Jesienny Berek

Jesień którą mamy od kilku dni zapiera dech w piersiach – jest ciepło i słonecznie. Chciałabym, żeby tak było cały czas! Kolory na drzewach są niesamowite, a dzięki słonecznej pogodzie tak łatwo iść na spacer i po prostu odpoczywać podziwiając uroki tej pory roku.

Nie wiem czy Berek podziela mój zachwyt, bo ewidentnie jest mu gorąco i każdy spacer kończy zanurzeniem w kanałku. Intensywnie biega tylko wczesnym rankiem, kiedy jest mgła i intensywne zapachy na trawie pokrytej rosą. Reszta dnia to raczej wygrzewanie się na słońcu niż bieganie. Ale co tam – deszcz jeszcze przyjdzie i Berek będzie zachwycony. Tymczasem ta JA napawam się chwilą i wywlekam psa na spacer kiedy tylko mogę.

Przyznam, że uwielbiam patrzeć na Berka jak szaleje na łąkach. To jest po prostu piękne. Jak dla mnie jest to jedna z najpiękniejszych rzeczy jaką kiedykolwiek widziałam. I gdy dzień jest piękny i słoneczny, a ja odpoczywam idąc po łąkach z psem, jest idealnie. Wtedy wszystko nagle jest takie jakie powinno być 🙂

Poniżej kilka zdjęć Berka w jesiennym słońcu 🙂

seter gordon

seter gordon

seter gordon

DSC_0908

seter gordon

 

 

 

Zanim weźmiesz psa wyobraź sobie, że będzie potworem ;)

Schroniska są pełne psów które okazały się ludzkim rozczarowaniem. Posiadanie psa to nie tylko przyjemność, ale również obowiązek. Ludzie potrafią zniechęcić się, znudzić praktycznie wszystkim. Niestety swoim zwierzęciem również. Nie potrafię zrozumieć takiego podejścia. Nie mam pojęcia jak można stwierdzić, że psiak-żywa istota- jest nieodpowiedni, niepotrzebny i należy się go pozbyć. Niestety taka jest rzeczywistość.
Moim zdaniem bardzo łatwo można uniknąć takiego rozczarowania i każdy przyszły właściciel psa powinien być w stanie to zrobić. Problem w tym, że często ludzie po prostu w ogóle się nie zastanawiają i kierują się tylko emocjami. Proponuję dwie opcje:
1. Nie brać w ogóle zwierzaka, albo…
2. Założyć opcję „ekstremum” czyli, że to nam trafi się ten nadpobudliwy egzemplarz, niszczący wszystko w domu i szczekliwy. Dodatkowo załóżmy, że psie żarcie zdrożeje, zamiast wydać oszczędności na wakacje będziemy musieli leczyć psa, albo wydać na szkolenie, że skorygować jego zachowanie. A jak już wydorośleje i się uspokoi, zaczniemy remont mieszkania, które przeżuł nas podopieczny. Wyobraźcie sobie, że odkąd będziecie mieć psa wszystkie jesienne dni będą deszczowe, a zima będzie bardzo długa. Na spacer zawsze będzie ciężko się wywlec. Obowiązku będziemy mieć tylko więcej, a energii jeszcze mniej. Tak własnie zrobiłam ja, decydując się na Berka – założyłam, że będzie „ciężkim egzemplarzem” i będziemy się trochę „męczyć” – dzięki temu jest mi łatwiej, bo mój pies nigdy mnie nie rozczarował. Już tłumaczę o co mi chodzi…

Gordony znałam z autopsji, więc wiedziałam na co zwrócić uwagę czytając opis rasy, a także w co wierzyć. Słyszałam o gordonach wyluzowanych, takich które świetnie radzą sobie w mieście, a miejski park im wystarcza, bo nie mają silnego instynktu łowieckiego i nie chce im się specjalnie tropić…. ale osobiście nigdy takiego setera nie spotkałam. Biorąc Berka wiedziałam, że dopóki będzie z nami, mieszkanie w mieście odpada. Wiedziałam, że brak mi umiejętności, aby w zupełności kontrolować instynkt myśliwski Berka, więc postanowiłam, że zapewnię mu spacery, gdzie będzie mógł robić to co kocha całym sercem i gdzie będzie bezpieczny. Spacery po polach to u nas standard, nie dlatego, że mam ten luksus mieszkania w takim miejscu, tylko dlatego, że postanowiłam, że będę mieszkać w takim miejscu z powodu psa. Była to świadoma decyzja.
Wiem, że gordony mają tendencje do niszczenia mieszkania. Ponieważ mieszkanie wynajmujemy, zdecydowaliśmy się na przyzwyczajenie Berka do kennelu. Pies korzystający swobodnie z kennelu to mocny argument przy wynajmowaniu mieszkania. Dodatkowo, po prostu jesteśmy spokojni, bo Berek naprawdę nigdy nic nie zgryzł. Nie mam pojęcia czy ma naturę niszczyciela, bo nigdy tego nie „testowaliśmy” – gdy wychodzimy z domu śpi spokojnie w kennelu. Założyliśmy, że zlikwidowałby całe mieszkanie podczas naszej nieobecności i dzięki temu … nigdy nie musieliśmy złościć się, że zjadł nasze buty czy wypatroszył kanapę. Żyjemy szczęśliwi :).
Wiedziałam, że gordony są energiczne, często najpierw robią, potem myślą. Przyznaję, że nie zdawałam sobie sprawy z intensywności działań psa tej wielkości. Berek zaskoczył mnie swoim entuzjazmem który przejawia do WSZYSTKIEGO i chwilę zajęło mi nauczenie się jak sobie z tym radzić, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Bywa ciężko i są dni, że chciałabym, żeby mój pies po prostu wyłączył swoje „seterzenie”, ale tak naprawdę nie oczekuję, że to zrobi. Kocham w nim to z czego inni się śmieją, co inni definiują jako psią głupotę. Zamieniłam to co kiedyś mnie męczyło w coś co mnie i Berka wyróżnia – zgranie naszego szaleństwa jest idealne :D. Nie ma rozczarowań – czasem są tylko małe zgrzyty, ale wina nigdy nie leży tylko po stronie psa. Zwykle winię pogodę, mój zły nastrój, albo zmęczenie – Berek jest zawsze dla mnie moim Berkiem, który jest taki jaki miał być. I znów – zero rozczarowań.
A spacery? Czy one mi się nudzą? Nie. Bo wychodzę z psem na spacer oglądać jego radość. Bardzo często zapewniam Berkowi takie spacery na których mój pies jest po prostu szczęśliwy. Dla mnie nie ma nic piękniejszego niż uśmiechnięty Berkowy ryj. Jeśli w deszcz i zimno wypełzam z domu wierząc, że to uszczęśliwi mojego psiaka, jest mi łatwiej i ani pogoda ani mój ponury nastrój nie zniechęca mnie, a obowiązek spaceru z psem nie może być wtedy rozczarowaniem.
Wakacje: bardzo dużo psów trafia do schroniska, bo właściciele nagle stwierdzają, że podczas ich wyjazdu nie ma kto zając się czworonogiem. Zanim zdecydujesz się na psa pomyśl, że dla niego też będziesz musiał zawsze organizować wakacje – albo zabierasz go ze sobą, co może Ci trochę utrudnić i ograniczyć sposób spędzenia urlopu, albo znajdujesz mu opiekę u rodziny. Możesz też zapłacić za hotel lub petsittera. Organizowanie urlopu będzie trudniejsze, a jego koszt zapewne wyższy. Nie słuchaj tych co mówią, że jest banalnie prosto i nie ma co się przejmować. Nie masz ochoty na dodatkowe utrudnienia i nie czujesz się na siłach aby im podołać i nie masz ochoty nic poświęcać – nie bierz psa. Wakacje może i masz, ale nie od psa.

