Całuśne psy

Uwielbiam zdjęcia psów na których zwierzęta zachowują się naturalnie. Psy są piękne same w sobie i to często wystarczy, żeby zdjęcie było wyjątkowe.

Na zdjęcia pit bullów z tzn. „photo booth” natknęłam się w internecie przez przypadek. Ich autorką jest Lynn Terry Zdjęcia są niesamowite, podobnie zresztą jak historia sfotografowanych psiaków. Terry zapragnęła złamać stereotyp o bullowatych – dodatkowo twierdziła, że tylko one potrafią robić niesamowite miny i tak efektownie pozować do zdjęć. Terry postanowiła umieścić dwa psy w budce do robienia zdjęć i zobaczyć co się stanie. Okazało się, że Bumper, jeden z bullów, szybko polizał swojego kumpla Willisa, co udało jej się uchwycić na zdjęciu. Oba psy zostały uratowane przez Amerykańską organizację Mutts n Stuff , która pomaga bullowatym. ( matha WIllisa była uratowana w 2009 roku w największej w historii aferze dotyczącej nielegalnego procederu hodowli psów do walk, gdzie zostało uratowanych pół tysiąca psów – więcej informacji na CBS , ASPCA )

lynnterry1
źródło: http://www.lynnterry.com

Kolejna romantyczną parą była Petunia i Tucker 🙂

lynnterry2
źródło: http://www.lynnterry.com

 Lynn Terry postanowiła z okazji tegorocznych Walentynek zrobić jeszcze więcej zdjęć psów w „photo booth”. Tym razem wymieszała różne psy i niekoniecznie czekała na oblizanego buziaka 🙂 Popatrzcie poniżej jakie wspaniałe zdjęcia udało jej się zrobić, bo pozwoliła psom być sobą. A Wam podobają się takie zdjęcia?

lynnterry3
źródło: http://www.lynnterry.com
lynnterry4
źródło: http://www.lynnterry.com
lynnterry6
źródło: http://www.lynnterry.com
lynnterry5
źródło: http://www.lynnterry.com

Agresja przy misce

Zachowania Berka przy misce nie określiłabym jako agresywne, jednak nie jest ono dla mnie zadowalające. Berek przy misce spina się, jest wyjątkowo czujny i na pewno nie jest zrelaksowany. Berek jest psem upartym, ma silny charakter, ma w sobie bardzo dużo pasji i zawsze zachowuje się tak jakby dokładnie wiedział czego chce. Są to cechy, których seter potrzebuje, aby pracować, wykonując zadania w polu do których został wyhodowany i przystosowany. Berek jest taki praktycznie we wszystkim co robi. Nieważne czy się ze mną wita, czy zaprasza do zabawy innego psa, czy biegnie, czy tropi – wszystko robi całym sobą. Uwielbiam go za to i nie wyobrażam sobie żeby zachowywał się inaczej. Jednak przyznam, że jego zaangażowanie przy misce mi zupełnie nie odpowiada.

Berek miał okres w swoim życiu, że zaczął powarkiwać na nas, gdy w misce lądowało jedzenie. Zaczęłam karmić go z ręki. Siadałam z nim na podłodze i jedliśmy 🙂 Dostawał całą swoja porcję z ręki i nie było innej możliwości, żeby jadł. Szybko Berek załapał o co chodzi i po pewnym czasie, jeśli nie było mnie obok, nie brał nic sam z miski. Czasem podchodziłam do miski, gdy Berek już przy niej był. Dokładałam mu kawałek kiełbaski, albo coś równie dla niego smakowitego. Trzymałam w misce ręce, a Berek musiał wyjadać smaczki spomiędzy moich palców.

Jednak nadal nie jest idealnie. Jeśli Berek dostaje coś wyjątkowo dobrego, na czym mu super zależy, niepotrzebnie napina się przy misce. Nie wiem do końca co ma zamiar zrobić a to nie jest za dobrze. Karmienie z ręki przestało być wystarczające, bo pies jest zakręcony na to co w tej ręce jest i tak czy inaczej wydaje się wyłączony na wszystko co dzieje się naokoło a jedynie zapatrzony w jedzenie. Wymyśliłam na to nowy sposób…

Trzymam Berkową miskę w ręku i stoję cierpliwie czekając aż Berek oderwie wzrok od miski i spojrzy mi w oczy. Po nawiązaniu ze mną kontaktu wzrokowego natychmiast daje mu trochę jedzenia z ręki. Berek dość szybko to załapał. Wybija go to z transu w jaki wpada na widok jedzenia.

