„Houston, mamy problem!” – śnieżne kulki

Ok, bądźmy szczerzy – to nie jest prawdziwy problem ;). Tak naprawdę śnieżne kulki w wykonaniu Berka są śmieszne. Nie mówię o śniegu powbijanym w psie stopy, który go uwiera i boli – to jest problem i często muszę pomagać Berkowi pozbyć się tych lodowych butków. Jednakże śniegowe kulki, o których jest ten wpis, są idiotyczne i zabawne :D.

Śniegowe kulki nie występują zawsze, gdyż jest potrzebny odpowiedni rodzaj śniegu, który będzie wilgotny i ciężki. Musi też być go też stosunkowo dużo, żeby zanurzyły się w nim psie stopy na odpowiednią głębokość. Dziś taki śnieg był, choć kiedyś, gdy oczywiście nie miałam ze sobą aparatu, był jeszcze lepszy – Berek miał wtedy kulki nawet na przednich łapach :D.

Nie znam sposobu na walkę ze śnieżnymi kulkami, ale też nie za bardzo szukałam. Cóż – Berka to nie boli, ewentualnie może trochę drażni i spowalnia ruchy…. a wszystko co spowalnia mojego psa w galopie bardzo mnie cieszy 🙂 Czasem Berek podchodzi do mnie i prosi by mu kulki zdjąć, ale zdarza się to bardzo rzadko, gdyż zwykle nie ma czasu się zatrzymać i pomyśleć, że coś warto z tymi kulkami zrobić. Berek biega jak opętany, cały roześmiany, zziajany jak małe dziecko – jak ma się przejąć takim małym szczegółem jak kilogramy zamarzniętego śniegu przyczepionego do jego nóg?…

Dzisiejszy spacer zaczęliśmy wczesnym rankiem i łaziliśmy ponad 2 godziny po lesie. Berek szalał! Myślę, że był w galopie przez większość czasu. Facet musiał kłaść się w śniegu, żeby się ochłodzić :). Spacer był super, pomimo zimowej aury (komentowanie pogody pominę…). Napracowaliśmy się bardzo, bo ogarnianie Berka nie jest rzeczą prostą, nawet, a głównie, kiedy jest spuszczony ze smyczy. Jednakże było wspaniale i jestem pewna, że Berek był zachwycony. W domu padł, a jak ocknął się po około godzinie nieprzytomnego snu, to pierwszą rzeczą jaką zrobił to było dopominanie się o jedzenie, co też rzadko się zdarza, bo żarłokiem nie jest. Wiedziałam, że to był taki zdrowy, wybiegany apetyt :).

Zamieszczam kilka fotek z kulkami śniegu. Może t takie Berkowe pisanki?

DSC_0369

DSC_0418

DSC_0413

DSC_0402

DSC_0428

DSC_0327

A ostatnie zdjęcie czemu tutaj? Oj nie mogłam się powstrzymać 😀 – ja tak widzę Berka przez większość czasu 🙂

DSC_0328

W marcu jak w garncu…

Gdy zaczęło robić się ciepło pomyślałam sobie, że zaczekam na piękną słoneczną pogodę i wtedy dopiero porobię Berkowi zdjęcia. Posiedzimy na trawie, odsapniemy od ciągłego łażenia – będzie super. Ale zaczął padać śnieg… Ciężko mi znaleźć motywację w taka szarą pogodę i, przyznaję, że mam już dość zimy w tym roku. Tak więc to moja wiosenna pogoda z dzisiaj :D…

Berek ostatnio jest grzeczny na spacerach. Parę razy pojechaliśmy na krakowskie Błonia, gdzie szalał z innymi psami. Jednak najczęściej chodzimy na poranne, samotne spacery po polach niedaleko domu. Dzisiaj Berek szalał za dwóch, bo wiało i polował na omiatane wiatrem zaspy 🙂 Łaziliśmy prawie 2 godziny i było cudownie. Dzięki Berek!

DSC_0357

DSC_0354

DSC_0378

DSC_0398

DSC_0399

Aport!

Dla psa nie jest naturalne, że przynosi właścicielowi piłeczkę i grzecznie mu ją oddaje. Naturalna dla psa jest tylko chęć zabawy, jednakże, to my musimy wytłumaczyć psu zasady zabawy w aport!  

Berek biega za piłeczka, przynosi ją, ale potem zwykle biega w kółko i skacze jak czubek. Ani myśli o jakimkolwiek oddawaniu piłeczki 🙂 W końcu ja upolował i jest jego! Bardzo chciałam, żeby wreszcie pojął, że zabawa będzie trwać dalej tylko jeśli mi ja odda. Jednak prosta zabawa w aport!  przerosła i Berka i mnie. Zdecydowanie nam nie szło.

