Pychowice

Niedawno odkryliśmy wspaniałą miejscówkę na Berkowe spacery. Jak już wielokrotnie wspominałam na blogu, spacery z Berkiem wymagają od nas wyszukiwania miejsc o dość specyficznych warunkach. Jest to głównie potrzebne Berkowi, aby nic złego mu się nie stało, gdy szaleje w galopie. Ale również ja potrzebuję móc osiągnąć magiczny stan, kiedy nie panikuję, bo wiem, że pies nie zrobi sobie krzywdy. Tak więc unikamy:
–  okolic ulic (wyjątkiem są sporadyczne wypady na Błonia,, gdzie Berek zajmuje się zabawą z innymi psami i nie jest w amoku polowania)
– miejskich parków, bo zwykle są one za małe dla Berka, a znudzony Berek to Berek kombinujący i szukający nowych wrażeń, co może się źle skończyć. Berek okłada pole (teren/trawnik/park)  z niesamowitą prędkością i zaangażowaniem. Gdy zaczyna pracować na zbyt małej przestrzeni, która nie pozwala mu tego swobodnie robić, ja zaczynam widzieć masę czyhających na niego niebezpieczeństw, które są dla niego zwykłą przeszkodą w węszeniu.
– lasów, bo tam trzymam Berka na 15-metrowej lince, no co nie zawsze mam ochotę
Nasza nowa miejscówka jest natomiast idealna. Koło uroczyska Górka Pychowicka (mapka) Berek może szaleć wśród wysokich traw i kręcić swoje seterowe kółka ile tylko zamarzy. Na szczęście Berek dobrze się pilnuje i zawsze wie gdzie jestem, więc nie muszę się denerwować, ze zapodzieje się w wysokiej trawie. Niedawno zdałam sobie sprawę, że Berek nigdy nie odbiega ode mnie daleko. Tak więc jeśli odpowiednio wybiorę miejsce spaceru, mogę spokojnie wędrować polami i nie denerwować się, że gdzieś zapodzieje mi się pies. Można tam też spotkać innych psiarzy. Miejsce jest tak fajne, że wiele osób przyjeżdża tam specjalnie ze swoimi pupilami.
Dojazd komunikacją miejską jest stosunkowo prosty: z Mostu Grunwaldzkiego odjeżdżają trzy autobusy – 112, 162 i 412. Należy wysiąśż na przystanku Rodzinna i kierować się w górę ulicą Rodzinną, lub Jemiołową. Natomiast samochodem skręcamy z ulicy Tynieckiej w Rodzinną lub Jemiołową. Na końcu, przy samych polach jest trochę miejsca, żeby zaparkować auto.

Czy powinno być tak, że właściciel dostosowuje miejsce i rodzaj spaceru do psa? Nie wiem. Pewnie niektórzy powiedzą, że nie, bo to pies powinien dostosować swoje zachowanie do nas i tego gdzie chcemy iść na spacer. Może i tak, ale… Pies to nie zabawka i nie musi spełniać naszych zachcianek ani oczekiwań. Berek często mi o tym lubi przypominać :). Ma niezwykły temperament i  jest uparty. Doskonale wiem jakie spacery lubi. Bieganie po polach kocha całym sobą. Wiem, że za każdym razem gdy do mnie wraca gdy go wołam, robi to bo jestem dla niego ważniejsza od wszystkiego innego co jest istotne w jego życiu. Nie uważacie, że to super? I za to wracanie do mnie, za to odwracanie się od zapachów i przerywanie gonitwy za tropem – dostosuje spacery do tego co on potrzebuje.

