Wrzosowiska pod Hilversum

Odkąd przenieśliśmy się do Haarlemu pod Amsterdamem, każdy weekend spędzamy na szukaniu dobrych Berkowych miejscówek na spacery. Ryj potrzebuje przestrzeni, aby poczuć w uszach wiatr. My natomiast chcemy by był to teren bezpieczny, z dala od ulic, pastwisk i parków narodowych, gdzie Berek głupieje od przytłaczającej ilości smrodów. O takie tereny trudno. Ale ostatnio udało mi się wypatrzeć jedno miejsce na mapie i z niecierpliwością czekałam na weekend, żeby wreszcie się tam wybrać. Czytaj dalej

Byle tylko razem

Czy czujecie, że tworzycie ze swoim psem drużynę? Zespół, gdzie każdy jest sobą, ale jesteście razem i w tym jest Wasza siła? Ja mam tak z Berkiem. Czuję, że jesteśmy razem i że jestem mu potrzebna. Na taką relację pracowałam z Berkiem długo (tu już można mówić o latach pracy…) i muszę pracować cały czas, bo nie jest to coś co po prostu pojawia się u psa czy u człowieka. Szczególnie gordony to psy dość charakterne i nieufne, więc na wszytko trzeba sobie u nich poniekąd zasłużyć. Czytaj dalej

Chcesz mieć setera? Oto 5 rzeczy, które powinieneś wiedzieć.

Berek ma 3,5 roku i od 3,5 roku uczę się mojego psa. I tak pewnie będzie przez resztę jego życia. Psi Ryj jest moim pierwszym psem, a wiadomo, że pierwszy pies wychowuje raczej nas, a nie my jego. Nasze trio Ewowo-Adamowo-Berkowe nie jest tu wyjątkiem :).
Jeśli chodzi o wybór rasy to miałam to szczęście, że moi rodzice mieli gordona, gdy ja przyszłam na świat. Czytaj dalej

… bo na czarnym nie widać brudu ;)

… no nie widać 🙂 Dziś naprawdę to zauważyliśmy, bo wybraliśmy się na wspólny spacer z (prawie białym) seterem angielskim. Berek i my mieliśmy ogromną przyjemność poznać śliczną, młodziutką Figusię. Zabraliśmy psy na pola, żeby mogły swobodnie pobiegać, i w razie psich nieporozumień, zająć się każdy swoimi sprawami. Berek nie należy do wyjątkowo towarzyskich psów i wiedziałam, że musi mieć swoją przestrzeń – w końcu w pola idzie się pracować :).  Na szczęście psy się dogadały. Figa grzecznie obserwowała węszącego Berka i nie właziła mu pod nos, gdy tropił. A w przerwach pomiędzy smrodami i bażantami Berek nawet raczył się z sunią pobawić ;).

Czytaj dalej

Tropimy w parku miejskim

Jak już kiedyś wspominałam regularnie uczęszczamy z Berkiem na zajęcia z tropienia użytkowego organizowane przez krakowski oddział Akademii Psa Pracującego, który prowadzi świetna Magda Naraniecka. Opisywałam już na blogu warsztaty tropieniowe w Goszczy na których byliśmy w zeszłym roku. Dziś chciałam Wam pokazać kilka zdjęć z naszych weekendowych zajęć. W ostatnią niedzielę tropiliśmy w parku miejskim w Skawinie, koło Krakowa. Czytaj dalej

Posągowy seter szkocki

Elegancki to wytworny. Natomiast wytworny to okazały. Okazały to posągowy i poważny… Zabawa słowami :). A dlaczego? Ostatnio zastanawiałam się czy jestem w stanie w paru słowach opisać swojego psa – jego charakter i wygląd. Zabawa spodobała mi się, więc polecam wszystkim czytelnikom – zastanówcie się jakie określenia pasują do Waszego psiaka i dlaczego. Oczywiście nie musi być rasowy – musi tylko być Wasz 😉 Ustalmy, że tych wyrazów ma być pięć.