W końcu popytałam, poczytałam i teraz już wiem jak pokazać Berkowi o co mi chodzi.

Potrzebne są dwie piłeczki, najlepiej identyczne. Rzucamy najpierw jedną (druga trzymając w ręku) i czekamy jak pies z nią wróci i rzuci nam pod nogi. Wtedy szybko rzucamy drugą w przeciwnym kierunku. Gdy pies wraca z piłeczką czekamy jak rzuci ją nam pod nogi i szybko rzucamy tą piłeczką, którą mamy w ręku w przeciwnym kierunku. Pies lata jak wariat, zachowujemy szybkie tempo gry, a komunikacja jest zrozumiała dla psa – „puszczam piłkę pod nogami właściciela, zaraz leci druga”.

U Berka bardzo istotne jest tempo, bo chłopak szybko zapomina co robi i łatwo się rozprasza. Jest to też fajne dla mnie, bo jestem niecierpliwa i lubię widzieć, że su się podoba, bo inaczej zaczynam kombinować i zwykle wszystko psuję 🙂

DSC_0331

DSC_0332

DSC_0319

DSC_0371

Na starych śmieciach ;)

Fajnie czasem wrócić do domu, do Warszawy :). W Krakowie mieszkam od mniej więcej września zeszłego roku. Tak więc Berek zaczynał swoje pierwsze poważne spacery jeszcze w Warszawie. Chyba oboje mamy sentyment do terenów koło Młocin, nadwiślańskich łąk i pól pod Puszczą Kampinowską. Dzisiejszy dzień zaczęliśmy od 2,5 godzinnego spaceru po lesie. Nie było ludzi, nigdzie nie jeździły samochody. Gdy już byliśmy głęboko w lesie, odważyłam się spuścić Berka z naszej 15-metrowej smyczy… Szaleństwo 😀 Jakie to wspaniałe widzieć jak pies się cieszy, biega z patykiem, „atakuje” zaspy śniegu 🙂

Berek, dziękuję za taki początek tygodnia, chłopaku 😉 Tak bardzo było mi to potrzebne…

DSC_0364

DSC_0368

DSC_0317

DSC_0340

DSC_0373

Powtórka z rozrywki

I znów jest ciężko. Nie wiem czy jest to związane z pogodą, moim nastrojem, czy może zupełnie z niczym, tylko po prostu tak teraz musi być. Berek szaleje. I nie chodzi o to, że biega i ma energię, bo to akurat biorę pod uwagę i nie oczekuję, że będzie inaczej. Chodzi raczej o to, że znów się miota, kombinuje, ma masę swoich pomysłów na to co robić podczas spacerów i w domu.

Kiedyś już wspominałam, że Berek czasem, gdy mu się nudzi na spacerze na pobliskiej łączce, to zaczyna zerkać w stronę ulicy i czasem „poluje” na auta. Zupełnie chyba nie rozumie, że to świecące w oddali „coś” to auto… Gdy idziemy ulicą na smyczy w ogóle nie zwraca uwagi na samochody. Dziś rano na spacerze z jego kolega Lenkiem Berek praktycznie cały czas gapił się w stronę ulicy, a ja tylko czekałam jak ruszyyyyy………  Nie reagował na zaczepki, rzucanie śnieżek, próby odwrócenia jego uwagi od ulicy. Nic. W końcu nie wytrzymałam i zapięłam go na smycz. Zostawiliśmy Lenka na polance, a ja poszłam z Berkiem do lasu z dala od ulicy. Tam biegał w miarę normalnie i dopiero jak wracaliśmy to znów napinał się i zerkał czy można upolować auto. Dla mnie to za dużo. Tak okropnie mnie to stresuje, że czasem płaczę ciągnąć tego psa na smyczy, ćwicząc „równaj” itp, aż do miejsca, gdzie wiem, że już nie widać samochodów jako przemieszczających się w oddali punkcików. Stres mnie wykańcza.

