwach, pojechaliśmy do kawiarni Kafka (http://www.kawiarnia-kafka.pl/), na Warszawskim Powiślu. Rozłożyliśmy sobie leżaczki i „był relax” 🙂 Berek akurat miał „przytulaka”  🙂

Kafka jest całkiem przyjemnym lokalem. Nie należy może do moich ulubionych, ale też jestem gotowa ją polecić wszystkich którzy mają ochotę na kawę w towarzystwie swojego psiaka na leżaku na trawie, lub w środku, wśród książek. W Kafce podają dobrą kawę, mają bogate menu i całkiem przystępne ceny jak na Warszawskie centrum. Niestety dziś był pewien „zgrzyt” , bo chciano nam podać kawę w niedomytej filiżance – z obleśnym śladem po szmince…..

Czy Wy byliście kiedyś z psiakiem w Kafce? Jak wrażenia?

Wpis dedykowany Tesli :)

Do stworzenia tego wpisu zainspirował mnie blog http://dogspaths.blogspot.com/, a konkretnie słodki wpis o pewnym prześlicznym Panu Wyderce: http://dogspaths.blogspot.com/2012/07/ukradam-zabawkepsu.html  :):)

Postanowiłam pokazać ulubione Berkowe zabawki. Wszystkie mieszkają w specjalnym pudle i są wydzielane zależnie od tego co w danej chwili z Berkiem robimy i jaka zabawa jest wskazana. A i tak zawsze dzieje się coś dziwnego, bo jak tu niby zapanować nad bawiącym sie szczenięcym tornadem 🙂

Ulubiona zabawka Berka. Tradycyjny sznurek ze sklepu, ale sprawdza się świetnie. Jest to jedna z tych zabawek które Berek dostaje ” w nagrodę” i bawi się nią tylko z nami.

Piszcząca piłeczka, jakaś reklamówka ze sklepu zoologicznego. Berek ją wprost kocha. Potrafi ją aportować godzinami cały czas nią piszcząc… eh 😦

Beznadziejne „coś”, ale Berek to uwielbia. Jest to bardzo twarda piłeczka/kulka przymocowana do sznurka. Berek łapie oczywiście za sznurek i obija wszystko i wszystkich twardą piłeczką podskakując jak szalony. Zabawka dobra jeśli Twój pies pcha motem…

Miednica… Berek się w niej chlapie, z niej pije, z nią biega…. Próbuje też ją zjeść….

To jakieś stare reklamowe frisbee. Nie da się nim grać, bo jest twarde jak nie wiem. Rzucamy je Berkowi, ale nie oczekujemy, że będzie to łapał…. Zresztą on woli to rzuć :). Gdy biega z frisbee w pysku, fafle układają mu się w uśmiech Jockera 🙂

Piłeczka tenisowa to psi klasyk wśród zabawek. Super się odbija i skacze prawie tak dobrze jak sam Berek.

Ładny i dobry gryzak. Gdy Berkowi intensywnie rosły zęby ta zabawka ratowała nam życie. Pamiętam też, że w  użyciu były liczne drewniane łyżki, ale zostało po nich teraz tylko wspomnienie albo takie kikuty wielkości marnego ołówka ….

Na koniec coś specjalnie dla Ani, autorki wpisu o Panu Wyderce :). W którymś z komentarzy wspomniałam, że ja też kiedyś „uratowałam” misia. Nie był on psia zabawką, ale tez siedział sobie sam na półce w sklepie i bardzo chciał do mnie.  Kupiłam go małym kiosku w kraju który jest na drugim końcu świata. Przyleciał ze mną do Polski i wydaje mi się, że mu dobrze :). Nie ma imienia, ale ma swoja misiową osobowość:

I jeszcze takie „coś” chciało ze mną iść do domu. Kulka w czapce, na chudych nóżkach. Kocham „to” bezgranicznie 🙂

Berkowisko – blogowisko :)

W blogosferze jestem nowa. Często, oj zdecydowanie za często, gubię się sama na własnym blogu. Z mojej niewiedzy często wynika moja irytacja, bo kto by lubił to czego nie zna. Ciężko jest nie wiedzieć :). Ale powoli, powolutku, odnajduje się.

