Berek raczej nie jest wielkim pływakiem. Do wody wchodzi chętnie, ale raczej nie pływa. Zdecydowanie preferuje brodzenie po płyciźnie i zamaczanie tyłka w błocie przy brzegu. aportuje patyki, ale nie zawsze. Szybko stwierdza, że już pływać mu się nie chce i rezygnuje z dalszej zabawy. Berek nie należy też do odważnych i pływania chyba trochę się obawia. Psią wersją Michael’a Phelps’a nie zostanie, ale jestem pewna, że dziś bawił się świetnie pływając 🙂
Podczas ostatniego spaceru z dwoma pięknymi Golden Retrieverami, oczywiście świetnymi pływakami, Berek pokonał swój strach i popłynął za piłeczką daleko od brzegu. Zmotywował go zapewne fakt, że Teodora i Duffel robili to bez zająknięcia, a on zostawał na brzegu. Przecież nie może go ominąć taka świetna impreza 🙂
Natomiast pływające nieopodal kaczki zmotywowały mojego psa do skoczenia z pomostu. Byłam z niego bardzo dumna, bo wiem, że dla niego to wielki wyczyn. Na dole wpisu zdjęcia ze skoku 😉
Zdarzają się takie momenty, że dzieje się za dużo rzeczy i za szybko. Czuję się tym przytłoczona. Za szybkie tempo i natłok myśli obezwładniają mnie. Czasem tak po prostu bywa. W trudnych chwilach bardzo często łapię się na tym, że moje zagonione i zmęczone myśli uciekają do Berka. Nagle w ciągu dnia marzy mi się by go przytulic i móc spędzić z nim parę chwil. Albo zobaczyć jego roześmiany ryj ;). Potrzebuję mojego psa, bo jego obecność mi pomaga.
Już dawno stwierdziłam, że poranny spacer z psem to jedna z najmilszych chwil w ciągu dnia. Pies myśli schematycznie, ale też potrafi zaskoczyć swoją bystrością. Doskonale dostrzega schematy w zachowaniu człowieka i szybko się ich uczy. Najprawdopodobniej nikt nie zna równie dobrze Berka jak ja, ale mam też świadomość jak dużo Berek wie o mnie. Razem tworzymy spacerowy duet – jedno potrzebuje drugiego. Berek mnie napędza i mobilizuje. Natomiast ja widzę jak Berek zerka na mnie co chwila, przybiega się „zameldować” co jakiś czas , lub chowa koło mnie, gdy czuje się zagrożony. Uzależniłam się od świadomości, że jestem dla niego ważna na jego psi sposób.
Berek spotkał swoją siostrę Coco ! Z Ewą, właścicielką Coco, spotkałyśmy się przypadkiem na ulicy. Stałam z Berkiem na przystanku, a Ewa wypatrzyła gordona i zagadała. Szybko doszłyśmy do tego, że nasze psy to rodzeństwo. Postanowiłyśmy, że umówimy się na wspólny spacer. Od tamtej pory nie mogłam się doczekać momentu jak Berek zobaczy się z Coco.
Berek z Coco dogadali się natychmiast. Berek ogólnie nie jest jakoś wyjątkowo zabawowy, a psie przepychanki „w pionie” to u niego rzadkość. Berek woli po prostu biegać, gonić, pędzić razem z innym psem. Coco ma podobne upodobania, więc zabawa była przednia. Berek gonił Coco, potem Coco goniła Berka. I tak przez 1,5h spaceru wczoraj rano i, drugi raz ,dzisiaj… Razem szukali bażantów, nurkowali w krzakach za różnymi zapachami, truchtali jak zgrana para łobuziaków :).