Oczywiście nie zawsze wszytko jest takie proste. Wielu rzeczy nie da się przewidzieć, wyobrazić sobie, a dodatkowo, człowiek ma tendencję do unikania trudnych tematów, odpierania problemów i stosunkowo pozytywnego myślenia. Ja też nie wiedziałam jakie problemu będę mieć z Berkiem i na pewno nie przewidziałam wszystkich. Ale nigdy nie winiłam za to mojego psa i nigdy nie dałam mu odczuć, że jest nie taki jaki powinien być.

zberkiem

 

Wymarzony spacer z psem

Jaki jest Wasz wymarzony spacer z psem?

Po ponad 2 latach życia z Berkiem mogę uznać, że w miarę się rozumiemy. Tak, tak – zgadza się – trochę nam to zajęło, ale za to więź z Berkiem ma solidne podstawy. Także według Berka, co jest niezwykle cenne u takiego psa jak seter gordon. Posiadanie psa to wiele wyrzeczeń, obowiązków i kompromisów. Ale to nasz, człowieka, świadomy wybór i nigdy nie powinniśmy psu dać tego odczuć. Staram się widzieć ile razy Berek idzie na kompromis żyjąc z nami pod jednym dachem. W jego psim świecie koegzystencja z nami to przecież także wyrzeczenia i dostosowanie się do naszych zasad. Staram się to doceniać i nigdy nie zakładać, że to co robi mój pies jest oczywiste, bo dla niego być może, jest to poświęcenie.

Po ponad 2 latach razem wiem co lubi mój pies, wiem kiedy muszę mu pomóc i w jaki sposób poprawić mu humor. Ta wiedza ułatwia nam obojgu życie, bo gdy Berek jest szczęśliwy, ja psychicznie odpoczywam. Natomiast, gdy ja jestem spokojna, Berek od razu to wyczuwa i łapiemy lepszy kontakt. Dostosowałam spacery do Berka, bo mam świadomość jakim jest psem i czego potrzebuje. Nie chcę mu wmawiać, że jest inaczej. Natomiast on zrozumiał, że właśnie „impreza” jest tam gdzie jest jego pani i nie trzeba za dużo kombinować. Może niektórzy powiedzą, że się poddałam, że robię to co chce pies łażąc po polach w błocie zamiast po alejkach w eleganckim parku, ale… to co dostaję w zamian od mojego psa jest bezcenne.

Nawiązując do tytułu posta – mój wymarzony spacer z Berkiem jest trochę dla niego i trochę dla mnie. Berek miałby zapewnione śmiganie po polach, a ja spokój, odpoczynek, cudowne widoki i mojego szczęśliwego psa u boku.
Szkocja – nigdy tam nie byłam i przyznam, że przez długi czas wcale nie znajdowała się na mojej liście krajów do odwiedzenia. Ale od jakiegoś czasu, gdy zdarzają się mi i Berkowi „spacery idealne”, po polach, w spokoju, bez tłumu ludzi często w brzydka pogodę i deszcz, zaczęła mi się marzyć Szkocja.

Ciężko wybrać najpiękniejszą cześć tego kraju, bo każda tak naprawdę urzeka swoją urodą. Zakładając, że nie chcę wspinać się po górach (choć z drugiej strony…), powinnam mieć możliwość stosunkowo łatwego dojazdu, powinnam wybrać się na wschodnie wybrzeża Szkocji. Dodając również, że oczywiście byłby z nami Berek, powinnam darować sobie dłuższy pobyt Edynburgu, albo w Aberdeen i wybrać pieszą wędrówkę wzdłuż wybrzeża. Na wschodzie znajduje się tzn szlak Fife, który jest uwielbiany przez samych Szkotów. Szlak ma około 150km długości i jest podzielony na siedem krótszych odcinków. Swobodnie można zaplanować cały urlop na wędrówkę z plecakiem z jednego miejsca na drugie podążając od początku szlaku w Newport-on-Tay aż do jego końca w North Queensferry. Fife to dużo historii regionalnej i piękna natura. Myślę, że właśnie w taki sposób chciałabym zacząć poznawać Szkocję i z czasem dotrzeć na zachodnie wybrzeża, aż tak daleko jak Knoydart (choć nie wiem, czy to odpowiedni teren dla amatora takiego jak ja).
Szlak Fife ma swoją stronę internetową, gdzie można znaleźć dużo pomocnych informacji: www.fifecoastalpath.co.uk. Warto zajrzeć! 🙂

fife1
źródło: visitscotland.com
fife2
I jest pies! Kiedyś na takiej fotce będzie Berek 🙂 źródło: wikipedia.com
fife3
źródło: http://vc-moulin.blogspot.com/2011_01_01_archive.html
Gordon-Highlands-2012-4543
Warto jechać dla takich widoków 🙂 źródło: http://www.coppersheen.ch/field.htm, zdjęcie autorstwa Susan Stone