DSC_0795

DSC_0875

DSC_0878

DSC_0799

DSC_0801

DSC_0803

DSC_0805

DSC_0806

DSC_0807

DSC_0808

DSC_0818

DSC_0828

DSC_0869

DSC_0872

DSC_0834

DSC_0835
Rozpędzanie …
DSC_0836
… i wyhamowanie 🙂

DSC_0843

DSC_0846

DSC_0848

DSC_0849

DSC_0858

DSC_0866

DSC_0867

DSC_0868

DSC_0874
Refleksja pospacerna 🙂

Berek i jego kobietki ;)

W ostatni weekend znów udało mi się umówić na seterkowy spacer w cudownym gronie. Już wcześniej pisałam o świetnej Vegusi i Suzance z którymi Berek szaleje po nadwiślańskich łąkach pod Warszawą. Szkoda, że nie bywam w stolicy częściej, bo takie spacery to dla mnie terapia i zastrzyk energii na cały tydzień.
Psy wyjątkowo dobrze się bawiły. Zresztą popatrzcie sami na to szaleństwo. Dla seterowych szajbusów zapewnia, że  zdjęcia poniżej będą mieć moc uzdrawiającą 🙂

DSC_0710
Berek podziwia swoje kobietki 🙂
DSC_0700
Widzicie psy? Pełen galop 🙂

DSC_0711

DSC_0730
Berek i Vega
DSC_0732
Berek i Vega

DSC_0744

DSC_0749

DSC_0756

DSC_0775
Zabawa w berka 😉

DSC_0776

Komenda „Ryjek!”

Nauczyłam Berka tej sztuczki w dwa „posiedzenia”. Mam naprawdę mądrego psiaka :). Teraz tylko utrwalanie i jeszcze raz utrwalanie.
Do filmiku zrobiliśmy „Ryjek!” tylko trzy razy, ale myślę, że Berek dałby radę więcej, choć już raczej z rozpędu i trochę bezmyślnie, więc nie ciągnęłam tego dłużej.
Jak go tego nauczyłam? Bardzo prosto – posadziłam Berka i przytrzymałam jego zabawkę- kółeczko przed jego pyskiem. Potem wzięłam smaczek i drugą ręką trzymałam za kółeczkiem.. Gdy Berek wciskał ryj w kółko, mówiłam komendę. Za jakiś czas planuję oddalać kółeczko od jego pyska i umieszczać na różnych wysokościach.

Fafle

Fafle – najpiękniejsza część psiego pyska. Uwielbiam psy z faflami! Setery szkockie mają imponujące fafelki, a Berek to już w ogóle ma fafle idealne 🙂 Fafle Berka żyją własnym życiem – latają, łopoczą, czasem są nad oczami, czasem zwisają nisko pod brodą. Gdy Berek leży, fafle leżą koło niego i zajmują sporo miejsca. Pod faflami Berek chowa sobie na później jedzenie, a marcheweczka znaleziona po godzinie podczas drzemki jest ogromną radością dla psa :). Pod faflem jest też miejsce na trochę lasu, bukiet trawy i kilogram piachu z plaży. Berek faflem potrafi przytulić się do mojej ręki. Czasem także coś skutecznie faflami nakrywa i nagle zwinięte w kulkę skarpetki znikają… Faflem Berek też „smyra” – widać na gifie poniżej 🙂

DSC_1031-MOTION
posmyrać piłeczkę faflami 🙂

Tak więc fafle mają dużo walorów praktycznych. Natomiast te wizualne najlepiej podziwiać na filmach „slow motion” albo zdjęciach. Berkowe fafle maja masę fotek. Ostatnio, podczas spaceru z Hixem, zauważyłam jak kosmicznie wygląda mój pies przy innym psiaku, szczególnie mniej faflastym. Kontrast pomiędzy minami normalnego psa, a szaleństwem Berkowych fafli był zaskakujący. Dodatkowo mój Psi Ryj wyjątkowo się miota, skacze, wprost lata jak jakiś przedziwny potwór, gdy tymczasem Hix sobie stoi i jest psem 🙂 A to przecież szczeniak i jego właścicielka Ania sama dobrze wie ile przedziwnych rzeczy potrafi wymyślić jej pies ;).
Ale to taka natura setera – zawsze w ruchu, zawsze bardzo zaangażowany we wszystko co robi. Ostatnio zrozumiałam, jak bardzo już się do tego przyzwyczaiłam i przestałam zauważać jak charakterystyczne jest zachowanie Berka. Dopiero w kontaktach z innymi psami, plus na fotkach, widać jaki to żywioł. Dużo osób patrząc na Berka pyta mnie ile on ma. Gdy mówię, że 20 miesięcy, są zaskoczeni, bo przed nimi kręci się wielki szczeniak, któremu drga w radości każdy mięsień, a ogon chodzi we wszystkich kierunkach.