Już nie raz wspominałam, że dla mnie seter w ruchu to wspaniały widok. Piękno w najczystszej postaci. Coco jest śliczna. Z Berkiem robią takie same miny i w bardzo podobny sposób uśmiechają się faflami. Coco jest drobniejsza od Berka, niezwykle szybka i zwinna. Berek nie mógł jej dogonić, ale był też moment, że Coco nie mogła dorwać Berka…aż ten wpadł gdzieś na drzewo i musiał na sekundę przysiąść i złapać równowagę. Psy naprawdę wyglądały na zachwycone swoim towarzystwem. Mam nadzieję, że już niedługo uda nam się znów spotkać z Ewą i Coco – nie ma nic cudowniejszego niż seterowe spacery 🙂
Po spacerze zaserwowałam Berkowi dodatkowe 40 min marszu na smyczy na przystanek autobusowy, żeby nie było mu za dobrze :). Po drodze trochę odsapnął, uspokoił poziom endorfinek i opanował emocje. W autobusie zachowywał się w miarę ok, choć podróż to było raptem kilka przystanków. Jednak to już jest coś 🙂
Nie jestem psią gadżeciarą, ale, przyznaję, mam słabość do psich obroży. Berek parę obróżek ma i wszystkie spisują się dobrze. Jednak Berek jest takim brudasem, że wszystkie obroże koniec końców były czarne od błota. Bardzo częste pranie sprawiło, że kolory dość szybko wypłowiały, a materiałowe obroże zaczęły przypominać ściereczki… Nie byłam tym zaskoczona – po prostu zrozumiałam, że potrzebuję zdecydowanie innego rodzaju obroży, które byłyby odporne na zamoczenia, nie nasiąkały błotem i były łatwe do utrzymania w czystości. Ładne, materiałowe, lub taśmowe obróżki mogę zakładać Berkowi „w gości” 😉
O polimerowych obróżkach Biothane dowiedziałam się od znajomej, wygrzebałam też gdzieś informacje w internecie. Biothane zamówiłam w sklepie internetowym psygoda.pl . W Polsce niestety nie ma dużego wyboru kolorów – z tego co się orientuję są dostępne tylko obroże pomarańczowe i żółte. Koszt obroży to około 35 złotych plus przesyłka.
Zdecydowanie ładniejsze, choć nie wiem czy lepsze jakościowo, wydają się obroże polimerowe firmy Dublin Dog z serii All Style Non Stink. Ceny ich obróżek są zdecydowanie wyższe – wahają się od 72 do 92 złotych plus przesyłka. , Zdecydowałam się na zakup Biothane głównie z powodu atrakcyjniejszej ceny.
Biothane jest zrobiona z nylonu, poliestru i jest pokryta termoplastycznym poliuretanem. Według producenta ma zachowywać elastyczność w niskich temperaturach i ma być wygodna dla psa. Nie miałam okazji testować jej w temperaturze ujemnej, więc trudno jest mi się jednoznacznie tutaj wypowiedzieć. Jednak kupując tą obroże brałam pod uwagę fakt iż w mróz nie ma tyle błota i brudu, więc nie muszę upierać się przy zakładaniu Berkowi Biothane jeśli ta okaże się niewygodna.
Zamówiłam wściekle pomarańczowa obroże. Jest świetnie widoczna na czarnym psie. Nie sądzę, aby w jakikolwiek sposób przeszkadzała Berkowi. Mój pies lata po polach jak szalony i nie ma czasu myśleć o tym czy ma wygodną czy nie wygodną obroże. Ważne, że obroża nie odpina się, nie wkręca mu się w zapięcie sierść i mam jak doczepić adresówkę i dzwoneczki. Rzeczywiście Biothane jest wodoodporna. Po powrocie do domu wystarczy ja przetrzeć ściereczką i jest sucha. Jeśli zabrudzi się, można przemyć mydłem i brud znika. Prać nie potrzeba 😉 Biothane jest „gumowa” – kolor nie ma jak wypłowieć, chyba, że w przyszłości ze starości i od słońca, ale to zobaczymy jak będzie się sprawować.
Po dwóch spacerach, gdzie Berek intensywnie testował Biothane, mogę ją śmiało polecić. To obroża robocza i tak warto o niej myśleć.
Teraz zapraszam na oglądanie mojego psa „w akcji” … Dzień jak co dzień.
Adresówka i dzwoneczki na Berkowej obroży. Wszystko przypinam na plastykową zapinkę.
Po co się otrząsać z wody, gdy nadal się w niej stoi?
Dzisiejszy spacer był niesamowity. Berek generował wyjątkowo dużo energii. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek tak szybko i zacięcie biegał. Coś niesamowitego! Berek złapał trop już na samym początku spaceru, jak tylko spuściłam go ze smyczy. Seterowy galop, po czym pełen euforii cwał, zaczął się po minucie. Berek biegł, dla samej radości biegania. Gdy oddalał się ode mnie za daleko, wołałam, a on łukiem do mnie wracał, nie zmniejszając tempa. Już po paru minutach musiał ostudzić się w błocie, a potem wytarzać w śniegu. Przez cały dwugodzinny spacer Berek krążył z nosem przy ziemie i węszył. Stwierdzam, że nie ma nic cudowniejszego niż spacer z Berkiem, ale tylko po bezpiecznej okolicy, gdzie nie muszę się denerwować, że coś się stanie.