Wyróżnienia jakie otrzymałam od Fado z  http://psiewedrowki.blogspot.com/ i Nuci z bloga http://nuciaczek.wordpress.com/ to wspaniała nagroda dla takiej blogowej ofermy jak ja :). Dziękuję bardzo! Nie ma lepszej motywacji niż wspaniali czytelnicy.

Blogi które zainspirowały mnie i ciągle do nich wracam to:

http://pieswwarszawie.blogspot.com/#axzz20M6iljDo   —  zainspirował mnie do wielu zmian. Dzięki Bonzo i jego wspaniałej Pani, Berek może cieszyć  się dietą BARF, a w przyszłości dostanie swój kaganiec fizjologiczny. Od Bonza dowiedzieliśmy sie o plaży w Ciszycy pod Warszawą. ten blog to prawdziwa skarbnica wiedzy dla każdego psiarza.

http://dogspaths.blogspot.com/ — oj, wspaniały blog, wspaniała oprawa graficzna. Uwielbiam wszystkie wpisy: od tego,że Pani zasem „kradnie” psu jego zabawki, po te z wystaw psów i bliskich spotkań z biedronkami 🙂

http://www.podrozezpsem.pl/  — bardzo ciekawy blog o podróżowaniu z psem. Właśnie takie eskapady z Berkiem marzą mi się od dawna, a szczególnie wyjazdy nad Bałtyk, które na tym blogu są świetnie opisanie.

http://www.zdaniem-psa.blogspot.com/  – – piękny blog. Pamiętam wiele bardzo ciekawych wpisów, jak ten o spacerowym savoir-vivre, lub dogtrekkingu. Uwiebiam dział „kącik czytelnika” gdzie są wspaniałe recenzje książek o psach. Polecam!

http://www.maskotkaipieska.blogspot.com/ — coś dla psiaro-kociarzy, takich jak ja. To jest naprawdę piękny blog o kundelku Piesku i kocie Lucku. Bardzo lubię fotki i opisy relacji pomiędzy psiakiem i kotem. Ten blog sprawia, że zdecydowanie stwierdzam, że trzeba wziąć jakiegoś kota :).

http://ptysiowy.blogspot.com/ — bardzo lubię tu zaglądać. Ptyś jest pięknym psem, a jego właścicielkę bardzo wspieram w jej treserskich ambicjach. Przyznaje, że moje serce zdobył wpis pt. „Szczęście” i tak już zostałam Ptysiową fanką 🙂

Mój znajomy z Facebook’a to http://www.facebook.com/Czort.pies  — piękny sznaucer, który psoci i kombinuje :). Ma mega cudny pyszczek i bystre psotne oczki 🙂 Coś mi się wydaje, że z Berkiem by się doskonale dogadali 🙂

 

Basza

Kiedyś wspominałam już wszystkie zwierzaki jakie przewinęły się przez moje życie: https://piesberek.wordpress.com/2012/05/28/jestem-kociara-psiara/   Nie było ich aż tak wiele, ale wszystkie, bez wyjątku były i są wyjątkowe. Dzisiaj, w czasie odwiedzin u rodziców, zanurkowałam w pudło ze starymi zdjęciami. Wydaje się, że takie pudła nie mają dna !! Teraz trzymamy wszystkie zdjęcia na komputerze, lub na płytach – nic się nie kurzy i nie wala po domu… Ale jakoś te zdjęcia oglądane na ekranie nie potrafią tak rozśmieszyć jak te „papierowe”… Jakoś zawsze brak cierpliwości na oglądanie zdjęć na ekranie komputera.