DSC_1076
Hix – tollerhix.blogspot.com

DSC_1030

DSC_1052

DSC_1061

DSC_1062

DSC_1066

DSC_1071

DSC_1074

DSC_1081

Identyfikator dla psa

Uważam, że puszczenie psa bez adresówki jest bardzo nieodpowiedzialne. Berek zawsze ma obroże z adresówką, nawet na spacerach na których nie planujemy spuszczać go ze smyczy. Berek jest też zachipowany, jednak wierzę w moc adresówki. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś znajdzie mojego psa i będzie tak uczciwy, że się o niego zatroszczy i wykaże chęć odnalezienia właściciela, to ma to być dla niego łatwe. Ludzie nie chcą robić rzeczy które wymagają zachodu. Zabieranie psa do weterynarza, aby zlokalizował chipa jest problematyczne i nie każdy może chcieć lub mieć możliwość to zrobić. Trzeba też brać pod uwagę, że są osoby, które najzwyczajniej w świecie nie wiedzą o istnieniu psich chipów… Tacy ludzie dobrej woli, ale nie psiarze, powinni móc szybko zlokalizować adresówkę i łatwo skontaktować się z właścicielem.

Jestem przeciwna śmiesznym adresówkom, które nie wiadomo czym są – czy to ozdoba, czy jakiś idiotyczny gadżet? Identyfikator powinien być wykonany z trwałego materiału, z którego napis nie zetrze się, ani nie zmyje w kałuży lub jeziorze. Adresówka musi być przymocowana na „mur-beton” do obroży i być stosunkowo duża, żeby rzucać się w oczy. Przy Berkowej obroży dynda dość dużo rzeczy, ale identyfikator jest zdecydowanie największy i „najciekawszy”. Berek, oprócz identyfikatora, ma doczepione dwa małe dzwoneczki, a także informacje od weterynarza o szczepieniu na wściekliznę. Wszystko to przymocowaliśmy do obroży przy pomocy … zestawu do mocowania kabli czyli plastykowej małej zapinki zaciskowej.

300_300_productGfx_b4f2987504cd88d34c1fd1cc001229a4
http://www.e-connectors.pl

Niedawno trafiłam w internecie na Miedziankę u której można zamówić przeróżne identyfikatory dla psa, a dla siebie wisiorek :). Oferta jest bogata i na pewno warto zajrzeć na jej stronę. Za identyfikator o średnicy 3 centymetrów, z imieniem psa i dwoma numerami telefonu, zapłaciłam 20 złotych, plus 5 złotych przesyłki.

DSC_0120

Nad Świder !

W długi weekend z jednego miasta pojechaliśmy wypoczywać do innego miasta…  Kraków zamieniliśmy na Warszawę. Miałam ogromną ochotę na jakieś „psie spacery” i gdy tylko pojawiła się możliwość ponownego spotkania z Hixem byłam zachwycona, że będę mogła zobaczyć jak urósł.