Popatrzcie na to psie szczęście na zdjęciach poniżej. Cudowny widok, prawda? 🙂
Wszędzie na psich blogach wpisy o zimie, śniegu i mrozie. My musimy nadrobić. Do Krakowa, w którym obecnie mieszkamy, śnieg przyszedł późno. Gdy reszta kraju relacjonowała opady białego puchu, u nas padał deszcz. Ale nareszcie zrobiło się biało i cieszyłam się, że zabiorę berka na zimowy spacer.
Czy Berek lubi zimę i śnieg? Nie wiem. Berek ogólnie zawsze biega tak samo, z taką samą niesamowitą energią, więc ciężko mi stwierdzić, czy jest szczęśliwszy ryjąc w śniegu czy nurkując w kałużach czy trawie. Berek najzwyczajniej w świecie nie ma czasu, żeby zatrzymać się i pomyśleć, że coś białego leży na ziemi i że jest zimno w łapy. Natomiast mogę śmiało stwierdzić, że my zauważyliśmy, że Berek więcej siusia – najwidoczniej biegając z nosem przy ziemi i węsząc, chcąc nie chcąc, zjada śnieg. To jedyna zmiana jaką zaobserwowałam. Nie biega szybciej, nie biega więcej, bo więcej i szybciej już po prostu się nie da :). Ośmielam się twierdzić, że Berek jeszcze bardziej skupia się na węszeniu, bo zapachy w śniegu inaczej czuć. Dla większości seterów nie ma nic ciekawszego, wspanialszego niż trop. A śnieg? Śnieg po prostu jest 🙂
Podobno jestem upartą indywidualistką ;). Tak mi mówili…. Ale jaka ze mnie indywidualistka kiedy otwarcie przyznaję się do uzależnienia? Są rzeczy, które po prostu MUSZĘ, bo inaczej nie ma mnie 😉
Poranna kawa. Nie jakaś kawa w ciągu dnia, jak jest czas… o nie nie! Kawa musi być rano, bo inaczej nie ma dnia. Pierwszą rzecz jaką robię rano to nastawienie kawiarki. U mnie nie ma czegoś takiego jak brak czasu na poranną kawę. Trzeba taki czas sobie zorganizować i już. Wyjazdy organizuję pod poranną kawę, tzn muszę mieć możliwość sobie ją przygotować. Na szczęście są alternatywne sposoby zaparzania kawy, więc potrzebuję tylko zagotowanej wody, żeby takową przygotować. Nadal mogę więc marzyć o campingu w Norwegii 😉
Książki. Muszą być tam, gdzie w danej chwili mieszkam, pomieszkuję. Nawet jeśli osiedlam się gdzieś na 3 miesiące, za chwilę nierozsądnie zaczynają pojawiać się książki. Potrafię wydać pół stypendium na przesłanie książek z jednego kontynentu na drugi, tylko dlatego, że przecież „nie ma innej opcji”… Szczęście w nieszczęściu nie mam tyle pieniędzy ile bym chciała, żeby robić regularne wycieczki do księgarni i mój księgozbiór jest zdecydowanie za skromny by się nim chwalić 😦
I oczywiście tak – jestem uzależniona od spacerów z psem 🙂 Spacerów z Berkiem. Wiadomo, że uzależnienie nie zawsze wychodzi człowiekowi na zdrowie. Berek czasem serwuje tyle stresów, że ze spaceru wracam wymęczona i przybita…. Ale zaraz znów chcę iść 🙂 . Nie wiem co takiego jest w tym psie, w tym co mnie spotyka na spacerach, w tym jak na niego patrzę, gdy biega z uśmiechniętym ryjem. Nie wiem, ale chcę więcej ! Chyba uzależnienie, nie?
Berek ma już dwa lata. Cały czas się zmienia i czasem różnicę zauważam co kilka tygodni. Setery wolno dojrzewają mentalnie (jeśli w ogóle 😉 ) i Berek na pewno nigdzie się z tym nie śpieszy. Prawie za każdym razem od przypadkowo spotkanych psiarzy słyszę pytanie o wiek Berka. Gdy oznajmiam z uśmiechem, że ma dwa lata, następuje chwila ciszy, po czym pada stwierdzenie,że widać, że jeszcze młodziutki… 🙂 No nie da się tego ukryć, bo skacze i wypina tyłek zapraszając do zabawy, jakby w życiu nie widział innego psa i nie był na spacerze…. Przychodzi mi do głowy jedno określenie – porypaniec. Ale takie są setery, a Gordony wyjątkowo.
Postanowiłam stworzyć drugi (przeczytaj poprzedni wpis) wpis, który powinny przeczytać osoby, które zastanawiają się nad wzięciem setera i nie są myśliwymi. Nie chcę odradzać, bo osobiście uwielbiam te psy i uważam, że są wspaniałe i przepiękne. Jednakże nie dają taryfy ulgowej i na to TRZEBA być przygotowanym.