Zawsze chodziliśmy na polankę na wieczorne bieganko z Lenkiem. Dziś postanowiłam, że nie już nie pójdę, bo nie chcę ryzykować spuszczania Berka ze smyczy, gdy jest ciemno. Trudno, będziemy łazić po osiedlu na sznurku i jakoś wytrzymam jego stęki wieczorem. Chyba muszę gdzieś wyjechać z Berkiem, zmienić otoczenie, popracować nad moim nastrojem. Gdzieś gdzie nie ma aut i nie będę musiała tak bardzo się wszystkim martwić… A Berek mógłby przełożyć swoje wizje na „po sesji”, co? 🙂

 

Seter w biegu

Kiedyś czekając na odbiór małego Berka oglądałam na YouTube filmik z serio 101 Dogs o Gordonie. Filmik taki o niczym, ale wtedy cieszyłam się, że mogę popatrzeć na ładnego zwierzaka 🙂 W filmiku w pewnym momencie jakaś ani weterynarz uśmiecha się i zadaje pytanie CZY JEST COŚ PIĘKNIEJSZEGO OD GORDONA SETERA…

Ostatnio, łażąc po polu z Berkiem, uderzyło mnie, że NIE, NIE MA!!! Nie chcę wyjść na jakiegoś buca co zachwyca się własnym psem, ale ostatnio podczas spaceru świeciło ładne słoneczko, było miło, bo nie za zimno, co po prostu pomogło mi przyjrzeć się jak wspaniale mój pies się rusza…

Podobno seter rusza się z gracją. Czy ja wiem? Moim zdaniem nie o grację tu chodzi. Osobiście uwielbiam to jak bardzo Berek jest zaabsorbowany różnymi zapachami, które wyłapuje w powiewach wiatru, w trawie, wśród drzew. Wygląda tak jakby te zapachy „atakowały” go ze wszystkich stron, aż Berek dorwie ten najlepszy, najbardziej interesujący… To nie gracja, to raczej jego pasja i łowiecki instynkt.  Zawsze twierdziłam, że ludzie z pasją są super i wspaniale jest oddawać się swoim zainteresowaniom. Dlatego też podświadomie wiedziałam, że mój pies nie może być kanapowcem, pieskiem do towarzystwa – chciałam, aby coś uwielbiał, coś robił z psią, bezkompromisową radością. Psy myśliwskie kochają smrody :D, a Berek na polu jest w swoim żywiole (w lesie też, ale tam ja bardziej się stresuję, bo mniej widzę…).

Dziś patrzyłam jak kłusuje i galopuje z głową przy ziemi. Robił szybkie zwroty, bo zawiał wiatr. Zatrzymywał się i wtykał nos w kretowisko, albo intensywnie węszył w trawie. Berek ciężko pracował. A ja byłam zachwycona, bo pomimo jego psiego zaangażowania, mogłam go od smrodu odwołać 🙂

DSC_0198

DSC_0214

DSC_0212

DSC_0209

s

DSC_0230

Temat tabu?

Kiedyś, po mojej weekendowej wyprawie PKP , koleżanka zapytała jak mi i Berkowi minęła podróż. Ot, takie zwykłe poniedziałkowe pytanie. Zażartowałam, że było ok, choć ciasno, ale ludzie w przedziale akurat mili. No i Berek był grzeczny, spał i nie puszczał bąków, więc super, bo nie było ofiar… Koleżanka dziwnie na mnie spojrzała i nic nie powiedziała… Potem zaczęłam zastanawiać się, czy ja jednak jestem normalna, że biednej dziewczynie sprzedaję takie dowcipy, a ona zupełnie na to nieprzygotowana pewnie już nigdy nie zapyta o mój weekend. Co zrobić jeśli Berek serwuje bąki? No serwuje. Śmiejemy się z tego z mężem, bo to idiotyczne, gdy biedny pies zrywa się z posłania przerażony swoim bąkiem. Problem w tym, że tak totalnie zgłupiałam na punkcie Berka, że nie kontroluje już swojego wariactwa i tego co mówię publicznie.

 Gadam do ludzi o psich bąkach. 

Co następne? Czy będzie ze mną gorzej? Oby ! 😀 Berek czasem mnie wykańcza. Czasem czuję, że już nie mogę na niego patrzeć, a nie mam wyboru, bo cały czas coś chce, zaczepia, zagląda w oczy, liże w rękę, męczy o 100% uwagi. Przyznaję, że tak czasem jest.  Ale Berek to wyzwanie, które  nieświadomie mi stawia. Jego szczęśliwy ryj to nagroda za moją ciężką pracę. Niczego więcej od niego nie oczekuję.* A psie bąki? Cóż – zaliczam to do Berkowego repertuaru. Czasem mają występ, a czasem nie. Ale dziecko trzeba docenić, więc bijemy z mężem brawo i śmiejemy ile się da, co od razu wywołuje Berkowy merdający ogon. A przecież o to chodzi :D. Koło się zamyka, moje wariactwo pogłębia się o jednego psiego bąka więcej.

* No może jeszcze marzy mi się, aby wracał jak go wołam, bez analizowania czy mu się to opłaca. To dla jego bezpieczeństwa. Pracujemy nad tym – trzymajcie kciuki!