Moja wiedza na temat Szkocji jest znikoma, ale mam nadzieję odwiedzić ten kraj aby móc zweryfikować informacje znalezione w książkach.

Grooming

Parę dni temu skończyłam czterotygodniowy kurs groomingu. Kurs był świetny, gdyż opierał się głównie na zajęciach praktycznych – codziennie, średnio, strzygłam samodzielnie, lub asystowałam w strzyżeniu 3 -4 psów, czasem więcej. Oczywiście taki kurs, mimo iż stosunkowo długi, jest tylko wstępem do sztuki groomingu. Psi fryzjer powinien cały czas rozwijać swoje umiejętności.

Podczas kursu miałam okazje poznać wielu właścicieli psów. Ludzie są różni, podobnie zresztą ich psiaki. Przyznam, że te cztery tygodnie spędzone w salonie groomerskim to była dla mnie niezła szkoła życia. Sama praca groomera jest ciężka fizycznie, wymaga dużo cierpliwości i opanowania. Poza tym, że pracuje się z psami, klientem jest również/głównie (zależy jak i kto na to patrzy) właściciel zwierzaka. Ludzie mają różne podejście do swoich zwierząt, a groomer musi umieć znaleźć wspólny język praktycznie z każdym właścicielem. Wychodzenie z założenia, że moje własne zdanie na temat danego psa, czy jego zachowania czy wychowania jest jedynym słusznym, a inni się mylą, nie pozwoli groomerowi wykonywać swojej pracy. Grooming to opanowanie, samokontrola i wyrozumiałość na poziomie kosmicznym ;).

W czasie mojego kursu leczyliśmy ranę na nodze Berka. Dzięki uprzejmości właściciela salonu groomerskiego, mogłam przyprowadzać Berka do salonu co ułatwiało mi pilnowanie żeby nie lizał gojącej się rany. Niestety zamykanie psa w kennelu w psim kołnierzu to nie jest najlepszy pomysł. Na szczęście Berek świetnie odnalazł się w salonie groomerksim. Już praktycznie po jednym dniu plątania się wszystkim pod nogami załapał co ma robić i … nic nie robił – uspokoił się i zasypiał, gdy ja strzygłam innego psa. Nigdy nie myślałam, że to będzie możliwe. Sądziłam, że w najlepszej sytuacji, będę mogła odizolować Berka od siebie zamykając go w innym pomieszczeniu na czas kiedy ja zajmowałam się innym psem. Nie spodziewałam się, że on wyciszy się do tego stopnia, że zaśnie niedaleko od stołu groomerkiego na którym ja zajmuję się innym psiakiem. Kosmos! Byłam zachwycona zachowaniem mojego psa. Oczywiście pod koniec dnia Berek zaczynał kombinować – podkradał zabawki z półek ze sklepu zoologicznego, który przylegał do salonu, albo zapraszał wszystkie psy klientów do zabawy. Po prostu „berkował” w swoim stylu. Tak czy inaczej nie było problemu żeby w zakładzie wysiedział ze mną ośmio-godzinny dzień pracy. Pomijam już dodatkowo poranne 50 min podróży autobusem , żeby dojechać na miejsce ;).

groomer

Jak już wspomniałam, Berek miał niedawno skaleczoną łapę, która goiła się ponad 3 tygodnie. Skaleczenie nie było duże, ale głębokie i konieczne było usunięcie oddartego kawałka opuszka. Ranka musiała nie tylko się zrosnąć, ale zarosnąć. Nogę trzeba było oszczędzać. Berek chodził w opatrunkach, psich butach i unikaliśmy intensywnego biegania. Rekonwalescencja była długa i już nam wszystkim, nie tylko Berkowi, brakowało spacerów po polach. Kiedy wreszcie, po 3 tygodniach, mój A. zabrał Berka na łąki… Pies wrócił wyglądając tak:

rzep2

rzep

Rzepy wyciągaliśmy z psa przez ponad 1,5 godziny. Berek leżał cierpliwie i nie oponował. Chyba rozumiał, że nie poradziłby sobie sam z wyskubaniem tego z futra i musi wytrzymać nasze „iskanie”. A na pewno go ciągnęliśmy i szarpaliśmy walcząc z tą ilością rzep. Ohyda!

Chciałabym w tym miejscu pozwolić sobie na mały apel. Otóż grooming uchodzi za usługę ekskluzywną, skierowaną głównie do właścicieli małych piesków. Osobiście nie zgadzam się z tym, ale rozumiem skąd wynika takie przeświadczenie. Zanim zaczęłam uczęszczać na kurs uważałam podobnie. Oczywiście, że grooming zwykle tyczy się mniejszych psów. Jednakże, niezależnie od tego jakiego mamy psiaka, warto odwiedzić salon groomerski i dowiedzieć się jaka jest tam oferta i w jaki sposób możemy z niej skorzystać. Grooming to także profesjonalne podcinanie pazurów, czyszczenie psich uszu i dbanie o higienę wokół psich oczu (dotyczy to głównie psów długowłosych). Korzystając z usług salonu groomerskiego można ułatwić sobie po prostu życie – jeśli przyzwyczaimy swojego psa do regularnych wizyt w salonie, można będzie go tam bez stresu zostawić na porządne wyczesanie, a w tym czasie coś samemu załatwić na mieście. Wchodzą do groomera nie musimy od razu strzyc psa zmieniając jego wygląd, zaplatać mu warkoczy czy robić kucyka na czubku głowy. Groomer może po prostu profesjonalnie zadbać o psa.