Setery są bardzo pięknymi psami. Szczególnie setery Irlandzkie mają ciekawe umaszczenie. Niestety jest wiele osób, któe dobierają rasowego psa do koloru zasłon lub kanapy i wiele irlandów pada ofiarą swojego pięknego wyglądu. Ludzie myślą, że to będzie wyglądać tak:
Na szczęście Gordony nie mają aż tak atrakcyjnego wyglądu i trochę rzadziej widzę je w centrum miasta na smyczy na trawniku wielkości 2×2.
Bywa ciężko. Być może dlatego, że sobie nie radzę z Berkiem. Może dlatego, że Berek jest rozpieszczony i ma spacery organizowane „pod siebie”… Jednak nie wiem, nie potrafię wyobrazić sobie innej sytuacji. Za bardzo boję się o jego bezpieczeństwo, mam za bujną wyobraźnię, żeby nie myśleć o tym co może się stać. A i on jest wariatem i nie pomaga mi w osiągnięciu stanu zen. Jesteśmy z Berkiem siebie warci :/.
A więc co takiego robi mój seter? Biega. Biega z taką prędkością i pasją, że nic nie jest w stanie go zatrzymać. Daje z siebie wszystko. Nie wyobrażam sobie, że puszczam go ze smyczy a on swoim cwałem jest w stanie dobiec do ulicy. Gdy jest w polu, włącza mu się tryb polowania. Każdy przemieszczający się przedmiot jest dobry do gonienia. Oczywiście także samochody. Normalnie nie zwraca na nie w ogóle uwagi, jednak w polu to co innego. Czy jest to kwestia nieprzyzwyczajenia go do widoku auta? Nie sądzę, bo widzi je codziennie. Efekt jest taki, że jeśli idę z psem na spacer, to też daję z siebie wszystko. Nie ma opcji na spacerek po parku, albo szybkie załatwienie sprawy. Jak już wspomniałam – Berek nie daje mi taryfy ulgowej, bo i on takowej sobie nie daje, gdy jest w polu.
Żeby pies był tak żywiołowy i oddany temu co robi, musi mieć odpowiedni charakter i usposobienie. Musi chcieć działać, nie być bierny. Sam widok pola i bieganie po otwartej przestrzeni powinno dawać mu dużo adrenaliny, która da mu siłę i napędzi. Berek to wszystko ma. Widzę jak odlatuje ze szczęścia na widok pola. I robi to ZA KAŻDYM razem, gdy idziemy na spacer. Berek generalnie zachowuje się tak każdy spacer był jego pierwszym spacerem od miesiąca… Właściciel setera musi zrozumieć, że ten pies niczego nie kocha tak jak biegania po polu. Jeśli mu to człowiek zapewni, to jest szansa, że seter będzie go kochać równie mocno 😉 … Berek nauczył mnie pokory.
Następna rzecz to brud. Setery są brudasami. Berek nigdy nie omija błota i kałuż. Setery Szkockie uwielbiają, gdy mży i jest trochę chłodniej. W ogóle nie przeszkadza im, że przemakają do samej skóry. Nie robi im się zimno, bo cały czas biegają, więc nie mają czasu zmarznąć. Proste :). Berek ZAWSZE wraca do domu brudny. Nawet jeśli jest środek lata i jest sucho, mój pies znajdzie gdzieś syf. Jak nie błoto, to gałęzie i liście, albo rzepy. Nie wyobrażam sobie, że seter może wrócić do domu po spacerze nie zapluty i nie ociekający błotem. Tylko dodam, że ja, jako właściciel brudasa, pasuję do niego jak ulał mając czasem błoto nawet na czole…
A teraz podejdę do tematu wizualnie 🙂
Modne w ostatnim sezonie buty „z noskiem”. Bardzo stylowe, praktycznie niezniszczalne. Zawsze, gdy je zakładam ludzie zwracają na mnie uwagę. Niektórzy nawet się oglądają. Wada: przyklejają się do podłoża.
Łączenie deseni i różnych tkanin. Także stylowe legginsy. Skutecznie ukryją wielkie ocieplane gatki, albo paskudną bieliznę termiczną. Błoto w bucie? Żaden problem, bo przecież i tak masz na sobie trzy pary skarpet….