Nie warto zabierać psu miski z jedzeniem, gdy nie spodoba nam się jego zachowanie. Takie postępowanie doprowadzi tylko do tego,  że człowiek zbliżający się do psiego jedzenia będzie zwierzęciu kojarzył się ze znikającą miską i swoistą karą. Najprawdopodobniej będzie chciał tego uniknąć i niepożądane, agresywne zachowanie może się nasilić. Warto jest budować dobre skojarzenia i pokazać psu, że nasza obecność przy jego misce może przynieść mu same korzyści.

Zdaję sobie sprawę, że jeszcze do końca nie rozwiązałam tego problemu u Berka. Najprawdopodobniej będę musiała pracować z nim w ten sposób jeszcze przez wiele lat (tak, lat – nie miesięcy). Przeczytałam wiele artykułów na ten temat i rozmawiałam z behawiorystką, która popierała metody pozytywne w pracy z psem. Znając charakter Berka, nie wiem jak inaczej mogłabym z nim przepracować takie zachowanie. Berek jest psem na którego krzyk, okazywanie przewagi siłowej, „ustawianie do pionu” nie działa. Widać, że zamyka się wtedy w sobie, staje się butny i nieprzystępny, jeszcze bardziej się stawia. Wiem, że najważniejsze to pokazać mu o co chodzi i powoli przepracować drogę do jego rozumku. Jeśli Berek czegoś nie zrozumie sam, to szkolenie i moja praca nie przyniosą żadnych efektów. Myślę, ze podobnie jest z wieloma psami.

jedzenie
Stare fotki – dziewięciomiesięczny Berek duma nad warzywkami.

jedzenie2

To się nazywa imprezka ;)

Wczoraj, 15 grudnia, Berek skończył dwa lata. Często spotykam się z urodzinowymi wpisami, gdzie autorzy piszą że czas szybko zleciał, psiak ma ileś tam lat i trudno uwierzyć, że już aż tyle. Ja raczej nie mam takiego uczucia. Berek jest w wieku na jaki ja, jego właścicielka, jestem jak najbardziej gotowa. Był cudownym szczeniakiem, słodkim jak cukierek, ale wolę Berka teraz, bo nie jest z nim nudno 😉 Właśnie teraz, gdy piszę tego posta, Berek tuli się do mnie jak szczenię, tylko z ta różnicą, że jest świadomy tego co robi i wiem, że spośród wszystkich ludzi na świecie wybierze mnie i to do mnie będzie się przytulał. Rozumiemy się doskonale, co nie znaczy, że zawsze akceptujemy zachcianki tej drugiej strony. Walka charakterów musi być. Berek nie jest psem – „ciepłą kluchą” i niestety/stety pokazuje, że coś chce, że coś mu się nie podoba, albo, że ma dość. Setery to żywiołowe psy, trzeba z nimi się dogadać, wyperswadować pewne rzeczy. Trzeba im pozwolić podjąć decyzję. Indywidualizm jest w ich naturze i nie da się tego ominąć. Berek bardzo intensywnie zmieniał się przez te dwa lata i nadal się zmienia, bo setery długo dojrzewają ( jeśli w ogóle 😉 ). Czas nie zleciał szybko – miesiące mijały tak jak miały mijać – jak przygoda, która ma sens, miała świadomy początek i ma trwać całe lata. Nastawiliśmy się na przejażdżkę roller-coasterem o nazwie „Berek” i jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem pt „Nie ma planu – jest frajda” 🙂

Poniżej kilka fotek ze Urodzinowego Spaceru Berkowego II. Niestety pogoda była taka sobie i zdjęcia mi nie wyszły. Zreszta dodatkowo musiał ogarniać Berka, bo bardzo spodobała mu się nowa koleżanka i testosteron trochę uderzał mu do głowy i próbował rządzić. Chyba mogę oficjalnie przyznać, że Berek nie jest już wyrośniętym podlotkiem, ale stał się już facetem… Zobaczymy co będzie dalej.