Dzisiaj udało mi się dogrzebać do paru naprawdę archiwalnych fotosów :). Na początek zdjęcie mojego Taty z Baszą – seterem szkockim, którego mieli moi rodzice, jeszcze zanim się urodziłam. Basza był ukochanym psem moich rodziców, a dla mnie był … po prostu był i jako dziecko nie istniał dla mnie świat bez niego. Trochę niewyraźne…

Dla mnie Basza był najpiękniejszym psem na świecie 🙂

Urodziłam się jak Basza już mieszkał z moimi rodzicami. Dla mnie ten pies był „od zawsze”. Dzieci wszystko postrzegają i uznają za dane i nie zastanawiają się nad alternatywami do tego co ich otacza. Dla mnie wielki, czarny, kudłaty pies był elementem mojego świata. Na tym świecie wszystko się opierało, wszystko się zaczynało i kończyło. Pewnie dlatego jak odszedł jak miałam osiem lat to, jako mała Ewa, zamknęłam w swojej głowie rozdział pt. „Basza” i nigdy, ale to przenigdy, nie porównałam żadnego psa do Baszy, nigdy nie pomyślałam o czymś w kwestii „bo Basza to….”. On był i zawsze będzie dla mnie niezastąpiony, a życie bez niego musiało być już inne. Nieczęsto mówię o takich rzeczach, bo jest mi trudno. Byłam małym brzdącem i niewiele rozumiałam z tego co się wokół mnie działo.  Ale wiedziałam, że cokolwiek się działo to zawsze był tam gdzieś w okolicy Basza. I to było coś co taki mały dzieciak wie, ale nie do końca jeszcze rozumie. Nie musi….

Wypad na Mazury

Ostatni weekend spędziliśmy na Mazurach. To były superowe dwa dni, ale zdecydowanie za krótkie :(. Oj, nie chcieliśmy wracać do domu!

Wyjazd był dość spontaniczny: zwieliśmy pierwszy lepszy nocleg, który wyglądał OK na zdjęciach w ofercie w internecie i gdzie akceptowano nasz pobyt z psem. Chcieliśmy by było stosunkowo niedaleko Warszawy i z łatwym dostępem do jakiegoś jeziorka, ale bez tłumu ludzi. Nie było czasu na większe planowanie. Szczęśliwie udało nam się znaleźć bardzo sympatyczne miejsce, w Warchałach, około 13 km od Szczytna, w gminie Jedwabno. Postanowiliśmy wynająć domek letniskowy, z ogrodzonym terenem, na obrzeżu lasu. Okolica Szczytna jest naprawdę przepiękna; zakochiwałam się w widokach dosłownie co chwilka :).

A Berek? Berek zakochał się w wodzie :). Myślę, że psiak jest już dostatecznie duży i pewny siebie by naprawdę cieszyć się z pluskania w jeziorze. Wyraźnie ciągnęło go do wody. Czasem miałam wrażenie, że z tej wody wystaje uśmiechnięta w Disney’owski sposób psia morda :). Berek dzielnie wbiegał do wody i dopływał do wrzucanych przez nas patyków. Wybiegał z jeziora galopem, wpadał na nas i prosił by wrzucać mu znów patyk do wody. Bał się jednak wskakiwać z pomostu, choć wydaje mi się, że gdybyśmy spędzili nad wodą jeszcze z jeden dzień to by fruwał z pomostu do wody z rozbiegu 🙂

Bawiliśmy się wspaniale, a odpoczynek wieczorem był jak najbardziej zasłużony i naprawdę słodki. Planujemy w te wakacje jeszcze parę takich wypadów, jeśli tylko czas i finanse nam pozwolą.

Czy powinnam się przyznawać że… ?

Ah, ostatnie dni, tygodnie, były zakręcone. Wyraźnie zaniedbałam bloga i tylko czasem updatowałam Berkowego facebooka. Czasem muszą pojawić się „przerwy w nadawaniu” choć zupełnie mi się to nie podobało. Teraz jednak myślę, że powoli wszystko zacznie wracać do normy i poprzedniego trybu.