 

„Friends will be friends…”*

Nareszcie, po wielu rozmowach w sieci, udało nam się poznać osobiście Homera i jego panią. Co tu dużo mówić – spacer był wspaniały: świetne towarzystwo i cudne tereny w Dziekanowie Leśny nad Wisłą pod Warszawą.

Berek i Homer są w podobnym wieku i mają podobny temperament. Z „panią Homerkową” przegadałyśmy o naszych psach prawie dwie godziny i doszłyśmy do wniosku, że nasze czworonogi są bardzo do siebie podobne z charakteru. Podobnie również zachowują się w stosunku do innych psów i ludzi. Podobieństwo jest tak duże, że aż obie byłyśmy tym zaskoczone.

A co na to Homer i Berek? Chłopaki przez większość spaceru udawali, że się nie widzą, ale też nie oddalali się od siebie celowo. Każdy miał tego drugiego na oku gotowy pobiec w jego kierunku i sprawdzić co nowego wywęszył. Nieśmiało poganiali ze sobą przy niewielkiej sadzawce, ale jakoś beż przekonania. Natomiast pod koniec spaceru zaczęło się prawdziwe, seterze szaleństwo – biegali jak szaleni po plaży nad jeziorkiem, wskakiwali do wody, podgryzali sobie uszy. Było na co popatrzeć, bo mimo, iż oba psy były brudne i zaślinione, to nadal uważam, że psie szczęście to najpiękniejszy widok. A to szczęście aż z nich kipiało:). popatrzcie na te dwa wspaniałe cudaki ! 🙂

*Tytuł piosenki zespołu Queen

setter gordon

DSC_0925
Homer

DSC_0932

setters

DSC_0992

DSC_0989

scottish setter

 

DSC_0987

DSC_0953

DSC_0959

seter szkocki gordon

seter

DSC_0974

DSC_0980

DSC_0982

 

Magiczny kliker

Kliker odmienił moje życie. Nie, nie – nie przesadzam. Dzięki metodzie klikerowej udało mi się porozumieć z moim psem. Ale od początku.

Czym jest kliker?
Kliker to małe urządzenie, które przy naciśnięciu wydaje charakterystyczny dzięki-kliknięcie. Metoda szkolenia zwierząt oparta w której wykorzystuje się kliker polega na dźwiękowym wzmocnieniu pozytywnym, odnoszącym się do warunkowania instrumentalnego. Warunkowanie instrumentalne to nic innego jak uzależnienie jednej czynności od wykonania innej czynności. I w tej metodzie chodzi o to żeby pies chciał usłyszeć kliknięcie. A dopiero kliknięcie klikera będzie warunkowało nagrodę. Kliknięcie staje się sposobem w jaki człowiek może porozumieć się z psem. Odpowiednie uwarunkowanie dźwięku klikera sprawi, że pies będzie chciał go usłyszeć.

Ćwiczenie z psem klikerem to wspaniała przygoda. Pies musi sam wymyślić o co nam chodzi, gdy w żaden sposób nie komunikujemy się z nim werbalnie. Jest to także ciekawe dla naszych czworonogów, bo uczą się nas i dzięki kliknięciom, są w stanie wyłapać o co nam chodzi. Jest to bardzo jasny komunikat dla psa, że właśnie zrobił coś prawidłowo. Zwierzak musi sam wyłapać co spowodowało pojawienie się charakterystycznego kliknięcia (czyli czegoś co dobrze kojarzy się naszemu psu).

Jak to działa?
1. Klikamy dokładnie w momencie kiedy pies wykonuje czynność o którą nam chodzi – czyli musimy dokładnie wiedzieć co chcemy wypracować i pracować szybko.
2. Najpierw kliknięcie, a potem nagroda.
3. Praca z klikerem jest dynamiczna. Klikamy szybko, gdyż najważniejszy jest moment kliknięcia, a nie podanie nagrody. Pamiętajmy, że z czasem pies będzie pracował bo będzie bardzo chciał usłyszeć kliknięcie, kojarzące mu się z nagrodą (nagrodą przecież wcale nie musi być smaczek).
4. Pracujemy klikerem w krótkich, paro-minutowych sesjach.
5. Na początku nie wydajemy żadnych komend. Porozumiewamy się z psem tylko za pomocą kliknięć. Komendy wprowadzamy później, gdy pies opanuje komendę. Wprowadzamy komendę słowną, gdy pies wykonuje już dana czynność na kliker. Jednakże komendę słowną także warunkujemy, czyli uczymy psa, że do czynności którą już ma opanowaną dochodzi kolejny uwarunkowany kliknięciem czynnik, czyli słowo: zaczynamy klikać dopiero, gdy pies wykona dana rzecz po naszej komendzie.

A jak to było u nas?
Sięgnęłam po kliker w akcie desperacji. Zaniedbałam uczenie psa samokontroli i, gdy mój niezwykle żywiołowy seter dorósł, zaczęło być ciężko. Ciężko praktycznie wszędzie, przy przeróżnych czynnościach. Z racji tego, że Berek jest sporym psem, przestawałam radzić sobie z nim fizycznie. Pomijam już, że jego rozbrykanie wykańczało mnie również psychicznie. Podróże autobusem były gehenną. Spotkanie z behawiorystką w niczym za bardzo nie pomogło. Natomiast ja miotałam się pomiędzy przeróżnymi teoriami, które rzekomo miały wyjaśnić zachowanie mojego psa i pomóc mi znaleźć powód jego nieprawdopodobnej ekscytacji w autobusie. Nie poddawałam się i walczyłam dalej. Z moich obserwacji wywnioskowałam tylko jedno – Berek nie wie co ze sobą zrobić w autobusie, natomiast doskonale wie co będzie robić jak wreszcie z niego wysiądzie. Z takim stanem umysłu mój zadaniowy, pracujący pies nie był w stanie się uspokoić. Co ciekawe, motywowanie i zajmowanie Berka samymi smakołykami nie sprawdza się, co zresztą jest częste u seterów. I wtedy, gdy ja już byłam bliska załamania, a Berek wariował w komunikacji miejskiej i też nie wyglądał na szczęśliwego – sięgnęłam po kliker.