Obuwie umyte już w kałuży. Zauważasz, ze atrakcyjne wzory w panterkę pojawiły się także na wysokości ud. A czy przypadkiem nie masz ich też na plecach? Na pewno …
Obuwie w którym nigdy nie wyszłam z psem to sandały, japonki i baletki. Nawet jak wyprowadzam Berka na 5-minutne siku. Z takich spacerów też wracamy brudni. Może nie aż tak jak na zdjęciach powyżej ;), ale normalnie też nie jest.
A pies? Zawsze idealnie komponuję się z Berkiem :).
Jak widać na zdjęciach powyżej – spacer z seterem to off-road advanture. Odpowiednie tereny nie znajdują się w mieście. Zawsze można podjechać, prawda? Oczywiście, że tak ! 🙂 ALE — lepiej mieć auto, bo w komunikacji miejskiej bywa ciężko. Jeżdżenie autobusem w takim stanie mam już przerobione i zawsze miło jest powspominać ten strach w oczach współpasażerów, oburzenie i wścieklicę, że w ogóle z Berkiem ośmielamy się istnieć…. no i trochę śmierdzieć mokrym psem 😉
ej, ale może być gorzej, bo Berek mógłby być biały i puszysty … 😉
Na koniec dopiszę, żeby wszystko było jasne 🙂 – Gordony to najwspanialsze psy jakie znam. Nie zamieniłabym brodzenia w błocie z Berkiem na żaden inny spacer :).
Wczoraj, 15 grudnia, Berek skończył dwa lata. Często spotykam się z urodzinowymi wpisami, gdzie autorzy piszą że czas szybko zleciał, psiak ma ileś tam lat i trudno uwierzyć, że już aż tyle. Ja raczej nie mam takiego uczucia. Berek jest w wieku na jaki ja, jego właścicielka, jestem jak najbardziej gotowa. Był cudownym szczeniakiem, słodkim jak cukierek, ale wolę Berka teraz, bo nie jest z nim nudno 😉 Właśnie teraz, gdy piszę tego posta, Berek tuli się do mnie jak szczenię, tylko z ta różnicą, że jest świadomy tego co robi i wiem, że spośród wszystkich ludzi na świecie wybierze mnie i to do mnie będzie się przytulał. Rozumiemy się doskonale, co nie znaczy, że zawsze akceptujemy zachcianki tej drugiej strony. Walka charakterów musi być. Berek nie jest psem – „ciepłą kluchą” i niestety/stety pokazuje, że coś chce, że coś mu się nie podoba, albo, że ma dość. Setery to żywiołowe psy, trzeba z nimi się dogadać, wyperswadować pewne rzeczy. Trzeba im pozwolić podjąć decyzję. Indywidualizm jest w ich naturze i nie da się tego ominąć. Berek bardzo intensywnie zmieniał się przez te dwa lata i nadal się zmienia, bo setery długo dojrzewają ( jeśli w ogóle 😉 ). Czas nie zleciał szybko – miesiące mijały tak jak miały mijać – jak przygoda, która ma sens, miała świadomy początek i ma trwać całe lata. Nastawiliśmy się na przejażdżkę roller-coasterem o nazwie „Berek” i jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem pt „Nie ma planu – jest frajda” 🙂
Poniżej kilka fotek ze Urodzinowego Spaceru Berkowego II. Niestety pogoda była taka sobie i zdjęcia mi nie wyszły. Zreszta dodatkowo musiał ogarniać Berka, bo bardzo spodobała mu się nowa koleżanka i testosteron trochę uderzał mu do głowy i próbował rządzić. Chyba mogę oficjalnie przyznać, że Berek nie jest już wyrośniętym podlotkiem, ale stał się już facetem… Zobaczymy co będzie dalej.
P.S Żeby było jasne – Berek nie poszedł grzecznie spać po spacerku ;). Dostał genialne prezenty urodzinowe – gryzaka i piszcząca piłeczkę. Po powrocie pokazałam je solenizantowi i zapiszczałam piłeczką…. Berek przez dobre pół godziny układał piłeczkę w środku gryzaka i próbował żuć obie zabawki na raz… Jest naprawdę zachwycony prezentami! Spały z nim na posłaniu całą noc 🙂
W najbliższy piątek, 15 grudnia, Berek skończy dwa lata. Postanowiłam po raz drugi zorganizować dla niego psią imprezę. Nie ma nic lepszego dla młodego psiaka niż szaleństwo z kumplami 🙂
Dlatego tez serdecznie zapraszam wszystkie psiaki na spotkanie w niedzielę o godzinie 12.00 w Pychowicach (mapka) w Krakowie. Miejscówka jest dokładnie opisana w poprzednim poście. Na zdjęciach też jest część psiej ekipy, która mam nadzieje zjawi się i tym razem. Poniżej podaje linka do wydarzenia na FB.