Jestem ciekawa czy Was zaskoczę tym jak opisuję Psiego Ryja. Być może wizerunek Berka jaki stworzyłam na blogu nie jest spójny z tym co siedzi mi w sercu? Choć nie sądzę…
Nie jestem językowcem, więc skończyło się na siedzeniu ze słownikiem synonimów i z oficjalnym opisem rasy, gdzie użyte jest słowo „elegancki”. Nie nazwałabym Berka eleganckim, ale z łatwością stwierdzam, że bywa posągowy. Gdy tropi, gdy węszy, gdy analizuje zapachy – jest piękny, pomnikowy, majestatyczny. Ale czy wiecznie opluty Ryj może być elegancki? A czysty bywa zdecydowanie za rzadko, aby w tym temacie móc generalizować ;).
Berek jest sprytny – kombinuje jak dostać to czego chce. Jest przy tym niezłomny i pełen pasji. Ciężko go ujarzmić, wyłączyć, bo jest oddany sprawie, nigdy nie jest flegmatyczny. To wspaniałe, ale bywa też męczące. Moim zdaniem jest to cecha typowa dla setera – take it or leave it. Gordony takie są i takie mają być – pracować ma im się chcieć. Problem pojawia się wtedy, gdy to mi się nie chce 😉
Psi Ryj jest brudasem. Nie mogę tego pominąć, bo większość czasu Berek spędza utytłany w syfie, błocie, z kawałkami lasu poprzyczepianymi do hektolitrów śliny zebranej w kącikach pyska… W pysku jest trochę krowiego placka, którego Berek złapał przebiegając. A do futra na klatce piersiowej przyczepiona jest mała gałąź i trochę trawy. No tak jest.
Myślę o Berku jako o psie wiernym. To określenie to może trochę przeżytek w obecnych czasach, gdy wiemy już zdecydowanie więcej na temat relacji pomiędzy psem a człowiekiem. Jednak dla mnie określenie wierny w odniesieniu do Berka oznacza, że mój pies daje mi odczuć, że chce być ze mną bardziej niż z kimkolwiek innym. Zaczęłam to czuć po ponad 2 latach życia z Berkiem, to nie pojawiło się, gdy słodki parotygodniowy niczego nieświadomy szczeniak wtulał się we mnie. Dopiero gdy Berek zrozumiał czemu warto zwrócić na mnie uwagę, ja poczułam, że będzie mi wierny i zadowolony z mojego towarzystwa. Obustronny szacunek? Może, mam nadzieję 😉

A jak Wy opiszecie swojego psiaka w pięciu słowach? 😉

seter gordon

wellbreddesign
WellBredDesign – Etsy.com

seter gordon seter seter szkocki

Szlak Tyniecki i Bielańsko-Tyniecki Park Krajobrazowy

Zima była. Trwała tydzień. Teraz chyba mamy wiosnę, a już na pewno wiosenny nastrój. Wydaje mi się jakby przyroda nie zasnęła i nie zwolniła, a wręcz przeciwnie, tętni cały czas życiem. Las pachnie. Pola całe ruszają się, bo wszędzie skaczą ptaki. Bażanty krzyczą w trawach. Wariactwo! 🙂 Jest w tym wszystkim coś niesamowitego. Postanowiłam wybrać się na wycieczkę trochę dalej od miasta, aby zobaczyć co tam słychać w „dziczy”. Zawsze w nowych miejscach spacerowych prowadzę Berka na lince. Szczególnie, gdy na wyprawie jestem z nim sama, wcześniej nie konsultowałam z nikim trasy i po prostu nie znam terenu. Dlatego też w tym poście zobaczycie zdjęcia Berka wędrującego na naszej 15-metrowej lince treningowej.

Plan był żeby przejść kawałek Szlakiem Tynieckim i sprawdzić jak wyglądają nadwiślańskie tereny za Tyńcem idąc od Bogucianki. Jednak plan planem, wyszło trochę inaczej. 😉
Mapy Google

Dojazd autobusem 112, kierunek Tyniec Kamieniołom. Należy wysiąść na przystanku Bogucianka i skręcić w ulicę Grodzisko na końcu której jest wejście do lasu i początek zielonego szlaku (Szlak Tyniecki).