Był ślub, było zamieszanie :). Wiadomo; niby nic wielkiego się nie dzieje, ale masa planowania i miotania to ślubny pewniak. Berek raczej niczego nie zauważył, bo w dniu ślubu został rano zabrany do „dziadków”, gdzie fruwał po ogródku aż do ostatniej chwili. Potem niestety wylądował na kilka godzin w zamknięciu, ale nie za bardzo mu to przeszkadzało, bo odsypiał całodzienne ogródkowe szaleństwo. Mój Tata wpadał do niego co kilka godzin, a potem niańczyła go moja ciocia.

A ja? A ja ślubowałam, świętowałam i tańczyłam całą noc. O godzinie 4.00 rano, gdy wesele się skończyło i ostatni goście pojechali do domów, udało mi się na chwile przysiąść w ciszy i spokoju i pomyśleć na spokojnie o wszystkim. Przytuliłam się do (już) męża i co wystękałam mu w ramie?

– „Chyba chcę teraz do Berka… Pewnie śpi”.

I może nie powinnam się przyznawać, że właśnie o tym myślałam po swoim ślubie, ale cóż mogę na to poradzić? Berek tworzy mój dom, a gdzie zmęczony człowiek chce? Gdzieś gdzie jest zawsze tak samo i znajomo – do domu, do psiaka…. Więc chyba ze mną wszystko ok … 🙂 🙂 🙂

Królewskie psy

W Wielkiej Brytanii już trzeci dzień trwają obchody 60-tej, rocznicy panowania królowej Elżbiety II. Rocznica jest diamentowa. „She is a diamond”. Na monarchii się nie znam, nie wiem nawet czy mi się to podoba czy nie. Jednak taki jubileusz na pewno jest wart świętowania, bo 60 lat na tronie to nie byle co.

Pamiętam, że jedna z pierwszych informacji dotyczące królowej Anglii, które zaczęłam rozumieć jako małe dziecko, było to, że królowa ma pieski. Takie z krótkimi nóżkami. Dopiero po latach dowiedziałam się jak nazywa się ulubiona rasa Królowej Elżbiety II: Walijskie corgi pembroke. Królowa miała ich łącznie 16.

Corgi to psy pasterskie, zaganiające, jednak coraz częściej pełnią rolę psów do towarzystwa. Sa bardzo  żywiołowe, chętne do zabawy, wspaniałe psy rodzinne. Corgi jest potomkiem cardigana, rasy która powstała pomiędzy VIII-X wiekiem, gdy na południowym wybrzeżu Walii osiedlili się Wikingowie. Przywieźli oni ze sobą skandynawskie pasterskie szpice ze szczątkowym ogonem. Obie rasy były bardzo pomocne w zaganianiu i pilnowaniu bydła i gęsi. Związek kynologiczny zainteresował się corgi dopiero w początkach zeszłego stulecia, jest to więc rasa stosunkowo młoda.

Ponieważ corgi jest spokrewniony ze starą rasą cardigana, o jej pochodzeniu krążą legendy. Jedna z nich mówi, że niziutkie corgi służyły leśnym wróżkom za wierzchowce… Jeśli dokładnie przyjrzymy się brązowym łatom corgi, zobaczymy ślad uprzęży 🙂

Jestem kociarą-psiarą

Zawsze dziwiła mnie zaciekła walka jaka staczają właściciela kotów z właścicielami psów. Idiotyczna jest też ignorancja jaką kociarzom okazują psiarze. Czemu w ogóle mówimy „psiarze” i „kociarze”? Przecież to nie ma sensu! Jest tak wiele osób, które maja i psy i koty, ale o nich się nie mówi, oni się nie wypowiadają… Czy taki ludek jak ja, czyli kociarzo-psiarz, jest „wyklęty przez obie grupy w imię założenia,  że albo lubi się koty albo psy, bo te zwierzaki są zupełnie inne i nie można lubić dwóch ekstremów… No właśnie…. Koty są inne od psów, psy różnią się od kotów, i to jest dokładnie to co ja w nich KOCHAM 🙂