klikanie
źródło: merlin.pl

Nasze szkolenie
Daleko mi do klikerowego eksperta. Nadal uczę się co może mi zaoferować klikerowe szkolenie. Za wstęp do klikania z psem posłużyła mi książka, która od dawna jest bardzo istotną lektura dla świadomych psiarzy: Kliker – skuteczne szkolenie psa autorstwa Karen Pryor i wydane nakładem wydawnictwa Galaktyka. Do książki dołączona jest płyta DVD z ćwiczeniami (84min.) Książkę polecam, bo jest przystępnie napisana i może być bardzo inspirująca dla osób, które nadal nie są przekonane co do klikera i wątpią czy uda im się opanować podstawy klikania.
Z Berkiem zaczęłam od ćwiczenia samokontroli przy wychodzeniu i wracaniu ze spaceru. Zaopatrzona w smakołyki i kliker, w spacerowym rynsztunku, który jednoznacznie kojarzy się mojemu psu z super imprezą, siedziałam na klatce schodowej i czekałam aż Berek się położy. Wtedy szybkie „klik” i nagroda. Z czasem zaczynałam klikać z opóźnieniem – przez to zmusiłam Berka do dłuższego leżenia. Ćwiczeniem tym uwarunkowałam kliker – Berek sam wymyślił, że ma położyć się, aby usłyszeć kliknięcie i potem dostać nagrodę.
Następnie, już uwarunkowany kliker, wprowadziłam w autobusie: kiedy Berek kładł się – natychmiast klikałam. Potem przedłużałam moment pomiędzy kliknięciami, żeby zmotywować Berka do dłuższego pozostania bez ruchu. Teraz klikam mniej więcej co przystanek.
Berek w autobusie nie jest zrelaksowany, nie zasypia, nie wyłącza się. Jednakże dzięki klikerowi, mój pies przestał się kręcić, szarpać i miotać. Berkowe leżenie w autobusie jest czynnością wykluczającą – tzn że Berek robi coś co wyklucza robienie czegoś innego, czyli kręcenie się w autobusie. Berek leżąć w autobusie cały czas „pracuje” – czyli wykonuje konkretną komendę. Jest to także istotne dla psów, które wydaja się zagubione w niektórych sytuacjach – kliker pozwala im skupić się na czymś konkretnym i wyłączyć na te rzeczy które je przytłaczają. Przykład? Berek nie lubi zamieszania i tłumu na ulicy. Jeśli idziemy z klikerem, mój psiak koncentruje się na mnie i na klikerze i zapomina o tym co dzieje sie naokoło. Oczywiście nie zawsze to nam wychodzi-zależy to też od jego i mojego nastawienia i nastroju.
Obecnie za pomocą klikera ćwiczymy przeróżne rzeczy. Coraz lepiej wychodzi nam chodzenie na luźnej smyczy, co było (i trochę nadal jest) nasza zmorą. Regularnie ćwiczymy także przeróżne sztuczki, które rozwijają koncentrację Berka i wzmacniają samokontrolę (no. Berek potrafi nie ruszyć kiełbasy położonej na jego stopach :)… ). Istotne dla mnie są także ćwiczenia, które robimy przy okazji karmienia Berka. Pisałam już wcześniej, że miałam z Berkiem problem jeśli chodzi o jego zachowanie przy misce. Dzięki klikerowi obecnie jestem w stanie posadzić Berka w salonie, daję mu komendę „zostań!”, stawiam miskę z jedzeniem w przedpokoju, wracam do Berka, obchodzę go dookoła, robię komendę „łapa”, po czym klikam „weź” i Berek dopiero idzie do miski. Chciałabym tutaj zaznaczyć, że w misce jest surowe mięso, a nie sucha karma… ;).

Oczywiście nie zawsze jest aż tak różowo i wspaniale. Berek ma dni, kiedy ćwiczyć nie chce, jazda autobusem znów okazuje się walką (Berek ma problem ze skupieniem się, gdy jest tłoczno), a klikanie nie jest dla niego dostatecznie interesujące. Dodatkowo, zdaję sobie sprawę, że muszę jeszcze dużo dowiedzieć się o samym metodzie szkolenia klikerem, aby urozmaicać polecenia i zarazem rozwijać umiejętności Berka. Mój wpis nie jest przewodnikiem po metodzie szkolenia klikerem. Chciałam Was jednak nią zainteresować i pokazać, że warto zagłębić się w ten temat.

I jeszcze na koniec kilka słów o naszych klikerach:
Kliker ze zdjęcia poniżej kupiłam ponad dwa lata temu w jakimś sklepie internetowym, niestety nie pamiętam w jakim. Cena była przeciętna, około 10zł. Spisuje się super, choć kliknięcia są, moim zdaniem, za ciche.

kliker 1
źródło: http://www.kynologickepotreby.sk/zbozi/ostatne-potreby/kliker-4-tonovy.html

 

Ponieważ klikera używam obecnie bardzo intensywnie, postanowiłam kupić sobie zapasowy. Wybrałam taki jak na zdjęciu poniżej. Niestety zepsuł się po tygodniu – wypadł mu plastykowy guziczek do klikania. Kliker jest stosunkowo drogi – kosztuje od 15 do 18 zł, zależy w jakim sklepie. W zestawie jest spężynowa bransoletka i tasiemka.

kliker 2
źródło: http://www.fun4dog.pl/pl/p/Trixie-Kliker-Glosny-z-Przyciskiem/225

Kolejny kliker jaki kupiłam to był już ten najzwyklejszy, najprostszy i najtańszy. Niestety nie podoba mi się, bo dość ciężko się nim klika. Na kliker idealny będę nadal polować.

kliker 3
żródło: http://fun4dog.pl/pl/p/Trixie-Kliker-/226

 

 

Entuzjazm setera – spacer z T.