I jak było? Pięknie! Pomimo iż nie puściłam Berka luzem, spacer i tak był ciekawy i dla mnie i dla niego. Na ulicy Grodzisko przywitało nas wiele obszczekiwaczy pozamykanych na posesjach, ale Berek dzielnie przeszedł dalej. W lesie, który zaczyna się na końcu ulicy, przepięłam go na linkę i już było super – Berek zaczął zwiedzać. Ścieżka przez las nie jest długa ale kończy się stromym zejściem na nadwiślańskie łąki. Szlak, jak widać na mapce na górze, skręca w prawo w stronę Opactwa Ojców Benedyktynów w Tyńcu. Ja jednak poszłam w lewą stronę i szybko wyszłam na otwarte przestrzenie Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego. Pola są porośnięte wysoką trawą. Po jednej stronie jest Wisła i można iść wałem wzdłuż rzeki. Po drugiej stronie są pagórki porośnięte lasem. Przeszłam się kawałek wałem, skręciłam na pola, a potem znów wróciłam na wał, bo tam było zdecydowanie najmniej błota. Wszędzie było widać ślady zwierzyny, a Berek momentami bardzo intensywnie węszył. Przez chwilę pocieszałam się, że wysokie trawy są w stanie zapobiec psiej pogoni, ale szybko przypomniałam sobie słowa Stanley’a Coren’a (Tajemnice Psiego Umysłu) o tym, że psi „[…] zmysł wzroku potwierdza jedynie to, o czym powiadomił go wcześniej węch”, więc po co się łudzić? 🙂
Szczerze polecam taką wyprawę – odświeża umysł i ciało. Berek też był zadowolony, bo odwiedził nowe miejsce, a to jest zawsze przygoda. Żałuję, że nie polatał luzem, ale niestety, nie ufam mu aż tak, nie znałam terenu i ie liczę na szczęście. Planuję natomiast na pewno tam wrócić i pozwiedzać dokładniej Bielańsko-Tyniecki Park Krajobrazowy, jak i sam Tyniec i okoliczne lasy.

gordon seter seter gordon setter seter, Berek seter seter seter seter Berek, seter seter seter berek, seter IMG_2149 unnamed

„Jak na setera…”

Autorka bloga Trend z Seterem często wspominała, że według niej najważniejszą komendą u psa (nie tylko setera) jest przywołanie. Zgadzam się z tym w pełni. Jest to komenda, która przydaje się w wielu sytuacjach, a może też uratować psu życie.

A jak to wygląda u nas? Ano, różnie. Jak na setera, Berek ma dobre przywołanie. Jednak w tym stwierdzeniu są dwa „ale”…
Pierwsze „ale” co znaczy „jak na setera”? Nie znoszę tak myśleć o moim psie, choć czasem się na tym łapie i chyba jest to nieuniknione. Seter to pies jak każdy inny tylko, że ma silny instynkt myśliwski. Oczywiście nie każdy seter, bo jest to też kwestia indywidualna. Berek kocha tropić, jest temu oddany i doskonale wie, że nie ma nic lepszego. Sądzę, że oddałby duszę diabłu za gonienie po polach za tropem. Biorąc to pod uwagę, nauka przywołania u setera jest dość trudna. Jako amatorowi, wychodzi mi to różnie, ale o tym za chwilę.
Drugie „ale” to próba odpowiedzenia sobie na pytanie co to znaczy, że przywołanie jest na poziomie dobrym… Czy jeśli jest po prostu tylko dobre, a nie jest idealne, to nie znaczy to, że właściwie go w ogóle nie ma? Czy pies, który nie ma wyćwiczonego przywołania na 100% ma wyćwiczone w ogóle przywołanie? To to działa czy nie działa?

Tak więc mając na uwadze co napisałam powyżej – u Berka, jak na setera ;), jest dobrze. Berek w ciągu 3 lat z niknął mi z oczy może 2 razy na około 1-2 minuty (wskoczył w krzako-las wyraźnie idąc za tropem). Raz miał bliskie spotkanie z sarną. Za każdym razem byłam przerażona i reagowałam pewnie histerycznie, ale to już mój problem, a nie psa. Nie sądzę jednak, żebym miała powody do tego by osiąść na laurach. Dla mnie, jako właśnie właściciela setera, przywołanie jest tym samym co odwołanie. A odwołanie to jest przerwanie czegoś co pies już robi. Osobiście uważam, że przywołanie psa, który sobie biega wesoło po znajomym trawniku nic nie znaczy, bo pies właściwie czeka na kontakt z właścicielem i nie jest niczym konkretnym zajęty. Natomiast odwołanie psa, który zaczyna bawić się z innymi psami, lub który zaczyna biec po tropie, robić coś co jest dla niego praktycznie sensem i miłością życia, to zupełnie inna para kaloszy…