Gdy się urodziłam moi rodzice mieli Gordona o imieniu Basza. W moim dziecięcym świecie Basza był elementem stałym. Był od początku i tak miało być. Niestety pewnego dnia Baszy zabrakło. Miałam wtedy chyba 8 lat, ale dokładnie pamiętam moment, gdy Tata powiedział mi, że Baszusia już nie będzie w domu jak wrócimy od Dziadków. Byłam mała, ale Basza nie był dla mnie po prostu psem. Nie mówiłam rodzicom, że chcę nowego pieska, bo Baszy nie postrzegałam jako psa. Basza był niezastąpiony, poza zasięgiem. Nie pies, nie brat – to był Basza.

Po jakimś czasie w domu pojawił się czarny kociak. Moja ciotka wyciągnęła go z krzaków przy Hali na Woli w Warszawie. Byłam zachwycona, gdy wreszcie rodzice zgodzili się zatrzymać tą małą koteczkę. Nazwałam ją Nitka. Czarna, słodka i chuda jak nitka kicia szybko urosła i stała się diabłem wcielonym. Kot był nie-do-opanowania. Mimo iż byłam nadal małą dziewczynką to pamiętam, że poważnie zastanawiałam się czy nie oddać kotki do domu z ogródkiem, gdzie mogłaby się do woli wyszaleć. Jednak w tamtym czasie moi Rodzice zaczęli mówić o wyprowadzce do domku pod Warszawę więc kotka z nami została, gdyż wiedzieliśmy, że za chwilę będzie opcja ogródka i „wybiegu” dla diablicy. Okazało się, że po przeprowadzce Nitka zrobiła się natychmiast spokojniejsza, szczęśliwsza, wolna.

W ciągu pierwszych paru lat mieszkania pod Warszawą trafiły do nas kolejne 3 koty i pies. Do Nitki dołączyła ruda sunia średniej wielkości, która nazwaliśmy Pomyłka. Pomyłka przyplątała się pod nasz dom pewnej październikowej niedzieli. Była przerażona i miała złamaną przednią nogę. Lekarz w psim pogotowiu zapytał moich Rodziców czy ja wezmą, bo inaczej psa trzeba będzie uśpić gdyż noga musi być operowana, a w schronisku po operacji nikt się tak chorym psem nie zajmie. Lekarz nie był też pewien czy nóżkę da się w ogóle uratować… Rodzice zobowiązali się do wzięcia suki po operacji do domu. Pomyłka bardzo powoli wracała do zdrowia. Bała się ludzi, długo musieliśmy pracować aby zdobyć jej zaufanie i chyba nigdy tak naprawdę nam się to nie udało. Psiak nie umiał się bawić, bo wpadał w panikę gdy wykonywałam jakikolwiek gwałtowny ruch. Bała się, gdy podnosiłam rękę do góry lub ją wołałam głośniej niż zwykle. Ktoś musiał w przeszłości bardzo ją skrzywdzić, bić i straszyć. Pomyłka szybko zaczęła też chorować: w przeciągu paru lat straciła wzrok i słuch. Potem zachorowała na raka i zaczęła mieć kłopoty z żołądkiem. Pod koniec życia nie miała również powonienia. Dbaliśmy o nią jak mogliśmy. Spędziła życie na trawce w ogródku, relaksując się tak jak chciała. Wierzę, że na swój psi, schorowany sposób, była szczęśliwa.