Ostatni weekend spędziliśmy w Warszawie. I dzięki temu nareszcie Berek miał okazję poznać piękną, rudą T. – seterką irlandzką. Blog T. śledzę z wielką uwagą właściwie od samego początku jego powstania. T. to młodziutka, czternasto-miesięczna, niezwykle wesoła sunia. Jej niezwykły entuzjazm, energia i żywiołowość to najwspanialsza definicja tego jaki jest seter. Przyznaję, że jestem T. oczarowana! 🙂

Dominika, opiekunka T. zasugerowała spotkanie na Polu Mokotowskim. Mimo iż z domu moich rodziców, gdzie pomieszkujemy w czasie weekendów, to niezły kawałek, ale czego to się nie zrobi dla widoku dwóch szalejących we wspólnej zabawie seterów. Umówiłyśmy się na 8.00, zanim trawniki przykryją miejscy plażowicze. Pole Mokotowskie to wspaniałe miejsce do aktywnego spędzania czasu – obawiałam się dużej ilości rowerzystów i rolkarzy, ale… ku mojemu zaskoczeniu Berek zupełnie nie zwracał na nich uwagi.

Jak już wiele razy wspominałam, Berek nie jest miejskim psem. Nie chodzimy na spacery do parków, a Berek nie rozumie na jakich zasadach oparte jest funkcjonowanie takich miejsc. Zwykle śmigamy po pustych polach i właśnie tam Berek otwiera się i szaleje. W polu mój pies po prostu wie co robić, wie jak wyszukać sobie zajęcie, a otwarta pusta przestrzeń dodaje mu skrzydeł. Miejski park? Wyraźnie uznał, że lepiej trzymać się blisko mnie i w razie czego liczyć na moje wsparcie. Zresztą zauważyłyśmy z Dominiką, że nasze oba psy zachowują się podobnie w nowym miejscu spacerowym – są spokojniejsze i zostają blisko człowieka. To chyba naturalne dla każdego psa. Berek próbował powoli zaobserwować co dzieje się na Polu Mokotowskim i czym można się zająć. Szybko znalazł sobie odpowiednie zajęcia 😉 …

Tak więc było BIEGANIE – setery uwielbiają gonitwy. Ich żywioł do wiatr . Uważam zresztą, że mają długie uszy tylko po to by mogły łopotać na wietrze, gdy seter dziko galopuje. T. biegała dla samej radości biegania. Berek nawet parę razy postanowił do niej dołączyć. Wielki patyk to gadżet używany chyba tylko dla zmylenia obserwatorów – niby gonią się, żeby odzyskać drąg, ale tak naprawdę gonią się, bo bieg jest radością.

seter szkocki

DSC_0836

DSC_0850

DSC_0852

DSC_0857

DSC_0863

DSC_0867

 

seter szkocki

Była WODA – Berek uwielbia taplać się w błocie. Co do wody to nie jest to takie oczywiste. Jak już wejdzie, to nie ma problemu, lecz bywa, że waha się przy pierwszym zanurzeniu. Tym razem poszło w miarę szybko, bo w wodzie siedziała T. , kaczki pływały niedaleko i był upał więc chciał się ochłodzić. Berek raz popłynął. Jednak przez resztę czasu tylko brodził. I wyglądał na trochę zagubionego, bo dno takie równe, woda czysta… Takie nie-wiadomo-co i do czego ta fontanna 😀

DSC_0872

DSC_0870

DSC_0876

 

Były też momenty seterzej REFLEKSJI czyli tzn „ZAWIESZKA”. Berek tak miewa, że czasem szczęścia psa obezwładni i trzeba sobie przysiąść na tym psim zadzie i poczekać na jakąś konkretną myśl i następny bodziec do szaleńczej gonitwy. Berek usiadł na górce i patrzył na hasanie T. Za chwilkę zobaczyłyśmy jak T. przystanęła na sekundę – chyba się dziewczynie już zaczęło kręcić w głowie do tego hopsania 🙂

DSC_0895

DSC_0902

Były też SPOTKANIA Z INNYMI PSAMI. Pierwszy raz widziałam na żywo hiszpańskiego psa wodnego. Od właściciela suni dowiedziałyśmy się, że psiak został niedawno ostrzyżony dlatego kędziorki są stosunkowo krótkie. Sunia zajmowała się cały czas swoją piłeczką. Berek był wyjątkowo nią zainteresowany i zapraszał sunię do zabawy.
Był też uroczy miks spaniela, który, podobnie jak T. i Berek był zainteresowany gonitwami.

DSC_0903
hiszpański pies wodny

DSC_0910

DSC_0813

DSC_0818

DSC_0814

DSC_0819

DSC_0826

Spacer był wspaniały! Świetnie się bawiłam obserwując zabawę psów, a rozmowa z Dominiką była istnym relaksem. Wymieniłyśmy się naszymi doświadczeniami, a ja powspominałam szczenięce lata Berka. W końcu mogłam głośno powiedzieć, jakie błędy popełniłam wychowując Berka i zobaczyć tą iskierkę zrozumienia w oku właściciela innego setera :). T. jest psem przepięknym i niezwykle wesołym. Samo przebywanie w jej towarzystwie poprawia humor. Mam nadzieje, że spotkamy się znów i to niebawem. Bardzo dziękuję Dominice i T. za wspólny spacer i do zobaczenia ! 🙂

Czarno na białym – czy pies brudzi?