Ania, właścicielka Hixa, zaproponowała sobotni wypad nad Świder. Propozycja wydawała się kusząca, szczególnie, że pogoda zapowiadała się piękna i miało być gorąco. Siedzenie nad wodą kusiło 🙂

Wyruszyłyśmy wcześnie rano w sobotę. Mieszkam za Łomiankami, pod Warszawą, więc wsiadłam do autobusu już po 6.00, aby być przed 8.00 w centrum i spotkać się z Ania i Hixem. Obecnie metro w Warszawie jest w części zamknięte więc nasza podróż była dość skomplikowana – musiałyśmy jechać autobusem z Pragi, zamiast wskoczyć w centrum z SKM na Otwock. Tak więc ja i mój szalony, unoszący się pod sufitem pies, jechaliśmy najpierw z Łomianek do metra, potem kawałek metrem, potem doszliśmy do centrum i już razem z Anią tramwajem na Pragę. Tam spotkałyśmy się z Kasią i jej pięknym Foxtrotem, który, podobnie jak Hix, jest rasy Nova Scotia Duck Tolling Retriever. Zaopatrzyłyśmy się klasycznie w jagodzianki i ciacha i pognałyśmy na autobus 702, który miał nas dowieść nad Świder.

Co do podróży … Berek był SPOKOJNY !!! Nie było idealnie, nie był zrelaksowany, ale dało się wytrzymać. Nie szarpał i nie darł się rozpaczliwie, mimo iż widać było, że jest napięty i bardzo czujny. Gdy tylko pojawili się Hix i Fox, Berek żywo się nimi zainteresował i zapomniał o panikowaniu…

Wysiadłyśmy na przystanku Świdry Wielkie skąd jest dość proste dojście nad rzekę. Postanowiłyśmy przejść kawałek dalej, aby uniknąć ewentualnego tłumu plażowiczów. Szybko udało nam się znaleźć  łagodne zejście do wody. Niestety brzeg rzeki jest pokryty śmieciami, ale nie jest źle – można znaleźć milsze fragmenty, gdzie nie ma syfu. Woda w rzece jest czysta i przejrzysta. Bez problemu można przejść na drugą stronę rzeki, gdyż Świder jest płytki, a dno przyjemnie piaszczyste.

Nad rzeką siedziałyśmy ponad 3 godziny. Foxtrot pięknie aportował piłeczkę, a Berek cały czas za nim biegał i mu przeszkadzał. Natomiast Hix nieśmiało właził do wody.  Poruszał się w swoim powolnym, szczeniakowym tempie i gapił na wszystko dookoła :). Psy naprawdę szalały i cudownie było widzieć ich uśmiechnięte ryjki. Dla mnie to bezcenny widok.

Uważam, że wycieczka była wspaniała – bawiłam się świetnie w przemiłym towarzystwie (dziękuję dziewczyny :), a Berek w domu padł  🙂

A z sensacji w stylu mojego Psiego Ryja? Przecież nie mogło być przeciętnie, normalnie i nudno – w końcu moim psem jest Berek 😀   Otóż jak tylko dotarłyśmy nad rzekę Berek wskoczył do wody, zanurzył się chłopak do połowy, wypiął kuper i … zaczął robić co trzeba. Z prądem – mądra psina 🙂 I nie tam, że tylko stopy były w wodzie, o nie! Cały Berek był w rzece – wystawała tylko klatka piersiowa i skupiona minka psiego czubka 🙂 Cudak 🙂

DSC_1113

DSC_1128

DSC_1183
Hix płynie 🙂

DSC_1132

DSC_1139

DSC_1143

DSC_1165

DSC_1166

DSC_1167

DSC_1170

DSC_1176

Recydywa z chamstwa i ignorancji?