P.S Żeby było jasne – Berek nie poszedł grzecznie spać po spacerku ;). Dostał genialne prezenty urodzinowe – gryzaka i piszcząca piłeczkę. Po powrocie pokazałam je solenizantowi i zapiszczałam piłeczką…. Berek przez dobre pół godziny układał piłeczkę w środku gryzaka i próbował żuć obie zabawki na raz… Jest naprawdę zachwycony prezentami! Spały z nim na posłaniu całą noc 🙂

DSC_0991
Bimber, Lilith, Sajgon, Lenek, Kira
DSC_0986
Lenek i Kira

DSC_1040

DSC_1050

DSC_1023

DSC_1030
fotka dnia – Elmo i Kira 😉

DSC_1056

DSC_0994

DSC_1011

DSC_1068

DSC_1018
Lilith, Sajgon i Kira

Berek i jego kobietki ;)

W ostatni weekend znów udało mi się umówić na seterkowy spacer w cudownym gronie. Już wcześniej pisałam o świetnej Vegusi i Suzance z którymi Berek szaleje po nadwiślańskich łąkach pod Warszawą. Szkoda, że nie bywam w stolicy częściej, bo takie spacery to dla mnie terapia i zastrzyk energii na cały tydzień.
Psy wyjątkowo dobrze się bawiły. Zresztą popatrzcie sami na to szaleństwo. Dla seterowych szajbusów zapewnia, że  zdjęcia poniżej będą mieć moc uzdrawiającą 🙂

DSC_0710
Berek podziwia swoje kobietki 🙂
DSC_0700
Widzicie psy? Pełen galop 🙂

DSC_0711

DSC_0730
Berek i Vega
DSC_0732
Berek i Vega

DSC_0744

DSC_0749

DSC_0756

DSC_0775
Zabawa w berka 😉

DSC_0776

Komenda „Ryjek!”

Nauczyłam Berka tej sztuczki w dwa „posiedzenia”. Mam naprawdę mądrego psiaka :). Teraz tylko utrwalanie i jeszcze raz utrwalanie.
Do filmiku zrobiliśmy „Ryjek!” tylko trzy razy, ale myślę, że Berek dałby radę więcej, choć już raczej z rozpędu i trochę bezmyślnie, więc nie ciągnęłam tego dłużej.
Jak go tego nauczyłam? Bardzo prosto – posadziłam Berka i przytrzymałam jego zabawkę- kółeczko przed jego pyskiem. Potem wzięłam smaczek i drugą ręką trzymałam za kółeczkiem.. Gdy Berek wciskał ryj w kółko, mówiłam komendę. Za jakiś czas planuję oddalać kółeczko od jego pyska i umieszczać na różnych wysokościach.

Identyfikator dla psa

Uważam, że puszczenie psa bez adresówki jest bardzo nieodpowiedzialne. Berek zawsze ma obroże z adresówką, nawet na spacerach na których nie planujemy spuszczać go ze smyczy. Berek jest też zachipowany, jednak wierzę w moc adresówki. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś znajdzie mojego psa i będzie tak uczciwy, że się o niego zatroszczy i wykaże chęć odnalezienia właściciela, to ma to być dla niego łatwe. Ludzie nie chcą robić rzeczy które wymagają zachodu. Zabieranie psa do weterynarza, aby zlokalizował chipa jest problematyczne i nie każdy może chcieć lub mieć możliwość to zrobić. Trzeba też brać pod uwagę, że są osoby, które najzwyczajniej w świecie nie wiedzą o istnieniu psich chipów… Tacy ludzie dobrej woli, ale nie psiarze, powinni móc szybko zlokalizować adresówkę i łatwo skontaktować się z właścicielem.

Jestem przeciwna śmiesznym adresówkom, które nie wiadomo czym są – czy to ozdoba, czy jakiś idiotyczny gadżet? Identyfikator powinien być wykonany z trwałego materiału, z którego napis nie zetrze się, ani nie zmyje w kałuży lub jeziorze. Adresówka musi być przymocowana na „mur-beton” do obroży i być stosunkowo duża, żeby rzucać się w oczy. Przy Berkowej obroży dynda dość dużo rzeczy, ale identyfikator jest zdecydowanie największy i „najciekawszy”. Berek, oprócz identyfikatora, ma doczepione dwa małe dzwoneczki, a także informacje od weterynarza o szczepieniu na wściekliznę. Wszystko to przymocowaliśmy do obroży przy pomocy … zestawu do mocowania kabli czyli plastykowej małej zapinki zaciskowej.