Czy pies brudzi? Oczywiście, że TAK! Pies to owłosiony stwór, który zwykle włazi w każdą kałużę po kolei, lubi tarzać się w błocie, po czym suszyć na piasku. Zwykle ma cztery łapy, a do każdej łapy potrafi przykleić się pół kilograma ziemi. Ale to jest nic – są techniki zapanowania nad tym i w normalnych warunkach w 2 minuty można doprowadzić psa do neutralnego stanu i puścić go bezpiecznie po domu. Warto po prostu zawczasu pomyśleć o nauczeniu psa niewskakiwania na łóżko, lub osuszaniu się w kennelu. Jako właścicielka długowłosego psa stwierdzam, że da się to zrobić 🙂 Zresztą mina szczęśliwego psa taplającego się w błocie jest po prostu bezcenna 😀

Ale człowiek uczy się całe życie i głównie na własnych błędach – to są bardzo mądre słowa i zgadzam się z nimi w 100%. Oczywiście jedni uczą się od razu, inni potrzebują trochę więcej czasu. Niektórzy pewne swoje błędy ignorują i nie wyciągają z nich żadnej nauki. Czasem taki błąd zmienia ludzkie życie, czasem jest zwyczajny, wręcz nudny i można o nim opowiadać dowcipy. Różnie w życiu bywa.

Mi chwilę zajęło zrozumienie, że nie da się normalnie funkcjonować mając mieszkanie w 3/4 wyłożone białymi kafelkami z połyskiem. Takie otóż mieszkanie sobie wynajęliśmy z A. Jest ładne, świeci się i błyszczy jak na reklamie płynu do mycia wszystkiego. Niestety taki stan utrzymuje się przez około 15 sekund po sprzątnięciu, jak jeszcze stoję z mopem w ręku, gdyż przejście do łazienki, do kąta, gdzie mop mieszka, już brudzi śnieżnobiałą powierzchnię… I mogę właściwie zacząć sprzątać od początku :/

Kuchnię też mam białą z połyskiem – podłoga biała, szafki kuchenne białe. Ściany w kuchni? Kruczo-czarne, oczywiście z połyskiem… Piękne! Ale do sprzątania to koszmar!  Widać każdą kropelkę wody, pyłek kurzu i okruszka.

Nie mam fisia na punkcie sprzątania i w moim mieszkaniu nie musi być sterylnie. Mając psa trzeba sobie uzmysłowić, że będzie trochę brudniej niż w domach, gdzie zwierząt nie ma. Jednak w mieszkaniu z białymi kafelkami to inna historia. I nie ma tak naprawdę znaczenia czy masz CZARNEGO, DŁUGOWŁOSEGO PSA, czy nie. Na pewno Berek syfi, bo po każdym spacerze wnosi do mieszkania błoto, piach, liście i trawę. I wszędzie wszystko gluci… Jednakże nie on tylko szkodzi śnieżnobiałym kafelkom. Otóż śnieżnobiałym kafelkom z połyskiem szkodzi wszystko! Jakakolwiek istota, która ma nogi i ręce, je i przemieszcza się – wychodzi na największego brudasa świata, gdy ośmiela się egzystować na śnieżnobiałej, święcącej powierzchni.

I wiem, że mogę po prostu to ignorować i nie sprzątać, ale powiem Wam, że … się nie da! Plamy i zacieki na białej podłodze atakują gapiąc się na mnie, gdzie bym nie ruszyła. Nie sprzątam codziennie dlatego, że nie mam co robić, albo, że to lubię. Sprzątam codziennie moją śnieżnobiała podłogę, ponieważ psuje mi humor mozaika plam, pyłków, włosów, śladów kapci i … smug po mopie :/ To jest to czego ja się nauczyłam o sobie, tym jak się mieszka w niefunkcjonalnym, ale ładnym mieszkaniu, o tym jak to jest mieć długowłosego, czarnego psa, który dodatkowo jest brudasem, i o tym czego nie będę mieć w przyszłości w swoim mieszkaniu…

Poniżej kilka fotek, które zapewne pojawiały się już wcześniej na blogu. Berek w pełnej krasie 🙂 Istotne jest też to, że setery mają miękką, przepuszczającą wodę, sierść – z nich nie da się zetrzeć brudu, bo nasiąkają błotem w sekundę. Niech żadnego przyszłego właściciela psa nie zaskoczy tak stan jego pupila. Tak jak wspomniałam – to jest do ogarnięcia i trzeba ta dodatkowa pracę wliczyć w koszta. Biała podłoga jest elementem zbędnym i można jej uniknąć.  Mam nadzieje, że mój wpis sprawi, że unikniecie mojego błędu i będziecie się trzymać z daleka od białej podłogi.

scottish setter

seter

setter

Nowa Huta i o tym co woli mój pies

Tego, że nie jesteśmy z Krakowa nie da się ukryć i też nie mamy po co udawać. Jako totalni przyjezdni mamy w swojej przeszłości takie występki jak, m.in: zrobienie sobie testu Czy jesteś prawdziwym krakusem?  , notoryczne mówienie „na dwór”, a nie „na pole” i ….. świadomą wycieczkę na Nową Hutę w celu jej zwiedzania.

Nowa Huta to architektoniczny i historyczny ewenement w skali światowej. Oceniać jej nie będę, a nawet nie ośmielę się mieć na jej temat swoje zdanie, bo jej nie znam. Jednak ze względów historycznych należy jej się szacunek i, na pewno, warta jest uwagi. Nie byłabym sobą, gdybym zwiedzania nie połączyła z psim spacerem. Padło więc na testowanie nowohuckiego wybiegu dla psów.

Wybieg znajduje się u zbiegu Alei Jana Pawła II i ulicy Biskupa Piotra Tomickiego, zaraz obok Nowohuckiego Centrum Kultury (NCK). Jest to kawałek parku ogrodzony siatką, dlatego ciężko go dostrzec z odległości.  Wybieg jest całkiem duży, zadrzewiony (jest cień!) i porośnięty w większości trawą, która jest wydeptana tylko przy ławkach. Jeśli chodzi o zaprojektowanie wybiegu… chyba nie miało w ogóle miejsca, bo jak już wspomniałam, jest to po prostu ogrodzona część parku – są trzy ławki, parę koszy na psie odchody, nie ma śluz przy furtce, nie ma żadnych przeszkód do agility, ani zadaszenia.