Zawsze zastanawiałam się czemu ludzie uważają, że mają prawo wszystko komentować i zawsze wyrażać swoją opinię. Dotyczy to różnych tematów i różnych sytuacji – ja pozostanę przy psach, bo o tym jest mój blog. Nie mówię o reagowaniu, gdy dzieje się coś złego, bo to zupełnie inny teamt. Tutaj chodzi mi bardziej o zwykłe komentowanie, wyrażenie negatywnej opinii na czyjś temat, mimo iż to niczemu nie służy. Osobiście dość rzadko zdarzają mi sie takie sytuacje, bo zwykle spaceruję z psem w odludnych miejscach, ale i tak słyszę dziwne rzeczy. A to, że nie ma co wozić psa autobusem, bo sie męczy A jak mam się przemieścic jeśli nie mam auta? – o tym jednak ten człowiek nie pomyśli). A to, że zabłocony (co mam z tym zrobić? – jeśli nie brudzi tej osoby, to niech się nie stęka). Nie wiem co wtedy mówić. Ignoruję, bo zakładam, że nie będę się kłócić z kimś, kto zupełnie nie ma pojęcia o czym mówi. Osotanio jednak było inaczej. Otóż od czsu do czasu spotykam w lasku Wolskim pana, który jeździ na rowerze a za nim galopem biegnie jego sunia rasy wyżeł weimarski. Znam tego pana z widzenia i kiedyś nawet zatrzymał sie na parę sekund i zapytał czy ćwiczę z psem posłuszeństwo. To było dawno i nie było w tym jakoś nic dziwnego. Pomyślałam, że jako właściciel psa myśliwskiego, po prostu rozumie, że nad posłuszęństwem u tych psów trzeba popracować. Berek urósł, zaczął skuteczniej tropić, a ja w związku z tym zrezygnowałąm ze spacerów w Lasku Wolskim. Dobrze czy źle, ale jestem z Berkiem na etapie takim, że on do mnie wróci, ale najpierw będzie intensywnie węszył i jest jak najbardziej w stanie znaleźć zwierzynę (obecnie np. młode sarenki…). Pewnie mój błąd, że od tropu raczej nie jestem w stanie go odwołać na czas. Znalazłam otwarte pola, niedaleko Wolskiego, gdzie puszczam Berka luzem. Nie ma tam zwierząt, plus ja więcej widzę i moge przewidzieć co pies zrobi. Do Lasku Wolskiego chodzimy zdecydowanie rzadziej i zawsze na 15-metrowej lince. I niestety ostatnio miałam wątpliwą przyjemnośc spatkania pana na rowerze z weimarką… Mijając nas zatrzymał sie na 5 sekund i zapytał jak szkolenie. Odpowiedziałąm, że nadal pracujemy, na co on skwitował to jednym zdaniem, że pracuję, „a pies nadal się nie słucha…” Po czym zaczął się śmiać i odjechał, a jego weimarka grzecznie pognała za nim. Ja tak sobie zostałam zszokowana na środku ścieżki. Jakoś wyjątkowo mnie to zabolało, może miałam po prostu ogólnie gorszy dzień. Następnego dnia znów go spotkałam. Zawołałam Berka i zebrałam linkę, bo nie chciałam by plątał się jak będzie nas mijał rower. A plącze sie często, bo Berek marzy by pobawić się z ta weimarką. Ten pan zwolnił na rowerze i zaśmiał się stwierdzając, że jednak widzi , że Berek biega czasem sam… Może myslał, że dopiero go zapiełam – nie wiem i mnie to nie interesowało… Tym razem nie wytrzymałam i powiedziałam, ze owszem biega. Dodałam, że  w Wolskim nie wolno puszczać psów luzem i na dodatek jest to pies myśliwski, więc w ogóle nie widzę problemu w tym co robię. Pan zarechotał i bez słów odjechał. Ok, moge stwierdzić, że to jakiś dziwny człowiek i zapomnieć. I wiem, ze mi przejdzie i zapomnę. Jednak z drugiej strony zastanawiałam się jak ten człowiek w ogóle śmie komentować moje zachowanie. Nie ma pojęcia o mnie i Berku, nie wie że mój pies biega luzem codziennie ponad 2 godziny, niezależnie od pogody. Nie wie, że najprawdopodobniej taki spacer na lince jest o niebo dla niego ciekawszy niż desperacka pogoń za rowerem. Pan mnie krytykuje swoim uszczypliwym komentarzem i odjeżdża nie słuchając nawet co odpowiem. I jakim prawem? Może jego sunia jest bardzo grzeczna, nie wątpię, że się słucha i jest wspaniałym psem. Jednak ani mi ani Berkowi niczego nie brakuje i wypraszam sobie takie traktowanie. Koleżanka zasugerowała ( i jestem jej bardzo wdzięczna za wspaniałe poczucie humoru), żebym psim gwizdkiem odwołała mu psa … Next time 😀