300_300_productGfx_b4f2987504cd88d34c1fd1cc001229a4
http://www.e-connectors.pl

Niedawno trafiłam w internecie na Miedziankę u której można zamówić przeróżne identyfikatory dla psa, a dla siebie wisiorek :). Oferta jest bogata i na pewno warto zajrzeć na jej stronę. Za identyfikator o średnicy 3 centymetrów, z imieniem psa i dwoma numerami telefonu, zapłaciłam 20 złotych, plus 5 złotych przesyłki.

DSC_0120

Nad Świder !

W długi weekend z jednego miasta pojechaliśmy wypoczywać do innego miasta…  Kraków zamieniliśmy na Warszawę. Miałam ogromną ochotę na jakieś „psie spacery” i gdy tylko pojawiła się możliwość ponownego spotkania z Hixem byłam zachwycona, że będę mogła zobaczyć jak urósł.

Ania, właścicielka Hixa, zaproponowała sobotni wypad nad Świder. Propozycja wydawała się kusząca, szczególnie, że pogoda zapowiadała się piękna i miało być gorąco. Siedzenie nad wodą kusiło 🙂

Wyruszyłyśmy wcześnie rano w sobotę. Mieszkam za Łomiankami, pod Warszawą, więc wsiadłam do autobusu już po 6.00, aby być przed 8.00 w centrum i spotkać się z Ania i Hixem. Obecnie metro w Warszawie jest w części zamknięte więc nasza podróż była dość skomplikowana – musiałyśmy jechać autobusem z Pragi, zamiast wskoczyć w centrum z SKM na Otwock. Tak więc ja i mój szalony, unoszący się pod sufitem pies, jechaliśmy najpierw z Łomianek do metra, potem kawałek metrem, potem doszliśmy do centrum i już razem z Anią tramwajem na Pragę. Tam spotkałyśmy się z Kasią i jej pięknym Foxtrotem, który, podobnie jak Hix, jest rasy Nova Scotia Duck Tolling Retriever. Zaopatrzyłyśmy się klasycznie w jagodzianki i ciacha i pognałyśmy na autobus 702, który miał nas dowieść nad Świder.

Co do podróży … Berek był SPOKOJNY !!! Nie było idealnie, nie był zrelaksowany, ale dało się wytrzymać. Nie szarpał i nie darł się rozpaczliwie, mimo iż widać było, że jest napięty i bardzo czujny. Gdy tylko pojawili się Hix i Fox, Berek żywo się nimi zainteresował i zapomniał o panikowaniu…

Wysiadłyśmy na przystanku Świdry Wielkie skąd jest dość proste dojście nad rzekę. Postanowiłyśmy przejść kawałek dalej, aby uniknąć ewentualnego tłumu plażowiczów. Szybko udało nam się znaleźć  łagodne zejście do wody. Niestety brzeg rzeki jest pokryty śmieciami, ale nie jest źle – można znaleźć milsze fragmenty, gdzie nie ma syfu. Woda w rzece jest czysta i przejrzysta. Bez problemu można przejść na drugą stronę rzeki, gdyż Świder jest płytki, a dno przyjemnie piaszczyste.

Nad rzeką siedziałyśmy ponad 3 godziny. Foxtrot pięknie aportował piłeczkę, a Berek cały czas za nim biegał i mu przeszkadzał. Natomiast Hix nieśmiało właził do wody.  Poruszał się w swoim powolnym, szczeniakowym tempie i gapił na wszystko dookoła :). Psy naprawdę szalały i cudownie było widzieć ich uśmiechnięte ryjki. Dla mnie to bezcenny widok.

Uważam, że wycieczka była wspaniała – bawiłam się świetnie w przemiłym towarzystwie (dziękuję dziewczyny :), a Berek w domu padł  🙂

A z sensacji w stylu mojego Psiego Ryja? Przecież nie mogło być przeciętnie, normalnie i nudno – w końcu moim psem jest Berek 😀   Otóż jak tylko dotarłyśmy nad rzekę Berek wskoczył do wody, zanurzył się chłopak do połowy, wypiął kuper i … zaczął robić co trzeba. Z prądem – mądra psina 🙂 I nie tam, że tylko stopy były w wodzie, o nie! Cały Berek był w rzece – wystawała tylko klatka piersiowa i skupiona minka psiego czubka 🙂 Cudak 🙂