Plan weekendowy

W weekend mieliśmy masę rzeczy do załatwiania. Ponieważ w tygodniu jestem z Berkiem sama, weekendy, gdy mąż przyjeżdża zawsze są bardziej organizacyjne i niż relaksacyjne. A tu zrobić większe zakupy, a tu dokupić coś do mieszkania, a tu gdzieś pojechać i coś sprawdzić, bo w tygodniu sama nie dałam rady. I co najważniejsze – już w piątek wieczorem obmyślamy co robimy z Berkiem, żeby było coś innego i dla nas i dla psiaka ciekawego. Planowaliśmy wybrać się w Słowackie Tatry, chociaż na jeden dzień, jednak nie mieliśmy aż tyle czasu. Postanowiliśmy wykorzystać wspaniałą pogodę, bo to pewnie ostatnie tak ciepłe dni, i pokrążyć po Krakowie i okolicach.

W sobotę rano weszliśmy na Kopiec Piłsudskiego. Jest to największy z istniejących w Krakowie kopców, ma 35 metrów wysokości. Kopiec Piłsudskiego znajduje się w Lasku Wolskim, na szczycie Sowińca, który jest najwyższym wzniesieniem Pasma Sowińca.  Co dla nas było najistotniejsze – można na niego wchodzić psem, tylko oczywiście na smyczy. Mieliśmy szczęście, bo wcześnie rano nie było tam prawie w ogóle ludzi, więc mogliśmy w spokoju cieszyć się super widokami. A prawie na szczycie siedziały dwa gołębie… Chyba im przerwaliśmy romantyczne rendez-vous, ale trudno – Berek był zachwycony! Scena była trochę jak z Wilq’a, gdzie gołębie są dość istotne: http://www.wilq.pl/glowna.html ……

W czasie weekendu odwiedziliśmy wybieg dla psiaków na ul. Strzelców. W sobotę niestety atmosfera na wybiegu nie była najlepsza, tak samo wśród ludzi (zwracanie sobie uwagi)jak i psów. Było kilka piesków, które wyraźnie próbowały podporządkować sobie innych uczestników zabawy. Berek przemykał tylko i tak naprawdę nie wyglądał na szczęśliwego. Potem przyszedł pan z pitbullem, który wyjątkowo chciał sobie na wybiegu porządzić, a nie miał niestety kagańca (mimo iż według regulaminu takowy powinien mieć gdyż jest na liście ras agresywnych).  Nie chciałam, by Berek miał jakiekolwiek spięcie z tym psem, więc postanowiliśmy znikać do domciu. Berek nie miał żadnych obiekcji.

Natomiast w niedzielę piesków było mniej i Berek szalał. Myślę, że mój psiak jednak ma coś ze mnie 🙂 i woli przebywać w mniejszej grupie współbratymców. Ma wtedy więcej energii do zabawy i jest śmielszy.

„Psiara”

Czasem Berek sprawia, że czuję się osamotniona…. Już wyjaśniam o co mi chodzi.

Berek mnie spaczył, zmienił prawie nie do poznania niektóre rejony mojego życia i mój sposób funkcjonowania. Jeśli naprawdę angażujesz się w to co robisz i do czego sie zobowiązujesz, to musi to mieć wpływ na Twoje życie. A posiadanie psa to przecież decyzja, która wiąże sie z odpowiedzialnościa i ma swoje konsekwencje. Pies nie może być tylko dodatkiem do Twojego obecnego, zorganizowanego życia. It’s not gonna work this way :D! W związku z tym Berek musiał zmienić trochę i mnie i moje życie. I czasem czuję się w tym moim zmienionych świecie samotna bo …

… Wstaję około 2 godziny wcześniej by rano zawsze mieć czas spokojnie zająć się psem. Mam szafkę z ubraniami przeznaczonymi do spacerów z psem – masa tam dziwnie skrojonych spodni, przykrótkich legginsów, bluz dresowych z dziurami na rękawach i T-shirtów z głupimi nadrukami. Mam też półkę w szafie gdzie trzymam śmierdzące psie ciuciusy do treningów i wędzone kości. W pobliskim sklepie ciągle wykupuję cały zapas kurzych serduszek i innych mięsnych wynalazków, aż jedna pani ekspedientka nie wytrzymała i zapytała czy ja to jem… Ostatnio zauważyłam, że noszę tylko ubrania, które nie spowalniają i w żaden sposób nie ograniczają moich ruchów, bo albo jestem z psem albo do niego pędzę i nie mam czasu na dreptanie w wąskiej spódnicy i 10-centymetrowych obcasikach. W każdej kieszeni znajduje torebki na psie kupy. Czasem same z tych kieszeni wyłażą i powiewają na wietrze, bez mojej wiedzy oczywiście. Nie oglądam TV, ale oglądam mojego psa, bo właśnie wieczorami przyjmuje najśmieszniejsze pozycje na kanapie. Jestem w stanie przywiązać do siebie wszystko, tylko po to aby mieć wolne ręce i móc mocno trzymać smycz z psem. Dużo by wymieniać 🙂