Spacer z psem po polach to dla mnie ciężka praca. Ćwiczę z Berkiem przywołanie, cały czas go obserwuję, patrzę co robi, próbuję zgadnąć co będzie robić za chwilę. Po trzech latach z Psim Ryjem wiem, że na jakoś naszego przywołania/odwołania ma wpływ:
– czy jest to zwykłe pole, czy np polanka w parku miejskim (np. na Polu Mokotowskim) –  tam gdzie Berek wie, że może być zwierzyna zachowuje się zupełnie inaczej.
– czy wieje wiatr, czy jest wilgotno, zimno, ciepło, itp.
– czy zapachy są świeże – Berek przecież to doskonale wie, ja mogę to zgadywać tylko  obserwując jego zachowanie.
– czy wszedł już na trop i nim idzie, czy jeszcze nie. W momencie kiedy ślad jest świeży i  Berek go dokładnie zidentyfikował, bywa ciężko. Na szczęście potrafię często dostrzec,  że Berek jest danego dnia pobudzony, szuka i że mam z nim kiepski kontakt na spacerze.  Zwykle wtedy wracamy do domu, albo zmieniamy miejsce spaceru. Nie ma sensu, abym  próbowała zainteresować go czymś innym, biegała z patykiem, czy robiła pajacyki, bo  Berek nie będzie tym zainteresowany.
– jeśli widzi zwierzynę istotne jest czy ona się rusza czy stoi nieruchomo i czy jest  blisko czy daleko. Od zwierzyny znajdującej się daleko raczej mogę go odwołać, ale  wtedy zapewne Berek jej jeszcze nie czuje, bo już wcześniej widziałabym, że węszy i  podchodziłby do niej po łuku, więc taka sytuacja się nie liczy. Jeśli zwierzyna jest blisko i się rusza…  zachęcam do wpisu, który podlinkowałam wcześniej…
– czy jest zmęczony, bo wtedy, po prostu, mniej tropi.
– od humoru Berka. Czasem ma dni, że po polach spaceruje niby książę, a czasem nie  przestaje galopować z nosem przy ziemi.

Na pewno popełniłam mnóstwo błędów ćwicząc przywołanie, ale robiłam co umiałam. I teraz jestem o 3 lata z Berkiem mądrzejsza. „Jak na setera” jest dobrze. Jak na mojego setera to mogłoby być lepiej :(.
Poniżej dwa filmiki z naszego porannego spaceru. Na pierwszym Berek już leciał po śladzie, jednak nie był nim aż tak bardzo zainteresowany i odwołanie go nie było problemem. Na drugim filmiku Berek okładał pole szukając czegoś ciekawego – to dla niego norma i „nudy”, więc odwołałam go od tej czynności w miarę szybko.
(przyciszcie kompy 😉 )

Berkowa przygoda życia?

Musiało minąć kilka dni, żebym się uspokoiła i stwierdziła, że jednak opiszę naszą przygodę na blogu. Ostatnie święta przejdą u mnie do historii i to oczywiście dzięki Berkowi. Niestety wcale mnie to nie cieszy aż tak bardzo…

Na święta pojechaliśmy do rodziców, którzy mieszkają pod Warszawą. Zaraz koło domu są ogromne nadwiślańskie łąki. Wprost uwielbiam te tereny – jest tam ładnie, teren jest duży, Berek ma gdzie śmigać. Jest rzeka, jezioro, drzewa. Korzystając z okazji w Wigilię śmignęłam rano na spacer. Tego dnia był silny wiatr i Berek biegał w kółko ganiając podmuchy. W pewnym momencie wręcz wbiegł na sarnę siedzącą w wysokiej trawie. Ona chyba też nas nie czuła i nie słyszała (mimo iż idąc po polach ciągle ćwiczę przywołanie gwizdkiem…). Wyskoczyła na zaorane, błotniste pole i zaczęła biec. Berek niestety za nią. Ja stałam i czekałam, żeby Berek odpuścił, co robi po iluś-dziesięciu metrach jak widzi, że sarna zwiewa. Jednak tym razem sarenka miała inny pomysł: zaczęła zwalniać, po czym … zatrzymała się. Ja zamarłam, bo Berek do niej podszedł i zaczęli beztrosko kicać wokół siebie. Zaczełam biec w ich kierunku, bo nie widziałam co się dzieje i dlaczego to zwierze nie ucieka. Gdy zbliżyłam się do nich, sarna przebiegła przez wysoki gąszcz na sąsiednie pole, a Berek oczywiście za nią. Wypadłam z krzaków za nimi i nie mogłam uwierzyć własnym oczom: znów stali obok siebie i się nie ruszali. Berek był w pozie zapraszającej do zabawy i gapił się raz na sarnę, raz na mnie. Nie miałam pojęcia co zrobić. Zaczęłam wołać Berka, jednak ten nie do końca chciał odejść od „koleżanki”. W końcu odpuścił i zaczął do mnie biec. Niechętnie, bo niechętnie, ale do mnie przybiegł, a sarna schowała się w trawie, bo wyraźnie moja obecność i wołanie ją niepokoiły.