DSC_1113

DSC_1128

DSC_1183
Hix płynie 🙂

DSC_1132

DSC_1139

DSC_1143

DSC_1165

DSC_1166

DSC_1167

DSC_1170

DSC_1176

Psy są wyjątkowe

Żeby miło wypocząc to najpierw trzeba się naprawdę zmęczyć. Nic-nie-robienie wykańcza, a odpoczywanie od nic-nie-robienia nie ma do końca sensu. Uważam, że  psychicznie najlepiej odpoczywamy, gdy jest to odpoczynek aktywny. Natomiast po wysiłku fizycznym warto chwilę posiedzieć w bezruchu. W ostatnią środę mieliśmy z Berkiem bardzo intensywny dzień. Wyszliśmy z domu chwilę po 8.00, a wrociliśmy po 20.00. Czego byśmy nie robili przez dwanaście godzin, to pies będzie zmęczony samym byciem poza domem. I Berek był zmęczony i fizycznie i psychicznie, bo zaserwowałam mu masę wrażeń :).

Rano pojechaliśmy z wizytą w okolice Ojcowa, gdzie Berek spotkał 4 przecudne ośmiotygodniowe Gordonki i piękną prawie półroczną sunię z którymi spędził większą część dnia. Po południu natomiast poszliśmy na nasz trening agility. Jednak nie o tym chcę mówić. Chcę wspomnieć o przymusowej przerwie, pomiędzy wypadem do Ojcowa a treningiem agility, którą spędziłam z Berkiem „na mieście”. Byliśmy zmęczeni i wiedziałam, że muszę znaleźć spokojne miejsce, gdzie Berek zaśnie, a ja wypiję kawę. Takie miejsce szybko znalazłam i przez tą godzinę byłam w siódmym niebie :D…

Przedpołudnie było wspaniałe, bo wizyta u szczeniaczków mnie zachwyciła. Berek zachowywał się wyjątkowo dobrze w autobusie i nie płakał mimo iż jechaliśmy prawie 1,5 godziny w jedną stronę. Pogoda była wspaniała, a dla mnie cały dzień był jak małe wakacje. I teraz miałam jeszcze w perspektywie  trening agility, które polubiłam i zawsze na nie czekam z niecierpliwością. I tą przysłowiową wysienką na torcie była owa przerwa na kawę w towarzystwie mojego kochanego psa, w mojej ukochanej kawiarni. Nie chcę aby to był wpis o psiej miejscówce, bo nie o to mi tutaj chodzi. Chcę tylko zaznaczyć, że czas spędzony z moim psem jest dla mnie wyjątkowy, a ta godzina nad kawą, gdy mój psiak lezał mi u stóp, była idealna!

Dlaczego to dla mnie takie wyjątkowe? Otóż zanim miałam psa to myślałam sobie, że kiedyś mój psiak będzie ze mną chodzić w różne miejsca i będziemy oboje mieć z tego frajdę. Takie były moje proste marzenia i założenia, ale rzeczywistość okazała się trochę inna. Berek chętnie ze mną chodzi i wiem, że lubi spędzać ze mną czas. Jednak przyzwyczaiłam go do długich spacerów po polach i stosunkowo rzadkich wizyt w mieście. Mieszkam daleko od centrum i siłą rzeczy nie mam za dużo okazji by spacerować z psem po ulicach i łaźić po kawiarniach. Naturalne jest, że Berek woli biegać po łakach a nie zwiedzać Rynek. Okazało się też, że nie lubi poruszać się komunikacją miejską i wyraźnie nie sprawia mu to przyjemności. Pracujemy nad tym powoli, jeździmy do miasta gdy mam energię i dużo spokoju, aby cierpliwie pracować z Berkiem nad jego lękami i rozładowywać jego irytację. Na razie muszę zapomnieć o zabieraniu psa ze sobą gdzie tylko chcę i kiedy chcę, gdyż wiem, że on przeżywa to zdecydowanie za bardzo, żeby mógł to po prostu bez oporów akceptować. Co za dużo to nie zdrowo, a ja muszę uszanować to co jemu odpowiada.

Ale ta godzina w kawiarni, kiedy Berek był spokojny i rzeczywiście też potrzebował tego odpoczynku, a ja mogłam siedzieć i patrzeć na jego uśmiechniety ryj, była wspaniała! Dała mi dużo energii na dalszą z nim pracę. Ten czas jaki z nim spędziłam był dla mnie magiczny i nie zamieniłabym tego na nic w świecie. Mam nadzieję, że kiedyś dogadam się z Berkiem w kwestii naszych wspólnych wypadów na kawę, do cywilizacji :).