Założę się, że z powodu Berka (i nie tylko 🙂 )robię masę dziwnych rzeczy, kończę jednak temat, bo pewnie każdy właściciel psa ma swoje „dziwactwa” i sposoby na przetrwanie J…

Problem polega na tym, że niedawno zaczęłam kolejne studia i znów znalazłam się w nowym miejscu i wśród nowych ludzi. Przez ostatnie dwa-trzy tygodnie musiałam po prostu przedawkować ilość zdziwionych spojrzeń i chyba za dużo razy musiałam odpowiadać na pytania  w stylu: „Czy piesek ma kuwetę w tym kojcu?”… Nie lubię kategoryzowania i uogólniania, jednak wiem, że jest to nieuniknione i bardzo pomaga człowiekowi odnaleźć się w społeczeństwie. Przyznaję, że z powodu rożnych dziwnych rozmów jakie przeprowadziłam ostatnio, pierwszy raz głośno skategoryzowałam siebie jako „psiara” i mój rozmówca od razu uspokoił się, a nasza trochę dziwna rozmowa szybciej się zakończyła …

Czy ktoś wie czy krakowscy psiarze gdzieś się organizują i czy istnieje jakiś sposób by się skrzyknąć na spacer? W desperacji rozważałam nawet ogłoszenia na uczelni, ale jeszcze nie jest ze mną aż tak źle…

 Ale co u Berka? Wczoraj w czasie naszego popołudniowego spaceru Berek znalazł sobie błotko. Pełnia szczęścia ! Okazało się, że koło kałuży leżą wióry z uciętego niedawno drzewa… Ah!!! Zobaczcie sami co mój pies wyprawiał.

Weekend planujemy aktywnie, pomimo, że i tak mamy już dużo innych zajęć. Trzeba to jakoś wszystko pogodzić.

Tyniec

Patrząc na słoneczną, ciepłą pogodę, aż ciężko uwierzyć, że jest koniec września. Od paru dni w dzień biegam w szortach. Oczywiście rano i wieczorem trzeba się cieplej ubrać, ale nie ma co narzekać, bo przecież jest już jesień. Słońce sprawia, że aż chce się żyć, a spacery z psem mogłyby trwać nawet cały dzień.

Mieszkamy na Krakowskich Bielanach, niedaleko Wisły. Tereny są naprawdę piękne. Mamy kawałek drogi autobusem do centrum i niestety wieczorami jest problem z dostaniem się do domu, bo komunikacja jeździ dość sporadycznie. Mieszkanka szukaliśmy głóównie „pod psa”; żeby było gdzie iść na spacer. Coś za coś – mamy tereny do spacerów, ale mamy ograniczony dostep do komunikacji miejskiej. Jednak ja jestem zadowolona, bo włąśnie spacery z Berkiem są dla mnie najważniejsze, a i na uczelnię mam blisko, bo jest pomiędzy Bielanami a Krakowem.

Dziś postanowiliśmy przejśc się do Tyńca. Nie liczyliśmy, że uda nam się obejrzeć Opactwo Benedyktyńskie, gdyż zabraliśmy ze sobą Berka, ale chcieliśmy chociaż sprawdzić czy gdzieś uda się usiąść z psem i zrelaksować nad brzegiem Wisły. Musieliśmy przejś dośc spoy kawałek do mostu, a po przekroczeniu rzeki jeszcze iść około 2 kilometrów wałem w stronę Opactwa. Dotarliśmy na miejsce dość szybko, bo droga okazała sie łatwa i bardzo przyjemna.

Tak jak się tego spodziewaliśmy, na teren Opactwa nie można wchodzić z psami. Restauracja  pod murami Tyńca (Tarasy Tynieckie) była jeszcze zamknięta, a kawiarnia na terenie Opactwa była dla nas niedostępna ze względu na Berka. No cóż, wrócimy tam jeszcze kiedyś bez psa i wtedy zwiedzimy wszystko. Jednak wiem, że wędrówka bez Berka nie będzie już taka fajna…

A na niektórych zdjęciach Berek w psim „kantarku” – Master Control/Gentle Leader – o tym w następnym poście…