A ponieżej zapowiedź następnego posta 🙂

DSC_0727

DSC_0792
Berek uciekający przed szczeniakiem – jak nie kochać tego psa ? 🙂

Ciszyca 2013

W Ciszycy byliśmy z Berkiem dwa razy: gdy Berek miał 4,5 miesiąca i 7 miesięcy. W ostatnią niedzielę pojechaliśmy znów. Berek ma teraz już 19 miesięcy…

Dotarliśmy na nadwiślańską plaże przed południem, kiedy nie było tam prawie w ogóle ludzi i nie było jeszcze upału. Pogoda była wspaniała! Mimo iż nie mieliśmy czasu na długie plażowanie, to udało nam się odpocząć i zrelaksować. Jednak człowiek najlepiej odpoczywa na łonie natury, w ciszy i spokoju.

A Berek? Znalazł sobie kumpla – buldożka francuskiego – z którym szalał po plaży. Ponieważ rano przed wyjściem dałam mu mało jeść, żeby nie latał z pełnym brzuchem, to co chwila przybiegał prosić o smaczki. Gdy dostał choćby małego psiego chrupka, biegł spowrotem do wody. Tankował dodatkową energię?

Bawiliśmy się super! Warto wybrać się do Ciszycy na jednodniowy detoks od miasta i zamętu dnia codziennego 🙂

DSC_0849

DSC_0865

DSC_0879

s

DSC_0925

DSC_0928

DSC_0935

DSC_0956

s

DSC_1021

DSC_1019

DSC_1012

DSC_1003

DSC_1007

Archiwum Berka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

dsc_1551-8.jpg

 

Ostatnio jestem zmęczona, ale to niedługo minie. Jednak, gdy humor mam nie najlepszy to staram się koncentrować na tym co jest fajne. I oczywiście zaczynam myśleć o Berku i o naszych wspólnych spacerach.  Długą drogę przeszliśmy razem 🙂 Ostatnio przeglądałam fotki Berka – rany, jak ten psiak się zmienił 😀 Zobaczcie!

Zdjęć nie ułożyłam chronologicznie.

DSC_1609

DSC_0353

64113_3543370788861_707347034_n

DSC_0374

430054_3521793129433_621446150_n

 

DSC_0087
w dniu mojego ślubu

DSC_0192 (2)

 

DSC_1561 (9)

 

DSC_0004

I nie ma problemu!

Otóż posiadanie w Polsce psa i bycie aktywnym psim właścicielem jest bardzo często wyczynem. Może zaznaczę, że mówię o posiadaniu psa większego od kota, którego nie da się zamknąć w transporterze i uznać, że to bagaż podręczny… Pominę fakt, że ludzie są niezadowoleni, gdy widzą psa, pominę też fakt, że gapią się jakbym prowadziła samego diabła z diabelskimi racicami. Pominę też fakt zaczepiania mnie przez wszystkich żuli, próby „podrywu na psa” (mojego!), i panika wszystkich babć, że Berek zaraz je zje. Pominę to wszystko, choć tak na prawdę jest to beznadziejne, irytujące i mnie drażni, bo jestem nerwową i bardzo zasadniczą osóbką. Ale cóż – nie mam wpływu na to co robią inni ludzie. Nie mogę też im zabronić gapić się, albo komentować, bo na to nie ma paragrafu 🙂

Co jednak mnie wykańcza, to fakt, że w naszym kraju obowiązuje chyba prawo: „nie-bo-nie”. Jest ono oparte na chęci uniknięcia ewentualnego problemu poprzez ignorowanie go. A ja zaczynam na to reagować alergicznie … może warto zacząć o tym więcej mówić? Właściciel psa to też człowiek. Tylko taki z psem…