Warto od czasu do czasu spróbować zrobić coś innego ze swoim psem. Może długa wycieczka w nowe miejsce, albo jakaś nowa zabawa lub inna forma integracji ze zwierzakiem? To nakręca na więcej, przypomina jak wspaniałym zwierzęciem jest pies. Nie pozwólny, aby nasz pies stał się dla nas rutyną!

DSC_0860

Młodziak

Niedawno spędziłam z Berkiem parę dni w Warszawie u moich rodziców. Podczas mojego pobytu w stolicy miałam okazję spotkać się z Anią i jej małym Hixem, który często gości na blogu Dogs’ Paths . Hix jest rasy Nova Sotia Duck Tolling Retriever i obecnie ma 13 tygodni 🙂

Berek nigdy nie zareagował dziwnie na szczeniaka, więc byłam wręcz pewna, że psy się dogadają. Obie brałyśmy jednak pod uwagę to, że być może Berek zupełnie zignoruje Hixa i będzie chciał zajmować się swoimi sprawami. Nie ma co się oszukiwać, ale Hix jest tak mały, że może nie być traktowany  przez dorosłe psy jako ciekawy kompan do zabawy – tak bywa i nie ma w tym niczego dziwnego. W pierwszym momencie psiaki obwąchały się, ale właściwie nie było między nimi żadnej interakcji. Postanowiłyśmy udać się do parku koło Cytadeli Warszawskiej, na Żoliborzu i zobaczyć co zrobią dalej.

Park jest nieduży i myślę, że Berek potrzebowałby jakiś 15 sekund żeby przebiec z jednego jego końca na drugi 🙂 Jest w parku sadzawka i jakiś kanałek z wodą, ale nie wygląda to zachęcająco. Na pewno nie jest to miejsce na wybieganie psa, chyba, że planujemy zorganizowac mu dodatkowe atrakcje takie jak np. zabawa z innym psem. Osobiście jestem pewna, że gdyby nie spotkanie z Hixem, to Berek szybko znudziłby się tym parkiem i zaczął kombinować.

W parku Berek nagle „zauważył” Hixa, jakby niespodziewanie na niego nadepną i nachylił się żeby sprawdzić co to… O, mały piesek! Bawić się! 🙂 Psiaki zaczęły ganiać się i szaleć, a Berek sam zachowywał się jakby miał kilka miesięcy a nie prawie dwa lata. Było super! Przyznam, że uwielbiam patrzeć na mojego psa i jego roześmiany ryjek – nie ma chyba nic lepszego. Hix podgryzał Berka w fafle i uszy, a mój Psi Ryj skakał do góry jak wariat i rozpłaszczał szczeniaka na piasku. W pewnym momencie Hix był cały obśliniony przez Berka. Sami popatrzecie jaka to była dzika radość 🙂

Bardzo dziękuję Ani za przemiły spacer i ślę głaski Hixowi 🙂

DSC_0697
Hix

DSC_0703

DSC_0711

DSC_0712

DSC_0717

Hix atakuje 🙂

DSC_0751

DSC_0774
Mój pies i jego miny 🙂

DSC_0753

DSC_0824

DSC_0817
Hixowi udało się wyrwać trochę Berkowych kłaków 🙂

DSC_0808

DSC_0799

DSC_0784
Hix ukoronowany przez Berka …

DSC_0776

Recydywa z chamstwa i ignorancji?