DSC_0767

DSC_0766

DSC_0765

Na wybiegu spotkaliśmy raptem parę osób z psami, ale byliśmy o dość nietypowej porze dnia. Ogólnie ciężko mi obiektywnie ocenić ten obiekt, bo mimo iż krótko tam byliśmy z Berkiem, i tak zdążyłam zostać opierdzielona przez inna właścicielkę psa – tym razem dostało mi się za to, że Berek ma przy obroży dzwoneczki….No cóż.

Z wybiegu przeszliśmy na Plac Centralny. To był ten moment kiedy mogłam poćwiczyć z Berkiem nieciągnięcie na smyczy. Plac Centralny trochę rozkopany, bo właśnie są remonty, ale udało nam się „zrobić kółeczko”.

DSC_0768

DSC_0770

 

Na Placu Centralnym już zauważyłam, że Berek jest zagotowany a pojenie go nie pomagało. Upału może i nie było tego dnia, jednak Psi Ryj ciepłą pogodę wyjątkowo źle znosi. Dalsze plątanie się po ulicach i ciąganie psa po rozgrzanym betonie nie miało sensu. Postanowiliśmy przejść na Nowohuckie Łąki i puścić Berka w wysoką trawę, żeby się schłodził.

I co zauważyłam – Berek cały spacer, cały pobyt na wybiegu był nijaki. Łaził, gapił się wąchał, ale widać było, że to nie jest dla niego „to”. Jednak jak tylko zobaczył przestrzeń łąk, krzaczory, połacie skoszonej trawy – odżył i zaczął biegać. Mój pies po prostu to kocha i nic innego. Miastowy nie jest i nie będzie, nigdy nic mu nie zastąpi biegania po polach. Jak bym się nie starała i nie zabierała go w nowe miejsca, gdzie , moim zdaniem, mogą być dla niego rozrywki, Berek będzie wolał puste pole i nieposkromione bieganie. Kontakty z innymi psami? Owszem, ale nie za dużo i zawsze z możliwością ewakuacji. Berek nie wykorzystuje do końca wszystkiego co daje psu obecność na wybiegu. Jemu zdecydowanie wystarczą kontakty z psami spotkanymi na spacerach, bo są naturalne i Berek ma kontrole nad tym co, kiedy, z którym psem i dlaczego. I jak obserwuje tą jego cechę to uwielbiam go jeszcze bardziej, bo chyba podejrzał to u mnie 😉

DSC_0780

DSC_0789

DSC_0793

DSC_0795

DSC_0791

DSC_0812

DSC_0814

DSC_0808

DSC_0802

DSC_0805

Krynica Zdrój z psem – kolejka gondolowa na Jaworzynę Krynicką

Na weekend znów pojechaliśmy do Krynicy Zdrój, dokładnie w to samo miejsce co w marcu.  Tym razem tez nie udała nam się za bardzo pogoda, ale widocznie tak musiało być. I tak było lepiej niż w czasie naszej wizyty w Krynicy w marcu kiedy było załamanie pogody i burza śnieżna. Teraz, w pierwszy weekend czerwca, tylko padał deszcz i było chłodno – pogodowa nuda ;).

W sobotę z samego rana postanowiliśmy wypróbować okoliczne szlaki, jednak okazało się, że w większości są zagrodzone zawalonymi przez wiatr drzewami i jeszcze nie uprzątnięte. Postanowiliśmy się wycofać do miasta i tam spędziliśmy resztę dnia. Berka zmęczyłam ćwicząc z nim utrzymywanie równowagi: po 5 minutach był zasapany.

W niedzielę natomiast postanowiliśmy wjechać kolejką gondolową na Jaworzynę i spędzić trochę czasu na górze podziwiając widoki.  Do kolejki można wsiąść z psem za dodatkową opłatą w wysokości 6 złotych. Wagoniki są 6-osobowe, co moim zdaniem jest dość ekstremalne. Jeśli do wagoniku wsiądzie 5-6 osób pies na pewno się nie zmieści. Trzeba brać to pod uwagę i najlepiej unikać tłumu lub w jakiś uprzejmy sposób zakomunikować osobom w kolejce, że potrzebujecie luźniejszą gondolę. My uniknęliśmy tłumu, bo byliśmy tam rano i zresztą jest poza sezonem. Jednak jak zjeżdżaliśmy to państwo stojący za nami w kolejce z dwójką małych dzieci niecierpliwili się i wyraźnie mieli ochotę władować się z nami do wagonika. Na szczęście Berek zaczął swój „występ’ i widząc przemieszczające się wagoniki wygenerował cały swój seterzy entuzjazm i, koniec końców, w gondoli byliśmy sami :). W regulaminie nie znalazłam zapisu dotyczącego obowiązkowego zakładania psu kagańca. Berek jechał bez, bo w wagoniku byliśmy sami. Jednak uczulam, że gondole są bardzo małe, ludzie dziwni, a sytuacja dla psa zupełnie nowa. Warto więc mieć ze sobą kaganiec – chociażby dla komfortu psychicznego swojego i współpasażerów.

Wyprawa była wspaniała- jedyny minus to pogoda, bo wiał zimny wiatr (marzyłam o czapce) i było pochmurno. Jednak Krynica Zdrój i okolice są tak wspaniałe, że nic nie potrafi zepsuć mi humoru, gdy tam jestem. Mam nadzieję, że już niedługo znów się tam wybierzemy i uda mi się wreszcie wypić na jakiejś polanie kawę z termosu i nacieszyć ciepłym słońcem.

Szczekanie na wyciąg …

DSC_0731

 

DSC_0712

DSC_0738

DSC_0746

DSC_0763

DSC_0768

DSC_0784

DSC_0787

DSC_0789

DSC_0792

DSC_0805