Gdy wreszcie zapięłam Berka na smycz, opadły mi emocje. Wpadłam w panikę. Tysiące myśli przelatywało mi przez głowę. Berek był cały w błocie, opluty, roztrzęsiony z emocji i podniecenia. Chciał biec do niej znowu, przeszukać krzaki i imprezować dalej. Ja byłam w stanie tylko dowlec się do domu i to też nie do końca, bo musiał przyjechać do mnie A. i mi pomóc się pozbierać, bo wypełzanie z błota jakoś mi nie wychodziło i dzwoniłam do niego wygadując rzeczy, których on nie rozumiał. Moje przerażenie pewnie było przesadzone, ale w całej historii było kilka elementów, które mnie totalnie zbiły z tropu. Po pierwsze dość długo zwierzaki były daleko ode mnie, a widziałam już, że sarna nie biegnie. Nie wiedziałam dlaczego i spodziewałam się najgorszego. Po drugie, pomyślałam, że dzikie zwierze będzie się desperacko bronić i może zrobić Berkowi krzywdę. Po trzecie, gdy już mogłam całą akcję obserwować z bliska, nie miałam pomysłu jak to wszystko się skończy, bo nie wydawało mi się możliwe, żeby mój super myśliwski pies tak po prostu odszedł od sarny i do mnie wrócił ( co jednak zrobił!). Koniec końców, niby nic się nie stało, ale jednak…
Następnego dnia A. poszedł razem z nami na pola. Berek latał jak szalony i szukał tropów. Przez 1,5h biegał bez przerwy, zagotował się, para z niego buchała i musiał ochłodzić się w jeziorze. Poziom podekscytowania ? Maksymalny. Wieczorem wzięłam go na spacer po mieście, żeby trochę ochłonął z tych sarnich emocji. Kolejne spacery? Tym razem dołączyła do nas moja koleżanka z jej psem. Berek przegonił kolegę, wyraźnie dał mu znać, że nie ma ochoty na nic innego jak tropienie i kumpel ma spadać. Latał może mniej, ale wyraźnie szukał zapachów i był nastawiony tylko na węszenie. Natomiast dziś na polach nie spuściłam go ze smyczy, bo widziałam, że nie miał ze mną kontaktu. I również dziś wróciliśmy do Krakowa, czyli teraz spacery będą już odbywać się w innym miejscu, na innych polach, więc jest nadzieja, że będzie „po staremu” i Berek będzie spokojniejszy i nie będzie tak nakręcony.

Berek ma silny instynkt łowiecki. Nie jest to dla mnie zaskoczenie, bo taki sam był seter gordon moich rodziców, ale… przestraszyłam się opisanej powyżej sytuacji i boję się do tej pory. Berek okazał się i tak super, bo sarnie nic nie zrobił i po paru minutach (które wydawały się wiecznością) wrócił do mnie po prostu odchodząc od niej (jak dla mnie-kosmos)… Jednak, biegnąc blisko za sarną, nie posłuchał się i nie zatrzymał co jest moją porażką. Nie potrafię wypracować przywołania do tego stopnia, żeby Berek mając tuż przed sobą truchtający coraz wolniej sarni tyłek, zawracał na komendę. Nie wiem jak to zdarzenie wpłynie na zachowanie Berka. Czy będzie tak „odfruwać” na każdym spacerze, a ja stresować? Jutro spacer i zobaczymy jak kontaktuje na polach w Krakowie.
A poniżej filmik… taki w temacie 😉