Otóż zastanawiałam się ostatnio czy mogę wejść do knajpy z psem jeśli nie ma na drzwiach oznaczenia, że z psem nie wolno. Czy mogę założyć, że jeśli nie ma zakazu to jest zezwolenie? Czy jak tylko usiądę to jednak podejdzie do mnie ktoś z pracowników i mnie wyprosi? Czy mam ochotę narażać się na to, żeby mnie publicznie wywalali z lokalu? Nie mam. Tak więc zawsze pytam czy mogę wejść z psem i widzę te zdziwione, albo zakłopotane miny kelnerów. Na to też nie mam ochoty. Wnioskuję więc, że lokale nie wywieszają znaków czy z psem wolno czy nie, bo liczą, że takich sytuacji nie będzie, albo będzie ich mało więc nie będą robić sobie kłopotu. Przecież człowiek z psem w knajpie to wyjątek… I może się rozmyśli i w ogóle nie wejdzie?…

Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że nieposiadanie auta może aż tak ograniczać życie. Po tym jak udało mi się przeżyć bez samochodu ponad 4 lata w Stanach Zjednoczonych, stwierdziłam, że mieszkanie w Krakowie bez swoich czterech kółek nie będzie problemem. I może nadal bym tak twierdziła, gdybym nie miała psa… Psa, który nie lubi jeździć autobusem, tzn – nie jest mu owa jazda autobusem obojętna. Tak więc, jeśli chcę gdzieś pojechać z psem to muszę najpierw dowiedzieć się czy z psem  da się tam przebywać. Musze to wybadać, bo rzadko kiedy jest takowa informacja podana na stronie hotelu czy pensjonatu. Zastosowana jest tutaj wspomniana wyżej metoda, że nie będzie się o tym wspominać, bo nie ma przecież potrzeby… Jak już zadzwonię i wybadam czy moge zanocować z psem (który przecież wygląda jak ucieleśnienie diabła…), to muszę poszukać transportu. Sprawa z PKP jest jasna, choc nie uważam, że do końca normalna. Jednak stękać na PKP nie będę, bo nigdy nie miałam problemu ani z uzyskaniem informacji ani z kupnem legalnego biletu dla psa. Siedziałąm wprawdzie na podłodze, a zimą byłam pokryta szronem, ale przynajmniej nie obeszły mnie pluskwy w intercity… Schody zaczynają się gdy chcę przejechać z psem PKS lub lokalnym busem. Berka do PKS nie wsadzę, bo nie lubi autobusów i nie zaserwuje mu takiego stresu. Natomiast busy? Psów nie można przewozić, albo nie ma na ten temat informacji na stronie przeowoźnika, bo po co:/? Kto by chciał jechać busem z Poronina do Słowackiego Zdiaru z psem? Zapewne nikt…

Ale spokojnie, ja coś wymyśle i tam jakoś dotrę. Poszukam lepiej, wypytam, doczytam, podzwonię i dotrę z psem tam gdzie będę chciała. Uda mi się, bo jestem uparta i zasadnicza. Nie rozumiem jednak czemu muszę aż tak walczyć i trafiać na tyle przeszkód. Zdaje sobie sprawę, że stękam, bo to tylko pies. Młode mamy nie maja jak się przemieszczać, bo mają wózek, którego nie ma gdzie wcisnąć w PKS czy busie. A ludzie niepełnosprawni? Chyba słyszałam o jakimś wagonie PKP przystosowanym dla wózków… Jest taki jeden, dwa? Przecież to są problemy nie do pokonania! Jeśli ja, mając po prostu włochatą istotę na końcu smyczy, spotykam się z tyloma trudnościami i jakimś zadziwiającym ostracyzmem, to co muszę przeżywać inne osoby?

DSC_0514

DSC_0521

DSC_0530