Zawsze zastanawiałam się czemu ludzie uważają, że mają prawo wszystko komentować i zawsze wyrażać swoją opinię. Dotyczy to różnych tematów i różnych sytuacji – ja pozostanę przy psach, bo o tym jest mój blog. Nie mówię o reagowaniu, gdy dzieje się coś złego, bo to zupełnie inny teamt. Tutaj chodzi mi bardziej o zwykłe komentowanie, wyrażenie negatywnej opinii na czyjś temat, mimo iż to niczemu nie służy. Osobiście dość rzadko zdarzają mi sie takie sytuacje, bo zwykle spaceruję z psem w odludnych miejscach, ale i tak słyszę dziwne rzeczy. A to, że nie ma co wozić psa autobusem, bo sie męczy A jak mam się przemieścic jeśli nie mam auta? – o tym jednak ten człowiek nie pomyśli). A to, że zabłocony (co mam z tym zrobić? – jeśli nie brudzi tej osoby, to niech się nie stęka). Nie wiem co wtedy mówić. Ignoruję, bo zakładam, że nie będę się kłócić z kimś, kto zupełnie nie ma pojęcia o czym mówi. Osotanio jednak było inaczej. Otóż od czsu do czasu spotykam w lasku Wolskim pana, który jeździ na rowerze a za nim galopem biegnie jego sunia rasy wyżeł weimarski. Znam tego pana z widzenia i kiedyś nawet zatrzymał sie na parę sekund i zapytał czy ćwiczę z psem posłuszeństwo. To było dawno i nie było w tym jakoś nic dziwnego. Pomyślałam, że jako właściciel psa myśliwskiego, po prostu rozumie, że nad posłuszęństwem u tych psów trzeba popracować. Berek urósł, zaczął skuteczniej tropić, a ja w związku z tym zrezygnowałąm ze spacerów w Lasku Wolskim. Dobrze czy źle, ale jestem z Berkiem na etapie takim, że on do mnie wróci, ale najpierw będzie intensywnie węszył i jest jak najbardziej w stanie znaleźć zwierzynę (obecnie np. młode sarenki…). Pewnie mój błąd, że od tropu raczej nie jestem w stanie go odwołać na czas. Znalazłam otwarte pola, niedaleko Wolskiego, gdzie puszczam Berka luzem. Nie ma tam zwierząt, plus ja więcej widzę i moge przewidzieć co pies zrobi. Do Lasku Wolskiego chodzimy zdecydowanie rzadziej i zawsze na 15-metrowej lince. I niestety ostatnio miałam wątpliwą przyjemnośc spatkania pana na rowerze z weimarką… Mijając nas zatrzymał sie na 5 sekund i zapytał jak szkolenie. Odpowiedziałąm, że nadal pracujemy, na co on skwitował to jednym zdaniem, że pracuję, „a pies nadal się nie słucha…” Po czym zaczął się śmiać i odjechał, a jego weimarka grzecznie pognała za nim. Ja tak sobie zostałam zszokowana na środku ścieżki. Jakoś wyjątkowo mnie to zabolało, może miałam po prostu ogólnie gorszy dzień. Następnego dnia znów go spotkałam. Zawołałam Berka i zebrałam linkę, bo nie chciałam by plątał się jak będzie nas mijał rower. A plącze sie często, bo Berek marzy by pobawić się z ta weimarką. Ten pan zwolnił na rowerze i zaśmiał się stwierdzając, że jednak widzi , że Berek biega czasem sam… Może myslał, że dopiero go zapiełam – nie wiem i mnie to nie interesowało… Tym razem nie wytrzymałam i powiedziałam, ze owszem biega. Dodałam, że  w Wolskim nie wolno puszczać psów luzem i na dodatek jest to pies myśliwski, więc w ogóle nie widzę problemu w tym co robię. Pan zarechotał i bez słów odjechał. Ok, moge stwierdzić, że to jakiś dziwny człowiek i zapomnieć. I wiem, ze mi przejdzie i zapomnę. Jednak z drugiej strony zastanawiałam się jak ten człowiek w ogóle śmie komentować moje zachowanie. Nie ma pojęcia o mnie i Berku, nie wie że mój pies biega luzem codziennie ponad 2 godziny, niezależnie od pogody. Nie wie, że najprawdopodobniej taki spacer na lince jest o niebo dla niego ciekawszy niż desperacka pogoń za rowerem. Pan mnie krytykuje swoim uszczypliwym komentarzem i odjeżdża nie słuchając nawet co odpowiem. I jakim prawem? Może jego sunia jest bardzo grzeczna, nie wątpię, że się słucha i jest wspaniałym psem. Jednak ani mi ani Berkowi niczego nie brakuje i wypraszam sobie takie traktowanie. Koleżanka zasugerowała ( i jestem jej bardzo wdzięczna za wspaniałe poczucie humoru), żebym psim gwizdkiem odwołała mu psa … Next time 😀

A ponieżej zapowiedź następnego posta 🙂

DSC_0727

DSC_0792
Berek uciekający przed szczeniakiem – jak nie kochać tego psa ? 🙂