W tym samym czasie, gdy były z nami Nitka i Pomyłka, mieliśmy również koty-znajdki. Po Pomyłce pojawił się Balon. Był pięknym pręgowanym kocurem o dość obłym kształcie 🙂 Pewnego dnia po prostu wprowadził się do nas i już został na zawsze. Balon był wspaniały! Taki kot- przytulak, łagodny i przymilny, ale jednak nie kocia ciapa. Miał charakterek i zawsze próbował ustawiać Nitkę :). Nitka była zawsze „moim” kotem; spała ze mną i ze mną spędzała najwięcej czasu. Drapała, i wciąż drapie, wszystkich oprócz mnie.  Balon nie miał wstępu do mojego pokoju, bo tam „bazę” miała Nitka. Nitka mnie broniła i nie dała Balonowi panoszyć się koło mnie. Może dlatego mój kontakt z Balonem był zawsze dość ograniczony. Balon przylepiał się do moich Rodziców. Do mnie natomiast przylgnęła opinia, że my z Nitką jesteśmy „takie same wredne i siebie warte”, bo w zupełności wystarczało mi towarzystwo mojej diabelskiej kotki… No cóż – to prawda – Nitka to najwspanialszy kot na świecie! 🙂

Mieliśmy również kocurka o niechlubnym imieniu Czopek. Ten kot był naprawdę piękny; miał biało czarne umaszczenie i wspaniały, zgrabny koci kształt. Zawsze wyglądał na trochę nieprzytomnego, ale tak naprawdę był bardzo sprytny i cwany. Jako jedyny dogadywał się ze wszystkimi zwierzakami. Kochał mnie i moich Rodziców chyba tak samo i nie wybrał sobie nigdy swojego ukochanego domownika. Pomyłka za nim przepadała jak był kociakiem. Niestety pewnego dnia Czopek nie wrócił na noc… Już nigdy do nas nie wrócił…

Nasza ostatnia znajda to piękna płowa kotka o kształcie kota orientalnego. Nazwaliśmy ja Nowa, bo była … hmmm nowa…. Nowa ma już ok 8 lat a cały czas zachowuje się jak kociak. Czasem wydaje mi się, że ona zupełnie nie wie co się wokół niej dzieje. Jednak to tylko pozory, bo Nowa jest super myśliwym i bardzo spostrzegawczym obserwatorem. Dobrze wie gdzie i jak się schować i zawsze zwiewa do domu. Kiedyś została przez kogoś postrzelona z wiatrówki (nawet nie chcę o tym pisać) i moja Mama znalazła ją czołgającą się dzielnie do domu. Nowa to wojownik, kot który działa. Nigdy nie zapomnę, jak wbiegała w lato do domu, leciała do misek by się szybko najeść a potem kłusem do Pomyłki by się przywitać ze Ślepotką. Potem galopem znów na zewnątrz. na nic innego nie miała czasu :).

Nie ma już z nami Pomyłki, Czopka i Balona. W domu moich rodziców została Nowa i Nitka. Za Nitka tęsknię ogromnie, jednak nie było mowy o przenoszeniu  tak starego kota do nowego miejsca zamieszkania (Nitka ma ok 18 lat). Czasem przyjeżdżam z Berkiem w odwiedziny do Rodziców. Ale jest wtedy na co patrzeć! Stara Nitka ustawia Berka :).  Berek nie ma nic do gadania i koniec 🙂

Ale wracając do tematu… teraz mam szczeniaka i niedługo pewnie będę się przeprowadzać. Psu łatwiej niż kotu jest znieść taką zmianę. Mimo iż uwielbiam spacery z moim psem i nie zamieniłabym ich na nic na świecie, to jednak brakuje mi kociego towarzystwa. Tęsknię do wieczornego siedzenia „pod kotem”. Wiem, że kota będę w przyszłości mieć na pewno. Kiedyś… Kocham koty i psy tak samo mocno ale kocham w nich zupełnie inne rzeczy. Nigdy nie porównuje kotów do psów, ani psów do kotów, bo to zupełnie nie ma sensu. Po co te wszystkie dyskusje i kłótnie o wyjątkowość kotów lub psów?  Czemu trzeba wybrać czy się jest psiarzem czy kociarzem? Ludzie lubią się identyfikować z jakąś grupą, czuć, dzielić się swoją pasją z innymi. Postuluję za stworzeniem grupy kociarzy – psiarzy, czyli ludzi którzy kochaja spacer i zabawę ze swoim psem i marzą by wrócić do domu i usługiwać swojemu kotu :).

Nitka

Pomyłka

Nowa

Bo wczoraj był Dzień Matki …

„Matka” przegapiła, że bobas skończył 22 maja 5 miesięcy.

Weekend jak zwykle zajęty. Wczoraj zadzwoniłam do swojej Mamy z życzeniami z okazji Jej dnia. A tu moja Mama zaczęła się śmiać … i sama życzyła mi wszystkiego najlepszego z okazji Dnia mamy mówiąc: ” … bo przecież Berek Ci nie złoży życzeń… 🙂 „. Fakt faktem, że śmieszy mnie, a nawet czasem wywołuje pewne zażenowanie, gdy ludzie mówią o swoich zwierzętach „dzieci”, ale nie da się ukryć, że Berkowi „mamusiuję” bo tak to już ze szczenięciem. 🙂

I z tej okazji zrobiło się wczoraj melancholijnie … Oglądając zdjęcia Berka stwierdziłam, że chyba mi ktoś podmienił psa, bo tak urosnąć i to w tak krótkim czasie, się nie da. Im Berek większy, tym bardziej szalony, a ja kocham go coraz bardziej, ale teź coraz więcej od niego oczekuję. Czy to dobre symptomy „mamusiowej” miłości ? 🙂

 

 

Psi blog?

Ten blog miał i, teoretycznie, JEST o psie. Wiadomo, że o psach można dużo pisać, a o tych najukochańszych pisać można bez przerwy. Ale blog to również bardzo osobisty ludzki „twór”. Nie ma co ukrywać, że o każdym szczególe. który tu ląduję decyduje człowiek a pies ma w tym temacie mało do powiedzenia. Może i Beruś dziś stworzył jakiś fajny post, ale co z tego jak właścicielka nie w sosie? 🙂 Beruś jest dziś uroczy; grzeczny jak Disney’owski bohater przesłodzonej kreskówki. Bawi się pięknie, nie podgryza, nie kombinuje. Toż to jest materiał na post! Przecież powinnam już rozpływać się nad tym jaki mieliśmy wspaniały dzień razem, na spacerku i w domu… I rzeczywiście, Berek dziś był wspaniały i pomógł mi przetrwać ten dzień. Ale pisać o tym na blogu nie będę za dużo.

Dziś zrobiło się właścicielce smutnawo i melancholijnie. Parę miesięcy temu wróciłam do kraju po paru latach studiowania za granicą. Ostatni semestr spędziłam już w Polsce gdzie pisałam większą pracę badawczą. W piątek skończyłam oficjalnie uczelnię i wysłałam wszystkie eseje i pracę końcowe, aby dostać zaliczenia i stać się dumna „graduate”… I tak mi smutno :(. Chciałabym móc uczestniczyć w ceremonii na zakończenie roku akademickiego i razem z przyjaciółmi cieszyć się, że nam się udało przetrwać i na koniec odnieść sukces. Tu w Polsce jest wspaniale, ale czasem samotnie, o człowiek zostawił kawałek siebie daleko za oceanem. Wiem, że jeszcze kiedyś tam pojadę, ale wiem też, że już nigdy nie będę studentem mojej ukochanej uczelni…

I w takie dni nie chcę tworzyć postów na blogu. Chcę tylko spędzić trochę czasu z moim psem i nikomu nie mówić jaki on jest wspaniały i jak go uwielbiam i jak mi pomaga. Tak samo jak czasem nie chcę mówić, że tęsknie za przyjaciółmi z uczelni i jak ta ogromna tęsknota pomaga mi docenić jakie miałam ogromne szczęście, że ich spotkałam.

Fotka, a na niej „Pies Melancholijny”: